Apelacja od uniewinnienia redaktorów „Brzasku”

Prokuratura Rejonowa w Katowicach złożyła apelację do Sądu Okręgowego w Katowicach od wyroku uniewinniającego redaktorów pisma „Brzask” oraz strony internetowej Komunistycznej Partii Polski, wydanego 18 stycznia 2019 r. przez Sąd Rejonowy w Dąbrowie Górniczej.
Prokurator domaga się ponownego rozpatrzenia sprawy przez sąd pierwszej instancji. Powtarza postawiony w akcie oskarżenia zarzut propagowania totalitaryzmu poprzez publikacje „odwołujące się bezpośrednio do idei komunistycznego ustroju państwa oraz marksizmu i leninizmu”. Prokurator utożsamia marksizm-leninizm z totalitaryzmem, a odwołania do rewolucji społecznej traktuje jako nawoływanie do siłowego obalenia władzy. Zarzuca oskarżonym redaktorom także krytykę reformizmu oraz odwoływanie się do przedwojennej KPP. Sądowi natomiast prokurator zarzuca przekroczenie „zasady swobodnej oceny przeprowadzonych dowodów” oraz uznanie zeznań złożonych przez oskarżonych za wiarygodne.
Proces w tej sprawie trwa od ponad 3 lat, a jego geneza jest jeszcze dłuższa. Sięga donosu złożonego w 2013 r. przez posła PiS Bartosza Kownackiego na działalność KPP, w którym domagał się delegalizacji partii. Wówczas prokuratura odmówiła wszczęcia postepowania karnego, nie dopatrując się znamion przestępstwa. Do sprawy powrócono pod koniec 2015 r., po dojściu PiS do władzy. Prokuratura sformułowała akt oskarżenia przeciwko redaktorom wydawanego przez KPP pisma „Brzask” oraz administratorowi partyjnej strony internetowej. 31 marca 2016 r. zapadł wyrok w trybie nakazowym, tzn. bez udziału oskarżonych, skazujący czworo oskarżonych na prace społeczne i grzywny. Ich odwołanie od wyroku rozpoczęło standardową procedurę procesową.
W styczniu 2017 r. Sąd Rejonowy w Dąbrowie Górniczej zadecydował o umorzeniu postępowania, jednak od decyzji tej odwołała się prokuratura, a Sąd Okręgowy w Katowicach skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia. W trakcie procesu prokuratura nie była w stanie udowodnić postawionych redaktorom zarzutów, a prokurator nie potrafił nawet zdefiniować terminu „totalitaryzm”, na który się powoływał. W styczniu 2019 roku, po ośmiu rozprawach przed sądem w Dąbrowie Górniczej, ostatecznie zapadł wyrok uniewinniający. W uzasadnieniu wyroku sąd odwołał się również do faktu, iż Komunistyczna Partia Polski jest legalnie działającą i zarejestrowaną partią
polityczną.
Nie wyznaczono jeszcze terminu rozpatrzenia apelacji prokuratora. Koszty trwających latami działań przeciwko wolności słowa ponoszą podatnicy. Prokurator nie musi się nimi przejmować.

Dubois: „interesują mnie dowody”

„Proszę zwrócić uwagę, że większość okoliczności, w oparciu o które sformułowany jest zarzut, jest potwierdzone przez nagrania na taśmach” – z mecenasem Jackie Dubois rozmawia Justyna Koć (wiadomo.co).

JUSTYNA KOĆ: Złożyliście państwo zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Jakiego i wobec kogo?
MEC. JACEK DUBOIS: Zawiadomienie dotyczy podejrzenia popełnienia przestępstwa oszustwa, którego mógł się dopuścić pan Jarosław Kaczyński. Miało ono polegać na tym, że w celu uzyskania korzyści majątkowej dla spółki Srebrna wprowadził w błąd naszego klienta poprzez wywołanie w nim przekonania, że zamierza zapłacić za usługę, którą mu zlecił.
W ten sposób doprowadził go do niekorzystnego rozporządzenia mieniem poprzez to, że nasz klient przez ponad rok pracował wykonując zlecenie o wartości, zgodnie z ustaleniami opartymi o ceny rynkowe, ok. 5 mln zł. Kwota ta nie została mu zapłacona.
Rozumiem, że została wystawiona faktura? Pojawiły się wątpliwości co do tej kwestii.
Ten czyn ma charakter bardzo złożony. W momencie kiedy nasz klient wykonał zlecenie, zaczął domagać się zapłaty. Wtedy wskazano mu podmiot, na który ma wystawić fakturę. Kiedy wystawił ją zgodnie ze wskazaniami, okazało się, że firma ta nie dysponuje środkami finansowymi i nie może mu zapłacić. Natomiast faktyczny zleceniodawca, czyli spółka Srebrna, oznajmił, że nie może zapłacić, bo faktura wystawiona jest na inny podmiot.

Faktycznym zleceniodawcą był Jarosław Kaczyński, a faktura została wystawiona na Srebrną?
Pan Kaczyński, powołując się na to, że jest uprawniony do podejmowania wszystkich decyzji związanych ze Srebrną, zlecił naszemu klientowi wykonanie pracy na rzecz Srebrnej, a następnie wskazał inny podmiot, na który ma być wystawiona faktura. Podmiot ten został utworzony przez Srebrną w celu realizacji inwestycji budowy dwóch wież i miał docelowo przejąć własność nieruchomości. W międzyczasie jednak pan Kaczyński wstrzymał tę inwestycję i do przeniesienia własności nieruchomości nie doszło. W konsekwencji podmiot, który miał realizować inwestycję i na który została wystawiona faktura, nie posiadał żadnego majątku. Nie mógł więc opłacić wystawionej faktury.

Czyli gdyby udało się wybudować wieżowce, to fakturę udałoby się zapłacić?
Ja nie wiem, co by było, gdyby. Pan Kaczyński chciał, żeby spółka Srebrna wybudowała wieżowce. On utożsamiał się ze spółką i przedstawiał się jako osoba, która w tym zakresie podejmuje wszelkie decyzje. On w imieniu Srebrnej dał konkretne zlecenie, które było realizowane, i on poszczególne elementy tego zlecenia odbierał.
Gdy nadszedł czas rozliczeń za wykonane etapy, wskazał, aby wystawić fakturę na spółkę, do której zgodnie z planem miała być przeniesiona nieruchomość.
Ta faktura została wystawiona i wówczas okazało się, że do przeniesienia własności nie doszło, bo wstrzymano inwestycję, spółka nie ma środków i nie może zapłacić.

Czyli pan Gerald Birgfellner pracował przez ponad rok dla Kaczyńskiego, a ten na koniec powiedział, że mu nie zapłaci?
Pan Kaczyński zapewniał, że zlecenie zostanie opłacone, ale po wystawieniu faktury zapłata nie została zrealizowana. To przypomina scenariusz filmu sensacyjnego.

Rozumiem, że nie ma pan wątpliwości, skoro podjął się pan sprawy, że zostało popełnione przestępstwo?
Ja nigdy nie mogę zastąpić sądu i nie wyrokuję. Tu decyzję zawsze podejmuje organ do tego powołany. Natomiast rolą prawnika jest zweryfikowanie, czy istnieją dowody pozwalające potwierdzić formułowane zarzuty.
Gdyby coś było ewidentnie „wzięte z powietrza”, to tym tropem prawnik podążać nie powinien, bo to by działało na szkodę klienta. Z informacji, które otrzymaliśmy od klienta, i dokumentów, które nam pokazał, jasno wynika, że praca była wykonywana i odbierana, a za pracę nie było zapłaty.
Zebranie tych okoliczności w całość pozwala przyjąć wersję, że prawdopodobne jest, że do zabronionego czynu doszło. Weryfikować to mogą jednak tylko organy ścigania i sądy, natomiast każdy obywatel, który ma podejrzenie, że doszło do czynu zabronionego, ma obowiązek zawiadomić o tym.

W Sejmie z ust rzeczniczki PiS-u Beaty Mazurek słyszeliśmy, że taśmy są dowodem, że prezes wykazał się wyjątkową uczciwością. Jak pan to skomentuje?
Taśmy są zapisem godzinnej rozmowy, będącej częścią zdarzeń trwających ponad rok.
Jeżeli ktoś ocenia sprawę na podstawie jednego nagrania, w momencie kiedy wie, że w prokuraturze złożone są dwie pękate skrzynki dokumentów, to znaczy, że mówi to, co jest mu wygodnie powiedzieć, a nie odnosi się do całości dowodów w sprawie.
Ja nie wiem, czy pan Kaczyński na co dzień charakteryzuje się wyjątkową uczciwością, natomiast w tej sprawie jasne jest, że zatrudnił człowieka, który poświęcił ponad rok swojego życia zawodowego dla zrealizowania jego wizji i za to nie dostał wynagrodzenia. Jeżeli według pani Mazurek tak wygląda uczciwość, to rzeczywiście może tak mówić. Ja się z tym nie zgadzam.

Czy ma pan wiedzę, czy nagrania są z całego roku pracy dla Kaczyńskiego?
Ja w tej sprawie jestem prawnikiem i reprezentuję mojego klienta w określonej sprawie karnej. Nie wchodzę w sferę polityki czy innych kwestii niż zlecenie.
Interesują mnie dowody i te złożyliśmy w prokuraturze.

Ale rozumiem, że nie miał pan wątpliwości po przeanalizowaniu dokumentów, żeby zająć się sprawą.
Wysłuchałem całej historii zdarzenia, którą mi przedstawił klient, zapoznałem się z dokumentami. Historia ta jest logiczna i spójna. Takie działanie może wyczerpywać znamiona ustawy karnej.
Proszę zwrócić uwagę, że większość okoliczności, w oparciu o które sformułowany jest zarzut, jest potwierdzone przez nagrania na taśmach.
Fakt wykonania zlecenia nie budzi wątpliwości, kwestia niezapłacenia za nie również. Pan prezes wprost przyznaje, że zlecenie było zrealizowane i nie zostało opłacone.

Co grozi za taki czyn?
Zgodnie z Kodeksem karnym przestępstwo oszustwa dotyczące mienia znacznej wartości jest zagrożone sankcją do 10 lat pozbawienia wolności. To jedno z najbardziej społecznie niebezpiecznych i typowych przestępstw, które paraliżuje gospodarkę, zaufanie między przedsiębiorcami, zaufanie do obrotu gospodarczego.
Proszę zwrócić uwagę, że często takie zachowania są przyczyną bankructw i ludzkich tragedii.

Czy partia może prowadzić działalność gospodarczą?
My nie rozmawiamy o partii, tylko o spółce, w imieniu której działa poseł. Natomiast ja jestem pełnomocnikiem w sprawie, w której zostało złożone zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa oszustwa. Nie jest moją rolą doszukiwanie się innych aspektów sprawy, bo wtedy stałbym się politykiem, a nie prawnikiem. Ja reprezentuję konkretną osobę w konkretnej sprawie. Od odpowiedzi na takie pytania są media. Moje pełnomocnictwo dotyczy wątku mojego klienta, któremu nie zapłacono ponad 5 mln zł.

Co dalej? Czekacie na ruch prokuratury?
Z naszej strony wszystko zostało już złożone. Teraz prokuratura musi się z tymi materiałami zapoznać i zakładamy, że w najbliższym czasie zostanie wszczęte postępowanie.

Szef ochrony imprezy WOŚP w Gdańsku usłyszał zarzuty

Na polecenie Prokuratury Krajowej zatrzymany został szef ochrony imprezy WOŚP z 13 stycznia w Gdańsku, Dariusz S. – za to, że udzielił nieprawdziwych informacji, jakoby zabójca Pawła Adamowicza posłużył się identyfikatorem „media” aby dostać się na scenę.

Policjanci, zatrzymując Stefana W. nie znaleźli u niego plakietki z napisem „media”, natomiast identyfikator, którym miał się posługiwać napastnik, przekazał im pracownik ochrony.
Dariusz S. ma postawiony zarzut składania fałszywych zeznań i nakłaniania do tego jednego ze swoich podwładnych. Ustalono, że Stefan W. nie pokazywał swojego podrobionego identyfikatora, lecz „w inny sposób dostał się w pobliże prezydenta Gdańska”. Szef ochrony firmy „Tajfun” został zatrzymany o szóstej rano, a jego dom został przeszukany. Następnie został odwieziony do prokuratury. Oprócz śledztwa dotyczącego zabójstwa Adamowicza, prowadzone jest postępowanie dotyczące prawidłowości organizacji i zabezpieczenia finału WOŚP w Gdańsku. Według śledczych szef ochrony chciał „zataić zaniedbania”.
– Informacja o tym, że plakietkę miał sprawca została nam przekazana przez Dariusza S. Z naszych ustaleń wynika, że to nieprawda. Analiza monitoringu oraz zeznania świadków temu przeczą. Mężczyzna zeznał nieprawdę, próbując ukryć zaniedbania w trakcie zabezpieczania imprezy – poinformowała Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.
– Sami jesteśmy tym zaskoczeni, nic nie wskazywało na to, że tak to się może potoczyć – powiedział dziś rano Łukasz Isenko, pełnomocnik firmy Tajfun, w rozmowie z portalem money.pl. Isenko dodał, że „żaden z pracowników ochrony nie miał możliwości oględzin tego identyfikatora”.
Od poniedziałku w Tajfunie trwa kontrola MSWiA. Przedstawiciele Departamentu Zezwoleń i Koncesji MSWiA zabezpieczyli dokumentację związaną z rejestracją firmy i jej prowadzeniem. Pełnomocnik twierdzi, że z WOŚP firma współpracowała po raz pierwszy, choć miała wcześniejsze doświadczenie w ochranianiu widowisk kulturalno-artystycznych. 13 stycznia zaangażowanych miało być około 50 ochroniarzy. Wygląda na to, że Stefan W. mimo to zdołał przedrzeć się na scenę.
– W Polsce są 2-3 firmy, które faktycznie potrafią ochraniać imprezy masowe, znają się na procedurach związanych np. ze strefami dostępu i nie zatrudniają ludzi z przypadku – ocenił dla money.pl Bartosz Bieszyński, organizator imprez masowych. – Dlatego na niektórych imprezach możemy spotkać na ochronie starszych panów albo młodych chłopców, których łatwo oszukać czy ominąć.
Strona firmy Tajfun zniknęła z sieci. Pojawiają się komentarze, że była zarejestrowana w prywatnym mieszkaniu.

Słowo zbrodnią się stało

Słuchanie przekazu TVP info i innych rządowych mediów nie należy do przyjemnych.

Czuję się jak idiota, albo że ci propagandziści chcą idiotę ze mnie zrobić. Komentarze odredakcyjne na temat zabójstwa prezydenta Adamowicza sprowadzone jest tylko do relacji: zabójca psychopata – nieudolna ochrona – dzielna policja – prokuratura która zrobi wszystko, by sprawę wyjaśnić. …”Psychopata mógł zabić nawet prezydenta Polski, bo był pod pałacem prezydenckim, choć tego sam pałac nie potwierdza”…. Zabójstwo prezydenta miasta jest więc, być może, mniejszą tragedią. Sam minister Ziorbo o takiej ewentualności w TVP Info zdaje relację co kilkanaście minut.
Nie ma w tych mediach żadnego odniesienia do znamiennych słów ojca Wiśniewskiego, który w trakcie uroczystości pogrzebowej powiedział, „Człowiek budujący swoją karierę na kłamstwie nie może pełnić wysokich funkcji”. Nie wymienił nikogo z nazwiska, ale na prawicy jest takich wielu, szczególnie wyróżnia się jeden. Dla ułatwienia o kogo chodzi dodam, że nie było go na pogrzebie. Nie wspomina się słowem o wyrokach śmierci na polityków, wydawanych przez straż przyboczną PiS-u, o wieszaniu portretów polityków PO na szubienicach.
Europoseł Legutko uważa, że w Polsce starcia polityczne odbywały się w kategorii werbalnej. Tymczasem słowo zbrodnią się stało. Całe wcześniejsze szczucie, wyzywanie, oskarżanie nie miało nic wspólnego z tragicznym wydarzeniem. Nikt tam nie ma prawa powiedzieć, ani pomyśleć, że ta zbrodnia jest kumulacją tych wcześniejszych werbalnych – jak to określił europoseł – walk politycznych.
Refleksja owszem jest. Trzeba bardziej chronić vipów i lepiej organizować masowe imprezy. I to wszystko.
Przypomnę na koniec, że to postsolidarnościowa prawica sprawiała w ostatnich dziesięcioleciach, że część społeczeństwa ma wykrzywione ze złości twarze i życzy współobywatelom, inaczej myślącym, wszystkiego najgorszego z szubienicami włącznie.
Refleksji u wyborców kto sprawił, że jest u nas tylu obywateli kipiących nienawiścią nie widzę. Prawica jest na topie. I wolę, na razie, tego wątku nie rozwijać bo wnioski byłyby nieprzyjemne.

Harce pisowskiej prokuratury

Ponieważ w tekście „Zawiadomienie” z 27. czerwca b.r. informowałem, że w Prokuraturze Rejonowej Warszawa Śródmieście złożyłem zawiadomienie o możliwości podejrzeniu popełnienia przestępstwa na szkodę spółek skarbu państwa podczas tworzenia Polskiej Fundacji Narodowej, czuję się w obowiązku poinformować PT gości mojego bloga o ciągu dalszym i finale sprawy.
I tak, we wrześniu tegoż roku wezwany zostałem na miejscowy komisariat Policji celem przesłuchania mnie w charakterze świadka. Przesłuchującym był młody, sympatyczny policjant, wyraźnie zakłopotany sytuacją. Rozmowa miała taki mniej więcej przebieg:

Policjant: Mam przesłuchać Pana w charakterze świadka.
Ja: Proszę bardzo.
P. No to niech Pan mówi.
J. Ale co mam mówić? Stawiłem się na przesłuchanie i chętnie odpowiem na wszystkie Pana pytania.
P. Ale o co mam Pana pytać? Ja nic nie wiem. Nic tu nie jest napisane.
J. Ja też nie wiem, o co mnie Pan ma pytać, ale jestem do dyspozycji.
P. Czy ma Pan coś do dodania?
J. Nie, wszystko co wiem w sprawie zawarłem w „zawiadomieniu”.
P. No to co mam napisać?
J. Niech pan napisze: „Całą moją wiedzę w sprawie zawarłem w zawiadomieniu do Prokuratury”.
P. Dobrze (z wyraźną ulgą).

Jak się przy tym okazało, zlecając Policji przesłuchanie mnie w charakterze świadka prokuratura nie przekazała Policji całości mojego „Zawiadomienia”, pozbawiając je dwóch istotnych załączników.
28 listopada ukazał się w „Polityce” artykuł red. V. Krasnowskiej „Dokąd płyną miliony Polskiej Fundacji Narodowej?”. Autorka wspomniała w nim o moim zawiadomieniu informując o odmowie prokuratury wszczęcia dochodzenia w tej sprawie. Zaintrygowany odmową zwróciłem się do Prokuratury Rejonowej Warszawa Śródmieście o przekazanie mi – w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej – uzasadnienia tej decyzji. Właśnie ją otrzymałem i czytając przecieram oczy ze zdumienia. W najistotniejszym fragmencie uzasadnienia decyzji prokurator Aneta Kukla-Jasińska stwierdza:
„W przedmiotowej sprawie zaistniała konieczność przeprowadzenia czynności sprawdzających w trybie art. 307 k.p.k. w celu uzupełnienia danych zawartych w zawiadomieniu o przestępstwie. W związku z powyższym Jacek Uczkiewicz został przesłuchany w charakterze świadka przez funkcjonariusza Policji. W trakcie czynności procesowej wymieniony zaniechał (podkr. JU ) jednak złożenia jakichkolwiek dyspozycji. Nadmienił ponadto, że całą swoją wiedzę na temat przedmiotowej sprawy przedstawił w zawiadomieniu o możliwości popełnienia przestępstwa i nie ma niczego więcej do dodania. Ze względu na powyższe zaniechanie ( pokr. JU) osoby zawiadamiającej, a także niedysponowanie przez nią dokumentami potwierdzającymi stan faktyczny wynikający z zawiadomienia nie było możliwe uzupełnienie danych w nich zawartych”.
Okazuje się więc, że jeżeli obywatel zamierza zawiadomić prokuraturę o MOŻLIWOŚCI popełnienia przestępstwa powinien jej dostarczyć niezbitych tego przestępstwa dowodów, gdyż bez tego prokuratura nie jest w stanie nic zrobić. Najzabawniejsza jest jednak kwestia owego „zaniechania”. Nie wiem co autorka miała na myśli, w żaden sposób nie wspomniał o tym przesłuchujący mnie policjant. Tym nie mniej w tekście mojego Zawiadomienia znalazły się istotne fragmenty o takim charakterze. Przytoczę:
„Podejrzenia te zweryfikować można tylko przez analizę umów pomiędzy Fundacją a spółkami-fundatorami, analizę materiałów przedstawianych organom stanowiącym spółek wraz z propozycją wsparcia finansowego Fundacji, protokołów ze stosownych posiedzeń tych organów oraz dokumentów z audytu sprawozdań finansowych spółek.”
Oczywiście, jako zwykły obywatel nie mam dostępu do wymienionych dokumentów. Ma go natomiast Prokuratura. Ta, jak widać, wcale nie zamierzała pójść wskazanym śladem (dyspozycjami?!) – w uzasadnieniu nie znalazł się nawet najmniejsza o takich czynnościach wzmianka. Będąc w pełni świadomą tych okoliczności Prokuratura, odmawiając wszczęcia śledztwa, podparła się, łapiąc się lewą ręką za prawe ucho, fakultatywną możliwością stwarzaną przez art. 307 k.p.k.. Mówi on, że jeżeli zachodzi potrzeba, można zażądać uzupełnienia w wyznaczonym terminie danych zawartych w zawiadomieniu o przestępstwie lub dokonać sprawdzenia faktów w tym zakresie. Jak wynika z „Decyzji o odmowie…” Prokuratura nie podjęła żadnych czynności sprawdzających, o których mówi ten artykuł, zadowalając się tym, że nie mogłem dostarczyć „dowodów” nie mając dostępu do stosownych dokumentów. Nikt nie żądał ode mnie uzupełnienia danych, o czym mowa w art. 307 k.p.k., nie mówiąc o tym, że artykuł ten nie wspomina w żaden sposób o jakichś „dyspozycjach” zawiadamiającego. To Prokuratura Rejonowa Warszawa Śródmieście dopuściła się zaniechania a nie ja.

Wnioski.
1. Kierując do prokuratury wspomniane zawiadomienie liczyłem się z takim finałem, chociaż takimi „uproszczeniami” udało się Prokuraturze Rejonowej mnie zadziwić.
2. Używanie spółek Skarbu Państwa lub spółek z dominującym udziałem SP do zaspokajania różnych doraźnych politycznych potrzeb rządzących, potrzeb nie związanych z przedmiotem i zakresem działalności tych spółek staje się patologią. Jaka jest tego skala, jak my wszyscy, często przymusowi klienci tych spółek obciążani jesteśmy w sumie kosztami tych fanaberii rządzących – tego dzisiaj nie wie nikt. Niestety, patologia ta rozlewa się i na niektóre samorządy i ich spółki. Na prokuraturę nie ma co liczyć – sprawę rozwiązać może tylko systemowe uregulowanie problemu w stosownych ustawach. Ale oczywiście nie w tym parlamencie.

 

Tekst ukazał się na blogu „Jacka Uczkiewicza wołania na puszczy”.

Chronią pamięć mordercy

Nie milkną echa kuriozalnych usprawiedliwień białostockiej prokuratury w sprawie umorzenia śledztwa w sprawie propagowania faszyzmu.

 

Chodziło o uczestników III Marszu Żołnierzy Wyklętych w Hajnówce w lutym 2018 roku (strajk.eu pisał o tym tutaj), zorganizowanego przez skrajnie prawicowe i nacjonalistyczne organizacje takie jak ONR, Patriotyczna Jagiellonia, Narodowa Hajnówka, Stowarzyszenie „Marsz Niepodległości”. Jego uczestnicy nieśli symbole jednoznacznie w przestrzeni publicznej kojarzone z ideami faszyzmu: krzyże celtyckie, symbole Falangi, trupie główki takie same, jak ten noszone formacje SS. Marsz za głównego swojego bohatera wziął Romualda Rajsa „Burego”, odpowiedzialnego za mordy na ludności cywilnej.
Podczas samego marszu organy państwa nie reagowały na używaną przez jego uczestników symbolikę, więc Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar złożył w marcu zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstw podczas przejścia prawicowców, a mianowicie publicznego propagowania faszystowskiego ustroju państwa i znieważenia osób wyznania prawosławnego z Hajnówki. Policja umorzyła postępowanie, prowadzone pod nadzorem prokuratury we wrześniu tego roku. Prokuratura tę decyzję policji zaakceptowała trzy dni później. Teraz przyszedł czas na wyjaśnienia tej kuriozalnej decyzji, zaskarżonej zresztą przez RPO.
Prokurator rejonowy Karol Radziwonowicz uznał, że „Bury” był „postacią niejednoznaczną”, powołał się na jego rehabilitację przez sąd w 1995 roku. A skoro był niejednoznaczną postacią, to nie można go przedstawiać w sposób jednoznacznie negatywny. Zaś co do symboli, to cóż, trupia główka była elementem odznaki podziemia polskiego, a nie wiadomo jaki miała mieć kształt, więc nie można tez uznać, że to chodziło o symbol SS, krzyż celtycki zaś nie musi być symbolem rasistowskim, powołała się prokuratura białostocka na wyrok sądu z Warszawy, wprawdzie już dawno zakwestionowanego, ale to przecież nie szkodzi.
Wydaje się, że po uzasadnieniu, że swastyka jest hinduistycznym symbolem szczęścia, białostocka prokuratura chce przejść do historii jako ślepa na oczywiste fakty struktura wymiaru sprawiedliwości.

Kim jest prokurator Magdalena Kołodziej?

To ona umorzyła śledztwo w sprawie pobicia kobiet przez narodowców.

 

Pewnie tylko przypadkiem, ale również ona odpowiada za umorzenie sprawy głosowania w Sali Kolumnowej oraz odmowę śledztwa dotyczącego niewpuszczenia dziennikarzy do Sejmu.

Lista jej osiągnięć w politycznym nadzorze nad stosowaniem prawa w PiS-owskim państwie jest imponująca.

Panie Z. Ziobro, dlaczego ta wybitna prokuratorka jeszcze nie awansowała do centrali, nawet bezpośrednio na Nowogrodzką?

Tak się stara i taki brak Pańskiej wdzięczności?

Chyba, że jeszcze ma do wykonania kilka wybitnych zadań prawnych.

Umorzenia, to jeden kierunek działania, ale prokuratorka może też stawiać zarzuty. Po całkowitym przejęciu kontroli nad sądownictwem będzie trzeba postawić zarzuty sędziom, że uświadamiają młodzież w szkołach na temat roli konstytucji w ich życiu. Można też oskarżać ulicznych opozycjonistów, że spowodowali siniaki na rękach agresorów PiS-owskiej władzy…
Jeśli PiS będzie rządził naszym krajem, to kariera tej Pani jeszcze się może znacząco rozwinąć.

 

 

Umorzono śledztwo dotyczące znieważenia kobiet blokujących marsz niepodległości 11 listopada 2017. Postępowanie dotyczyło naruszenia nietykalności cielesnej, spowodowania uszczerbku na zdrowiu, znieważenia oraz zniesławienia przez uczestników marszu 12 uczestniczek kontrmanifestacji – działaczek Strajku Kobiet i Obywateli RP. Było prowadzone na wniosek poszkodowanych.

Prokuratorzy jednak nie dopatrzyli się tam naruszenia prawa.

Krzysztof Stępiński, adwokat reprezentujący działaczki, powiedział mediom, że złoży zażalenie od tej decyzji i że uważa jej uzasadnienie za „obrzydliwe”. Prokurator Magdalena Kołodziej uznała bowiem, że narodowcy, plując, kopiąc kobiety siedzące na ulicy na moście czy celowo nadeptując jednej z nich na dłoń „w ten sposób wyrażali niezadowolenie”, zaś szkodliwość społeczna czynów jest niewielka.

Weronika Książek

Zawiadomienie

Przeglądając wpisy w Krajowym Rejestrze Sądowym dotyczące Polskiej Fundacji Narodowej zaskoczony zostałem zakresem i kalendarium zmian celów statutowych Fundacji. Lektura wpisów, wzbogacona o doniesienia medialne nieodparcie prowadzi do podejrzenia, że zmiany te były nieprzypadkowe, a intencją zgłoszenia do KRS prowizorycznej wersji celów Fundacji mogło być uczynienie decyzji o finansowym zaangażowaniu się spółek skarbu państwa w to przedsięwzięcie bardziej „strawnymi ” dla ich organów i udziałowców. Aby to zweryfikować należy przejrzeć dokumentację Fundacji, umowy z fundatorami i protokoły posiedzeń właściwych organów spółek podejmujących decyzje finansowe. Ponieważ dostępu do tych dokumentów nie mam, a podejrzenia działalności na szkodę spółek skarbu państwa wydają się zasadne – zdecydowałem się powiadomić o nich właściwą prokuraturę. W końcu idzie o niebagatelną kwotę około 200 mln zł. Chodzi mi również o to, aby w przypadku potwierdzenia się podejrzeń, tego rodzaju praktyka nie mogła stać się rodzajem „patentu” na drenowanie spółek skarbu państwa, których wielu jestem klientem.

Solidarni z dziennikarzem „Angory”

Szpaka kaczka nie pokona. Prędzej skona.

Andrzej Szpak, powszechnie znany felietonista powszechnie poczytnego tygodnika „Angora”, został klientem łódzkiej prokuratury. Jedynie za to, że w felietonie drwiącym z wystawnej, bizantyjskiej imprezy u Ojca Dyrektora Rydzyka, wyśmiewał lizusowskie, służalcze zachowania najwyższych władz partyjnych i państwowych. Zachowania nie licujące z powagą tych władz. Obrażające nawet propaństwowe uczucia milionów obywateli naszego, wspaniałego kraju.
W felietonie, czyli w tradycyjnym literacko-satyrycznym gatunku dziennikarskim, Andrzej Szpak użył sformułowania „durny, kołtuński kraj” opisując wyjątkowo durne i kołtuńskie zachowania elit obecnego obozu zarządzającego naszym krajem, zachowania kompromitujące Polskę. Przywołał też popularnie stosowane w naszym kraju, także w jego tym „durnym i kołtuńskim” segmencie, imię męskie „Adrian”. Często kojarzone w mediach społecznościowych z nagannymi zachowaniami pana prezydenta Adriana Dudy.
I teraz tylko za to będzie odpowiadać przed prokuraturą, co może grozić mu wielomiesięcznym aresztem wydobywczym, postawieniem poważnych zarzutów o charakterze kryminalnym, i nawet więzieniem.
Każda durna i kołtuńska władza w każdym cierpiącym na brak myślenia i kołtuńskim kraju, nasyła prokuratorów i inne służby policyjne na bogu ducha winnych satyryków.
Każda durna i kołtuńska władza w każdym durnym i kołtuńskim kraju nie wie czym jest felieton w polskiej tradycji dziennikarskiej, bo jak widać jest z polskości wyobcowana.
Każda durna i kołtuńska władza chciała i nierzadko zamykała Polaków za żarty, za śmiech. I każdą ten polski wolny śmiech wypędzał z naszego wesołego kraju. Odstawiał od przysłowiowego koryta.
Apeluję do wszystkich dziennikarzy, zwłaszcza do felietonistów, w naszym, zagrożonym utratą wolności mediów kraju.
Bądźmy solidarni z Andrzejem Szpakiem. Napiszmy przynajmniej raz w naszym felietonie określenie „durny, kołtuński kraj” w kontekście polskim.
Przywołajmy popularne w naszym kraju imię „Adrian” wspominając o nagannych zachowaniach pana prezydenta RP.
Apeluję też do wszystkich obywateli naszego wesołego kraju kultywujących tradycje polskiego śmiechu z władzy.
Złóżcie doniesienie do łódzkiej prokuratury.
Donieście na siebie sami.
Donieście, że słysząc o bizantyjskich, sprzecznych z polskimi, zachowaniach pomyśleliście sobie choć przez chwilę – „durny, kołtuński kraj”.
Donieście prokuratorom, że słysząc o nagannych zachowaniach pana prezydenta RP przemknęło wam przez głowę imię „Adrian”. Imię bohatera z popularnego w Polsce programu satyrycznego.
Donieście sami na siebie, bo to przestaje być zabawne kiedy prokuratorzy ścigają za satyryczne teksty.
Bo takie prokuratorskie zachowanie to ostrzeżenie, że źle się dzieje w naszym kraju. Ostrzeżenie przed naprawdę jego niewesołą przyszłością.