Polskie bezdroża i wybory

Ta nasza historia, najnowsza, lata okupacji niemieckiej i tuż po wojnie obfituje w dramatyczne mocowanie się Polaków z wieloma narodowymi problemami na naszych drogach wyboru i decyzji w wymiarze społecznym i osobistym. Atakowały nas przecież ogromne cienie bezdroży, które musieliśmy pokonywać, by żyć i pracować. Musieliśmy najczęściej sami się boksować z wieloma przeciwnościami zaistniałymi w nowej rzeczywistości społeczno-politycznej, która była przecież dla większości Polaków zaskoczeniem i czymś jeszcze nieznanym. To, co się tworzyło po pięcioletniej, jakże okrutnej i zbrodniczej okupacji niemieckiej, nie mogło być dla nas obojętne, chociaż byli i tacy wśród nas. To oni przegrywali, przyjmując taki sposób na życie i swoją przyszłość.

Większość z nas myślała, zastanawiała się, co robić i podejmowała decyzje osobistego zaangażowania się w to powstające nowe, nieznane jeszcze, bo doprawdy było to nowe, a dotyczyło wszystkich Polaków. Oczywiście, że wielu z nas błądziło po tych polskich drogach i bezdrożach. Te nasze rodowe siedziby, miasta i wsie to jakże ubogie, dalekie były od ówczesnej cywilizacji Zachodu. Wielokrotnie musieliśmy wnosić korekty do swoich zachowań wobec tego, co się tworzyło na naszych oczach.
Duże zaskoczenie
Błądziliśmy, bo wszystko niemal było nowe, niespotykane na naszych drogach dotychczasowego życia i pracy. Rozwój sytuacji, życia społecznego, był niekiedy dużym zaskoczeniem. To również było w moim życiorysie. Przymierzałem się przecież do kilku zawodów, zanim wybrałem i przetrwałem w nim czterdzieści lat aż do przejścia na emeryturę, a następnie na rentę.
Nie byłem wyjątkiem, także moi koledzy kilkakrotnie dokonywali wyboru życia i pracy, wiążąc swoje losy z określonymi podmiotami państwa i działalności społeczno-politycznej. To właśnie ta tworząca się nowa rzeczywistość, ogarniająca nas młodych Polaków, dzieci wojny, motywowała do takiego postępowania. Było to trudne. Nie wszystko, co się tworzyło, powstawało, było zrozumiałe, oczywiste. Błądziliśmy, przeżywając różne osobiste rozterki i niekiedy brak przekonania do tego, co robiliśmy.
Jednak nasza intuicja wskazywała nam słuszne wybory i zachowania, które potwierdzone zostały w czasach dorosłego życia. Te wnoszone korekty w naszych zachowaniach były niekiedy spóźnione. Były też negatywne skutki, które trzeba było przezwyciężać w kolejnych latach. Bo do tego zmuszał nas młodzieńczy rozsądek, a później już nasze doświadczenia, nasza dorosłość. Wielu z nas, bardzo wielu, błądziło po tych naszych bezdrożach.
Myślami, zachowaniem, czuli się źle, coś uwierało. Ich myśli sięgały po inną Polskę, w II RP czuli się źle. Po latach mieli uczucie niespełnienia się, nie będąc w młodości w głównym nurcie dokonujących się zmian. Niestety, ich zachowania w ważnym okresie życia, tu i teraz, nie sprzyjały sięganiu po pewny sukces. Nie mieli poczucia sukcesu życiowego. Los sprawił, że pozostali na obrzeżach dokonań w dotychczasowych środowiskach. Ale wielu, bardzo wielu, dokonało właściwego wyboru. Ja też, czując się spełnionym we wszystkich wymiarach, zawodowym, społecznym i rodzinnym, nade wszystko rodzinnym. Byli to ludzie w większości z nizin społecznych, biedoty miejskiej i wiejskiej, a takimi przecież w II RP była większość Polaków. I to oni dziś mówią, że czują się spełnieni.
Pasałby krowy
Mieczysław Rakowski mówił, że gdyby nie było Polski Ludowej, pasałby krowy. Ja też. Nie wszyscy się do takiego życiorysy przyznają. Są tacy, którzy swoim zachowaniem urągają pamięci, kim by byli, gdyby nie warunki, jakie im stworzono na drodze awansu społecznego do uzyskania stopni naukowych i innych awansów, jakie były ich udziałem właśnie w Polsce Ludowej.
No cóż, tacy już jesteśmy, poprawiając i zmieniając swoje życiorysy, by podobać się nowym włodarzom Polski. Już nie pierwszym sekretarzom, a prezesowi. Można i tak. Człowiek, istota myśląca, ale wciąż się zmieniająca. Bo, jak wielu mówi, nie jesteśmy doskonałymi, lecz nieustannie się doskonalimy. Tylko jak to się ma do naszych wartości moralnych, po prostu, do bycia właśnie człowiekiem, sobą. Są nas miliony czujących się spełnionymi we wszystkich możliwych wymiarach.
Tyle tytułem wstępu do tego, co chcę napisać, co się tworzyło i powstawało, kiedy nastała jakże nowa rzeczywistość powojenna; o naszych zachowaniach, postawach i dokonywanych wyborach, których celem była nasza przyszłość.
Nowa rzeczywistość
Jest rok 1944. Lato. Początki sierpnia. Przeloty radzieckich bombowców przerywały nasz sen i burzyły pogodę ducha, bo przypominały nam naloty i bombardowania naszego miasta przez armię niemiecką i radziecką, bo na obrzeżach naszych domostw były zgrupowania wojsk niemieckich wycofujących się przed naporem oddziałów Armii Czerwonej.
W tej sytuacji na wschodnich krańcach Polski i nieco później niemal w całej Europie powstała nowa rzeczywistość, jakże odmienna od tej, jaka była przed wybuchem II wojny światowej we wrześniu 1939 roku i tuż po jej zakończeniu. Już wówczas my, Polacy, byliśmy podzieleni na różne orientacje i poglądy polityczne. Niemal każde polityczne ugrupowanie tworzyło struktury wojskowo-polityczne, oddziały zbrojne: AK, GL, AL, BCh i NSZ i jeszcze inne mniejsze formacje zbrojne.
Powstały też nowe partie polityczne, oprócz istniejących już przed wojną PPS i PSL. Taką nową partią była Polska Partia Robotnicza utworzona przez polskich komunistów podczas okupacji. Jej sekretarzem m.in. jeszcze w czasach wojny i krótko po jej zakończeniu był Władysław Gomułka. Istniała też Krajowa Rada Narodowa powołana w noc sylwestrową 1943/1944. Ogłosiła ona swój program przemian demokratycznych po wyzwoleniu. Miała to być Polska demokratyczna, ludowa.
Zapowiadała radykalne reformy społeczne, ziemię dla chłopów, fabryki dla robotników. Po kapitulacji Niemiec i zakończeniu wojny podziały i różnice programowe między tymi ugrupowaniami wojskowo-politycznymi jeszcze bardziej się zaostrzyły, objęły niemal wszystkich Polaków, skutkując czasami walkami bratobójczymi Polaków z Polakami. Nawet w rodzinach nie było jedności. Znałem dwóch braci. Jeden był w podziemiu, a drugi komendantem posterunku Milicji Obywatelskiej w jednej z gmin. Niemców już nie było, ale byli przeciwnicy polityczni dążący do przejęcia władzy. Jedni chcieli reaktywować II RP z kosmetycznymi zmianami programowymi.
Terror
Lewica też dążyła do przejęcia władzy, zapowiadając radykalne reformy demokratyczne, jak uspołecznienie przemysłu, przeprowadzenie reformy rolnej. Jej główne hasła to: fabryki dla robotników, ziemia dla chłopów, władza ludu, powszechna, bezpłatna oświata, odbudowa kraju ze zniszczeń. Ale jeszcze nic nie mówiono o socjalizmie. Te hasła głosiła PPS, która powstała w końcu lat dziewięćdziesiątych XIX wieku. Istniał terror. Ginęli Polacy w obronie nowej ludowej władzy i ci, którzy chcieli powrotu władzy z czasów II RP. Stroną atakującą był oddziały zbrojne partii prawicowych i konserwatywnych.
Władze odpowiadały działaniami odwetowymi, na terror też odpowiadano terrorem. Ginęli Polacy, nasi sąsiedzi też. Widziałem to jako dziecko wojny. Miałem wówczas czternaście lat. Ginęli również ci, którzy nie byli w żadnej organizacji politycznej czy zbrojnej. Byli oni daleko od sporów politycznych. Tak np. zginął m.in. przyjaciel naszej rodziny Wacław Bujalski pasąc krowy w lesie w pobliżu swoich zabudowań. Zabito go tylko dlatego, że w tym czasie ścigano zbrojny oddział prowadzący walkę z istniejącą już władzą liczący na powrót rządu z Londynu.
Zginął wdowiec, ojciec trojga dzieci. Był to dramat rodzinny. Moja rodzina często jeździła z nimi do lasu, zbierać grzyby, jagody i owoce. Pana Bujalskiego znaleziono po kilku dniach w lesie. Był przykryty gałęziami i liśćmi. Prowadzący obławę potraktowali go jak jednego z tych z lasu, którzy odmówili ujawnienia się po ogłoszonej amnestii. Takich ofiar było więcej na tych naszych polskich bezdrożach, ofiar ostrej walki między Polakami. Bój toczono o władzę dla polityków, natomiast ofiary ponosił niemal cały naród.
Kiereszowanie historii
Co było przyczyną, siłą sprawczą dokonywanych wyborów w czasie tuż po zakończeniu wojny i naszych ówczesnych dążeń? Pytanie oczywiście jakże historyczne, ale warto chyba w dzisiejszych czasach odpowiedzieć, posiłkując się autopsją.
Opisuję to, co widziałem i słyszałem, byłem świadkiem wielu sytuacji, w tym jakże dramatycznych śmierci ojców moich kolegów. Jest potrzeba przeciwstawiać się totalnym kiereszowaniom naszej polskiej historii, jej przeinaczaniu, niedomówieniom, po prostu zakłamywaniu. Przecież jeszcze żyje wiele osób, które są świadkami tego, co się działo w ówczesnej Polsce.
Największym kłamstwem jest twierdzenie przez polityków dobrej zmiany, partii konserwatywnej, że po okupacji niemieckiej była przez czterdzieści lat okupacja sowiecka. Jaka to analiza porównawcza upoważnia ich do takich pokracznych ocen niezwykle ważnego dla Polaków problemu narodowego. Przecież to kłamstwo. Nagłaśnia się je w książkach, filmach, środkach masowego przekazu opanowanych przez partię sprawującą władzę. To dobrze, że ukazuje się trochę prywatnych wydawnictw oraz rozgłośni radiowych i telewizyjnych, które polemizują z tymi kłamliwymi ocenami.
Jest faktem i trzeba to uznać, że wyzwolenie Polski przez armię wschodniego sąsiada, Armię Czerwoną, sprzyjało zasadniczym zmianom, do których dążyła ówczesna lewica i ugrupowania demokratyczne programowo z nią związane. To prawda, że te nowe władze w Polsce mogły liczyć na silne wsparcie, na konkretną pomoc w umocnieniu swoich wpływów w społeczeństwie.
Kto popierał?
Dziś wielu nie pamięta, albo celowo przemilcza, komu Polacy zawdzięczają dzisiejszy kształt Polski. Kto popierał włączenie do Polski Wrocławia, Szczecina i szerokiego dostępu do Morza Bałtyckiego. Tak się stało na wyraźne żądanie państwa radzieckiego, a nie państw zachodnich, a nawet rządu polskiego na emigracji. To państwo radzieckie, bolszewickie, zdecydowało, że mamy dziś korzystne ukształtowanie terytorium Polski, jego jakże korzystną demografię obywateli naszego państwa.
Wspomniałem już wyżej, że fakt wkroczenia do Polski oddziałów Armii Czerwonej był nader ważnym czynnikiem przejęcia władzy przez lewicę. Ale to byłoby niewystarczające, gdyby lewica była słaba, nie miała wsparcia, akceptacji liczącej się części Polaków, ich społecznego zaangażowania po stronie powstałej władzy o orientacji lewicowo-demokratycznej. Przecież np. Austria też była wyzwolona przez Armię Czerwoną. Jej wojska stacjonowały tam przez dziesięć lat. I co, wycofała się w 1955 roku. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta, gdyż zabrakło tego czynnika wewnętrznego, wsparcia, ze względu na słabość lewicy. To samo mogłoby zaistnieć i w innych państwach, w Polsce, Czechosłowacji, Bułgarii, Rumunii. W naszym kraju lewicę poparli ludzie miast i wsi, którzy w czasach II RP żyli w nędzy i ubóstwie. Oj pamiętam, pamiętam te lata zimna, mrozu i braku kromki chleba. Tak było w wielu, bardzo wielu rodzinach mojego miasta. Jeszcze gorzej było na wsiach, w tych siedzibach, które miały nędzne, małe gospodarstwa.
Urojone sukcesy
Obecnie nasi polityczni włodarze to negują, mówiąc o urojonych sukcesach II RP. Jaki zachwyt wyrażają o wybudowanym jednym Centralnym Okręgu Przemysłowym. A była to kropla w morzu naszych potrzeb. Ekonomiści udowadniali że aby poprawić los Polaków była potrzeba wybudowania 50 takich okręgów przemysłowych. Właśnie prawie tyle wybudowano w Polsce Ludowej, tej niechcianej, wysiłkiem ogromnym całego narodu, nie tylko komunistów.
To był gigantyczny marsz nowoczesnego przemysłu, który prawica, po przemianach w 1989 roku, zniszczyła, oddała niemal darmo obcym. Może kiedyś stanie się zadość sprawiedliwości i ci, którzy się do tego przyczynili, zniszczyli polski przemysł, odpowiedzą przed Trybunałem Stanu. Jako pierwszy powinien odpowiadać przed tym najwyższym trybunałem Leszek Balcerowicz, inni także.
W latach 1944-45 lewica zapowiadała szeroki i radykalny program reform społecznych, który był zgodny z oczekiwaniem znacznej części Polaków. Wychodził naprzeciw naszym dążeniom i aspiracjom. Chociaż jeszcze nie wiedzieliśmy, czego właściwie chcemy. Wiedzieliśmy natomiast, że chcemy się przede wszystkim uczyć i później pracować w wyuczonych zawodach, jakoś się urządzić, by nie wegetować w biedzie jak nasze rodziny, pokolenia robotników i małorolnych chłopów.
Widzieliśmy po prostu szansę w tej nowej tworzącej się rzeczywistości społeczno-politycznej. Organizowano i odtwarzano powszechne szkolnictwo, brutalni zniszczone i zakazane przez okupanta niemieckiego. Zapowiedziano i stworzono w moim mieście nowe szkoły zawodowe z różnorodnymi specjalnościami i licea. Takich szkół dotychczas w ogóle nie było. Były w Siedlcach odległych od naszego miasta o trzydzieści kilometrów. Mój starszy brat Józef był uczniem tej szkoły tylko pół roku. Były to czasy II RP. Rodzice nie mogli opłacać jego nauki.
Rzemieślnicy, w tym kuśnierze, masarze i inni również żądali zapłaty od rodziców za naukę zawodu. Tak było w moim przypadku jeszcze dwa lata po wojnie. Nauka w szkole publicznej, zgodnie z programem władz była bezpłatna. Prowadzono też masowy werbunek do różnych szkół zawodowych organizowanych w całym kraju. Pamiętam, jak koledzy z naszej ulicy kończyli takie szkoły w różnych miejscowościach i po ich ukończeniu byli kierowani do pracy w różnych zawodach.
Byli zakwaterowani w internatach zakładowych. Powstający przemysł oraz różne resorty miały swoje szkoły zawodowe. Były też szkoły przyzakładowe. Młodzi ludzie przyjeżdżający do rodzin na urlopy chwalili się tym, że pracują i zarabiają w wyuczonych zawodach przez kilka miesięcy.
Paradowali przez miasto w nowych garniturach, których dotychczas nigdy nie mieli. Niektórzy już z żonami odwiedzali swoich rodziców. Zapoznali je właśnie w szkole. Powstająca niemal z gruzów i zgliszcz nowa Polska potrzebowała wykwalifikowanych pracowników. Wielu podejmowało dalszą edukację w systemie wieczorowym i zaocznym.
Matura w rok
Ten system oświaty był zorganizowany niemal w każdym większym mieście. Nawet w moim było liceum dla dorosłych i szkoła wieczorowa dla tych, którzy nie ukończyli siedmiu klas. Ja do takiej szkoły uczęszczałem przez rok. Dlatego mogłem być przyjęty do pierwszej klasy szkoły zawodowej. A na wyższych uczelniach istniały roczniki zerowe. W ciągu roku uzupełniało się średnie wykształcenie, stając się studentami pierwszego roku.
Werbunkiem kandydatów do szkół zawodowych zajmowały się też komendy powiatowe Służby Polsce. Kto dzisiaj wspomina, że swoją edukację zawdzięcza tej powszechnej organizacji? Niewielu. My, młodzi odbywaliśmy służbę w SP, pracując i szkoląc się. Ja np. pracowałem w czasie wakacji szkolnych w lipcu 1949 roku w 39. Brygadzie SP w Pasłęku.
Budowaliśmy wały przeciwpowodziowe obok pól rolników. Brygada nasza liczyła ponad tysiąc uczniów szkół z całego kraju, w tym z Warszawy i Gdańska. Pracowaliśmy osiem godzin dziennie. Na polach rolników także, w soboty i niedziele. Robiliśmy to ochotniczo. Pamiętam, że w namiotach nie pozostawał nikt. Wszyscy maszerowali na pola rolników. Obok namiotów były kuchnie polowe i sanitariaty oraz ujęcia wody.
Rolnicy częstowali nas mlekiem i owocami. Wielu posiadaczy tych gospodarstw rolnych było tułaczami ze wschodu, a m.in. z Ukrainy. Piliśmy kwaśne mleko w upalne dni. Tego się nie zapomina. Takie właśnie były nasze życiorysy. Te piękne karty zachowań i patriotycznych postaw powojennego pokolenia są, niestety, zapomniane przez obecne władze, które nieustannie gardłują tylko o czasach zniewolenia pod „okupacją bolszewicką”. Dlatego tak się zachowują, bo ich zdaniem była to Polska zła, ludowa, a nie kapitalistyczna. Jakie to prymitywne i prostackie. Przecież to moje pokolenie budowało nie tylko fundamenty, ale i pierwsze piętra tego, co dzisiaj nasz kraj sobą reprezentuje.
Pięciu komunistów
To przecież moje pokolenie likwidowało skutki niemieckiej niewoli i tworzyło nowoczesne oblicze Polski. A kto zlikwidował żałosne zjawisko analfabetyzmu z czasów II RP? Szwadrony kosmitów? Nie, zrobiła to Polska Ludowa. A w moim mieście można było komunistów policzyć na palcach jednej ręki. Było ich pięciu, gdy powstawała Polska Ludowa. Znam ich wszystkich. Szewc, zamiatacz ulic, piekarz i jeden pracownik samorządu miejskiego. Po wojnie wciąż pracowali w swoich zawodach, nie zmieniając poglądów. Jeden z nich był aresztowany i zesłany do obozu; udało się go rodzinie wykupić. A inny, Ostaszewski, w butach, które naprawiał, dostarczał do odpowiednich osób ulotki podziemia. Wszyscy oni nie wykazywali większej aktywności aż do końca swojego życia.
Werbunek, czy samodzielne wybory drogi do awansu społecznego? Tak, to wszystko było w określonym zakresie i skali. Temu nie można zaprzeczyć. Było i jedno, i drugie. Np. robotnik, brygadzista budowlany, był wyznaczany na dyrektora przedsiębiorstwa powiatowego. Taka była konieczność. Był przecież brak inżynierów budowlanych. Trzeba ich było kształcić parę lat na wyższych uczelniach. W wojsku przez wiele lat po wojnie realizowano hasło programowe werbunku do szkół oficerskich. „Nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera” – mawiano.

Mnie też przyjęto do szkoły oficerskiej, mimo że nie miałem wówczas ukończonego średniego wykształcenia. Po wojnie jeszcze przez parę lat nie można było warunkować przyjęcia do szkół oficerskich posiadaniem matury. Bo po prostu tych maturzystów nie było, a tych, którzy posiadali maturę, przyjmowano na uczelnie cywilne. Tak było w moim przypadku.
Bezpartyjny
Ale wojsko stopniowo stawiało wyższe wymogi, tworząc jednocześnie warunki doskonalenia kwalifikacji i powszechnego dokształcania w systemie zaocznym i wieczorowym. Wojsko edukowało właśnie mnie niestacjonarnie przez czternaście lat, łącznie z uzyskaniem stopnia naukowego doktora, co zawdzięczam Polsce Ludowej i wojsku. Oczywiście, była też nomenklatura w polityce kadrowej jako jej zasadniczy kanon. Dobry fachowiec, ale bezpartyjny.
Tak. Ale po latach to się zmieniło. Prowadzono racjonalną politykę kadrową. Już nie egzekutywy partyjne decydowały o awansach, wyznaczaniu swoich partyjnych towarzyszy na kierownicze stanowiska. A teraz kto decyduje o wyznaczaniu na kierownicze funkcje w państwie i intratnych spółkach skarbu państwa? W sądownictwie i kulturze? Już nie pierwszy sekretarz KC lub KW, a prezes partii, która ma większość w sejmie. Niepokornych odwołuje się, a na ich miejsce są wyznaczane osoby o nijakich kwalifikacjach i doświadczeniu, ale uległe i pokorne wobec prezesa.
Mówi się dziś często o tym, jak to werbowano i zmuszano do wstępowania do PZPR jako warunku awansu społecznego. Na pewno były takie przypadki, ale byli i tacy, których nikt nie werbował i nie polecił im wstępowania do partii.
Tak było w moim przypadku i w przypadku mojego brata Józefa. Żyją jeszcze świadkowie tych naszych wyborów. Mając osiemnaście lat, udałem się do KP PZPR i powiedziałem, że chcę wstąpić do partii. Sekretarz spojrzał na mnie i powiedział, że chyba jestem jeszcze za młody, by się ubiegać o wstąpienie do partii. Pokazałem mu legitymację szkolną. Spojrzał na nią i polecił mi w sekretariacie wypełnić deklarację.
Po roku kandydowania zostałem przyjęty na członka. I taka była moja droga do partii i społecznego zaangażowania. Przez całe moje życie byłem człowiekiem o przekonaniach lewicowych. Będę nim już do końca. Teraz niektórzy politycy wielokrotnie zmieniają partyjne barwy, idąc tam, gdzie upatrują szansę na awanse i stanowiska. Po prostu robią to nie z potrzeb ideowych, ale z potencjalnych szans na korzyści materialne. Taka była droga wielu liderów partii władzy. To zjawisko występuje niemal we wszystkich partiach. Był działaczem PSL, a teraz jest funkcjonariuszem PiS, SLD. Lewicowiec działa teraz w PO. Takich, którzy zmieniali orientacje polityczne z myślą załapania się na posła, senatora czy ministra jest wielu w dzisiejszych partiach.
Kontakt z lewicą
W moim mieście takich jak ja, szukających kontaktów z lewicą, było wielu, nie byłem wyjątkiem. Nie mówiliśmy wówczas o komunizmie czy bolszewizmie. Takie pojęcia nie były w obiegu społecznym.
Dyskutowaliśmy, sprzeczając się o Polskę demokratyczną, o tym, co nam się oferuje, co ta nowa władza może nam dać i zmienić w naszym życiu. Jeszcze dodam, że kilku moich kolegów, wstępując do PZPR z własnej inicjatywy, pracowało później w KP PZPR w Sokołowie Podlaskim i Węgrowie, sąsiednim mieście powiatowym. Byli oni członkami tej partii aż do jej rozwiązania. Nie byłem więc w tych swoich wyborach i zachowaniach wyjątkiem w środowisku sokołowskim.
Warto chyba jeszcze wspomnieć, że w czasach powojennych powstało kilka organizacji młodzieżowych, które na kongresie zjednoczeniowym we Wrocławiu w 1948 roku utworzyły ZMP. W 1949 roku zostałem wybrany na przewodniczącego tej organizacji w Zasadniczej Szkole Metalowej.
Nikt nas nie werbował do wstępowania. Paru z nas poinformowało dyrektora szkoły, bezpartyjnego pana Stanisława Lesiaka, profesora fizyki i chemii, że chcemy utworzyć w szkole ZMP. Spojrzał na nas zamyślony i powiedział: ja wam nie będę przeszkadzał, tylko liczę na dobrą współpracę szkoły i uczniów. Odpowiedzieliśmy, że liczymy właśnie na dobrą współpracę z panem dyrektorem. Przychodził na niektóre nasze zebrania, radził i pomagał w wielu uczniowskich sprawach. Po tym uzgodnieniu z dyrektorem szkoły udaliśmy się do przewodniczącego ZP ZMP kolegi Rudasia. Był na naszym pierwszym zebraniu organizacyjnym, informując nas o celach programowych ZMP. Ogłosiliśmy, że kto chce wstąpić do organizacji, wypełnia deklarację, a kto nie chce, może opuścić salę. Niektórzy wyszli, nikt z nas ich nie zatrzymywał. Pamiętam, że większość z obecnych wypełniła deklarację, podpisując ją. Nikt nikogo nie namawiał do wstąpienia do powstającej organizacji młodzieżowej.
Dyscyplina uczniów
Na naszych zebraniach i spotkaniach omawialiśmy przeważnie sprawy warunków życia, wyniki nauczania, dyscyplinę uczniów, ich zachowań i działalność kulturalną. Nawet zorganizowano zespół artystyczny. Pamiętam, że prezentowaliśmy jednoaktówkę o partyzantach pt. „Wzgórze 703”. Prezentowaliśmy ją w kilku wsiach naszego powiatu. Upominaliśmy się też o zapomogi finansowe dla niektórych kolegów i koleżanek, którzy byli w trudnej sytuacji.
Pamiętam nawet, że nasza pani profesor Kołodziejczyk, zwróciła się do mnie z propozycją wytypowania osób spośród uczniów szkoły, które mogą po kilkudniowym kursie, pełnić w lipcu i sierpniu funkcję wychowawców na koloniach wakacyjnych dla młodzieży szkół podstawowych. W tych latach Powiatowy Inspektorat Oświaty miał trudności kadrowe z zaangażowaniem odpowiedniej liczby nauczycieli. Dlatego zatrudniano nas, uczniów szkoły zawodowej. Też byłem wychowawcą na koloniach i obozach młodzieżowych. M.in. w miejscowości Sabnie, gminie naszego powiatu, pełniłem funkcję wychowawcy grupy młodzieży, której rodzice zginęli w powstaniu warszawskim. Była to młodzież, która przebywała w domu sierot we wsi Wirowo. Rzeczywiście była to młodzież trudna, którą skrzywdziła wojna. Sieroty. Nie mieli rodziców. Ale odwołałem się do starszych uczniów, prosząc o pomoc i proponując im współpracę.
Kolektywne kierowanie
Pomogli. Było kolektywne kierowanie grupą moich podopiecznych. Nawet stworzyliśmy zespół artystyczny. Śpiewano patriotyczne piosenki i recytowano wiersze. Także o tematyce wojennej. Zespół występował w pobliskich wsiach. Kto chciał, mógł pomagać w żniwach rolnikom indywidualnym. Czy ktoś pamiętam o tym? Np. nasze wyjazdy i powroty na przyczepach traktorów, ocalałych i wysłużonych.
To także jedna z kart historii naszej młodzieży.
Dziś jakże przewrotna i fałszywa jest narracja, jaką prezentują niektórzy politycy oraz konserwatywni i liberalni pseudożurnaliści oraz niby uczeni. Usiłują oni nam przekazać tylko czarny obraz tych powojennych czasów. Nawet tym, którzy znają to z autopsji.
Otóż wedle tych wszystkowiedzących najlepiej, a nawet tych, którzy mieli szczęście, że nie byli dziećmi wojny, były to czasy dramatyczne dla tych żołnierzy niezłomnych, wyklętych, prawdziwych bohaterów Polski. Że to oni zmagali się i ponosili ofiary działań komunistów i bolszewików. Innych nie było, tylko oni i komuniści. A przecież większość to ani ci, ani tamci.
Naszej przeszłości nie możemy opisywać tylko w kolorach czarno-białych, bo takie oceny byłyby niesprawiedliwe i odbiegające daleko od prawdy historycznej. Przecież ta rzeczywistość powojenna, jak i późniejsze lata, miały różne barwy i cienie, a także kręte bezdroża. Nie tylko przeciwnicy tzw. komuny walczyli o naszą niepodległość, nie tylko oni są patriotami i prawdziwymi Polakami, jak to nieustannie wmawiają niektórzy politycy.
Ich przeciwnicy to komuniście, agenci Moskwy, sojusznicy bolszewików. A gdzie były miliony Polaków, którzy zawdzięczają urojonemu okupantowi radzieckiemu dzisiejsze korzystne granice i kształt terytorialny kraju. To dzięki nim zasiedliliśmy odzyskane ziemie na zachodzie i północy oraz duży pas wybrzeża morskiego.
Pierwsze kondygnacje
Nawet nie wspomną, komu zawdzięczamy, że Wrocław, Szczecin i inne miasta są dziś polskie. To nie niezłomni i wyklęci likwidowali odwieczne zacofanie i analfabetyzm. Nie oni odbudowali i zbudowali setki miast. Nie oni stworzyli fundamenty oraz pierwsze kondygnacje wielkich budowli, które pozwoliły nam zbliżyć się do zachodniej cywilizacji. Ci fałszywi bohaterowie ukrywali się w lasach i różnych melinach oraz strzelali nie tylko do państwowych funkcjonariuszy powstającej Polski Ludowej, lecz także do robotników odbudowujących polski przemysł i chłopów biorących ziemię z reformy rolnej, która umożliwiła im przetrwanie trudnego okresu w ich życiu. Zostaw chamie, to nie twoje, to pańskie. Kto to mówił?
Wielu z tych, którzy mają swoje ulice, place i pomniki. A kto wybudował mieszkania dla 14 milionów urodzonych rodaków w Polsce Ludowej? Szwadrony kosmitów, czy cały naród w czasach Polski właśnie Ludowej? W tych mieszkaniach już było światło, gaz i inne urządzenia sanitarne. To była gigantyczna praca, tworzono coś wielkiego na morzu gruzów i zniszczeń. Kto te wielkie zakłady pracy w moim, niegdyś zapomnianym mieście wybudował?
To właśnie dzięki tym zakładom, w tym mięsnym, nie ma już tych drewnianych domków, krytych gontem i papą, z oknami sięgającymi niemal do ziemi, bez elektryczności i wody przy mojej ulicy Lipowej. A powszechna akcja elektryfikacji wsi, w których diabeł mówił dobranoc? Jak bardzo było niemoralne, nieuczciwe zagubienie lat 1944-1989 w obchodach 100-lecia odzyskania niepodległości. Lata mozolnej pracy, wysiłku, a nieraz niedojadania, lata wielkiego patriotyzmu milionów Polaków.
Godność i honor milionów
Ta ogromna praca tworzyła nasz potencjał materialny i duchowy, który wielce przyczynił się do zbliżenia nas do cywilizacji zachodniej Europy i naszego członkostwa w Unii Europejskiej. Teraz nie tylko się przemilcza ten ogromny zryw aktywności narodowej, ale co więcej, kiereszuje się te lata, godność i honor milionów. Jest to działanie nad wyraz niegodziwe, wyraźnie zakłamane. Dzisiejsza Polska to dzieło wielu pokoleń Polaków, a nie jednej partii, która dziś sprawuje rządy w naszym kraju. Jak długo jeszcze? Czas pokaże! Zegary sprawiedliwości społecznej już pracują na niekorzyść tych naszych włodarzy.
I jeszcze o postawach i zachowaniach młodych mieszkańców miasta i wsi. Z naszymi rodzicami różnie bywało. Mieli swoje małe gospodarstwa rolne, warsztaty pracy, prowadzili różne interesy, by jakoś żyć, bo wszystkiego brakowało. Były to często postawy zachowawcze w trosce o wyżywienie rodziny, jej ubranie, bo też chodziło się w kamaszach wielokrotnie naprawianych i łatanych. My, młodzi, trochę odbieraliśmy to, co się tworzyło na naszych oczach inaczej niż nasi rodzice. Chcieliśmy zaistnieć, być obecnymi w tym ważnym okresie życia. Dlatego rozglądaliśmy się za różnymi możliwościami, aby coś robić i załapać się, by trochę pomóc rodzinie.
W wielu naszych domach prowadzono różne nielegalne interesy, np. pędzono bimber jako towar wymienny, m.in. z żołnierzami Czerwonej Armii. Kwitł także tajny ubój zwierząt, a nawet produkowano wędliny, które sprzedawano sąsiadom pracującym w różnych urzędach publicznych. My, młodzi, tym się nie zajmowaliśmy. Nasze zainteresowania były inne. Myśleliśmy o tym, co robić, jak się zachować, by zmienić losy naszych rodziców. Sami najczęściej podejmowaliśmy decyzje, które zaważyły na naszej przyszłości, nie pytając nawet rodziców, jakie jest ich zdanie o tym, co zamierzamy zrobić robić w najbliższych latach. Tak było w moim przypadku.
Nie wegetować
Intuicja i przykre doświadczenia z czasów II RP i okupacji niemieckiej podpowiadały nam, co robić, by się dobrze urządzić i nie wegetować, a pracować, uczyć się i żyć lepiej niż nasi rodzice, którzy niewiele mogli nam dać, bo taka była ich sytuacja. Dlatego podejmowaliśmy różne decyzje, rozglądając się na różne strony, szukając kontaktów z tymi, którzy coś znaczyli w mieście.
Młodzież chętnie angażowała się w czyny społeczne masowo podejmowane w latach powojennych. Dziś oczywiście też krytykowanych przez „dobrą zmianę”. Uczniowie mojej szkoły zawodowej brali m.in. udział w wywożeniu gruzów po spalonych budynkach. Z pozyskanej cegły wybudowano m.in. dla szkoły kuźnię, której nie było, a była ona potrzebna w naszej edukacji zawodowej. Pracowaliśmy przy spalonym budynku straży pożarnej, który był usytuowany niemal w środku miasta oraz przy dużym budynku wybudowanym tuż przed wybuchem wojny. W czasach okupacji był on siedzibą starosty naszego miasta, Niemca Ernsta Gramssa.
Ten budynek od naszego domu przy ul. Lipowej dzieliły tylko posesje Ukasiewiczów i Wójcików. Wszystkie jego kondygnacje były spalone, a część zburzona przez podłożone środki wybuchowe. Palił się w biały dzień, gdy Niemców już nie było. Drewniany dom Ukasiewiczów dorośli mieszkańcy tej ulicy polewali wodą noszoną we wiadrach, a sąsiadka Toczycka stała obok z krzyżem i żegnała ogromne płomienie ognia. Wyglądało to groźnie, ale ogień nie sięgnął domu wybudowanego z grubych, dębowych bali.
Akcja umacniania więzi
Braliśmy też udział w niedzielnych akcjach umacniania więzi miasta ze wsią. Tak się to wówczas mówiło. Wyjeżdżaliśmy do okolicznych wsi w naszym powiecie. Były to działania mało skuteczne w realizowaniu stawianych zadań przed tymi brygadami robotniczo-młodzieżowymi. Przykładem może być agitowanie rolników, by tworzyli zespołowe gospodarstwa, które miały być bardziej wydajne i zasobne w maszyny rolnicze, a w tych było wówczas mało.
W niektórych wsiach powstało kilka skolektywizowanych gospodarstw rolnych w formie spółdzielni produkcyjnych. Rolnicy zdecydowanie bronili swoich gospodarstw rodzinnych, które posiadali z dziada i pradziada, przed kolektywizacją. Od programu powszechnej kolektywizacji rolnictwa odstąpiono po październiku 1957 roku. Władysław Gomułka, wybrany po Ochabie na I sekretarza KC PZPR ogłosił, że nie będzie dalszej kolektywizacji polskiej wsi.
Obchody pierwszomajowe
Z istniejących około 10 tysięcy spółdzielni produkcyjnych większość została rozwiązana. Zostało ich niewiele. Od tego czasu rolników już zostawiono w spokoju. Ogłoszono program umacniania i pomocy dla gospodarstw indywidualnych, rodzinnych.
Zachęcano też nas, uczniów szkół, do udziału w manifestacjach 22 lipca i pochodach pierwszomajowych. Wywierano też nacisk na wszystkich pracujących w urzędach i gospodarce narodowej oraz firmach państwowo-społecznych. By ło trochę z tym kłopotów.
Czasami wzywano mnie jako przewodniczącego zarządu szkolnego ZMP do ZP ZMP i KP PZPR. Nie braliśmy jednak udziału w tych manifestacjach i pochodach jako szkoła w szyku zwartym. Nasz dyrektor szkoły, wspaniały wychowawca trudnej młodzieży, szanowany przez uczniów, rozumiał nas. Większość uczniów stanowili chłopcy i dziewczęta ze wsi. W niedziele i inne święta najchętniej wyjeżdżali do rodzin.
Było trochę z tego powodu zamieszania. Władze polityczno-administracyjne krytykowały dyrektora za to, że źle wychowuje młodzież, bowiem kierowana przez niego szkoła nie wystawiała zwartych grup uczniów i nauczycieli maszerujących z transparentami popularyzującymi jedyną tego typu szkołę w powiecie. My, miastowi, wprawdzie uczestniczyliśmy w tych manifestacjach, były to jednak nasze decyzje indywidualne. Ja stałem na chodniku blisko trybuny, na której stały władze polityczno-administracyjne miasta, bowiem byłoby mi trudno przebywać w tym czasie w innym miejscu.
Oglądałem maszerujące kolumny pracowników i młodzieży szkół. Grała orkiestra strażacka. Nieco później byłem jednym z jej muzyków grającym na dużym instrumencie nazywanym basem bejnym. Nosiłem go na ramionach, gdyż był to największy instrument całej orkiestry. Że grałem na nim, zdecydował kapelmistrz z uwagi na to, że byłem dość wysoki. Podczas tego mojego grania coś tam brzdąkałem jako wsparcie dla pozostałych instrumentów, w które była wyposażona nasza amatorska orkiestra strażacka. Profesjonalistą był tylko jeden muzyk, który uczył nas grać z nut. Po obchodach w godzinach wieczornych graliśmy na tzw. majówce na stadionie miejskim tuż przy naszej ulicy Lipowej. W latach późniejszych już nie organizowano pochodów pierwszomajowych, ale różne imprezy z udziałem naszego zespołu artystycznego i z niektórych sokołowskich zakładów pracy. Naszym zespołem kierował pan Kołodziejczyk.
Śpiewano i recytowano wiersze. Pomagała nam niezapomniana polonistka. Przypominam sobie jej wspaniałe lekcje nauki poprawnego języka. Dużo jej zawdzięczałem, ja oraz wielu moich kolegów i koleżanek. Jej mąż był kierownikiem szkoły podstawowej, w budynku której były dla nas organizowane lekcje. Zajęcia odbywały się nie tylko z teorii naszego przyszłego zawodu, lecz także z przedmiotów ogólnokształcących, jak matematyka, fizyka, chemia i inne.
Z dystansu dekad
I tyle o moich wspomnieniach z czasów bezdroży i dokonywanych wyborów. Jest potrzeba pisania i wspominania nie tylko o tych latach powojennych, ale i o całym okresie Polski Ludowej, której historia jest napisana przez pokolenia czterech dekad. Szczególnie teraz, gdy w dzisiejszej Polsce totalnie fałszuje się i zakłamuje lata heroicznego wysiłku wielu pokoleń Polaków.
I już na koniec tych moich wspomnień trochę refleksji. Nie mogę sobie odmówić wyrażenia tych najważniejszych, już jakże historycznych, doznań, spostrzeżeń. Czułem bowiem potrzebę głośnego wykrzyczenia, by przestano kłamać i przeinaczać historię, by zaniechano znieważania oraz odzierania nas z honoru i godności, by szanowano nasze ogólnonarodowe dobro, Ojczyznę odbudowaną od fundamentów oraz nadzieje na lepsze życie Polaków mojego pokolenia, ale także pokolenia naszych rodziców. Byliśmy motywowani nadzieją na lepszą przyszłość.
Atmosfera wolności
Zapowiadano przecież Polskę o innej rzeczywistości, bez głodu i zatroskania o zwykłe potrzeby rodaków. Ogarniała nas wówczas atmosfera wolności i pokoju, spełnienia największych pragnień każdego człowieka. Przeżywaliśmy wielki entuzjazm oraz niezapomniane chwile i dni. Byłem jednym z tych, którzy od pierwszych dni wolnej Polski opowiedzieli się za Polską sprawiedliwą dla wszystkich jej obywateli. Tych dni i lat życia oraz pracy właśnie w Polsce Ludowej nie można wymazać z naszej pamięci.
Czy wszyscy zachowają taką pamięć o minionych latach, o naszym powojennym czterdziestoleciu? Nie wiem. Ale bardzo bym pragnął, by tak było. My, dzieci wojny, zdecydowanie tak. To, co przeżyliśmy nie pozwoli na niepamięć naszej narodowej przeszłości, mimo że było w niej niemało różnych rozterek, wątpliwości, zagrożeń oraz trudnych sytuacji.
Wybory dokonywane przez Polaków, zwłaszcza młodych, były w tych trudnych powojennych latach różne. Przemyślane, rozważne, racjonalne, ale i niekiedy bez głębszej świadomości, że tak trzeba się zachować. Czasami podejmowane emocjonalnie i bez głębszej analizy istniejącej rzeczywistości.
Wielu z nas po prostu błądziło, powodując nawet dramaty osobiste i rodzinne. Później, po latach doświadczeń, gdy dorastaliśmy wiekowo, trzeba było wiele zmieniać w naszych zachowaniach. Nowe, różne problemy niekiedy przerastały nasze możliwości. W dodatku byliśmy wciąż skłóconym ze sobą pokoleniem. Wciąż istniały stare, zadawnione podziały, niekiedy tworzyły się też nowe. Nasze kłótnie i walka o racje to charakter naszej obecnej rzeczywistości, którą interesują się nasi sąsiedzi.
Wybory tych czasów
Ci z bliska i z daleka, z Europy i z Ameryki. Ale też wielu z nas, i to znaczny procent Polaków, potwierdza swoje dokonania i wybory w czasach powojennych, swoją pracą i działalnością społeczną. Eksponują oni swój gorący patriotyzm, mimo że część z nich uważana jest przez polityków prawicy, szczególnie konserwatywnej, za Polaków gorszego sortu. Jestem jednym z tych Polaków, którzy swój wybór dokonany w latach 1944-1945 wciąż potwierdzają jako właściwy. I tak będzie do końca mojego żywota. Innym nie mogę już być. Jednocześnie byliśmy i jesteśmy otwarci na nowe, inne czasy, bardziej cywilizowane i współczesne. Tych wartości nikt i nigdy nam nie odbierze. Pamiętamy, że niezależnie od różnych barw dzisiejszej polskiej sceny politycznej istnieją barwy, które na zawsze pozostaną w sercach wszystkich Polaków. Są to barwy biało-czerwone.
Barwy, które zawsze powinny nas łączyć, a nie dzielić. Bo taki podział prowadziłby nas, ludzi dumnych, z dużym honorem, zamieszkałych między Odrą i Bugiem, Morzem Bałtyckim i pięknymi górami na południu jej granic, donikąd.

Gospodarką trzeba zarządzać

Los Polek i Polaków zależy od rozwoju wydarzeń w Europie i na świecie, ale możemy na niego wpływać.

Wród skutków transformacji warto zwrócić uwagę na kryzys polskiego przemysłu motoryzacyjnego.
W ramach procesu transformacji zostały sprzedane zagranicznym inwestorom główne polskie fabryki samochodów:

  • Fabryka Samochodów Osobowych na Żeraniu w Warszawie – koreańskiemu inwestorowi,
  • Fabryka Samochodów Osobowych w Tychach – włoskiemu Koncernowi Fiat.
    Zostały także zlikwidowane istniejące przy tych fabrykach ich Ośrodki Badawczo-Rozwojowe.
    Fabryka Samochodów Osobowych na Żeraniu w Warszawie została po kilku latach zlikwidowana.
    Dla fabryki w Tychach, po latach produkcji małych modeli właściciel Fiata nie miał dalszego pomysłu – ulokował produkcję nowych pojazdów w fabryce we Włoszech i nie zapowiedział wprowadzenia do produkcji w Fabryce w Polsce jakichś nowszych modeli.
    W Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju 2017 premier Mateusz Morawiecki zapowiedział uruchomienie w Polsce do roku 2020 wielkoseryjnej produkcji polskiego elektrycznego samochodu osobowego.
    Niestety premier nie przedstawił pomysłu, jak to chce zrobić. Państwowa spółka, której zlecił to zadanie, rozpoczęła od ogłoszenia konkursu na projekt nadwozia. Nic dziwnego – pan premier nie zna się na zarządzaniu przemysłem, w tym motoryzacyjnym, nie zna się na tym również Minister Przedsiębiorczości i Technologii Jadwiga Emilewicz, ani były minister Inwestycji i Rozwoju Jerzy Kwieciński – są po prostu ignorantami w tej dziedzinie.
    Nasze powody do wstydu
    Jest prawdziwym wstydem dla polskich inżynierów, zarówno tych pracujących w przemyśle motoryzacyjnym, jak i tych uczących studentów wiedzy o motoryzacji na wyższych uczelniach – a także dla rządzących motoryzacją ze szczebla rządu – że przez trzy dekady nie potrafili stworzyć warunków, w których powstałby polski samochód, zaprojektowany przez polskich inżynierów i zbudowany na polskiej technologii, w polskiej fabryce.
    Jak wiadomo, potęga gospodarcza Niemiec bazuje w znacznym stopniu na działalności czterech wielkich koncernów samochodowych. Nie tylko produkują one samochody, ale mają swoje biura projektów oraz swe wielkie ośrodki badawcze i wdrożeniowe, gdzie te projekty powstają i w których opracowuje się technologie ich produkcji.
    Trzeba się uczyć od mądrzejszych. Trzeba więc szybko utworzyć wielkie centrum projektowania i opracowywania technologii produkcji samochodów oraz autobusów, z zadaniem pilnego przygotowania projektu samochodu i technologii produkcji polskiego elektrycznego samochodu osobowego, a także autobusu hybrydowego,
    Należy także wykupić od koncernu Fiat fabrykę Samochodów Osobowych w Tychach i uruchomić prace nad jej przygotowaniem do produkcji polskiego elektrycznego samochodu osobowego oraz samochodu hybrydowego.
    W tym celu niezbędne jest przeprowadzenie szkolenia załogi fabryki do wykonania zadania polegającego na uruchomieniu produkcji polskiego elektrycznego, samochodu osobowego i samochodu hybrydowego.
    Chodzi także o zaprojektowanie i wyprodukowanie polskiego osobowego samochodu hybrydowego, ponieważ jest to już standard światowy.
    Wizje wymagają dokumentów
    Mamy do czynienia z kryzysem systemu zarządzania gospodarką. W ramach procesu transformacji zlikwidowano ministerstwa gałęziowe i zjednoczenia branżowe, zostały natomiast – po ostatniej zmianie władzy – utworzone dwa ministerstwa – Przedsiębiorczości i Technologii oraz Inwestycji i Rozwoju.
    Nie wykreowały one zespołów fachowców, które byłyby w stanie sprostać wymogom określonym w książce Andrzeja Koźmińskiego p.t. ”Wyobraźnia Ekonomiczna”.
    Chodzi szczególnie o zadanie: „Kształtowanie kierunków rozwoju gospodarki, zwłaszcza długofalowych wizji rozwoju gospodarki”.
    Wizje te wymagają opracowywania wielkich dokumentów w rodzaju programów rozwoju poszczególnych gałęzi, takich jak np. program chemizacji gospodarki narodowej, program wprowadzenia odnawialnych źródeł energii czy program motoryzacji gospodarki narodowej.
    Aby programy tej klasy opracować, trzeba wykorzystać nowoczesne techniki symulacji komputerowej, w rodzaju powszechnie na zachodzie używanej przez fachowców, metodyki „System Dynamics”. W latach 1970-tych przy zastosowaniu takiej klasy narzędzia w Instytucie Ekonomiki Przemysłu Chemicznego, zespół pod kierownictwem prof. Mieczysława Lesza opracował przy współpracy z ekspertami Ministerstwa Przemysłu Chemicznego program chemizacji gospodarki narodowej.
    Program ten został uznany przez Komitet Chemiczny Europejskiej Komisji Gospodarczej ONZ w Genewie za wzorcowy dla opracowywania programów rozwoju gałęzi przemysłu i przedstawiony na międzynarodowej konferencji EKG ONZ p.t. „Programowanie Rozwoju Przemysłu”, zorganizowanej z udziałem rządu polskiego w Warszawie w 1979 roku.
    Niestety ze względu na słabość profesjonalną kadry zatrudnianej obecnie w ministerstwach zajmujących się gospodarką, od lat nie ma zapotrzebowania na tej klasy opracowania – w związku z czym na uczelniach zajmujących się nauczaniem studentów wykorzystania komputerów dla rozwiązywania problemów zarządzania, nie uczy się zastosowań praktycznych narzędzi klasy „System Dynamics”.
    Mieliśmy polską Dolinę Krzemową
    Autor niniejszego tekstu próbował uzyskać od Akademii im. Leona Koźmińskiego i od Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego pomoc w wykorzystaniu metodyki „System Dynamics” do rozwiązania głównego obecnie problemu Unii Europejskiej – rozlokowania w innych krajach członkowskich Unii Europejskiej. uchodźców przebywających w obozach dla uchodźców we Włoszech i w Grecji.
    Kraje członkowskie UE zdecydowanie protestują twierdząc, że nie mają gdzie przyjąć uchodźców. Tymczasem w tych krajach pustoszeją tereny na skutek czynników demograficznych.
    Przy pomocy metodyki „System Dynamics” można komputerowo „przeczesać” bazy danych terenów rolniczych krajów członkowskich UE – wykorzystywane do obliczaniu dopłat do gruntów rolniczych, wypłacanych rolnikom tych krajów – by ustalić wolne tereny czekające na zagospodarowanie dla osiedlenia uchodźców.
    Niestety, moja prośba o pomoc w tej sprawie spotkała się z odmową rektora Akademii im. Leona Koźmińskiego, oraz z brakiem pozytywnej reakcji Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego – pomimo, iż sylabus na tym wydziale przewiduje uczenie studentów wykorzystania metodyki „System Dynamics” do zarządzania procesami gospodarczymi.
    Warto w tym miejscu dodać, że w latach 1978-2010 istniała Szkoła Symulacji Systemów Gospodarczych, powstała w 1978 roku z inicjatywy prof. Jacka Jettmara, ówczesnego prezesa gdańskiego oddziału Towarzystwa Organizacji i Kierownictwa, która odbyła pierwszą sesję tej Szkoły w Stegnie w 1978 roku. A po tym – odbywała co roku kolejne sesje w różnych lokalizacjach, stając się prężnym stowarzyszeniem naukowym, pod którego szyldem dochodziło do spotkań, gorących dyskusji i wzajemnych inspiracji pomiędzy ekonomistami, praktykami i teoretykami zarządzania, filozofami, psychologami i matematykami – od profesorów do studentów i praktyków.
    Dyskutowano na temat wykorzystania metod matematycznych /symulacyjnych, w praktyce zarządzania gospodarką i w edukacji elektronicznej na uczelniach. Pałeczkę kontynuatorów przejmowali kolejno profesorowie i adiunkci Instytutu Planowania, Organizacji i Zarządzania Politechniki Wrocławskiej, Ekonomiki Przemysłu Chemicznego oddziału w Gliwicach, Statystyki i Ekonometrii Uniwersytetu w Łodzi, Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego oddziału w Katowicach, Katedry Ekonometrii i Badań Operacyjnych Akademii Ekonomicznej w Krakowie, Akademii im. Leona Koźmińskiego w Warszawie, wydziałów Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego i Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego. Członkiem Rady Szkoły i sekretarzem wykonawczym był przez cały okres istnienia szkoły dr Krzysztof Nowak.
    Na kolejne sesje szkoły przygotowano i wygłoszono ponad 600 referatów, komunikatów i opisów gier, które zostały opublikowane w 33 tomach – od 2003 roku druk wykonywało wydawnictwo Oficyny Wydawniczej Politechniki Wrocławskiej. Przez ponad 30 lat istnienia przez szkołę przewinęło się ponad 1500 osób, przy czym status „Bywalców” (przynajmniej trzykrotne uczestnictwo w sesjach szkoły) uzyskało 91 osób.
    Szkoła Symulacji Systemów Gospodarczych uległa rozwiązaniu w 2010 roku na skutek braku zainteresowania i finansowania jej działalności ze strony właściwych ośrodków rządowych. De facto, w okresie swojego istnienia szkoła spełniała funkcje polskiej Doliny Krzemowej (w części dotyczącej prac nad metodami zarządzania gospodarką).
    Jednym z głównych „Bywalców” na sesjach Szkoły Symulacji Systemów Gospodarczych był prof. Witold Kwaśnicki, który w pracy zbiorowej pod redakcją prof. Edwarda Radosińskiego p.t. „Symulacja komputerowa w nauczaniu ekonomii” stworzył podstawy uczenia metodyki „System Dynamics” w polskich uczelniach.
    Jest oczywiste, że jak najrychlejsze zainicjowanie uruchomienia Polskiej Doliny Krzemowej jest Polsce i polskiej gospodarce potrzebne jak powietrze.
    Zdaniem autora, jej zaproponowana jej lokalizacja w Alwerni/Krzeszowicach-Miękini jest optymalna: są dwa wielkie ośrodki akademickie w Krakowie i na Śląsku, dwa wielkie centra przemysłu i gospodarki, są istniejące obiekty początkowe, umożliwiające podjęcie działalności „od zaraz”: obiekty Studia Filmowego w Alwerni i Centrum Energetyki Odnawialnej Akademii Górniczo-Hutniczej w Krzeszowicach-Miękini. Nie ma tylko na razie chętnego z środowiska biznesu, wyższych uczelni czy też samorządów wojewódzkich, kto wziąłby na siebie inicjatywę uruchomienia tego projektu.
    Inicjatywa powinna paść ze strony kierownictw bądź właścicieli polskich firm, które są w czołówce światowej konkretnych produktów lub ich grup.
    Na przykład, z kompleksu polskiego przemysłu komputerowego nowej generacji (firma Comarch, Kraków; firma Digital Core Design Bytom; firma Wilk Elektronik, Łaziska Górne) – albo z kompleksu polskiego przemysłu dronów i robotów (firma Fly Tronik, Gliwice; firma Fly Tech Solutions, Kraków; firma Drony, Bielsko-Biała).
    Katastrofa już trwa
    W bliższej i dalszej przyszłości walka o skrócenie dystansu strategicznego przez Polskę zwłaszcza do Niemiec nie będzie się odbywać w pustym otoczeniu.
    Polska gospodarka działa tak dobrze dzięki temu, że jest gospodarką zależną, co powoduje, że los Polek i Polaków bardzo zależy od rozwoju wydarzeń w Europie, zwłaszcza w Niemczech, oraz na świecie.
    Obecną sytuację w Europie i w świecie mądrze opisał w swojej wydanej w 2016 roku książce Marcin Popkiewicz, którą zatytułował „Świat na rozdrożu”. Zacytował on angielskie powiedzenie o „ignorowaniu słonia w pokoju”, co oznacza „ignorowanie spraw i tematów trudnych” – i dodał, że obecnie mamy do czynienia z całym stadem słoni, a nie z jednym.
    Jakie są te trudne sprawy i tematy? Cele milenialne określone w ramach prac International Energy Associacion, uwzględniające powszechny dostęp do odnawialnych źródeł energii, zakładają:
  • zlikwidowanie skrajnego ubóstwa i głodu,
    zapewnienie powszechnego nauczania na poziomie podstawowym,
  • wspieranie równych praw mężczyzn i kobiet, wzmocnienie pozycji kobiet,
  • zmniejszenie wskaźnika umieralności dzieci,
  • poprawa stanu zdrowia kobiet ciężarnych,
  • zwalczanie AIDS, malarii i innych chorób,
  • zapewnienie stanu równowagi ekologicznej środowiska,
  • rozwijanie i wzmacnianie światowego partnerstwa w sprawach rozwoju.
    Problemem jest zmiana powszechnej mentalności, stawiającej jako główny cel ogólny wzrost, a nie rozwój.
    Marcin Popkiewicz zwraca uwagę, że kontynuowanie powszechnego dążenia do ciągłego wzrostu bez zmiany podejścia do wykorzystania środowiska. musi się skończyć katastrofą.
    Jeśli ktokolwiek przyjmie, że Polek i Polaków te problemy światowe nie dotyczą, niech sobie pomyśli o miliardach mieszkańców Afryki, żyjących kosztem jednego lub kilku dolarów na dzień, z których wiele nie widzi innego sposobu na przeżycie, niż udanie się w wędrówkę ludów na północ i dostanie się jakimkolwiek sposobem do bogatej Europy, a od niedawna – także do bogatej Ameryki Północnej.
    Konflikt między Unią Europejską a rządem włoskim, który zamknął wszystkie włoskie porty dla statków organizacji międzynarodowych, ratujących na morzu życie uchodźcom z Afryki, pokazał jak wielki jest konflikt interesów między krajami środkowej i północnej Europy broniącymi dostępu do swoich terytoriów i bogactw – a setkami tysięcy, zaś w przyszłości milionami uchodźców z krajów afrykańskich i blisko-wschodnich.
    Bill Gates zwrócił uwagę, że ludność Afryki wzrośnie o 3 miliardy do końca tego stulecia, jeśli nie będzie działań na rzecz afrykańskich kobiet i stworzenia dla nich możliwości dokonania aborcji i stosowania antykoncepcji.
    Na dramat ludów Afryki, ale też ludów innych kontynentów, powodowany czynnikami ekonomicznymi, nakłada się nasilający się wpływ zmian klimatu na warunki życia narodów na tych kontynentach. Rozwiązanie tego problemu wymaga przeprowadzenia zielonej rewolucji, to jest całkowitej rezygnacji z paliw kopalnych i pełnego wykorzystania potencjału energetycznego odnawialnych źródeł energii.
    Jak pisze Mariana Mazzucato w książce „Przedsiębiorcze państwo”: „Aby jednak rozpocząć zieloną rewolucję przemysłową i zmierzyć się ze zmianą klimatu, potrzebujemy, znowu, aktywnego państwa, zdolnego poradzić sobie z wysokim poziomem niepewności obecnym we wczesnych stadiach przemiany, niepewności, której boi się sektor prywatny”.
    Nie ulega wątpliwości, że i w Polsce, i w Europie, i na świecie, ogromna katastrofa, o której mówił Leszek Kołakowski w inwokacji z swej książki „Jezus ośmieszony” – od kilku lat w rzeczywistości już trwa.

Epidemia nie zahamuje rozwoju naszej gospodarki

Ambasador Chińskiej Republiki Ludowej Liu Guangyuan w rozmowie z dziennikiem „Trybuna”.

Panie ambasadorze, jak bardzo epidemia koronawirusa może zaszkodzić gospodarce?
Chiny generują jedną trzecią światowego wzrostu, więc nie można wykluczyć, iż epidemia koronawirusa w żaden sposób nie wpłynie na rozwój gospodarczy. Mówią o tym poważne, międzynarodowe ekspertyzy. Już widać, że odbija się np. na gospodarce turystycznej. Tak więc, obecnie epidemia oddziałuje negatywnie na gospodarkę Chin i całego regionu. W dłuższym okresie ten wpływ będzie jednak niezauważalny – i nie osłabi tendencji rozwojowych chińskiej gospodarki. Nieco zmniejszony dziś obrót towarów dozna zaś imponującego odbicia po zwalczeniu epidemii. Nowoczesne technologie wykorzystywane przez nas w trakcie walki z koronawirusem, później zostaną zastosowane w innych dziedzinach, co przyczyni się do dalszego rozwoju Chin. Pamiętajmy, że jesteśmy drugą gospodarką świata, mamy wielki potencjał oraz pełny zestaw narzędzi wspierania gospodarki. Pragnę przypomnieć, że epidemia SARS, która wybuchła w 2003 roku trwała osiem miesięcy – a jednak chińska gospodarka wzrosła wtedy o 10 proc. Raporty Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego wskazują jednoznacznie, że gospodarka Chin zachowuje bardzo wysoką odporność na ewentualne zagrożenie, zaś chiński rząd dysponuje wszelkimi możliwościami walki z epidemią.

Ocena polskiej transformacji

Trudno w tym przypadku szermować słowem „sukces”. Polemika z obrońcą planu Balcerowicza.

Czytelnikom Trybuny należy się pewne wyjaśnienie. Otóż artykuł „Polski sukces to zasługa lewicy” to skrót mojego referatu na Kongres Ekonomistów Polskich p.t. „Spadek i wzrost gospodarczy w okresie transformacji polskiej gospodarki”.
Z uwag Pana Marcina Zielińskiego wnioskuję, że zapoznał się z jego treścią mojego referatu, ale chyba niezbyt dokładnie – taki wniosek można wysnuć z jego tekstu.
Zadecydował kapitał zagraniczny
Podtrzymuję twierdzenie, że w latach 1990 – 1991 największy spadek produktu krajowego brutto w naszym regionie miał miejsce w Polsce. I jeszcze raz potwierdzę, że od 1992 r do chwili obecnej polski PKB wykazuje ciągły wzrost. Ale też nie jako miażdżący, samodzielny lider.
Różnica w punktach procentowych między wielkością PKB w roku 1998 w porównaniu do roku 1990 to dla Polski plus 31. Dodatnie wielkości, ale w relacji rok 1998 minus rok 1992 wykazują je jeszcze 4 kraje naszego regionu: Słowacja (plus 28), Słowenia (plus 27), Chorwacja (plus 20), Czechy (plus 12).
Pozostałe kraje regionu wykazują w tym okresie spadek. Licząc w punktach procentowych spadek ten wynosi: Węgry – 1, Rumunia – 17, Estonia – 19, Białoruś – 20, Bułgaria – 28, Litwa – 32, Łotwa -43, Rosja – 45, Ukraina – 63.
A teraz pokażmy relację dynamiki roku 2018 do roku 1990 (w procentach).
W tym okresie prym wiedzie Polska (277,2). Kolejne kraje to: Słowacja (257,9); Słowenia (205,5); Białoruś (194,8); Czechy (192,6).
Ciekawie kształtują się wyniki dla przedziału czasowego 2018 : 1995. (Przyjęcie w tej relacji roku 1995 jest istotne szczególnie dla Polski, ponieważ PKB Polski w 1996 r zrównał się z PKB z 1989 r). Kolejność tu jest następująca: Białoruś (299,6); Estonia (257,7); Polska (249,7); Łotwa (249,4); Litwa (247,8); Słowacja (238,8). Prezentuję te wyniki nie po to, żeby umniejszać sukces Polski, ale żeby ten sukces pokazać we właściwych proporcjach.
Najgorsze wyniki w obydwu przedziałach czasowych prezentuje Ukraina (2018 : 1990 = 57,1 proc; zaważył tu rekordowy spadek w okresie 1990 – 1998); 2018 : 1995 = 132,8 proc).
To tyle wyniki. A teraz komentarz.
Prezentowany tu produkt to PKB wytworzony na terenie danego kraju. I pod tym względem można stwierdzić co następuje: o sukcesie Polski, w bardzo dużym stopniu, większym niż w innych krajach transformacji, zadecydowały firmy zagraniczne funkcjonujące na terenie naszego kraju. Do takiego stwierdzenia upoważniają chociażby wyniki największych przedsiębiorstw zaprezentowane w Liście 500 za 2018 r.
Otóż 25 proc. przedsiębiorstw ujętych w tej liście to przedsiębiorstwa z wyłącznym kapitałem zagranicznym. Przewaga kapitału zagranicznego jest jeszcze bardziej widoczna przy analizie pierwszej setki. Tutaj aż 37 proc. przedsiębiorstw to przedsiębiorstwa z wyłącznym kapitałem zagranicznym. Oczywiście w tych danych trzeba jeszcze uwzględnić że wiele przedsiębiorstw posiada częściowy udział kapitału zagranicznego. De facto więc udział kapitału zagranicznego w przedsiębiorstwach ujętych w Liście 500 jest wyższy niż 25 proc. Można pokusić się o szacunek, że mieści się on w przedziale 30 – 40 proc. (konkretnymi danymi nie dysponuję).
A. Karpiński w artykule „Dziedziny przemysłu najbardziej atrakcyjne w procesie rozwoju – wczoraj, dziś i jutro” (kwartalnik Mazowsze Studia Regionalne nr 30 z 2019 r) analizuje jak to jest możliwe że ogólna wielkość produkcji przemysłowej Polski po 25 latach od początku procesu jej transformacji, czyli w 2014 roku, mogła osiągnąć rozmiary 2,6 – krotnie większe niż w ostatnim roku Polski Ludowej – mimo likwidacji po 1989 r około 1/3 potencjału przemysłowego, istniejącego w 1988 r.
I odpowiada, że są dwa główne czynniki tego stanu rzeczy:
a) przejęcie przez kapitał zagraniczny w drodze prywatyzacji państwowych zakładów. W wielu przypadkach oznaczało to rozszerzenie ich działalności i przejście z rynku krajowego do ekspansji na rynku światowym;
b) podjęcie nowych inwestycji w przemyśle prywatnym; chociaż na ogół były to zakłady małe lub bardzo małe (zatrudnienie do 10 osób), jednak w dużej skali dało to znaczący wzrost produkcji.
Mogło być dużo lepiej
W swoim referacie na Kongres Ekonomistów Polskich również wyraziłem pogląd, że jednym z czynników większego wzrostu PKB w Polsce niż w innych krajach było to, że duża jego część jest wytwarzana przez firmy zagraniczne, które stać było na zasilanie kapitałowe i sprawność organizacyjną. Poza tym – o czym również pisałem – są jeszcze dwie inne przyczyny.
Po pierwsze należy zauważyć, że w czasach realnego socjalizmu tylko w Polsce sektor prywatny odgrywał znaczącą rolę; wytwarzano w nim ok. 20 proc. PKB, a więc zaplecze i doświadczenia ludzkie były już zakorzenione.
Po drugie, w Polsce pracowano nad zreformowaniem gospodarki już wiele lat przed rozpoczęciem procesu transformacji gospodarczej (od początku lat osiemdziesiątych) i społeczeństwo wkomponowało się łatwiej niż w innych krajach w zasady gospodarki rynkowej. Tak czy inaczej o szybkiej adaptacji polskiej gospodarki do nowych warunków zadecydowała przedsiębiorczość i aktywność Polaków, ich kreatywność i zdolność dostosowania do zmian. Potwierdza to Andrzej Sadowski (Dziennik Gazeta Prawna z 13 – 15.12.2019): „Prywatyzacja odgórna prowadzona przez kolejne rządy likwidowała miejsca pracy w postsocjalistycznych przedsiębiorstwach. To, że bezrobotni Polacy nie wyszli wówczas masowo na ulice jak np. w Rumunii, to zasługa drobnych przedsiębiorców. Dali pracę zwalnianym i tym samym nie doszło w Polsce do rewolty”. I w tym samym wywiadzie na pytanie czy cieszyć się z tych ostatnich 30 lat czy nie, odpowiada: „Cieszyć, ale ze świadomością, że cieszymy się z naszego sukcesu, a nie naszych premierów czy ministrów. Nasze bogactwo rosło mimo ich polityki, a nie dzięki niej”.
A więc jednak polski sukces to nie tylko „zasługa radykalnych reform rynkowych”.
Wracam do wywodów A. Karpińskiego istotnych dla właściwej oceny polskiej transformacji gospodarczej. A. Karpiński w swoim artykule pisze, że nastąpił skokowy wzrost udziału przedsiębiorstw stanowiących własność zagraniczną. Ich udział wzrósł z 0,4 proc. w 1989 r (głównie firmy polonijne) do ponad 38 proc. w roku 2016. I kontynuuje: gdyby nie likwidacja istniejących przedsiębiorstw na tak wielką skalę wzrost produkcji przemysłowej mógł być 3,5 – krotny, zamiast 2,6 – krotny. Wpłynęłoby to niezwykle korzystnie na poziom dochodów budżetowych, równowagę finansową oraz sytuację na rynku pracy.
Karpiński zwraca również uwagę na dwa niekorzystne zjawiska odnoszące się do struktury polskiego przemysłu.
Po pierwsze, nastąpił odwrót od procesu produkcji obejmującej cały cykl od surowca do wyrobu gotowego, na rzecz montażu wyrobów gotowych z elementów w całości importowanych. Nastąpiło więc cofnięcie do niższej fazy całego cyklu produkcyjnego co oznacza regres w poziomie uprzemysłowienia kraju.
Po drugie, występuje u nas tzw. „polski paradoks przemysłowy” polegający na tym, że Polska pod względem przeciętnego rocznego wzrostu produkcji jest na jednym z 5 pierwszych miejsc wśród krajów Unii Europejskiej, ale pod względem innowacyjności i tempa modernizacji struktury przemysłowej znajduje się na jednym z ostatnich 5 miejsc na 28 krajów Unii Europejskiej.
A. Karpiński wymienia 15 najbardziej atrakcyjnych branż przemysłu dla rozwoju w warunkach polskich (nazywa je dziedzinami wysokiej szansy). Doceniła to zagranica, bowiem o ile w przemyśle ogółem zakłady sprywatyzowane z udziałem kapitału zagranicznego stanowiły około 20 proc. całego potencjału, to w tych 15 branżach ten udział wyniósł aż 64 proc. Była to więc niezwykła ekspansja kapitału zagranicznego w tych 15 branżach.
Powołując się na literaturę zagraniczną A. Karpiński zwraca uwagę, że kiedy udział kapitału zagranicznego przekroczy 40 proc. całego potencjału danego przemysłu, grozi to utratą kontroli macierzystego państwa nad tym przemysłem oraz wpływa na zachodzące w nim procesy i podejmowane w nich decyzje rozwojowe.
Najwyższy udział kapitału zagranicznego w sprywatyzowanym majątku państwowym w przemyśle ma miejsce w następujących branżach:

  • w przemyśle sprzętu telekomunikacyjnego (ok. 93 proc.),
  • farb i lakierów (79 proc.),
  • lotniczym(74 proc.),
  • celulozy i papieru (74 proc.),
  • samochodowym (72 proc.),
  • turbin i wyposażenia dla elektrowni (71 proc.),
  • sprzętu oświetleniowego (69 proc.),
  • elektroniki profesjonalnej (55 proc.).
    W rezultacie w siedmiu najcenniejszych dla nas przemysłach decydującą rolę odgrywa obecnie kapitał zagraniczny. W praktyce oznacza to przejęcie tych przemysłów i wyjście ich spod polskiej gestii.
    Największym niepowodzeniem w prywatyzacji polskiego przemysłu przez kapitał zagraniczny jest fakt że proces ten nie przyniósł postępu w modernizacji przemysłu. Udział przemysłów wysokiej techniki w przemyśle ogółem w 1989 r wynosił 5,3 proc, a w 2015 r 5,4 proc. czyli nie zmienił się. Należy zauważyć, że najwięcej innowacji ma miejsce w przemysłach wysokiej techniki. Pod względem innowacji Polska jest – jak już wspominaliśmy – na 23 miejscu w Europie.
    Od rozwoju przemysłów wysokiej techniki będzie zależało przestawienie naszej gospodarki z konkurencji tanią pracą na konkurencję innowacyjnością. Od tego zaś będzie zależał dobrobyt naszego społeczeństwa w przyszłości.
    Spośród krajów naszego regionu w innowacyjności w przemyśle wyprzedzają nas Węgry, Czechy, Litwa, Łotwa. Pod względem udziału przemysłów wysokiej techniki przodujące kraje to Izrael (45 proc.) i Stany Zjednoczone (30 proc.). Unia Europejska ma 25 proc. Chiny 15 proc.
    Mieliśmy zasoby dolarów i złotych
    Skąd ten kult kapitału zagranicznego, który doprowadził do większego jego udziału w strukturze własnościowej naszego przemysłu niż w innych krajach?
    W powszechnej świadomości pokutuje pogląd, że w Polsce nie było kapitału rodzimego i musieliśmy korzystać z zagranicznego dając niejednokrotnie nieuzasadnione preferencje żeby ten zechciał do nas przyjść.
    Prof. W. Kieżun przytacza w tej sprawie opinię prof. J. Żyżyńskiego, który zadaje kłam takim twierdzeniom. Otóż według niego, zgodnie z szacunkami NBP na prywatnych rachunkach bankowych i ukryte w mieszkaniach, były wielkie zasoby złotowe i dolarowe liczone w miliardach, które mogły posłużyć do krajowej publicznej prywatyzacji (Patologia transformacji s. 202 – 203).
    Należy też zwrócić uwagę na wyjątkowo duży zasięg „wrogich przejęć” jaki miał miejsce w trakcie transformacji (23 proc. u nas wobec 10 – 15 proc. średnio w krajach Europy Zachodniej) czyli zakupu nie po to żeby kontynuować produkcję ale żeby zamknąć przedsiębiorstwo i opanować rynek zbytu dla wyrobów własnych.
    Wspomnę tu znane mi wrogie przejęcie które miało miejsce stosunkowo niedawno. Chodzi o Fabrykę Mebli „Henryków” (dzielnica Warszawy Białołęka) produkującą piękne stylowe meble. Nowy właściciel zagraniczny zamknął zakład, nowoczesne maszyny wywiózł a w budynku funkcjonuje obecnie klub „Fitness”
    Wszystkie wymienione wyżej zjawiska związane z procesem polskiej transformacji należy mieć na uwadze szermując słowem „sukces”.
    Reasumując: największym beneficjentem naszej transformacji gospodarczej jest zagranica. Jej celem było zdobycie dostępu do naszego niemal 40 – milionowego rynku i to się dokonało. Zagranica nas chwali. Ma za co. Zagranica mówi: „światowy sukces”. A niektórzy nasi politycy z lubością to powtarzają. Ale czy to jest sukces dla nas?
    Będą miały co robić polskie rządy w ciągu lat które są przed nami żeby zmienić ten niekorzystny stan naszej gospodarki, tę niekorzystną strukturę naszego przemysłu.
    Podtrzymuję zwrot: „oddawanie za bezcen dobrze prosperujących polskich przedsiębiorstw”. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich przedsiębiorstw. Ale wielu. Około 20 proc. naszego eksportu dokonywało się do wysoko rozwiniętych krajów gospodarki rynkowej. Czy przyjmowaliby nasze wyroby, gdyby nie spełniały odpowiednich kryteriów jakości? Czy nasze wyroby przemysłu zbrojeniowego byłyby kupowane, gdyby nie były cenione na tym niezwykle konkurencyjnym rynku? A nasze maszyny budowlane produkowane w Hucie Stalowa Wola na licencji amerykańskiej? A czy Pan Zieliński wie że eksportowaliśmy na szeroką skalę kompletne obiekty przemysłowe (np. cukrownie, elektrownie, fabryki kwasu siarkowego)?
    I jeszcze przypomnienie. Otwarcie Polski na świat nastąpiło już w latach 70 – tych ubiegłego wieku (dekada Gierka). Zakupiono wówczas dużo licencji, szczególnie dla przemysłu maszynowego (silniki, samochody, koparki, maszyny górnicze, obrabiarki); wiele przedsiębiorstw funkcjonowało z sukcesem, eksportując swoje wyroby.

Wycięto wszystkie

Nie umiano odróżnić ziarna od plew, „perełek” od „bubli”. „Perełki” nie zostały ochronione. Wszystkie przedsiębiorstwa „poszły na zagładę” w wyniku prymitywnych, topornych rozwiązań.
„Były przytłoczone długami”? Przecież te długi wygenerował plan Balcerowicza, który wysoko podniósł oprocentowanie na kredyty w okresie spłaty. Prawo działało wstecz. Czyż to nie było bezprawie? I wiadomo było z góry jaki będzie rezultat.
W tej sprawie wypowiada się również prof. Żyżyński, mówiąc, że przy wysokim bezrobociu polityka pieniężna nie może być zbyt restrykcyjna, że bank centralny musi stwarzać warunki dostępności kredytu dla przedsiębiorstw, by mogły inwestować i tworzyć miejsca pracy (Patologia transformacji s.203). Tymczasem doprowadzono do bankructwa wielu przedsiębiorstw które wcześniej zaciągnęły kredyty na sfinansowanie inwestycji, często na stworzenie nowoczesnego wyposażenia.
Kolejna sprawa: ponad 500 najlepszych polskich przedsiębiorstw w „programie” Narodowych Funduszy Inwestycyjnych zostało „wykończonych”. Polityka stosowana wobec tych przedsiębiorstw przypominała celowe działania żeby je zniszczyć. Nie zadbano nawet o przepisy dotyczące zarządzania nimi. Firmy zarządzające (zagraniczne) same sobie ustalały wynagrodzenia za zarządzanie.
Oburzająca była odpowiedź głównego referenta na Kongresie Makroekonomicznym w SGH na pytanie o rezultat programu NFI. Odpowiedź brzmiała: „to była drobna sprawa”. Zrujnowanie 500 najlepszych przedsiębiorstw to „drobna sprawa”. Takich mieliśmy „doradców”.
Upadły całe gałęzie przemysłu: włókiennictwo i przemysł odzieżowy (bardzo wysokiej jakości z przedwojenną tradycją i renomą międzynarodową; teraz sklepy są zawalone zagraniczną tandetą, ale za to wycenioną wysoko), hutnictwo, przemysł maszynowy, elektronika (lista niepełna).
„Liberalizacja handlu zagranicznego” – to była celowa dyskryminacja polskich przedsiębiorstw wobec preferencji dla firm zagranicznych. Żaden kraj na świecie nie funkcjonuje bez polityki celnej. Nawet taka potęga jak USA. W imię czego zniesiono całkowicie cła bez uprzedniego przygotowania gospodarki? Przywrócił je dopiero na pewien okres rząd premiera Pawlaka.
Jeżeli chodzi o oddawanie za bezcen polskich przedsiębiorstw to odsyłam do moich artykułów oraz do pracy R. Ślązaka. Opisuje on jak bezsensownie były wydawane olbrzymie pieniądze na honoraria zagranicznym, o rzekomo unikalnej wiedzy „ekspertom” którzy tworzyli opracowania nigdy do niczego wykorzystane (zapewne były świetnie wykorzystane przez sporządzających – mieli rozeznanie w branżach które zostały przez nich przejęte). Są granice tego co można uznać za błąd. A za tą granicą jest już tylko brak zdrowego rozsądku.
Polecam Panu Zielińskiemu artykuł Andrzeja Szahaja „10 grzechów głównych ostatniego trzydziestolecia” w Dzienniku Gazeta Prawna z 12 – 14.07.2019.
A przede wszystkim odsyłam do rozdziału „Dekolonizacja i neokolonizacja (szczególnie podrozdział „Sprzedaż przedsiębiorstw”) książki prof. Kieżuna „Patologia transformacji”. Tam znajdzie Pan udokumentowane przykłady faktycznego oddawania za bezcen polskich przedsiębiorstw. Wprawdzie starał się Pan zdezawuować prof. Kieżuna (co jest niesmaczne), ale błądzi Pan po marginesach jego publikacji, omijając istotę.
Chcę odnieść się do kwestionowanych przez Pana Zielińskiego zasług Lewicy i roli jaką odegrał prof. Kołodko. Otóż czy Pan Zieliński tego chce czy nie, faktem bezspornym jest, że w okresie rządów Lewicy – I okres (lata 1994 – 1997) wzrost gospodarczy był najwyższy w całym 30 – leciu transformacji. Duża w tym zasługa prof. Kołodki, który opracował i wdrażał w owym czasie „Strategię dla Polski”.
Niestety nie można tego samego powiedzieć o drugim okresie sprawowania władzy przez Lewicę (lata 2002 – 2005). Był to okres nasilonej prywatyzacji i małej troski o sprawy socjalne społeczeństwa za co Lewica przypłaciła klęską wyborczą.
Dla kontrastu do sukcesów Lewicy w I okresie sprawowania władzy (lata 1994 – 1997): w okresach kiedy wicepremierem i ministrem finansów był prof. Balcerowicz wyniki były najgorsze. Spadki (oczywiste i znane) w pierwszych dwóch latach transformacji, jak też schłodzenie gospodarki w okresie rządów Jerzego Buzka, kiedy to PKB spada ze wzrostu 7,55 proc. w drugim kwartale 1997 r do 0,2 proc. w czwartym kwartale 2001 r. (P
Chciałbym jednak pocieszyć Pana Zielińskiego: tego co napisałem nie musi wszystkiego brać do siebie prof. Balcerowicz. Dotyczy to wielu rządów funkcjonujących w okresie naszej transformacji. A było ich jak ktoś obliczył 17.
Nie można oceniać rozwoju gospodarki i tempa rocznego wzrostu PKB bez jednoczesnego uwzględnienia postępów w innowacyjności i modernizacji struktury gospodarki. Liczby pokazują że Polska jest liderem przemian. Niestety stwierdzenia tego nie można przyjmować bezkrytycznie. „Drugie dno” tego zjawiska to fakt, że najcenniejsze branże przemysłu opanowane są przez firmy zagraniczne, ze wszystkimi tego konsekwencjami. I zajmujemy jedno z ostatnich miejsc w innowacyjności gospodarki, co jest konsekwencją małego udziału przemysłów wysokiej techniki w przemyśle ogółem. Konkurujemy tanią pracą a nie innowacyjnością.

Nierówności podgryzają nasz rozwój społeczny

Wielkość produktu krajowego brutto to nie wszystko. Na jakość życia wpływa też długość życia w zdrowiu, niewielkie zróżnicowanie majątkowe społeczeństwa oraz ilość lat spędzonych w szkole.

Pod koniec ubiegłego roku został opublikowany raport ONZ-owskiego Programu Narodów Zjednoczonych do spraw Rozwoju (UNDP) poświęcony najbardziej znanemu w świecie badaniu pod nazwą Human Development Index (Wskaźnik Rozwoju Społecznego) połączony z rankingiem 2019 (z wynikami za 2018 r.).
W badaniu tym Polska zajęła 32. miejsce, z wartością indeksu 0,872. Jest to postęp o jedno miejsce w rankingu w stosunku do poprzedniego roku. Badaniem objęte jest 189 krajów świata.
Indeks ten służy jako kryterium do klasyfikacji krajów według ogólnego poziomu ich rozwoju społecznego w danym momencie i jest obliczany dla wszystkich krajów członkowskich ONZ.
Indeks HDI został wprowadzony w 1990 r. jako reakcja na przecenianie znaczenia Produktu Krajowego Brutto, który zdominował wtedy (tak jak i dzisiaj) oceny makroekonomiczne i społeczne poziomu rozwoju krajów. Do jego głównych autorów należał hinduski ekonomista i filozof prof. Amartya (w jęz. bengalskim znaczy nieśmiertelny) Kumar Sen, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii (1998 r.) za wkład w teorię rozwoju społecznego, badania ubóstwa, głodu i ekonomii dobrobytu.
Indeks ma charakter złożony, na który składają się trzy subindeksy i jest ich średnią geometryczną. Został wprowadzony dla porównań międzynarodowych i określa poziom rozwoju społecznego integrując czynniki ekonomiczne i społeczne danego kraju. Jest syntetycznym miernikiem opisującym efekty rozwoju społecznego w skali czasowej i przestrzennej.
Te trzy subindeksy, które składają się na podstawowy Indeks HDI to: 1. Oczekiwana długość trwania życia, jako synteza oceny stanu zdrowia, stylu i warunków życia społeczeństwa (wg danych Wydziału Ludności ONZ), 2. Edukacja, w postaci liczby lat spędzonych w szkole (wg danych UNESCO) oraz 3. PKB (dane Banku Światowego) według siły nabywczej w dolarach USA.
Przyjęto, że kraje osiągające indeksy na poziomie 0,800 – 1,00 zaliczone są do grupy „very-high”, do której zalicza się obecnie 59 krajów, od kilku lat także Polskę.
Kraje o wartościach indeksu 0,70 – 0,799 zalicza się do grupy „high” (53), w przedziale 0,50 – 0,699 do grupy „medium” (38 krajów) i pozostałe – 49 krajów, do grupy „low”. Indeks i pełny raport 2019 można znaleźć na www.hdr.undp.org/en/data
W skali świata HDI uległ w okresie 1990 – 2018 poprawie o 22,2 proc. (z 0,598 do 0,731). W Polsce wartość indeksu zwiększyła się w tym samym czasie z 0,712 do 0,872, czyli o 22,4 proc. i był to wzrost dość systematyczny, w tempie ogólnoświatowym.
W na ogół zamożnych krajach Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju OECD poprawa indeksu wyniosła tylko 14 proc. Z kolei w krajach Azji Południowej poprawa była bardzo wyraźna i wynosiła 45,3 proc., w Azji Wschodniej – 41,8 proc. a w krajach subsaharyjskich 34,9 proc.
Przeciętna długość życia w świecie to w 2018 r. – 72,6 lat, w Polsce – 78,5 lat a w Niemczech – 81,2. Średnia liczba lat spędzonych w szkole w świecie to 8,4 lat, w Polsce 12,3 lat a w Niemczech 14,1 lat. PKB wg siły nabywczej na jednego mieszkańca w 2018 r. to w świecie 15.745 USD, w Polsce – 27.626 USD a w Niemczech – 46.946 USD.
W grupie very high, do której należymy, średnia długość życia to 79,5 lat. Liczba lat spędzonych w szkole to 12 i średni PKB na mieszkańca – 40.112 USD. Jesteśmy więc poniżej średniej zarówno pod względem długości życia jak i produktu krajowego na osobę.
Dla porównania: USA znajdują się na 15. miejscu w rankingu HDI. Rosja na 49 (jeszcze w grupie very high) a Chiny na 85 miejscu z indeksem 0,758 (a więc w grupie niższej).
Indeks HDI za 2018 r.

  1. Norwegia 0,954
  2. Szwajcaria 0,946
  3. Irlandia 0,942

32. Polska 0,872

33. Litwa 0, 869

34. Zjedn. Emiraty 0,866

Czołówka rankingu HDI to: Norwegia, Szwajcaria, Irlandia, Niemcy i Hong Kong.
Wartość indeksu dla Norwegii wynosi 0,954 a dla Polski – 0,872. Taki jest obecnie dystans do najlepszych. Niemcy, do których tak lubimy się porównywać, zajmują czwartą lokatę z indeksem wynoszącym 0,939.
Spośród nowych krajów Unii Europejskiej przed nami są: Słowenia (24 lokata), Czechy (26) i Estonia (30).
Za nami zaś – pozostałe nowe kraje UE: Litwa (34), Słowacja (36), Łotwa (39), Węgry (43), Chorwacja (46), Bułgaria i Rumunia (52, wartość indeksu 0,816).
W 2010 r. do indeksu HDI wprowadzono bardzo ważny dla oceny poziomu rozwoju społecznego element nierówności, stąd jego nazwa otrzymała pierwszą literę „I” (Inequality) – w całości i we wszystkich trzech subindeksach. Obliczono więc „stratę” poniesioną z tytułu nierówności, w stosunku do podstawowego Indeksu HDI.
IHDI wyniósł dla Polski 0,801, gdy podstawowy HDI wynosi 0,872. Polski indeks IHDI traci na nierówności 8,1 proc., podczas gdy świat 20 proc., Norwegia 6,8 proc., a Niemcy 8,3 proc. Ale na przykład Czechy, gdzie nierówności społeczne są mniejsze, tylko 4,6 proc., a Węgry 8 proc. Kraje zaliczone do grupy very high – średnio 10,7 proc. Za sprawą nierówności, w odniesieniu do oczekiwanej liczby lat życia tracimy w Polsce 4,3 proc.,. w edukacji 5,2 proc., natomiast pod względem PKB na mieszkańca aż 14,4 proc.
Tu warto jeszcze dodać, że współczynnik Giniego pokazujący rozwarstwienie dochodowe społeczeństwa dla Polski obliczono na 30,8 proc., gdy np. w Norwegii wynosi on 27,5 proc., a w Niemczech 31,7 proc. Współczynnik ten im niższy, tym mniejsze rozwarstwienie dochodowe.
Na 40 proc gospodarstw domowych o niskich dochodach przypada w Polsce 21,3 proc. łącznych dochodów (a w krajach OECD 18 proc., zaś w całym świecie – 17,7 proc.), a na 10 proc. o najwyższych dochodach 24,6 proc. łącznych dochodów (w krajach OECD 28 proc., zaś w skali świata 30,2 proc.).
W 2014 r. w systemie indeksów HDI wprowadzono dodatkowo Gender Development Index (GDI) a więc uwzględniający podziałem na płeć. I tak HDI dla kobiet wyniósł w 2018 r. w Polsce 0,874 a dla mężczyzn – 0,867. indeks GDI będący ilorazem tych dwóch wyniósł zatem 1,009 – a więc wypadł z korzyścią dla kobiet. Zdecydowała o tym wyższa długość trwania życia kobiet (82,4 lata kobiety i 74,6 lat mężczyźni) oraz przewaga w edukacji.
W dochodach (w kategoriach PKB) różnice na niekorzyść kobiet pozostają natomiast znaczne. PKB na kobietę wynosi 21.876 dol, a na mężczyznę 33.739 dol – a więc relacja wynosi 65 do 100 na niekorzyść kobiet.

Rozwój dróg szybkiego ruchu w Chinach

Kierowca Wang Xuming kupił ciężarówkę w 1982 roku i zaczął wówczas transportować ładunki między Xining a Yushu – czytamy w reportażu opublikowanym w „Voice of China”, magazynie wydawanym przez Chińską Grupę Mediów. Miasto Xining jest stolicą prowincji Qinghai, zaś Yushu jest autonomiczną prefekturą tybetańską podlegającą tejże prowincji. Odległość między nimi wynosi około 800 kilometrów.

Wang Xuming wspominał, że przeszło 35 lat temu nie było ani jednej autostrady w całych Chinach. Drogi były piaszczyste i pełne niedużych, lecz ostrych kamieni, dlatego zdarzało się, że musiałem naprawiać opony nawet pięć razy w ciągu jednego dnia – przypomina sobie chiński kierowca. Wracając pamięcią do tamtego czasu, powiedział, że z powodu trudnych warunków na drodze do Riyue Shan, gór leżących w prowincji Xining, mógł jechać ciężarówką tylko na jednym biegu, tak wolno, że wyprzedzali go nawet rowerzyści.
Autostrada Gongyu (Gonghe-Yushu) została otwarta dla ruchu 1 sierpnia 2017 roku. Jej  długość liczy 634,8 km. Początek leży w miasteczku Qiabuqia w powiecie Gonghe w Tybetańskiej Prefekturze Autonomicznej w Hainan, a kończy się w miasteczku Jiegu w powiecie Yushu. Obecnie załadowane ciężarówki potrzebują około 13-14 godzin aby pokonać całą tę trasę.
Budowa autostrady Gongyu trwała 7 lat z powodu trudnych warunków klimatycznych i geograficznych. Jest znana jako „linia życia” prowadząca do Yushu, a średnia wysokość na jakiej przebiega trasa to ponad 4100 metrów. Na wysokogórskim płaskowyżu Qinghai-Tybet okres, kiedy można realizować budowę wynosi około pięciu miesięcy w ciągu roku. Teren wiecznej zmarzliny stanowi 1/3 całkowitego przebiegu tej trasy. Mówiąc o budowie autostrady Gongyu, kierownik tego projektu Han Shenghu krótko podsumował, że było to naprawdę trudne zadanie. Niska temperatura, wysokie wymaganie jakościowe, duża wysokość i niska zawartość tlenu utrudniały pracę – wymienił. W budowie brało udział 127 jednostek, a całkowita liczba pracowników wynosiła 100 tysięcy osób – dodał.
W historii rozwoju dróg szybkiego ruchu w Chinach 1988 to ważny rok, wówczas to 31 października została oddana pierwsza autostrada Hujia (Szanghaj-Jiading). Jej długość wynosi 15,9 km. Rozpoczyna się przy ulicy Qilianshan w Szanghaju, a kończąc przy południowej bramie Jiading również w Szanghaju. Od tamtego czasu Chiny mają własny system standardów budowy autostrad.
Autostrada Jingjintang jest drogą łączącą trzy miasta – Pekin, Tianjin i Tanggu, której długość wynosi 142,69 km. Jest ona pierwszą chińską autostradą, która została zbudowana w ramach przetargów międzynarodowych, zgodnie z przepisami FIDIC czyli Międzynarodowej Federacji Inżynierów Konsultantów.
Minęła dekada i w 1998 roku budowa autostrad w Chinach weszła w najszybszy okres rozwoju. Pod koniec 2011 roku łączna długość autostrad w kontynentalnych Chinach wynosiła 85 tys. km, zajmując się piewsze miejse na świecie. Osiągnięcie tego wyniku zajęło Chinom 23 lata.
Między górami Funiu w powiecie Luanchuan w prowincji Henan, trwają prace nad budową autostrady Yaoluanxi, która połączy trzy miejscowości Yaoshan, Luanchuan i Xixia. Po jej ukończeniu zepnie ona autostrady Erguang (Erlianhaote-Kanton) na wschodzie z Szanghaj-Xi´an (Huxia) na zachodzie. Budowa tej drogi połączy górskie regione, przez które do tej pory przebiegał dosyć niewygodny dla transportu szlak. Dzięki temu lokalne specjalności powiatu Luanchuan, jak na przykład tofu, będą mogły trafiać na stoły mieszkańcom miasta Xining z prowincji Qinghai w ciągu jednego dnia, choć odległość to ponad 1200 km.
Dyrektor Centrum Badań Rozwoju Instytutu Nauki o Autostradach przy Ministerstwie Transportu Chin Yu Mingyuan od wielu lat prowadzi prace badawcze w dziedzinie strategii rozwoju transportu, gospodarki transportowej i doradztwa w zakresie inżynierii drogowej. Jak poinformował, w 2006 roku Bank Światowy docenił prędkość rozwoju chińskiej infrastruktury transportu drogowego i stwierdził, że żaden inny kraj nie mógł w tak krótkim czasie masowo zwiększyć liczby powstających autostrad.
Dziesięć lat później Bank Światowy wydał kolejną, wyższą ocenę dla rozwoju Chin w tym aspekcie. Powołując na słowa przedstawiciela banku, Yu Mingyuan powiedział, że Chiny znajdują się na czołowym miejscu pod względem budowy nowoczesnej, krajowej sieci autostrad o wysokim standardzie oraz promowania integracji gospodarki regionalnej i jedności społecznej. Rozwój dróg szybkiego ruchu skrócił dystans, wspiera rozwój gospodarczy i społeczny, a także dążenia ludzi do lepszego życia – dodał.
Do końca 2018 roku całkowita długość dróg w Chinach wynosiła 4,85 milionów km, wśród nich 140 tys. km to autostrady. Wskaźnik ten zajmuje pierwsze miejsce na świecie pod względem długości. Autostrady, podobnie jak układ krwionośny w ciele człowieka, łączą 99,98 proc. wiosek z chińską siecią dróg.

Książka prezydenta ChRL „Zarządzanie Chinami”

W roku 2014 ukazała się, w języku angielskim i w wielu innych językach światowych, nakładem pekińskiego wydawnictwa Foreign Languages Press, książka p.t. „The Governance of China” („Rządzenie Chinami”). To dzieło Xi Jinpinga – Prezydenta Chińskiej Republiki Ludowej, Sekretarza Generalnego Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin.

Polskie wydanie książki, którą otrzymaliśmy w ostatnich dniach wskazuje na znaczne zainteresowanie i na ważną perspektywę wzajemnie korzystnej współpracy naszego kraju z Chinami.
Miałem osobiście okazję i zaszczyt pracować nad stroną redakcyjną tekstu tłumaczenia. Pozwolę sobie w związku z tym na sformułowanie kilku uwag merytorycznych dotyczących zawartości książki jak również kilka wniosków, co do jej znaczenia na globalnej scenie politycznej.
Ta licząca ponad 570 stron pozycja składa się z 18 rozdziałów monotematycznych zawierających wywiady, wypowiedzi, publikacje oraz inne materiały związane z działalnością przywódcy chińskiego oraz władz partyjnych i państwowych w okresie od 12 listopada 2012 r. do 13 czerwca 2014 r. Pomimo upływu czasu jest to praca niezwykle aktualna – dotyczy bowiem głównie spraw dziejących się tu, teraz i w przyszłości. Ma ona charakter kompleksowy, pogłębiony i niezwykle różnorodny pod względem tematycznym. Rozważania autora obejmują de facto wszystkie najważniejsze dziedziny działalności KPCh, poczynań chińskich władz ustawodawczych i administracyjnych oraz rozwoju narodu i państwa chińskiego, szczególnie w sferze politycznej, ideologicznej, gospodarczej, społecznej, kulturalnej, strategicznej i międzynarodowej. Stanowią one bardzo wartościowe uzupełnienie tego, co już nam wiadomo w sprawie obecnego i przyszłego etapu działalności partii, parlamentu, rządu i państwa oraz rozwoju społeczeństwa chińskiego. Procesy te dokonują się pod znakiem przezwyciężania trudności, usuwania anomalii i przeszkód oraz gruntownych, pogłębionych reform, innowacji, modernizacji i tworzenia nowego ładu światowego.
Nie jest dziełem przypadku, iż analizowana książka ukazała się w Polsce właśnie teraz. Fakt ten powinien być rozpatrywany na tle jak najszerszego kontekstu wewnętrznego w Chinach oraz ewolucji sytuacji globalnej. XVIII Zjazd KPCh (2012 r.), III Plenum KC (2013 r. – strategia i metodologia reformowania) oraz IV Plenum KC (2014 r. – doskonalenie państwa prawa) oznaczają rozpoczęcie trzeciego przełomowego etapu w rozwoju i w modernizacji Chin Ludowych (1. etap: 1949 – 1978, 2. etap: 1978 – 2012 i 3. etap: od 2012 do 2050 roku).
Na wyznaczone cele strategiczne – do osiągnięcia w 3. etapie rozwoju chińskiego składają się:
– utworzenie umiarkowanie zasobnego społeczeństwa pod każdym względem (to dość plastyczny chiński eufemizm określający optymalny, możliwy w chińskich warunkach, dobrobyt dla wszystkich) – w terminie do roku 2021 (100-lecie utworzenia KPCh),
– zbudowanie nowoczesnego i wszechstronnie rozwiniętego państwa chińskiego w terminie do roku 2049 (100-lecie powstania ChRL) oraz
– zrealizowanie Marzenia Chińskiego, czyli doprowadzenia do wielkiego odrodzenia narodu i państwa oraz do spełnienia jego najważniejszych dążeń i aspiracji – do życia w pokoju, bezpieczeństwie i w dobrobycie.
Na tle tych trzech celów w książce Prezydenta Xi Jinping zarysowanych zostało kilka kluczowych kwestii, dotyczących wpływu nowej polityki i strategii chińskiej na rozwój tego wielkiego narodu i kraju, jak też ich oddziaływania na resztę świata. Wg założeń chińskich, powinien to być świat pokoju, współpracy, harmonii, sprawiedliwości, równych praw, owocnego partnerstwa i zrównoważonego rozwoju, świat wielobiegunowy i wolny od hegemonizmu, terroryzmu, separatyzmu, dyktatu i od innych zjawisk określanych jako patologie.
Trzeba zwrócić uwagę na pięć najważniejszych problemów omówionych w treści tej publikacji:
Po pierwsze, to polityczne i ideologiczne aspekty systemowe. W wielu fragmentach znajdujemy precyzyjną i pogłębioną charakterystykę demokracji konsultatywnej i chińskiego socjalizmu stanowiącego unikalne i oryginalne rozwiązanie ustrojowe w skali światowej. Efektywność tego systemu ukazała się praktycznie w świetle przebiegu i skutków kryzysu globalnego będącego konsekwencją kompromitacji i upadku neoliberalizmu oraz pustki systemowej, jaka w wyniku tego powstała. Wcześniej odnotowaliśmy w wielu krajach świata upadek sowietyzmu. System chiński, który kształtuje się cały czas, jest konsekwencją wykorzystania efektu konwergencji (zbliżenia) doświadczeń systemu socjalistycznego, w którym dominujące miejsce zajmuje człowiek i systemu kapitalistycznego, w którym dominują takie elementy, jak produkcja i rynek. Chińczykom udało się okiełznać mechanizmy własnego rynku i zmusić kapitał do służenia państwu. Kształtuje się nowe doświadczenie społeczno-ekonomiczne nie mające wzorców w naszej kilkutysięcznej cywilizacji, nie mające też swej nazwy. Chińczycy określają to zjawisko „socjalizmem z chińską twarzą”.
Po drugie, rola partii w procesie reformowania i modernizacji Chin. Jak przystało na przywódcę partii liczącej ponad 90 lat, skupiającej około 90 mln członków w swych szeregach oraz sprawującej władzę nieprzerwanie od 1949 r., prezydent Xi Jinping poświęca bardzo wiele uwagi problematyce partyjnej. Potwierdza, iż we współczesnym procesie kompleksowego i pogłębionego reformowania, partia pełniąca rolę kierowniczą i inspirującą, zaczyna od samej siebie, postępując zdecydowanie, pragmatycznie i spokojnie. Założeniem jest, że w wyniku jej aktywnej roli powstanie w Chinach skutecznie realizowany mechanizm socjalistycznej gospodarki rynkowej charakteryzującej się m.in. zrównoważonym układem pomiędzy różnymi formami własności i różnymi sektorami gospodarki oraz odpowiednią rolą interwencjonizmu państwowego.
Po trzecie, innowacyjne i kompleksowe reformowanie partii, społeczeństwa i państwa chińskiego zajmuje bardzo ważne miejsce w książce. Lektura poszczególnych jej fragmentów poświęconych temu kluczowemu zagadnieniu umożliwia uzyskanie szczegółowego i plastycznego obrazu sytuacji oraz przedsięwzięć podejmowanych w tej mierze, szczególnie w zakresie usuwania niedomagań, anomalii i zjawisk patologicznych, np. korupcji.
Po czwarte, koncepcja teoretyczna i założenia praktyczne Chińskiego Marzenia, którego autorem jest Prezydent Xi, zajmuje znaczące miejsce w książce. Problematyce tej poświęcony został specjalny rozdział pod takim właśnie tytułem. Warto bliżej scharakteryzować ten fascynujący pomysł i zamiar – bowiem i w Polsce i na świecie zauważalne jest pewne niezrozumienie merytoryczne i zamieszanie intelektualne wokół niego. Tymczasem, lektura stosownych fragmentów książki poświęconych Marzeniu… nie pozostawia cienia wątpliwości w tej mierze. Mieli swój „Dream” Amerykanie oraz inne narody – a teraz przyszła kolej na Chiny. Generalnie rzecz ujmując, nadrzędny cel tej idei stanowi odnowa (odrodzenie, renesans…) wielkiego narodu i państwa chińskiego.
Po piąte, polityka zagraniczna KPCh i ChRL stanowi jeden z najważniejszych i najciekawszych tematów poruszonych w analizowanej książce – w szerszym kontekście sławetnej chińskiej koncepcji otwarcia na świat, realizowanej łącznie z reformami, poczynając od roku 1978. Autor prezentuje wiele nowych i cennych myśli na temat obecnej innowacyjnej odmiany (od 2012 r.) tej polityki oraz współpracy gospodarczej, kulturalnej Chin z zagranicą. Jego analiza umożliwia lepsze i pogłębione zrozumienie tej kwestii w ujęciu globalnym, mającej kardynalne znaczenie dla powodzenia reform wewnątrz Chin, z korzyścią dla całego świata.
Założenia teoretyczne zostały sformułowane już na samym początku książki: „…pokojowy rozwój jest nieodłączną właściwością socjalizmu chińskiego – w związku z czym nasz rozwój dokonuje się również poprzez politykę otwarcia na świat oraz poprzez współpracę korzystną dla wszystkich. Powinniśmy zatem rozszerzać sfery wspólnych interesów ze wszystkimi oraz budować świat harmonii, trwałego pokoju i powszechnej pomyślności wspólnie z innymi krajami…” . W trakcie realizacji polityki otwarcia na świat, użyte przez Autora sformułowanie: „wspólnie z innymi krajami” uległo już prawie maksymalnemu rozszerzeniu.
Każdy obiektywny obserwator nie może nie zauważyć wysokiej efektywności polityki zagranicznej Chin. Mocarstwo to odgrywa już wiodącą rolę w budowaniu lepszej cywilizacji ludzkiej nie tylko z uwagi na fakt, że ChRL wyszła w 2014 r., na pierwsze miejsce w świecie pod względem absolutnej wartości PKB (17,6 bln USD). Niemniej cennymi walorami intelektualnymi i programowymi w tej mierze są ww. innowacyjne założenia i propozycje oraz działania praktyczne w budowaniu lepszego świata.
W książce Prezydenta Xi znajdujemy wiele interesujących sformułowań i ocen dotyczących osiągniętych już efektów praktycznych chińskiej polityki otwarcia na świat. Oto jedna z nich: „…korzystając ze swej stabilności politycznej, wzrostu gospodarczego, harmonii społecznej i jedności etnicznej, współczesne Chiny znajdują się w jaskrawym kontraście w stosunku do innych regionów i krajów, którym dolega nieustanny chaos…”.
Generalnie, zasadnicze treści książki w sprawie polityki zagranicznej Chin są jednoznaczną zapowiedzią jej dalszego dynamizowania i innowacyjności. Przyszłościowe zapewnienia prezydenta Xi są mocne i zdecydowane: „…Chiny nigdy nie zatrzasną swych bram przed światem zewnętrznym. W ciągu minionego dziesięciolecia nasz kraj spełnił swe obietnice wobec WTO poprzez utworzenie bardziej otwartego i zestandaryzowanego środowiska dla przedsiębiorczości. Udostępnimy nowe obszary i zapewnimy jej szerszy dostęp do naszego rynku. Nasza gospodarka pozostanie otwarta dla inwestorów zagranicznych i mamy nadzieję, że również inne kraje ułatwią dostęp inwestorom chińskim. Przeciwstawiamy się zdecydowanie protekcjonizmowi w jakiejkolwiek postaci oraz wyrażamy wolę i gotowość do regulowania rozbieżności gospodarczych i handlowych z innymi krajami drogą konsultacji. Wspieramy aktywnie tworzenie wielostronnego systemu handlowego charakteryzującego się zrównoważonym i wzajemnie korzystnym rozwojem”.
Na poważną refleksję zasługują także te fragmenty książki, które dotyczą wzajemnych relacji pomiędzy państwami, narodami i cywilizacjami we współczesnym świecie. Odnoszą się one do idei świata wielobiegunowego oraz optymalnych powiązań pomiędzy narodami i państwami. Wniosek z rozważań prezydenta Xi zawartych w książce jest następujący: Chiny opowiadają się za globalną harmonią, partnerstwem i wymianą osiągnięć z dorobku wszystkich żyjących na Ziemi. Wojnie przeciwstawiają pokój, brutalnej rywalizacji i agresywności – partnerstwo, praktykom neokolonialnym – wzajemnie korzystną współpracę, narodom i państwom oddają prawo do własnej drogi rozwoju i samostanowienia.
Istotą praktyczną tych przemyśleń jest realizowana już współcześnie idea budowy Jedwabnego Szlaku wraz z pasem gospodarczym i nowego Morskiego Szlaku Jedwabnego wraz z odpowiednią infrastrukturą. Autor poświęca szczególnie wiele uwagi współpracy ChRL z BRICS, z państwami sąsiadującymi oraz z innymi największymi mocarstwami a także ze wszystkimi kontynentami i regionami świata. Postuluje wypracowanie i wdrożenie nowego modelu tej współpracy oraz utworzenie sieci nowoczesnych połączeń komunikacyjnych i transportowych, np. „od Pacyfiku do Bałtyku”.
Wiodącą ideą Autora, widoczną na kartach książki, jest humanizm – dobro człowieka w Chinach i na całym świecie. Wydawca chiński zaopatrzył książkę w interesujący tekst stanowiący szczegółową charakterystykę najwyższego przywódcy chińskiego (tekst ten jest również zawarty w wersji polskiej). Ukazuje on Autora jako człowieka bezpośredniego i skromnego, ale bardzo zdecydowanego, nowoczesnego i wiedzącego, do czego zmierza. I rzeczywiście, Xi Jinping, stojący na czele V-tego pokolenia przywódców chińskich (licząc od Przewodniczącego Mao Zedonga), jest politykiem najwyższej klasy światowej, efektywnym, kompromisowym i innowacyjnym, ale również pryncypialnym.
Odrodzenie Chin – to także wielka szansa dla Polski. Nie można jej zaprzepaścić. Jeszcze przed objęciem stanowiska Prezydenta ChRL, Autor podróżował wiele po kraju i po świecie, a i obecnie jest niezwykle aktywny w tej mierze.
Lektura książki Prezydenta Xi ułatwia zrozumienie tych epokowych procesów i zamierzeń oraz ich wyników. Pomyślna przyszłość świata jest niewyobrażalna bez Chin i bez chińskiego odrodzenia, któremu – z kolei – niezbędne jest pokojowe i konstruktywne otoczenie zewnętrzne.
Konkludując, trzeba stwierdzić, że książka Prezydenta Xi potwierdza dobitnie, iż Chiny wkroczyły w nowy, bezprecedensowy etap swego rozwoju nie tylko w skali nowożytnej lecz również w kontekście wszystkich 5.000 lat historii tego narodu i państwa. Tytuł książki w wersji polskiej: oddaje znakomicie jej treści, kierunek rozwoju i określa postęp cywilizacyjny, który dotyczy wszystkich ludzi – z perspektywą na XXII wiek i dalej.
Książka ta jest potwierdzeniem pojawienia się nowego, budzącego zainteresowanie, typu pisarstwa politycznego, które bazuje na konkretach, adresowane jest do czytelnika umiejącego myśleć i analizować współczesny świat pod kątem procesów społeczno-politycznych i ich konsekwencji w życiu narodów. Przejdzie ona bez wątpienia do historii piśmiennictwa politycznego m.in. dzięki umieszczenie jej w centrum procesów rozwojowych ludzkości na obecnym etapie cywilizacyjnym.

Xi Jinping, Zarządzanie Chinami (część 1). Wydawnictwo Adam Marszałek. Toruń 2019 rok. Tłumaczenie z angielskiego Sylwester Szafarz. Stron 572.

Chińska gospodarka stabilna jak zawsze

Dzięki stabilności i postępowi, gospodarka Chin ma warunki do osiągnięcia oczekiwanych celów.

Według danych opublikowanych 16 grudnia przez Państwowy Urząd Statystyczny Chin, funkcjonowanie gospodarki krajowej wykazało pozytywne zmiany w listopadzie, a główne wskaźniki gospodarcze były lepsze niż oczekiwano, gospodarka narodowa utrzymała stabilny i progresywny trend rozwojowy. W obliczu złożonej sytuacji rosnącego ryzyka i wyzwań w kraju i za granicą, dane te pokazują silną odporność, potencjał i pole manewru chińskiej gospodarki, a także wskazują, że podstawowy trend stabilności gospodarczej i długoterminowej poprawy gospodarki w Chinach nie uległ zmianie.
Gospodarka chińska utrzymuje stabilny postęp, a odzwierciedleniem tego jest sytuacja dotycząca zatrudnienia. W pierwszych 11 miesiącach bieżącego roku w miastach i miasteczkach w całym kraju pojawiło się 12,79 miliona nowych miejsc pracy, co stanowi 116,3 proc. rocznego celu. Patrząc na cały rok, oczekuje się, że w kolejnym roku poziom wzrostu nowych miejsc pracy osiągnie ponad 13 milionów . Gdy zatrudnienie się ustabilizuje, środki do życia i i podstawa wzrostu gospodarczego Chin zostaną ustabilizowane.
Stabilność dotyczy także handlu zagranicznego i inwestycji zagranicznych. Do końca listopada ogólne obroty importu i eksportu Chin wzrosły o 2,4 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2018 roku, z czego całkowita wartość importu i eksportu z krajami ASEAN wzrosła o 12,7 proc. , a wartość ta z krajami wzdłuż „Pasa i Szlaku” wzrosła o 9,9 proc. . Ponadto, w kontekście globalnego spowolnienia inwestycji, faktyczne wykorzystanie przez Chiny inwestycji zagranicznych w 11 miesiącach 2019 roku wzrosło o 6 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Stały wzrost handlu zagranicznego i inwestycji zagranicznych pokazuje, że stopień integracji między rynkiem globalnym a chińską gospodarką nadal się pogłębia i będzie nadal pomagał chińskiej gospodarce w dalszym rozwoju.
Gospodarka chińska utrzymuje stabilny postęp, co oznacza ciągłą optymalizację  struktury gospodarczej, a rola popytu wewnętrznego w napędzaniu wzrostu gospodarczego Chin nadal rośnie. Do listopada krajowe inwestycje w środki trwałe (wykluczając rolnictwo) wzrosły o 5,2 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2018 roku, a całkowita sprzedaż detaliczna towarów konsumpcyjnych wzrosła o 8,0 proc. rok do roku. Tempo wzrostu inwestycji i konsumpcji jest znacznie wyższe niż tempo wzrostu eksportu, co wskazuje, że motorem wzrostu gospodarczego Chin jest w coraz większym stopniu popyt wewnętrzny, który sprzyja silnemu rynkowi wewnętrznemu. Jednocześnie wzrost konsumpcji jest szybszy niż wzrost inwestycji, co wskazuje, że struktura popytu krajowego jest nadal optymalizowana.
Ponieważ konsumpcja mieszkańców stale rośnie, wymagania Chińczyków dotyczące jakości tradycyjnych towarów wzrastają, podobnie jak popyt na usługi takie jak turystyka, opieka zdrowotna, edukacja i usługi emerytalne. Według wstępnych szacunków Państwowego Urzędu Statystycznego Chin, konsumpcja usług stanowi obecnie prawie 50 proc. konsumpcji gospodarstw domowych. Można przewidzieć, że siła konsumpcyjna o wyższej jakości będzie odgrywać coraz ważniejszą rolę w napędzaniu chińskiej gospodarki.
Jednocześnie postęp gospodarki chińskiej znajduje odzwierciedlenie w ciągłej optymalizacji struktury przemysłowej i pojawianiu się nowego impetu. W listopadzie wzrost sektorów zaawansowanych technologii i produkcji sprzętu wyniósł odpowiednio 8,9 proc. i 8,5 proc. , ci jest szybsze  niż wzrost gałęzi przemysłu powyżej wyznaczonych oczekiwań; rozwój nowoczesnych sektorów usług, takich jak technologie informacyjne, transmisja oprogramowania, usługi handlowe i leasingowe rosną szybciej niż indeksy produkcji wszystkich przemysłów usługowych. Warto zauważyć, że indeks PMI dla przemysłu produkcyjnego w Chinach wyniósł w listopadzie 50,2 proc. , co stanowi wzrost o 0,9 punktu procentowego w porównaniu z poprzednim miesiącem. Wskaźnik PMI dla sektorów nieprodukcyjnych i usługowych wyniósł odpowiednio 54,4 proc. i 53,5 proc. , oba są znacząco wyższe niż w poprzednim miesiącu. To pokazuje, że koncepcja rozwoju napędzanego innowacjami,  gromadzi stały strumień nowego impulsu dla chińskiej gospodarki, a oczekiwania rynku również stale się poprawiają.
Przy obecnym spowolnieniu wzrostu gospodarczego na świecie oraz wewnętrznej transformacji i modernizacji gospodarki nie jest łatwo gospodarce chińskiej uzyskać tak dobre efekty. Wynika to z ogromnej przewagi rynkowej Chin i potencjału popytu wewnętrznego, a także ogromnego kapitału i zasobów ludzkich, a także skoordynowanego wykorzystania przez rząd chiński solidnych polityk makroekonomicznych i elastycznych polityk mikro.
Od 2019 roku Chiny wprowadziły zakrojone na szeroką skalę środki obniżające podatki i opłaty, których łączna wartość za cały rok przekroczy 2 biliony juanów. Jednocześnie Chiny nieustannie wprowadzają środki ułatwiające handel. Na przykład w dalszym ciągu zmniejszyły negatywne listy dostępu do rynku inwestorów zagranicznych, budowały wiodącą strefę demonstracyjną Shenzhen, Nowy Obszar Lingang w Szanghajskiej Strefy Wolnego Handlu oraz  założyły 6 nowych stref pilotażowych wolnego handlu, aby stale optymalizować otoczenie biznesowe i wzmocnić żywotność rynku. W pierwszych 10 miesiącach 2019 roku średnia dzienna liczba nowo zarejestrowanych przedsiębiorstw w Chinach wynosiła blisko 20 000. W porównaniu z całym ubiegłym rokiem średnia dzienna liczba nowo powstałych przedsiębiorstw wzrosła o 7,1 proc. . To pokazuje, że chińskie i zagraniczne firmy są pełne zaufania do chińskich perspektyw gospodarczych.
Pozytywne zmiany w najnowszych danych ekonomicznych dodatkowo pokazują, że Chiny mają podstawy i warunki do osiągnięcia oczekiwanego celu wzrostu na 2019 rok. W przyszłości Chiny nadal będą trzymać się zasadę stabilności, dążyć do postępu, przestrzegać polityki reform i otwarcia, promując rozwój wysokiej jakości, przyczyniając się do wzrostu gospodarczego na świecie.

Liu Dong
Tłumaczenie: Zhong Lei

Nasza gospodarka hamuje powoli

Polski produkt krajowy brutto w trzecim kwartale tego roku wzrósł o 3,9 proc. w porównaniu z trzecim kwartałem 2018 r. W drugim kwartale bieżącego roku rozwój był nawet nieco szybszy, bo PKB wzrósł o 4,6 proc. w stosunku do tego samego kwartału 2018 r.

Wynik trzeciego kwartału jest natomiast nieco gorszy od przewidywań ekspertów, którzy typowali wzrost wynoszący 4,1 proc. Okazuje się, że dość niskie jest zwłaszcza tempo rozwoju przemysłu i budownictwa
Prognozy polskich ekspertów ekonomicznych mają jednak to do siebie, że z reguły się nie sprawdzają. Tak więc, kompletnie nie należy się przejmować tym, że faktyczne wyniki gospodarcze są niezgodne z ich oczekiwaniami.
Mimo tego, że polska gospodarka w trzecim kwartale tego roku rozwijała się nieco wolniej niż w drugim, to w rzeczywistości mamy jednak do czynienia z jej przyśpieszeniem. Nasz produkt krajowy brutto wzrósł bowiem w trzecim kwartale tego roku o 1,3 proc. w porównaniu z drugim kwartałem br.
Oznacza to właśnie szybszy rozwój, gdyż w drugim kwartale nasz PKB wzrósł jedynie o 0,8 proc. w porównaniu z pierwszym kwartałem.
Ostatni kwartał powinien zamknąć się czteroprocentowym wzrostem PKB. Natomiast średnio w całym bieżącym roku tempo rozwoju wyniesie najprawdopodobniej 4,2 proc.
Polska gospodarka będzie wprawdzie rozwijać się już nieco wolniej, ale nie jest to żadne raptowne hamowanie, lecz spokojne zwalnianie biegu, z jakim ma się do czynienia podczas jazdy pod górkę. Sprzyja jej zaczynające się lekkie przyśpieszenie gospodarki niemieckiej oraz niezłe wyniki naszego eksportu, spowodowane dość słabym złotym.
Oby tylko ta nasza górka okazała się niezbyt duża i miała łagodne zbocza.

Sygnały coraz wolniejszego rozwoju

A jednak jeszcze się kręci – i są także pewne oznaki, mogące wskazywać, że nie w przyszłym, ale w następnych latach, będzie kręcić się raźniej.

W ubiegłym roku wartość nakładów inwestycyjnych w całej gospodarce narodowej wyniosła 302 675 mln zł, w tym nakłady na wszelkie budowle stanowiły 161 930 mln zł (53,5 proc.), na maszyny, urządzenia i narzędzia 100 241 mln zł (33,1 proc.), zaś na środki transportu 38 120 mln zł (12,6 proc.).
W porównaniu z rokiem 2017, inwestycje w Polsce zwiększyły się o 15,4 proc. Nakłady na budynki i budowle wzrosły o 18,4 proc., na maszyny, urządzenia techniczne i narzędzia o 11,1 proc., a na środki transportu o 15,2 proc.
Wzrost tempa inwestycji zaobserwowano w większości obszarów gospodarki. Najwyższy wzrost zanotowano w działalności związanej z kulturą, rozrywką i sztuką (dynamika w stosunku do roku poprzedniego wyniosła 166,3), w dostawie wody, gospodarowaniu ściekami i odpadami oraz działalności związanej z rekultywacją (dynamika 163,6) oraz w edukacji (dynamika 140,8).
Jest to ewidentny przyrost inwestycji, więc te dane były oczywiście korzystne dla polskiej gospodarki. Ale już wtedy, w ubiegłym roku, pojawiły się niepojące sygnały.
Po pierwsze, udział sektora prywatnego w nakładach inwestycyjnych ogółem spadł z 69,7 proc. do 64,4 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Udział sektora publicznego wzrósł natomiast odpowiednio z 30,3 proc. do 35,6 proc.

Rozwoju nie da się zadekretować

Inwestycje prywatne są najważniejsze dla gospodarki. One przesądzają o jej długofalowym rozwoju i są sygnałem, wskazującym na dobre warunki prowadzenia działalności gospodarczej. Spadek ich udziału pokazuje, że rząd PiS nie umie stworzyć takich warunków. Na wzrost inwestycji „zapracował” więc głównie sektor publiczny, w którym zwiększenie nakładów zależy w największym zakresie od decyzji administracyjnych rządzących, a nie od sytuacji na rynku. Decyzjami administracyjnymi nie da się jednak na dłużej stymulować rozwoju gospodarczego.
Po drugie, nie w całej gospodarce inwestycje w ubiegłym roku się ruszyły. Spadki wystąpiły w jej trzech istotnych obszarach: w wytwarzaniu i zaopatrywaniu w energię elektryczną, gaz i ciepło (ujemna dynamika w stosunku do roku poprzedniego, która wyniosła 99,4), w obsłudze rynku nieruchomości (dynamika 94,1) oraz w działalności finansowej i ubezpieczeniowej (dynamika 93,4).
Wreszcie, po trzecie i najgorsze, cały ten nasz przyrost inwestycji okazał się krótkotrwały. Nakłady na środki trwałe w trzecim kwartale 2019 r. zwiększyły się realnie zaledwie o 0,2 proc. – czyli niemal niezauważalnie.
Niestety, zaczął się już czwarty kwartał, w którym niknący wzrost zamienia się w regres. Bardzo niedobry sygnał dał tegoroczny październik. Produkcja budowlano – montażowa (czyli właśnie inwestycyjna) zmniejszyła się w tym miesiącu aż o 4 proc. w porównaniu z październikiem 2018 r (podczas gdy specjaliści oczekiwali wzrostu). Tak dużego spadku tej produkcji nie było od prawie trzech lat. Po stronie pozytywów można oczywiście wymienić trwały wzrost naszego produktu krajowego brutto. W III kwartale 2019 r. był on realnie wyższy o 3,9 proc., licząc rok do roku. Ale przyrost PKB w tym samym, III kwartale 2018 r. wyniósł aż 5,2 proc., a więc spowolnienie jest już ewidentne.
Głównym czynnikiem polskiego rozwoju gospodarczego był i pozostaje popyt krajowy, którego wzrost w skali roku wyniósł w III kwartale 3,3 proc.. Był on jednak niższy od tempa popytu notowanego w II kwartale 2019 r. Wpłynęło na to słabsze tempo wzrostu spożycia w sektorze gospodarstw domowych, które także było niższe niż w II kwartale 2019 r.
W efekcie, wpływ popytu krajowego na tempo wzrostu gospodarczego wyniósł 3,1 punktu procentowego wobec 4,4 pkt. proc. w II kwartale 2019 r.

Jaskółka nadziei

Tak więc, popyt krajowy już w mniejszym stopniu pobudza polski rozwój gospodarczy. Problem w tym, że nie bardzo czym można go zastąpić. Bo zapotrzebowanie na inwestycje, które w przeszłości już było niewielkie, teraz spadło jeszcze bardziej. Wpływ popytu inwestycyjnego na wzrost PKB wyniósł zaledwie 0,8 pkt. proc. (w II kwartale 2019 r. było to 1,5 pkt. proc., czyli prawie dwa razy więcej).
Innymi słowy, jeśli Polacy z różnych powodów zaczną ograniczać zakupy, odbije się to fatalnie na gospodarce, a tym samym i na dochodach Polaków, którzy jeszcze bardziej zmniejszą zakupy. Wytworzy się fatalne, samonapędzające błędne koło kryzysu. Oby do tego nie doszło…
Na razie jednak popyt krajowy w III kwartale 2019 r. wzrósł realnie o 0,8 proc. w porównaniu z II kwartałem. %. Spożycie ogółem w III kwartale 2019 r. wzrosło realnie o 1,0%, wzrost spożycia w sektorze gospodarstw domowych wyniósł realnie 0,9%. Akumulacja w III kwartale 2019 r. zmniejszyła się realnie o 0,7%.
Małą i niepewną jaskółką nadziei jest tu nasz handel zagraniczny, który w trudnych warunkach zaczął radzić sobie całkiem dobrze. W III kwartale bieżącego roku. zanotowano pozytywny wpływ eksportu netto na nasz wzrost gospodarczy, wynoszący 0,8 pkt. proc. To wprawdzie bardzo niewiele – ale zarazem to aż czterokrotnie więcej niż w II kwartale 2019 r., kiedy to ów pozytywny wpływ nie przekroczył 0,2 pkt. proc.
W porównaniu z poprzednim kwartałem tego roku, w III kwartale 2019 r. PKB wyrównany sezonowo zwiększył się realnie o 1,3 proc. Wartość dodana brutto w gospodarce narodowej w III kwartale 2019 r. zwiększyła się zaś o 1,0 proc. To także sygnały, które należy zapisać po stronie plusów, pokazujące, że polska gospodarka wciąż jeszcze zwiększa obroty, choć już coraz wolniej.

Niemcy uratują władzę PIS?

Jest jeszcze jeden korzystny sygnał, być może najważniejszy – przestała „zwijać się” gospodarka naszego wielkiego zachodniego sąsiada. Niemcom jeszcze daleko do powrotu na ścieżkę trwałego wzrostu – ale już nie ma spadków, sytuacja się ustabilizowała, właściciele firm z pewną nadzieją patrzą w przyszłość i liczą na stopniowy wzrost zamówień.
Dla Polski Niemcy są najważniejszym partnerem handlowym, a tempo wzrostu naszej gospodarki w bardzo dużym stopniu zależy od wielkości dostaw podzespołów z Polski na niemiecki rynek. Jeżeli nastąpi tu trwałe odbicie, to może się okazać, że rząd Prawa i Sprawiedliwości zdoła przejść suchą nogą przez spowolnienie, któremu nie umiał zapobiec. To natomiast może mieć z kolei ważkie znaczenie polityczne. Do kolejnych wyborów parlamentarnych nie jest przecież aż tak daleko.