Chcemy igrzysk, bo chleb podrożał

Bochenek chleba kosztuje dziś 4–5 złotych, w zależności od tego, ile waży i jak zdrowo wygląda. Wiadomo, że im zdrowszy, tym droższy, bo zdrowie teraz w cenie. W 2015 roku taki sam bochenek kosztował w granicach 2 złotych, niektórzy więc chyba już rozważają przerzucenie się na ciastka. Tak w ogóle to Maria Antonina nie mówiła o ciastkach, ale rewolucyjna narracja ma swoje prawa i reguły opowieści.

Dziś rewolucji nic nie zapowiada, choć może to tylko cisza przed burzą… lub mżawką. Bo widoków na spadek cen chleba raczej nie ma. Jest za to pomysł, by niesprzedane pieczywo przerabiać na alkohol. Już wolę tych, co zboże przerabiają na alkohol od razu – i taniej, i szybciej, bez dorabiania kuriozalnej ideologii.

Wydawać by się mogło, że nasz naród żyje igrzyskami. Jedne się kończą, drugie się zaczynają. Nie wszystkim się wprawdzie podoba, że medale częściej zdobywają kobiety (17) niż mężczyźni (7), a potem jeszcze dziękują innym kobietom. Ciekawe, czy z większym entuzjazmem przyjęto by mężczyzn dziękujących innym mężczyznom. Oczywiście dziękujących po zdobyciu medalu, bo bez medalu podziękowania liczą się jakby mniej.

To być może jeden z powodów, dla których rząd w osobie specjalnego pełnomocnika Jacka Sasina stracił entuzjazm dla kolejnych igrzysk, tym razem europejskich i organizowanych w Polsce, a konkretnie w małej Polsce, czyli u nas. Swoją drogą, dlaczego nasz małopolski, ale nadzwyczaj patriotyczny sejmik dotąd nie zauważył, że nazwa naszego regionu jest taka jakby poniżająca? Nie wiedzieć czemu mieszkańcy Poznania i okolic uzurpowali sobie prawa do tytułu „Wielka Polska”. Jest okazja, by nasz sejmik ogłosił w tej sprawie deklarację – a łatwo mu to przychodzi – zmieniając nazwę regionu na „Największa Polska” albo przynajmniej „Najprawdziwsza”.

Wracając do igrzysk, nie wierzę, że za nagłą utratą entuzjazmu stoi brak pieniędzy, bo jak wiadomo, dla ministra Sasina miliony to nie problem (o miliardy musiałby już poprosić prezesa NBP). Zresztą, gdyby były jakieś problemy z pieniędzmi, to premier Morawiecki przecież by nam o tym powiedział, prawda?

Coś ten tekst robi się poematem dygresyjnym, prawie jak najnowsze dodatki do lektur obowiązkowych. Jako autor jednak chyba bym nie przypadł do gustu ministrowi Czarnkowi, choć czasem zdarza mi się zgrabnie rzucić łacińskim zwrotem, i to z łaciny klasycznej.

Wracam do igrzysk, choć nie wiadomo, czy jest do czego. Powiedziałbym, że organizacja igrzysk jest w głębokim lesie, ale się boję, że wpadnie ekipa z Lasów Państwowych i szybko wytnie las, trawę i autora tekstu. Na sesji rady miasta zauważono, że trudno ustalić listę dyscyplin na igrzyska, bo lista planowanych inwestycji – jak się domyślacie – jest w lesie… ale boję się, że przyjdzie ekipa, i jak wyżej.

Żeby więc moja krytyka nie była złośliwym i całkowicie niekonstruktywnym krytykanctwem, sam oto zgłaszam kilka dyscyplin, które można by rozegrać bez ogromnych inwestycji. Co więcej, ponieważ proponowane przeze mnie dyscypliny wydają się naszą polską specjalnością, jest wielce prawdopodobne, że przyniosą nam medale. Na wszelkich wypadek, dla uniknięcia dwuznacznych sytuacji, należy zarządzić, by podziękowania za medale były obowiązkowo kierowane pod adresem niemiłosiernie nam panującego prezydenta Andrzeja, syna Jana Tadeusza, też Dudy.

Do dyscyplin wróć. Niestety, gra w tradycyjną „zośkę” została opanowana przez Chińczyków, jak zwykle do perfekcji. Ale skoro Chińczycy w Igrzyskach Europejskich oficjalnie nie biorą udziału, można by tę dyscyplinę dopuścić, a nawet zgłosić do niej paru przyjaźnie nastawionych uchodźców z Chin. Oczywiście, jeśli przejdą odpowiednie procedury i nie przylecą samolotami do Mińska, bo to się źle kojarzy.

Kolejną szansę na medale dałaby nam tradycyjna polska gra sportowa „bolszewika goń, goń, goń”. W charakterze „bolszewika” wystawiony zostanie poseł Sterczewski, a dogoni go, zapewne na medal, zespół reprezentacyjny Straży Granicznej. Nie po raz pierwszy.

Inna obiecująca dyscyplina to sztafeta listonoszy z kopertami do urn. Wygrywa wiadomo kto, oczywiście – ten, kto najszybciej zniknie razem z urną. Wyniki zawodów leżą już na biurku ministra Sasina.

Co prawda, Igrzyska Europejskie mają się odbywać latem (jeszcze nie do końca wiadomo którego roku), ale gospodarzom wolno więcej, czemu więc nie urządzić slalomu na nartach z długopisem? Długo by pisać dlaczego, ale tu medal mamy jak w banku (Narodowym), a dyplom też już podpisany.

Dyscypliny można mnożyć – ważne, żebyśmy dostali medale. Podobno premier nie jest zadowolony ze sportu i chce odebrać nadzór nad nim ministrowi Glińskiemu. Nie zauważyłem, by minister Gliński odciskał jakiś ślad na sporcie. Osobiście wolałbym, by odebrano mu nadzór na kulturą. Którą trochę dociska. Ale to marzenie ściętej głowy. À propos ścinania, Fundusz Sprawiedliwości (Ziobry) reklamował się w przerwie pucharowego meczu Legii Warszawa – zapewne w trosce o pokrzywdzonych przez UEFA najspokojniejszych przecież w Polsce kiboli Legii. Może zatem oddać sport w ręce ministra (dalekiego od) sprawiedliwości? Jemu nikt tak łatwo nie podskoczy. Nawet z tyczką.

A wracając – z tyczką czy bez – do Małopolski, przypominam, że sejmik należy odwołać w referendum. I to by było na tyle, jeśli chodzi o igrzyska.

Nasza armia jest zwycięska?

Jak PiS mnie broni przed Obcym

Nie zaskoczyła mnie ani specjalnie oburzyła wypowiedz Władysława Frasyniuka. On zawsze szybciej mówił niż myślał. No i nie kalkuluje jak polityk, chyba zawsze był szczery. Ale szanuję jego wrażliwość. Bo sytuacja na wschodniej granicy jest po prostu niebywała. Stworzono tam obóz koncentracyjny, a w roli strażników obsadzono żołnierzy. Jest tam oczywiście mająca coraz bardziej paskudną opinię Straż Graniczna i policja. I pewnie jeszcze niejedna bezpieka. Jak gdyby krytycznie zagrożone zostało bezpieczeństwo państwa. Nie ma muru, jak na granicy USA z Meksykiem, daleko nam do muru izraelskiego, ukraińskiego, estońskiego, węgierskiego (i pomyśleć, że kiedyś był tylko Mur Berliński), ale jest za to świeżutki, pokazywany wielokrotnie całemu światu z dumą wręcz narodową, drut kolczasty. Też pięknie. Za chwilę zawisną na nim zwierzęta. Ale to przecież też emigranci, więc kto by się nimi przejmował. Tak sobie też myślę, że w obozach koncentracyjnych jednak podawano jakieś jedzenie. No i jakiś dach nad głową też był. Tu nie dopuszcza się ani jedzenia, ani lekarza.
Żołnierzy w Usnarzu Górnym nie określiłbym jak Frasyniuk. Ja im współczuję. I nie zazdroszczę. Zakryci od stóp do głów, anonimowi, bezimienni, bezosobowi, w stresie, który musi rodzić agresję, jednak jakieś uczucia i przekonania chyba mający, uczestniczą w koszmarnym spektaklu zwyczajnych tortur. Czyni się z nich narzędzie i symbol okrucieństwa, i tajnych wykonawców widowiska politycznej bezmyślności.

Dlaczego nikt, ani dziennikarze wynoszący pod niebiosa swoją misję, ani politycy opozycji przekonani o swojej wyższości nad rządzącymi nie pytają o rozkazodawców? Gdzie są dowódcy tych żołnierzy i strażników granicznych? Gdzie są generałowie tego wojska, które tak dzielnie i z taką determinacją broni kraju przed 20 – 30 schorowanymi uchodźcami? Też chcą pozostać anonimowi, bezimienni, bezosobowi? Sztywni ze strachu serwilistycznie trzymają się biurek? Gdzie jest zwierzchnik sił zbrojnych? Na urlopie w Juracie? Ćwiczy przed lustrem minę „twardego” człowieka? O ministrze obrony nie wspomnę, bo nie ma o kim.

Wyobrażam sobie radość Łukaszenki. Zagrał jak chciał, a polskie władze zatańczyły też jak chciał, nie zawodząc go ani przez chwilę. I jeszcze poczytują to sobie za zasługę. Oto szczyty politycznej niekompetencji w wydaniu PiS.

PiS powinien Frasyniukowi postawić pomnik. Swoją emocjonalną wypowiedzią dostarczył rządzącym propagandowego paliwa na długo. Bedą się mogły napawać swoim świętym oburzeniem obrońców Polski, polskości, honoru żołnierza i munduru, który sami ubrudzili. Tak samo poniewierają mundur policyjny dając przyzwolenie na psychopatyczne zachowania kończące się śmiercią, na agresję wobec kobiet, osób „niepaństwowej” orientacji czy dzieci, jak ostatnio w Lubinie, gdzie postawiono je pod ścianą z rękami do góry.

No i to zagłuszanie prób porozumiewania się z uchodźcami wyciem syren samochodowych! Litości! Strach przed słowem i informacją? Żeby nikt się nie dowiedział? Toż to kabaret rodem z PRL. Co za idiota o tym zdecydował? Za jakim biurkiem siedzi? Historia jednak powtarza się jako farsa! U nas niestety za pierwszym razem, odwrotnie niż chciał Marks. Tragedia dopiero może być. Mam wrażenie, że PiS-owi byłaby na rękę. Jakaś niewielka zawierucha mogłaby poprawić notowania. U sąsiada też. Arcyksiążę Ferdynand w Usnarzu? Czemu nie. Gawriło Princip zawsze się w znajdzie.

Trzydzieścioro kilkoro


Taki obrazek mam w głowie: na ziemi siedzi dziecko. Zdezorientowane. Wokół trwa coś, czego nie potrafi nazwać ani zrozumieć. Jakaś makabryczna kłótnia jednych przeciw drugim. A pośrodku ono. Przerzucane z jednej strony na drugą, jak pakunek, którego nikt nie chce. Dorośli coś tam jeszcze kumają, ale ono nie. Dorośli potrafią się zmierzyć z tym, z czym przyszło im żyć. Ale nie ono. I za ból i płacz dziecka wszyscy zapłacimy. Nie tylko Kaczyński, Łukaszenko czy Putin, dla których łzy nie mają wartości. Każdy z nas. 

Obrazek z dzieckiem rozczula tego, kto ma w sobie coś więcej niż wnętrzności. Tego, który nosi wewnątrz zimny głaz śmieszy i roztkliwia; wyobraża sobie wtedy ten i ów, jakby to było, gdyby się ustawiło na granicy karabin maszynowy i serią po wszystkich nielegalach; chłop, baba, kobieta, dziecko, pies, wszystko by fruwało. Jedni i drudzy mają odpowiedzi proste. Że trzeba wszystkich jak leci, co jest bliższe prawdy. Albo że żadnego, co jest prawdy dużo dalsze, choć żadna z opcji w pełni prawdziwa nie jest. Bo co to jest prawda…

Ludzie wędrowali ponad miesiąc, a dziś trzymani są na skrawku ziemi niczyjej i podrzucani sobie jak zgniłe jajo, bo nikt ich nie chce. W dzisiejszym świecie to barbarzyństwo. Nie godzi się tak robić z człowiekiem, kimkolwiek by nie był. Podobnie, jak nie godzi się go kamienować, wieszać na latarniach za picie alkoholu albo Biblię, czy rytualnie mordować, a mimo to jeden drugiemu to czyni. Bo inna kultura, inne zwyczaje, inne życie i inna śmierć. Co więc nam robić?. Na dziś przyjąć, bo jest niewielu. Trzydziestu kilu. Trzydzieścioro kilkoro. Kraj, w którym żyje ponad trzydzieści milionów poradzi sobie z trzydziestoma kilkoma. W kraju, w którym żyją miliony, a tysiące z nich ucieka do lepszego świata, znajdzie się przestań dla trzydziestu kilku. Zaopatrzmy ich rany, napójmy i ubierzmy. Dajmy rok na przeczekanie. Skandal, powiedzą ci co chcą strzelać. Żeby nierobom arabskim i wilkom w owczej skórze fundować darmowe obiady za złotówki, w czasie gdy polskie dzieci głodują. Owoż, nasze głodują, bo mają pijanych i zaćpanych rodziców. Żadne dziecko w Polsce nie chodziłoby głodne, gdyby nie jego ojciec i matka, która przepija rządowe frukta. Żaden ojciec i żadna matka w Polsce, uczciwie pracując, nie pozwoli dziecku przymierać głodem. Ale tam, skąd przychodzą tamci, już tak. Tam sama praca często nie wystarcza. Więc wpuszczać każdego, bo nikt nie jest nielegalny. Prawda. Ale nawet ten nie nielegalny może być nie na naszą kieszeń ani ustrój. Bośmy chowani na czym innym niż Zachód. 

Zastanawiałem się nie raz, dlaczego uchodźcy z czarnego lądu, w większości muzułmańskiego wyznania, przemierzają cały kontynent, żeby dostać się do Europy zachodniej, zamiast skrócić sobie drogę i jechać, bo nawet nie płynąć, do jednego z bogatych, arabskich krajów: Emiratów, Bahrajnu, Kataru, Kuwejtu. Czemu emigrują do Europy, lub bardziej, czemu tam, ich bracia w wierze nie przyjmą ich wszystkich; nie wykarmią i nie napoją w imię Allaha. Czemu tamci wolą bezbożny, zgniły europejski socjal zamiast muzułmańskiej solidarności. Cóż, pewnie dlatego, że solidarności tej nigdy tam nie zaznają. Pytałem kiedyś muftiego, pracującego w warszawskim meczecie, czemu tak się dzieje. – Polityka, odparł mufti. – Wielka polityka, on, mufti, się na niej nie rozeznaje. A mi coś podpowiada, że jest tak, że bogata Arabia chętnie przyjmie krewnych, albo nawet niespokrewnionych, ale takich, którzy coś potrafią i mogą jej coś w zamian dać; inżynierów, lekarzy, programistów. Biedny chłopiec z Mozambiku dać może niewiele, bo sam nie ma nic oprócz życia, a to dziś towar bardzo przeceniany w wielu gospodarkach. Idą więc ku nam, bo my, biali, dajemy. Darmo jeść, darmo spać, żyć, pić, narkotyzować się. Bo to też jest element tej wędrówki ludów, jakby kto się na to nie oburzał. A gdy wyciągnie się rękę po zapłatę, nazywa się go często rasistą. Jak więc to wszystko pogodzić? Nie da się. Nie dzisiaj i nie w dzisiejszej Polsce. Albo więc będziemy brać wszystkich, jak leci, albo nikogo. I to nie tylko dlatego, że nie sposób odróżnić dobrego od złego; terrorystę od człowieka o pokojowych zamiarach, bo przy odrobinie profesjonalizmu, służby mogłyby posilić się na próbę takiego przesiewu. Rzecz jednak w tym, że nasi politycy takich służb nie mają, bo Macierewicz rozpędził wszystko na cztery wiatry opcją atomową. Ba, skoro nie radzą sobie z tym Niemcy czy Francuzi, to jak my mielibyśmy sobie poradzić. W samej Warszawie setki alimenciarzy z wyrokami chodzi po ulicach i nie ma na nich siły, żeby wyłapać każdego i posadzić za kraty, a co dopiero żeby znaleźć fachowców od walki z terroryzmem i zapłacić im za ich usługi. Rację ma więc prawica krzycząc, że Polacy ich nie chcą. Polacy z rządowych ław, ma się rozumieć. Bo gdyby jednak ci zwykli ich zechcieli, okazałoby się, że państwo nasze to wydmuszka, którą rozwali kapiszon a nie pas szahida. 

Kraj który patrzy bezczynnie jak płacze dziecko, to podły kraj. Kraj, który każe uciekać dzieciom z ich szkół i domów to kraj potępiony, którego ONZ powinno nie uznawać a Ziemia nosić. Bardzo często w historii bywało tak, że z kraju przyglądającego się dziecięcemu cierpieniu zza pleców straży granicznej i Legionu Maryi, kraj ów stawał się celem ataków, przed którym ani Legion ani straż nie uchroniła dziatków przed śmiercią i poniewierką. Te dwa stany dziecięcej krzywdy i poniżenia lubią chodzić ze sobą i zamieniać się miejscami. Ku przestrodze tylko tak to tu zostawię…

Flaczki tygodnia

Szczyt światowego nieszczęścia? Trafić na katoli uciekając przed talibami.

Od ponad dwóch tygodni w Usnarzu Górnym na granicy polsko – białoruskiej koczuje 32-osobowa grupa uchodźców. Wśród nich są kobiety i 15-letnia dziewczyna. Od strony polskiej przeganiają ich ku Białorusi funkcjonariusze Straży Granicznej, wzmocnieni przysłanym przez MON wojskiem. Powrotu na Białoruś bronią tamtejsi funkcjonariusze wojskowo
– policyjni.

To jest „brudna gra Łukaszenki i Kremla”, tak uzasadnia działania straży granicznej i wojska szef MON pan minister Mariusza Błaszczaka. Apeluje do lewicowych posłów opozycji, którzy zawieźli pomoc dla uchodźców,aby się opamiętali i nie byli „pożytecznymi idiotami” białoruskiego reżimu.

To jest wojna. Hybrydowa. Demokratycznie wybranej ekipy pana prezesa Kaczyńskiego z uzurpatorem Łukaszenką. Polskiego „Prawa i Sprawiedliwości” z białoruską „brudną grą”. Wojna o honor, Boga, i szczelność granic naszej Ojczyzny. Tak powtarzają elity PiS.

Ta wojna ma pokazać uzurpatorowi Łukaszence i wrażemu Putinow, kryjącemu się za plecami białoruskiego dyktatora, niezwykłe zdeterminowanie i wielką siłę polskiego oręża. Na pohybel białoruskim miękiszonom! I ruskim też,dodają już ciszej.

Niestety kiedy polska straż graniczna i wojsko prężą swe muskuły, aby ostatecznie rozwiązać problem uchodźców, aby skutecznie zniechęcić wszystkich uciekających przed islamskim terrorem do kierowania się ku narodowo – katolickiej Polsce, trzydzieści ludzkich istnień ciągle koczuje w leśnym błocie. Bez opieki lekarskiej, ciepłej strawy, skutecznej pomocy prawnej. Koczują tylko dlatego, że zostali przez sztabowców PiS wyznaczeni do roli barykady w urządzanym przez PiS teatrze politycznym. Stali się ofiarami kampanii wyborczej prowadzonej przez PiS.

Bez wątpienia władze białoruskie w odwecie za sankcje Polski i Unii Europejskiej organizują przerzuty uchodźców z Afganistanu i terenów Bliskiego Wschodu do graniczących z nią państw Unii Europejskiej. I czynić tak będą. Wszystkie z tych państw, także Polska, okazały się nieprzygotowane na taką „brudną grę”. Choć elity PiS straszą nas wizją najazdem uchodźców już od 2015 roku. Straszą i jednocześnie nic nie robią w celu rzeczywistego, systemowego uszczelnienia granic. Straszą, ale pomimo sześciu lat swych rządów nie potrafiły stworzyć polityki migracyjnej państwa polskiego. Widać same wcześniej nie wierzyły w te uchodźcze strachy. Kreowane je jedynie na potrzeby oszukiwania „ciemnego ludu”, czyli swych Wyborców.

Kiedy uchodźcy, wspierani przez białoruskie służby, zaczęli liczniej przechodzić wschodnią polską granicę, władza PiS zareagowała, zgodnie z interesem władz białoruskich. Polskie wojsko pozbierało emigrantów, którzy już weszli do Polski, zapakowało ich do wojskowych samochodów i wywiozło z powrotem na granicę. Aby przepędzić ich do Białorusi. Na białoruską granicę skierowały dodatkowo zmobilizowane wojsko, postawiły zasieki z drutu kolczastego.

Dzięki temu białoruska państwowa telewizja, i rosyjskie telewizje też, mogą wreszcie pokazywać relacje udowadniające, że w Polsce, czyli w Unii Europejskiej, panuje jeszcze większy zamordyzm niż w Białorusi i Rosji. Bo tam uchodźców, jak świń, jeszcze w błocie nie trzymają. Traktowanie uchodźców jak zarażonych zwierząt w Polsce budzi w świecie liczne wspomnienia. Silnie eksploatowane w mediach, nie zawsze Polsce przychylnych. Obrazy przerzucanej przez kordon polskiej Straży Granicznej żywności dla uchodźców uwięzionych w Usnarzu Górnym, łączone są ze zdjęciami dokumentującymi przerzucanie ponad hitlerowskimi kordonami chleba dla Żydów zamkniętych w gettach polskich miastach. Zdjęcia koczujących w błocie uchodźców łączy się w mediach ze zdjęciami wydalonych z III Rzeszy w 1938 roku Żydów. Koczujących potem na ówczesnej granicy polsko – niemieckiej w Zbąszyniu, też wtedy nie wpuszczanych do
II Rzeczpospolitej.

Tak to panowie ministrowie Błaszczak, Kamiński, Wąsik niczym bezmyślne mięśniaki tańczą w rytm mińskiej i kremlowskiej muzyczki. To oni są faktycznie „pożytecznymi idiotami” prezydentów Łukaszenki i Putina.

W czasie kiedy rząd PiS pod przewodem pana Kaczyńskiego, wicepremiera ds. bezpieczeństwa, broni granic IV Rzeczpospolitej przed trzydziestką uchodźców przy pomocy zmotoryzowanych oddziałów straży granicznej i wojska, ten sam rząd szczyci się ratowaniem uchodźców z Afganistanu. Po których wysyła specjalne samoloty. Koszty przywożenia uchodźców afgańskich do Polski władze i propagandziści PiS uzasadniają imperatywem moralnym. Obowiązkiem pomocy wyznawcom Allacha, którzy splamili się u siebie kolaboracją z wojskiem polskim. Naszym sojuszników podczas wojny. Okazuje się, że najlepszą wizą wjazdową do Polski jest wcześniejsza tam wojna z udziałem wojska polskiego. I kolaboracja z polskimi
okupantami.

W ramach konstruktywnej krytyki „Flaczki” podsuwają władzy PiS,bezpłatnie, skuteczne i honorowe rozwiązanie usnarzskiego węzła gordyjskiego. Niech władze zapakują uchodźców z Usnarza do samolotu lecącego do Kabulu. Leci przecież tam w jedną stronę pusty. Potem na kabulskim lotnisku mogą oni poprosić o wizy humanitarne. Dostaną je w każdym praworządnym państwie UE. I potem będą mogli legalnie do UE przybyć. Nawet polskim samolotem,o ile nie będą bali się do niego wsiąść.

Wielkim nieszczęściem jest trafić na polskich katoli uciekając przed talibami.

KPP, czyli Kącik Poezji Patriotycznej
Suplement do ewangelii.

Miałaś szczęście Maryjo, miałeś szczęście Józefie
i Jezusa Bóg szczęściem obdarzył,
bo na drodze z Betlejem do Egiptu Wam przecież,
nie postawił nikt Granicznej Straży.
Oj inaczej by dzisiaj ewangelie się miały,
inne pewnie w nich byłyby słowa,
gdyby Waszą wędrówkę przez pustynię przerwały
drut kolczasty i broń maszynowa.
Gdyby o tej wędrówce decydować miał wtedy,
rząd, co rządzi obecnie w Warszawie,
to na pewno niejednej Wam napytałby biedy,
zanim zniknąłby w wiecznej niesławie.
Wątpię wręcz czy w ogóle ktoś wspominać by raczył,
że gdzieś leżą na środku pustyni,
otoczone drutami przez bezdusznych siepaczy,
święte szczątki umarłej Rodziny.

dr Ryszard Grosset

Bitwa o Frontex

Plan pełniącej w tej chwili prezydencję Austrii oraz brukselskiej centrali przewidywał rezygnację z przymusowej relokacji kwot migrantów w zamian za wsparcie w uszczelnianiu unijnych granic. Te zadania miał wziąć na siebie Frontex – dofinansowany, ze znacznie większym zakresem odpowiedzialności, w zasadzie pełniący już zadania narodowych straży granicznych. Ale ten plan się nie powiedzie. W Unii nie ma na to zgody, protestują zwłaszcza kraje graniczne oraz śródziemnomorskie południe. Na warszawskim Mokotowie rozpoczęła się budowa nowej siedziby dla agencji, ale Mateusz Morawiecki nie ukrywa, że nie jest mu to w smak.

 

Ten projekt to wielka nadzieja Francji i Niemiec, ale też urzędującej w unijnych strukturach Austrii. Emmanuel Macron pod koniec września na szczycie w Salzburgu groził nawet, że kraje, które nie zgodzą się na zwiększenie uprawnień służby zostaną wydalone z Schengen. Ale najwyraźniej nie zrobiło to większego wrażenia na Grupie Wyszehradzkiej, ani też na Włochach czy Grecji, które również są na „nie”.

Frontex do 2020 miałby urosnąć w siłę: do z 1,5 do 10 tysięcy funkcjonariuszy i z budżetem 11 mld euro. Miały zmienić się też jego działania. Dziś w ramach operacji „Triton” zajmuje się głównie ratowaniem uchodźców u włoskich wybrzeży, nie zajmuje się praktycznie ochroną granic wspólnoty. Takie zadania pełni z rzadka i tylko na wniosek władz danego kraju, w ramach jednorazowych interwencji. Węgry, Czechy, Słowacja, ale też Włochy, Hiszpania, Chorwacja i Grecja nie chcą, by unijne służby dyktowały im politykę ochrony terytorium. Polska na razie stoi w rozkroku, ale nie ukrywa, że pomysł Jean-Claude’a Junckera niezbyt jej się podoba.

Premier Słowacji uważa, że środki przeznaczone na rozwój agencji należałoby bezpośrednio przekazać Hiszpanii, Włochom i Grecji, gdzie dociera najwięcej uchodźców. Mateusz Morawiecki obawia się, że „uciekną” mu unijne pieniądze: – Obawiam się, że więcej pieniędzy dla Frontexu będzie oznaczało mniej środków na fundusze strukturalne, na drogi i linie kolejowe. W nowej unijnej perspektywie finansowej na lata 2021–2027 chcielibyśmy jak najwięcej środków na rozwój infrastruktury.

Najgłośniej protestuje jednak Viktor Orban. Według komentatorów chodzi o to, by unijni funkcjonariusze nie widzieli łamania praw człowieka na węgierskich granicach. O podobne motywacje podejrzewa się Hiszpanów: nie chcą, by UE wtrącała jej się w politykę stawiania zasieków wokół enklaw w Ceucie i Melilli. Nie mówiąc już o Matteo Salvinim, który odmawia wszelkiej współpracy.
Ale również Polacy obawiają się sprzeciwu społecznego, jeśli wschodnich granic mieliby bronić obywatele innych krajów, posługujący się innym językiem niż polski.
Obecnie w Warszawie ruszyły prace przy budowie nowej siedziby Frontexu w Warszawie. Ale szef polskiego rządu nie ukrywa, że jest przeciwny zwiększaniu zatrudnienia personelu. Podobne zdanie wyraził premier Czech Andrej Babiš, który przyjechał odwiedzić powstającą placówkę w tym tygodniu. On również jest zdania, że Frontex nie powinien przejmować zadań straży narodowych.

Austria chce, żeby porozumienie dotyczące „planu Junckera” zostało przyjęte do końca roku. Łączy się to bezpośrednio z rozplanowaniem środków w przyszłorocznym budżecie. Nie wiadomo, jaki Bruksela ma plan awaryjny na wypadek, gdyby jednak nie udało się wypracować kompromisu. Nie jest wykluczone, że powróci dyskusja o solidarnym rozlokowywaniu kwot migrantów po terenie UE. Niedawny pomysł z centrami dystrybucji uchodźców również okazał się nierealistyczny. Żaden kraj ostatecznie nie zdecydował się na ich uruchomienie, wiedząc, że migranci przy tak dojmującym braku solidarności w UE po prostu by tam „utkwili”.