Po pierwsze, podatki

Jeśli chodzi o system podatkowy, oczekiwania Polaków są stabilne. W badaniach sondażowych powtarza się opinia większości, że lepszy byłby system progresywny.

Badani uważają, że osoby o najniższych dochodach, np. otrzymujące najniższe wynagrodzenie, powinny płacić niższe podatki. Wygląda na to, że w sondażu nie zapytano o zdanie polityków, a już na pewno nie parlamentarzystów. Według ankietowanych, osoby z najniższym wynagrodzeniem powinny płacić podatki co najwyżej w wysokości 10 proc. lub nie powinny płacić ich wcale.

Oczekiwania społeczne pozwalają sądzić, że praktyczna wiedza ekonomiczna, jakiej – chcąc nie chcąc – nabywają obywatele, potwierdza marksistowskie maksymy. O tym, że byt kształtuje świadomość. Jak ustalił już Marks, nad bazą jest nadbudowa.

W Polsce nadbudowa, czyli klasa polityczna, dba raczej tylko o siebie oraz o grupę, do której aspiruje, czyli o najbogatszych.

W praktyce system podatkowy jest degresywny – taki, w którym podatnicy o najwyższych dochodach oddają do wspólnej kasy najmniejszą ich część.
Według skorygowanych danych za rok 2017, obciążenie daninami publicznymi osób o przychodach poniżej 30 tysięcy złotych rocznie wynosiło 24 proc. Dla osiągających dochody pomiędzy 30 a 50 tysiącami rocznie obciążenie to było nieco mniejsze niż 30 proc. Najbogatsi natomiast, a przynajmniej ci spośród nich, którzy w ogóle płacą podatki, obciążeni byli daninami publicznymi na poziomie niewiele ponad 20 proc. Składają się na to dwie przyczyny: niemal liniowe stawki podatkowe oraz powszechnie stosowane sposoby na uniknięcie opodatkowania przychodów, zwłaszcza tych ponadprzeciętnych.

Najbardziej obciążone daninami publicznymi są osoby zatrudnione na umowę o pracę, dla których takie zobowiązania wynoszą prawie 37 proc. Dla osiągających dochody na podstawie umów cywilnoprawnych i dla samodzielnie prowadzących działalność gospodarczą obciążenie wynosi niecałe 24 proc.

Każdy kolejny rząd obniża podatki od majątku (od nieruchomości czy spadkowe), a podatki konsumpcyjne, np. VAT, trzymają się mocno i wysoko. Ci więc, którzy wszystko wydają (bo muszą, skoro ledwo wystarcza im na życie), płacą podatki, a ci, którzy już wszystko mają, podatków nie płacą lub płacą ich niewiele. Podatek Belki, który miał załamać system finansowy i bankowy, jakoś funkcjonuje. I nawet Marek Belka jest z niego dumny.
Kandydatów na następnych dumnych ministrów finansów niestety brak. Budżet otrzymuje z tego źródła około 3 miliardów rocznie. Niby to niedużo w porównaniu choćby z wpływami z VAT (prawie 26 miliardy w 2019 roku), ale zawsze coś.

Wszystko to przyczynia się do utrzymania – niektórzy twierdzą nawet, że do wzrostu – nierówności w społeczeństwie.

Jak wspominał niedawno w „Gazecie Wyborczej” prof. Paweł Szlędak, jeszcze większe znaczenie mają nierówności relatywne, czyli te postrzegane przez jednostki i grupy społeczne. Nierówności te są szczególnie widoczne dla młodych ludzi, a to przekłada się na wzrost społecznej nieufności, w tym nieufności do instytucji państwa. Prof. Szlędak podkreśla również, że żadnej z rządzących ekip nie zależało specjalnie na inwestowaniu w myślących wyborców. Dlatego powstał system „wyborokracji”, w którym przy okazji wyborów władza zawraca głowę Polakom za pomocą rozmaitych narzędzi wpływu: manipulacji emocjonalnej, PR-owych trików czy polityki skandalu.

Dlatego gdyby mnie ktoś pytał, co powinno być najważniejszą sprawą do załatwienia po ewentualnym upadku PiS‑u, od razu powiem: po pierwsze, podatki!

A po drugie wypowiedzieć konkordat.

Opodatkować milionerów!

Przeciętny obywatel Polski płaci wysokie podatki, milionerzy i korporację – bardzo niskie, albo nie płacą ich wcale. Taką rzeczywistość tworzy system fiskalny – stworzony przez liberałów, zmodyfikowany na korzyść bogatych przez Prawo i Sprawiedliwość w 2007 roku. Lewica Razem chce to zmienić.

Dlaczego w Polsce zamyka się szpitale powiatowe? Dlaczego pracownicy socjalni zarabiają tak mało, że muszą korzystać z pomocy socjalnej? Dlaczego życie opiekuna osoby niepełnosprawnej jest naznaczone wyzyskiem i niedostatkiem? Dlaczego polski rząd robi wszystko, by nie uczestniczyć w walce z kryzysem klimatycznym, podpierając się stwierdzeniem, że nie stać nas na to, na tym etapie rozwoju? Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest właśnie niesprawiedliwy system podatkowy.

Lewica Razem zaprezentowała 20 stycznia pomysł na racjonalizację podziału bogactwa społecznego, powołując się na dane Instytutu Badań Strukturalnych, które ukazują, że dochód z pracy obarczony jest o 50 proc. większym obciążeniem podatkowo-składkowym niż dochód z posiadanego kapitału. „Niesprawiedliwością jest to, że Ty podatki płacisz i one zjadają znaczną część Twojej pensji przy tym, że najbogatsze elity i międzynarodowe korporacje nie zapłaciły ani złotówki” – czytamy w stanowisku.

Razem proponuje nowy podatek majątkowy, przeznaczony wyłącznie dla największych krezusów. Osoby posiadające majątek do 10 milionów złotych nie będą nim objęte w ogóle. 75 proc. wpływów pochodziłoby od multimilionerów. „Dzięki tym dodatkowym funduszom będzie można zrealizować niezbędne inwestycje publiczne, by zadbać o lepsze jutro dla wszystkich dzieci i wnuków, a nie tylko dla dziedziców wielkich fortun” – czytamy w stanowisku.

Progi podatkowe wyglądałyby następująco:
0 proc. od majątku poniżej 10 mln zł; 1 proc. od majątku między 10 mln zł a 25 mln zł; 2 proc. od majątku między 25 mln zł a 100 mln zł; 3 proc. od majątku między 100 mln zł a 250 mln zł; 4 proc. od majątku między 250 mln zł a 500 mln zł; 5 proc. od majątku między 500 mln zł a 1 mld zł; 6 proc. od majątku między 1 mld zł a 2 mld zł; 7 proc. od majątku między 2 mld zł a 5 mld zł; 8 proc. od majątku powyżej 5 mld zł.

W celu zapewnienia odpowiedniej ściągalności podatków partia proponuje zastosowanie instrumentów zapobiegawczych takich jak: rejestr majątków milionerów, obowiązkowe coroczne audyty majątków wszystkich polskich miliarderów oraz 30 proc. losowo wybranych płatników, a także podatek na wypadek próby ucieczki kapitału. Środki pozyskane dzięki podatkowi majątkowemu byłyby przeznaczone m.in. na transformację energetyczną, ochronę zdrowia i podwyżkę emerytury minimalnej.