Przeczytajcie

koniecznie na stronach 4-5 artykuły Bartosza Rydlińskiego i Macieja Wiśniowskiego.


Dostaje się tam redakcji „Trybuny”, i mnie zwłaszcza, za jawne poparcie kandydatury Rafała Trzaskowskiego. Co autorzy uznali za jawne polityczne włażenie w dupę Trzaskowskiego.
Przeczytajcie i oceńcie sami.Ja mogę mojemu wieloletniemu przyjacielowi ideowemu Maćkowi Wiśniowskiemu i przyjacielowi ideowemu Bartoszowi Rydlińskiemu krotochwilnie rzec, że czasem „Lepiej być w Trzaskowskiego dupie, niż u prezesa Kaczyńskiego w ciupie”.
Poważnie zaś mogę rzec, że jeśli lewica chce walczyć o prawa pracownicze to dziś może to czynić robiąc rewolucję albo broniąc państwo prawa. Bez poszanowania elementarnego prawa nie ma praw pracowniczych też.Działanie na rzec państwa prawa nie musi oznaczać wyrzeczenia się rewolucji.
Lewica przegrała niedawne wybory prezydenckie, co każdy widzi. Można odreagować przegraną przyziemną racjonalizacją, co czynię lub radykalizacją, co czynią moi towarzysze – polemiści. Nucąc czysto lewicowym głosem: „Nigdy z królami nie będziem w aliansach”.
Czas pokaże co warto było.

Sztuka czekania

Niektórych przegrane wzmacniają, innych zabijają.

Czy warto było głosować na Rafała Trzaskowskiego, skoro kandydat przegrał ?
Kiedy po wyborach glosujący tak lewicowi wyborcy nie usłyszeli ze strony Trzaskowskiego, ani jego sztabu wyborczego, żadnego słowa podziękowania.
Czy warto było wpierać liberałów z PO, przyjmować wobec nich „służalczą postawę”, taki zarzut często czytałem w Internecie po opublikowaniu tam stanowiska redakcji „Trybuny”. Zachęcającego do głosowania na Rafała Trzaskowskiego.
Wyniki przeróżnych sondaży wskazały, że duża grupa wyborców Lewicy, szacowana nawet do 30 procent, zagłosowała na pana prezydenta Andrzeja Dudę.
Była też grupa, stosunkowo niewielka, ale bardzo aktywna w Internecie, która proponowała bojkot wyborów lub oddanie głosu nieważnego. Przez „ukrzyżowanie” dwóch kandydatów.
Najwięcej, bo około 70 procent wyborców Lewicy poparło Rafała Trzaskowskiego. Gdyby wnioskować z lektury internetowych debat i deklaracji, to można by wysnuć wniosek, że wyborcy starsi, od lat związani z SLD, pamiętający realia państwa niedemokratycznego, nie należącego do Unii Europejskiej, głosowali na Rafała Trzaskowskiego.
Bo pamiętają jeszcze smak rządów autorytarnych i granic we wspólnej Europie. Bo nie są też wielce poszkodowanymi przez kapitalizm III RP. Niektórzy z nich są nawet beneficjentami zmian po „Okrągłym Stole”, tworzonego wtedy państwa.
Wyborcy młodsi, urodzeni lub wychowani w III RP, byli za to bardzo krytyczni wobec aliansu politycznego z liberałami PO.
Bo oni w tym stuleciu, w tej III RP zaznali jedynie ideowego wykluczenia i wyzysku neoliberalnego kapitalizmu. Stąd taki „symetryzm” w podejściu do obu, wrogich im ideowo, kandydatów.
Stad teraz nawet poczucie politycznego triumfu, bo skoro nie ich Trzaskowski przegrał, to znaczy, że ów „symetryzm” był wyborem słusznym.
W przeciwieństwie do młodszych towarzyszy, pomimo przegranej Trzaskowskiego, nie mam poczucia totalnej klęski.
Staż wieloletniego obserwatora życia politycznego, doświadczenia parlamentarne i polityczne, uczą spokoju, pokory i sztuki czekania.
Sztuka i sztuczki
Partia pana prezes Jarosława Kaczyńskiego od 2007 do 2015 roku przegrywała wszystkie kolejne wybory. Prezydenckie, parlamentarne, europejskie, samorządowe.
Ale posiadała ona sztukę politycznego czekania. Tego twórczego czekania.
Z każdych przegranych wyborów elity PiS wyciągały wnioski. Wzmacniały swoje struktury, zaplecza eksperckie, swoje media, i wpływy w przeróżnych organizacjach społecznych.
Stworzył też czytelną dla wyborców alternatywę wobec neoliberalnej III RP.
Swoją IV RP, swoją Dobrą Zmianę.
Dlatego z każdej, kolejnej przegranej PiS wychodziła jako opozycja coraz bardziej wyrazista i silniejsza. Aż przyszedł rok 2015 i od tamtej pory elity PiS wygrywają każde wybory.
Polska lewica, SLD i inne partie i ugrupowania lewicowe, nie potrafiły opanować takiej twórczej sztuki politycznego czekania.
Od przegranej 2005 roku lewicowe elity polityczne robiły wszystko co by tylko mogło zaszkodzić swojej formacji.
Po każdej większej wyborczej przegranej zmieniały przywódcę partii. Nowy lider miał zwabić nowych wyborców.
Po każdej, większej przegranej organizowały wielki Kongres Programowy Lewicy. Ogłaszano tam kolejny, nowy lewicowo brzmiący program, o którym szybko zapominano.
Polityczne lewicowe elity preferowały „rozwój przez podział”, czyli kolejne rozłamy w i tak już słabnącej partii.
Lekceważyły potrzebę tworzenie swego zaplecza eksperckiego. Lekceważyły, wręcz pogardzały, istniejącymi lewicowymi mediami. Wierzyły, że potrafią kupić sobie przychylność liberalnych mediów głównego nurtu.
Zamiast uprawiać sztukę twórczego, opozycyjnego czekania, lewicowi przywódcy zajmowały się „pijarowskimi”, propagandowymi sztuczkami.
Z okazji każdych następnych wyborów zmieniano logo partii.
Każde nowe wybory to nowa nazwa nowego komitetu wyborczego. Każdy nowy komitet wyborczy to także kłótnie i odtrącenia dotychczasowych koalicjantów. To nowi koalicjanci, zwykle w sojuszu na jeden sezon polityczny.
Im mniejsze było poparcie lewicowych wyborców tym arogancja lewicowych elit politycznych wzrastała.
W jej efekcie w 2015 roku cała polska lewica znalazła się poza parlamentem.
Była to polityczna Izba Wytrzeźwień dla niej.
Na szczęście w kolejnych latach mniej było już propagandowych sztuczek, więcej sztuki twórczego czekania.
W wyborach parlamentarnych 2019 lewicowe elity dostały od lewicowych wyborców kredyt za zjednoczenie. Najpierw za Koalicję Europejską w wyborach do Parlamentu Europejskiego, potem za wspólną listę Lewicy w wyborach parlamentarnych.
Ileśmy warci
W czasie dwóch, zwycięskich kampanii Aleksandra Kwaśniewskiego popularne było powiedzenie: „Tyleśmy warci ileśmy zwarci”.
Dzisiaj klub parlamentarny Lewicy nadal jest trzecią, pod względem liczebności, siłą polityczną w naszym kraju.
Ale w ostatnich wyborach prezydenckich nie dało to już trzeciego wyniku.
Okazało się, raz jeszcze, że polscy wyborcy podzieleni są na dwa bloki.
Wolnościowo, demokratyczno, republikańsko, europejski. Głosujący na Trzaskowskiego.
Autorytarny, socjalny, narodowo- katolicki wybierający Andrzeja Dudę.
Polska lewica jest dziś jak krewetka między obu wielorybami. Może dumnie prężyć swe muskuły, deklarować swój polityczny i taktyczny symetryzm, ale skutecznie może to robić jedynie w Internecie.
W życiu realnym jej skuteczność polityczna uzależniona jest od kooperacji z wybranym wielorybem.
Może być zatem sojusznikiem i socjalnym skrzydłem wielopartyjnego bloku wolnościowo – europejskiego.
Może być europejskim, wolnościowym skrzydłem monolitycznego bloku narodowo- katolickiego.
Taki jest stan na dzisiaj.
Jeśli następne wybory parlamentarne i samorządowe odbędą się w konstytucyjnym terminie, czyli za 3 lata, to dla Lewicy ten czas dowyborczy będzie niezwykle ważny.
Jeśli lewicowi politycy, polityczki zwłaszcza, zbudują w tym czasie minimum zaplecza ekspercko, medialno, organizacyjnego swej formacji politycznej, to głoszone postulaty „trzeciej siły politycznej” staną się realne.
Ale to wymaga na początek więcej pracy z ludźmi w Polsce, mniej złośliwych tweetrów w Internecie.
Podziękowania
Wszystkim obywatelom naszego kraju, którzy wzięli udział w wyborach prezydenckich serdecznie dziękujemy.

Redakcja Dziennika „Trybuna”

Flaczki tygodnia

Polska pękła. Na PiS i Anty PiS. Żaden z obecnych politycznych liderów już nam Polski nie sklei.

Bo niezależnie kto wygra niedzielne wybory prezydenckie, to wrogie sobie polityczne plemiona pozostaną.
Nie wyparują z naszego kraju. Nie wyemigrują. Nawet nie powymierają z powyborczej zgryzoty, jakże minimalną przegraną.

Jeśli wybory wygra pan prezydent Andrzej Duda to jaśniepan prezes Kaczyński może mieć wiele bezsennych nocy.
Bo pan prezydent bąknął już coś w czasie ostatniego dnia kampanii. Wspomniał, że w drugiej swojej prezydenckiej kadencji będzie odpowiadał jedynie przed Bogiem i Historią.
Bo przecież wtedy będzie przez kolejne pięć lat nieusuwalny. Niezależny od chimerycznej łaski jaśniepana prezesa, parlamentarnej większości PiS, kłamstw pana premiera Morawieckiego.
Nawet od łaski pana prezesa TVPiS Jacka Kurskiego!
Będzie nieusuwalny jak pan prezes Marian Banaś z Najwyższej Izby Kontroli.

Czy pan prezydent Duda powstanie z kolan w czasie swej drugiej kadencji?
Zejdzie z kolan jaśniepana prezesa Kaczyńskiego i wreszcie stanie na własnych, politycznych nogach?
Zacznie patronować nowej formacji polskiej prawicy albo odmłodzonego PiS?
Czy będzie tak jak było. Dalej pozostanie sługą jaśniepana prezesa?

Pan prezydent Andrzej Duda po upływnie swej, drugiej kadencji będzie miał 53 lata. To za mało by przejść na polityczna emeryturę. I za dużo by przejść do Historii jedynie jako „długopis prezesa”.

Jaśniepan prezes Jarosław Kaczyński ma już 71 lat. Gdyby kolejne wybory parlamentarne odbyły się w konstytucyjny terminie, czyli w roku 2023, wówczas władca Polski miałby 74 lata.
I w nowym Sejmie RP szansę na pozycję marszałka seniora.

Jeśli prezydenckie wybory wygra Rafał Trzaskowski to jaśniepana prezesa na pewno czeka wiele nieprzespanych nocy.
Nie tylko dlatego, że jaśniepan prezes ma chronotyp sowy. Lubi pracować w nocy. Nie lubi czynić tego o poranku.
Ewentualna wygrana Trzaskowskiego dałaby opozycji drugi, po Senacie RP, hamulec ograniczający monopol władzy jaśniepana prezes. Bo klub parlamentarny PiS nie wystarczającej liczby członków aby prezydenckie weta skutecznie odrzucać.
Dodatkowo sejmowa większość partii jaśniepana prezesa jest niewielka. Zależy od głosów dwóch stronnictw koalicyjnych. Kierowanych przez chimerycznego pana posła Jarosława Gowina i zdradliwego, podstępnego pana ministra- prokuratora Zbigniewa Ziobry.
Cios, czyli rozłam w klubie parlamentarnym, może nadejść z obu stron. Od sztyletu hamletującego Gowina, i od upokorzonego już kiedyś Ziobry. A nawet od dwóch sztyletów naraz.

Dlatego wraz z wygraną Rafała Trzaskowskiego jaśniepan prezes będzie musiał radykalnie zdyscyplinować swój klub parlamentarny. Wypalić wszelką rzeczywistą i potencjalną opozycję.

Najskuteczniejszą metodą dla przeprowadzenia takiej operacji są nowe wybory parlamentarne. Ogłoszone i wykonane na warunkach jaśniepana prezesa. Kiedy kontroluje on dalej TVPiS i inne związane z PiS media. Kiedy może liczyć na wsparcie spółek skarbu państwa i administracji rządowej.
No i kiedy jaśniepan prezes nadal decyduje o składzie personalnym list wyborczych.

Wielce uczeni krajowi komentatorzy polityczni okupujący media głównego nurtu przekonują, że jaśniepan prezes nie zdecyduje się na przedterminowe wybory. Bo ma „traumę roku 2007”.
Bo w tamtym roku zarządził skrócenie kadencji polskiego parlamentu i niespodziewanie nowe wybory przegrał. Musiał władzę oddać i przejść do opozycji.
Niestety ci, wspomniani wyżej komentatorzy, nie pojmują, że jaśniepan prezes zawsze lubił „grać ostro”. Nie boi się ryzykownych decyzji.
Nie lubi też posiadania ograniczonej władzy. Takiego „impossibilizmu”. Czyli niemocy w sprawowaniu władzy.

Jaśnie pan prezes wie, że posiadając silny, opozycyjny klub parlamentarny można mieć większy wpływ na sprawowanie władzy w Polsce niż przewodząc rozpadającej się większości parlamentarnej.
Elity PiS stworzyły już silne, bogate zaplecza biznesowe, eksperckie i medialne swej partii. Nie straszna jest im chwilowa opozycja.
Zwłaszcza kiedy przeciwnicy polityczni dochodzą do władzy w czasie głębokiego kryzysu gospodarczego.

Zatem dla politycznych i prywatnych interesów jaśniepana prezesa oraz elit PiS długofalowo korzystniejsza może okazać się wygrana opozycyjnego Rafała Trzaskowskiego niż potencjonalnego rozłamowca Andrzeja Dudy.

Z prezydenckich wyborów wielkim przegrany wyjdzie za to polski kościół katolicki.
Jego jednoznaczne wparcie dla elit PiS i pana prezydenta Dudy to koniec powszechnego kościoła kat. w naszym kraju.
Katoliccy zwolennicy Rafała Trzaskowskiego nie darują tego poparcia hierarchom kościoła i swym proboszczom. Przeleją na nich swą złość w razie jego przegranej Trzaskowskiego i zemstę w razie jego wygranej. Zaczną odchodzić od hierarchicznego kościoła.
Dlatego od dwunastego lipca 2020 hierarchowie i wszyscy inni funkcjonariusze polskiego kościoła kat. nie mają już prawa mówić, iż reprezentują zdecydowaną większość Polaków. Wynik wyborów może wskazać, że są już w mniejszości.

Wybory prezydenckie powinny być też ostrzeżeniem dla liderów Lewicy. Słaby wynik jej kandydata to efekt braku sinych struktur, zaplecza eksperckiego, braku własnych mediów. Także słabości klubu parlamentarnego.
Polityczny kredyt udzielony kandydatom Lewicy podczas ostatnich wyborów parlamentarnych za lewicowe zjednoczenie, jak widać, kurczy się.
Do następnych wyborów zostało tylko trzy lata.
A może i mniej.

Paradygmat moczarowski

Parę dni temu, na jednym z popularnych portali internetowych wyczytałem, że wyborcy Roberta Biedronia z pierwszej tury nie mają wątpliwości, na kogo oddać głos w drugiej. 60 z hakiem zagłosuje na pana T. Ale aż 37,5 procenta na Andrzeja Dudę.

Gdzie popełniliśmy błąd? My, lewica. Tzn. Wy, lewicowi politycy, że przed drugą turą wyborów prezydenckich, tak ogromny procent tak niewielkiego procenta głosów które zebrał jedyny kandydat lewicowy w tym kraju, chce głosować na Andrzeja Dudę. Toż to prawdziwy szok i niedowierzanie. Co takiego mówiliście wyborcom na spotkaniach i partajtagach, że lud który Was słuchał, źle Was zrozumiał. Tokowaliście zapewne ciekawie i ze swadą, ale nie wiadomo do końca o czym. Co dziś macie sobie do powiedzenia, patrząc na ten przerażający wynik, a później w lustro? 37,5 procenta elektoratu Biedronia poprze Andrzeja Dudę? Może bywaliście nie na tych placach i targowiskach co trzeba? 37,5 to już coś więcej, niż stan podgorączkowy. Dla lewicy to gorączka krwotoczna!
Gdy prześledzi się dokładniej fluktuacje elektoratowe, dowiedzieć się można, że dokładnie taki sam procent wyborców Kosiniak-Kamysza zamierza głosować w drugiej turze na Dudę. W liczbach bezwzględnych to ledwie ciut więcej od naszych. Da się to nawet łatwo wytłumaczyć; wieś od dawna jest zaczadzona przez PiS. Ich bajeczki o chłopskiej tradycji i bogoojczyźnianych korzeniach lud prosty kupuje, razem z kasą z masońskiej Unii, ale o tym już PiS nie mówi, bo i po co. Nie dziwota zatem, że ci wszyscy, którzy z jakichś względów trzymali się w pierwszej turze peeselowskiej sukmany, w drugiej pójdą do Pana, który od wielu już lat skutecznie przytula ich do cycka. Czym jednak zasłużył sobie na atencję i oddanie lewicowego Polaka w 37,5 procentach Andrzej Duda? Lewicowy wyborca, a przynajmniej taki, który się za lewicowego mieni, ma u nas naturą dwojaką. Jak arbuz-z wierzchu zielony, w środku czerwony-nasz endemiczny, lewicowy malkontent pojawiać lubi się pod postacią robaczywego jabłka-z wierzchu czerwony, a w środku przegnity i zepsuty. A jedno zepsute jabłko, psuje cały koszyk. Jak nie wierzycie, zapytajcie tych od Kosiniaka.
Na lewicy przeważa myśl progresywna i proeuropejska, to zrozumiałe. Walka z dyskryminacją i wykluczeniem, wsparcie słabszych, tolerancja w poglądach, laicki charakter państwa, to wszyscy wiemy. Jest jednak cały czas obecny we współczesnej polskiej lewicy pewien rak, zaciągnięty jeszcze z czasów komuny; swoisty „paradygmat Moczara”, czyli dziwaczna, intelektualna hybryda myślenia lewicowego, pożenionego z tradycyjnie rozumianym patriotyzmem, podszytym, gdzieniegdzie, antysemityzmem.
„Paradygmat Moczara” kryje się pod czaszkami łysymi, poplamionym skórnymi zmianami i gdzieniegdzie przyprószonymi siwizną. Oczywiście nie tylko tam. Siedzi w głowach dawnego chłoporobotnika z ZOMO i pani Jadzi z sekretariatu KW. W głowach ich dzieci i wnucząt. Wszyscy oni głosują na lewicę, choć prawica cały czas kusi ich swoimi fruktami, bo córka z zięciem i progeniturą przecież mają co miesiąc, a wcześniej nie mieli. Irytują ich te kruchtowe umizgi do kleru i dlatego nie głosują na Dudę od razu, bo sumienie nie pozwala, ale w pewnym momencie zaczyna docierać do ich uszu rezonans polskości, patriotyzmu i walki z kułakiem, który brzmi w ustach prezydenta tak naturalnie, że nie mają wątpliwości, po której stronie Andrzej Duda nosi serce. Za jakim człowiekiem obstaje. I choć może nie jest z ich parafii, to lepszy polski Andrzej niż Trzaskowski, który wyrzuca ludzi z mieszkań w Warszawie i chce uczyć dzieci zabawy gruszką.
Pojawia się więc, a przynajmniej powinno się pojawić, na lewicy pytanie, co począć z takim myśleniem i jak je wyrugować. I czy w ogóle się da? Moczar, choć formalnie marginalizowany, do samego końca wierzył w swój geniusz, którym zaraził niejedną głowę, a myśl jego przetrwała samego demiurga. Na jakim odcinku kierownictwo lewicy zaspało, gdzie słuchało nie tym narządem co trzeba, że takie kwiatki wyrosły w jej ogródku. Może zasadnym byłoby w odpowiednim momencie jasno powiedzieć, że lepszy najgorszy Trzaskowski niż najlepszy Duda i PiS, a nie hamletyzować do końca, że może się uda dobić do 5 procent. Może. Pewne jest jedno: „paradygmat moczarowski” trzeba z polskiej myśli lewicowej wygumkować raz na zawsze. Młodzież i rutyna w sejmowych ławach ma się nad czym zastanawiać. W najbliższym czasie nie będzie miała nic lepszego do roboty.

Księga Wyjścia (56)

Ballada polska.

Zanim przejdę do tematu pochwalę się trochę. Niebawem wyjdzie kolejna moja książka. Tym razem to opowieść pewnej krętej drogi. I tej prawdziwej i metaforycznej. Będzie to tryptyk, droga na dno, przez dno, mozolny powrót do uczciwości i normalnego życia. Będzie wplecionych kilka opowiadań, ale one również inspirowane są prawdziwymi zdarzeniami. Jest już gotowa i złożona w wydawnictwie. Czeka więc spokojnie na druk. Gdy tylko się ukaże natychmiast o tym poinformuję.
Przyjechałem do Warszawy, żeby dopiąć wszystkie te sprawy, myślałem, że oderwę się od polityki, która ma już takie ciśnienie, taką przedwyborczą bezwładność, że swą siłą przebiła sufit. Dowiedziałem się, że jestem Pisowskim trollem, głupkiem, zwolennikiem dyktatury, chamem z wiochy, tępym burakiem itp.
A wszystko to z powodu niezbyt istotnego wydarzenia, jako m są wybory prezydenckie. Oczywiście z mojego punktu widzenia. Bo prezydent, ani niewiele może, ani niewiele zmieni, a i tak wywodzi się z tego samego pnia co całą dawna Solidarność
Przez ostatnie trzy dni dowiedziałem się o sobie naprawdę bardzo dużo. Non stop pikały mi powiadomienia, ze ktoś gdzieś mnie oznaczył w komentarzu obrzucając stekiem obelg. 
Czym sobie na to zasłużyłem. No nie zachwycałem się gwiazdą, czyli Rafałem Trzaskowskim. Ale nie żebym pisał o nim gorzej niż o Dudzie. Ot, zwyczajnie, najpierw publicznie napisałem co myślę o polityce i politykach. Rozważałem publicznie, czy przegrana Dudy nie leży w interesie PiSu. Wiem, że wszyscy podniecają się wynikiem już teraz, tak jak alkoholik, który musi napić się teraz, musi wypić kieliszek jeśli tylko stoi pełny, zamiast zaczekać tydzień i dostać całą beczkę wódki.
Dlaczego miałoby im zależeć. Przyczyn jest kilka, wprowadzą do Warszawy komisarza, a jeśli dorwą się do stołecznego ratusza, już go nie odpuszczą. PiS zaczyna pękać, coraz więcej niepokornych wobec prezesa, elektorat rozleniwiony.
Znacznie łatwiej będzie im zmobilizować wyborców gdy Platforma wygra te wybory. Zwróćcie uwagę, co zrobił Duda, ułaskawił pedofila podczas kampanii. Ktoś mu te dokumenty podsunął, a wiadomo że takie rzeczy wychodzą jako pierwsze i bulwersują wszystkich, więc żaden sztab by na to nie pozwolił. Ktoś mu te dokumenty dał do podpisania. A Andrzej Duda słynie z tego, że podpisuje wszystko co tylko przyniosą z Nowogrodzkiej.
PiS przed samymi wyborami odpali reprywatyzację, zwróci kilka kamienic i zrobi sobie świetną kampanię.
Pamiętacie, w 2015 roku gdy pokazali Kaczyńskiemu że Duda wygrał, nie wydawał się tym zachwycony. Oczywiście, jeśli wygrał to to wykorzystali.
Ale jakie teraz mogą być scenariusze. Na obecną chwilę osiągnęli wszystko na czym im zależało. Więc Trzaskowski w pałacu, senat teoretycznie opozycyjny i cóż to zmienia, kiedy realna władza jest w Sejmie.
Wariant pierwszy, jeszcze przed wyborami do Sejmu. Powiedzą chcieliśmy zrobić to i to, ale sami widzicie, blokują nas. Wtedy wyciągną kartę reprywatyzacyjną i zagrają zwrotem kamienic. To jest to co im nie wyszło podczas kampanii Jakiego.
Wariant drugi, społeczeństwo zmęczone tą przepychanką poszuka kogoś na ich miejsce.
Ponieważ potencjał jest tylko w Konfedetacji, wygrana Trzaskowskiego otworzy im drzwi władzy. A wtedy możemy się powoli pakować, bo po nas przyjdą. I ani senat, ani prezydent nas nie uchroni.
Najlepszym wyjściem byłoby, gdyby PO się rozwiązało. Wraz z brakiem tego oficjalnego wroga, a cichego koalicjanta, PiS w naturalny sposób sam się rozpadnie. Tak sobie rozważałem.
Aż tu nagle wyzwiska. Z każdej strony. Od prawej do lewej. Ludzie zaczęli mieć pretensje, że nie klaszczę wraz z nimi skandując „Trzaskowski na prezydenta”. Po pierwsze mam wątpliwości. Obawiam się, że przedstawione scenariusze są całkiem realne, a po drugie jestem socjalistą. RT to kandydat partii prawicowej. Jakże mógłbym oddać na niego swój głos. Zarówno na niego jak i na Andrzeja Dudę. Wymuszanie i emocjonalny szantaż wśród bliższych i dalszych znajomych powinien być karalny. Demokracja wciąż działa, nie ma cenzury, są wolne wybory, a świadome niegłosowanie jest również obywatelskim wyborem.
Ale uroili sobie, że w imię wyższego dobra, które sami określają i będą mnie wyzywać licząc na to, że się zamknę. Bo tak naprawdę tu nie chodziło o mój głos, tylko o tych, którzy rozmowę czytali. Jak się okazuje opozycja demokratyczna nie zawaha się złamać zapisów konstytucji by to osiągnąć, a szantaż i zmuszanie łamie nie tylko konstytucję, ale deklarację praw człowieka z 1948 roku.
Bo wszystko to w ramach „przepełnionej tolerancją” akcji dobroczynnej przekonywania, że kandydat prawicy, jest lepszy niż kandydat… prawicy.
Nie napisałem na kogo będę głosował, odciąłem się od obu, ale to już wystarczyło, by przypisać mnie do zbioru PiS. Zaczęło się niewinnie, zwyczajnie wrzuciłem post, gdzie napisałem rożne możliwe scenariusze i konsekwencje takiego, a nie innego wyboru. Zawsze wydawało mi się, że potrafię pisać tak, by tekst był przejrzysty i zrozumiały dla każdego. Zacząłem w to wątpić. Alternatywnym wytłumaczeniem jest to, że większość ludzi czyta życzeniowo i wyciąga wnioski, których nie ma. Wciąż jestem w szoku jak można tak dać się omamić tylko po to, by ktoś dorwał się do jakiegoś stołka.
Rozważałem nawet czy nie jest to typowy syndrom kibola. Kilka bolą alkoholika – jak wyżej napisałem. Kto nie z nami ten przeciwko nam.
Dochodzę do wniosku, że w Polsce potrzebna jest dyktatura, bo skala emocji jest zatrważającą. Na szczęście jest to jeszcze zamknięte w cyfrowym świecie fejsbuka, ale czy tam zostanie, czy nie wylezie do realu? Pamiętam lamenty i protesty jakie były, gdy Kwaśniewski wygrał z Wałęsą. Rany, co się wtedy działo. Ludzie wróżyli armagedon. Robili to na rożnych marszach, wiecach, spotkaniach a podgrzewała prasa związana z Solidarnością, kościoły – te to w każdej awanturze politycznej i każdej zbrodni na tym tle maczały swoje paluchy.
Od Narutowicza, po Adamowicza. Wtedy wyglądało to groźnie, gdyby spadła jakaś iskra w nieodpowiednie miejsce, mielibyśmy krwawe rozruchy. Teraz jest gorzej, bo mamy media społecznościowe. Jest grupa ludzi, patrząca z góry na innych, to elita z wielkich miast. Druga grupa, to ludzie wsród których statystycznie jest więcej mieszkańców prowincji, polski „B”, a nawet „C”. 
Jedni gardzą drugimi, drudzy nie pozostają dłużni. Nie można się odciąć od tej wojenki, bo przypisują zaraz do grupy przeciwnej i traktują jako wroga.
Oczywiście nie wszyscy, ale właśnie oni są najgłośniejsi.
Więc do Was nich się zwrócę jesteście ohydni?
Ja jestem odporny i mam grubą skórę, ale wyobrażam sobie ilu ludzi musieliście zaszczuć, ilu zmusiliscie, posługując się prymitywną techniką walenia po emocjach. Przecież to zwykły gwałt na wolnej woli i wolnym wyborze. A co do kandydatów, cóż zarówno jeden jak i drugi są siebie i Was – warci.
Wprowadziliście cenzurę, wiele osób boi się napisać co naprawdę myśli, żeby tylko nie wyjść na chama czy prostaka ze wsi. Zmuszacie ludzi, by zagłosowali na kogoś, kto deklarując tolerancję i równouprawnienie twierdzi, że ma zbieżnie poglądy z Andrzejem Dudą pod względem adopcji dzieci przez pary jednopłciowe.
Pomijając już fakt, że prawa człowieka nie podlegają negocjacjom, dyskusji czy poglądom, to zwróćcie uwagę, że dzień pózniej Liga Polskich Rodzin wystosowała uchwałę popierającą Trzaskowskiego. Z daleka wygląda to na ustawkę, podobnie jak krążący w necie film, gdzie jakiś burak zrywa jego plakat wyborczy z ogrodzenia czyjejś posesji. Może jest prawdziwy, ale przy nienawiści której doświadczyłem, zaczynam wątpić. Dobrzy przyjaciele powyrzucali się z grona znajomych, w imię czego? Żeby kto inny brał pensję?
Każdy kto wymusza na kimś zachowanie – jakiekolwiek jest przestępcą, przemocowcem. Wy natomiast moi drodzy, jesteście bandą konformistów, którzy twierdząc, że idą pod prąd, boją się sprzeciwić tej antyludzkiego deklaracji. Wydaje się Wam, że popierając tego a nie stanięciem niego staniecie się elitą.
Nie, jesteście jej karykaturą. Pod jednym z postów zabrał głos znany poseł Michał Szczerba, całkiem kulturalnie odniósł się do pewnej dyskusji która dotyczyła bojkotu tego plebiscytu napisał: „Bojkot to głos na Dudę. Zachęcam serdecznie do zmiany decyzji”. Grupa lewicowych działaczy napisała, ok, to negocjujmy, zagłosujemy pod warunkiem – i spisaliśmy postulaty. Poseł Szczerba nawet się nie odniósł tylko wykasował komentarz i cały wątek dyskusji. Ale czujność rewolucyjna nauczyła nas robić screeny takich wpisów. Zwłaszcza polityków parlamentarnych, więc się nie wyłga.
Przez ostatnie trzydzieści lat tylko dwa razy głosowałem w wyborach prezydenckich. Raz na Aleksandra Kwaśniewskiego w pierwszej turze, a potem na Piotra Ikonowicza. Ten urząd jest bardziej symboliczny i jedyne co daje, to otwiera możliwość promowania swojego ugrupowania. Więc przypomnę, oba prawicowe ugrupowania wywodzą się z tego samego pnia, który zafundował wam likwidację miejsc pracy, prywatyzację, reprywatyzację i całe zło, które dotknęło ten kraj w ciągu ostatnich trzydziestu lat. Wciąż głosujecie na ugrupowania, które składają się z ludzi.
Oni już wielokrotnie byli u władzy i doprowadzili kraj na skraj ruiny. Oczywiście nie wszystkich, bo niektórzy, zwłaszcza działacze dawnej Solidarności tak się poustawiali, że majątku wystarczy jeszcze dla ich prawnuków. Wybory prezydenckie to rodzaj igrzysk, gdzie od czasów Aleksandra Kwaśniewskiego, wszyscy inni kandydaci proponowani przez SLD mają jakiś kompleks PRL. Tego PRL, które odbudowało kraj po wojnie, wprowadziło powszechne szkolnictwo, bezpłatną opiekę zdrowotną i zlikwidowało bezrobocie. Gdzie każdy miał równe szanse. Czy sądzicie, że tacy autorzy jak Stachura, Hłasko, Wojaczek mieliby szansę przebić się teraz w meistrimie? W meistrimie, gdzie króluje kicz, tani erotyzm, polskie kalki zachodniego kiczu?
Jeśli wydaje się Wam, że jesteście lepsi niż człowiek, który ma mniej pieniędzy, bo nie kradnie, to gratuluję samopoczucia. I mam nadzieję, że nie spotkamy się po różnych stronach barykady, jeśli ten niekontrolowany bunt wyjdzie poza przestrzeń cyfrową.

Mamy dość!

Trzaskowski w kampanii wyborczej jeździł i mówił. Wiele razy to samo. Często jednak odnosił się do kwestii, które są dla Naszych Czytelników kluczowe. Postanowiliśmy dokonać wyboru przemyśleń dotyczących wielu z nich. Wszystkie cytaty są dokładnym zapisem tego, co mówił Rafał Trzaskowski.

Skutkiem pandemii koronawirusa jest kryzys ekonomiczny, przede wszystkim upadek tysięcy firm, co przysporzyło dokuczliwych problemów milionów ludzi, i pracodawcom, i pracobiorcom. Jak wyjście z tej sytuacji widzi Rafał Trzaskowski?
Są pieniądze z Unii Europejskiej. Okazało się, że UE to wspólnota, to siła, która chce pomagać wszystkim. I dzięki temu, mam nadzieję, będą również pieniądze na wsparcie samorządów. To jest niesłychanie istotne, bo chcemy kontynuować swój program inwestycyjny. Dziś niestety jest tak, że rządowa pomoc dociera do przedsiębiorców z opóźnieniem, a wiele firm nie może z niej skorzystać. Przekażmy więc na walkę z kryzysem pieniądze z Centralnego Portu Komunikacyjnego albo z przekopu Mierzei Wiślanej. Zapewnijmy wsparcie tym, którzy muszą się martwić o miejsca pracy, bo niestety ta pomoc ze strony rządu przychodzi bardzo późno.

Z powodu „śmieciowych” umów o pracę miliony ludzi nie płaciły na ZUS, co skutkuje bardzo niskimi emeryturami, często nawet w wysokości około 400 złotych. To grupa licząca dziś ponad 400 tys. osób. Twórcy, dziennikarze, artyści i ci, dla których nigdy nie było etatu, bo państwo tak chciało. Ci ludzie ciężko pracowali i nigdy nawet nie korzystali z zasiłków. Dziś nie stać ich na jedzenie. Na te tematy Trzaskowski był bardzo oględny.
Co jest dzisiaj najważniejsze? Miejsca pracy. Okazuje się, że dużo ważniejsze jest bezpieczeństwo zapewnienia ludziom pracy niż kwestie związane np. z elastycznością rynku i dlatego my się będziemy skupiać przede wszystkim na obronie miejsc pracy. Dzisiaj się zastanawiamy nad tym, żeby na 100 proc. wypowiedzieć wojnę umowom śmieciowym, ale nie tylko o tym mówić, tylko to zrobić.
Co do kwestii emerytalnych, to uważam, że emerytury stażowe powinny być załatwiane w pierwszej kolejności, bo ten system jest zwyczajnie niesprawiedliwy. Musimy stworzyć system, który umożliwiałaby przejście na emeryturę po określonej liczbie lat przepracowanych. Trzynaste, czternaste, a nawet siedemnaste emerytury, to są wyłącznie rozwiązania tymczasowe, które łatają bieżące problemy, ale nie naprawiają kulejącego systemu emerytalnego.
Rząd szykuje ustawę o podatku od smartfonów i tabletów, z którego pieniądze miałyby iść dla twórców. Jestem przeciw. Zawetuję każdy podatek, który obciąża obywateli. Myślę natomiast o modyfikacji rozwiązania francuskiego, że to firma musiałaby się podzielić swoim zyskiem z twórcami. I te środki powinny trafiać na konta emerytalne twórców.

Handel w niedziele to około 30 tysięcy miejsc pracy, których zaczyna brakować. Część związków zawodowych chce przywrócenia handlu w niedziele na zasadzie dobrowolności za n.p. o 200-250 procent wyższą stawkę wynagrodzenia. A kandydat Trzaskowski na to…
Każdy pracownik powinien mieć prawo do dwóch wolnych niedziel w miesiącu. Trzeba więc o tym dyskutować. Zbliża się niestety bardzo trudny czas dla gospodarki i trzeba ją pobudzać. Taka rozmowa musi toczyć się w konsultacjach, między innymi ze związkami zawodowym. Jestem gotowy do takiej rozmowy.

Tysiąc razy powtórzone przez Trzaskowskiego było zachowanie 500 plus, trzynastej emerytury i obecnego wieku emerytalnego obniżonego przez PiS.
Tym różnię się od obecnej partii rządzącej i prezydenta Andrzeja Dudy, że jestem w stanie powiedzieć, co zostało zrobione źle. Nam się wydawało, że jeśli będziemy budowali infrastrukturę, będziemy robili zwolnienia podatkowe, będziemy budowali żłobki i przedszkola to ludzie to docenią. Nauczyliśmy się, że ludzie nam powiedzieli jasno: chcemy poczuć transformację w kieszeni. Nie zagłosowałem za obniżeniem. To prawda. Natomiast mówię jasno, na tym polega szczerość: tak, mieliśmy inne zdanie, ale pod wpływem rozmów i tego, że dzisiaj mamy epidemię i musimy ratować każde miejsce pracy, programy, które pomagają ludziom muszą być utrzymane. 500 plus musi być bronione. Nie będzie też mowy o podwyższeniu wieku emerytalnego. I zawetuję każdą prónę odebrania emerytom „trzynastki”.

Prezydent to także zwierzchnik sił zbrojnych, które są w bardzo złym stanie. Co Trzaskowski by chciał i mógł zrobić dla sił zbrojnych jako prezydent? Jaka byłaby jego polityka kadrowa w siłach zbrojnych w kontekście kohabitacji? I czy zachowałby Wojska Obrony Terytorialnej czyli pochłaniające miliardy złotych paramilitarne oddziały weekendowych wojaków ?
Obiecuję, że kwestie bezpieczeństwa wyłączę poza spór polityczny. Nie można upolitycznić bezpieczeństwa ani wojska. Będę dbał o honor i etos polskiego żołnierza. O to, że gdy ktokolwiek będzie chciał polskiego żołnierza zwolnić, będzie mu przysługiwało odwołanie. Obserwujemy obniżanie etosu polskiego żołnierza i nad tym ubolewam. Ale jako prezydent zarządzę audyt bezpieczeństwa narodowego, strategiczny przegląd bezpieczeństwa. Zapowiadam też wzmocnienie polskich sił zbrojnych w NATO i dbanie o finansowanie polskich sił zbrojnych. Audyt powinien wskazać skąd wziąć pieniądze, na dalsze funkcjonowanie WOT. Warto bowiem wzmacniać to , co dobrego jest w tej formacji.

Tysiącom emerytów, byłych pracowników służb mundurowych w III RP, obniżono świadczenia w wyniku haniebnej ustawy tzw. „dezubekizacyjnej”. Ich walka o przywrócenie nabytych praw jest blokowana administracyjnie. A Trzaskowski na to…
Ten rząd próbuje przez cały czas nas dzielić. Mówi, że ten, kto przepracował choć jeden dzień przed ‘89 rokiem, ten nie zasługuje na uznanie. Nie ma na to zgody! Dlatego że Polska była budowana od wielu, wielu dziesięcioleci. I mamy prawo być dumni z tego, jak Polska wygląda. Jest coś takiego, jak etos żołnierza, szacunek dla munduru. On jest nieprawdopodobnie istotny. I zobaczcie, przez tyle lat udawało nam się pewne rzeczy wyjmować poza nawias sporu politycznego – politykę zagraniczną, politykę obronną, czy właśnie traktować z szacunkiem wszystkich policjantów, wszystkich żołnierzy, wszystkich oficerów służb zbrojnych, wszystkich weteranów. To jest nasze wspólne dziedzictwo i należny jest im szacunek niezależnie od tego, jaki jest akurat humor polityczny. I to wam obiecuję – odbudowanie tego etosu, i szacunku, i godności. I nie damy się dzielić!

O zamiarze likwidacji TVP Info Trzaskowski mówił wielokrotnie. A co z resztą mediów publicznych? Czy kandydat ma jakiś pomysł, jak prezydent mógłby odebrać je PiS i przywrócić społeczeństwu?
To, co się dzieje, jeżeli chodzi o telewizję publiczną, to jest coś absolutnie nieprawdopodobnego. Nie ma takiego przykładu państwa demokratycznego, w którym telewizja, która nazywa się publiczną, jest używana tylko i wyłącznie do manipulacji, do kłamstw, do tego, żeby napuszczać na siebie ludzi i ja jasno to powiedziałem, że w związku z tym, że TVP Info zlikwiduję, że będę robił wszystko, żeby zostało ono zlikwidowane, bo uważam, że nie da się odbudować wiarygodności telewizji informacyjnej w TVP. I oczywiście przeprowadzę w TVP audyt. Te pieniądze, które ci ludzie biorą za szerzenie kłamstwa i manipulacji, są po prostu skandalicznie wysokie i niestety to jest chyba ten obszar polityki, który cały czas PiS sponsoruje, który jest najbardziej cyniczny i który najbardziej niszczy nasze państwo dlatego, że on wpływa na całą tkankę społeczną.

Często Trzaskowski opowiadał jak powinny wyglądać relacje Polski z: Unią Europejską, USA, Chinami, Rosją, Ukrainą, Grupą Wyszehradzką.
Polska jest traktowana po partnersku w momencie, gdy jest silna i wpływowa w UE. Po pierwsze trzeba więc odbudować pozycję Polski w UE, bo PiS sprowadził ją na margines. Trzeba odbudować koalicje, umiejętność budowy koalicji oraz konstruktywnych rozwiązań. Jeśli chodzi o Rosję musimy mieć twardą i pryncypialną politykę. Chiny? Im będziemy mieli większy wpływ w UE, będziemy bardziej interesującym państwem dla Chin. Jestem gotów do współpracy w polityce zagranicznej. Ja chcę odbudować silną pozycję Polski w UE – i deklaruje tutaj współpracę z rządzącymi. Mam olbrzymie kontakty – i chce zaprząc je w służbie Polsce. Tylko Polska silna w UE, silna w NATO może być partnerem ważnym dla innych. Kiedyś udawało nam się całe obszary polityki wyjmować poza nawias bieżącego sporu politycznego. Na pewno będę tu wielokrotnie rękę w stronę rządzących wyciągał – i na pewno nie będę się z nimi kłócił o krzesło.

Ostatnio daje się zauważyć wzmożenie brutalności policji. Zasłaniając się przepisami stanu epidemii, nie tylko atakuje ona nawet niewielkie, spokojne demonstracje, nie respektuje immunitetu parlamentarnego, ale nęka nawet pojedyncze osoby, które nie naruszają żadnych przepisów. Trzaskowski nigdzie nie wspomniał, że nie wolno powtórzyć błędu sprzed lat gdy upadł wniosek o Trybunał Stanu dla Ziobry i Kaczyńskiego. Ale wspominał jak miałaby wyglądać jego rola jako prezydenta w ściganiu podejrzanych powiązań i interesów funkcjonariuszy PiS, gdy aparat ścigania wciąż będzie w rękach tej partii.
Afery należy rozliczyć. Począwszy od SKOK-u Wołomin. W ostatnich latach bardzo wiele osób zostało skrzywdzonych przez obecną władzę, ponieważ weszło „na kurs kolizyjny” z Prawem i Sprawiedliwością. Nie ze swojej winy, najczęściej dlatego, że np. tak, jak pan Sebastian, mieli nieszczęście, że uderzyła w nich kolumna rządowa, albo niestety weszli w konflikt z jakąś grupą interesu powiązaną z PiS-em, z kimś, kto chciał robić biznes, kimś, kto chciał zająć stanowisko, z kimś, kto chciał po prostu wyrzucić ich z pracy. powołam przy urzędzie prezydenta RP specjalną komisję krzywd. Żeby każda osoba, która została skrzywdzona przez państwo PiS, mogła uzyskać pomoc, poradę, po to, żeby wyciągać wnioski z tego, co się działo, i żeby nie było zgody na to, żeby władza mogła w ten sposób traktować ludzi, a przecież traktuje tak nauczycieli, górników, wiele osób, które dzisiaj zostało pozostawionych sobie.

Święto demokracji w cieniu autorytaryzmu

Nie bez przyczyny zło, nazywane tak przez jednych, okazuje się dla innych dobrem, a szczytne wartości przegrywają z codzienną koniecznością.

Dzień wyborów okrzyknięty świętem demokracji to może ładne ale i zupełnie puste hasło. Wszystkim bowiem wiadomo, że święto zdarza się tylko od czasu do czasu, a nieświąteczną rzeczywistość mamy każdego dnia. Wspomniane święto ma tylko miejsce gdy odbywają się wybory samorządowe, parlamentarne, europejskie i prezydenckie, a poza tymi terminami doświadczamy, nie mającego nic wspólnego z demokracją, łamania Konstytucji, prawa, lewych interesów opłacanych z państwowej kasy, kłamliwych oświadczeń, jeszcze ect. i itd. Żadnemu z opozycyjnych kandydatów na prezydenta ta myśl w licznych wystąpieniach nie zaświtała niestety. Za to już dziś, a może i po II wyborczej turze, Prawo i Sprawiedliwość obnosić się będzie po kraju, a przede wszystkim po Unii Europejskiej, z przekazem jak to normy demokracji przestrzegane są w Polsce, tak jakby Boże Narodzenie trwało u nas przez cały rok. A jak takie upierdliwe OBWE zaprotestuje, tak jak przy krytycznej ocenie debaty prezydenckiej przed I turą w TVP, to się im analogicznie odpisze, że wnioski są nieobiektywne i krzywdzące, a normy demokracji łamał Trzaskowski.
Już nie wystarczy
powtarzane wielokrotnie oświadczenie Rafała Trzaskowskiego o utrzymaniu przyznanych przez PiS licznych socjalnych wsparć gdyż wspólnym i wieloletnim wysiłkiem prawie wszystkich sił politycznych w Polsce zlekceważono położenie materialne wielu Polaków; obecnie 30 proc. obywateli osiąga dominujące w tej grupie dochody w wysokości do 1499 zł.(CBOS, komunikat z badań 61/2020). Z tymi wynikami koreluje również przeważający procent głosów oddanych przez bezrobotnych, zamieszkałych na wsi, a przede wszystkim przez osoby starsze na obecnego prezydenta. Dodać jeszcze należy wyciągniętą przez Andrzeja Dudę, jak królik z kapelusza, przyszłą średnią pensję w wysokości 2 tys. euro oraz oświadczenie: „Jesteśmy w stanie zbudować kraj mlekiem i miodem płynący”. No i mamy zapowiedź obniżki cen gazu, powszechne rozdawania tzw. czeków-promes, a podobno tuż przed 12 lipca kroi się jeszcze uchwalenie przez Sejm bonu turystycznego.
W tym kontekście słuszne opinie, że aktualny rząd nie prowadzi żadnej przemyślanej polityki socjalnej, a jedynie przekupuje ordynarnie wyborców ich własnymi pieniędzmi są pobawione jakiejkolwiek siły oddziaływania, gdyż spotka się z zasadną odpowiedzią, że PiS dał, a wszyscy inni nie, a nadto jak obiecał to słowa dotrzymał. Opinie o tym, że Kaczyński trafnie rozpoznał potrzeby Polaków budzą co najmniej pusty śmiech, bo przecież dobrze i powszechnie wiadomo, że w odtworzonym przez Solidarność kapitalistycznym ustroju liczy się przede wszystkim, albo nawet jedynie kasa. I nie ma podstaw aby obrażać ten elektorat bowiem wykluczenie ekonomiczne i kult pieniądza skutkuje takimi właśnie wyborami jak 28 czerwca. Tłumni wyborcy Dudy nie mają świadomości o dziesiątkach dodatkowych podatków wprowadzonych w czasie obecnych rządów, ani też o kolejnych, które odnajdują się w stale rosnących cenach na rynku. Obiecuje się już przecież czternastą emeryturę, a nawet i kolejne. Warto jednak informować, że od 1 lipca wśród innych znajduje się tzw. podatek cukrowy, a wiec słodyczy ze strony PiS będzie mniej. A to dopiero początek.
Ten ekonomiczny szklany sufit zbudowany przez PiS jest nie do przebicia darmowymi żłobkami i przedszkolami, lokalnymi inwestycjami, obroną samorządów, a nawet zahamowaniem nowych podatków. Nie znaleziono wcześniej w Koalicji Obywatelskiej odpowiedniego antidotum na socjalne argumenty PiS, a może, wieloletnim śladem Platformy Obywatelskiej, kolejny raz je zlekceważono i nie doceniono. A przecież można było, czego dowodzi zgłoszony przez małżonkę Trzaskowskiego ważny projekt dopłat do emerytur matek.
Pewien paradoks sytuacji
stanowi fakt, że mimo upływu lat rząd PiS utrzymuje się na podobnym poziomie społecznego poparcia, nie zużywa się, co jest w politycznej praktyce normalne. Niewątpliwie mają na to wpływ kolejne, etapowe transfery środków finansowych realizowane pod różnymi hasłami w odpowiednim czasie. Prof. Janusz Czapiński twierdzi, że to efekt „mobilizacji politycznej zwolenników nacjonalistycznego patriotyzmu »Polska dla Polaków«, »Polska suwerenna«, »Polska sama się rządzi«, »Polska czyści resztówki komuny w sądach«; krótko mówiąc: »odzyskujemy nasze«” („Newsweek”, 29.06-5.07.2020). Same transfery finansowe nie wystarczyłyby jednak do utrzymania trwałości tej grupy wyborców i przedstawione hasła stanowią, a zaczęło się smoleńskiej zdrady o świcie, quasi ideologiczne uzasadnienie określonych postaw i podstawę więzi. Dla zdecydowanej liczby wyborców obecnego prezydenta, dysponujących zaledwie podstawowym bądź zasadniczym zawodowym wyksztalceniem, powyższe hasła-zawołania wystarczają w zupełności do opisania świata i swojego w nim położenia, a nadto w szczególny sposób ich dowartościowują. Natomiast w grupie wyborców starszych, często bardzo aktywnych w czasach PRL, przy słabości Lewicy i jej wątpliwych wpływów na kształt polityki socjalnej, zwycięża przysłowie o lepszym wróblu w garści czyli np. o trzynastej emeryturze.
Mamy dość
To prawda, że ponad 56 proc. elektoratu ma dość rządów PiS, ale zwycięstwo Trzaskowskiego nie satysfakcjonuje tych wszystkich niezadowolonych. Założenia realizowanej strategii wyborczej, a także programu kandydata Koalicji Obywatelskiej, nastawione na pozyskanie niezdecydowanych i jak największego elektoratu, również spośród wyborców innych kandydatów, pod hasłami wspólnoty i solidarności, wykluczyły jednocześnie charakterystyczne dla tego typu kampanii ostrość i jednoznaczność zarysowanych kwestii. W jeszcze większym stopniu bezwzględny atak na kontrkandydata. To są plusy i minusy kampanii Trzaskowskiego, niejako z konieczności koncyliacyjnej, ale jednocześnie, z przewodnim hasłem-protestem-żądaniem.
Wygrana o jaki włos ?
Z licznych układanek Trzaskowski – Duda, dodających różnie rozkładające się głosy przede wszystkim Hołowni, Bosaka, Kosiniaka-Kamysza, Biedronia, ale i pozostałych kandydatów, okazuje się, że dziś nic nie jest wiadome na temat wyniku wyścigu o prezydencki fotel. Trzaskowski będzie musiał, i już to robi, sklejać różne postulaty opozycyjnych kandydatów nie w swój nowy program, a w przekaz wyborczy, dający także szansę pozyskania liczącej się części osób niegłosujących w I turze. Powinien być bardzo zwarty, hasłowy, łatwo przyswajalny i jasny dla każdego wyborcy, w odróżnieniu od ładnie oprawionego pliku kartek w jego ręce. Powtarzany jak mantra – opanowująca umysł i aktywizująca energię do działania – wszędzie gdzie tylko można.
Ewentualna wygrana Trzaskowskiego jako kandydata całej antypisowskiej opozycji musi koniecznie oznaczać czytelne zwycięstwo bowiem wielu komentatorów obawia się fałszerstwa wyborów w sytuacji niekorzystnej dla obozu Zjednoczonej Prawicy. Na podstawie przebiegu I tury poza granicami Polski i szeregu powszechnie odnotowanych tam uchybień (ale i w kraju również), łącznie z opóźnieniem przesyłki głosów z Wielkiej Brytanii: „Można się zastanawiać, czy jest to nieudolność, czy jest to sabotaż – mówi o realizowanym przez MSZ głosowaniu za granicą sędzia Woj­ciech Hermeliński, były szef Pań­stwowej Komisji Wyborczej” („GW”, 1.07.2020). Cuda nad wyborczą urną zdarzają się częściej niż te inne, tak często przez nas oczekiwane.
Równie zgodna opinia,
jak wynik II tury, dotyczy także liczących się w niej czynników i określonych sytuacji. „Powiedziałabym, że emo­cje społeczne są gorętsze po stronie prodemokratycznych obywateli niż politycznych liderów – mówi prof. Krystyna Skar­żyńska…W tych wyborach – dodaje prof. Radosław Markowski – to trzewia podpowiedzą Polakom, na kogo głosować. Bardziej niż kiedykolwiek zadecydują emocje.” (cytowany „Newsweek”).
Do tych emocji wyborców wynikających z samego faktu rywalizacji kandydatów oraz przekonań co do skutków określonego wyboru dochodzą jeszcze sytuacje z przebiegu kampanii: wypowiedzi i zachowania pretendentów i ich sztabów, różne możliwe wpadki w wygłaszanych przemówieniach i w gestach, sytuacje wkoło wyborcze, ale także pozornie dużo bardziej odległe. Bez wątpienia, co zresztą potwierdzają liczne momenty z poprzednich polskich wyborów prezydenckich, mają one swoją wagę na ostateczny wynik wyborów.
Pierwsze, drobne wpadki zaliczył Rafał Trzaskowski zapominając o tym za czym w swoim czasie głosował. Potężną natomiast wtopę zaliczył Andrzej Duda gdy na propozycję debaty w TVN szef jego sztabu wyborczego Adam Bielan odpowiedział negatywnie licząc, że Trzaskowski weźmie udział w organizowanej przez TVP, z udziałem publiczności, debacie w Końskich. Tę nienajlepszą odpowiedź potwierdzającą obawy Dudy przed takim spotkaniem on sam celnie poprawił słowami: „Wezmę udział w debacie, ale proszę wspólnie zdecydować, jak będzie wyglądała. Proszę o to, by wszystkie trzy telewizje się dogadały.” W ten prosty sposób oddalił od siebie podejrzenia o niechęć stawienia się w szranki z Trzaskowskim jednocześnie będąc pewnym, że Jacek Kurski na pewno nie porozumie się z pozostałymi, a więc nie z jego winy debata się nie odbędzie. Aż tu z niezrozumiałych zupełnie powodów Duda wygłasza 1 lipca w Złotowie orację, że wcale, a wcale się nie boi tego spotkania, podpierając ją opowieścią o tym że „prywatna stacja Trzaskowskiego chce sobie organizować debatę. Dlaczego ma być lepiej traktowana niż TVP i Polsat? ” A Kurski , co było z góry do przewidzenia, odmówił współpracy z TVN i Polsatem.
Kolejne wpadki i blamaże prezydenta, to w powrót do seksualizacji dzieci i kwestia eutanazji łącznie z uciekającymi z Europy zachodniej do Polski starszymi osobami, ułaskawienie pedofila bez względu na szczególne okoliczności tej decyzji, a na koniec sprawa szczepień. W tej ostatniej materii PAD użył nadzwyczaj głębokiego, intelektualnego uzasadnienia swojej decyzji: „Bo nie”.
Podsumowując, Duda nie spotka się z Trzaskowskim, bo mogło by to okazać się jego klęską, mówi jedno, a robi drugie, pokrzykując dzieli i obraża ludzi, wygłasza skandaliczne opinie w kwestii zdrowia. Nie wiemy jak zareagują wyborcy na te wszystkie dudy smolone, ale opozycyjny sztab wyborczy wykorzystuje te sytuacje i wyciska z nich maksimum, jak sok z cytryny.
Jednocześnie trzeba mieć świadomość, że nie tylko Duda, jego sztab wyborczy, rząd, cała Zjednoczona Prawica z jej licznymi beneficjentami i sam prezes Jarosław Kaczyński zrobią wszystko, i nawet o wiele więcej, aby reelekcja Dudy dokonała się.
Czeka więc nas wszystkich czas nadzwyczajnych zmagań i emocji, stąd również dlatego te wybory już dziś nazywane są histerycznymi.

Podejdźmy racjonalnie do II tury

To oczywiste, że przegrani w dniu 28 czerwca nie są zachwyceni swoim wynikiem.

Po to zdecydowali się na kandydowanie, aby wygrać lub przynajmniej wzmocnić swoją pozycję polityczną na przyszłość, bo przecież w większości nie zamierzają wycofać się z polityki. Jest też zrozumiałe, że nie patrzą nadmiernie przychylnie na zwycięzców, tj. p. Dudę (dalej AD) i p. Trzaskowskiego (dalej RT), zwłaszcza na tego drugiego, gdyż zapewne jego wejście do gry osłabiło p. Kosiniaka-Kamysza i p. Biedronia, mniej p. Hołownię czy p. Bosaka. Można też zrozumieć satysfakcję przegranych z tego, że kandydaci, którzy pozostali na placu boju, starają się przeciągnąć na swoją stronę, zarówno tych, którzy nie wzięli udziału w wyborach, jak i tych, którzy nie oddali swoich głosów na AD lub RF. Niniejszy felieton jest próbą przekonania wyborców, że kolejna kadencja tego pierwszego będzie fatalna dla Polski. Najogólniej mówiąc, AD jako prezydent oznacza dalszą degradację naszego kraju na arenie międzynarodowej i postępującą atrofię instytucji demokratycznych i obywatelskich w perspektywie wewnętrznej. Środowisko polityczne popierające AD chce, przy jego czynnej i świadomej pomocy, zaprowadzić u nas porządek autorytarny, bo gwarantuje to sukces hasła „Teraz k..wa my” ze wszystkimi tego konsekwencjami w rozmaitych dziedzinach życia. I to motywuje poniższy apel –wprawdzie p. Duda jest faworytem, ale to nie znaczy, że musi wygrać.

  1. Do zwolenników Koalicji Obywatelskiej. Was nie trzeba przekonywać, ale zważcie, że II tura będzie już w okresie wakacji. Zwolennicy tzw. dobrej zmiany już zacierają ręce i gadają (to cytat) „Fajnie, ci z miast pojadą na wakacje, wiejska bidota zostanie w domach i zagłosuje na nas”. Jeśli możecie, nie rezygnujcie z udziału w wyborach i zachęcajcie innych, aby stawili się przy urnach (do tego jeszcze wrócę). Nie uważajcie, że inni mają głosować na RT tylko dlatego, że popierają szeroko pojętą opozycję. Trzeba ich do tego przekonywać.
  2. Do p. Hołowni i jego zwolenników. Wiele Waszych oświadczeń wskazuje na to, że bliżej Wam do p. Trzaskowskiego niż p. Dudy. Tak trzymać. Powiedzcie „Pomożemy porażce AD, bo nam bliżej do jego rywala”. Pamiętajcie, że wynik Waszego kandydata (13,87 proc. ) plus wynik RF 30,46 proc. , to więcej niż rezultat AD (43,5). Jest więc na czym budować.
  3. Do p. Bosaka i jego zwolenników. PiS od razu zaczął puszczać do Was oko, że oni też prawica i patrioci. Cała historia tzw. dobrej zmiany dowodnie wskazuje, że jej prawicowość jest tylko deklaratywna i obliczona na doraźne korzyści. Rozwój Waszego ruchu będzie trudny w państwie rządzonym przez PiS, ponieważ ta formacja chce mieć monopol na to, co słuszne, ale w swoim mniemaniu. Nie dajcie się uwieść, bo tylko na tym stracicie. Kłamstwo p. Bielana, który dziękuje Wam za poparcie, którego nie zadeklarowaliście, jest wymowny świadectwem obłudy obozu tzw. dobrej zmiany. Pamiętajcie, że głos nie oddany, sprzyja AD, a więc działa na Waszą niekorzyść. Nie dlatego, że tak powiedział p. Tusk, ale ponieważ tak jest. Autentyczny ruch narodowy może rozwijać się tylko w ładzie demokratycznym, a nie autorytarnym. Jasne, że macie różne obiekcje wobec RT, ale AD budzi jeszcze większe wątpliwości. Wprawdzie Wasi liderzy powstrzymują się od deklaracji w sprawie poparcia w II turze, ale p. Bosak apeluje, aby głosować rozumnie i zgodnie z sumieniem. Jeśli rozważycie na zimno, co dyktuje rozum i sumienie, niewykluczone, że obie te władze wskażą RT.
  4. Do zwolenników Koalicji Polskiej. Oczekiwaliście więcej, ale co się stało, to nie odstanie się. Ruch ludowy może odbudować się w ładzie demokratycznym, a nie w autorytarnym (patrz punkt poprzedni). Pamiętajcie, że PiS nie toleruje nawet najmniejszej rywalizacji. Będzie starał się Was wykończyć lub całkowicie podporządkować, wręcz za cenę Waszego upokorzenia. Świadczy o tym historia Samoobrony i to, co czynownicy PiS opowiadali o Was w ostatnich tygodniach. Nie jest tak, że daleko Wam do RT. Nie słuchajcie działaczy w rodzaju p. Litwiniuka z Białegostoku, który nie wyobraża sobie poparcia kandydata KO przez PSL. Ma małą wyobraźnię. A teraz słowo do p. Kukiza i jego zwolenników. Pięć lat temu AD wygrał dzięki poparciu Kukiz-15. Tedy, przyczyniliście się, niezależnie od Waszych intencji, do tego, co PiS nam zafundował i zamierza kontynuować, a co obecnie krytykujecie. Macie do spłacenia pewien dług wobec kraju. Pan Kukiz zapowiedział, że nie weźmie udziału w II turze, o ile p. Kosiniak-Kamysz nie znajdzie się w II turze. Czas by zmienił to postanowienie.
  5. Do p. Biedronia i lewicy. Także odbudowa lewicy zależy od tego, czy w Polsce zapanuje ustrój demokratyczny czy reżim. Nie można mówić tak, jak p. Trela gada, że lewicy bliżej do PiS w sferze socjalnej, zapominając słowach de Tocqueville’a „demokracja kończy się, gdy rząd zauważy, że może kupić obywateli za ich własne pieniądze”. Nieprawda. Zasadniczym celem transferów socjalnych ze strony PiS była właśnie kalkulacja polityczna, a jeno drugorzędnym chęć poprawy polskich rodzin. Świadczy o tym np. fakt, że np. 500+ przysługuje wszystkim rodzicom, także bogatym, a nie tylko rzeczywiście potrzebującym. Pan Biedroń nie powinien mówić, że nowy prezydent ma być także rzecznikiem lewicy, gdyż jego obowiązkiem jest świadczyć na rzecz wszystkich, niezależnie od ich poglądów. Jeśli zgadzacie się z tym, że autentyczna lewica optuje za demokracja, nie wystarczy nie głosować na AD, ale trzeba oddać głos na RT.
  6. Do zwolenników AD. Na pewno macie swoje i poważne racje, aby głosować na niego. Ale rozważcie jeszcze raz, czy są to racje wystarczające. I wtedy podejmijcie decyzję.
  7. Pozostali kandydaci otrzymali po kilkadziesiąt tysięcy głosów, w sumie niewiele, ale zawsze to jest coś, bo ponad 150 tys. Nie ma powodu, aby tych wyborców skreślać. Ich głosy mogą ważyć na ostatecznym wyniku. Nie wolno ich lekceważyć.
  8. Do tych, którzy nie wzięli udziału w I turze i tych, którzy nie zamierzają wziąć udziału w II. Wielu z Was nie chce uczestniczyć w wyborach dla zasady, np. dlatego, że brzydzą się polityki. Inni, ponieważ rozczarował ich wynik I tury, a jeszcze inni, ponieważ im zwyczajnie nie chce się. Zważcie jednak, że absencja nie jest czymś obojętnym dla wyniku elekcji w dniu 12 lipca.
    Frekwencja w I turze była i tak wysoka (około 65 proc. ), ale przewidywania głoszą, że AD wystarczą głosy zdobyte w I turze, o ile na RT będą głosować tylko dotychczasowi zwolennicy tego drugiego. Jeśli więc ktoś identyfikuje się z szeroko rozumianą opozycją lub uważa, że AD nie jest dobrym kandydatem na prezydenta, powinien wziąć udział w II turze. Pamiętajcie też o tym, że im większa frekwencja, tym mniejsza szansa, że ewentualne nieprawidłowości w przebiegu głosowania zaważą na jego wyniku. Doświadczenie I tury wskazuje, że takowe były i być może były sprokurowane intencjonalnie.
    Nie czas na argumenty typu „Nie będę głosować na RT, bo godzi się na poparcie ze strony narodowców”, „Nie będę głosować na RT, bo popiera LGBT”, „Nie będę głosować na RT, bo jest neoliberałem” itd. Etykietowanie jest czymś wyjątkowo szkodliwym w obecnej sytuacji, pomijając już to, że częściowo bierze się z wyjątkowo brudnej, bo kłamliwej,, propagandy stronników AD. RT nie jest cudotwórcą, także zważywszy kompetencje prezydenta RP. Jego prezydentura może być, co najwyżej otwarciem sanacji państwa polskiego, a nie radykalną zmianą od zaraz. Prezydent może to i owo inicjować czy temperować polityczne i ekonomiczne szaleństwa tzw. dobrej zmiany, np. mamienie przez AD perspektywą przeciętnych zarobków w wysokości 2 tys. Euro za 5 lat czy realizacją inwestycji, zarówno wielkich jak i lokalnych. Nie wierzcie, bo jest to zwyczajne chciejstwo, bez pokrycia w prezydenckich kompetencjach, nie mówiąc już o możliwościach budżetowych, za małych wedle opinii ekspertów. Polsce potrzebny jest prezydent racjonalny, mierzący zamiary na siły a nie odwrotnie, a więc takiego, jak RT w przeciwieństwie do AD – ten drugi głośno dmie w róg obfitości, musi być on pusty (parafraza z Leca).
    I na koniec symbol. Pan Duda odmówił udziału w debacie telewizyjnej zaproponowanej przez TVN i kilka innych mediów, ale nie ma oporu przed pojawianiem się w Polsacie i TVP, a więc tam, gdzie go wspierają częściowo (Polsat) lub całkowicie (TVP). To można porównać z takim oto oświadczeniem trenera drużyny rywalizującej o mistrzostwo Polski w piłce nożnej „Owszem, rozegramy mecz, ale tylko na własnym boisku” – na dodatek z własnym arbitrem wynajętym z TVP Info. Czy chcecie mieć za prezydenta kogoś, kto gra tak tchórzliwie i tak znaczonymi kartami w ostatecznej rozgrywce wyborczej?
  • tekst został opublikowany w internetowej Polityce.

Czyszczenie pamięci

Szczerze mówiąc prezydencka kampania wyborcza nieco mnie znudziła. Ciągle takie same autozachwyty sztabu urzędującego prezydenta, zalew obietnic i dalekosiężnych, nie zawsze realnych planów, dekonspirowanie szatana wcielonego w postać zagrażającego kontrkandydata z Warszawy. Przed drugą turą mamy powtórkę z tej rozrywki, bo właśnie ten szatan jest już tylko jedynym przeciwnikiem.

Serwowane nam podczas kampanii opowiadania intelektualnej czołówki zjednoczonej prawicy częściej mnie rozbawiały, niż denerwowały. Najbardziej zabawny, ale i denerwujący był blok tematyczny, w którym starano się zjednać potencjalnych wyborców wspomnieniami o strasznych przeżyciach aktualnego prezydenta, członków jego sztabu i niektórych wspierających notabli, w dawno minionym okresie PRLu.
Niezmienne cechy historycznych opowieści
Czasem miałem wrażenie, że opowiadający w bardziej zaawansowanym wieku tęsknią za tym okresem, za podnieceniem, jakie dawało im wrogie nastawienie do władzy. W końcu byli znacznie młodsi i zapewne marzyli o tym, aby zapamiętano ich jako nieugiętych bohaterów.
Jakby nie liczyć ponad 35 lat powojennej Polski przeżyliśmy w PRL – czyli w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Nie mam ambicji historyka, ale jestem jednym z wielu, jeszcze żyjących, naocznych świadków tego okresu. Przeżyłem go niemal w całości po powrocie jesienią 1945 roku z obozu jenieckiego, do którego trafiłem po Warszawskim Powstaniu. Nic więc dziwnego, że przy zbyt częstym wysłuchiwaniu odpowiednio do aktualnych potrzeb ufryzowanych fantazji, dotyczących tego wycinka naszej historii, zaczynają mnie coraz bardziej drażnić trzy ich powtarzalne cechy.
Pierwsza polega na tym, że o tym okresie – z reguły negatywnie – wypowiadają się najczęściej ludzie, których wtedy jeszcze nie było, albo w końcówce PRLu byli niemowlakami. Przykładowo – Pan Prezydent, który, czuje się otoczony przez antypatriotycznych komunistów i widzi ich nawet w Sądzie Najwyższym, urodził się w 1972 roku. Do 1980 żył w dekadzie Gierka, miał nieźle sytuowanych rodziców, bawił się w przyzwoitym mieszkaniu niezniszczonego Krakowa, zapewne zaczął chodzić do szkoły i nikt go chyba nie prześladował. Potem – nieco więcej rozumiejąc – przetrwał stan wojenny i cieszył się zmianą ustroju.
Druga polityczna fantazja – to totalna negacja tego okresu , traktowanie go jako okupacji, zniewolenia, niszczenia narodowej kultury w sposób ciągły, taki sam w latach czterdziestych, pięćdziesiątych jak i si3demdziesiątych. Zapominanie o ogromnym wysiłku powojennej odbudowy, podniesienia z ruin stolicy kraju, przeniesieniu kilku milionów obywateli ze wschodu na zachód Polski w nowych granicach – zafundowanych nam przez Wielką Trójkę.
I trzecia – że ci, którzy wtedy pracowali, uczyli się, byli w wojsku, kierowali przedsiębiorstwami, byli sędziami i prokuratorami albo „łajdaczyli się” na zagranicznych placówkach – wysługiwali się komuchom. A komuch – czyli komunista albo socjalista – zawsze zasługuje na potępienie.. Nie chodzi do kościoła ani na pielgrzymki, nie spowiada się, toleruje jakieś LGBT i ośmiela się poprawiać naturę wspierając takie fanaberie jak „in vitro”. To źli ludzie. Jedynym dobrym socjalistą był Piłsudski, ale jak już zdobył władzę, to mu przeszło.
Selektywna pamięć młodzieży
Nie dostrzeganie zasadniczych różnic między okresami istnienia PRL dowodzi albo braku wiedzy, albo jest celowym manewrem zmierzającym do zohydzenia w oczach dzisiejszej młodzieży wszystkiego, co działo się w Polsce od końca wojny, do 1990 roku. Pod naciskiem propagandy w umysłach młodych ludzi stopniowo giną takie nazwiska jak Bierut, Świerczewski, Moczar, Gomułka, Spychalski, Gierek, Cyrankiewicz czy Jaroszewicz. Ginie też obiektywna ocena zarówno ich błędów jak i osiągnięć. Pozostają natomiast mniej lub bardziej wyostrzone obrazki okresu pustych półek w sklepach, cenzury, śledzenia przez UB, niszczenia jedynie sprawiedliwych żołnierzy wyklętych, braku możliwości swobodnych wyjazdów zagranicę i obecności sowieckich garnizonów.
Prawda – PRL nie była państwem w pełni suwerennym. Ale rzeczywiste, czasem krwawe, prześladowania dążących do przywrócenia suwerenności i inaczej myślących były w pierwszych latach powojennych, zmniejszały się do 1956 roku i po tym roku przekształciły się w walkę polityczną, wspieraną utrudnianiem życia oponentów. Zakres suwerenności wyraźnie się zwiększył. W praktyce wpływ wielkiego sąsiada był odczuwalny głównie w sferze militarnej.
Wesoły barak
O nastrojach ludności decydowały – jak wszędzie i zawsze na świecie – rynek i osiągalny poziom życia oraz stosunki między władzą i „szeregowymi” obywatelami.
W ostatnich 10 latach PRLu, czyli w czasie dekady Gierka, rynek nie był tak asortymentowo urozmaicony, jak rynki krajów zachodniej Europy i nawet nieco gorszy, niż w trzech bardziej rozwiniętych krajach „obozu” – Czechosłowacji, na Węgrzech i w NRD. Brakowało towarów z importu, ale nie było istotnych problemów w kupieniu tego, co było potrzebne do godziwego życia. Dzisiejsze opowiadania o pustych półkach są reminiscencją końca tej dekady – dynamicznego wzrostu Solidarności jako związku zawodowego i stanu wojennego. Najpierw masowe strajki niemal zatrzymały gospodarkę, potem – w stanie wojennym – pracowano mniej wydajnie, załamało się centralne sterowanie niemal wyłącznie państwowymi przedsiębiorstwami i dotykały nas międzynarodowe sankcje.
Problemy rynkowe tonowała wzrastająca skala wolności obywatelskiej i zmieniający się stosunek obywateli do „władzy”. W tym zakresie po 1956 roku byliśmy najlepsi w socjalistycznym „obozie”. Mieliśmy najodważniejsze kabarety polityczne, filmy Barei z satyrycznym spojrzeniem na rzeczywistość, filmy Wajdy takie jak „Człowiek z marmuru” czy „Popiół i diament”, odważne tygodniki i względnie obiektywną codzienną prasę, radio i raczkującą telewizję.
Wprawdzie niedługo po naszym październiku przeżywaliśmy węgierską tragedię i ustawialiśmy śię w kolejkach, aby oddać krew dla Węgrów, ale potem stopniowo wracała w Europie i w USA opinia, że jesteśmy „najweselszym barakiem”.
Atmosfera w tym „baraku” była na tyle dobra, że mimo narastającej niechęci do ustroju i prześladowania niektórych działaczy opozycyjnych, odnoszę wrażenie, że ówczesna władza zdecydowanie mniej się bała „suwerena”, niż obecna. Najdłużej „panujący” premierzy w PRLu – Cyrankiewicz i Jaroszewicz – jeździli z dwu – trzyosobową ochroną, czasem tylko z kierowcą z BORu. Było tajemnicą poliszynela, że Cyrankiewicz niekiedy uciekał ochronie, potrzebując chwil prywatności.
Czy ja bronię PRLu? Nie zamierzam bronić aparatu państwa i tych, którzy rządzili krajem do 1956 roku. Ale byłem na wiecu „powitalnym” Gomułki pod pałacem Kultury, wśród prawie pół miliona Polaków wierzących, że następuje odwilż. Nigdy w starej i współczesnej historii Polski nie zebrało się spontanicznie tak wielu ludzi. Poczuli dumę z tej bezkrwawej rewolucji i mieli nadzieję, że wszystko będzie inaczej. Kiedy Gomułka z licznymi specjalistami jechał do Moskwy na trudne rozmowy gospodarcze, na niektórych stacjach wśród pozdrawiających tłumów byli księża, błogosławiący przejeżdżający pociąg.
Czy się zawiedli? Trochę tak, ale mimo wszystko żyli już w innym kraju. Zwolniono więźniów politycznych, cenzura formalnie nadal istniała, ale rzadko się wtrącała. Zaprzestano prób kolektywizowania gospodarstw rolnych. Stosunki władzy z kościołem nie były zbyt gorące, ale mieściły się w granicach „pokojowej, wzajemnej tolerancji. Otworzono zielone światło dla rzemiosła, które w wielu przypadkach przybierało charakter małych przedsiębiorstw. Zwiększano samodzielność kierownictw państwowych zakładów przemysłowych. Dyrektorzy stawali się coraz bardziej menadżerami, a nie urzędnikami realizującymi wyłącznie „zadania planowe” określone przez ministerstwa i działającą wówczas Komisję Planowania.
Manipulowanie historią
Sądzę, że nasi prawicowi politycy popełniają błąd manipulując najnowszą historią i usiłując nam wmawiać, że PRL nie była państwem. Była – zależnym i słabym, popełniającym tragiczne błędy, ale usiłującym odbudować Polskę i przeprowadzić ją bez większych strat przez trudny okres zimnej wojny i narzuconego systemu zarządzania gospodarką. Ten błąd „zjednoczonej prawicy” można zrozumieć, traktując go jako element walki politycznej. Ale znacznie większym błędem jest lekceważenie wysiłków milionów obywateli tego państwa, którzy w niesprzyjających warunkach budowali setki tysięcy mieszkań, nowe zakłady przemysłowe, kościoły i obiekty sportowe. W tym państwie – jak już wspomniałem – ktoś musiał także być sędzią, milicjantem, żołnierzem. Można mu zarzucić, że coś zrobił źle. Ale nie można go potępiać, że żył i pracował.

Głosujemy na Trzaskowskiego!

Teraz poważnie i jednoznacznie.
W niedzielę 12 lipca redakcja „Trybuny” i wszyscy polscy lewicowcy pójdą na wybory.
Wszyscy zagłosujemy na Rafała Trzaskowskiego.
Jednoznacznie i poważnie. Bo są chwile przełomowe w naszej historii, kiedy trzeba zachować się poważnie i jednoznacznie.
Niedzielne wybory to plebiscyt.
Czy chcemy dalej autorytarnych rządów Kaczyńskiego i Macierewicza, czy chcemy ograniczenia monopolu ich niekontrolowanej władzy przez Rafała Trzaskowskiego i demokratyczną opozycję?
My polska lewica walczyliśmy i będziemy walczyć o demokrację i sprawiedliwość społeczną.
W niedzielę zagłosujemy za demokracją, bo bez niej nie ma sprawiedliwości społecznej.
Zagłosujemy za Trzaskowskim, bo nie chcemy dyktatu Kaczyńskiego i Macierewicza.
Nie damy się nabrać na ich „socjalne” hasła.
Nie zaakceptujemy oligarchii Morawieckich, Szumowskich, Kurskich rosnącej pod rządami
Kaczyńskiego. Dlatego będziemy głosować na Rafała Trzaskowskiego.
Zagłosujemy tak dla dobra Polski i lewicy!