Kolega Leona z wirusem

Trener Vital Heynen chwali się na portalach społecznościowych grillem urządzonym kadrze Polski, tymczasem jego podopieczny z włoskiego klubu Sir Safety Perugia przyznał, że jest zakażony koronawirusem.

Siatkarzem zespołu Sir Safety Perugia, który przyznał się, że miał pozytywny wynik testu na obecność wirusa Covid-19, jest Serb Aleksandar Atanasijević. 28-letniego zawodnika polscy kibice mogą pamiętać z występów w PGE Skrze Bełchatów, lecz teraz broni on barw ekipy Sir Safety Perugia, której trenerem jest selekcjoner reprezentacji Polski Vital Heynen, a największą gwiazdą zespołu Kubańczyk z polskim paszportem Wilfredo Leon. Atanasijević w wywiadzie udzielonym portalowi Novosti.ru przyznał, że sam nie wie, kiedy i od kogo mógł się zakazić SARS-CoV-2. „Otrzymałem pozytywny wynik testu na obecność koronawirusa. Nadal nie wiem, skąd go mam. Mam nadzieję, że nikogo nie zaraziłem, ani moich rodziców, przyjaciół, ani kolegów z drużyny” – stwierdził.
Grający na pozycji atakującego Atanasijević dopiero niedawno opuścił Włochy i w swoim kraju przeszedł obowiązkową kwarantannę. Po niej zaczął się w Belgradzie spotykać ze znajomymi, lecz zaniepokoiła go podwyższona temperatura. Początkowo sądził, że ma ona związek z operacją kolana, którą przeszedł w ostatnim czasie, ale w końcu postanowił to sprawdzić. „Gdybym nie miał operacji kolana w Perugii miesiąc temu, moja odporność nie spadłaby tak mocno i prawdopodobnie nie wykazywałbym żadnych objawów koronawirusa. Ale jeszcze w szpitalu w Perugii po operacji przeszedłem łagodne zapalenie płuc. Byłem z pięć razy poddawany testom na obecność koronawirusa i zawsze otrzymywałem wynik negatywny. A jeszcze tuż przed powrotem do Belgradu zrobiłem test na własną rękę, żeby nie przechodzić kwarantanny. Dlatego jestem zaskoczony, że wirus mnie dopadł” – przyznał Atanasijević.
Podopieczny Heynena jest zatem od dwóch tygodni zamknięty w swoim domu, gdzie dochodzi do zdrowia. I pewnie zazdrości Wilfredfo Leonowi, że może w Spale na zgrupowaniu kadry Polski spokojnie budować formę pod okiem Vitala Heynena.

Kadra Polski trenuje w Spale

Kadra Polski siatkarzy od poniedziałku przebywa w Centralnym Ośrodku Sportu w Spale. Trener Vital Heynen powołał na zgrupowanie 19 siatkarzy, którym towarzyszy 11 osób ze sztabu szkoleniowego. Cała grupa musiała najpierw zrobić testy na obecność koronawirusa i zapoznać się z surowym regulaminem ośrodka.

Nie spodziewano się żadnych problemów, bo w ciągu ostatnich dwóch tygodni zawodnicy i trenerzy stosowali się do zaleceń Centralnego Ośrodka Medycyny Sportowej. Unikali tłumów, niepotrzebnych wyjść z domu, do minimum ograniczali kontakty z ludźmi, z którymi nie mieszkają. Lekarz kadry doktor Jan Sokal codziennie sporządzał raport o stanie samopoczucia wszystkich zaproszonych na zgrupowanie osób. Ale reżim epidemiczny ma swoje prawa i dopóki nie było absolutnej pewność, że wszyscy przybyli do Spały członkowie siatkarskiej ekipy są zdrowi, dopóty trener Vital Heynen nie mógł zacząć treningów.
Każdy z uczestników grupowania ma do dyspozycji osobny pokój w hotelu i będą w nich mieszkać do końca dwutygodniowego zgrupowania, chociaż trenować będą mogli jednocześnie całą grupą. Wspólnie też będą jadać posiłki i spędzać czas wolny. W hotelu na terenie COS w Spale na potrzeby siatkarskiej kadry przeznaczono całe piętro oraz jedną ze stołówek. Unikanie kontaktu z innymi sportowcami przebywającymi na terenie ośrodka nie powinno stanowić problemu, a unikać trzeba będzie, bo do tego siatkarze zobowiązali się podpisując regulamin pobytu.
Nie mają natomiast ograniczeń w kontaktach między sobą i mogą przebywać w grupie, zatem główny cel tego zgrupowania jaki wyznaczył trener Heynen, czyli integracja i budowanie „team spirit”, da się zrealizować bez większych przeszkód, choć oczywiście nie zwalnia to z zachowania rozsądku i przestrzegania obowiązujących w COS Spała przepisów związanych w pandemią koronawirusa. Po terenie ośrodka kadrowicze mają poruszać się w maseczkach.
Pierwszy w ośrodku w Spale zjawił się Vital Heynen, który przyjechał z Belgii samochodem już w sobotę. „Na granicy pokazałem zaświadczenie z Polskiego Związku Piłki Siatkowej, że jadę do pracy i mogłem wjechać. Nie musiałem przechodzić kwarantanny” – przyznał belgijski szkoleniowiec.
Dla selekcjonera biało-czerwonych te zgrupowanie będzie zupełnie nowym doświadczeniem. „Mam mnóstwo pomysłów na organizowanie treningów, ale wiele będzie zależało od tego, w jakiej formie zaczną zgrupowanie moi siatkarze. A mogą być duże różnice, dlatego na początku będzie trzeba dla każdego stworzyć indywidualny program treningowy. Widziałem statystyki z niemieckiej piłki nożnej, z których wynika, że ryzyko kontuzji jest teraz dwukrotnie większe niż normalnie. My też musimy wziąć to pod uwagę i w pierwszej kolejności popracować nad przygotowaniem fizycznym. Zaczniemy ostrożnie” – zapewniał trener Heynen.
Jeżeli nasza reprezentacja zagra latem jakieś mecze (prowadzone są przede wszystkim rozmowy z Rosjanami, ale sondowana jest także możliwość ściągnięcia do Polski reprezentacji Serbii), to najwcześniej odbędą się one po zakończeniu drugiej części zgrupowania, czyli w drugiej połowie lipca. „Wtedy moi gracze powinni być już gotowi do gry” – twierdzi belgijski selekcjoner ekipy biało-czerwonych.
Szkoleniowiec zamierza trzymać się ustaleń poczynionych wcześniej w rozmowach z zawodnikami i da im dużą swobodę w ustalaniu obciążeń treningowych. Poza dyskusją, jak podkreśla żartobliwie, jest tylko obowiązkowa obecność na grillu, który zobowiązał się urządzić dla całej kadry, gdy przedłużył kontrakt z Polskim Związkiem Piłki Siatkowej. Siatkarzy nie będzie musiał jednak do tego zmuszać, wręcz odwrotnie – wszyscy teraz żartują, że trenera nie da rady się wywinąć z obietnicy, bo ośrodek jest zamknięty i nigdzie sie przed nimi tam nie schowa.
Dobra atmosfera w kadrze zawsze była jej mocną stroną, nie inaczej jest i teraz. Tym bardziej, że po kilku miesiącach izolacji wszyscy kadrowicze są spragnieni kontaktów i rywalizacji, nawet jeśli przyjdzie im toczyć ją na boisku do piłki plażowej czy do koszykówki. „Fajnie będzie zobaczyć chłopaków po tak długiej przerwie, po całej tej izolacji, i razem się trochę pośmiać. Atmosferę w zespole mamy bardzo dobrą, ale trener chce żeby była jeszcze lepsza. To da się zrobić, bo my wszyscy się lubimy i dobrze ze sobą dogadujemy. Poza tym zgrupowanie zawsze daje dodatkową mobilizację do treningu. Dla mnie to będzie przedsmak tego, co nas czeka przez cały kolejny rok, aż do igrzysk olimpijskich. Wiemy już, że z dziewiętnastki, która przyjedzie do Spały, trener wybierze dwunastu na przyszłoroczne igrzyska” – wyjawił w jednej z wypowiedzi dla mediów zawodnik VERVY Warszawa Bartosz Kwolek.

Heynen wybrał kadrę do Spały

Selekcjoner siatkarskiej reprezentacji Polski Vital Heynen podał skład kadry na zgrupowanie w Spale, które rozpocznie się 1 czerwca. Belgijski szkoleniowiec powołał 19 zawodników. Przed rozpoczęciem zgrupowania wszyscy zawodnicy oraz sztab szkoleniowy zostaną przebadani na obecność koronawirusa.

Z powodu pandemii w tym sezonie reprezentacyjnym nie odbędzie się żadna ważna impreza. Igrzyska olimpijskie w Tokio zostały przełożone na przyszły rok, a rozgrywki Ligi Narodów odwołano. PZPS informuje, że czyni starania o organizację spotkań sparingowych. Szczegóły pobytu kadrowiczów w Spale będą korygowane na bieżąco, w zależności od sytuacji oraz obowiązujących obostrzeń związanych z pandemią. Ta część zgrupowania ma potrwać do 13 czerwca, a potem wszyscy dostaną dwa tygodnie wolnego. Druga część zaplanowane jest w dniach od 29 czerwca do 11 lipca.
„To nie czas na niespodzianki, to proces budowy drużyny. Nie zamykam przed nikim drzwi i zawsze biorę pod uwagę różne okoliczności jak kontuzje czy objawienie nowego talentu w najbliższym sezonie ligowym. Jednak istnieje bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że dwunastkę na przyszłoroczne igrzyska wybiorę z tego grona, które przyjedzie w tym roku do Spały” – przyznał trener Heynen.
Kadra siatkarzy w Spale:

Rozgrywający: Fabian Drzyzga (Asseco Resovia Rzeszów), Marcina Komenda (Asseco Resovia Rzeszów), Grzegorz Łomacz (PGE Skra Bełchatów);

Przyjmujący: Bartosz Bednorz (Zenit Kazań, Rosja), Tomasz Fornal (Jastrzębski Węgiel), Michał Kubiak (Panasonic Panthers, Japonia), Bartosz Kwolek (VERVA Warszawa ORLEN Paliwa), Wilfredo Leon (Sir Safety Perugia, Włochy), Artur Szalpuk (PGE Skra Bełchatów), Aleksander Śliwka (Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle);

Atakujący: Dawid Konarski (w trakcie zmiany klubu), Bartosz Kurek (w trakcie zmiany klubu), Maciej Muzaj (Ural Ufa, Rosja);
Środkowi: Mateusz Bieniek (PGE Skra Bełchatów), Karol Kłos (PGE Skra Bełchatów), Jakub Kochanowski (Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle), Piotr Nowakowski (VERVA Warszawa ORLEN Paliwa);
Libero: Damian Wojtaszek (Verva Warszawa Orlen Paliwa), Paweł Zatorski (Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle).

Sztab kadry:
Trener – Vital Heynen; asystenci trenera – Michał Gogol, Sebastian Pawlik i Paweł Woicki; statystyk – Robert Kaźmierczak; trener przygotowania fizycznego – Jakub Gniado; lekarz kadry – Jan Sokal; fizjoterapeuci – Paweł Brandt i Tomasz Pieczko; kierownik kadry – Elżbieta Poznar.

Siatkarze potrenują w Spale

Złagodzenie przez rząd ograniczeń, w tym otwarcie hal i ośrodków sportowych, umożliwiło Polskiemu Związkowi Piłki Siatkowej zorganizowanie zgrupowania męskiej reprezentacji. Trener Vital Heynen zaprosił do Spały 19 zawodników, z którymi planuje potrenować do połowy lipca.

Kadra siatkarzy zacznie zgrupowanie od obowiązkowych testów na obecność koronawirusa, a potem, o ile badania niczego nie wykażą, zaczną się normalne treningi. Złagodzone przepisy dopuszczają od 18 maja treningi w dużych halach sportowych z udziałem nawet 24 osób. To dlatego trener Vital Heynen powołał na zgrupowanie trochę nietypową liczbę 19 siatkarzy, bo zależało mu, żeby w zajęciach mogli też uczestniczyć jego asystenci oraz inni członkowie sztabu szkoleniowego i medycznego. Czyli cała kadra, bez konieczności dzielenia jej na mniejsze grupy. I będzie też można pograć szkoleniowo, bo liczba kadrowiczów pozwala na utworzenie dwóch drużyn z rezerwowymi, albo trzech szóstek. Oczywiście przez cały czas będą zachowywane wszystkie zasady bezpieczeństwa, zarówno w hotelu, jak i w hali. Ramowy plan zgrupowania zakłada dwie dwutygodniowe sesje treningowe z przerwą na dwutygodniowy relaks i odwiedzenie rodzin.
W poprzednich latach w trakcie zgrupowań reprezentacji siatkarze zazwyczaj mieszkali w pokojach dwuosobowych. Tym razem z wiadomych powodów każdy ma mieć osobny pokój. Ministerstwo sportu przygotowało listę zaleceń dotyczących zasad bezpieczeństwa, które Polski Związek Piłki Siatkowej przekazał uczestnikom zgrupowania w Spale. Dotyczy to także obowiązkowej izolacji przed przyjazdem. Każdy z uczestników zgrupowania przed wejściem na teren ośrodka będzie musiał złożyć pisemną deklarację, że przestrzegał wytycznych. Także sam pobyt na terenie COS-u w Spale będzie dla kadrowiczów nowym doświadczeniem, bo nawet poruszanie się po terenie ośrodka będzie utrudnione, a wyjścia poza jego teren mocno ograniczone.
Nikt nie ma jednak obaw, że ten reżim sanitarny uczyni pobyt w spalskim ośrodku nie do wytrzymania, bo trudno będzie wytrzymać siatkarzom ze sobą przez dłuższy czas przy takich ograniczeniach. Asystenci selekcjonera biało-czerwonych zapewniają, że kadra bywała skoszarowana już w równie uciążliwych warunkach i nawet przez dłuższe okresy czasu, a jakoś zawodnicy dawali sobie z tym radę. Teraz będzie im o tyle łatwiej, że z powodu skrócenia w wyniku pandemii koronawirusa sezonu klubowego i odwołania sezonu reprezentacyjnego, wszyscy są mocno stęsknieni za towarzystwem i możliwością wspólnych treningów. To nic, że w tym roku nie będzie żadnych spotkań o stawkę. Trener Vital Heynen wyjaśniał, że naciskał PZPS na zorganizowanie tego zgrupowania, żeby odświeżyć, jak to określił, ducha zespołu. Inaczej mówiąc, zależało mu po prostu na tym, żeby się jego zawodnicy spotkali, wspólnie poćwiczyli, przegadali ileś tam godzin, załatwili między sobą różne sprawy – po prostu żeby znowu poczuli się zgrana grupą.
Reprezentacja siatkarek na miejsce podobnego zgrupowania integracyjnego wybrała Szczyrk, gdzie pod wodzą trenera Jacka Nawrockiego zacznie zajęcia od 4 czerwca i z przerwami popracuje nad formą do końca lipca.
Przez pandemię koronawirusa nie tylko zatrzymały się wszystkie rozgrywki ligowe, ale również odwołano wszystkie tegoroczne imprezy z udziałem zespołów narodowych. Po odwołaniu Ligi Narodów ligi krajowe będą mogły wcześniej niż zazwyczaj rozpocząć nowe rozgrywki, a co za tym idzie, też je wcześniej skończyć, co ułatwi też zadanie trenerom reprezentacji narodowych. Co nie zmienia faktu, że w czerwcu i lipcu nasze siatkarki i siatkarze spotkają się w kadrze po raz pierwszy i ostatni w tym roku, zaś kolejne raz zobaczą się dopiero za blisko rok.

Z kim zagrać, żeby zagrać

Wiadomo już, że po odwołaniu Ligi Narodów w tym roku nie będzie reprezentacyjnej części sezonu. Vital Heynen, który właśnie w tych dniach oficjalnie przedłużył kontrakt, na razie jako trener reprezentacji Polski nie ma nic do roboty. Działacze PZPS szukają jednak chętnych do rozegrania latem chociaż kilku turniejów towarzyskich.

Z powodu pandemii nasze siatkarskie reprezentacje, żeńska i męska, w 2020 roku nie rozegrają żadnego oficjalnego spotkania. Dla kadrowiczów będzie to szokująca odmiana. W 2019 ekipa trenera Heynena rozegrała 48 meczów w 142 dni, w halach rozsianych w 17 miastach i 10 krajach. Biało-czerwoni walczyli w Lidze Narodów, kwalifikacjach olimpijskich, mistrzostwach Europy i w Pucharze Świata. Bilans żeńskiej reprezentacji też budzi podziw: 29 meczów w 110 dni, w sześciu krajach i dziewięciu miastach, a w „jadłospisie” Liga Narodów, kwalifikacje do igrzysk oraz mistrzostwa Europy. W tym roku też miało być intensywnie, zwłaszcza dla męskiej kadry, bo miała grać w turnieju olimpijskim,. Lidze Narodów i mistrzostwach Europy. Co się odwlecze, to nie uciecze, bo te imprezy przeniesiono na przyszły rok, jednak czekająca naszą reprezentację tego lata terminarzowa „czarna dziura” wręcz zmusza do szukania jakiegoś sensownego rozwiązania. Takim mogą być mecze towarzyskie, ale ponieważ prawie wszędzie siatkarze i siatkarki od dwóch miesięcy nie trenują, nie będzie to łatwe do zorganizowania.
Na razie rozsyłają wici
PZPS wysłał do kilku federacji propozycję wzięcia udziału w turniejach towarzyskich, które latem, w lipcu lub sierpniu, jest gotów zorganizować w Polsce, nawet bez udziału publiczności. W pierwszej kolejności ofertę posłano do federacji z ościennych krajów, bo ich zespołom najłatwiej byłoby się do Polski dostać. Na razie nikt nie daje wiążącej odpowiedzi, bo żeby reprezentacje mogły zagrać, najpierw muszą trochę potrenować. A pod tym względem w każdym kraju jest inna sytuacja. Działacze PZPS najbardziej liczą na Rosjan, z którymi od lat mają bardzo dobre relacje, a do Gdańska i Kaliningradu obie strony mają blisko i mogą dojechać nawet autokarami.
Inny z pomysłów zakłada, że jeśli nie da się zorganizować spotkań międzypaństwowych, to rozwiązaniem mogą być sparingi z udziałem zawodniczek i zawodników reprezentacyjnych ekip. PZPS oferuje telewizyjnym nadawcom mecze Polski A z Polską B. W męskiej kadrze sytuacja jest komfortowa, bo Vital Heynen ma grupę liczącą ponad 30 siatkarzy na światowym poziomie i gdyby udało się ich wszystkich zebrać w jednym miejscu i czasie, to graczy starczyłoby na cztery równorzędne drużyny, więc dałoby się nawet rozegrać interesujący pod względem sportowym turniej.
Nie jest też tajemnicą powód, dla którego PZPS tak bardzo chce uaktywnić swoje reprezentacje w tym nietypowym roku. Chodzi o utrzymanie dotacji od sponsorów, jak Orlen, Plus i ministerstwo sportu. Donatorzy dają pieniądze za wykonane zgodnie z umową świadczenia, ale ponieważ w tym roku siatkarki i siatkarze nie mają jak się wykazać, te pieniądze do kasy siatkarskiego związku nie wpłyną.
Żeby jakiekolwiek mecze doszły do skutku, nasze reprezentacyjne zespoły muszą się do nich przygotować. „Piłkarze polskich klubów mogą trenować w grupach 13 osobowych. Dobrze by było, żebyśmy i siatkarze dostali taką możliwość, bo sześciu graczy na boisku to dla mnie za mało, żeby przeprowadzić zajęcia. Potrzebuję mieć na treningu co najmniej dwunastu” – stwierdził selekcjoner męskiej kadry Vital Heynen.
Rozmowy zamiast treningów
Belgijski szkoleniowiec w tej chwili zajmuje się wypytywaniem swoich podopiecznych jak widzą tegoroczny sezon. Chce wiedzieć, czy będą chcieli z nim potrenować, a jeśli tak, to jak długo i jakich oczekują warunków. „Zależy mi głównie na tym, żebyśmy spędzili trochę czasu razem, dla podtrzymania ducha zespołu. Niech to będzie chociaż dziesięć dni. Potrenujemy, zrobimy też grilla, bo obiecałem go zawodnikom po tym, jak przedłużyłem kontrakt z PZPS. Żeby to zrobić potrzebna jest jednak na treningi w liczniejszych niż sześcioosobowe grupach” – przekonuje Heynen.
Mecze towarzyskie są w tej chwili dla niego odległą perspektywą. Selekcjoner naszej kadry najpierw chcę się przekonać, czego chce zespół. Z różnych źródeł docierają informacje, że nie wszyscy kadrowicze są skłonni poświęcić ileś tam tygodni na treningi w kadrze tylko dla spotkań towarzyskich. Ale Heynen zapewnia, że dla niego ważniejszy od samych meczów będzie restart fizyczny i mentalny. I gwarantuje, że siatkarze wrócą ze zgrupowania kadry do klubów w przyzwoitej formie.
Warunkiem podstawowym do realizacji tego celu jest jednak wydanie przez rząd zgody na korzystanie z hal sportowych i ośrodków treningowych.

Z klubem się nie targował

Selekcjoner siatkarskiej kadry Polski Vital Heynen po otrzymaniu podwyżki przedłużył kontrakt z PZPS do października 2021 roku, ale nową umowę z Sir Safety Perugia podpisał na starych warunkach.

Właściciel włoskiego klubu Gino Sirci ujawnił ten fakt w wypowiedziach udzielanych tamtejszym mediom. Przyznał w nich z rozbrajającą szczerością, że doszedł do porozumienia z belgijskim szkoleniowcem w kilkanaście sekund. „Z trenerem Heynenem o przedłużeniu jego kontraktu rozmawiałem bardzo krótko. Żałuję, że nie mogłem mu niestety dać podwyżki, ale ze względu na epidemię koronawirusa musimy teraz oszczędzać”. Tym samym oficjalnie już wiadomo, że Heynen nadal będzie łączył pracę w klubie z prowadzeniem reprezentacji Polski.
Sirci nie widzi w tym problemu, ale liczy, że w nowym sezonie belgijski szkoleniowiec z uwagi na odwołane w tym roku z powodu pandemii koronawirusa imprezy z udziałem reprezentacji narodowych, będzie jesienią i zimą miał więcej czasu dla Sir Safety Perugia. „Trener był z nami szczery i już w kwietniu uprzedził, że jestem bliski przedłużenia umowy z polską federacją. Postawił sprawę jasno, nie próbował niczego dla siebie ugrać. Zgodziłem się bez oporów, bo w ostatnim roku przecież już z powodzeniem łączył obie prace, więc z mojego punktu widzenia nie było to żadnym problemem. Teraz wygląda zaś na to, że drużyny narodowe przez pandemię będą grały mniej, zatem przed nowym sezonem szybciej pojawi się w klubie” – stwierdził właściciel Sir Safety Perugia.
W kwietniu włoska federacja siatkarska podjęła decyzję o anulowaniu sezonu 2019/2020 w Serie A. Nie wyłoniono mistrza ligi, a zespół z Perugii, którego największą gwiazdą jest grający w reprezentacji Polski Kubańczyk Wilfredo Leon, w momencie zawieszenia rozgrywek zajmował w ligowej tabeli trzecie miejsce. Poza tym zespół pozostaje w grze o triumf w Lidze Mistrzów. Ekipa z Perugii w ćwierćfinale rywalizuje z rosyjskim Fakiełem Nowy Urengoj i w chwili zawieszenia rozgrywek miała na koncie wygrany na wyjeździe 3:1 pierwszy mecz.

Z Heynenem na igrzyska

Vital Heynen pozostaje na stanowisku selekcjonera siatkarskiej reprezentacji Polski. PZPS przedłużył z belgijskim szkoleniowcem wygasający z końcem września kontrakt do października 2021 roku, co oznacza, że poprowadzi on zespół biało-czerwonych nie tylko na igrzyskach w Tokio, lecz także w mistrzostwach Europy, nawet jeśli odbędą się we wrześniu.

Dotychczasowa umowa Heynena z Polskim Związkiem Piłki Siatkowej wygasała z końcem września tego roku. Przesunięcie igrzysk na rok 2021 sprawiło, że konieczne stało się jej przedłużenie. Nie jest to żaden problem, jeśli obie strony zamierzają kontynuować współpracę na dotychczasowych warunkach. W przypadku belgijskiego szkoleniowca pojawiły się jednak wątpliwości, do których zresztą sam się przyczynił. Po zakończeniu ubiegłorocznego sezonu reprezentacyjnego w wywiadach Heynen nie ukrywał, że jego celem jest zdobycie w Tokio z reprezentacją Polski złotego medalu, ale wyznał też, że potem zamierza zafundować sobie roczny urlop od siatkówki. Wybuch pandemii koronawirusa pokrzyżował mu te plany, lecz stało się to oczywiste dopiero wtedy, gdy MKOl ogłosił decyzję o przełożeniu igrzysk na przyszły rok. Wtedy w Polsce nagle uświadomiono sobie, że przecież Heynenowi z końcem września kończy się umowa. Co prawda prezes PZPS Jacek Kasprzyk w mediach zapewniał, że będzie to tylko formalność, lecz mijały kolejne tygodnie, a negocjacje wciąż trwały.
Stare porzekadło mówi, że jak nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o pieniądze. Co prawda zarówno PZPN, jak i Heynen dzisiaj solennie zapewniają, że nie one były przyczyną przedłużających się rozmów, ale z nieoficjalnych informacji jakie wyciekły do mediów wiadomo, iż belgijski szkoleniowiec podpisując umowę w 2018 roku zgodził się na roczną gażę w wysokości 70 tysięcy euro netto plus premie za wyniki. W pierwszym roku pracy z kadrą Polski wyszedł na swoje, bo biało-czerwoni pod jego wodzą obronili tytuł mistrzów świata i zostali za ten sukces obsypani workami pieniędzy. Ale w 2019 roku nasi siatkarze wygrali jedynie turniej kwalifikacyjny do igrzysk w Tokio, natomiast w mistrzostwach Europy i Lidze Narodów wywalczyli brązowe medale, zaś w Pucharze Świata zajęli drugą lokatę. W sumie były to cenne osiągnięcie, lecz już nie tak opłacalne finansowo. Heynen w tym sezonie, przerwanym z powodu pandemii, obowiązki selekcjonera reprezentacji Polski godził jeszcze z obowiązkami trenera włoskiego zespołu klubowego Sir Safety Perugia.
Jego klubowi pracodawcy byli zadowoleni z wyników i przedłużyli kontrakt z Belgiem o rok, zatem stało się w tym momencie jasne, że Heynen odłożył planowany rozbrat z siatkówką. Ale chyba nawet działacze PZPS nie mieli stuprocentowej pewności, czy jego chęć pracy z reprezentacją Polski nadal jest taka silna, jak deklarował wcześniej. Kilka innych federacji miało chęć „podebrania” Polakom tego szkoleniowca i jeśli wierzyć plotkom, w podsuwanych mu mimochodem przez „zaprzyjaźnione osoby” ofertach padały kwoty znacznie wyższe od tych, jakie płacił mu PZPS.
Od czegoś takiego można dostać zawrotu głowy i chyba coś takiego przytrafiło się też Heynenowi, bo jak wieść niesie zaczął negocjacje z prezesem Kasprzykiem od żądania trzykrotnej podwyżki dotychczasowego uposażenia. Sternik polskiej siatkówki przystępując do rozmów nie miał złudzeń, że belgijski szkoleniowiec ponownie zgodzi się pracować za 70 tysięcy euro, lecz na 200 tysięcy w żaden wypadku zgodzić się nie mógł. W tej chwili polskiej federacji po prostu nie stać na taką gażę dla trenera kadry. Ostatecznie stanęło ponoć na kwocie 120 tysięcy euro, co wydaje się rozsądnym kompromisem dla obu stron. „W czasie negocjacji nie było nawet chwili, w której one by utknęły w martwym punkcie. Wierzcie mi, naprawdę nie chciałem się wzbogacić kosztem polskiej federacji” – zapewnia Heynen.

Igrzyska za rok, a Heynen bez umowy

Przełożenie igrzysk w Tokio na następny rok wielu sportowcom i trenerom pokrzyżowało życiowe plany. Wśród poszkodowanych znalazł się selekcjoner reprezentacji Polski siatkarzy Vital Heynen, który po igrzyskach planował przerwę w pracy szkoleniowej i dlatego podpisał kontrakt z PZPS do końca września tego roku.

Pandemia koronawirusa sparaliżował sportowe życie na całym świecie. MKOl i komitet organizacyjny igrzysk w Tokio długo stali na stanowisku, żeby najważniejsze wydarzenie sportowe odbyło się zgodnie z planem, czyli od 24 lipca do 9 sierpnia. Pod naciskiem sportowców, którzy nie mają jak odpowiednio przygotować się do igrzysk, ponieważ władze krajowe apelują o pozostanie w domach oraz pod presją ze strony narodowych komitetów olimpijskich, MKOl się ugiął. Igrzyska olimpijskie w Tokio przełożone zostały na przyszły rok. To wydarzenie bez precedensu w historii ruchu olimpijskiego. W przeszłości tę największą imprezę sportową odwołano w latach 1916, 1940 i 1944 z powodu I i II wojny światowej, ale nigdy wcześniej nie zmieniono jej daty. Dokładnego terminu jeszcze nie wyznaczono, ale według nieoficjalnych informacji będzie to przełom lipca i sierpnia przyszłego roku. Już zdobyte kwalifikacje olimpijskie zachowują ważność, co jest dobrą wiadomością między innymi dla siatkarskiej reprezentacji Polski.
Belgijski trener biało-czerwonych, Vital Heynen, przyjął decyzję o przełożeniu igrzysk ze spokojem i zrozumieniem. „Droga po olimpijski medal z Polakami będzie dłuższa niż zakładałem. W sumie to nawet dobrze, bo mamy szesnaście dodatkowych miesięcy, żeby jeszcze podnieść poziom gry. Oczywiście szkoda, że igrzyska nie odbędą się w planowanym terminie, ale zdobycie medalu po takich zawirowaniach będzie miało dodatkowy walor. Nie widzę w tym problemu dla zespołu. Już tego lata bylibyśmy bardzo dobrą drużyną, a za rok możemy być nawet lepsi, bo motywacja u moich zawodników się nie zmieniła” – zapewnia Heynen.
Na razie jednak nie wiadomo jeszcze, kiedy siatkarskie rozgrywki zostaną wznowione. Międzynarodowa Federacja Piłki Siatkowej (FIVB) przełożyła Ligę Narodów na drugą połowę roku i te rozgrywki miały się rozpocząć po igrzyskach w Tokio. Ale skoro olimpijskie zmagania przełożono, stwarza to nowe możliwości do przeorganizowania siatkarskiego kalendarza.
Wymuszone przez pandemię zmiany spowodowały też zmianę osobistych planów. Niektórzy siatkarze naszej kadry, którzy po Tokio 2020 planowali zakończenie reprezentacyjnych karier, teraz muszą podjąć decyzję czy chcą je kontynuować z pełnym poświęceniem jeszcze przez rok. Także trener Heynen musiał skorygować swoje plany dotyczące pracy z polską reprezentacją. „Wszyscy wiedzą, że po igrzyskach chciałem zrobić sobie przerwę trenerską. Roczną, może półtoraroczną, aby odpocząć i przemyśleć sobie parę spraw. Myślałem, że do Polski na dłużej już nie wrócę, ale wobec zaistniałych wydarzeń będę musiał popracować z jej reprezentacją dłużej” – wyjawił niedawno Heynen.
Przy okazji media przypomniały, że belgijski trener miał przecież kontrakt tylko do końca września tego roku. I nagle z oczywistego faktu zrobił się problem, bo z wypowiedzi nawet prominentnych działaczy PZPS bynajmniej nie wynikało, iż przedłużenie umowy przez Belga jest formalności. Wątpliwości nie rozwiał nawet prezes PZPS Jacek Kasprzyk, mówiąc: „Zależy nam, żeby trener pracował z kadrą do czasu przełożonych igrzysk. Nie chcemy robić żadnej rewolucji. Wierzę, że uda nam się dojść do porozumienia i będziemy dalej współpracować, tak żeby jak najlepiej przygotować się na igrzyska w nowym terminie” – stwierdził prezes PZPS. I przyznał, że Heynen wprawdzie nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji, ale władze naszej siatkarskiej federacji nie wyobrażają sobie w tej chwili innego scenariusza niż przedłużenie kontraktu z belgijskim szkoleniowcem.
Reprezentujące interesy Belga agencja menedżerska z kolei zapewnia, że jak dotąd nie otrzymała z PZPS oficjalnej oferty przedłużenia kontraktu, ale dostaje wiadomości, że działacze planują podjęcie negocjacji w najbliższym tygodniu. Trudno jednak stwierdzić, czy zaproponują jedynie automatyczne przedłużenie obecnie obowiązującej umowy o rok, do końca września 2021 roku. „Nic innego w tej chwili nie wchodzi w grę. Cały czas mowa jest o pracy z kadrą Polski tylko do momentu zakończenia igrzysk. Dla Vitala turniej olimpijski w Tokio będzie zamknięciem cyklu, dopiero potem podejmie decyzję, co dalej” – przyznaje agencja nawet w oficjalnych komunikatach.
Nową umowę z Belgiem miał podpisać już nowy prezes PZPS, ale z powodu epidemii koronawirusa zjazd sprawozdawczo-wyborczy PZPS prawdopodobnie zostanie przełożony. Co oznacza, że pertraktacje z Heynenem zapewne zostaną odłożone w czasie.

Wirus paraliżuje sport

Premier Włoch Giuseppe Conte podjął w miniony weekend decyzję o odwołaniu czterech spotkań Serie A: Interu z Sampdorią w Mediolanie, Atalanty z Sassuolo w Bergamo, Hellas z Cagliari w Weronie, czyli w miastach Lombardii oraz Torino – Parma w stolicy Piemontu Turynie. W tych regionach wykryto pierwsze w Europie poważne ogniska koronawirusa.

Trudno dziwić się decyzjom włoskiego premiera, bo w kraju narasta panika. W północnych Włoszech zdiagnozowano 132 zakażone osoby, a liczba zmarłych rośnie z dnia na dzień. Wiele gmin odcięto od świata i rozpoczęto w nich kwarantannę. Sytuacja na Półwyspie Apenińskim jest jednak dynamiczna i zmienia się każdego dnia, ale już można stwierdzić, że w sportowym kalendarzu koronawirus już doprowadził do potężnych perturbacji, a coraz więcej wskazuje, że może go w najbliższym czasie wręcz zdemolować.
Nowe terminy odwołanych meczów nie zostały wyznaczone, bo terminarz ligowy ze względu na Euro 2020 jest napięty, ale kolejne włoska federacja, w porozumieniu z UEFA, nakazała rozegrać bez udziału publiczności. A zatem przy pustych trybunach odbędzie się czwartkowe spotkanie w 1/16 finału Ligi Europy Interu Mediolan z Łudogorcem Razgrad (gra w tej drużynie Polak Jakub Świerczok) oraz sześć meczów w najbliższej kolejce Serie A: Juventus (Wojciech Szczęsny) – Inter, Udinese (Łukasz Teodorczyk) – Fiorentina (Barłomiej Drągowski), AC Milan – Genoa, Parma – SPAL (Thiago Cioneg, Arkadiusz Reca), Sassuolo – Brescia i Sampdoria (Karol Linetty, Bartosz Bereszyński) – Hellas Werona (Mariusz Stępiński).
Perturbacje w sportowym kalendarzu nie dotknęły wyłącznie futbolu. Odwołano również finał tenisowego challengera w Bergamo, a także spotkania w ligach siatkówki, koszykówki, golfa i zawody pływackie. Włoska federacja siatkówki wraz z organizację kierującą ligami kobiet i mężczyzn zdecydowała o zawieszeniu wszelkich rozgrywek do 1 marca. Jednocześnie wyrażono nadzieję, że od 2 marca będą mogły się odbywać mecze bez udziału publiczności. Decyzja została ogłoszona w poniedziałek przed południem po nadzwyczajnym spotkaniu siatkarskich działaczy w Bolonii i jest ona efektem nacisków włoskich władz, które starają się ograniczyć rozprzestrzenianie koronawirusa na terenie Italii. „Za decyzją stoi troska o ochronę zdrowia wszystkich członków włoskiego środowiska siatkarskiego” – podkreślono.
Federacja ma też wysłać list do ministra ds. młodzieży i sportu Vincenzo Spadafory oraz Włoskiego Komitetu Olimpijskiego (CONI) z zapytaniem o możliwe działania, które mogłyby pomóc w zapewnieniu możliwości choćby kontynuacji treningów. Federacja ma skierować również pismo do Europejskiej Konfederacji Siatkówki (CEV), w którym poruszy temat udziału włoskich drużyn w europejskich pucharach, m.in. pomiędzy 3 a 5 marca powinno się odbyć pierwsze spotkanie ćwierćfinałowe Ligi Mistrzów między Trentino Itasem a Jastrzębskim Węglem.
We włoskiej ekstraklasie zarówno mężczyzn, jak i kobiet gra kilkoro reprezentantów Polski, z Wilfredo Leonem, Bartoszem Kurkiem, Mateuszem Bieńkiem czy Malwiną Smarzek-Godek i Joanną Wołosz na czele. Z kolei trenerem drużyny siatkarzy z Perugii, w której występuje Leon, jest selekcjoner biało-czerwonych Vital Heynen.
W Europie to pierwsze tak radykalne decyzje dotyczące imprez sportowych. Wcześniej Światowa Federacja Lekkoatletyczna przełożyła o rok zaplanowane na marzec halowe mistrzostwa świata w Nankinie (miasto we wschodnich Chinach), a Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) zawody Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim w Yanqing. Władze Formuły 1 odwołały natomiast zaplanowany na 19 kwietnia wyścig o Grand Prix Chin w Szanghaju. Światowa federacja narciarska rozważa odwołanie marcowych mistrzostw świata w lotach narciarskich w Planicy, bo Słowenia graniczy z regionami Włoch ogarniętymi epidemia koronawirusa. Nieciekawie też jawią się perspektywy rozgrywek w piłkarskich pucharach, a nawet rozpoczynającego się w czerwcu turnieju o mistrzostwo Europy. UEFA szuka już gorączkowo opcji zastępczych, gdyby trzeba było zmienić areny Euro 2020.
Jeszcze większy znak zapytania stawiany jest przy igrzyskach w Tokio. Przewodniczący komitetu organizacyjnego Yoshiro Mori zapewnia, że „przebiegną w sposób bezpieczny dla sportowców i publiczności”, lecz japoński wirusolog Hitoshi Oshitani, który doradzał Światowej Organizacji Zdrowia podczas epidemii SARS, przyznał na łamach „Japan Today”, że „gdyby igrzyska w Tokio miały zacząć się jutro, to w ogóle by się nie odbyły”. I przypomniał, że Japonia jest obecnie drugim po Chinach największym na świecie ośrodkiem epidemii. A pokonanie poprzedniej ogólnoświatowej epidemii, czyli wspomnianego SARS, zajęła naukowcom i lekarzom ponad 10 miesięcy. Teraz spekuluje się, że opracowanie skutecznej szczepionki może potrwać nawet półtora roku.

Mamy dwie ekipy w ćwierćfinale

Najefektowniej z trzech naszych siatkarskich drużyn w fazie grupowej Ligi Mistrzów zagrała ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Rywalizujący w grupie E kędzierzynianie w środę podtrzymali zwycięską passę i wygrali z VfB Friedrichshafen 3:0, kończąc zmagania z kompletem punktów i bez straty seta. Są pierwszym polskim zespołem w historii, który dokonał takiego wyczynu na tym etapie rozgrywek.

Ekipa ZAKSY przed ostatnim meczem grupowym, z VfB Friedrichshafen, miała już awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów w kieszeni, lecz mimo tej komfortowej sytuacji rywale nie mieli co liczyć na ulgowe potraktowanie. Trener Nikola Grbić zapowiadał, że jego podopieczni będą chcieli na swoim boisku wygrać z dwóch powodów – dla poprawienia nastroju po niedzielnej porażce 2:3 z PGE Skrą Bełchatów w krajowej lidze oraz żeby zakończyć zmagania w grupie E w glorii niepokonanej drużyny. Ta motywacja w zupełności wystarczyła, żeby pokonać niemiecki zespół 3:0 (25:21), 25:21, 25:23). ZAKSA jako jedyna w stawce 20 uczestników fazy grupowej wygrała wszystkie spotkania po 3:0. W grupie E rywalizowały jeszcze belgijski Knack Roeselare oraz serbska Vojvodina NS Seme Nowy Sad. W meczu tych drużyn wygrali Belgowi i dzięki temu zapewnili sobie awans do ćwierćfinału z drugiego miejsca.
Ostatnia kolejka zmagań w naszej siatkarskiej ekstraklasie była nieudana także dla ekip Jastrzębskiego Węgla oraz VERVY Warszawa. Jastrzębianie przegrali z Aluronem Virtu CMC Zawiercie 2:3, zaś warszawianie z Cerradem Eneą Czarnymi Radom 1:3. W Lidze Mistrzów w zdecydowanie lepszej sytuacji była jednak ekipa z Jastrzębia-Zdroju, bo przed ostatnią kolejką spotkań była z kompletem zwycięstw liderem grupy C i miała już zapewniony awans. W ostatnim meczu jastrzębianie zagrali na wyjeździe z belgijskim Greenyard Maaseik. U siebie pokonali ten zespół 3:0, więc pewnie przy maksymalnej mobilizacji daliby radę zwyciężyć i w rewanżu, ale chyba im na tym specjalnie nie zależało, bo chociaż po zaciętej walce, to jednak ulegli 2:3. Ta porażka pogrążyła rosyjskiego potentata, Zenit Kazań, który po latach sukcesów w Lidze Mistrzów (pięć triumfów, raz drugie i raz trzecie miejsce), w tym sezonie sensacyjnie nie zdołał nawet wyjść z grupy. Siatkarze z Kazania sami sobie są winni, bo grali słabo i przegrali nie tylko oba spotkania z Jastrzębskim Węglem, ale też z Greenyard Maaseik, więc ich wygrana w szóstej kolejce z Halkbankiem Ankara (3:1) miałaby znaczenie tylko wówczas, gdyby polski zespół pokonał Belgów, a jeszcze swoje mecze przegrały rywalizujące w innych grupach drużyny Trentino i Knack Roeselare. Nic takiego się nie zdarzyło i w konsekwencji występujący w Zenicie Kazań Earvin Ngapeth, Cwetan Sokołow, Maksim Michajłow, Aleksander Butko czy Artiom Wolwicz będą oglądać dalsze zmagania w Lidze Mistrzów już tylko w roli widzów.
Równie matematyczne szanse na awans do ćwierćfinału jak Zenit miała też ekipa VERVY Warszawa. Zajmowała co prawda drugą lokatę w grupie D, ale do kolejnej fazy rozgrywek z drugich miejsc przechodzą tylko trzy zespoły z najlepszym bilansem. A ekipa VERVY w miała najsłabszy dorobek w tym gronie – tylko dwa wygrane mecze i sześć punktów. Na dodatek w ostatnim spotkaniu fazy grupowej warszawianie grali na wyjeździe z zespołem Vitala Heynena i Wilfredo Leona – Sir Sicoma Monini Perugia. Włoski zespół miał już awans w kieszeni, więc trener Heynen wystawił do gry rezerwowy skład, dając odpocząć m.in. Leonowi, a mimo to ekipa VERVY przegrała spotkanie 1:3 (17:25, 27:25, 16:25, 19:25) i pożegnała się w tym sezonie z marzeniami o podboju europejskich parkietów.
W czwartek dokonano losowania par 1/4 finału: Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle trafiła na rosyjski Kuzbass Kemerowo, a Jastrzębski Węgiel na włoski Trentino Itas. Pozostałe pary: Knack Roeselare (Belgia) – Cucine Lube Civitanova (gra w nim Mateusz Bieniek), Fakieł Nowy Urengoj – Sir Sicoma Monini Perugia. Pierwsze mecze 3-5 marca, rewanże 10-12 marca. Liga włoska ma trzy zespoły, polska i rosyjska po dwa, a belgijska jeden.
W rywalizacji siatkarek w Lidze Mistrzyń także zakończyła się faza grupowa. Uczestniczące w niej dwie polskie drużyny – ŁKS Commercecon Łódź i Grot Budowlane Łódź, zakończyły zmagania na trzecich miejscach w swoich grupach i nie wywalczyły awansu do ćwierćfinału. Do tego etapu rozgrywek awansowały natomiast zespoły: Eczacibasi VitrA Stambuł, VakifBank Stambuł, Fenerbahce Opet Stambuł, Igor Gorgonzola Novara (Zuzanna Górecka), Savino Del Bene Scandicci (Agnieszka Kąkolewska i Magdalena Stysiak), Imoco Volley Conegliano (Joanna Wołosz), Dynamo Moskwa i Allianz MTV Stuttgart.