Z Niemcami o półfinał

Polscy siatkarze przez fazę grupową mistrzostw Europy przeszli jak burza. Tylko z Estonią wygrali 3:1, a potem wszystkie kolejne meczów kończyli wynikami 3:0. Nie inaczej było też w spotkaniu 1/8 finału z Hiszpanią, które biało-czerwoni także wygrali 3:0. W poniedziałek w ćwierćfinale zmierzą się z Niemcami.

Reprezentacja Polki była murowanym faworytem w starciu z Hiszpanami. Co prawda ich rywale to mistrzowie Europy z 2007 roku, ale obecne pokolenie siatkarzy z Półwyspu Iberyjskiego nie prezentuje najwyższego poziomu. W światowym rankingu Hiszpania zajmuje dopiero 35. miejsce. Poza tym polscy siatkarze znów mieli za sobą wsparcie kibiców, którzy praktycznie w całości wypełnili trybuny niewielkiej hali sportowej w Apeldoorn.

Rosjanie i Polacy bija równo

Biało-czerwoni zdominowali przeciwników od pierwszej akcji i w trzech setach pozwolili im zdobyć w sumie tylko 47 punktów (25:18, 25:13, 25:16. Tyle samo „oczek” oddali rywalom jeszcze tylko Rosjanie, którzy rozgromili Grecję 3:0 w setach do 16, 15 i 16. A wszystko wskazuje, że półfinałowy bój ekipie Vitala Heynena przyjdzie stoczyć właśnie ze „Sborną”. Co prawda po drodze oba zespoły czekają jeszcze spotkania ćwierćfinałowe (Polacy zmierzą się z Niemcami, a Rosjanie ze Słowenią), ale forma jaka prezentują w tych mistrzostwach ekipy aktualnych mistrzów świata (Polska) i aktualnych mistrzów Europy (Rosja) nie daje podstaw do snucia pesymistycznych prognoz co do wyników ich ćwierćfinałowych potyczek.

Rywale biało-czerwonych, Niemcy, choć to aktualni wicemistrzowie Europy, zajmują obecnie w światowym rankingu dopiero 27. miejsce, a na tegorocznych mistrzostwach naszego kontynentu nie prezentowali jak dotąd wysokiej formy. W fazie grupowej przegrali aż trzy mecze – 0:3 z Serbią, 2:3 z Belgią i 1:3 z Hiszpanią, a wygrali tylko po 3:0 z najsłabszymi w grupie Austrią i Słowacją. Z Holendrami w 1/8 finału zagrali już co prawda zdecydowanie lepiej i wygrali 3:1, mimo wszystko jednak w starciu z Polakami na zwycięstwo mogą liczyć jedynie przy wsparciu jakiegoś kataklizmu, który dopadłyby ekipę przeciwników. Jeśli coś może naszym siatkarzom przeszkodzić, to fundowane im przez organizatorów turnieju częste zmiany miejsc.

Apeldoorn to najmniejsze z miast organizujących turniej. Reprezentacja Polski, która w fazie grupowej grała w Rotterdamie, a potem w Amsterdamie, miała miłą odmianę po zakwaterowaniu w hotelu Van der Valk, który dzieli z ekipami Holandii, Niemiec i Hiszpanii. Hotel w Apeldoorn otoczony jest piękną zielenią i znajduje się z dala od miejskiego zgiełku. Sęk w tym, że po meczu z Niemcami, w przypadku wygranej, biało-czerwoni będą musieli na mecz z Rosją przenieść się do Lublany, a potem do Paryża, gdzie rozegrane zostaną mecze o 3. miejsce i finał turnieju.

Przeważył rachunek ekonomiczny

A gospodarze mistrzostw robią wszystko, żeby pomóc swoim drużynom. Holendrzy, którzy liczyli na wygranie z Niemcami, przed ewentualnym meczem z Polską w ćwierćfinale nie chcieli powtórki z pierwszej potyczki w Rotterdamie, kiedy to w hali mogącej pomieścić 11 tysięcy widzów aż siedem tysięcy miejsca zajęli fani polskiego zespołu. Ostatecznie jednak zrezygnowali z manipulacji przy sprzedaży wejściówek, ale nie dlatego, że zwyciężył w nich duch fair play. Do zmiany decyzji skłonił ich rachunek zysków i strat, bo póki co to polscy kibice ratują wskaźniki frekwencyjne holenderskiej części turnieju.

Kończący zmagania w grupie B mecz zespołów Niemiec i Hiszpanii obejrzało na trybunach… 50 widzów. I nie był to przypadek, bo w mogącej pomieścić 6 tysięcy osób hali w Apeldoorn na mecz Holendrów z Niemcami w 1/8 finału sprzedano niespełna połowę wejściówek. Dla porównania, na mecz Polski z Hiszpanią sprzedano ich ponad pięć tysięcy, a większość wykupili Polacy. Holendrzy przegrali walkę o ćwierćfinał i ich kibice stracili całkowicie zainteresowanie imprezą, więc w poniedziałek 23 września w hali Apeldoorn, poza starciem czysto sportowym, dojdzie też do prestiżowego pojedynku frekwencyjnego.

W tegorocznej edycji mistrzostw Europy hale świeciły pustkami w większości rozegranych spotkaniach. W blisko połowie meczów fazy grupowej (27 z 60) na trybunach zasiadało mniej niż 1000 widzów.

Wyniki i terminarz gier
Mecze 1/8 finału:
Nantes: Francja – Finlandia 3:0 (25:16, 25:23, 25:21); Włochy – Turcja mecz zakończył si po zamknięciu wydania)). Antwerpia: Serbia – Czechy 3:0 (31:29, 25:21, 25:18); Belgia – Ukraina 2:3 (22:25, 25:21, 25:14, 18:25, 10:15). Lublana: Rosja – Grecja 3:0 (25:16, 25:15, 25:16); Słowenia – Bułgaria 3:1 (25:27, 25:17, 25:16, 25:17). Apeldoorn: Holandia – Niemcy 1:3 (17:25, 22:25, 32:30, 23:25); Polska – Hiszpania 3:0 (25:18, 25:13, 25:16).

Terminy meczów 1/4 finału:
Rosja – Słowenia; Lublana, 23 września, godz. 20:30; Polska – Niemcy; Apeldoorn, 23 września, godz. 20:00; Serbia – Ukraina; Antwerpia, 24 września, godz. 20:30; Francja – Włochy/Turcja; Nantes, 24 września, godz. 20:45.

Terminy meczów 1/2 finału:
Lublana, 26 września:
Rosja/Słowenia – Polska/Niemcy
Paryż, 27 września:
Francja – Włochy/Turcja – Serbia/Ukraina

Mecz o 3. miejsce
Paryż, 28 września, godz. 18:00

Finał, Paryż, 29 września, godz. 17:30.

 

Koniec laby, pora zagrać na serio

Rozgrywane obecnie w czterech krajach mistrzostwa Europy siatkarzy w fazie grupowej nie grzeszą wysokim poziomem sportowym. Wpływ na to ma niewątpliwie zwiększenie liczby uczestników do 24 zespołów, przez co w stawce znalazły się drużyny mocno odbiegające umiejętnościami od czołówki. Dla polskiej drużyny prawdziwe granie zacznie się więc dopiero od ćwierćfinału, a może nawet półfinału.

Po rozegranych w środę meczach poznaliśmy już większość par 1/8 finału. Turniejowa drabinka mogła jeszcze ulec zmianie w przypadku jakiś przetasowań w grupie D, gdzie w czwartek Polska grała z Ukrainą, a Czechy z Czarnogórą (oba mecze zakończyły się po zamknięciu wydania). Ukraińcy w środę pokonali Estończyków 3:0 i tym zwycięstwem zapewnili sobie awans do następnej rundy. Do rozstrzygnięcia pozostawał kolejność zespołów w grupie. W drugim środowym spotkaniu Holendrzy niespodziewanie przegrali po tie-breaku z Czechami 2:3, ale ponieważ była to już ich ostatnia potyczka w grupie D, nie mogli być pewni utrzymania drugiej lokaty. Co prawda plasujący się na trzeciej pozycji Ukraińcy musieliby dokonać cudu i wygrać z niepokonaną wcześniej polską drużyną, ale teoretycznie mieli jeszcze szanse na zdobycie trzech punktów i przeskoczenie Holendrów w tabeli. Dla Czechów wygrana z Holendrami miała znaczenie o tyle, że musieli o ostatnia premiowana awansem czwartą lokatę bić się do samego końca z debiutująca w mistrzostwach Europy Czarnogórą. Ostatecznie i tak w czwartek w bezpośrednim starciu te drużyny ustaliły, która z nich zagra w 1/8 finału z najlepszym zespołem z grupy B, a która dołączy do Estonii i uzupełni grono 8 najsłabszych ekip turnieju.

Polscy siatkarze mieli w środę dzień odpoczynku, ale chociaż nie grali, ich przeciwnicy sami przyklepali im pozycję lidera grupy i awans z pierwszego miejsca bez względu na wynik czwartkowego spotkania z Ukraińcami. Podobnie jak miało to miejsce w niedawnych mistrzostwach Europy siatkarek, także rozgrywanych w czterech krajach, europejska federacja zrobiła w regulaminie ukłon pod adresem gospodarzy czterech grup, żeby nie trafili na siebie w II rundzie turnieju.

W środę zakończyła się natomiast rywalizacja w grupach A i C, z których stworzyły się pary 1/8 finału. W grupie A pierwsze miejsca zajęła Francja z kompletem zwycięstw i stratą zaledwie jednego seta, drugą lokatę wywalczyli Włosi, trzecią Bułgarzy, a czwartą Grecy (odpadły ekipy Portugalii i Rumunii). W grupie C najlepsza okazała się drużyna Rosji, która wygrała wszystkie pięć spotkań tracąc jedynie dwa sety, za nią uplasowały się reprezentacje Słowenii, Finlandii i Macedonii Północnej (odpadły zespoły Turcji i Białorusi).

Z gry naszych siatkarzy w Holandii możemy być, jak na razie, w pełni zadowoleni. Tegoroczne mistrzostwa Europy to piąty turniej z udziałem naszej reprezentacji prowadzonej przez Vitala Heynena. Belgijski szkoleniowiec do perfekcji doprowadził swój autorski system rotowania składem i także w teraz wykorzystuje wszystkich 14 graczy jakich ma do dyspozycji w kadrze. Nie jest żadną tajemnicą, że dla niego celem głównym są przyszłoroczne igrzyska w Tokio, bo obejmując reprezentację Polski zapowiedział, że chce tam wywalczyć medal, najchętniej złoty. Ale rzecz jasna nie odpuszcza też innych turniejów mistrzowskich. Ma już na koncie zdobyte w ubiegłym roku z biało-czerwonymi mistrzostwo świata, a teraz chciałby do kolekcji dorzucić też tytuł najlepszej drużyny Starego Kontynentu.

Z przebiegu rywalizacji w fazie grupowej można wnioskować, że przeszkodzić w tym naszym siatkarzom mogą pałający chęcią rewanżu za przegrane w Gdańsku kwalifikacje olimpijskie Francuzi, którzy na dodatek będą gospodarzami spotkań o medale, a oprócz nich jeszcze chyba tylko Rosjanie, chociaż nie można tez lekceważyć zespołów Włoch, Serbii i Bułgarii. W tej chwili te reprezentacje wraz z naszą tworzą europejską siatkarską ekstraklasę.

Gwoli przypomnienia: do 1/8 finału awansują po 4 najlepsze zespoły z wszystkich grup. Drużyny z grupy A zmierzą się z drużynami z grupy C, natomiast ekipy z grupy D, czyli z naszymi siatkarzami, walczyć będą z czterema najlepszymi ekipami z grupy B, według schematu: B1-D4, B2-D3, D1-B4 i D2-B3. Potyczki ćwierćfinałowe rozegrane zostaną 23 i 24 września, zaś mecze półfinałowe (w Lublanie i Paryżu) oraz o medale (tylko w Paryżu) w dniach 26-29 września.

 

Poprzeczka coraz wyżej

Nasi siatkarze już po trzech wygranych meczach w grupie D (z Estonią 3:1, Holandią 3:0 i Czechami 3:0) praktycznie zapewnili sobie awans do 1/8 finału mistrzostw Europy, ale formalnie potrzebowali zwycięstwa z debiutująca w mistrzostwach Europy Czarnogórą. Natomiast pewne awansu już po trzech spotkaniach były ekipy Francji, Bułgarii i Włoch (grupa A) oraz Słowenii i broniącej tytułu Rosji (grupa C).

Po stracie seta w meczu z Estonią, pierwszym rozegranym przez Polaków na mistrzostwach Europy, pojawiły się lekkie obawy o formę biało-czerwonych. Podopieczni trenera Vitala Heynena rozwiali jej jednak bezdyskusyjnie w dwóch kolejnych potyczkach. Najpierw w niedzielę rozbili Holendrów 3:0, co było o tyle zaskakujące, że zespół gospodarzy grupy D uważano za najpoważniejszego konkurenta biało-czerwonych do pierwszego miejsca. Zwycięstwo odnieśli również Czesi, którzy nadspodziewanie łatwo pokonali Estończyków 3:0, a wcześniej przegrali z Ukraińcami 1:3.

Może dlatego nasi siatkarze, mając w pamięci stracony set z Estończykami, do poniedziałkowego starcia z czeską drużyną wyszli maksymalnie skoncentrowani. Trener Heynen posłał do boju ten sam skład, który rozjechał dzień wcześniej Holendrów, więc żadnych nieprzewidzianych komplikacji nie było. Pierwszą partię biało-czerwoni wygrali 25:18, ale drugą zaczęli słabo, lecz zanim rywale zdążyli się nacieszyć prowadzeniem, w polu zagrywki stanął Piotr Nowakowski i zdobył serwisem siedem punktów z rzędu. A potem już poszło z górki i Czesi przegrali tego seta 12:25, a trzeciego 15:25. Taki wynik oznaczał, że reprezentacja Polski w całym spotkaniu oddała przeciwnikom w sumie 45 punktów.

Podczas tegorocznych mistrzostw Europy w innych meczach zdarzały się wyjątkowo jednostronne sety. Włosi pokonali Portugalczyków 25:10, takim samym wynikiem zakończyła się jedna z partii w meczu Rosja – Białoruś, ale 45 „oczek” oprócz Polaków w jednym meczu oddali jeszcze tylko Holendrzy w spotkaniu z Czarnogórą (25:13, 25:17 i 25:15), z którą reprezentacja Polski zmierzyła się we wtorek w Amsterdamie (mecz zakończył się po zamknięciu wydania). Mniej niż 50 punktów ugrali jeszcze Rumuni w meczu z Francuzami (przegrali 19:25, 14:25 i 16:25).

Trener Heynen jest zachwycony formą swoich podopiecznych, a także wspaniałym dopingiem jaki w Holandii funduje polskiej drużynie wielotysięczna grupa kibiców w biało-czerwonych barwach. Jeśli coś martwi belgijskiego szkoleniowca, to… łatwość z jaką jego zespół pokonuje kolejnych przeciwników w grupie D. Obawia się, zapewne słusznie, że ta łatwość może zdemobilizować jego graczy gdy przyjdzie im mierzyć się z silnymi rywalami.

A kilka takich drużyn w tegorocznych czempionacie przecież jest. Zespoły Francji, Rosji, Bułgarii, Włoch czy Serbii też w tym turnieju grają rewelacyjnie. Dla nas w tej chwili istotny jest jednak przebieg rywalizacji w grupie B, bo z którymś z zespołów z tej grupy nasi siatkarze zagrają w 1/8 finału.

Wyniki ME 2019 w siatkówce mężczyzn
Grupa A (Montpellier)
Bułgaria – Grecja 3:0
Portugalia – Włochy 0:3
Francja – Rumunia 3:0
Bułgaria – Rumunia 3:0
Włochy – Grecja 3:1
Grecja – Francja 0:3
Bułgaria – Portugalia 3:1
Rumunia – Włochy 1:3
Portugalia – Francja 0:3
Rumunia – Grecja 1:3
Francja – Bułgaria 3:0
Grecja – Portugalia 1:3
Włochy – Bułgaria (17 września)
Portugalia – Rumunia (18 września, 14:00)
Francja – Włochy (18 września, 20:45)
1. Francja 4 4 12 12:0
2. Bułgaria 4 3 9 9:4
3. Włochy 3 3 9 9:2
4. Grecja 5 1 4 5:13
5. Portugalia 4 1 3 4:10
6. Rumunia 4 0 0 2:12

Grupa B (Bruksela i Antwerpia)
Serbia – Niemcy 3:0
Słowacja – Hiszpania 3:2
Belgia – Austria 3:0
Słowacja – Austria 3:1
Niemcy – Belgia 2:3
Hiszpania – Belgia 0:3
Serbia – Słowacja 3:0
Austria – Niemcy 0:3
Hiszpania – Serbia 1:3
Austria – Hiszpania (17 września)
Słowacja – Belgia (17 września)
Niemcy – Słowacja (18 września, 17:30)
Belgia – Serbia (18 września, 20:30)
Serbia – Austria (19 września, 20:30)
1. Serbia 3 3 9 12:1
2. Belgia 3 3 8 9:2
3. Słowacja 3 2 5 6:6
4. Niemcy 3 1 4 5:6
5. Hiszpania 3 0 1 3:9
6. Austria 3 0 0 1:9

Grupa C (Lublana)
Turcja – Rosja 1:3
Finlandia – Macedonia Północna 3:1
Słowenia – Białoruś 3:0
Macedonia Północna – Turcja 0:3
Białoruś – Rosja 1:3
Macedonia Północna – Rosja 0:3
Słowenia – Finlandia 3:1
Białoruś – Finlandia 3:2
Turcja – Słowenia 0:3
Rosja – Finlandia 3:0
Białoruś – Macedonia Północna 1:3
Słowenia – Macedonia Płn (17 września
Turcja – Białoruś (17 września)
Słowenia – Rosja (18 września, 17:30)
Finlandia – Turcja (18 września, 20:30)
1. Rosja 4 4 12 12-2
2. Słowenia 3 3 9 9:1
3. Finlandia 4 1 4 6:10
4. Turcja 3 1 3 4:6
5. Macedonia Płn 4 1 3 4:10
6. Białoruś 4 1 2 5:11

Grupa D (Rotterdam i Amsterdam)
Czechy – Ukraina 1:3
Estonia – Polska 1:3
Holandia – Czarnogóra
Ukraina – Holandia 0:3
Estonia – Czarnogóra 0:3
Holandia – Polska 0:3
Czechy – Estonia 3:0
Czarnogóra – Ukraina 1:3
Polska – Czechy 3:0
Czarnogóra – Polska (17 września)
Estonia – Holandia (17 września)
Ukraina – Estonia (18 września, 16:00)
Holandia – Czechy (18 września, 20:00)
Czechy – Czarnogóra (19 września, 17:00)
Polska – Ukraina (19 września, 20:00)
1. Polska 3 3 9 9:1
2. Holandia 3 2 6 6:3
3. Ukraina 3 2 6 6:5
4. Czechy 3 1 3 4:6
5. Czarnogóra 3 1 3 4:6
6. Estonia 3 0 0 1:9

 

Udany początek mistrzostw

W inauguracyjnym meczu mistrzostw Europy siatkarzy Polacy pokonali Estonię 3:1, ale nie był to dobry występ biało-czerwonych. Trener Vital Heynen trochę zaryzykował rezygnując przed turniejem ze spotkań sparingowych, ale solennie zapewniał, że forma jego podopiecznych będzie rosła z każdym kolejnym rozegranym spotkaniem.

Wcześniej nasi siatkarze grali z Estończykami dwa lata temu, w fazie grupowej poprzedniej edycji mistrzostw Europy. Wygrali wtedy z nimi gładko 3:0. Tym razem oddali im seta, a w trzech wygranych musieli się nieźle napocić na zwycięstwo. W estońskiej drużynie grało trzech dobrze znanych polskim kibicom zawodników – Renee Teppan, który miniony sezon spędził w PGE Skrze Bełchatów, Ardo Kreek, w przeszłości zawodnik kilku klubów PlusLigi i Robert Taht, w latach 2015-18 siatkarz zespołu Cuprum Lubin. Także selekcjoner kadry Estonii Gheorghe Cretu nie jest u nas postacią anonimową, bo był szkoleniowcem Cuprum Lubin, AZS Olsztyn oraz Asseco Resovii Rzeszów. To jednak nie tłumaczy skutecznego oporu jaki znacznie niżej notowani rywale postawili aktualnym mistrzom świata.

Biało-czerwoni zaczęli spotkanie całkiem nieźle i bez większych problemów zwyciężyli w pierwszym secie. Potem jednak w ich poczynania wkradł się chaos. „Zagraliśmy dobrze na początku, ale potem popełniliśmy sporo błędów. Uważam jednak, że nic w tym meczu nie zdarzyło się takiego, czego byśmy się nie spodziewali” – stwierdził Vital Heynen przed kamerami TVP Sport.

Bez meczów sparingowych

Belgijski szkoleniowiec po sierpniowym turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Tokio zamknął się z kadrą na zgrupowaniu w Arłamowie, a przez ten czas nasi siatkarze aż do meczu z Estonią nie rozegrali żadnego spotkania kontrolnego. Heynen uznał, że rywale w grupie nie są na tyle mocni i w spotkaniach z nimi jego podopieczni dojdą do wysokiej formy, której apogeum ma przypaść akurat na mecze o medale. Nikt w polskiej ekipie nie rozważał przed turniejem innego celu, jak walka o złoty medal.
W starciu z Estończykami Heynen posłał do gry aż 12 zawodników, co nie jest niczym dziwnym, bo do jego zamiłowania do rotacji zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Z niejasnych powodów na parkiecie nawet na moment nie pojawiła się Wilfredo Leon, co jest o tyle dziwne, że kubański gwiazdor z polskim paszportem gra na pozycji przyjmującego, a właśnie przyjęcie najbardziej w grze polskiej drużyny w piątkowe popołudnie szwankowało. Kiepsko też nasi siatkarze radzili sobie w grze blokiem, a ten element do tej pory był jednym z ich najmocniejszych atutów. Zaskoczyło to nawet Heynena, który po meczu szczerze przyznał: „Mówią, że jesteśmy najlepiej blokującą drużyną na świecie, ale w meczu z Estonią mieliśmy aż 26 nieudanych bloków, co jest teraz naszym niechlubnym rekordem. Ten element musimy poprawić już w następnym spotkaniu”.

Belgijski trener niejasno też tłumaczył absencję Leona. „Jego nieobecność to żadna kara. Po prostu mam w zespole 14 równorzędnych graczy i każdy z nich czasem musi usiąść na ławce. Ale zapewniam, że Wilfredo na pewno w tym turnieju zagra. Przed nami jeszcze wiele spotkań” – powiedział Heynen.

W sobotę reprezentacja Polski miała wolne, ale do rywalizacji wróciła w niedzielę, mierząc się z ekipa gospodarzy grupy D, Holandią. „Powiedziałem moim zawodnikom, że dla mnie to bardzo ważny mecz. Członkowie mojej rodziny spędzają w Holandii sporo czasu, bo w tym kraju się uczą lub pracują. Nie ma więc takiej opcji, żebym tu przegrał” – zapowiedział przed meczem belgijski selekcjoner biało-czerwonych. Polacy byli faworytami, bo w tym sezonie dwukrotnie pokonali „Pomarańczowych” w sparingowych potyczkach w Opolu 3:0 i 3:1. Ale Holendrzy już w kwalifikacjach olimpijskich zagrali dużo lepiej, a mistrzostwach Europy wygrali po 3:0 dwa pierwsze mecze – z Ukrainą i Czarnogórą. Co ciekawe, tak dzielnie walczący przeciwko Polakom Estończycy w sobotę nieoczekiwanie przegrali z debiutującymi w europejskim czempionacie Czarnogórcami 0:3, natomiast Czesi, z którymi Polacy zmierza się w poniedziałek, przegrali z Ukrainą 1:3.

Leon włączył się do gry

W niedzielnym meczu z Holandią biało-czerwoni zagrali już z Wilfredo Leonem w wyjściowej szóstce. Oprócz Kubańczyka trener Heynen postawił jeszcze na Michała Kubiaka, Mateusza Bieńka, Fabiana Drzyzgę, Piotra Nowakowskiego, Macieja Muzaja, oraz Pawła Zatorskiego i Damiana Wojtaszka w roli libero. Holendrzy próbowali stawić naszej drużynie skuteczny opór, ale mistrzowie świata robili swoje. Pierwszego seta wygrali 25:19, drugiego 25:18 i nic nie zapowiadało, żeby mieli nie wygrać w podobnym rozmiarze także trzeciej partii, którą rzeczywiście wygrali 25:19.

Przypomnijmy, że do 1/8 finału z każdej sześciozespołowej grupy awansują po cztery drużyny. W grupie D biało-czerwoni rywalizują z Estonią, Holandią, Czechami, Czarnogórą i Ukrainą. W takiej też kolejności będą grać z nimi mecze.
Drużyny z grupy A zmierzą się z drużynami z grupy C, natomiast ekipy z grupy D, czyli z naszymi siatkarzami, walczyć będą z czterema najlepszymi ekipami z grupy B, według schematu: B1-D4, B2-D3, D1-B4 i D2-B3. Potyczki ćwierćfinałowe rozegrane zostaną 23 i 24 września, zaś mecze półfinałowe (w Lublanie i Paryżu) oraz o medale (tylko w Paryżu) w dniach 26-29 września.

 

Teraz powalczą o prymat w Europie

W piątek 13 września reprezentacja Polski siatkarzy rozpocznie swój udział w mistrzostwach Europy. Na początek imprezy rozgrywanej we Francji, Belgii, Holandii i Słowenii biało-czerwoni zagrają z Estonią. Trener Vital Heynen nie znalazł w kadrze miejsca dla wracającego po kontuzji Bartosza Kurka.

Tegoroczne mistrzostwa Europy w piłce siatkowej mężczyzn będą już 31. edycją tej imprezy. Gospodarzami są cztery kraje – Francja, Belgia, Holandia i Słowenia. W tegorocznym czempionacie Starego Kontynentu rywalizować będą 24 zespoły. W pierwszej fazie zostały one podzielone na cztery grupy po sześć drużyn.

W grupie A (Montpellier) zagrają: Francja, Włochy, Bułgaria, Portugalia, Grecja i Rumunia; w grupie B (Bruksela, Antwerpia): Serbia, Niemcy, Belgia, Austria, Słowacja i Hiszpania; w grupie C (Lublana): Rosja, Słowenia, Turcja, Białoruś, Macedonia Północna i Finlandia; zaś w grupie D (Rotterdam, Amsterdam) reprezentacja Polski walczyć będzie z Holandią, Estonia, Ukrainą, Czechami i Czarnogórą.

Biało-czerwoni, aktualni mistrzowie świata, są rzecz jasna zaliczani do wąskiego grona faworytów turnieju. Oprócz Polaków szanse na medale przyznaje się ekipom broniącej tytułu Rosji, Francji (mistrz Europy z 2015), Włoch, Serbii, Niemiec i Belgii.
Podopieczni trenera Vitala Heynena rozpoczną mistrzostwa w piątek 13 września od meczu z Estonią, następnie w niedzielę 15 września zmierzą się z Holandią, w poniedziałek z Czechami, we wtorek z Czarnogórą, a w czwartek 19 września z Ukraina. Polacy trzy pierwsze mecze rozegrają w Rotterdamie, dwa ostatnie w Amsterdamie. Do kolejne rundy awansują po cztery zespoły z każdej grupy. W 1/8 finału drużyny z grupy A zmierzą się z drużynami z grupy C, natomiast ekipy z grupy D, czyli z naszymi siatkarzami, walczyć będą z czterema najlepszymi ekipami z grupy B, według schematu: B1-D4, B2-D3, D1-B4 i D2-B3. Potyczki ćwierćfinałowe rozegrane zostaną 23 i 24 września, zaś mecze półfinałowe (w Lublanie i Paryżu) oraz o medale (tylkow Paryżu) w dniach 26-29 września.

Polacy rozpoczną udział w mistrzostwach Europy w piątek meczem z reprezentacją Estonii. W fazie grupowej zagrają także z Czechami, Holandią, Czarnogórą i Ukrainą. Pierwsze trzy spotkania biao-czerwoni rozegrają w Rotterdamie, kolejne dwa w Amsterdamie, a na ewentualne mecze 1//8 i 1/4 finału pojadą prawdopodobnie do Apeldoorn. Półfinały ME 2019 odbędą się w słoweńskiej Lublanie oraz w Paryżu, a mecze o medale już tylko w stolicy Francji.

Z 16-osobowej kadry zawodników, którą trener Heynen powołał na ostatnie przez mistrzostwami zgrupowanie w Arłamowie, wypadło dwóch graczy – Bartosz Kurek, bo nie zdążył osiągnąć optymalnej formy po operacji kręgosłupa, którą przeszedł w kwietniu tego roku oraz jego klubowy kolega z ONICO Warszawa Bartosz Kwolek. Kurek, najlepszy siatkarz ubiegłorocznych mistrzostw świata, od początku miał niewielkie szanse na wywalczenie miejsca w składzie, natomiast co do Kwolka, to tym razem ten 22-letni przyjmujący przegrał rywalizację z Arturem Szalpukiem i Aleksandrem Śliwką, bo Michał Kubiak i Wilfredo Leon byli na tej pozycji pewniakami. Przypomnijmy, że w sierpniowym turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskie w Gdańsku Heynen postawił na pięciu przyjmujących i tylko trzech środkowych, przez co z kadry wypadł Jakub Kochanowski. Tym razem to siatkarz PGE Skry Bełchatów znalazł się w składzie jako czwarty środkowy, obok Mateusza Bieńka, Piotra Nowakowskiego (jedyny z zawodników obecnej kadry, który w 2010 roku zdobył mistrzostwo Europy) oraz Karola Kłosa.

Kadra Polski:
Rozgrywający: Fabian Drzyzga (Lokomotiw Nowosybirsk, Rosja), Marcin Komenda (Asseco Resovia Rzeszów).
Atakujący: Dawid Konarski (Jastrzębski Węgiel), Maciej Muzaj (Jurga Surgut, Rosja).
Środkowi: Mateusz Bieniek (Cucine Lube Civitanova, Włochy), Karol Kłos, Jakub Kochanowski (obaj PGE Skra Bełchatów), Piotr Nowakowski (ONICO Warszawa).
Przyjmujący: Michał Kubiak (Panasonic Panthers Hirakata, Japonia), Wilfredo Leon (Sir Safety Perugia, Wlochy), Artur Szalpuk (PGE Skra Bełchatów), Aleksander Śliwka (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle).
Libero: Paweł Zatorski (ZAKSA), Damian Wojtaszek (ONICO Warszawa).

 

Potrenują z Kurkiem w Arłamowie

Selekcjoner kadry Polski siatkarzy Vital Heynen na zgrupowanie przed mistrzostwami Europy, które w poniedziałek 26 sierpnia rozpoczęło się w Arłamowie, powołał 16 zawodników. W tej grupie znalazł się po raz pierwszy w tym roku Bartosz Kurek, który od kwietnia przechodził rehabilitacje po operacji kręgosłupa.

Gwoli przypomnienia – tegoroczne mistrzostwa Europy odbędą się w dniach 12-29 września w czterech krajach – Francji, Belgii, Słowenii i Holandii. W imprezie uczestniczyć będą 24 drużyny narodowe, a mecze będą rozgrywane w dziewięciu miastach. W pierwszej fazie mistrzostw (12-19 września) zespoły podzielone na cztery grupy grać będą w systemie każdy z każdym. Do kolejnej rundy awansują po cztery najlepsze. Biało-czerwoni swoje mecze rozegrają w Holandii, w Rotterdamie i Amsterdamie, a ich przeciwnikami w grupie D będą drużyny Estonii, Holandii, Czech, Czarnogóry i Ukrainy.

Skład pozostałych grup prezentuje się następująco: grupa A (Montpelier) – Francja, Bułgaria, Grecja, Portugalia, Rumunia, Włochy; grupa B (Bruksela i Antwerpia) – Belgia, Austria, Hiszpania, Niemcy, Serbia, Słowacja; grupa C (Ljubljana) – Słowenia, Białoruś, Finlandia, Macedonia, Rosja, Turcja.

Trener Vital Heynen na zgrupowanie w Arłamowie powołał szesnastu siatkarzy. W porównaniu do turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk olimpijskich w kadrze zabrakło rozgrywającego Grzegorza Łomacza, którego zastąpił Marcin Komenda. Uznania selekcjonera nie zyskał też Bartosz Bednorz i w tym roku tego siatkarza już w biało-czerwonych barwach nie zobaczymy, bo wcześniej zrezygnował z gry w Pucharze Świata.

Wydarzeniem jest powrót do kadry najlepszego gracza ubiegłorocznych mistrzostw świata Bartosza Kurka, który w ostatnich miesiącach przechodził rehabilitację po operacji kręgosłupa. Nie wiadomo jednak w jakiej jest aktualnie formie, bo od kwietnia nie oglądaliśmy go na parkiecie. W kadrze zaproszonej do Arłamowa Kurek jest jednym z trzech atakujących – oprócz niego na tej pozycji występują Maciej Muzaj i Dawid Konarski. „Kurek będzie z nami trenował i zobaczymy, co będzie dalej. Myślę, że to jest normalne, że jeśli jeden z najważniejszych zawodników zaczyna znów grać w siatkówkę, to obowiązkiem trenera jest zaprosić go do zespołu i zobaczyć, w jakim jest miejscu z formą” – skomentował swoja decyzję Vital Heynen.

Nie jest jednak pewne, że Kurek znajdzie się w kadrze na mistrzostwa Europy. „Przez cztery i pół miesiąca był poza treningiem, więc nie można od niego oczekiwać zbyt dużo, a już na pewno nie tego, że będzie gotowy do gry w mistrzostwach Europy. Ma teraz dwa tygodnie żeby pokazać, czy moje myślenie jest słuszne” – stwierdził belgijski szkoleniowiec zdecydował się też na powołanie Jakuba Kochanowskiego, z którego zrezygnował wybierając kadrę na sierpniowy turniej kwalifikacyjny do igrzysk. Teraz Heynen też będzie mógł zabrać 14 graczy, a zatem znów dwóch odeśle do domu.

Kadra Polski:
Atakujący: Dawid Konarski (Jastrzębski Węgiel), Bartosz Kurek, Maciej Muzaj (obaj ONICO Warszawa);
Środkowi: Mateusz Bieniek (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle), Karol Kłos, Jakub Kochanowski (obaj PGE Skra Bełchatów), Piotr Nowakowski (Trefl Gdańsk);
Rozgrywający: Fabian Drzyzga (Lokomotiw Nowosybirsk, Rosja), Marcin Komenda (GKS Katowice);
Przyjmujący: Michał Kubiak (Panasonic Panthers Hirakata, Japonia), Bartosz Kwolek (ONICO Warszawa), Wilfredo Leon (Sir Safety Perugia, Włochy), Artur Szalpuk (PGE Skra), Aleksander Śliwka (ZAKSA);
Libero: Paweł Zatorski (ZAKSA), Damian Wojtaszek (ONICO Warszawa).

 

Przymiarka do PŚ 2019

Trener reprezentacji Polski mężczyzn w siatkówce Vital Heynen podał szeroki skład kadry narodowej na Puchar Świata 2019 w Japonii. Turniej odbędzie się w dniach od 1 do 15 października tego roku.

W kadrze znalazł się Bartosz Kurek, który nie mógł ostatnio grać z powodu kontuzji, ale uwagę zwraca też brak dwóch siatkarzy, którzy zdobywali mistrzostwo świata – Piotra Nowakowskiego i Dawida Konarskiego. Heynen nie powołał też Bartosza Bednorza i Andrzeja Wrony, którzy byli w składzie reprezentacji w Final Six Ligi Narodów.
Do tegorocznego Pucharu Świata zgodnie z decyzją FIVB można zgłosić aż 25 zawodników. Ostateczną 14-osobową kadrę trenerzy będą mogli podać dopiero na dobę przed rozpoczęciem pierwszego meczu. W PŚ 2019 zagra 12 zespołów: Japonia, Polska (mistrz świata), Argentyna, Brazylia, Stany Zjednoczone, Kanada, Włochy, Rosja, Iran, Australia, Egipt i Tunezja. W tym roku rozgrywki nie są premiowane awansem na igrzyska olimpijskie. Nagrodą są premie finansowe oraz punkty do rankingu FIVB.

Kadra Polski na PŚ 2019
Rozgrywający: Fabian Drzyzga (Lokomotiw Nowosybirsk, Rosja), Marcin Komenda (Asseco Resovia Rzeszów), Marcin Janusz (Trefl Gdańsk), Grzegorz Łomacz (PGE Skra Bełchatów). Przyjmujący: Tomasz Fornal (Cerrad Czarni Radom), Michał Kubiak (Panasonic Panthers Hirakata, Japonia), Bartosz Kwolek (ONICO Warszawa), Wilfredo Leon (Sir Safety Perugia, Włochy), Piotr Łukasik (ONICO ), Artur Szalpuk (PGE Skra), Rafał Szymura, Aleksander Śliwka (obaj ZAKSA Kędzierzyn-Koźle). Atakujący: Bartłomiej Bołądź (VfB Friedrichshafen, Niemcy), Łukasz Kaczmarek (ZAKSA), Bartosz Kurek, Maciej Muzaj (obaj ONICO). Środkowi: Mateusz Bieniek (ZAKSA), Norbert Huber (Cerrad Czarni), Karol Kłos, Jakub Kochanowski (obaj PGE Skra), Bartłomiej Lemański (Asseco Resovia), Michał Szalacha(Łuczniczka Bydgoszcz). Libero: Jakub Popiwczak (Jastrzębski Węgiel), Damian Wojtaszek (ONICO), Paweł Zatorski (ZAKSA).

 

Mają ochotę na złoto

W miniony weekend oprócz reprezentacji Polski do siatkarskiego turnieju olimpijskiego w Tokio awansowały zespoły Rosji, Brazylii, USA, Argentyny i Włoch. Zagwarantowane miejsce jako gospodarze mają już Japończycy, a o pozostałe do obsadzenia pięć miejsc walka odbędzie się w styczniu przyszłego roku w turniejach kontynentalnych. Biało-czerwoni po udanym występie w Ergo Arenie dostali dwa tygodnie urlopu, po którym zbiorą się w Arłamowie.

Sześć turniejów interkontynentalnych rozegrano w Europie i w Azji. Niespodziewanie spore kłopoty mieli obrońcy olimpijskiego złota Brazylijczycy, którzy o awans wywalczyli w Warnie i w niedzielnym meczu z gospodarzami turnieju Bułgarami przegrali dwa pierwsze sety (23:25 i 19:25). W trzecim canarinhos bili się rozpaczliwie na przewagi aż do stanu 32:30, lecz potem dostali wiatru w żagle i wygrali czwartą partię 25:16, a w tie-breaku 15:11. Zdecydowanie łatwiej przepustkę do igrzysk w Tokio zdobyli wicemistrzowie z Rio de Janeiro Włosi, którzy w rozstrzygającej potyczce z drużyną Serbii pokonali ją gładko 3:0 (25:16, 25:19, 25:19). Porażki Serbów i Bułgarów tylko podwyższą poziom styczniowego europejskiego turnieju kontynentalnego, bo przecież zagra w nim także pokonany przez biało-czerwonych w Gdańsku zespół Francji czy wicemistrzowie Europy Niemcy.

FIVB dyskryminuje Europę

Na system kwalifikacji narzekają przede wszystkim europejskie reprezentacje. Osiem najwyżej notowanych w rankingu drużyn europejskich, które nie zapewniły sobie awansu na igrzyska, zagra w styczniu o jedno miejsce dające awans do Tokio. W rankingu europejskiej federacji siatkarskiej uwzględniane będą wyniki osiągnięte na mistrzostwach Europy (2019 i 2017), mistrzostwach świata 2018, Lidze Europejskiej 2017 i Lidze Narodów 2017. Aktualny ranking CEV: 1. Rosja (awans) – 280 pkt; 1. Serbia – 280 pkt; 3. Francja – 276 pkt; 4. Włochy (awans) – 272 pkt; 5. Polska (awans) – 266 pkt; 6. Bułgaria – 260 pkt; 7. Belgia – 258 pkt; 8. Słowenia – 256 pkt; 9. Holandia – 234 pkt; 10. Niemcy – 230 pkt; 11. Finlandia 216 pkt
Taki system kwalifikacji sprawia, że na igrzyskach na pewno nie zagra któryś z gigantów, np. Serbia (współlider rankingu CEV) albo Francja, która zajmuje trzecie miejsce. O krok od pokonania Brazylii i awansu na IO była Bułgaria, ale roztrwoniła przewagę 2:0 i przegrała 2:3. Ewentualna porażka nie byłaby dla Brazylii problemem, bo styczniowych kwalifikacjach z innymi drużynami z Ameryki Południowej wygraaby na luzie, zwłąszcza że nie byłoby Argentyny, która wywalczyła awans. A bez Brazylii i Argentynyo olimpijskie paszporty bic się bedą Wenezuela (31. w światowym rankingu FIVB) i Kolumbia (44. miejsce). Dla porównania, z Europy do Tokio pojedzie tylko jedna drużyna z tercetu: Francja (9. miejsce w rankingu FIVB), Serbia (10), Bułgaria (14).

Zdetronizować Brazylię w Tokio

Przypomnijmy, że w turnieju olimpijskim w Tokio o medale rywalizować będzie 12 drużyn narodowych. W pierwszej fazie zostaną podzielone na dwie grupy po sześć zespołów. W grupach zmagania toczyć się będą systemem każdy z każdym. Po cztery najlepsze zespoły z obu grup uzyskają awans do ćwierćfinału. Od tej fazy mecze rozgrywane będą systemem pucharowym. Mistrzowskiego tytułu wywalczonego w 2016 roku w Rio de Janeiro bronić będzie Brazylia, która na swoim terenie w finale pokonała Włochy. Brązowy medal wywalczyła ekipa USA.

Polacy, którzy na poprzednich igrzyskach zajęli piąte miejsce, teraz wyznaczyli sobie ambitny cel – w Tokio chcą wywalczyć złoto. Tak wysoko poprzeczkę stawia trener biało-czerwonych Vital Heynen, tego samego chce nowy nabytek polskiej drużyny Wilfredo Leon oraz każdy z pozostały siatkarzy znajdujących się w kadrze. Belgijski selekcjoner biało-czerwonych był tak podekscytowany znakomitą postawą swoich podopiecznych w gdańskim turnieju, że po ostatnim meczu, ze Słowenią, wygłosił w Ergo Arenie po polsku krótkie przemówienie dziękczynne do kibiców, którzy przez trzy dni swoim fantastycznym dopingiem wytrwale wspierali polski zespół. Podczas zwyczajowej konferencji prasowej Heynen nie omieszkał jednak wbić szpilę przedstawicielom mediów. „Jestem usatysfakcjonowany, bo niektórzy ludzie w Polsce wciąż powtarzają, że w drugim roku pracy już nie wykonuję swojej roboty jak trzeba. A ja myślę, że brązowy medal Ligi Narodów i teraz wywalczona pewnie kwalifikacja do igrzysk olimpijskich to chyba całkiem niezłe wyniki. Mimo to ciągle od was słyszę – że przeciwko tej czy innej drużynie będzie nam się grał ciężko. A innym zespołom z nami gra się łatwo? Mamy bardzo dobrych zawodników, zgraną drużynę i bardzo dobry sztab szkoleniowy. Wszyscy bardzo dobrze ze sobą współpracujemy. A jeśli chodzi o mnie, to chyba nikomu nie muszę niczego już udowadniać” – powiedział.

W ubiegłorocznych, wygranych przez biało-czerwonych mistrzostwach świata, na najlepszego zawodnika imprezy wybrano Bartosza Kurka, a kilku innych naszych zawodników plasowało się wysoko w rankingach na swoich pozycjach na boisku.
Statystyki prowadzone przez FIVB we wszystkich sześciu turniejach kwalifikacyjnych, w Warnie, Gdańsku, Rotterdamie, Bari, Ningbo i Petersburgu, wykazały, że tym razem nasi zawodnicy nie odgrywali wiodącej roli w atakach, przyjęciach, serwisach czy blokach. Nawet pozyskany do naszej ekipy Kubańczyk z polskim paszportem Wilfredo Leon, chociaż to siatkarz z najwyższej światowej półki, nie znalazł się na czele żadnej indywidualnej klasyfikacji. To jednak nie jest wadą, lecz zaletą metody rotacji składem stosowanej przez trenera Heynena. Alizując statystyki FIVB łatwo zauważyć, że ustawianie gry pod jednego gracza, nawet najbardziej genialnego, nie przynosi pożądanych korzyści.

Zespołowość atutem Polaków

Liderzy rankingu najlepiej punktujących zawodników wywodzą się z drużyn, które nie zdobyły przepustek do Tokio. Najlepszym z nich był Chińczyk Chuan Jiang, który w meczach z Finlandią, Kanadą i Argentyną zdobył w sumie 67 punktów, za nim znaleźli się Bułgar Cwetan Sokołow (59 pkt) i Kubańczyk z zespołu Kuby Jesus Herrera Jaime (51 pkt). Wilfredo Leon w tym zestawieniu uplasował się najwyżej z graczy polskiego zespołu, ale jednak na odległej 25. pozycji, z dorobkiem 35 punktów. Kolejny z naszych graczy, Mateusz Bieniek, zdobył 28 pkt (45. miejsce), a Michał Kubiak 24 pkt (55. miejsce).

To jeszcze nie była absolutnie najwyższa dyspozycja Wilfredo Leona, ale nowy nabytek reprezentacji Polski ma duży udział w awansie naszej kadry na przyszłoroczne igrzyska olimpijskie w Tokio. Jeden z najlepszych siatkarzy świata po meczu ze Słowenią dziękował kibicom i zapowiedział, że interesują go tylko najwyższe cele. Dotąd brakowało nam siatkarza, który byłby wręcz gwarantem zdobywania punktów, a Leon, nawet jeszcze nie w najwyższej formie, to doskonale potrafi. Dał też namiastkę tego, co na co dzień wyczynia w polu zagrywki, posyłając serwy z prędkością ponad 120 km/h. „Nie mogę pokazać wszystkiego od razu, bo potem nie mógłbym już nic dodać. Wiem, że mogę grać lepiej” – podsumował swój występ kubański gwiazdor biało-czerwonych.

Nasi siatkarze od poniedziałku mają dwutygodniowe wakacje po pierwszej części sezonu. Po odpoczynku spotkają się na zgrupowaniu w Arłamowie, podczas którego będą przygotowywać się do wrześniowych mistrzostw Europy, które rozpoczną się 13 września w Belgii, Holandii, Francji i Słowenii. Występ w poprzedniej edycji tej imprezy Polacy zakończyli na barażu o ćwierćfinał, w którym przegrali ze Słowenią 0:3.

 

Zagrają w Tokio

Polscy siatkarze wygrali w Gdańsku turniej kwalifikacyjny i wywalczyli awans do igrzysk w Tokio. Biało-czerwoni pokonali Tunezję 3:0, Francję 3:0 i Słowenię 3:1. Najważniejszy cel w tej części sezonu został osiągnięty i teraz mogą spokojnie szykować formę na wrześniowe mistrzostwa Europy. Styl w jakim wygrali imprezę w Ergo Arenie daje podstawy do twierdzenia, że mogą też zwyciężyć w europejskim czempionacie.

W piątkowych spotkaniach Francja pokonała Słowenię 3:0 (26:24, 25:20, 25:23), a Polska także 3:0 (25:15, 25:19, 25:19) wygrała z Tunezją. Te wyniki potwierdziły wcześniejsze przewidywania, że losy olimpijskiego awansu rozstrzygną się w bezpośrednim starciu biało-czerwonych z trójkolorowymi. „Francja to bez wątpienia drużyna ze światowej elity, ale jeśli zagramy na swoim poziomie, to jesteśmy w stanie z nią wygrać. Francuzi dobrze spisują się w przyjęciu, bardzo dobrze bronią, ale jeśli odrzucimy ich od siatki, nasze szanse wzrosną, bo mamy większy potencjał w ataku. W konfrontacji dwóch wyrównanych zespołów często decyduje dyspozycja dnia i mam nadzieję, że to my będziemy mieli lepszy dzień” – mówili przed meczem polscy siatkarze.
Szkoleniowiec francuskiego zespołu Laurent Tillie zrewanżował się pełną respektu oceną naszej reprezentacji. „Polska ma wielu młodych i nowych zawodników, ma też od niedawna Wilfredo Leona, który, co ważne, bardzo dobrze wkomponował się w styl gry polskich siatkarzy. Oni wszyscy są świetnie przygotowani fizycznie i dlatego są takim trudnym przeciwnikiem” – komplementował Polaków trener reprezentacji Francji.

Mała wojna dwóch gwiazd

O rywalizacji obu siatkarzy zrobiło się głośno za sprawą wywiadu, którego Earvin N’Gapeth udzielił w marcu na łamach „PS”. „Leon jest Kubańczykiem. Urodził się na Kubie, występował w reprezentacji tego kraju podczas ważnych turniejów i teraz nagle ma grać dla innego kraju? Nie rozumiem tego i myślę, że podobnie myśli zdecydowana większość osób” – powiedział Francuz i jego słowa odbiły się szerokim echem w całym siatkarskim świecie. Potem gwiazdor reprezentacji Polski próbował złagodzić tę wypowiedź. „Trochę źle zinterpretowano moje słowa. Nie krytykowałem Leona, tylko przepis, który pozwala na reprezentowanie dwóch państw w seniorskich turniejach”– wyjaśniał. Ale chyba było już za późno, bo Kubańczyk wszelkie pytania dotyczące wypowiedzi francuskiego siatkarza ucinał krótkim zdaniem: Nie będę komentował wypowiedzi tego człowieka. Postaram mu odpowiedzieć na boisku”.

I właśnie w sobotnie popołudnie Wilfredo Leon otrzymał taką możliwość, bo trener polskiej reprezentacji Vital Heynen wystawił go w spotkaniu z Francuzami w podstawowym składzie. Nie było to ich pierwsze bezpośrednie starcie, wcześniej jednak konkurowali ze sobą w meczach zespołów klubowych. W półfinale Ligi Mistrzów Sir Colussi Sicoma Perugia, której zawodnikiem obecnie jest Leon, zmierzyła się z jego byłą drużyną Zenitem Kazań, w której teraz pierwsze skrzypce gra właśnie N’Gapeth. Mecz w hali Pala Barton był jednym z najlepszych siatkarskich spektakli w ostatnich latach. Francuz przyćmił Leona, bo chociaż obaj mieli identyczną skuteczność w ataku (57 procent), to N’Gapeth dodał do tego dwa bloki i cztery asy serwisowe, podczas gdy Kubańczyk z polskim paszportem nie zagrał ani jednego asa, zaś popsuł aż osiem zagrywek. W rewanżu też górą był rosyjski klub i Perugia nie wygrała Ligi Mistrzów, a w takim celu przecież zatrudniała kubańskiego siatkarza, który wcześniej przez cztery sezony w barwach Zenita zwyciężał w tych elitarnych rozgrywkach.

Bilans potyczek N’Gapetha z Leonem przed meczem Polska – Francja wynosił zatem 2:0 na korzyść Francuza, ale w Ergo Arenie Kubańczyk wziął pełny odwet za wcześniejsze klęski. Grał fantastycznie, podobnie jak pozostali polscy siatkarze. Wspólnie rozbili słynącą z żelaznej obrony francuską drużynę 3:0 i w tym momencie było już jasne, że to Polacy wywalczą awans i za rok zagrają w Tokio o olimpijskie medale. Trójkolorowi będą musieli o to powalczyć w turnieju kontynentalnym, lecz nawet oni sami smętnie oceniają swoje szanse.

Ta nieznośna Słowenia

Po zwycięstwach z Tunezją i Francją biało-czerwonym w ostatnim ich meczu w turnieju, ze Słowenią, do szczęścia wystarczało im wygrać jednego seta, albo zdobyć co najmniej 59 małych punktów. Jeszcze przed starciem ze Słoweńcami nawet matematyczne szanse stracili Francuzi, bo w spotkaniu z najsłabszą w stawce ekipą Tunezji niespodziewanie stracili seta. Wygrali wprawdzie mecz 3:1, ale w walce o awans na placu boju pozostali już tylko Polacy i Słoweńcy. W lepszej sytuacji byli biało-czerwoni, którym awans na igrzyska zapewniał jeden wygrany set, ale ostatnio nasz zespół nie miał najlepszych wspomnień z potyczek z reprezentacją Słowenii. Nie tak dawno przecież, bo dwa lata temu wyeliminowała biało-czerwonych z mistrzostw Europy.

Słoweńcy chyba na serio uwierzyli, że mają jakiś patent na polski zespół i są w stanie ograć go 3:0 i jeszcze nie dać mu zdobyć 59 punktów. Gdyby tego dokonali, to oni pojechaliby do Tokio. Po pierwszym secie wygranym przez nich 25:21 w polskiej ekipie zrobiło się trochę nerwowo, ale drugą partię nasi siatkarze wygrali 25:23 i przerwali sen rywali o olimpijskiej przygodzie. Potem wygrali też trzeciego seta 25:21, a trener Vital Heynen przeprowadzał te swoje słynne rotacje w składzie, żeby wszyscy zawodnicy kadry mieli udział w wywalczeniu awansu.

 

Biało-czerwoni grają o igrzyska

W piątek 9 sierpnia reprezentacja Polski siatkarzy stanie w gdańskiej Ergo Arenie do walki z zespołem Tunezji. Będzie to pierwszy mecz biało-czerwonych w turnieju kwalifikacyjnym do przyszłorocznych igrzysk w Tokio.

W gdańskim turnieju oprócz Polaków i Tunezyjczyków o olimpijskie paszporty rywalizować będą jeszcze zespoły Francji i Słowenii. Od piątku do niedzieli podobne turnieje interkontynentalne zostaną rozegrane jeszcze w pięciu innych miastach: w Warnie (rywalizować tam będą Bułgaria, Brazylia, Egipt i Portoryko), w Rotterdamie (Holandia, Belgia, Korea Południowa, Stany Zjednoczone), w Bari (Włochy, Australia, Kamerun, Serbia), w Petersburgu (Rosja, Iran, Kuba, Meksyk) oraz w Ningbo (Chiny, Argentyna, Finlandia, Kanada). Awans do Tokio zapewnią sobie tylko zwycięzcy.

Grupy podzielono na podstawie rankingu FIVB. Tę, do której trafili Polacy, zdecydowanie można nazwać grupą śmierci. Zajmujący czwarte miejsce w klasyfikacji zespół Vitala Heynena w gdańskiej Ergo Arenie będzie rywalizował m.in. z Francuzami. Mistrzowie Europy z 2015 roku powinni być najgroźniejszym konkurentem w walce o kwalifikację olimpijską. Skreślać nie należy też Słoweńców, którzy ostatnio mieli patent na Polaków. W 2015 roku wyeliminowali biało-czerwonych w ćwierćfinale mistrzostw Europy, a dwa lata później w turnieju tej samej rangi ograli ich na etapie 1/8 finału. Drużyna Alberto Giulianiego bardzo dobrze spisywała się w pierwszej części sezonu. Triumfowała w Challenger Cup, kwalifikując się w ten sposób do Ligi Narodów, a w sparingach potrafiła pokonać Włochów.

Polacy walkę o wyjazd do Tokio rozpoczną jednak od starcia z teoretycznie najłatwiejszym rywalem – Tunezją. Tunezyjczycy na arenie międzynarodowej nie odnosili do tej pory większych sukcesów, choć często kwalifikują się do mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich. Na tę drugą imprezę w ostatnim czasie kwalifikują się raz na osiem lat (1988, 1996, 2004, 2012). Tym razem o olimpijski awans powalczą jednak raczej w turnieju kontynentalnym.

Najtrudniejszym rywalem biało-czerwonych będą bez wątpienia Francuzi, z którymi nasi siatkarze zmierzą się w sobotę. Taki układ terminarza nie spodobał się trenerowi trójkolorowych Laurent owi Tille, który uznał go za „wybitnie niesportowy, bo ułożony w interesie polskiego zespołu”. Szkoleniowcowi francuskiej drużyny w swoim stylu odpowiedział kapitan polskiej drużyny Michał Kubiak. „Nasza federacja zapłaciła porządne pieniądze, żeby móc zorganizować ten turniej, a co za tym idzie, wybrać też najlepsze dla nas terminy gier. Jeżeli inni chcieliby mieć taki przywilej, mogli przecież zgłosić akces i zapłacić tyle, co nasz związek. FIVB przyzwala na takie praktyki, więc nie rozumiem pretensji. Jako gospodarz turnieju mamy prawo zorganizować turniej pod siebie” – powiedział Kubiak w wypowiedziach dla polskich mediów.

Nie ulega jednak kwestii, że losy awansu rozstrzygną się na parkiecie Ergo Areny. Po ostatnim sprawdzianie formy biało-czerwonych w Memoriale Huberta Wagnera wśród polskich kibiców panuje umiarkowany optymizm. Podopieczni trenera Vitala Heynena pokonali w Krakowie Serbię 3:1 i Finlandię 3:0, ale przegrali z Brazylią 1:3. „Mimo porażki ten mecz dużo nam dał. Oni byli w świetnej formie i zdecydowanie lepiej od nas zgrani. Mieliśmy w tym spotkaniu swoje problemy, ale w wielu fragmentach spisywaliśmy się bardzo dobrze. Na podstawie tej konfrontacji oraz wygranych potyczek z Serbią i Finlandią możemy z dużym optymizmem podejść do czekających nas trzech meczów w Ergo Arenie” – zapewnia rozgrywający naszej reprezentacji Fabian Drzyzga.

W zgodnej opinii ekspertów kluczowe znaczenie dla zwycięstwa w tej imprezie będzie miała sobotnia konfrontacja dwóch najsilniejszych zespołów, czyli Polski i Francji. Ekipa trójkolorowych znana jest z bardzo dobrej obrony i to jest jej najmocniejszym atutem od lat. Ale nasi siatkarze też mają argumenty, którymi są w stanie zdewastować grę każdego przeciwnika.

Wszystkie mecze turnieju będą transmitowane przez TVP1, TVP Sport, TVPSPORT.PL, Polsat Sport i IPLA TV.