Igrzyska za rok, a Heynen bez umowy

Przełożenie igrzysk w Tokio na następny rok wielu sportowcom i trenerom pokrzyżowało życiowe plany. Wśród poszkodowanych znalazł się selekcjoner reprezentacji Polski siatkarzy Vital Heynen, który po igrzyskach planował przerwę w pracy szkoleniowej i dlatego podpisał kontrakt z PZPS do końca września tego roku.

Pandemia koronawirusa sparaliżował sportowe życie na całym świecie. MKOl i komitet organizacyjny igrzysk w Tokio długo stali na stanowisku, żeby najważniejsze wydarzenie sportowe odbyło się zgodnie z planem, czyli od 24 lipca do 9 sierpnia. Pod naciskiem sportowców, którzy nie mają jak odpowiednio przygotować się do igrzysk, ponieważ władze krajowe apelują o pozostanie w domach oraz pod presją ze strony narodowych komitetów olimpijskich, MKOl się ugiął. Igrzyska olimpijskie w Tokio przełożone zostały na przyszły rok. To wydarzenie bez precedensu w historii ruchu olimpijskiego. W przeszłości tę największą imprezę sportową odwołano w latach 1916, 1940 i 1944 z powodu I i II wojny światowej, ale nigdy wcześniej nie zmieniono jej daty. Dokładnego terminu jeszcze nie wyznaczono, ale według nieoficjalnych informacji będzie to przełom lipca i sierpnia przyszłego roku. Już zdobyte kwalifikacje olimpijskie zachowują ważność, co jest dobrą wiadomością między innymi dla siatkarskiej reprezentacji Polski.
Belgijski trener biało-czerwonych, Vital Heynen, przyjął decyzję o przełożeniu igrzysk ze spokojem i zrozumieniem. „Droga po olimpijski medal z Polakami będzie dłuższa niż zakładałem. W sumie to nawet dobrze, bo mamy szesnaście dodatkowych miesięcy, żeby jeszcze podnieść poziom gry. Oczywiście szkoda, że igrzyska nie odbędą się w planowanym terminie, ale zdobycie medalu po takich zawirowaniach będzie miało dodatkowy walor. Nie widzę w tym problemu dla zespołu. Już tego lata bylibyśmy bardzo dobrą drużyną, a za rok możemy być nawet lepsi, bo motywacja u moich zawodników się nie zmieniła” – zapewnia Heynen.
Na razie jednak nie wiadomo jeszcze, kiedy siatkarskie rozgrywki zostaną wznowione. Międzynarodowa Federacja Piłki Siatkowej (FIVB) przełożyła Ligę Narodów na drugą połowę roku i te rozgrywki miały się rozpocząć po igrzyskach w Tokio. Ale skoro olimpijskie zmagania przełożono, stwarza to nowe możliwości do przeorganizowania siatkarskiego kalendarza.
Wymuszone przez pandemię zmiany spowodowały też zmianę osobistych planów. Niektórzy siatkarze naszej kadry, którzy po Tokio 2020 planowali zakończenie reprezentacyjnych karier, teraz muszą podjąć decyzję czy chcą je kontynuować z pełnym poświęceniem jeszcze przez rok. Także trener Heynen musiał skorygować swoje plany dotyczące pracy z polską reprezentacją. „Wszyscy wiedzą, że po igrzyskach chciałem zrobić sobie przerwę trenerską. Roczną, może półtoraroczną, aby odpocząć i przemyśleć sobie parę spraw. Myślałem, że do Polski na dłużej już nie wrócę, ale wobec zaistniałych wydarzeń będę musiał popracować z jej reprezentacją dłużej” – wyjawił niedawno Heynen.
Przy okazji media przypomniały, że belgijski trener miał przecież kontrakt tylko do końca września tego roku. I nagle z oczywistego faktu zrobił się problem, bo z wypowiedzi nawet prominentnych działaczy PZPS bynajmniej nie wynikało, iż przedłużenie umowy przez Belga jest formalności. Wątpliwości nie rozwiał nawet prezes PZPS Jacek Kasprzyk, mówiąc: „Zależy nam, żeby trener pracował z kadrą do czasu przełożonych igrzysk. Nie chcemy robić żadnej rewolucji. Wierzę, że uda nam się dojść do porozumienia i będziemy dalej współpracować, tak żeby jak najlepiej przygotować się na igrzyska w nowym terminie” – stwierdził prezes PZPS. I przyznał, że Heynen wprawdzie nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji, ale władze naszej siatkarskiej federacji nie wyobrażają sobie w tej chwili innego scenariusza niż przedłużenie kontraktu z belgijskim szkoleniowcem.
Reprezentujące interesy Belga agencja menedżerska z kolei zapewnia, że jak dotąd nie otrzymała z PZPS oficjalnej oferty przedłużenia kontraktu, ale dostaje wiadomości, że działacze planują podjęcie negocjacji w najbliższym tygodniu. Trudno jednak stwierdzić, czy zaproponują jedynie automatyczne przedłużenie obecnie obowiązującej umowy o rok, do końca września 2021 roku. „Nic innego w tej chwili nie wchodzi w grę. Cały czas mowa jest o pracy z kadrą Polski tylko do momentu zakończenia igrzysk. Dla Vitala turniej olimpijski w Tokio będzie zamknięciem cyklu, dopiero potem podejmie decyzję, co dalej” – przyznaje agencja nawet w oficjalnych komunikatach.
Nową umowę z Belgiem miał podpisać już nowy prezes PZPS, ale z powodu epidemii koronawirusa zjazd sprawozdawczo-wyborczy PZPS prawdopodobnie zostanie przełożony. Co oznacza, że pertraktacje z Heynenem zapewne zostaną odłożone w czasie.

Wirus paraliżuje sport

Premier Włoch Giuseppe Conte podjął w miniony weekend decyzję o odwołaniu czterech spotkań Serie A: Interu z Sampdorią w Mediolanie, Atalanty z Sassuolo w Bergamo, Hellas z Cagliari w Weronie, czyli w miastach Lombardii oraz Torino – Parma w stolicy Piemontu Turynie. W tych regionach wykryto pierwsze w Europie poważne ogniska koronawirusa.

Trudno dziwić się decyzjom włoskiego premiera, bo w kraju narasta panika. W północnych Włoszech zdiagnozowano 132 zakażone osoby, a liczba zmarłych rośnie z dnia na dzień. Wiele gmin odcięto od świata i rozpoczęto w nich kwarantannę. Sytuacja na Półwyspie Apenińskim jest jednak dynamiczna i zmienia się każdego dnia, ale już można stwierdzić, że w sportowym kalendarzu koronawirus już doprowadził do potężnych perturbacji, a coraz więcej wskazuje, że może go w najbliższym czasie wręcz zdemolować.
Nowe terminy odwołanych meczów nie zostały wyznaczone, bo terminarz ligowy ze względu na Euro 2020 jest napięty, ale kolejne włoska federacja, w porozumieniu z UEFA, nakazała rozegrać bez udziału publiczności. A zatem przy pustych trybunach odbędzie się czwartkowe spotkanie w 1/16 finału Ligi Europy Interu Mediolan z Łudogorcem Razgrad (gra w tej drużynie Polak Jakub Świerczok) oraz sześć meczów w najbliższej kolejce Serie A: Juventus (Wojciech Szczęsny) – Inter, Udinese (Łukasz Teodorczyk) – Fiorentina (Barłomiej Drągowski), AC Milan – Genoa, Parma – SPAL (Thiago Cioneg, Arkadiusz Reca), Sassuolo – Brescia i Sampdoria (Karol Linetty, Bartosz Bereszyński) – Hellas Werona (Mariusz Stępiński).
Perturbacje w sportowym kalendarzu nie dotknęły wyłącznie futbolu. Odwołano również finał tenisowego challengera w Bergamo, a także spotkania w ligach siatkówki, koszykówki, golfa i zawody pływackie. Włoska federacja siatkówki wraz z organizację kierującą ligami kobiet i mężczyzn zdecydowała o zawieszeniu wszelkich rozgrywek do 1 marca. Jednocześnie wyrażono nadzieję, że od 2 marca będą mogły się odbywać mecze bez udziału publiczności. Decyzja została ogłoszona w poniedziałek przed południem po nadzwyczajnym spotkaniu siatkarskich działaczy w Bolonii i jest ona efektem nacisków włoskich władz, które starają się ograniczyć rozprzestrzenianie koronawirusa na terenie Italii. „Za decyzją stoi troska o ochronę zdrowia wszystkich członków włoskiego środowiska siatkarskiego” – podkreślono.
Federacja ma też wysłać list do ministra ds. młodzieży i sportu Vincenzo Spadafory oraz Włoskiego Komitetu Olimpijskiego (CONI) z zapytaniem o możliwe działania, które mogłyby pomóc w zapewnieniu możliwości choćby kontynuacji treningów. Federacja ma skierować również pismo do Europejskiej Konfederacji Siatkówki (CEV), w którym poruszy temat udziału włoskich drużyn w europejskich pucharach, m.in. pomiędzy 3 a 5 marca powinno się odbyć pierwsze spotkanie ćwierćfinałowe Ligi Mistrzów między Trentino Itasem a Jastrzębskim Węglem.
We włoskiej ekstraklasie zarówno mężczyzn, jak i kobiet gra kilkoro reprezentantów Polski, z Wilfredo Leonem, Bartoszem Kurkiem, Mateuszem Bieńkiem czy Malwiną Smarzek-Godek i Joanną Wołosz na czele. Z kolei trenerem drużyny siatkarzy z Perugii, w której występuje Leon, jest selekcjoner biało-czerwonych Vital Heynen.
W Europie to pierwsze tak radykalne decyzje dotyczące imprez sportowych. Wcześniej Światowa Federacja Lekkoatletyczna przełożyła o rok zaplanowane na marzec halowe mistrzostwa świata w Nankinie (miasto we wschodnich Chinach), a Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) zawody Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim w Yanqing. Władze Formuły 1 odwołały natomiast zaplanowany na 19 kwietnia wyścig o Grand Prix Chin w Szanghaju. Światowa federacja narciarska rozważa odwołanie marcowych mistrzostw świata w lotach narciarskich w Planicy, bo Słowenia graniczy z regionami Włoch ogarniętymi epidemia koronawirusa. Nieciekawie też jawią się perspektywy rozgrywek w piłkarskich pucharach, a nawet rozpoczynającego się w czerwcu turnieju o mistrzostwo Europy. UEFA szuka już gorączkowo opcji zastępczych, gdyby trzeba było zmienić areny Euro 2020.
Jeszcze większy znak zapytania stawiany jest przy igrzyskach w Tokio. Przewodniczący komitetu organizacyjnego Yoshiro Mori zapewnia, że „przebiegną w sposób bezpieczny dla sportowców i publiczności”, lecz japoński wirusolog Hitoshi Oshitani, który doradzał Światowej Organizacji Zdrowia podczas epidemii SARS, przyznał na łamach „Japan Today”, że „gdyby igrzyska w Tokio miały zacząć się jutro, to w ogóle by się nie odbyły”. I przypomniał, że Japonia jest obecnie drugim po Chinach największym na świecie ośrodkiem epidemii. A pokonanie poprzedniej ogólnoświatowej epidemii, czyli wspomnianego SARS, zajęła naukowcom i lekarzom ponad 10 miesięcy. Teraz spekuluje się, że opracowanie skutecznej szczepionki może potrwać nawet półtora roku.

Mamy dwie ekipy w ćwierćfinale

Najefektowniej z trzech naszych siatkarskich drużyn w fazie grupowej Ligi Mistrzów zagrała ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Rywalizujący w grupie E kędzierzynianie w środę podtrzymali zwycięską passę i wygrali z VfB Friedrichshafen 3:0, kończąc zmagania z kompletem punktów i bez straty seta. Są pierwszym polskim zespołem w historii, który dokonał takiego wyczynu na tym etapie rozgrywek.

Ekipa ZAKSY przed ostatnim meczem grupowym, z VfB Friedrichshafen, miała już awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów w kieszeni, lecz mimo tej komfortowej sytuacji rywale nie mieli co liczyć na ulgowe potraktowanie. Trener Nikola Grbić zapowiadał, że jego podopieczni będą chcieli na swoim boisku wygrać z dwóch powodów – dla poprawienia nastroju po niedzielnej porażce 2:3 z PGE Skrą Bełchatów w krajowej lidze oraz żeby zakończyć zmagania w grupie E w glorii niepokonanej drużyny. Ta motywacja w zupełności wystarczyła, żeby pokonać niemiecki zespół 3:0 (25:21), 25:21, 25:23). ZAKSA jako jedyna w stawce 20 uczestników fazy grupowej wygrała wszystkie spotkania po 3:0. W grupie E rywalizowały jeszcze belgijski Knack Roeselare oraz serbska Vojvodina NS Seme Nowy Sad. W meczu tych drużyn wygrali Belgowi i dzięki temu zapewnili sobie awans do ćwierćfinału z drugiego miejsca.
Ostatnia kolejka zmagań w naszej siatkarskiej ekstraklasie była nieudana także dla ekip Jastrzębskiego Węgla oraz VERVY Warszawa. Jastrzębianie przegrali z Aluronem Virtu CMC Zawiercie 2:3, zaś warszawianie z Cerradem Eneą Czarnymi Radom 1:3. W Lidze Mistrzów w zdecydowanie lepszej sytuacji była jednak ekipa z Jastrzębia-Zdroju, bo przed ostatnią kolejką spotkań była z kompletem zwycięstw liderem grupy C i miała już zapewniony awans. W ostatnim meczu jastrzębianie zagrali na wyjeździe z belgijskim Greenyard Maaseik. U siebie pokonali ten zespół 3:0, więc pewnie przy maksymalnej mobilizacji daliby radę zwyciężyć i w rewanżu, ale chyba im na tym specjalnie nie zależało, bo chociaż po zaciętej walce, to jednak ulegli 2:3. Ta porażka pogrążyła rosyjskiego potentata, Zenit Kazań, który po latach sukcesów w Lidze Mistrzów (pięć triumfów, raz drugie i raz trzecie miejsce), w tym sezonie sensacyjnie nie zdołał nawet wyjść z grupy. Siatkarze z Kazania sami sobie są winni, bo grali słabo i przegrali nie tylko oba spotkania z Jastrzębskim Węglem, ale też z Greenyard Maaseik, więc ich wygrana w szóstej kolejce z Halkbankiem Ankara (3:1) miałaby znaczenie tylko wówczas, gdyby polski zespół pokonał Belgów, a jeszcze swoje mecze przegrały rywalizujące w innych grupach drużyny Trentino i Knack Roeselare. Nic takiego się nie zdarzyło i w konsekwencji występujący w Zenicie Kazań Earvin Ngapeth, Cwetan Sokołow, Maksim Michajłow, Aleksander Butko czy Artiom Wolwicz będą oglądać dalsze zmagania w Lidze Mistrzów już tylko w roli widzów.
Równie matematyczne szanse na awans do ćwierćfinału jak Zenit miała też ekipa VERVY Warszawa. Zajmowała co prawda drugą lokatę w grupie D, ale do kolejnej fazy rozgrywek z drugich miejsc przechodzą tylko trzy zespoły z najlepszym bilansem. A ekipa VERVY w miała najsłabszy dorobek w tym gronie – tylko dwa wygrane mecze i sześć punktów. Na dodatek w ostatnim spotkaniu fazy grupowej warszawianie grali na wyjeździe z zespołem Vitala Heynena i Wilfredo Leona – Sir Sicoma Monini Perugia. Włoski zespół miał już awans w kieszeni, więc trener Heynen wystawił do gry rezerwowy skład, dając odpocząć m.in. Leonowi, a mimo to ekipa VERVY przegrała spotkanie 1:3 (17:25, 27:25, 16:25, 19:25) i pożegnała się w tym sezonie z marzeniami o podboju europejskich parkietów.
W czwartek dokonano losowania par 1/4 finału: Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle trafiła na rosyjski Kuzbass Kemerowo, a Jastrzębski Węgiel na włoski Trentino Itas. Pozostałe pary: Knack Roeselare (Belgia) – Cucine Lube Civitanova (gra w nim Mateusz Bieniek), Fakieł Nowy Urengoj – Sir Sicoma Monini Perugia. Pierwsze mecze 3-5 marca, rewanże 10-12 marca. Liga włoska ma trzy zespoły, polska i rosyjska po dwa, a belgijska jeden.
W rywalizacji siatkarek w Lidze Mistrzyń także zakończyła się faza grupowa. Uczestniczące w niej dwie polskie drużyny – ŁKS Commercecon Łódź i Grot Budowlane Łódź, zakończyły zmagania na trzecich miejscach w swoich grupach i nie wywalczyły awansu do ćwierćfinału. Do tego etapu rozgrywek awansowały natomiast zespoły: Eczacibasi VitrA Stambuł, VakifBank Stambuł, Fenerbahce Opet Stambuł, Igor Gorgonzola Novara (Zuzanna Górecka), Savino Del Bene Scandicci (Agnieszka Kąkolewska i Magdalena Stysiak), Imoco Volley Conegliano (Joanna Wołosz), Dynamo Moskwa i Allianz MTV Stuttgart.

Heynen śrubuje rekord

Belgijski selekcjoner reprezentacji Polski siatkarzy Vital Heynen świetnie sobie radzi także w roli szkoleniowca zespołu włoskiej Serie A Sir Safety Perugia. W tym tygodniu właśnie pobił rekord zwycięstw tego klubu.

Dziennikarze włoskiego dziennika „Corriere dell’Umbria” wyliczyli, że wygrany przez ekipę Sir Safety Perugia w minioną niedzielę mecz z Gas Sales Piacenza (3:1), rozegrany w ramach 19. kolejki Serie A, był 19. zwycięstwem z rzędu tej drużyny, a to oznacza, że ekipa Heynena poprawiła poprzednią rekordową serię wygranych spotkań (18) z sezonu 2017/2018. Wówczas trenerem zespołu Sir Safety Perugia był Lorenzo Bernardi.
Po raz ostatni aktualni wicemistrzowie Włoch zaznali goryczy porażki 10 listopada ub. roku, ulegając na wyjeździe Cucine Lube Civitanova 1:3. Od tego czasu, licząc mecze Serie A, Ligi Mistrzów, Pucharu i Superpucharu Włoch, wygrali 19 razy z rzędu, a w minioną środę, pokonując w Lidze Mistrzów Benficę Lizbona, wyśrubowali rekord do 20 zwycięstw. A że w niedzielę czeka ich ligowa potyczka z przeciętną drużyną Consar Rawenna, zapewne zaliczą „oczko”, czyli 21. wygraną.

Trzy zwycięstwa w Lidze Mistrzów

Zespoły Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, VERVY Warszawa Orlen Paliwa oraz Jastrzębskiego Węgla wygrały swoje mecze w 4. kolejce Ligi Mistrzów siatkarzy. W najlepszej sytuacji znajduje się ekipa ZAKSY, która w swojej grupie jest jak dotąd niepokonana i już zapewniła sobie awans do 1/4 finału.

Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn Koźle w czwartej serii meczów siatkarskiej Ligi Mistrzów ograła belgijskie Knack Roeselare 3:0. To było czwarte zwycięstwo mistrzów Polski w grupie E. Podopieczni trenera Nikoli Grbicia nie stracili w nich nawet jednego seta. Dzięki temu byli już tylko o krok od awansu do następnej fazy rozgrywek, ale formalnie stało się to dopiero wtedy, gdy niemiecki VfB Friedrichshafen przegrał pierwszego seta w starciu z serbską Vojvodiną Nowy Sad. Tym samym ekipa ZAKSY potwierdziła, że lekki kryzys formy, jaki dopadł ją w PlusLidze w przegranych meczach z Jastrzębskim Węglem (2:3) i MKS Będzin (1:3), ma już za sobą. Mistrzowie Polski nie zagrali w najsilniejszym składzie, bo trener Grbić dał odpocząć filarom zespołu, Aleksandrowi Śliwce i Łukaszowi Wiśniewskiemu. Mimo to ZAKSA zespół ZAKSY wyraźnie górował nad ekipą gości od pierwszej do ostatniej akcji.
Jastrzębianie przystępowali do meczu opromienieni zwycięstwami nad Zenitem Kazań w Lidze Mistrzów i Grupą Azoty Kędzierzyn-Koźle w PlusLidze, ale też trochę przygnębieni niedawną porażką 0:3 z VERVĄ Warszawa w meczu na szczycie naszej siatkarskiej ekstraklasy. W wyjazdowym starciu z Halkbankiem Ankara gracze trenera Slobodana Kovaca chcieli powetować sobie porażkę z liderem PlusLigi. I zrobili to błyskawicznie, pokonując turecki zespół 3:0 (25: 18, 25:18, 25:15). Było to czwarte zwycięstwo jastrzębian w tych rozgrywkach, a to oznacza, że prowadzą w grupie C z kompletem punktów i są już tylko o krok od awansu do ćwierćfinału. Mogą go przypieczętować już w najbliższej kolejce w spotkaniu u siebie z Zenitem Kazań, ale w zapasie mają jeszcze ostatni w fazie grupowej mecz z Greenyard Maaseik.
Także ekipa VERVY Warszawa odniosła niezwykle cenne zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Podopieczni trenera Andrei Anastasiego pokonali Benfikę Lizbona 3:0 i dzięki temu wciąż pozostają w grze o awans do kolejnej fazy tych rozgrywek. Sytuacja w grupie D na półmetku rywalizacji była skomplikowana. Jedynie Sir Safety Conad Perugia mogło spać spokojnie. Włoski zespół wywalczył komplet zwycięstw, tracąc w czterech spotkaniach tylko dwa sety. Trzy pozostałe drużyny, VERVA, Benfica i francuski Tours VB, miały na koncie po trzy punkty. Dlatego starcie aktualnego lidera PlusLigi z portugalskim zespołem miało ogromne znaczenie dla układu tabeli tej grupy.
W pierwszym spotkaniu VERVY z Benfiką nieoczekiwanie lepsi okazali się rywale, którzy zwyciężyli 3:1. W rewanżu trener Anastasi nie popełnił już jednak błędu z pierwszej potyczki i nie zlekceważył rywala wystawiając do gry najsilniejszy skład. Portugalczycy postraszyli graczy stołecznej drużyny w pierwszym secie, wychodząc na prowadzenie 16:13, ale nie cieszyli się długo z tej przewagi, bo VERVA zaraz potem zdobyła pięć punktów z rzędu i wygrywała tę partie ostatecznie 25:21. Podrażnieni oporem gospodarze w drugim secie mocno rywali przycisnęli i rozgromili ich 25:13. W trzeciej partii ponownie jednak poluzowali i dlatego Benfica przegrała 22:25.
W drugim spotkaniu grupy D ekipa Sir Safety Conad Perugia wygrała 3:0 z Tours VB. Włoski zespół, którego trenerem jest belgijski selekcjoner reprezentacji Polski Vital Heynen, a kluczowym graczem występujący w naszych barwach Kubańczyk Wilfredo Leon, rozdaje karty w tej stawce i jest już w zasadzie w ćwierćfinale rozgrywek. VERVA Warszawa ma już tylko mgliste szanse na wyprzedzenie lidera, ale z drugiego miejsca też może jeszcze wywalczyć awans.
Belgijski trener narobił ostatnio trochę zamieszania w Polsce, bo w jednym z wywiadów wyjawił, że domaga się od władz PlusLigi skrócenia rozgrywek co najmniej od dwa tygodnie. Ponieważ odmówiono mu grzecznie, Heynen narobił rabanu i zarzucił oponentom, że nie chcą pomóc reprezentacji Polski w zdobyciu w Tokio złotego medalu. Trener Heynen chyba zapomniał, że PlusLiga jest tak samo zawodowa jak włoska Serie A, a on sam i jego zespół są w Lidze Mistrzów po drugiej barykady. Skrócenie rozgrywek oznaczałoby konieczność rozegrania przez ZAKSĘ, VERVĘ i Jastrzębski Węgiel większej liczby meczów w marcu, kwietniu i maju, co z pewnością odbiłoby się na ich dyspozycji. Sir Safety Perugia nie powinna sięgać po takie metody, bo jest przecież europejskim potentatem.

Heynen podwójnie zadowolony

W środku tego tygodnia grała siatkarska Liga Mistrzów. Z polskich drużyn pierwsza do walki przystąpiła VERVA Warszawa, która w hali stołecznego Torwaru przegrała 1:3 z drużyną Sir Sicoma Monini Perugia. Trenerem włoskiej ekipy jest selekcjoner kadry Polski Vital Heynen, a asem atutowym Kubańczyk Wilfredo Leon.

Heynen znalazł się w Warszawie w dwuznacznej sytuacji, bo w zespole VERVY przeciwko Sir Sicoma Monini Perugia zagrało trzech reprezentantów Polski – Bartosz Kwolek, Piotr Nowakowski i Damian Wojtaszek. W rywalizacji klubowej belgijski trener nie kieruje się sentymentami, zwłaszcza że nie ma takiej mocnej pozycji we włoskim klubie, jaką ma w naszej kadrze. Jego włoscy pracodawcy oczekują od niego zwycięstw i nie przyjmują żadnych wymówek w przypadku porażek. Tak więc chociaż Heynen i Wilfredo Leon zostali ciepło przywitani przez ponad 5,5 tysiąca kibiców przybyłych do hali Torwaru, Belg nawet przez chwilę nie wyszedł z roli trenera klubowego. „Trudno było się skupić na meczu, bo publiczność była głośna, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Niestety, tym razem pojawiłem się tu jako szkoleniowiec Perugii i musiałem się skupić na swoich obowiązkach” – przyznał w pomeczowej wypowiedzi Heynen.

Wicemistrzowie Włoch wygrali w stolicy z wicemistrzami Polski 3:1. Leon znowu był wiodącym graczem w ekipie Sir Sicoma Monini Perugia, dla której zdobył 25 punktów i tytuł najlepszego gracza spotkania spychając w grających w warszawskim zespole trzech kolegów z polskiej reprezentacji. Pytany o ocenę występu Kwolka, Nowakowskiego i Wojtaszka, trener Heynen niemile zaskoczył protekcjonalnym tonem. „Wszystkim trzem kadrowiczom z VERVY poszło nieźle i wywołali tym u mnie uśmiech. Oni wykonali swoją robotę i zagrali dobrze, ale mój zespół wygrał. Cieszą mnie obie te rzeczy” – stwierdził. „W naszej grze było sporo błędów, ale moi zawodnicy jeszcze w niedzielę grali trudny mecz w krajowej lidze. Jego trudy widać było także po Wilfredo. Zaczęliśmy mecz dobrze, ale potem pojawiały się spadki energii i spotkanie zrobiło się wyrównane. Kilka decyzji sędziów budziło spore wątpliwości. Ale musimy sobie radzić też w takich trudnych sytuacjach” –dodał belgijski szkoleniowiec.
Na koniec Heynen mocno jednak podpadł grupie obsługujących mecz polskich dziennikarzy, bo próbował uniemożliwić im rozmowę z Wilfredo Leonem. Ostatecznie po awanturze Kubańczyk stawił się na spotkanie z przedstawicielami mediów, trochę nawet zdziwiony zamieszaniem, bo jak się okazało nie wracał z zespołem do Włoch, bo dostał kilka dni wolnego i ten czas zaplanował spędzić z rodziną w Warszawie. Nie bardzo zatem wiadomo dlaczego Heynen wdał się w niepotrzebną awanturę, która z pewnością zostanie Belgowi zapamiętana.

Podobnie jak ironiczna, a przez to niezbyt elegancka uwaga dotycząca obowiązkowego ubioru. Heynen w hali Torwaru paradował bowiem w garniturze, czym zaskoczył, bo jako trener kadry Polski zwykle na meczach chodził w dresie. Zapytany o to Belg dał do zrozumienia, że osobiście woli garnitur i jest zadowolony, iż trenerzy włoskiej ligi mają nakazane ubierać się elegancko. Wyjaśnił przy tym, że obowiązek noszenia dresu podczas meczów naszej reprezentacji nałożyli na niego działacze Polskiego Związku Piłki Siatkowej.

Co do Leona, kontrowersji żadnych nie było. „To nie był dla nas łatwy mecz. Dwa dni temu graliśmy z Modeną i mieliśmy mało czasu na odpoczynek, ale zagraliśmy na dobrym poziomie, podobnie jak drużyna z Warszawy. Mam nadzieję, że wszyscy są po tym spotkaniu zadowoleni, choć pewnie zawodnicy VERVY najmniej. Ale spotkanie było dobre. Zostanę w Polsce na kilka dni, ale święta spędzę już jednak we Włoszech, bo 26 grudnia gramy mecz ligowy” – powiedział kubański siatkarz z polskim paszportem.

Ekipa VERVY zaliczyła zatem drugą porażkę w Lidze Mistrzów i może mieć kłopoty z wywalczeniem awansu do kolejnej rundy rozgrywek. Coś takiego nie grozi natomiast Grupie Azoty ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle. Aktualni mistrzowie Polski w europejskich pucharach idą w swojej grupie jak burza. W miniona środę w meczu 3. kolejki Ligi Mistrzów pokonali na wyjeździe 3:0 VfB Friedrichshafen. To trzecia wygrana siatkarzy ZAKSY w tych rozgrywkach bez straty seta (wcześniej do zera zwyciężyli Vojvodinę Nowy Sad i Knack Roeselare), co rzecz jasna daje im pewne prowadzenie w grupie E. Podopieczni trenera Nikoli Grbicia są pewniakami do awansu z pierwszego miejsca.

Trzeci z naszych zespołów rywalizujących w Lidze Mistrzów, Jastrzębski Węgiel, swój mecz rozegrał w czwartek. Jastrzębianie podejmowali belgijski Greenyard Maaseik, ale to spotkanie zakończyło się po zamknięciu wydania.

 

ZAKSA i VERVA biją w Lidze Mistrzów

Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle w swoim pierwszym meczu grupy E Ligi Mistrzów pokonała Vojvodinę Nowy Sad 3:0, a debiutująca w tych rozgrywkach VERVA Warszawa Orlen Paliwa w grupie D wygrała z Tours VB także 3:0.

W przyszłym tygodniu do rywalizacji w Lidze Mistrzów dołączy jeszcze Jastrzębski Węgiel, który swój pierwszy mecz w grupie C rozegra 11 grudnia na swoim boisku z Halkbankiem Ankara. Jastrzębianie musieli pauzować w pierwszej kolejce, bo ich rywal, zespół Zenita Kazań, przybywa w Brazylii, gdzie bierze udział w 15. edycji klubowych mistrzostwach świata. Spotkanie z rosyjską ekipą zostało więc przełożone na 18 stycznia przyszłego roku. Ale gracze mistrza Polski Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle i wicemistrza VERVY Warszawa Orlen Paliwa nie mieli wymówek i przystąpili do rozgrywek w ustalonym terminie.

Zespół ZAKSY rozpoczął rywalizację w grupie E od potyczki z mistrzem Serbii, teoretycznie najsłabszym w stawce, bo ekipa Vojvodiny Nowy Sad do Ligi Mistrzów musiała przebijać sie przez kwalifikacje. Ponieważ to jest już jej trzeci start w tych elitarnych rozgrywkach, kędzierzynianie lekceważyć tego przeciwnika nie zamierzali, zwłaszcza że grali z nim po raz pierwszy. Ich trener Nikola Grbić jest jednak Serbem i znał dobrze potencjał Vojvodiny, a że w żadne sentymenty bawić się nie zamierzał, mecz zakończył się spodziewanym zwycięstwem ZAKSY 3:0. W drugiej parze w grupie C VfB Friedrichshafen przegrał u siebie z Knack Roeselare 0:3.

Drużyna stołecznej VERVY swoją przygodę z Ligą Mistrzów rozpoczęła od potyczki z mistrzem Francji Tours VB. W środę na swoim boisku warszawianie bez większego problemu pokonali ten zespół 3:0 w setach 25:15, 15:22 i 25:23. W kolejnym spotkaniu grupy D zmierzą się z Benficą Lizbona, a potem czeka ich oczekiwane starcie z zespołem Vitala Heynena i Wilfredo Leona – Sir Sicoma Monini Perugia. Włoski potentat w środę stracił jednego seta w meczu z portugalskim zespołem (3:1), ale genialnie zagrał Leon, który tylko z zagrywki zdobył dziewięć punktów.

W obecnej edycji Ligi Mistrzów bierze udział 20 zespołów podzielonych na pięć grup. Do ćwierćfinału awansują zwycięzcy grup oraz trzy drużyny z najlepszym bilansem z drugich miejsc. W zagranicznych klubach w fazie grupowej, oprócz wspomnianych Heynena i Leona, mamy jeszcze dwa inne polskie akcenty. W barwach broniącego tytułu włoskiego Cucine Lube Civitanova (grupa A) występuje reprezentacyjny środkowy Mateusz Bieniek, zaś w Berlin Recycling Volleys (grupa B) libero Adam Kowalski.
A przy okazji warto odnotować, że w czwartek Europejska Konfederacja Piłki Siatkowej (CEV), która podjęła decyzję, iż mistrzostwa Europy w 2021 roku odbędą się w Polsce, Czechach, Estonii i Finlandii, ale w naszym kraju odbędzie się największej spotkań – 15 grupowych, cztery w 1/8 finału, dwa ćwierćfinałowe, oba półfinały oraz meczu o 3. miejsce i finał. Łącznie w Polsce zostanie rozegranych 25 meczów, a nasz zespół ma zapewniony udział.

 

Heynen goni lidera

Zespół Sir Safety Perugia, którego trenerem jest Vital Heynen, a czołowym graczem Wilfredo Leon, nabiera rozpędu w rozgrywkach włoskiej Serie A. W meczu 8. kolejki rozgromił u siebie Consar Rawenna 3:0.

Jednym z bohaterów w ekipie z Perugii był Leon. Urodzony na Kubie reprezentant Polski zazwyczaj zdobywa najwięcej punktów dla swojego zespołu, ale tym razem zdobył ich 13 przy skuteczności w ataku na poziomie 60 procent. O jedno „oczko” lepszy od niego był Sjoerd Hoogendoorn i to jego uznano za najlepszego gracza spotkania.

Kolejny dobry występ zaliczył także inny z naszych reprezentantów, Bartosz Bednorz. Jego zespół, Leo Shoes Modena, wygrał przed własną publicznością z Itas Trentino 3:1, a polski siatkarz zapisał na swoim koncie 16 punktów. Bednorz w ataku miał 67 procent skuteczności, brylował też jednak w zagrywce uzyskując aż sześć asów serwisowych. Najwięcej punktów dla ekipy z Modeny uzyskał Ivan Zaytsev – 18, którego wybrano MVP meczu.

Świetną formę potwierdził też Bartosz Kurek. Najlepszy siatkarz ubiegłorocznych mistrzostw świata poprowadził ekipę Vero Volley Monza do wyjazdowego zwycięstwa z Calzedonia Werona 3:0. Polak zakończył spotkanie z dorobkiem 19 punktów (15 atakiem, trzy blokiem i jeden zagrywką), po raz kolejny okazując się najskuteczniejszym graczem w swojej drużynie i zasłużenie zgarniając nagrodę dla najlepszego gracza meczu.

Jedynym niepokonanym zespołem Serie A w tym sezonie jest Cucine Lube Civitanova. Obrońcy mistrzowskiego tytułu odnieśli dziewiąte zwycięstwo w meczu z Tonno Callipo Calabria Vibo Valentina. Podopieczni byłego selekcjonera kadry Polski Ferdinando de Giorgiego wygrali 3:1, lecz w tym spotkaniu zabrakło w ich składzie Mateusza Bieńka. Cucine Lube prowadzi w tabeli z dorobkiem 26 pkt, drugą lokatę zajmuje Leo Shoes Modena (21 pkt), a trzecie Sir Safety Perugia (19). Ekipa Bartosza Kurka, Vero Volley Monza, która po nieudanym początku rozgrywek okupowała dolne rejony tabeli, obecnie zajmuje siódmą lokatę w stawce 13 drużyn.

 

Pojedynek Kurka z Leonem

Do interesującego meczu doszło w miniona środę we włoskiej ekstraklasie siatkarzy. W trzeciej kolejce Serie A zmierzyły się zespoły Vero Volley Monza z Bartoszem Kurkiem w składzie oraz Sir Safety Conad Perugia, którego trenerem jest selekcjoner reprezentacji Polski Vital Heynen, zaś jego najlepszym graczem kubański nabytek biało-czerwonych Wilfredo Leon.

Nawet dla włoskich kibiców była to interesująca konfrontacja, bo odrzucając związki Kurka i Leona z kadrą Polski, po dwóch stron siatki stanęli jednak najlepszy zawodnik ubiegłorocznych mistrzostw świata oraz gracz uznawany za jednego z najlepszych, o ile nie najlepszego na świecie. Dla obu gwiazdorów polskiej reprezentacji było to prestiżowa konfrontacja, bo chociaż ich relacje w kadrze Polski były poprawne, to przecież nie ulega wątpliwości, że toczyła się między nimi cicha rywalizacja o miano największej gwiazdy biało-czerwonych. W turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Tokio i mistrzostwach Europy Kurek nie wystąpił, bo dopiero wracał do formy po operacji kręgosłupa i wielotygodniowej rehabilitacji. Z Leonem w jednej drużynie zagrał dopiero w Pucharze Świata w Japonii, ale w tym turnieju nie był jeszcze w optymalnej dyspozycji i miano najlepszego gracza w polskim zespole ponownie przypadło Kubańczykowi.

Teraz obaj ci znakomici siatkarze rywalizują we włoskiej ekstraklasie. Kurek od tego sezonu jest zawodnikiem zespołu Vero Volley Monza, natomiast Leon już drugi rok bryluje w ekipie Sir Safety Conad Perugia, której trenerem jest aktualnie Vital Heynen. W trzeciej kolejce Serie A te dwie drużyny zmierzyły się o ligowe punkty. Wyżej w tabeli jest ekipa z Perugii, ale Vero Volley Monza po słabym starcie zaczyna się rozkręcać, w czym jest duża zasługa grającego z meczu na mecz coraz lepiej Kurka.
W środowym starciu MVP ubiegłorocznych mistrzostw świata walczył jak lew i sam zdobył dla swojego zespołu aż 33 punkty. Leon był dużo mniej efektywny, bo wywalczył jedynie 13 „oczek”, lecz wpływ na to miał fakt, że trener Heynen nie wystawił go w tym spotkaniu w podstawowej szóstce. Selekcjoner naszej siatkarskiej kadry miał powody do podjęcia takiej decyzji.

Dla kubańskiego siatkarza z polskim paszportem ostatnie dni były piekielnie wyczerpujące. W minioną sobotę (2 listopada) wywalczył z Perugią Superpuchar Włoch, zdobywając przy okazji tytuł MVP turnieju, a zaraz po finałowym spotkaniu wsiadł do samolotu i poleciał do Polski, bo tam działy się dla niego jeszcze ważniejsze sprawy. Wilfredo chciał być przy narodzinach syna (siatkarz ma też dwuletnią córkę). W związku z tym wydarzeniem tegoroczny debiutant w reprezentacji Polski dostał od belgijskiego trenera Perugii kilka dni wolnego, a w środę od początku meczu nie pojawił się w podstawowej szóstce (jego miejsce zajął Ołeh Płotnicki). Po drugiej stronie siatki nie zabrakło jednak MVP mistrzostw świata, po którym w związku z obecnością trenera reprezentacji Polski było widać dużą motywację. Od pierwszego gwizdka sędziego grał jak natchniony, ciągnąc grę swojego zespołu. To właśnie jego serwisy i bardzo dobra postawa pozwoliły Monzy częściowo odrobić straty w inauguracyjnej odsłonie i nakręcić się na kolejną partię. W niej Kurek ponownie był wybijającą się postacią na boisku, a dobra gra Vero Volley zmusiła Vitala Heynena do sięgnięcia po Leona, ale jego pojawienie się w szóstce niewiele zmieniło w grze wicemistrzów Włoch.

Jeden z najlepszych siatkarzy na świecie pozostał już do końca meczu na boisku, ale nie był w stanie powstrzymać popisów szalejącego kolegi z reprezentacji Polski, który w połowie trzeciej partii mógł się już pochwalić 19-punktowym dorobkiem.
Ostatecznie to jednak Sir Safety Perugia zwyciężyła w tej potyczce, chociaż początek tie-breaku zapowiadał sensację. Po zaciętej walce ekipa trenera Heynena wybrnęła jednak z opresji i zwyciężyła w piątym secie 18:16, a w całym meczu 3:2. Leon może nie był w tym starciu aż tak widoczny jak Kurek, trzeba jednak pamiętać, że miał za sobą kilka męczących dni.

Możemy być jednak zadowoleni, że Bartosz Kurek znów gra na wysokim poziomie, bo to oznacza, że po jego problemach z kręgosłupem nie ma już śladu. Trener Heynen może tylko zacierać ręce. Z Kurkiem i Leonem w optymalnej formie spokojnie może obiecywać nam olimpijskie złoto.

 

Leon i Kurek grali w Italii

W najbliższy weekend nowy sezon rozpocznie nasza siatkarska PlusLiga. Uważana za najsilniejszą w Europie włoska Serie A rozpoczęła rozgrywki tydzień wcześniej. Nie gra w niej tylu naszych siatkarzy, co piłkarzy nożnych w futbolowej Serie A, ale kilku naszych graczy należy w Italii do gwiazd ligi, zaś trenerem jednego z czołowych zespołów jest selekcjoner naszej reprezentacji Vital Heynen.

Choćby z tego powodu warto od czasu do czasu zajrzeć na parkiety włoskiej Serie A. W miniony weekend Vital Heynen zadebiutował w Serie A w roli trenera zespołu Sir Safety Perugia, którego niekwestionowaną gwiazdą już drugi sezon jest Wilfredo Leon. Belgijski szkoleniowiec w swoim debiucie we włoskiej ekstraklasie, w pierwszej ligowej kolejce wygrał na wyjeździe z Top Volley Latina 3:2. Z zespołem z Perugii Heynen zdążył przeprowadzić tylko kilka treningów przed startem nowego sezonu Serie A, dlatego na razie ostrożnie ocenia jego możliwości. „Spodziewam się, że na początku rozgrywek wszystkie mecze będą dla na trudne” – przyznał podczas oficjalnej prezentacji w klubie. Jego przewidywania potwierdziły się już w pierwszym starciu, bowiem w minioną niedzielę w pierwszej ligowej kolejce ekipa Sir Safety Perugia musiała stoczyć trwającą ponad dwie i pół godziny morderczą potyczkę z Top Volley Latina, którą podopieczni Heynena wygrali z trudem 3:2 (29:27, 27:29, 25:22, 18:25, 16:14).

Belgijski trener w najtrudniejszych momentach spotkania posyłał na boisko swojego atutowego asa Wilfredo Leona, chociaż zdawał sobie sprawę, że Kubański siatkarz po powrocie z Pucharu Świata w Japonii potrzebował odpoczynku. Nie wystawił go co prawda w podstawowym składzie, ale już pod koniec pierwszego seta poprosił go o wejście na boisko. 26-letni przyjmujący wszedł na boisko też w drugiej partii, ale od trzeciego seta grał już w wyjściowej szóstce. Wicemistrzowie Włoch nawet z nim męczyli się jednak niemiłosiernie i szalę zwycięstwa na swoją stronę zdołali przechylić dopiero w tie-breaku. Po 16 punktów dla Sir Safety Perugia zdobyli Lanza, Aleksandar Atanasijević i Fabio Ricci, ale Leon zakończył spotkanie z dorobkiem 15 „oczek”.
„Jestem przekonany, że obecnie Serie A to najsilniejsza liga na świecie” – przyznał po meczu Vital Heynen.

Selekcjoner naszej reprezentacji będzie mógł z bliska obserwować jak spisują się w niej dwaj kluczowi gracze biało-czerwonych – bo oprócz Leona w Serie A występuje od tego sezonu także Bartosz Kurek (Vero Volley Monza). Dla gwiazdora ubiegłorocznych mistrzostw świata to druga przygoda z włoska ekstraklasą. Wcześniej grał w niej w latach 2013-2015 w barwach klubu z Maceraty. Kurek przywitał się z nowym zespołem w dobrym stylu – uzyskał najwięcej punktów (13). Niestety, Vero Volley Monza przegrało z Allianz Mediolan 0:3.

Od wygranej 3:0 zaczął natomiast rozgrywki Bartosz Bednorz, który w barwach Leo Shoes Modena zaczął swój drugi sezon w Serie A. 25-letni przyjmujący w meczu z Kioene Padwa zapisał na swoim koncie 11 punktów, mając bardzo dobrą skuteczność w ataku (67 procent). W tej kolejce nie zagrał natomiast Mateusz Bieniek, któremu trener Cucine Lube Civitanova (3:0 z Gas Sales Piacenza) Ferdinando De Giorgi, nawiasem mówiąc były trener kadry Polski, dał odpocząć po powrocie z Pucharu Świata.