Siatkówka: Polacy dostali lanie od Brazylii

Trener Vital Heynen nie potraktował meczu z Brazylią wyjątkowo i nie wystawił do gry przeciwko canarinhos najsilniejszego składu. A że rywale postąpili dokładnie odwrotnie, skutek był dla biało-czerwonych opłakany – przegrali gładko 0:3 (17:25, 26:28, 19:25) i stracili pozycję lidera rozgrywanego w Rimini turnieju Ligi Narodów.

To nie był zły występ naszych siatkarzy, a na pewno dużo lepszy niż w również przegranym meczu ze Słowenią, ale na świetnie w piątkowy wieczór usposobionych Brazylijczyków trzeba było rzucić na szalę zdecydowanie więcej. Heynen z sobie tylko wiadomego powodu tego nie zrobił i na parkiecie nie zobaczyliśmy ani Bartosza Kurka, ani Wilfredo Leona, którego selekcjoner posłał do walki tylko na kilka chwil w końcówce drugiego seta. Takie niefrasobliwe podejście trochę dziwi, bo co najmniej od dekady potyczki polsko-brazylijskie są uważane za hitowe. Siatkarze Polski i Brazylii stawali naprzeciw siebie w trzech z czterech ostatnich finałów mistrzostw świata.
Spotkanie w fazie grupowej tegorocznej Ligi Narodów miało pokazać, w jakim miejscu są oba zespoły na niespełna dwa miesiące przed olimpijskim turnieje w Tokio, w którym wystąpią w roli faworytów. Brazylijczycy wyszli na ten mecz w najsilniejszym składzie, z Bruno, Wallace’em, Lucarellim i Lealem, natomiast Polacy zagrali w składzie ustalonym przez trenera Heynena jeszcze przed wejściem do „bańki” w Rimini. Z jedną korektą – za Bartosza Kurka (ponoć miał kłopoty zdrowotne) w wyjściowym składzie pojawił się Łukasz Kaczmarek. A oprócz niego na boisko wyszli Michał Kubiak, Fabian Drzyzga, Jakub Kochanowski, Damian Wojtaszek (libero) i Kamil Semeniuk, dla którego był to pierwszy w karierze mecz w biało-czerwonych barwach przeciwko tak renomowanemu przeciwnikowi. Gracz ZAKSY Kędzierzyn-Koźle wytrzymał presję i był najlepszym graczem w naszym zespole. Dzielni walczący Semeniuk to było za mało, żeby pokonać Brazylijczyków. Po zwycięstwie nad Polakami ekipa canarinhos z dorobkiem 24 punktów awansowała na pozycję lidera Ligi Narodów. Nasza reprezentacja z 21 punktami zajmuje ex aequo z Francją drugą lokatę, na czwartej pozycji z 19. punktami są ekipy Słowenii i Serbii. We wtorek Polacy w 10. kolejce gier zmierza się z Kanadą, następnie w środę zagrają z Japonią, a w czwartek z Niemcami.

Liga Narodów: Polscy siatkarze szykują formę na Brazylię

Na półmetku rozgrywek w tegorocznej Lidze Narodów reprezentacja Polski z dorobkiem 18 punktów prowadziła w stawce 16 drużyn, przed Brazylią (18 pkt) i Francją (17 pkt). W trzeciej serii gier biało-czerwoni mieli za przeciwników Bułgarów (3:0), Holendrów (3:0) oraz Brazylijczyków, z którymi zmierzą się w piątek w hicie 9. kolejki spotkań.

Poza wpadką w przegranym 1:3 meczu ze Słowenią (w tabeli na półmetku zajęła 4. lokatę z dorobkiem 15 pkt) biało-czerwoni w pozostałych spotkaniach zmiatali przeciwników z parkietu, w tym także zespoły siatkarskich potęg – Stanów Zjednoczonych i Rosji. Potyczki ze słabymi zespołami Bułgarii i Holandii były tylko przystawką do dania głównego w trzeciej serii gier, czyli piątkowego starcia z kolejnym z potentatów – Brazylią. Chociaż trener Vital Heynen powtarza, że wynik w tegorocznej edycji Ligi Narodów nie ma dla niego znaczeni, bo miesiąc spędzony przez jego ekipę w Rimini ma mu pomóc w dokonaniu właściwego wyboru 12-osobowej kadry olimpijskiej, ale ponieważ każdy z 19 siatkarzy powołanych przez niego na turniej Ligi Narodów chce zagrać w Tokio i nie czuje się gorszy od kolegów, toteż obojętnie jaką szóstkę Belg wystawi do gry, to – pomijając niefortunny występ przeciwko Słoweńcom – leje ona rywali bez litości. Dlatego biało-czerwoni są liderem i mają szansę na zakwalifikowanie się do Final Four. Ale mecz z Brazylijczykami będzie dla nich początkiem serii starć z silnymi drużynami, bo w czwartej i piątej serii gier nasi siatkarze zmierzą się z Francją, Iranem, Japonią, Niemcami, Kanadą i Argentyną.
Rywalizacja w naszej ekipie jest ogromna, a żadna inna nie ma tak wyrównanej grupy graczy. Trener Heynen nie będzie więc musiał w tych ostatnich sześciu meczach nadmiernie eksploatować wąskiej grupy kadrowiczów, bo ma komfort kłopotu bogactwa, którego zazdroszczą mu szkoleniowcy wszystkich bez wyjątku ekip rywalizujących w Rimini.
Jakim potencjałem dysponuje dzisiaj reprezentacja Polski, boleśnie przekonali się w środę Bułgarzy, którzy w swojej kadrze dokonują pod wodzą włoskiego trenera Silvano Prandiego przebudowę pokoleniową. Po raz ostatni Polacy grali z nimi we wrześniu 2018 roku, w pierwszej rundzie mistrzostw świata. W Warnie, przy dopingu pięciu tysięcy swoich fanów, Bułgaria przegrała z Polską 1:3. Już wtedy środowi przeciwnicy naszej drużyny byli na wylocie ze ścisłej światowej czołówki, a dzisiaj już bez wątpienia do niej nie należą. W zespole prowadzonym przez 73-letniego włoskiego szkoleniowca Silvano Prandiego jedynym graczem światowej klasy jest Cwetan Sokołow. Atakujący Dynama Moskwa jest czwartym najlepiej punktującym zawodnikiem w tegorocznej edycji Ligi Narodów. Ale jego dobra gra to za mało, by przechodząca zmianę warty bułgarska reprezentacja była w stanie przeciwstawić się aktualnym mistrzom świata. Tym bardziej, że ze słabszymi przeciwnikami Bułgarzy też sobie nie radzą, bo w Rimini z sześciu wcześniej rozegranych spotkań wygrali tylko jedno i zajmują dopiero 14. miejsce. Przegrali z Francją (0:3), Niemcami (2:3), Włochami (2:3), Kanadą (0:3) i Iranem (0:3), a pokonali tylko Australię (3:0).
Vital Heynen posłał do boju z nimi inną szóstkę graczy w porównaniu z poprzednimi meczami. Na parkiet wyszli: Fabian Drzyzga, Łukasz Kaczmarek, Wilfredo Leon, Bartosz Bednorz, Jakub Kochanowski, Norbert Huber i Damian Wojtaszek. Wielu trenerów chciałoby mieć taką szóstkę pod swoja komendą, a na pewno Silvano Prandi, bo jego podopieczni stawili czoło polskiej drużynie tylko na początku pierwszego seta, ale tylko do stanu 10:10 Potem biało-czerwoni odjechali im na siedem punktów i do końca kontrolując przebieg gry zwyciężyli w tej partii 25:19.
W drugim secie Polacy zagrali jeszcze lepiej, na co Bułgarzy nie byli już w stanie odpowiedzieć i już do końca mecz z nimi bardziej przypominał sparing, niż grę o stawkę w poważnym turnieju. Drzyzga swobodnie uruchamiał wszystkie opcje w ataku, a Bednorz, Leon i Kochanowski bezlitośnie je wykorzystywali. Drugą partię polski zespół zakończył rezultatem 25:15, a w trzecie odsłonie meczu wręcz roznieśli bułgarski zespół wygrywając 25:12. Heynen przez większość meczu uśmiechał się zadowolony z gry swojej drużyny.
Dla biało-czerwonych starcie z Bułgarami, podobnie jak czwartkowy mecz z przedostatnią w stawce drużyną Holandii, również wygrany przez Polaków 3:0 (25:14, 25:17, 25:16), miały być w założeniu tylko rozgrzewką przed prestiżowym starciem z Brazylią, która w środę pokonała Holendrów 3:0 (25:19, 25:22, 27:25). Siatkarski klasy z udziałem biało-czerwonych i canarinhos odbędzie się w piątek. Początek godz. 21:00.

Reprezentacja Polski na czele Ligi Narodów

Porażka ze Słowenią chyba podrażniła mocno ambicję naszych reprezentacyjnych siatkarzy, bo w drugiej serii spotkań biało-czerwoni zagrali fenomenalnie gromiąc Australię 3:0, USA 3:0 i Rosję 3:1. Po sześciu rozegranych w Rimini meczach Ligi Narodów Polacy objęli prowadzenie w stawce 16 drużyn.

Nasi siatkarze zaczęli zmagania w Rimini od łatwej wygranej 3:0 z grającymi w rezerwowym składzie gospodarzami turnieju Włochami, następnie pewnie pokonali Serbię 3:1, lecz ostatnim spotkaniu tej serii, ze Słowenią, przegrali nadspodziewanie łatwo 1:3. Na zawodników, których trener Vital Heynen wystawił do gry w tym spotkaniu, spadła fala krytyki, a najmocniej oberwało się kapitanowi drużyny Michałowi Kubiakowi. Ale ta porażka w żaden sposób nie zmieniła personalnych planów belgijskiego szkoleniowca i na kolejne spotkanie, z Australią, wystawił skład, jaki rozpisał na długo przed rozpoczęciem turnieju w Rimini. Posłał na parkiet m.in. oszczędzanego do tej pory Piotra Nowakowskiego. Obok niego pojawili się po raz drugi w tej imprezie Kamil Semeniuk, Tomasz Fornal i Łukasz Kaczmarek, a wyjściową szóstkę uzupełnili pewniacy w olimpijskiej kadrze Fabian Drzyzga i Paweł Zatorski. Australijczycy nie stawili aktualnym mistrzom świata wielkiego oporu i przegrali 0:3 w trzech krótkich setach (16:25, 10:25, 12:25). To była siatkarska demolka, a w drugim secie biało-czerwoni wyrównali nawet rekordowe osiągnięcie w Lidze Narodów ekipy Niemiec, która w edycji 2019 pokonała Portugalię także wynikiem 25:10. Reprezentacja Polski ma jednak w dorobku jeszcze lepsze osiągnięcia. W 2011 roku w Pucharze Świata w wygranym 3:2 meczu z Iranem nasi siatkarze jeden z setów wygrali 25:8. A z Australijczykami w październiku 2019 roku w Pucharze Świata wygrali 25:9. W czwartkowej potyczce trener Vital Heynen wystawił do gry Drzyzgę, Kaczmarka, Semeniuka, Fornala, Nowakowskiego, Hubera, Zatorskiego (libero) oraz Kochanowskiego. Mistrzowie świata wrócili zatem na zwycięską ścieżkę. „W każdy meczu gramy tak, by go wygrać, ale głównym celem naszego występu w Lidze Narodów jest doprowadzenie wszystkich kadrowiczów do jak najlepszej formy. Dzięki temu będziemy mieli lepszy wybór przy ustalaniu składu olimpijskiej reprezentacji” – podkreśla belgijski selekcjoner biało-czerwonych.
Ale w drugiej serii spotkań po meczu z Australią nasz zespół czekały dwie „siatkarskie wojny” – najpierw z ekipą Stanów Zjednoczonych, a potem z Rosją. Rywalizacja Polaków z Amerykanami od lat ekscytuje kibiców. Nasi siatkarze pokonali ich m.in. w finale Ligi Światowej w 2012 w Sofii (3:0) i w pamiętnym półfinale MŚ 2018 w Turynie (3:2), amerykański zespół był za to górą chociażby w drugiej fazie grupowej MŚ 2014 (3:1), a była to jedyna porażka polskiej drużyny w tym zwycięskim dla niej turnieju. Po raz ostatni przed potyczką w Rimini obie drużyny zmierzyły się w październiku 2019 roku w Pucharze Świata. Amerykanie wygrali wtedy 3:1. W Lidze Narodów ekipy Polski i USA rywalizowały wcześniej trzykrotnie. W 2018 roku Amerykanie wygrali 3:0 (Hoffman Estates, faza grupowa) i 3:0 (Lille, turniej Final Six), a Polacy zwyciężyli w 2019 roku pokonując ich w Katowicach w fazie grupowej 3:2.
Na mecz w Rimini trener Heynen do walki z Amerykanami posłał Łomacza, Kurka, Kochanowskiego, Bieńka, Śliwkę, Bednorza, Wojtaszka (libero) oraz Muzaja, Semeniuka i Drzyzgę. Trener ekipy USA John Speraw po przegranym dzień wcześniej meczu z Rosją wystawił inny skład, z wracającym do wielkiej formy Matthew Andersonem, ale z pewnością nie była to reprezentacja USA w jej najlepszym wydaniu. Nasza zresztą także nie, lecz w tym zestawieniu zagrała na poziomie niedostępnym dla rywali, którzy tylko w drugim secie zdołali nawiązać wyrównaną walkę, zaś w dwóch pozostałych byli tylko bladym tłem dla świetnie grających Polaków, którzy wygrali mecz 3:0 (25:17, 28:26, 25:17).
W sobotę biało-czerwoni zmierzyli się z Rosją, przeciwnikiem wyjątkowym. Historia potyczek obu zespołów jest długa i pełna spektakularnych triumfów i bolesnych porażek. Rosjanie triumfowali w obu dotychczasowych edycjach Ligi Narodów, a w tegorocznej po pięciu kolejkach z 13 punktami na koncie byli liderami. Przed meczem z Polakami przegrali tylko z Japonią, ale z ekipą USA pewnie wygrali 3:1. Biało-czerwoni z czterema zwycięstwami i jedną porażka na koncie zajmowali drugą lokatę w stawce. Żeby wyjść na prowadzenie, musieli pokonać „Sborną” za trzy punkty.
Vital Heynen posłał do walki z rosyjskim zespołem Drzyzgę, Kubiaka, Bieńka, Muzaja, Leona, Kłosa oraz Zatorskiego (libero), Nowakowskiego, Kaczmarka i Łomacza, zaś fiński trener reprezentacji Rosji Tuomas Sammelvuo postawił na Pankowa, Kliuka, Wolwicza, Michajłowa, Wołkowa, Muserskiego oraz Gołubiewa (libero), Polietajewa, Senyszewa, Kobzara i Bogdana. Rosjanie byli bliscy porażki już w pierwszym secie, bo przegrywali już 17:20, ale uratował ich serią fenomenalnych serwisów Maksim Michajłow i dzięki temu wygrali pierwszą partię 25:21. Naszych siatkarzy to niepowodzenie jednak nie zdeprymowało i w trzech kolejnych setach mistrzowie świata zafundowali Rosjanom bolesną lekcję nowoczesnej siatkówki, wygrywając 25:19, 25:19 i 25:14.
Heynen konsekwentnie rotuje składem, ale akurat na spotkanie z rosyjską drużyną wystawił zaprawionych w bojach graczy. Taki skład mógłby spokojnie zagrać nawet o olimpijskie złoto, a jeśli kogoś w nim brakowało, to chyba tylko Bartosza Kurka. On miał jednak w sobotę wolne i dopingował kolegów z trybun.
W czwartym secie rozbici kompletnie Rosjanie stracili ochotę do walki i przegrali w upokarzającym dla nich stylu 14:25. Polacy rozbili rywali ich własną bronią. W zagrywce było (11:6), w bloku (11:4). Biało-czerwoni z bilansem 5–1 i 15 punktami na koncie objęli prowadzenie w tabeli Ligi Narodów, a w następnej serii spotkań zmierzą się z Bułgarią (środa), Holandią (czwartek) i Brazylią (piątek). Po sześciu kolejkach w stawce 16 zespołów nie ma już niepokonanych ekip.

Liga Narodów FIVB: Zmienna forma biało-czerwonych

W pierwszych trzech meczach w Lidze Narodów reprezentacja Polski odniosła dwa zwycięstwa (3:0 z Włochami i 3:1 z Serbią) oraz poniosła porażkę 1:3 ze Słowenią. Vital Heynen podkreśla jednak, że dla niego liczy się przede wszystkim postawa zawodników, bo przecież turniej w Rimini ma mu pomóc w wyborze kadry olimpijskiej.

Analizując występy naszych siatkarzy pod kątem statystyk można postawić tezę, że na początku turnieju w Rimini najlepsze wrażenie swoją grą zrobił Wilfredo Leon, a poza nim dobrze wypadli też Paweł Zatorski, Fabian Drzyzga i Bartosz Kurek. A tak wyglądają podstawowe statystyki graczy ekipy Vitala Heynena.
Wilfredo Leon: 25 punktów, 13 asów serwisowych, 39 procent skuteczności przyjęcia przy 33 piłkach, 43 procent skuteczności ataku, 2 bloki. Wyróżniał się perfekcją przy serwisach. Siłą nadrabiał punkty, które rywali mogli zdobywać w zagrywkach i atakach skierowanych prosto w niego. Przy nich i tak prezentował się lepiej niż można było oczekiwać. Michał Kubiak: 8 punktów, 35 procent skuteczności przyjęcia, 30 procent skuteczności ataku. Trener Heynen już na rok przed igrzyskami zapewniał, że tylko Kubiak może być pewny wyjazdu do Tokio, ale jak na razie kapitan biało-czerwonych zawodzi zarówno w przyjęciu, jak i ataku. Kamil Semeniuk: 15 punktów, 58 procent skuteczności przyjęcia, 39 procent skuteczności ataku, 4 bloki. Zaliczył udany debiut w reprezentacji w meczu o punkty. Grał odważnie, a jeśli ma coś do poprawy, to tylko zagrywkę. Aleksander Śliwka: 14 punktów, 1 as serwisowy, 38 procent skuteczności przyjęcia, 41 procent skuteczności ataku. Dużo kiwał, za to za rzadko kończył akcje silnymi atakami. Nie do końca rozumiał się z rozgrywającym Grzegorzem Łomaczem. Jego występ był rozczarowaniem, bo więcej oczekiwaliśmy. Tomasz Fornal: 10 punktów, 1 as serwisowy, 65 procent skuteczności przyjęcia, 60 procent skuteczności ataku. Mistrz Polski z Jastrzębskim Węglem na starcie przygotowań miał najmniejsze szanse na wyjazd do Tokio, ale jego akcje idą w górę. Z Włochami był solidny w przyjęciu i w ataku.
Bartosz Bednorz: 7 punktów, 3 asy serwisowe, 64 procent skuteczności przyjęcia, 17 procent skuteczności ataku, 1 blok). Bronił nieźle i tworzył zagrożenie zagrywką, ale przy tak niskim procencie ataku trudno mu wystawić dobre noty za występ przeciwko ekipie Italii. To chyba największy przegrany po pierwszej serii meczów Ligi Narodów. Heynen miał do niego wiele cierpliwości, bo postanowił, że pozostawi go na boisku do końca meczu, choć na lewym skrzydle nie tworzył praktycznie żadnego zagrożenia. Paweł Zatorski (libero): 62 procent przyjęcia przy 16 piłkach w meczu z Serbami. Pewność w przyjęciu i dobra asekuracja kolegów, poparta solidną i ofiarną grą w obronie – to był Zatorski jak za swoich najlepszych lat. Damian Wojtaszek (libero): 78 procent skuteczności przyjęcia przy 9 piłkach z Włochami, 47 procent skuteczności przyjęcia przy 23 piłkach ze Słowenią). Nie miał takiej pewności w grze jak Zatorski i w tej chwili na pozycji libero jest jednak numerem 2.
Mateusz Bieniek: 28 punktów, 4 asy serwisowe, 53 procent skuteczności ataku, 7 bloków). Wilfredo Leon jest w tej chwili w polskiej ekipie poza wszelką konkurencją, ale Bieniek przynajmniej próbuje za bardzo od niego nie odstawać. W spotkaniu ze Słowenią walczył, gdy inni już chowali głowy, nie bał się podejmować ryzyka. To dzięki niemu biało-czerwoni nie przegrali do zera. Jakub Kochanowski: 13 punktów, 1 as serwisowy, 62 procent skuteczności ataku, 4 bloki). Końcówki setów były w jego wykonaniu popisowe. Jakość jaką pokazał w spotkaniu z Serbią napawa optymizmem. Karol Kłos: 19 punktów, 72 procent skuteczności ataku, 5 bloków. Walka środkowych o miejsce w olimpijskiej kadrze będzie bardzo wyrównana. Kłos był świetny w ataku, ale imponował także grą na siatce. Czy był na poziomie Bieńka? Pewnie jeszcze nie, ale z Kochanowskim po tak dobrym występie z Włochami można go było porównywać. Norbert Huber: 8 punktów, 1 as serwisowy, 56 procent skuteczności ataku, 2 bloki). Nie miał wybitnych akcji, ale potrafił zrobić użytek z mocnej zagrywki, wykorzystać dograną mu piłkę i spełniał zadania, które wyznaczył mu trener Heynen. Przed turniejem w Rimini selekcjoner twierdził, że Huber ma dwa procent szans na wyjazd do Tokio.
Bartosz Kurek: 12 punktów, 43 procent skuteczności ataku, 2 bloki. Zagrał tylko z Serbią i zagrał solidnie. W tym meczu na skrzydłach większe wrażenie robili Leon i Semeniuk, ale do Kurka nie można było mieć pretensji. Łukasz Kaczmarek: 17 punktów, 43 procent skuteczności ataku, 2 bloki. W statystykach jego występ nie wygląda wybitnie, ale też w meczu ze Słowenią chyba oczekiwania wobec niego go przerosły. Maciej Muzaj: 14 punktów, 3 asy serwisowe, 44 procent skuteczności ataku. Zyskał najwięcej z atakujących. Kurka w ogólnym rozrachunku przeskoczyć będzie trudno, ale przy nieco gorszej postawie Kaczmarka, solidna gra Muzaja w meczu z Włochami wysunęła go w rankingu przed konkurentów.
Fabian Drzyzga: 1 punkt, 1 as serwisowy. Drzyzga potwierdził, że w tej chwili jest numerem jeden na pozycji rozgrywającego. Musi tylko popracować nad lepszą współpracą zwłaszcza z lewym skrzydłem. Cieszy natomiast to, że coraz lepiej dogaduje się z przyjmującym.
Grzegorz Łomacz: 2 punkty, 1 as serwisowy, 100 procent skuteczności ataku po jednym zagraniu). Wielu ekspertów obarcza go winą za słabą grę naszej drużyny przeciwko Słowenii. Faktem jest, że Łomacz nie zagrał w tym meczu dobrze, ale polskim zespole nic nie funkcjonowało dobrze, więc trudno wszystkie grzechy zrzucać na rozgrywającego.
Kolejne mecze Ligi Narodów Polacy zagrają od czwartku. Tego dnia o 18:00 zagrają z Australią, w piątek z USA (18:00), a w sobotę zmierzą się z Rosją (początek godz. 16:00). Od poniedziałku do środy w Rimini grają natomiast siatkarki. Polki w tej serii gier zmierzyły się z Koreą Południową (3:0), Belgią (2:3) i Dominikaną.

Liga Narodów FIVB: Ludzie Heynena biją rywali

Reprezentacja Polski siatkarzy z impetem rozpoczęła walkę w tegorocznej edycji Ligi Narodów. Na początek biało-czerwoni łatwo pokonali 3:0 grających w rezerwowym składzie gospodarzy turnieju w Rimini Włochów, a w sobotę zwyciężyli 3:1 aktualnych mistrzów Europy Serbów. W niedzielę ekipa trenera Vitala Heynena zmierzyła się ze Słowenią.

W tym roku celem głównym dla naszej siatkarskiej reprezentacji jest zdobycie medalu olimpijskiego, na który fani siatkówki w Polsce czekają już 45 lat. Oczywiście biało-czerwoni zamierzają przywieźć z Tokio krążek z najcenniejszego kruszcu. Drugim pod względem ważności celem jest sukces we wrześniowych mistrzostwach Europy, których Poilski Związek Piłki Siatkowej jest współgospodarzem. W poprzednim europejskim czempionacie nasi siatkarze zdobyli brązowe medale, więc powtórzenie tego wyniku to plan minimum, ale wiadomo, że Vital Heynen i jego ekipa zamierzają powalczyć o tytuł. Rozgrywana w turniejowej bańce epidemicznej w Rimini Liga Narodów nie znajduje się na liście najważniejszych celów w tym sezonie i jest jedynie pierwszym etapem przygotowań do olimpijskiego występu.
W pierwszym meczu biało-czerwoni zmierzyli się z gospodarzami turnieju, Włochami. Nie był to zbyt wymagający przeciwnik, bo Włosi jako jedyna drużyna ze światowej czołówki w przygotowaniach do igrzysk odpuściła Ligę Narodów i w Rimini wystawiła do gry rezerwy, w których dominują debiutujący w kadrze młodzi zawodnicy. Nie prowadzi ich w meczach nawet selekcjoner reprezentacji Italii Gianlorenzo Blenginiego (w jego zastępstwie drużynę w Lidze Narodów prowadzi Antonio Valentini). Trener Heynen nie posłał zatem w piątek do gry naszych najlepszych graczy, ale Muzaj, Kłos, Bednorz, Łomacz, Bieniek, Fornal, Wojtaszek (libero) oraz Huber dali sobie radę i rozbili włoską drużynę 3:0 (25:19, 25:20, 25:18).
Był to pierwszy mecz o stawkę naszej reprezentacji od 15 października 2019 roku. Wówczas na zakończenie zmagań w Pucharze Świata biało-czerwoni gładko pokonali drużynę Iranu 3:0. W Rimini obie ekipy mieszkają w hotelu obok siebie, co było ze strony gospodarzy imprezy decyzją mocno ryzykowną, bo przecież w przeszłości w relacjach między siatkarzami polskimi, zwłaszcza Michałem Kubiakiem, a irańskimi mocno iskrzyło. Na razie nie słychać o nowych konfliktach, ale przed meczem Polska – Iran, a zwłaszcza po meczu, tłumiona niechęć może eksplodować po obu stronach. Trener Heynen w pierwszych meczach Ligi Narodów postanowił dać pograć wszystkim 19 kadrowiczom, z którymi przyjechał do Rimini. Paweł Woicki, nasz znakomity jeszcze do niedawna siatkarz, a dzisiaj jeden z asystentów belgijskiego szkoleniowca, zdradził w wypowiedzi dla Polsatu Sport, że selekcjoner biało-czerwonych ma precyzyjnie ustalone składy na pierwszych dziewięć kolejek i każdy z zawodników już wie, w których meczach dostanie okazję do wykazania się. W piątek Wilfredo Leon, Bartosz Kurek, Michał Kubiak, Jakub Kochanowski, Piotr Nowakowski i Fabian Drzyzga przyglądali się popisom kolegów z perspektywy trybun, ale następnego dnia role się odwróciły, bo do meczu z aktualnymi mistrzami Europy Serbami (w pierwszym spotkaniu turnieju pokonali Słowenię 3:1) Heynen posłał na boisko zupełnie inna drużynę. Zagrali w niej: Kurek, Leon, Drzyzga, Kochanowski, Semeniuk, Huber, Zatorski (libero) oraz Kaczmarek, Śliwka i Wojtaszek. Selekcjoner serbskiej kadry Slobodan Kovac rotował trochę mniej, ale w podstawowym składzie nie wystawił dwóch najlepszych zawodników ze spotkania ze Słowenią – Urosa Kovacevicia i Drażena Luburicia.
W meczu z Serbią w polskiej drużynie pierwsze skrzypce gra Wilfredo Leon. Kubańczyk z polskim paszportem zdobył w tym spotkaniu w sumie 26 punktów, połowę z nich wywalczając serwisem. Te 13 „oczek” to nowy rekord Ligi Narodów. Pokaz swoich umiejętności w tym elemencie gry dał dopiero w drugiej odsłonie spotkania, doprowadzając serwisami wynik od stanu 16:12 do 20:12. Biało-czerwoni wygrali tego seta ostatecznie 25:19, ale Leon już nie zwolnił ręki przy zagrywce do końca spotkania. Chyba jednak tymi swoimi wyczynami trochę zdekoncentrował kolegów, bo nasz zespół przegrał trzecią partię 21:25, ale w czwartej rozbił Serbów 25:15.
Wilfredo Leon poprawił najlepszy dotąd wynik, uzyskany przez Japończyka Yuji Nishidę w 2019 roku w spotkaniu z Bułgarią(3:2), o sześć asów. Warto też odnotować, że punkty z zagrywki w meczu z Serbami zdobyli też inni nasi gracze – Fabian Drzyzga, Jakub Kochanowski, Norbert Huber i Aleksander Śliwka. W sumie nasi siatkarze wywalczyli tym zagraniem aż 17 punktów, co również jest nowym rekord Ligi Narodów. Poprzedni należał do Włochów, którzy w 2018 roku posłali 14 asów w wygranym 3:2 spotkaniu z Brazylią.

Biało-czerwone drużyny walczą w siatkarskiej Lidze Narodów

Tegoroczna edycja Ligi Narodów siatkarek i siatkarzy rozgrywana jest w jednym miejscu, we włoskiej Rimini, w warunkach turniejowej „bańki”. Pierwsze rywalizację zaczęły panie. Nasza reprezentacja na otwarcie pokonała we wtorek zespół Włoch 3:2, ale w środę przegrała z aktualnymi mistrzyniami świata Serbkami 1:3. W piątek do walki przystąpią panowie.

Polskie siatkarki efektownie rozpoczęły udział w turnieju Ligi Narodów w Rimini, pokonując Włoszki, aktualne wicemistrzynie świata, 3:2 (25:22, 22:25, 20:25, 25:22, 17:15). Gwiazdą spotkania była grająca na pozycji atakującej Magdalena Stysiak. 20-letnia polska siatkarka zdobyła aż 25 punktów, kończąc udanie 21 z 52 przeprowadzonych ataków. Zaliczyła też trzy bloki. Żadna inna zawodniczka z występujących w turnieju nie zdobyła tak dużej liczby punktów pierwszego dnia. Mecz Polska – Włochy był też najdłuższy w pierwszej serii gier – trwał 149 minut. Dzięki tej wygranej biało-czerwone zdobyły do rankingu FIVB, aktualizowanego podczas imprezy w Rimini po każdym dniu zawodów, dziewięć punktów i awansowały z 11. na 12. miejsce.
Po udanym występie przeciwko Włoszkom fani siatkówki liczyli na równie dobry występ biało-czerwonych w środowym spotkaniu z aktualnymi mistrzyniami świata Serbkami. Trener Zoran Terzic do Rimini posłał rezerwowy skład, bo najlepsze zawodniczki szykują formę na igrzyska w Tokio. Mocno odmłodzonym drużyna Serbii w rozegranym we wtorek meczu z Turcją była jednak o krok od zwycięstwa nad grającymi w niemal najsilniejszym składzie rywalkami. Stawiły faworyzowanym rywalkom twardy opór i przegrały dopiero po tie-breaku 2:3. Liderką serbskiej drużyny w tym turnieju jest doskonale znana z gry w ŁKS Commercecon Łódź 21-letnia przyjmująca Katarina Lazović. Ona też nadawała ton w swojej drużynie w środowym spotkaniu z Polkami.
Świetnie grały też atakująca Sara Carić i przyjmująca Sara Lozo. W ekipie biało-czerwonych tym razem najlepiej wypadły obie libero, Maria Stenzel i Monika Jagła. Nasze siatkarki na przyzwoitym poziomie zagrały tylko w pierwszym secie, który wygrały, ale w kolejnych partiach były już tylko dla rywalek bladym tłem i ostatecznie uległy im 1:3 (25:20, 17:25, 16:25, 21:25). Z taką grą jaką biało-czerwone zaprezentowały w starciu z Serbkami nikt nie dawał im szans w czwartkowej potyczce z ekipą Turcji. W turnieju pań rywalizują ponadto zespoły Japonii, Rosji, Holandii, USA, Brazylii, Korei Południowej, Chin, Niemiec, Belgia, Kanada, Tajlandia i Dominikana.
Reprezentacja Polski siatkarzy do rywalizacji przystąpi w piątek i w pierwszym meczu zmierzy się z Włochami (początek godz. 19:30), następnie w sobotę zagra z Serbią (18:00), a w niedzielę ze Słowenią (19:30). Potem nasz zespół będzie miał przerwę do 3 czerwca, kiedy to zmierzy się z ekipą Australii (18:00).

Siatkówka: Vital Heynen dokonał pierwszego wyboru

Po dwóch meczach towarzyskich z Belgią trener Vital Heynen ogłosił skład kadry siatkarzy na turniej Ligi Narodów w Rimini. Nie obyło się bez sensacji, bo w 18-osobowym składzie biało-czerwonych nie znaleźli się m.in. dwukrotny mistrz świata Dawid Konarski oraz mistrzowie świata z 2018 roku Bartosz Kwolek i Artur Szalpuk.

W spotkaniach z Belgią trener Heynen podzielił trenującą wcześniej w Spale 24-osobową kadrę na dwa zespoły. W pierwszym znaleźli się zawodnicy, którzy nie byli pewni miejsca w reprezentacji na Ligę Narodów. Największe gwiazdy ekipy biało-czerwonych, jak Michał Kubiak, Wilfredo Leon, Bartosz Kurek, Fabian Drzyzga, Piotr Nowakowski i Paweł Zatorski, popisy swoich kolegów oglądali z trybun, a na parkiecie swoje umiejętności prezentowali Łukasz Kaczmarek, Jakub Kochanowski, Bartosz Bednorz, Tomasz Fornal, Marcin Komenda, Karol Kłos, Jakub Popiwczak (libero), Marcin Janusz, Dawid Konarski, Bartosz Kwolek, Artur Szalpuk i Norbert Huber. Trenerzy obu zespołów umówili się na rozegranie co najmniej czterech setów w każdym spotkaniu, więc gdy w czwartkowym sparingu nasi siatkarze rozbili Belgów 3:0, wygrywając poszczególne partie 25:13, 25:14 i 24:14, zagrano jeszcze dodatkowy set, wygrany przez biało-czerwonych 25:17.
Drugie spotkanie z belgijską ekipą, która tak na marginesie przyjechała do Polski bez swoich najlepszych graczy, odbyło się w piątek, już po ogłoszeniu przez Heynena składu kadry na Ligę Narodów. Na boisku pojawili się więc już tylko wybrańcy selekcjonera i oni ze zrozumiałych powodów nie chcieli być gorsi od kolegów. Ale chociaż także zdemolowali zespół Belgów wygrywając 3:0 (25:14, 25:21, 25:11), a w dodatkowym secie 25:20, to per saldo okazali się minimalnie gorsi, bowiem rywale w starciu a Polakami w czwartek zdołali ugrać w sumie 58 punktów, natomiast w piątek teoretycznie mocniejszej ekipie biało-czerwonych wyszarpali 66 punktów.
Nie miało to już jednak wpływu na decyzje personalne podjęte przez trenera Heynena, który z 24 powołanych na zgrupowanie do Spały graczy musiał odesłać do domu sześciu. Belgijski szkoleniowiec zaskoczył rezygnując z trzech mistrzów świata – Dawida Konarskiego, Bartosza Kwolka i Artura Szalpuka, do których dołączyli Marcin Komenda, Jakub Popiwczak i Norbert Huber. Wszyscy ci zawodnicy mają na koncie tytuły zdobyte na arenie międzynarodowej lub krajowej. Konarski to dwukrotny mistrz świata, ma też na koncie medal mistrzostw Europy. Szalpuk i Kwolek są mistrzami globu z 2018 roku, a Szalpuk ponadto wraz z Komendą mają też w dorobku brązowym medal mistrzostw Starego Kontynentu. Natomiast Huber był z ekipie, która wywalczyła medal w Lidze Narodów w 2019 roku, a Popiwczak to świeżo upieczony mistrz Polski w barwach Jastrzębskiego Węgla.
Skreślenie tych znakomitych zawodników z kadry na Ligę Narodów de facto oznacza, że nie mają też szans na grę w tegorocznych igrzyskach olimpijskich w Tokio. „Zrobiłem sześciu chłopakom coś, co mi się nie podoba. Przed igrzyskami znowu będę musiał skreślić sześciu kolejnych. Niektórzy zawodnicy, przede wszystkim Fabian Drzyzga, nauczyli mnie jednak, że to część mojej pracy, że muszę to robić i tyle. No więc to zrobiłem. Nie było mi łatwo im taką wiadomość przekazać. Z każdym z nich rozmawiałem indywidualnie. Byli bardzo rozczarowani, ale sprawiali wrażenie, że rozumieją. Nie, że się zgadzają z moją decyzją, bo tego nie oczekiwałem i nawet nie chciałem, ale że ją rozumieją. W każdym razie od żadnego nie dostałem w twarz” – tak w wypowiedziach dla mediów na gorąco skomentował swoje personalne wybory Vital Heynen. Po sparingach z Belgią kadrowicze dostali kilka dni wolnego, a potem ponownie zjadą do Spały. Asystentem Vitala w turnieju Ligi Narodów w Rimini będzie Sebastian Pawlik.

Kadra Polski na Ligę Narodów:
Rozgrywający:
Fabian Drzyzga (Asseco Resovia Rzeszów), Marcin Janusz (Trefl Gdańsk), Grzegorz Łomacz (PGE Skra Bełchatów);
Atakujący:
Łukasz Kaczmarek (Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle), Bartosz Kurek (Wolfdogs Nagoya, Japonia), Maciej Muzaj (Sir Safety Perugia, Włochy);
Środkowi:
Mateusz Bieniek (PGE Skra Bełchatów), Karol Kłos (PGE Skra Bełchatów), Jakub Kochanowski (Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle), Piotr Nowakowski (VERVA Warszawa Orlen Paliwa);
Przyjmujący:
Bartosz Bednorz (Zenit Kazań, Rosja), Tomasz Fornal (Jastrzębski Węgiel), Michał Kubiak (Panasonic Panthers, Japonia), Wilfredo Leon (Sir Safety Perugia, Włochy), Kamil Semeniuk (Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle), Aleksander Śliwka (Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle);
Libero:
Damian Wojtaszek (VERVA Warszawa Orlen Paliwa), Paweł Zatorski (Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle).

Siatkówka: Powrót gwiazdy do Skry

PGE Skra Bełchatów buduje zespół na nowy sezon. W miniony piątek władze klubu poinformowały, że do zespołu po ośmioletniej przerwie wróci Aleksandar Atanasijević, ostatnio występujący w barwach Sir Sicoma Monini Perugia.

Atanasijević był zawodnikiem PGE Skry Bełchatów w latach 2011-2013. Serbski przyjmujący z bełchatowskim zespołem wywalczył wtedy Puchar i Superpuchar Polski, wicemistrzostwo naszej siatkarskiej ekstraklasy, drugie miejsce w Lidze Mistrzów CEV oraz brązowy medal w Klubowych Mistrzostwach Świata. Wybrany w 2013 roku w Serbii na najlepszego siatkarza roku, Atanasijević po sezonie zmienił barwy klubowe przenosząc się do ekipy Sir Sicoma Monini Perugia. W ostatnich dwóch sezonach jego trenerem był obecny selekcjoner reprezentacji Polski Vital Heynen.
Po ośmiu latach gry na włoskich parkietach, 29-letni obecnie serbski siatkarz zdecydował się na powrót do klubu z Bełchatowa. „Jestem szczęśliwy, że znów będę graczem PGE Skry, bo z poprzedniego pobytu w tym klubie mam wiele wspaniałych wspomnień. Zawsze w głębi serca byłem przekonany, że kiedyś tu wrócę, ale miałem też świetny czas we Włoszech. Ale gdy pojawiła się oferta z Bełchatowa, nie zastanawiałem się nad nią długo” – przyznał serbski siatkarz w wypowiedzi udzielonej stronie internetowej skra.pl.
Negocjacje z prezesem PGE Skry Konradem Piechockim trwały ponoć tylko dwa dni i obie strony szybko doszły do porozumienia. Atanasijević zastąpi w bełchatowskiej drużynie swojego rodaka i rówieśnika Dusana Petkovicia.
Nowy nabytek czwartej ekipy PlusLigi w minionym sezonie już zapowiedział, że jego sportowym celem w nowej edycji rozgrywek będzie walka o miejsce medalowe. „Wiem, że ostatnio PGE Skra nie zdobywała lokat na podium, ale ten klub ma w kadrze wielu świetnych zawodników, znakomitą kadrę szkoleniową i infrastrukturę na światowym poziomie. Wszyscy zatrudnieni w nim ludzie chcą odnosić sukcesy i cieszę się, że znów będę częścią tego świetnego teamu” – podkreślił Atanasijević w na łamach skra.pl.

Siatkówka: Liga Narodów bez reprezentacji Chin

Reprezentacja Chin w siatkówce mężczyzn została przez macierzystą federację wycofana z tegorocznej edycji Ligi Narodów, które rozpoczną się w maju. Jej miejsce w stawce 16 zespołów zajmie ekipa Holandii.

Rozgrywki, w których wystartuje między innymi także reprezentacja Polski, odbędą się w tzw. turniejowej bańce z zachowaniem surowego epidemicznego reżimu. Działacze chińskiej federacji siatkarskiej po głębszym przeanalizowaniu wszystkich argumentów uznali, że korzyści ze startu ich drużyny w takich warunkach będą nieadekwatne do poniesionych kosztów i na dodatek będą wymagały przezwyciężenia ogromnych trudności logistycznych. Wycofanie chińskiej drużyny na nieco ponad miesiąc przed rozpoczęciem zmagań postawiło władze światowej siatkówki przed nie lada wyzwaniem, by znaleźć zastępstwo. Ostatecznie w oficjalnym komunikacie poinformowano, że reprezentację Chin w tegorocznej edycji Ligi Narodów FIVB zastąpi zespół Holandii. „Wyboru dokonaliśmy po uwzględnieniu poziomu sportowego drużyny i potencjału marketingowego” – napisano w uzasadnieniu. W imprezie wystąpią ostatecznie ekipy Argentyny, Australii, Brazylii, Bułgarii, Francji, Holandii, Iranu, Japonii, Kanady, Niemiec, Polski, Rosji, Serbia, Słowenia, Stanów Zjednoczonych oraz Włoch.
W zeszłym tygodniu FIVB poinformowała, że w związku z odwołaniem tegorocznego turnieju Challenger Cup, system awansów i spadków w tej edycji Ligi Narodów został wstrzymany. Oznacza to, że wszystkie 16 zespołów, które biorą udział w tym roku, będą w nim uczestniczyły również w roku 2022. To dobra informacja także dla naszej kobiecej reprezentacji, która jest zespołem „pływającym” i musi bronić się przed spadkiem. Liga Narodów zostanie rozegrana w tzw. turniejowej bańce we włoskim Rimini. Siatkarki zaczną rywalizację 25 maja i zakończą 25 czerwca, natomiast siatkarze rozpoczną zmagania 28 maja, a zakończą je 27 czerwca. Obie nasze siatkarskie ekipy zostaną zaszczepione przeciwko Covid-19 w ramach akcji szczepienia olimpijskiej reprezentacji Polski. Postanowiono, że sportowcy dostana preparat firmy Johnson&Johnson. W pierwszym z czterech wyznaczonych terminów zaszczepionych zostanie trzynastu siatkarzy i sześć siatkarek. Na liście znaleźli się: Bartosz Bednorz, Bartosz Kurek, Fabian Drzyzga, Tomasz Fornal, Marcin Janusz, Karol Kłos, Marcin Komenda, Dawid Konarski, Bartosz Kwolek, Grzegorz Łomacz, Jakub Popiwczak, Artur Szalpuk i Damian Wojtaszek. Siatkarki dołączyły do programu, żeby nabyć odporność przed udziałem w Lidze Narodów. W pierwszej kolejności szczepionkę otrzymały kadrowiczki z Chemika Police i Developresu Rzeszów.
Kolejne terminy szczepień wyznaczono na 29 kwietnia, 6 maja i 10 maja. Preparatem Johnson&Johnson zaszczepiony został też belgijski selekcjoner kadry siatkarzy Vital Heynen. Oprócz startu w Lidze Narodów naszych siatkarzy czeka występ w igrzyskach olimpijskich w Tokio oraz we wrześniu w mistrzostwach Europy, których Polska jest współorganizatorem.

Leon bez mistrzostwa Italii

Zespół Sir Safety Conad Perugia, którego zawodnikami są reprezentanci Polski Wilfredo Leon i Maciej Muzaj, w czwartym meczu finałowym Serie A przegrał 1:3 z Cucine Lube Civitanova i nie został mistrzem Włoch.

Mimo porażki u siebie w trzecim spotkaniu finałowym, drużyna z Perugii liczyła, że w sobotę uda jej się zwyciężyć i doprowadzić do piątego, decydującego starcia, ale tego celu nie zdołała zrealizować. Siatkarze Cucine Lube w czwartym spotkaniu finałowej serii „do trzech zwycięstw” znów zagrali na najwyższym poziomie i dokończyli dzieła, wygrywając na swoim boisku 3:1. Tym samym ekipa Cucine Lube Cvitanova w finałowej konfrontacji z Sir Safety Conad Perugia zwyciężyła 3-1 (3:1, 2:3, 3:0 i 3:1). To szósty w historii mistrzowski tytuł wywalczony przez ekipę Cucine Lube Civitanova. Wcześniej triumfowała w latach 2006, 2012, 2014, 2017 i 2019. W obecnym sezonie drużynę prowadziło dwóch trenerów: najpierw Ferdinando De Giorgi, a od 25 lutego tego roku obecny selekcjoner reprezentacji Włoch Gianlorenzo Blengini. Do zmiany szkoleniowca doszło również w zespole z Perugii, której właściciel po pierwszym meczu finału zastąpił Vitala Heynena jego asystentem Carmino Fontaną.
Gwiazdą zespołu Perugii jest lider ekipy biało-czerwonych Wilfredo Leon. Kubańczyk z polskim paszportem był najlepszy w swoim zespole, ale w zwycięskiej ekipie też grali wybitni siatkarze – Osmany Juantorena , Kamil Rychlicki, Joandry Leal i Simone Anzani. Warto jednak podkreślić, że żaden z dwóch zespołów rywalizujących w finale Serie A nie zdołał zakwalifikować się do finałowej rozgrywki w Lidze Mistrzów CEV. 1 maja przeciwnikiem Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle będzie ekipa Itasu Trentino.
W wielkim finale kobiecej Serie A zwyciężyła drużyna Joanny Wołosz, Imoco Volley Conegliano, która w dwóch meczach pokonała 3:2 i 3:1 ekipę Igor Gorgonzola Novara z Malwiną Smarzek-Godek w składzie. Siatkarki Imoco Volley Conegliano wcześniej zdobyły też Puchar Superpuchar Włoch, a przed nimi jeszcze 1 maja walka w finale Ligi Mistrzyń z VakıfBankiem Stambuł.