Heynen odchodzi, kto za niego?

Brązowy medal mistrzostw Europy zdobyty w katowickim Spodku przez reprezentację Polski siatkarzy jest szóstym trofeum zdobytym przez biało-czerwonych pod wodzą trenera Vitala Heynena. W tej kolekcji tylko jeden krążek jest z najcenniejszego kruszcu – wywalczone w 2018 roku złote medale mistrzostw świata. tylko jeden złoty. Po zakończeniu europejskiego czempionatu kontrakt belgijskiego szkoleniowca wygasł, a on sam pożegnał z drużyną i polskimi kibicami.

Koniec ery Heynena stał się oczywistym faktem już po półfinałowej porażce naszych siatkarzy ze Słowenią. Łzawe pożegnanie belgijskiego trenera z polskimi kibicami wsparte wyliczanką zdobytych medali ogólnej oceny wyników jego czteroletniej pracy z polska kadrą zmienić nie były w stanie. Ale nie sposób zaprzeczyć, że Belg odchodzi z posady w znacznie lepszej atmosferze, niż kilku jego poprzedników. Włoch Andrea Anastasi stracił sympatię po ćwierćfinałowej klęsce na IO 2012 w Londynie, a czarę goryczy przelał słaby występ naszych siatkarzy w ME 2013. Jego następca, Francuz Stephane Antiga podbił polskie serca triumfem w mistrzostwach świata w 2014 roku, ale zdobyty wówczas kapitał sympatii całkowicie roztrwonił ponosząc klęskę na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro. Włoch Ferdinando De Giorgi nawet nie zdążył zyskać uznania, bo zanim odniósł jakiś sukces musiał rejterować odsądzony od czci i wiary za porażkę biało-czerwonych w barażu o ćwierćfinał mistrzostw Europy w 2017 roku. Heynen zaczął pracę z polską kadrą od piątego miejsce w Lidze Narodów w 2018 roku, lecz potem obronił tytuł mistrza świata. Było to jego pierwsze i ostatnie złoto w roli selekcjonera polskiej kadry siatkarzy. Po nim zdobył dwa brązowe medale w mistrzostwach Europy, brąz i srebro w Lidze Narodów oraz srebrny krążek w Pucharze Świata w 2019 roku.
Garść medali, ale tylko jeden złoty
Tylu medalowych miejsc w ważnych turniejach nie zdobył żaden selekcjoner reprezentacji Polski w XXI wieku. To była jednak „drobnica”, bo głównym celem jaki przed nim postawiono był przecież złoty medal olimpijski, na który kibice polskiej siatkówki czekają od 1976 roku, kiedy to jedyny raz jak dotąd wywalczyła legendarna drużyna Huberta Wagnera. I z tego zadania Heynen się nie wywiązał, chociaż miał do dyspozycji być może najbardziej liczną i zarazem wyrównaną kadrę na świecie. Ale to tylko na początku było dla niego błogosławieństwem, bo gdy w 2019 roku rezerwowy skład kadry w finałowym turnieju Ligi Narodów zajął trzecią lokatę, bijąc w meczu o brąz zespół Brazylii, w Polsce zrodziło się przekonanie, nawiasem mówić w pełni usprawiedliwione, że mamy genialne pokolenie siatkarzy zdolne do sięgnięcia po najważniejsze trofeum, czyli olimpijskie złoto. Przekonanie to podsycał też sam Heynen, do czego uczciwie się przyznał po klęsce w Tokio: „Przybyłem tu, by zdobyć medal na igrzyskach, ale tego nie zrobiłem”. To dlatego poczucie porażki było nad Wisłą tak bolesne, co w sposób nieuchronny musiało też zmienić ocenę pracy belgijskiego szkoleniowca. Nagle zauważono, że od zwycięstwa w rozgrywanych w Polsce mistrzostwach świat w 2018 roku zespół pod jego wodzą nie wygrał już żadnego turnieju, nawet tegorocznych mistrzostw Europy, chociaż biało-czerwoni wszystkie spotkania w tym turnieju grali w Polsce i przy dopingu kompletów publiczności. Od jednego z najwybitniejszych pokoleń w historii polskiej siatkówki mamy prawo oczekiwać bardziej spektakularnych sukcesów, a Heynen w roli trenera kadry nie daje żadnych gwarancji na ich odniesienie, ma bowiem ten feler, że nie potrafi wygrywać decydujących meczów. Z Francją w Tokio Polacy przegrali w ćwierćfinale po tie-breaku, a ze Słowenią 1:3, lecz po trwającym prawie trzy godziny boju na przewagi. Następnego dnia w meczu o brązowy medal nasi siatkarze wygrali z Serbią gładko 3:0 (25:22, 25:16, 25:22), bo rywale, którzy nieoczekiwanie przegrali walkę o finał z odmłodzoną drużyną Włoch, byli już myślami w domu, bowiem dla nich już konieczność walki o brąz sama w sobie była porażką. Od samego początku Polacy przeważali i kontrolowali przebieg spotkania. Serbowie rzadko stwarzali zagrożenie. Świetnie prezentowali się przede wszystkim nasi najlepsi zawodnicy – Bartosz Kurek i Wilfredo Leon, którzy wspólnie zdobyli 25 punktów. Brązowy medal był dla polskiej drużyny powtórką wyniku z mistrzostw Europy sprzed dwóch lat. Mało kto w Polsce uznał zajęcie trzeciego miejsca za sukces.
Heynen w pomeczowej rozmowie z Polsatem Sport oświadczył: „Jestem bardzo logicznym człowiekiem. Plan był jasny. Nie udało się zdobyć złotego medalu na igrzyskach, nie udało teraz w mistrzostwach Europy, więc to logiczne, że na moje miejsce powinien przyjść ktoś inny, kto podejmie się zdobycia tych osiągnięć” – stwierdził belgijski szkoleniowiec.
Wielu siatkarskich ekspertów nie szczędziło mu słów krytyki. Mistrz olimpijski Ryszard Bosek wprost stwierdził, że belgijski trener w ostatnim czasie więcej uwagi poświęcał na reklamę swojej osoby, niż poprawianiu jakości gry reprezentacji. Mistrz świata Andrzej Wrona, który w kadrze ma jeszcze kilku kolegów z boiska, w swoich opiniach dawał do zrozumienia, że między zawodnikami a trenerem nie ma już dawnej „chemii”. Sprawę w końcu przesądził jeszcze urzędujący prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej Jacek Kasprzyk, który zapowiedział, że po wyborach nowych władz zostanie rozpisany konkurs na nowego selekcjonera męskiej reprezentacji i jeśli Heynen chce pozostać na stanowisku, będzie musiał wziąć udział w konkursie.
W mediach od razu ruszyła giełda nazwisk ewentualnych następców Heynena na stanowisku selekcjonera. Początkowo wydawało się, że faworytem do tej roli będzie Nikola Grbić, ale według doniesień „Przeglądu Sportowego” większe szanse ma Lorenzo Bernardi. Były trener Jastrzębskiego Węgla sam niedawno zgłosił swoją kandydaturę. „Dla każdego szkoleniowca to byłby wielki honor i zaszczyt prowadzić reprezentację Polski. Polska ma być może jako jedna z niewielu reprezentacji na świecie tak wielki potencjał, by w każdym turnieju walczyć o złoto – przyznał Włoch w rozmowie z „Polsatem Sport”. „Dopóki na rynku nie pojawiła się oferta Bernardiego, najmocniej stały akcje Grbicia – czytamy w dzienniku. Jest to o tyle zadziwiające, że Włoch w przeciwieństwie do Serba nie ma żadnego doświadczenia w prowadzeniu reprezentacji. Niespodziewanie w stawce pojawił się także inny kandydat z Półwyspu Apenińskiego – Andrea Anastasi. 60-letni trener jest doskonale znany polskim kibicom, ponieważ był już trenerem naszej kadry w latach 2011-2013.
Wielu chętnych na posadę
Posada trenera polskiej kadry to dzisiaj łakomy kąsek, więc kandydatów do jej objęcia jest wielu. Na personalnej giełdzie pojawiło się już kilka znanych nazwiska. Akces zgłosił m.in. Andrea Anastasi, który zadomowił się w Polsce i jest ponoć zdecydowany zgłosić się do konkursu. Jeszcze kilka miesięcy temu, gdy Heynen zapowiadał, że po wygaśnięciu kontraktu z PZPS zamierza odpocząć przez rok od siatkówki, na jego następcę kreowano Nikolę Grbicia, autora tegorocznych sukcesów Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle. I choć serbski trener przeniósł się latem do Perugii, to w niedawnej rozmowie ze sport.pl przyznał, że jeśli otrzyma propozycję poprowadzenia polskiej reprezentacji, z pewnością jej nie odrzuci. O posadę w Polsce przed laty ubiegał się też Argentyńczyk Marcelo Mendez, który w Tokio doprowadził rodzimą reprezentację do olimpijskiego brązu.
Wyboru nowego trenera dokona nowy zarząd PZPS. Na razie nie wiadomo, kto będzie w nim zasiadać. Kandydatów ubiegających sie o stanowisko prezesa związku jest aż siedmiu: obecny prezes Jacek Kasprzyk, Witold Roman, Sebastian Świderski, Andrzej Lemek, Tomasz Paluch, Konrad Piechocki i mający najmniejsze szanse europoseł PiS Ryszard Czarnecki.
Obojętnie jednak która z opcji zwycięży i przejmie władzę w związku, raczej nie będzie pobłażliwa dla Heynena i nie zostawi go na posadzie selekcjonera kadry. Wątpliwe też by przystano na ofertę Belga przejęcia żeńskiej kadry Polski, po Jacku Nawrockim.
Już w 2018 roku roku działacze PZPS dawali do zrozumienia, że w karze nadchodzi czas na polskiego szkoleniowca. Wtedy na ostatniej prostej z Heynenem przegrali Andrzej Kowal i Piotr Gruszka. Kowal, obecnie opiekun Ślepska Malow Suwałki, dziś znów jest wymieniany wśród kandydatów do tej posady. Dwaj kolejni to Mariusz Sordyl, który odnosi sukcesy za granica oraz Michał Winiarski, robiący dobrą trenerską robotę w Treflu Gdańsk. „Czarnym koniem” w tej rywalizacji może okazać się jednak Michał Bąkiewicz, trener reprezentacji do lat 19, która w tym roku zdobyła w cuglach mistrzostwo świata. A przecież są jeszcze dwaj asystenci Heynena – Sebastian Pawlik i Michał Mieszko Gogol. Personalnych opcji jak widać jest mnóstwo. Wybory do władz PZPS odbędą się 27 i 28 września, więc praktyka podpowiada, że nazwiska nowych trenerów reprezentacji siatkarskich, żeńskiej i męskiej, poznamy dopiero pod koniec tego roku.
Bez względu na to, kto zostanie trenerem, zmiany czekają też samą drużynę. Heynen mocno postawił na doświadczonych graczy, z którymi osiągał sukcesy, ale na igrzyskach nie miał przez to żadnych asów w rękawie. Jego następca będzie miał do dyspozycji wszystkich członków obecnej drużyny, nawet 33-letniego Piotra Nowakowskiego, który zapowiedział już jakiś czas temu, że ten rok będzie jego ostatnim w reprezentacji Polski. Ale nawet on jeszcze niczego nie przesądził. Inni doświadczeni zawodnicy, z Bartoszem Kurkiem i Michałem Kubiakiem na czele, deklarują chęć gry w kadrze. Mimo wszystko drużyna w obecnym kształcie przestała istnieć w niedzielę po zwycięskim meczu o trzecie miejsce z obrońcami tytułu Serbami (3:0).
Nowych talentów zabraknąć nie powinno, bo w ekipie Heynena nie zmieściło się kilka głośnych nazwisk, a w odwodzie czeka kolejne pokolenie zdolnych nastolatków. Ci ostatni to dopiero melodia przyszłości, ale i gwarancja, że świetnych graczy w naszej reprezentacji w najbliższych latach nie zabraknie.

Trzecia klęska Heynena

Reprezentacja Polski siatkarzy przegrała w półfinale mistrzostw Europy ze Słowenią 1:3. Nawet jeśli był to najlepszy mecz w turnieju, nie zmienia to jednak faktu, że pod wodzą Vitala Heynena biało-czerwoni ponieśli klęskę w trzeciej tegorocznej imprezie – po Lidze Narodów i turnieju olimpijskim. Tej oceny nie zmienia nawet brązowy medal wywalczony po zwycięstwie 3:0 nad Serbią. Trzeba Belga pożegnać ozięble i oddać kadrę w lepsze ręce.

Przegrana ze Słowenią to kolejna porażka reprezentacji Polski z rodzaju niewytłumaczalnych. I druga w tym roku, po ćwierćfinałowej klęsce z Francją w turnieju olimpijskim w Tokio. Biało-czerwoni mieli wszystkie atuty po swojej stronie – grali u siebie, przy żywiołowym dopingu wypełnionych niemal po brzegi trybun katowickiego Spodka, a Heynen miał do dyspozycji wszystkich graczy 14-osobowej kadry. I mimo to nie udało się pokonać słoweńskiej drużyny prowadzonej przez Alberto Giulianiego, która nie zakwalifikowała się na igrzyska w Tokio, a na mistrzostwach świata zagrała tylko raz i nie odegrała w nich większej roli. Słoweńcy rekompensowali sobie te niepowodzenia w mistrzostwach Europy, na dodatek w czterech ostatnich edycjach robili to zawsze kosztem polskiego zespołu. W 2015 roku biało-czerwoni przegrali z nimi w Sofii w ćwierćfinale, w 2017 roku w barażach o ćwierćfinał przed własną publicznością, w 2019 roku w wypełnionej po brzegi słoweńskimi kibicami Arenie Stozice w Lublanie w półfinale, a w tym roku także w półfinale nie dali im rady nawet w „Spodku”.
Można oczywiście powiedzieć, że nasi siatkarze popadli w jakiś „słoweńska klątwa”, coś na wzór „klątwy olimpijskich ćwierćfinałów”, bo na tym etapie odpadali we wszystkich startach na igrzyskach w XXI wieku. Zapewne jakiś wpływ na postawę naszych graczy to ma, skoro w Tokio lęk przed ćwierćfinałową porażka skutecznie splątał im nogi w meczu z Francją, zaś w sobotę podobny paraliż przeszkodził im w zwycięstwie nad Słoweńcami, chociaż po koncercie gry w pierwszym secie to zwycięstwo było dla wszystkich oczywistą oczywistością.
To chyba nie jest przypadek, że nasi siatkarze od zdobycia w 2018 roku mistrzostwa świata potem przegrali właściwie wszystkie najważniejsze mecze. Dlaczego tak się dzieje, skoro ponoć mamy najliczniejszą na świecie kadrę wyśmienitych zawodników, z których można bez żadnego trudu zestawić trzy mocne drużyny, zdolne walczyć o najwyższe laury. Dlaczego Heynenowi nie udało się stworzyć drużyny tak mocnej, żeby zdobyła i olimpijskie złoto, i mistrzostwo Europy, a także dla rozrywki i podtrzymania formy wygrała również Ligę Narodów? Dlaczego nasi siatkarze, tak doświadczeni i ograni na wielkich imprezach, jak Bartosz Kurek, Michał Kubiak czy Fabian Drzyzga nie wytrzymali mentalnie tegorocznych wyzwań i zawiedli pokładane w nich nadzieje. A gdy presji nie wytrzymali liderzy kadry, ich śladem poszła reszta i nagle wszyscy nasi siatkarze w trzecim secie meczu ze Słowenią zaczęli popełnić kardynalne błędy i zespół rozpadł się na kawałki.
Nie ma żadnego powodu do dyskusji, czy Vital Heynen powinien nadal prowadzić polska kadrę. Wyniki jego pracy są jednoznacznie dyskwalifikujące go w tej roli. Chłop niewątpliwie bardzo chciał dobrze, ale ewidentnie nie poradził sobie z prowadzeniem kadry, w której ma co najmniej 30 równorzędnych zawodników. Sztuką jest wybrać z nich graczy odpowiednich, a nie o najgłośniejszych nazwiskach. Sztuka też jest dobrze przygotować zespół do turnieju – fizycznie, taktycznie i mentalnie. Wygląda na to, że Heynen tego dobrze nie potrafi robić, ale ta jego nieumiejętność wychodziła w najważniejszych meczach, gdy po drugiej stronie siatki stawali rywale nie gorsi, za to lepiej zgrani i bardziej zdeterminowani. Bartosz Kurek w ostatnim secie meczu ze Słowenią nie zdobył punktu po żadnym ze swoich sześciu ataków, Wilfredo Leon nie zaserwował w najważniejszych momentach asa, nie postawił skutecznego bloku i stracił kilka punktów po złym odbiorze piłki, Michał Kubiak bez przerwy tracił punkty po nieprzemyślanych akcjach, a Fabian Drzyzga rozgrywał piłki wedle doskonale wszystkim znanych schematów, więc Słoweńcy w ciemno przesuwali się w miejsca, gdzie rozgrywający polskiej drużyny posyłał piłkę. Nie bardzo wiadomo dlaczego Heynen nie dokonał zmian, dlaczego nie posłał do walki Kamila Semeniuka, Tomasza Fornala i Aleksandra Śliwki. Teraz nie ma to już znaczenia, bo po meczu o brązowy medal jego kontrakt wygasł i wątpliwe by ktoś z PZPS chciał jeszcze z nim rozmawiać o czymś innym, niż tylko finansowe rozliczenia.

Nasi siatkarze sprężyli się w meczu o brązowy medal bardziej niż Serbowie, którzy w półfinałowej porażce z Włochami stracili szanse na obronę mistrzowskiego tytułu. Wygrana 3:0 została okrzyczana jako sukces, ale to tylko PR-owski bełkot. Polacy mieli wszystkie atuty w ręku, żeby ten turniej wygrać, lecz zajęli tylko trzecie miejsce. Brązowy medal jest ich porażką, nie sukcesem. A władze PZPS powinny przyjrzeć się bliżej włoskiemu eksperymentowi (odmłodzona radykalnie reprezentacja Włoch zdobyła mistrzostwo Europy pokonując w finale Słowenię 3:2) – u nas też jest pokolenie młodych, piekielnie utalentowanych i pozbawionych kompleksów i wolnych od przesądów siatkarzy. Trzeba tylko dać im trenera z wizją i pomysłem, a sukcesy, te prawdziwe, mierzone złotymi medalami, z pewnością przyjdą. Trzeba schować dwa tytuły mistrzów świata do gabloty i zacząć wszystko od początku. Nie twierdzimy, że nowy selekcjonera reprezentacji Polski powinien zrezygnować z Kurka, Kubiaka, Drzyzgi, Nowakowskiego czy Zatorskiego, na pewno jednak nie powinien zaczynać układania kadry akurat od tych właśnie zawodników.

Z Rosją poszło łatwo, ale na drodze znów Słowenia

Zwycięstwo naszych siatkarzy w starciu z Rosjanami, aktualnymi wicemistrzami olimpijskimi, było sensacją tylko z powodu łatwości z jaką biało-czerwoni pokonali ekipę „Sbornej”– 3:0 w setach do 14, 24 i 19. Teraz reprezentację Polski czeka w 1/2 finału potyczka z drużyną Słowenii, z którą na tym etapie przegrali w mistrzostwach Europy w 2019 roku.

Po przeprowadzce z Krakowa do Gdańska forma polskiej drużyny jeszcze poszła w górę. Już w krakowskiej Tauron Arenie biało-czerwoni dwa ostatnie spotkania grupowe, z Belgią i Ukrainą, wygrali po 3:0, ale w żadnym nie zagrali tak perfekcyjnie niemal w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła, jak uczynili to w obu meczach rozegranych w gdańskiej Ergo Arenie. Już w pierwszym występie w tej hali, w spotkaniu 1/8 finału z Finlandią podopieczni trenera Vitala Heynene pokazali pełną moc i nawet przez moment nie dali rywalom nadziei na wygranie choćby honorowego seta. Ich przewaga była tak duża, że belgijski selekcjoner już w połowie poszczególnych partii wpuszczał na boisko zmienników Bartosza Kurka, Wilfredo Leona czy Fabiana Drzyzgi. Blok, zagrywka, atak, przyjęcie – wszystko w ich grze funkcjonowało perfekcyjnie, a do tego dochodziła jeszcze zadowolenie, jakie czerpali z dopingu wypełnionych do ostatniego miejsca trybun. Dopingu, od którego przecież nie tylko siatkarze w czasie pandemii zdążyli się już odzwyczaić. „Na igrzyskach w Tokio trybuny świeciły pustkami, słyszeliśmy każdy pisk buta, każde słowo na boisku. Przychodzenie na salę, gdzie są tylko zawodnicy i dziennikarze, było smutne. Jesteśmy przyzwyczajeni do pełnych trybun w Polsce, czy to na meczach klubowych, czy reprezentacji. W czasie spotkania z Finlandią atmosfera była fantastyczna, tak samo było w meczu z Rosją. To nas niosło do walki o każdą piłkę” – przyznał rozgrywający naszej drużyny
Fabian Drzyzga.
Przed rozpoczęciem tegorocznego turnieju o mistrzostwo Europy przewidywano, że biało-czerwoni trafia na zespół Rosji dopiero w półfinale, bo był on murowanym faworytem do zwycięstwa w grupie C. Niespodziewanie jednak „Sborna” zajęła dopiero drugą lokatę, za Holandią. Co prawda rosyjska drużyna w fazie grupowej doznała tylko jednej porażki, ulegając Turcji, to jednak formą nie zachwycała. Także w meczu 1/8 finału z dużo niżej notowaną ekipą Ukrainy podopieczni fińskiego trenera Tuomasa Sammelvuo nie zachwycili swoją grą, chociaż wygrali bez większych problemów 3:1. Daleko im było jednak do dyspozycji prezentowanej w olimpijskim turnieju, w którym zmiatali kolejnych rywali z parkietu i dopiero w finale zostali zatrzymani przez grającą ponad swoje możliwości reprezentacje Francji.
W europejskim czempionacie trener Sammelvuo nie mógł jednak powołać do kadry wszystkich najlepszych rosyjskich siatkarzy. Jeszcze przed igrzyskami z gry w kadrze zrezygnował środkowy Dmitrij Muserski, a na ME 2021 z powodu problemów zdrowotnych nie mogli zagrać atakujący Maksim Michajłow i jego zmiennik na tej pozycji Wiktor Poletajew, a już w czasie turnieju urazu nabawił się kolejny atakujący – Kiriłł Klec. Fiński szkoleniowiec musiał załatać lukę przesuwając na tę pozycję przyjmującego Jegora Kliukę oraz wezwał w ramach tzw. transferu medycznego dodatkowego atakującego Maksima Żygałowa.
Potyczki z reprezentacją Rosji są dla sympatyków siatkówki w Polsce tym samym, co dla fanów piłki nożnej mecze z Niemcami czy Anglią. Triumfy nad tym zespołem pamięta się najbardziej i najbardziej docenia, co pewnie jest pokłosiem legendarnego już dzisiaj meczu ekipy Huberta Wagnera o złoto na igrzyskach 1976 roku w Montrealu. Z sześciu ostatnich spotkań z Rosj Polacy wygrali trzy, w tym 3:1 w tegorocznej Lidze Narodów i teraz 3:0 w europejskim czempionacie, które z pewnością zostanie na długo zapamiętane ze względu na niespotykaną we wcześniejszych potyczkach miażdżącą wręcz przewagę biało-czerwonych. Była ona widoczna zwłaszcza w pierwszym secie, wygranym przez Polaków 25:14. Bez wątpienia to był najlepszy mecz naszej siatkarskiej reprezentacji nie tylko w tym turnieju, ale w całym tegorocznym sezonie, a może nawet w ostatnich kilku latach. „Prym w polskim zespole wiedli Wilfredo Leon i Bartosz Kurek, którzy zdobyli po 14 punktów, ale też wspaniale walczyli w obronie i przyjęciu. Brawa należą się jednak całej drużynie, także zmiennikom. Rosjanie tylko w drugim secie stawili naszej drużynie mocniejszy opór i przegrali dopiero na przewagi 24:26, lecz nawet w tej partii nie potrafili przejąć inicjatywy i wypracować punktowej przewagi. Natomiast pierwsza i trzecia odsłona tego spotkania była koncertem gry w wykonaniu biało-czerwonych, co przyznały w pomeczowych recenzjach nawet rosyjskie media. „Cieszy mnie zwycięstwo, ale jeszcze bardziej cieszy to, że ta grupa po niepowodzeniu na igrzyskach wróciła do gry i prezentuje taki wysoki poziom. Ja mogę jedynie wejść do szatni i bić brawo. Jestem z nich dumny. Podnieść się z tak trudnej chwili i miesiąc później grać tak fantastycznie to naprawdę sztuka” – powiedział zadowolony z wygranej trener Vital Heynen.
W półfinale reprezentacja Polski będzie miała okazję do rewanżu na Słoweńcach za porażkę sprzed dwóch lat, poniesioną także w półfinale mistrzostw Europy 2019. Co ciekawe, zestaw półfinalistów w obu tych europejskich czempionatach różni się tylko jednym zespołem – dwa lata temu w 1/2 finału zagrały Polska ze Słowenią oraz Francja z Serbią, a w tym roku Polska ponownie zmierzy się ze Słowenią, zaś w drugiej parze Serbia zagra z Włochami. Po raz kolejny potwierdza się opinia, że łatwiej jest zdobyć olimpijskie złoto, niż wygrać mistrzostwo najsilniejszego pod względem siatkarskim na świecie Starego Kontynentu. Najlepszym dowodem jest choćby to, że w 1/8 finału odpadli złoci medaliści igrzysk 2020/21 roku w Tokio, a w ćwierćfinale srebrni medaliści Rosjanie.
Perspektywa półfinałowego starcia z zespołem Słowenii wzbudza jednak pewien niepokój w polskim obozie. To w ostatnich latach przeciwnik piekielnie dla biało-czerwonych niewygodny, a jeszcze na dodatek w ćwierćfinałowym spotkaniu z Czechami, którzy chwilę wcześniej w imponującym stylu wyrzucili za burtę turnieju Francuzów, Słoweńcy pokazali siatkówkę naprawdę na mistrzowskim poziomie, chociaż nie mieli większej przewagi w żadnych statystykach. Wielką formą błysnęli atakujący Toncek Stern i Tine Urnaut, legitymujący się 85 procentem skuteczność w ataku. Ale wszyscy gracze wicemistrzów Europy z 2015 i 2019 roku grali jak w transie, notując jako zespół 76-procentową skuteczność w ataku i 62-procentową w przyjęciu. Nic dziwnego, że ograli Czechów 3:0 (25:21, 25:19, 27:25) i pewnie awansowali do półfinału.
W drugiej parze Włosi, którzy łatwo pokonali Niemców 3:0, zmierzą się z Serbią, która z kolei wygrała z Holandią 3:0. Spotkania półfinałowe odbędą się w sobotę w katowickim Spodku. Polska rozpocznie mecz ze Słowenia o 17:30.

Finlandia pokonana, teraz czas na Rosjan

Reprezentacja Polski siatkarzy bez żadnych problemów pokonała w 1/8 finału mistrzostw Europy drużynę Finlandii 3:0 i w ćwierćfinale zagra z Rosjanami, wicemistrzami olimpijskimi z Tokio, którzy z kolei zwyciężyli zespół Ukrainy 3:1.

Nasi siatkarze fazę grupową europejskiego czempionatu zakończyli bez porażki, pokonując po kolei zespoły Portugalii (3:1), Serbii (3:2), Grecji (3:1), Belgii (3:0) i Ukrainy (3:0). Bez porażki do następnej rundy awansowały jeszcze tylko zespoły Francji i Włoch. Biało-czerwoni zajęli pierwsze miejsce w rozgrywającej wszystkie mecze w Krakowie grupie A i zgodnie z turniejową drabinką w 1/8 finału trafili na czwarty zespół grupy C – Finlandię. W pozostałych parach stworzonych z tych dwóch grup Rosja trafiła na Ukrainę, Holandia na Portugalię, a Serbia na Turcję. Cztery pozostałe pary 1/8 finału utworzyły drużyny z grup B i D – Włochy z Łotwą, Niemcy z Bułgarią, Słowenia z Chorwacją i Francja z Czechami. Te cztery spotkania odbędą się w Ostrawie, a ich zwycięzcy także w tym czeskim mieście powalczą w ćwierćfinale. Nasi siatkarze nie będą musieli się ruszać z Gdańska, bo w Ergo Arenie zaplanowano też spotkania ćwierćfinałowe zespołów z grup A i C. Jeśli polski zespół pokona we wtorek Rosjan, na półfinałowy mecz przeniesie się do Katowic. W „Spodku” w sobotę 18 września zostaną rozegrane oba spotkania 1/2 finału, a w niedzielę oba mecze o medale.
Wybrańcy trenera Vitala Heynena w fazie grupowej musieli wytężyć siły jedynie w spotkaniu z broniącymi tytułu mistrzów Europy Serbami. Był to jak do tej pory ich jedyny występ zakończony tie-breakiem. W starciu z zespołem Finlandii biało-czerwoni byli murowanymi faworytami. Ekipa „Suomi” w fazie grupowej wygrała trzy spotkania – z Macedonią Północną (3:1), Hiszpanią (3:0) i Turcją (3:2), przegrała natomiast z Holandią (1:3) i Rosją (1:3).
Belgijski selekcjoner biało-czerwonych w pięciu meczach w krakowskiej Tauron Arenie dał pograć wszystkim 14 zawodnikom powołanym na mistrzostwa Europy i żaden z graczy nie zawiódł jego zaufania. Dzięki temu liderzy kadry, Wilfredo Leon i Bartosz Kurek, nie byli nadmiernie eksploatowani, bo Łukasz Kaczmarek, Kamil Semeniuk, Grzegorz Łomacz, Meteusz Bieniek, Damian Wojtaszek (libero) i Aleksander Śliwka wielokrotnie udowodnili Heynenowi, że nie ustępują graczom z wyjściowego składu, który także w spotkaniu z Finami tworzyli: Fabian Drzyzga, Bartosz Kurek, Michał Kubiak, Wilfredo Leon, Jakub Kochanowski, Piotr Nowakowski i Paweł Zatorski (libero).
Zespół Finlandii przegrał starcie z aktualnymi mistrzami świata po 83 minutach nierównej walki. „To była czysta przyjemność być dzisiaj w Ergo Arenie i oglądać grę polskiego zespołu. Aż sam miałem wielką ochotę wejść na boisko i żałowałem, że nie jestem już czynnym zawodnikiem oraz że nie jestem Polakiem. Między publicznością i polskimi siatkarzami była niezwykła więź, która dodatkowo napędzała graczy do jeszcze lepszej gry. Finlandia rozegrała dobry turniej, ale dzisiaj została przez mój zespół zmieciona” – stwierdził po meczu wyraźnie rozpromieniony Vital Heynen. I nawet pozwolił sobie na żart: „Przed meczem z Finlandią prosiłem tylko zawodników o jedno, żeby byli skoncentrowani od początku każdego seta. I proszę, podziałało. Czasem praca trenera jest bardzo prosta i przyjemna.
Ale w ćwierćfinale już tak łatwo z pewnością nie będzie. „Rosja to srebrni medaliści igrzysk olimpijskich w Tokio. To mówi samo za siebie. Czeka nas we wtorek bardzo trudny mecz” – przyznał belgijski trener reprezentacji Polski.
W innych dyscyplinach sportu Ukraińcy i Rosjanie unikają bezpośredniej rywalizacji, ale w trakcie dużych turniejów uniknąć konfrontacji czasem się nie da. Do takiej właśnie sytuacji doszło w mistrzostwach Europy siatkarzy, gdy zespół Rosji zajął drugą lokatę w swojej grupie, a Ukraina trzecią w swojej i zgodnie z drabinką turniejową oba zespoły trafiły na siebie w 1/8 finału. Była to pierwsza potyczka siatkarzy tych dwóch zwaśnionych krajów od 15 lat. Podczas przywitaniu obu zespołów na boisku nie doszło do żadnych zgrzytów, lecz na trybunach Ergo Areny ukraińscy kibice protestowali podczas odgrywania rosyjskiego hymnu. W trakcie spotkania do żadnych innych incydentów nie doszło. Zespół Ukrainy tylko w pierwszym secie stawił opór faworyzowanej drużynie Rosji, lecz w trzech kolejnych partiach nie był już w stanie nawiązać walki. „Sborna” wygrała 3:1 (22:25, 25:16, 25:22, 25:22) i w ćwierćfinale zmierzy się z reprezentacją Polski.

Kibice wybaczyli kadrze Heynena wpadkę w Tokio

Polscy siatkarze w mistrzostwach Europy chcą zrehabilitować się za niepowodzenie w turnieju olimpijskim z Tokio. W dwóch pierwszych meczach w grupie A nie zachwycili jednak wysoką formą – z dużo niżej notowaną Portugalią stracili seta (3:1), a z broniącą tytułu Serbią wygrali dopiero w tie-breaku 3:2 (25:21, 23:25, 20:25, 25:20, 16:14).

Biało-czerwoni nie zaczęli więc zmagań o mistrzostwo Starego Kontynentu z impetem. Z Portugalczykami wygrali jeszcze dość pewnie 3:1 (25:16, 22:25, 25:16, 25:19) i co ważniejsze, pomijając słabszy moment w drugim secie, zagrali na wysokim poziomie. Trener polskiej reprezentacji Vital Heynen przekonywał, że pod względem fizycznym jego podopieczni są w dobrej formie, lecz zagadką jest ich nastawienie mentalne po klęsce na igrzyskach w Tokio. I dawał do zrozumienia, że nawet on sam nie wie czy gracze, których wystawi do gry w Krakowie, zdołają odzyskać sympatię polskiej publiczność. Spotkania z Portugalią i Serbią w Tauron Arenie pokazały jednak, że kibice wybaczyli naszym siatkarzom wpadkę w Tokio. Doping ponad 15 tysięcy kibiców okazał się szczególnie pomocny w sobotniej potyczce biało-czerwonych z Serbami.
W meczu z Portugalczykami trener Heynen posłał do walki Fabiana Drzyzgę, Bartosza Kurka, Michała Kubiaka, Wilfredo Leona, Jakuba Kochanowskiego, Piotra Nowakowskiego, Damiana Wojtaszka (libero) oraz zmienników Mateusza Bieńka, Pawła Zatorskiego (libero), Łukasza Kaczmarka, Grzegorza Łomacza i Kamila Semeniuka. Przeciwko Serbii belgijski selekcjoner wystawił Drzyzgę, Kurka, Kubiaka, Leona, Bieńka i Zatorskiego oraz w roli zmienników Wojtaszka, Nowakowskiego, Semeniuka, Kaczmarka i Łomacza.
Na taki mecz nasi siatkarze czekali od dawna, bo po raz pierwszy od dwóch lat zagrali przy pełnych trybunach. W spotkaniu z tak wymagającym przeciwnikiem jak drużyna Serbii to był potężny atut po stronie gospodarzy. Przyznał to otwarcie trener Heynen. „Gdybyśmy rozgrywali ten turniej na wyjeździe, to nie odnieślibyśmy zwycięstwa. Kibice, waleczność moich zawodników, to wszystko zaważyło w meczu z Serbami na naszą korzyść” – stwierdził belgijski szkoleniowiec. I dodał: „Dla mnie istotne jest też to, że był to nasz pierwszy wygrany tie-break w tym sezonie. Dwa razy przegraliśmy po pięciu setach z Francją – w Lidze Narodów i igrzyskach olimpijskich, gdzie także po pięciu setach pokonali nas Irańczycy. To wywalczone z takim trudem zwycięstwo wiele nas kosztowało, więc dopiero w południe ocenię których graczy będę mógł wystawić do meczu z Grekami. Dla mnie ważne też jest to, jak się będzie miewał Michał Kubiak”. Przywiązanie Heynena do kapitana naszej reprezentacji może go jednak sporo kosztować. Za upór w wystawianiu znajdującego się z słabej formie Kubiaka zapłacił porażką z Francją w ćwierćfinale igrzysk w Tokio, a w sobotę o mały włos przegrałby z tego powodu także z Serbią. Na szczęście w czwartym secie dokonał zmiany i to dublerzy Kubiaka, zwłaszcza Kamil Semeniuk, oraz wprowadzony za Drzyzgę rozgrywający Grzegorz Łomacz w kluczowych momentach przyczynili się do zwycięstwa polskiej drużyny. Pora by belgijski trener w końcu wyciągnął odpowiednie wnioski.
Po wygranych 3:1 z Portugalią i 3:2 z Serbią polscy siatkarze mają na koncie 5 punktów. W tabeli grupy A awansowali na drugą lokatę, za Serbami, którzy wcześniej rozegrali dwa wygrane mecze z Belgią i Ukrainą i mieli na koncie 7 punktów. Ale po niedzielnym meczu z najsłabszą jw grupie A drużyną Grecji (zakończył się po zamknięciu wydania) biało-czerwoni w przypadku wygranej za trzy punkty (przy wyniku 3:0 lub 3:1) mieli szansę objąć prowadzenie. Nikt nie przewidywał kłopotów polskiej drużyny z pokonaniem nie tylko Greków, ale też w poniedziałkowym meczu ekipy Belgii, która na dodatek nie jest chyba w najwyższej formie, skoro przegrała z Portugalią. Mecz z Serbią był więc de facto spotkaniem o pierwszą lokatę w grupie A i dobrze się stało, że na swoja korzyść rozstrzygnęli je Polacy.
W tegorocznym europejskim czempionacie 24 reprezentacje narodowe walczą nie tylko o medale, ale też rekordowe premie finansowe. Europejska Konfederacja Piłki Siatkowej (CEV) przeznaczyła na nagrody równy milion euro (ok. 4,5 mln złotych). To największa pula nagród w historii tej imprezy. Zdobywcy złotego medal otrzymają pół miliona euro, wicemistrzowie Europy 250 tys. euro, a brązowi medaliści 150 tys. euro. Czwarty zespół w stawce dostanie 100 tys. euro. Dla porównania – pula nagród podczas poprzednich mistrzostw Europy, w 2019 roku, wynosiła 750 tys. euro. Reprezentacja Polski, która w tym turnieju zajęła trzecią lokatę, zarobiła wówczas 100 tys. euro.

Polacy zaczęli mistrzostwa Europy w siatkówce od zwycięstwa

W minioną środę rozpoczęły się mistrzostwa Europy siatkarzy, których gospodarzami są Polska, Czechy, Finlandia i Estonia. Biało-czerwoni w pierwszej rundzie czempionatu są w Krakowie gospodarzami rozgrywek w grupie A i o awans do kolejnej fazy rozgrywek powalczą z zespołami Portugalii, Serbii, Grecji, Belgii i Ukrainy. Zaczęli od pokonania Portugalczyków 3:1.

Mistrzowskiego tytułu w tegorocznym czempionacie naszego kontynentu broni reprezentacja Serbii, którą los przydzielił do „polskiej” grupy A i z którą biało-czerwoni zmierzą się w sobotę 4 września. Będzie to pierwszy poważny sprawdzian formy naszej narodowej drużyny, bo zwycięstwo w czwartkowym meczu z dużo niżej notowaną Portugalią miało być i było jedynie formalnością. Biało-czerwoni wygrali pierwszego seta 25:16, ale potem coś się w ich grze pokiełbasiło, bo drugą partię sensacyjnie przegrali 22:25. Nie był to jednak przejaw jakiegoś głębszego kryzysu, bo dwa następne sety podopieczni trenera Heynena wygrali pewnie 25:16 i 25:19.

W prognozach przed turniejem przewidywano, że Polacy i Serbowie w bezpośrednim starciu rozstrzygną, który z tych zespołów awansuje z pierwszego miejsca. Dla przypomnienia podajemy skład pozostałych trzech grup: B (Czechy, Ostrawa) – Czechy, Włochy, Słowenia, Bułgaria, Czarnogóra, Białoruś; grupa C (Tampere, Finlandia) – Finlandia, Rosja, Turcja, Holandia, Hiszpania, Macedonia Północna oraz grupa D (Tallinn, Estonia) – Estonia, Łotwa, Francja, Niemcy, Słowacja, Chorwacja. Do 1/8 finału awansują po cztery najlepsze zespoły z czterech grup, a pary w tej fazie rozgrywek zostaną utworzone z zespołów z grup A i C oraz B i D.
Po bolesnej klęsce na igrzyskach w Tokio kibice siatkówki w Polsce oczekują od ekipy biało-czerwonych prowadzonej przez Vitala Heynena pełnej rehabilitacji, czyli wywalczenia mistrzostwa Europy. Belgijski selekcjoner nie dokonał żadnych zmian w kadrze olimpijskiej, uzupełnił ja tylko o dwóch graczy – libero Damian Wojtaszka i przyjmującego Tomasza Fornala. Było to możliwe, bo w europejskim czempionacie kadry zespołów mogą liczyć 14 zawodników (w turnieju olimpijskim tylko 12). A skład naszej reprezentacji wygląda tak: rozgrywający – Fabian Drzyzga, Grzegorz Łomacz; przyjmujący – Michał Kubiak, Wilfredo Leon, Kamil Semeniuk, Aleksander Śliwka, Tomasz Fornal; atakujący – Łukasz Kaczmarek, Bartosz Kurek; środkowi – Mateusz Bieniek, Jakub Kochanowski, Piotr Nowakowski; libero – Paweł Zatorski, Damian Wojtaszek. Warto też przypomnieć skład sztabu trenerskiego, bo wszystko wskazuje, że po mistrzostwach Europy dojdzie do zmiany selekcjonera. Vital Heynen, który dał już do zrozumienia, że nie będzie uczestniczył w konkursie na nowego trenera polskiej drużyny, ma taką oto grupę współpracowników: Michał Mieszko Gogol (asystent trenera), Sebastian Pawlik (asystent trenera), Jakub Gniado (trener przygotowania fizycznego), Robert Kaźmierczak (statystyk), Jan Sokal (lekarz), Paweł Brandt (fizjoterapeuta), Tomasz Pieczko (fizjoterapeuta) i Elżbieta Poznar (kierownik reprezentacji).
Trener Heynen jest trochę przygaszony i chyba rzeczywiście traktuje te mistrzostwa jako swoje pożegnanie w roli trenera polskiej kadry. Na łamach portalu SportoweFakty.pl belgijski szkoleniowiec dzieli się swoimi refleksjami. W pierwszym odcinku napisał: „Jeśli kibice nas nie wesprą, zespół będzie miał problemy, żeby osiągnąć dobry wynik. Potrzebujemy waszego dopingu, od pierwszej do ostatniej piłki”. W drugim podzielił się swoimi przemyśleniami i wątpliwościami, jakie targały nim w przededniu pierwszego meczu w turnieju, z Portugalczykami. „Jako trener mam dziś w głowie tylko jedno: żeby dać zespołowi tak dużo pozytywnej energii przed meczem z Portugalią, jak to możliwe. Został jeden dzień do startu mistrzostw. To będzie długi dzień. Zrobię tak, jak robię zawsze. Dzień przed pierwszym meczem dużego turnieju zaprezentuję drużynie plan taktyczny. Obudziłem się wcześnie rano, wtedy lepiej mi się myśli, i pracowałem nad taktyką. Zdecydowaną większość stworzyliśmy już wcześniej, jednak pewne rzeczy trzeba było jeszcze doprecyzować. Zajmie mi to kilka godzin, potem wyślę całość do sztabu szkoleniowego i wydrukujemy małe książeczki, które dostaną zawodnicy. Otrzymują takie przed każdym spotkaniem, będzie w nich rozpisane, jak grają nasi kolejni rywale. Dziś mamy też ostatni trening, na którym będziemy sprawdzać różne warianty taktyczne.
Nie powiedziałem jeszcze zawodnikom, kto wyjdzie w pierwszej szóstce na mecz z Portugalią. Zrobię to dziś (…)” – napisał selekcjoner biało-czerwonych.
Terminarz gier w grupie A:
2 września 2021 (czwartek)
14:30 Grecja – Ukraina; 17:30 Polska – Portugalia; 20:30 Belgia – Serbia;
3 września 2021 (piątek)
17:30 Belgia – Portugalia; 20:30 Ukraina – Serbia; 4 września 2021; 17:30 Belgia – Grecja; 20:30 Serbia – Polska;
5 września 2021
17:30 Portugalia – Ukraina; 20:30 Grecja – Polska;
6 września 2021
17:30 Portugalia – Serbia; 20:30 Polska – Belgia;
7 września 2021
17:30 Serbia – Grecja; 20:30 Ukraina – Belgia
8 września 2021
17:30 Polska – Ukraina; 20:30 Grecja – Portugalia.

Siatkówka: Panowie zaczynają, a panie już skończyły

Kończą się powoli zmagania siatkarek w mistrzostwach Europy, bowiem turniej rozgrywany w Serbii, Bułgarii, Rumunii i Chorwacji wszedł już w fazę ćwierćfinałową i skończy się w sobotę 4 września. A już w środę 1 września do rywalizacji o prymat w Europie przystąpią siatkarze. Reprezentacja Polski zacznie turniej w czwartek meczem z Portugalią.

Nasze siatkarki w fazie grupowej rywalizowały w Płowdiw w grupie B z zespołami Bułgarii, Grecji, Hiszpanii, Niemiec i Czech. Podopieczne trenera Jacka Nawrockiego spisały się nadspodziewanie dobrze, wygrywając cztery pierwsze spotkania – 3:1 z Niemkami, 3:0 z Greczynkami, 3:0 z Hiszpankami i 3:1 z Czeszkami, ale w ostatnim meczu grupowym z gospodyniami turnieju grupy B Bułgarkami nieoczekiwanie (wcześniej w 10 kolejnych spotkaniach z nimi biało-czerwone pewnie zwyciężały) doznały porażki 1:3 i ostatecznie zajęły drugą lokatę. Skutkiem tego w 1/8 finału przyszło im zmierzyć się z reprezentacją Ukrainy, z którą nie przegrały meczu od 20 lat. Polki były więc w tym spotkaniu murowanymi faworytkami, lecz po pierwszym przegranym secie 21:25 w serca polskich kibiców wkradł się niepokój. Biało-czerwone grały w tej partii fatalnie i nie ma wiele przesady w opinii, że był to najsłabszy set w wykonaniu reprezentacji Polski siatkarek w XXI wieku. „Takie mecze są zawsze nerwowe, a to spotkanie rozpoczęło przecież zmagania w fazie pucharowej. Tylko zespoły mające olbrzymią przewagę mogą sobie pozwolić w takich potyczkach na fajerwerki” – tłumaczył postawę swojego zespołu trener Nawrocki. Selekcjoner kadry biało-czerwonych zachował jednak zimną krew i wreszcie dokonał trafnych roszad kadrowych, skutkiem czego już w drugim secie polski zespół zaczął prezentować wyższą jakość gry. Na ukraińska drużynę to wystarczyło i Polki już do końca spotkania nie oddały inicjatywy wygrywając trzy kolejne partie 25:21, 25:22 i 25:17. W ekipie biało-czerwonych wystąpiły: Wenerska, Stysiak, Łukasik, Górecka, Efimienko-Młotkowska, Alagierska, Stenzel (libero), Jagła (libero) oraz Grajber, Nowicka, Smarzek i Czyrniańska.
Obyło się zatem bez sensacji, czego nie zdołały uniknąć grupowe pogromczynie Polek, Bułgarki, które w 1/8 finału nieoczekiwanie przegrały z niżej notowaną drużyną Szwecji po tie-breaku 2:3 (25:12, 21:25, 22:25, 25:14, 17:19). Niespodziewanym wynikiem zakończył się też mecz pomiędzy Chorwacji z Francją. Spotkanie w tie-breaku 3:2 (16:25, 25:21, 22:25, 25:22, 15:12) wygrały Francuzki, które fazę grupową zakończyły na 3. miejscu w grupie A, i to one w ćwierćfinale zmierzą się w środę z ekipą Serbii. W drugim poniedziałkowym spotkaniu 1/8 finału Holandia wygrała z Niemcami 3:1 i we wtorek w ćwierćfinale zmierzyła się z rewelacyjnymi Szwedkami, gromiąc je bez trudu 3:0. Równie łatwo z Polkami uporały się faworyzowane Turczynki, najlepsza drużyna w grupie D, która przez fazę grupową przeszła bez porażki i choćby jednego straconego seta, a w 1/8 finału pokonała zespół Czech 3:1. „Turcja to mocny zespół, dobrze nam znany. Ale my przyjechaliśmy tutaj walczyć i na pewno nie oddamy im żadnego punktu bez walki” – zapewniał przed ćwierćfinałowym starciem trener Jacek Nawrocki. Trochę przesadził, bo biało-czerwone przegrały w setach 18:25, 13:25, 23:25 i teraz w PZPS będzie dyskusja, co zrobić z selekcjonerem kadry – zostawić czy mu jednak podziękować. Ale nasze młode siatkarki szczerze się po porażce z Turcją popłakały, więc może warto dalej inwestować w ten zespół, skoro Nawrockiemu w miejsce gwiazd udało się znaleźć zastępczynie niewiele słabsze, za to o wiele bardziej ambitne.

W środę zaplanowano dwa pozostałe spotkania 1/4 finału: Włochy – Rosja oraz Francja – Serbia. Włoszki w 1/8 finału wyeliminowały Belgijski (3:1), a Rosjanki pokonały Białorusinki 3:1.

Tymczasem reprezentacja Polski siatkarzy opuściła swój matecznik w Spale, gdzie przez ostatnie dwa tygodnie przygotowywała się do kolejnego wyzwania – mistrzostw Europy, które zostaną rozegrane w Polsce, Czechach, Estonii i Finlandię. Impreza rozpocznie się już w środę 1 września, ale Polacy pierwszy mecz w grupie, z Portugalią, rozegrają dzień później. Całą fazę grupową biało-czerwoni spędzą w Krakowie, a w kolejnych rundach europejskiego czempionatu, oczywiście jeśli do nich awansują, zagrają w Gdańsku i Katowicach.

Wyniki ME 2021 siatkarek:

1/8 finału:
Polska – Ukraina 3:1
(21:25, 25:21, 25:22, 25:17);
Bułgaria – Szwecja 2:3
(25:12, 21:25, 22:25, 25:14, 17:19);
Turcja – Czechy 3:1
(25:13, 22:25, 25:14, 25:13);
Chorwacja – Francja 2:3
(25:16, 21:25, 25:22, 22:25, 12:15);
Serbia – Węgry 3:0 (25:20, 25:19, 25:17)
Włochy – Belgia 3:1
(25:14, 23:25, 25:17, 25:12);
Rosja – Białoruś 3:1
(27:25, 25:20, 19:25, 25:23);
Zestaw par 1/4 finału:
Holandia – Szwecja 3:0;
Turcja – Polska 3:0;
Francja – Serbia;
Włochy – Rosja.

Heynen do weryfikacji

Prezes PZPS Jacek Kasprzyk wywołał małą medialną sensację ogłaszając, że jeśli Vital Heynen po mistrzostwach Europy zechce nadal prowadzić kadrę naszych siatkarzy, będzie musiał powalczyć o tę posadę w konkursie.

Heynen nie wypełnił najważniejszego zadania, jakie przed nim w tym sezonie postawiły władze naszej siatkarskiej federacji, bo nie zdobył w Tokio olimpijskiego medalu. Belgijski szkoleniowiec w nielicznych wypowiedziach dla polskich mediów przyznawał szczerze, że zawiódł oczekiwania i jest gotów ponieść za to konsekwencje. Dawał tym do zrozumienia, iż ewentualna dymisja nie byłaby dla niego zaskoczeniem. Nic takiego jednak nie nastąpiło i Heynen w połowie sierpnia rozpoczął w Spale przygotowania reprezentacji do rozpoczynających się 1 września mistrzostw Europy.
Niewykluczone jednak, że będzie to ostatnia impreza, w której poprowadzi kadrę naszych siatkarzy. I to bez względu na wynik, jaki biało-czerwoni osiągną w europejskim czempionacie. Prezes Kasprzak nie pozostawił w tej kwestii niedomówień – w wypowiedzi przed kamerami TVP Sport otwarcie przyznał, że kontrakt belgijskiego szkoleniowca nie zostanie automatycznie przedłużony po mistrzostwach Europy. Jeśli będzie chciał pracować dalej z kadrą, musi wystartować w konkursie, który zostanie w stosownym czasie ogłoszony” – zapowiedział prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej.
Nie omieszkał przy trochę trzyletnią pracę belgijskiego trenera zrecenzować. „Nie jest łatwym człowiekiem we współpracy. Trzeba mu było przypominać, że to my jesteśmy pracodawcą i chcemy mieć pewien wpływ na funkcjonowanie grupy. Wiem, że bardzo przeżył porażkę w Tokio. Do tej pory był zwycięzcą. Przywoził medale, nawet na ostatniej imprezie przed turniejem olimpijskim. Igrzyska to pierwsze zawody z ogromną przegraną. Po nim mógł powiedzieć, że rezygnuje. Nie zrobił tego. Uważa, że nasi zawodnicy są najlepsi. Zmobilizował graczy, aby jeszcze raz zawalczyli razem. Nie wiemy jednak jaki przyniesie to efekt” – stwierdził prezes Kasprzak.

Kadra Heynena znów trenuje w Spale

Rozpoczęło się zgrupowanie naszej siatkarskiej reprezentacji przed rozpoczynającymi się 1 września mistrzostwami Europy w siatkówce mężczyzn, których Polska jest współgospodarzem. Trener Vital Heynen powołał do kadry 12 uczestników igrzysk w Tokio, a ponadto Norberta Hubera, Tomasza Fornala i Damiana Wojtaszka.

Po nieudanym dla naszej siatkarskiej reprezentacji występie w igrzyskach olimpijskich, gdzie jak wszyscy dobrze pamiętamy odpadli już w ćwierćfinale po porażce z późniejszymi zdobywcami olimpijskiego złota Francuzami, kibice oczekują od niej rehabilitacji w mistrzostwach Europy. Tym bardziej, że impreza, chociaż organizowana przez cztery kraje (Polskę, Czechy, Estonię i Finlandię), w lwiej części odbędzie się w naszym kraju – w Krakowie, Gdańsku i Katowicach.
Trener Vital Heynen ma na zgrupowaniu w Spale do dyspozycji 15 zawodników, ale do turnieju można zgłosić 14, zatem jeden z powołanych graczy będzie musiał najpóźniej 28 sierpnia wrócić do domu, bo tego dnia polska reprezentacja zakończy przygotowania do startu w mistrzostwach Europy. Ze Spały nasi siatkarze przeniosą się do Krakowa, gdzie rywalizować będą w grupie A. Pierwsze spotkanie rozegrają 2 września z Portugalią (początek godz. o godz. 17:30.
W fazie grupowej biało-czerwoni zmierzy się z pięcioma zespołami. Oprócz Portugalii będą to ekipy Serbii (4 września, godz. 20:30), Grecji (5 września, 20:30), Belgii (6 września, 20:30) oraz Ukrainy (8 września, 17:30). Tegoroczne mistrzostwa Europy rozpoczną się 1 września 2021 roku meczami Finlandii z Macedonią Północną oraz Estonii z Litwą. W turnieju wystartują 24 drużyny, które podzielono na cztery grupy, które walczyć będą o awans do kolejnej fazy mistrzostw w Krakowie, Ostrawie, Tallinie i Tampere.
Kadra Polski:
Atakujący: Bartosz Kurek (Wolfdogs Nagoya, Japonia), Łukasz Kaczmarek (Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle); Rozgrywający: Fabian Drzyzga (Asseco Resovia Rzeszów), Grzegorz Łomacz (PGE Skra Bełchatów); Środkowi: Piotr Nowakowski (Projekt Warszawa), Mateusz Bieniek (PGE Skra Bełchatów), Jakub Kochanowski (Asseco Resovia Rzeszów), Norbert Huber (Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle); Przyjmujący: Michał Kubiak (Panasonic Panthers, Japonia), Aleksander Śliwka (Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle), Kamil Semeniuk (Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle), Wilfredo Leon (Sir Safety Perugia, Włochy), Tomasz Fornal (Jastrzębski Węgiel);
Libero: Paweł Zatorski (Asseco Resovia Rzeszów), Damian Wojtaszek (Projekt Warszawa).

IO 2020/21: Wszyscy czekali na wygraną siatkarzy, ale się nie doczekali

Przełożony przez organizatorów na późny wieczór wedle japońskiego czasu ćwierćfinałowy mecz naszych siatkarzy z Francją był ostatnim akordem wtorkowych zmagań biało-czerwonych na olimpijskich arenach w Tokio. Niestety, było to smutne zakończenie, albowiem biało-czerwoni przegrali z Francją 2:3 i odpadli z walki o olimpijskie medale. To piąte igrzyska w XXI wieku, w których reprezentacja Polski odpada w 1/4 finału.

Jako pierwsze do skromnego jak dotąd medalowego dorobku polskiej reprezentacji we wtorek dorzuciły się kajakarki Karolina Naja i Anna Puławska, zdobywając srebro w wyścigu dwójek (K-2) na dystansie 500 metrów. Polki minimalnie przegrały w finale z ekipą Nowej Zelandii (Lisa Carrington, Caitlin Regal), która zwyciężyła z czasem 1:35,785, ustanawiając nowy rekord olimpijski. Polki były wolniejsze o zaledwie 0,968 sekundy. Brąz zdobyły Węgierki (Danuta Kozak, Dora Bodony). Warto odnotować, że nasze kobiece kajakarskie dwójki w wyścigach na 500 m nie schodzą z podium od igrzysk 2000 roku w Sydney. „Jestem w kadrze od 2009 roku i wiem, że to nie przypadek. Teraz dominują zawodniczki z rocznika 1990, które już mają w dorobku trzy olimpijskie medale, a w sobotę mogą zdobyć kolejny w czwórce” – twierdzi Karolina Naja, która ma już w swoim dorobku trzy medale olimpijskie. W ostatnich latach przywiozła brąz z Londynu (2012) i Rio de Janeiro (2016), pływając jeszcze z Beatą Mikołajczyk. Po igrzyskach w Brazylii kajakarka zaszła w ciążę i wzięła roczny rozbrat ze sportem. Po urodzeniu syna wróciła do treningów i startów. Dla Puławskiej to dopiero pierwsze igrzyska w karierze. W parze z Nają świetnie spisywała się już jednak na ostatnich mistrzostwach świata w Szegedzie w 2019 roku, gdy Polki sięgnęły po srebro. Na tegorocznych mistrzostwach Europy w Poznaniu również uplasowały się na drugim stopniu podium. Obie nasze reprezentantki wystartują jeszcze w wyścigu kajakarskich czwórek (K4) na 500 m. W ekipie oprócz Naji i Puławskiej popłyną jeszcze Helena Wiśniewska i Justyna Iskrzycka (popłyną w piątek). We wtorkowych finałach walczyły jeszcze Marta Walczykiewicz (4. miejsce w K1 na 200 m) oraz kanadyjkarze Wiktor Głazunow i Tomasz Barniak (7. miejsce w C2 na 1000 m).
Nie zawiódł oczekiwań zapaśnik Tadeusz Michalik i do dorobku polskiej ekipy dorzucił brązowy medal w kategorii do 97 kg, pokonując w walce o trzecie miejsce Węgra Alexa Gergo Szoke. W półfinale Polak przegrał z dwukrotnym mistrzem świata Rosjaninem Musą Jewłojewem, faworytem zawodów w Tokio w tej wadze, więc swój występ w Tokio może uznać za udany.
Kolejne medale miały zdobyć nasze młociarki i nie zawiodły. Anita Włodarczyk wygrała wynikiem 78,48 m i zdobyła swój trzeci złoty medal olimpijski w karierze. W ostatniej próbie Chinka Zheng Wang zepchnęła Malwinę Kopron na trzeciej miejsce wynikiem 77,03 m, więc ostatecznie nasze młociarki wywalczyły dwa medale – złoty i brązowy. Trzecia z naszych reprezentantek, Joanna Fiodorow zajęła siódmą lokatę i po konkursie ogłosiła zakończenie sportowej kariery.

Nadzieje na kolejny medal olimpijski w Tokio wiązaliśmy z tyczkarzem Piotrem Liskiem, lecz wynik 5,80 w finale starczył mu tylko na zajęcie szóstego miejsca. Wygrał fenomenalny Szwed Armand Duplantis z rezultatem 6,02 m, przed Amerykaninem Chrisem Nilsenem (5,97, m) i Brazylijczykiem Thiago Brazem (5,87 m).
Może lukę tę zapełni oszczepniczka Maria Andrejczyk. W kwalifikacjach już w pierwszej próbie posłała oszczep na odległość 65,24 m, czyli poza minimum uprawniające do udziału w finale. Wielkie kłopoty miały jednak groźne rywalki Andrejczyk. Wśród 12 zawodniczek, które wystąpią w finale, zabraknie dwukrotnej mistrzyni olimpijskiej (2008, 2012) i rekordzistki świata – Barbory Spotakovej. Odpadła także Sara Kolak, która w Tokio miała bronić tytułu mistrzyni olimpijskiej. Nie oznacza to jednak „autostrady do złota” dla Polki. Groźna będzie na pewno Chinka Lyu Huihui (61,99 m w kwalifikacjach) i Australijka Mackenzie Little, która w Tokio ustanowiła rekord życiowy 62,37 m. Finał igrzysk olimpijskich w rzucie oszczepem kobiet odbędzie się w czwartek. Początek rywalizacji o godzinie 13:50.
Ale we wtorek kibice w Polsce czekali przede wszystkim na kolejny zwycięski występ siatkarzy, jedynej naszej ekipy w grach zespołowych na igrzyskach w Tokio. Biało-czerwoni zakończyli zmagania w pierwszej fazie turnieju olimpijskiego na pierwszym miejscu w grupie A i w 1/4 finału trafili na czwarty zespół w grupie B, którym okazała się ekipa Francji. Trójkolorowi zaczęli zmagania w fazie grupowej słabo, ale w czwartej serii gier nieoczekiwanie wygrali z niepokonaną wcześniej Rosją, a w ostatniej kolejce urwali dwa sety drużynie Brazylii, sygnalizując tymi rezultatami niepokojący wzrost formy.

To wzbudziło w polskim obozie nerwowość, bo w ostatniej potyczce z Francuzami, w tegorocznej Lidze Narodów, biało-czerwoni nie dość że przegrali 2:3, to jeszcze rozstali się z rywalami w fatalnej atmosferze, bowiem gwiazdor trójkolorowych Earvin Ngapeth oskarżył publicznie trenera Vitala Heynena oraz kapitana naszej drużyny Michała Kubiaka o… rasizm. Francuski siatkarz na jednym z portali społecznościowych napisał, że belgijski trener biało-czerwonych nazywał osobę pracującą przy Lidze Narodów „czarnuchem”, zaś kapitan naszej kadry na boisku miał wulgarnie odzywać się do graczy francuskiego zespołu. „To czysty rasizm! Są na to świadkowie. Nie wspominam nawet o obelgach ze strony pana Kubiaka w trakcie meczu (takich jak sk****n). Czy takie osoby mają być częścią świata siatkówki?” – napisał na Instagramie N’Gapeth. Heynen odpowiedział mu na Twitterze takim wpisem: „Jeden jedyny raz zareaguję na to, co napisano w internecie. W całym moim życiu nie dopuściłem się rasistowskich określeń wobec drugiej osoby. Co więcej, mocno wierzę w równość wszystkich ludzi bez względu na ich kolor skóry, religię czy pochodzenie”.
Ale oskarżenia francuskiego siatkarza wywołały reakcję Międzynarodowej Federacji Piłki Siatkowej (FIVB), która podjęła decyzję o wszczęciu śledztwa. „FIVB jest świadoma komentarza, który siatkarz reprezentacji Francji Earvin N’Gapeth umieścił w mediach społecznościowych. Prowadzimy obecnie dochodzenie w sprawie zarzutów o dyskryminujące zachowanie. Jeśli zostanie stwierdzone, że doszło do naruszenia Regulaminu Dyscyplinarnego FIVB, sprawa zostanie przekazana do Panelu Dyscyplinarnego” – poinformowała organizacja w komunikacie. Do tej pory FIVB nie zdradziła wyników dochodzenia.
Wtorkowy mecz z Francją miał więc dać też odpowiedź na pytanie, jak wyglądają obecnie relacje między graczami obu drużyn (kilku zawodników w kadrze Francji to zawodnicy polskich klubów) oraz jak w trakcie spotkania zachowywać względem siebie będą N’Gapeth, Kubiak i Heynen.

Zachowywali się jak trzeba, ale pod względem sportowym Francuz zagrał na nosie i Heynenowi i Kubiakowi. Belg pogubił się w tym meczu, bo dokonał złych wyborów personalnych. Najgorszym z nich było wystawienie w wyjściowym składzie Kubiaka. Ale trzeba uczciwie przyzna, że poza Wilfredo Leonem i Pawłem Zatorskim, praktycznie wszyscy pozostali gracze naszej kadry w najważniejszych momentach spotkania zawodzili. I dlatego przegrali walkę o półfinał.

Warto podkreślić, że żaden z czterech zespołów z grupy A nie awansował do strefy medalowej. W rozegranych wcześniej pozostałych meczach 1/4 finału Rosjanie pokonali Kanadyjczyków 3:0 (25:21, 30:28, 25:22), Brazylia wygrała z Japonią 3:0 (25:20, 25:22, 25:20), a Włosi sensacyjnie przegrali po tie-breaku z Argentyńczykami 2:3 (25:21, 23:25, 22:25, 25:14, 12:15). Tak więc o medale powalczą wyłącznie zespoły z grupy B. W czwartek Rosja zagra z Brazylią, a Francja z Argentyną. Biało-czerwoni obejrzą sobie te mecze w telewizorze.