Prokurator obstruuje rozmowy

Prokurator generalny Ukrainy, Jurij Łucenko wszczął trzy śledztwa dotyczące poważnych zarzutów. Dziwne jest jednak to, że są one reakcją na oficjalne propozycje pokojowe strony ukraińskiej na spotkaniu Grupy Trójstronnej w Mińsku.

Propozycje te przedstawił były prezydent Ukrainy Leonid Kuczka. Chodziło w nich o przerwanie ognia, łącznie z zakazem otwierania ognia przez jednostki armii ukraińskiej w odpowiedzi na wystrzały ze strony przeciwnej i zdjęcie blokady ekonomicznej nieuznawanych republik: Donieckiej i Ługańskiej. Co to oznaczałoby w praktyce?
Po pierwsze przywrócenie wzajemnego obrotu handlowego między Ukraina a jej zbuntowanymi prowincjami. Po drugie rozpoczęcie procesu przywracania własności ukraińskim przedsiębiorcom ich zakładów na terytorium Donbasu i okolic Ługańska. Po trzecie obowiązywanie ukraińskiego prawa na tych terenach. Po czwarte wreszcie zatrzymanie eskalacji militarnej na linii frontu. A ogólnie to byłby pierwszy, bardzo ważny i konkretny krok w kierunku pokojowego uregulowania krwawego konfliktu, w którym życie straciło około 10 tysięcy ludzi, w znakomitej większości cywilów.
Jednak Jurij Łucenko, prokurator generalny Ukrainy zareagował natychmiast i w sposób radykalny.
„Jeszcze większy szok wywołują u mnie propozycje przedstawicieli Ukrainy w Mińskiej Grupie Kontaktowej, by nie otwierać ognia w stronę przeciwnika” – powiedział Łucenko. Osobiście, jak twierdzi, zarejestrował śledztwa: o finansowanie terrorystów („to dla tych, którzy uważają, że można wznowić relacje gospodarcze z terrorystami” mówił Łucenko), o utrudnianie działalności armii i o zdradę.
Co istotne, inicjatywa ukraińska została dobrze przyjęta przez przedstawicieli separatystów, stronę rosyjską i obserwatorów ze strony OBWE. Być może istotnie pomogłaby ruszyć z martwego punktu kwestię pokoju na Ukrainie. Można domniemywać, że to nie była własna inicjatywa Kuczmy, lecz nowego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, który przedtem skonsultował się z przedstawicielami Francji, Niemiec, USA i OBWE.
To jawny akt nieposłuszeństwa Jurija Łucenki wobec nowego prezydenta. Należało jednak tego oczekiwać od czasu, kiedy podczas inauguracyjnego swojego przemówienia Zełenski zażądał dymisji Łucenki. I ten mu teraz odpłaca. Oznacza to, że droga do pokoju na Ukrainie może być trudniejsza, niż chcieliby tego Ukraińcy.

Mój drogi narodzie…

„Mój drogi narodzie, całe życie próbowałem robić wszystko, by Ukraińcy się uśmiechali. (…) W ciągu najbliższych pięciu lat zrobię wszystko, byście nie płakali” – tak swoje inauguracyjne przemówienie zakończył 41-letni Wołodymyr Zełenski, zaprzysiężony dziś, nowy prezydent Ukrainy. Na początek okazało się, że Amerykanie nie są z niego zadowoleni.

Były komik i aktor odtworzył dziś scenę zaprzysiężenia, którą zagrał już w komediowym serialu „Sługa narodu”: opierając dłoń na ukraińskiej konstytucji i XVI-wiecznej Ewangelii przyrzekł chronić niepodległości swego kraju. W przemówieniu, które potem nastąpiło, wyznaczył trzy najważniejsze kierunki swej przyszłej polityki.
Jak się spodziewano, jego priorytetem ma być doprowadzenie do zawieszenia broni w konflikcie na wschodzie kraju, który od pięciu lat separuje się od reszty Ukrainy. Mimo zaangażowania wielkich środków, ofiar, które przyniosła ta wojna (ok. 13 tys. zabitych) i europejskich prób pokojowego rozstrzygnięcia sporu, nigdy do trwałego rozejmu nie doszło. Zełenski ogłosił swój zamiar mimo ekskluzywnego, ostrzegawczego spotkania z prowojennym, francusko-izraelskim publicystą politycznym Bernardem-Henrim Lévym i otwartego bojkotu ze strony Stanów Zjednoczonych: Rudy Giuliani, osobisty adwokat prezydenta USA i jego wysłannik, który miał być na inauguracji, odwołał wizytę w Kijowie wspominając o „wrogach” Trumpa, którzy mieliby znajdować się w otoczeniu Zełenskiego.
Ponadto nowy prezydent dał wyraźnie do zrozumienia, że prozachodni kierunek polityczny jego kraju zostanie utrzymany. Trzecią jego ważną decyzją polityczną jest rozwiązanie parlamentu. Do nowych wyborów miało dojść jesienią, ale chce on wykorzystać ludową sympatię, którą się cieszy, by wymienić skompromitowaną aferami korupcyjnymi post-majdanową klasę polityczną.
Nowy, sprzyjający mu parlament umożliwiłby mu wprowadzenie w życie swych projektów politycznych. Przy okazji zwrócił się do obecnego parlamentu, by zwolnił ze stanowisk ministra obrony, prokuratora generalnego i szefa tajnej policji SBU, wiernych poprzedniemu prezydentowi Poroszence.
Zełenski obiecał efektywną walkę z epidemiczną korupcją, lecz szczegóły jego programu pozostają ciągle dość niejasne,a przyszła ekipa rządząca właściwie nieznana. Będzie miał ciężkie zadania przed sobą, przede wszystkim gospodarcze, gdyż ekonomia Ukrainy jest w opłakanym stanie. Są i inne trudności: dotychczasowi, niechętni mu deputowani są w stanie dość łatwo, proceduralnie zablokować rozwiązanie parlamentu, a irytacja Stanów Zjednoczonych może wpłynąć na zmianę jego planów.

Sługo narodu, do dzieła!

Tydzień minął od ukraińskich wyborów prezydenckich. Niezwykle ważnych też dla Polski.

Bo Ukraina to nasz sąsiad aspirujący do NATO i Unii Europejskiej. Bo w Polsce pracuje i studiuje już ponad 1,5 miliona przybyłych stamtąd Ukraińców. I jeśli doliczyć do nich ponad półmilionową społeczność ukraińską od lat mieszkającą w Polsce, posiadająca polskie obywatelstwa, to nietrudno zauważyć jak wielu tutaj czeka na deklaracje nowo wybranego tam prezydenta.
W trakcie kampanii wyborczej Wołodymyr Żełenski zapowiadał nowy styl uprawiania polityki. Wymianę pokoleniową ukraińskich politycznych elit. Miał ułatwione zadanie, bo jego najpoważniejszym rywalem okazał się urzędujący prezydent Petro Poroszenko. Prowadzący kampanię pod patriotycznymi, pobożnymi, nacjonalistycznie pobrzmiewającymi hasłami: „Język, armia, religia”.
Hasłami jeszcze niedawno ekscytującymi, wzbudzającymi poparcie. Dziś już niepopularnymi, brzmiącymi wczorajszymi problemami i emocjami.
Prezydent Petro Poroszenko pomimo swych zasług, politycznego doświadczenia i licznych osobistych przymiotów, przegrał z młodszym debiutantem. Jego klęskę radośnie komentowano w Rosji, bo Poroszenko swą politykę oparł na konflikcie z Kremlem i na religijno-kulturowym rozwodem z Rosją.
Nie opłakiwano go też w stolicach państw Unii Europejskiej. Paryż zdążył już, nieoficjalnie, przyjąć ukraińskiego następcę na tronie, oswoić się z nim. Trochę łez uronił Berlin, bo Poroszenko Z Niemcami próbował budować długoletnie strategiczne partnerstwo. Ale od razu też popłynęło z Berlina gorące zaproszenie dla oczekiwanego tam Żełeńskiego.
Władze w Warszawie odejście Poroszenki przyjęły z ulgą. Kanceliści pana prezydenta Dudy od dawna narzekali zaprzyjaźnionym dziennikarzom na brak dobrej współpracy z administracją Poroszenki.
Centrum rządzenia Polską zlokalizowane przy Nowogrodzkiej też polityki prezydenta Poroszenki nie akceptowało. Miało mu za złe, że zlekceważył zalecenie pana prezesa Kaczyńskiego. Przekazane do wiadomości wszystkim aktualnym i przyszłym przywódcom Ukrainy.
Zalecenie przestrzegające, że „Z Banderą Ukraina nie wejdzie do Unii Europejskiej”.
Dodatkowo prominentom PiS bardzo nie podobało się zatrudnianie przez ekipę Poroszenki byłych polskich polityków związanych z Platformą Obywatelska. Czemu naszych nie zatrudnia? – narzekali nieoficjalnie mediom.
Tydzień minął, a następca na prezydenckim, kijowskim tronie nie zaprezentował głównych kierunków swej polityki. Można dalej na takie wystąpienie cierpliwie czekać. A nuż wreszcie uchyli rąbka tajemnicy.
Można też, o czym coraz częściej i głośniej polscy parlamentarzyści rozmawiają, publicznie o to zapytać nowo wybranego prezydenta. A pytań jest wiele. Po stronie ław rządzących i opozycji też.
Opozycyjni polscy parlamentarzyści chcieliby usłyszeć, czy pan prezydent Żełenski będzie nadal kroczył w kierunku integracji z Unią Europejską? Nawet jeśli będzie miał „pod górkę”?
Czy może wybierze „wariant turecki”, czyli będzie dążył do integracji z gospodarką Unii Europejskiej, nie przyjmując wszystkich jej demokratycznych wartości i rozwiązań?
Zintegruje obie gospodarki przy zachowaniu niezgodnego z unijnymi standardami i wartościami ustroju ukraińskiego państwa, systemu sądowniczego, samorządowego.
I tu trzeba zadać nowemu prezydentowi Ukrainy powszechne wśród parlamentarzystów „Nowoczesnej” pytanie: czy podpisze i wprowadzi w życie kartę praw LGBT?
Bo na Ukrainie prawa mniejszości seksualnych nadal nie są przestrzegane. Osoby o homoseksualnej orientacji nadal są często prześladowane.
Skoro w czasie kampanii prezydenckiej pan Wołodymyr Żełenski zapowiadał nową politykę, inną od obecnej, to czy jej zmiana nastąpi też wobec środowisk LGBT?
Następnie warto zapytać nowego prezydenta, nadzorującego armię ukraińską, o politykę wobec Donbasu i Ługańska. Dwóch zbuntowanych wobec władzy w Kijowie regionów państwa ukraińskiego.
Czy pan prezydent Żełenski uzna buntowników za „partyzantów”, jak już raz powiedział, i zacznie z nimi negocjować warunki rozejmu i pokoju?
Czy utrzyma politykę swego poprzednika deklarującego, że z najemnikami Kremla nie rozmawia się, tylko walczy się z nimi?
Bardziej zainteresowani polityką międzynarodową parlamentarzyści chcieliby widzieć, czy pan prezydent Żełenski akceptuje „wariant normandzki” przy rozwiązywaniu konfliktu w zbuntowanych regionach? Nawet jeśli jest on niekorzystny dla władzy w Kijowie, bo może prowadzić do dużej autonomii zbuntowanych obecnie prowincji.
Trzeba też zapytać nowego prezydenta Ukrainy, co zamierza zrobić z zabranym Ukrainie Krymem. Żaden poważny polityk z UE nie neguje praw Ukrainy do tego terytorium.
Ale żaden z poważnych polityków nie wierzy, że Ukraina szybko Krym odzyska. Prędzej już wejdzie do NATO i Unii Europejskiej.
Ale aby państwo ukraińskie przystąpiło do NATO i UE, to wpierw musi mieć uregulowane swe państwowe granice.
Czyli za cenę wejścia do NATO i UE Ukraina będzie musiała zrzec się Krymu, albo kwestię jego odzyskania odłożyć w nieokreśloną przyszłość.
Co o tym myśli pan prezydent Żełenski? Czy gotowy jest taką cenę zapłacić?
Czy pomimo utraty Krymu jest gotowy do poprawy stosunków z Rosją?
Relacje Ukraina – Rosja bardzo interesują parlamentarzystów z PSL i wszystkich innych pochodzących ze wsi. Bo ewentualna poprawa relacji Moskwa – Kijów to zniesienie sankcji gospodarczych Unii Europejskiej. To ponowne otwarcie rynku rosyjskiego dla polskich produktów żywnościowych. To dla polskiego rolnictwa kwestia niezwykle ważna.
I problem ważny nie tylko dla parlamentarzystów PiS. Także tych z Kukiz’15 i PSL.
Czy nowy pan prezydent zerwie z kultywowaniem tradycji OUN-UPA, z gloryfikowaniem Stefana Bandery?
Czy potępi organizacje gloryfikujące ukraiński faszyzm?
Czy przeprosi za ludobójstwo ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu w latach 1943-1944?
Przeprosi nie tylko w czasie wizyty w Polsce, ale także w czasie wizyty na Wołyniu?
I na koniec pytanie, które powinno być pierwsze. Kiedy pan prezydent Wołodymyr Żełenski odwiedzi Warszawę?
Kancelaria pana prezydenta Dudy poinformowała o wysłaniu oficjalnego zaproszenia.
Wówczas zapewne parlamentarzyści polscy, którzy podzielili się ze mną intrygującymi ich pytaniami, będą mieli okazję zadać je sami.

Ukraina wybrała prezydenta

Był prezydentem Ukrainy w serialu, będzie nim także w prawdziwym życiu. Wołodymyr Zełenski rzucił Petra Poroszenkę na kolana w drugiej turze wyborów prezydenckich nad Dnieprem. Badania exit poll dają mu 73 proc. poparcia.

Zwycięstwo popularnego aktora i komika było wyraźne na zachodzie kraju – tam zdobył 56,9 proc. głosów, bezdyskusyjne w centralnych obwodach, gdzie miał 70,2 proc. i przytłaczające na wschodzie i południu, gdzie głosowało na niego odpowiednio 86 i 85 proc. wyborców. Za Poroszenką opowiedział się tylko obwód lwowski. Urzędujący prezydent uznał już swoją porażkę i pogratulował kontrkandydatowi, a Zełenski odwdzięczył się sugestią, że Poroszenko mógłby… objąć w przyszłości stanowisko rządowe, jeśli będzie taka „wola ludzi”.
Poza tym jednak w ukraińskiej administracji pojawią się nowe twarze – obiecał w pierwszym po ogłoszeniu wyników sondażu wystąpieniu prezydent-elekt. Zasugerował, że wśród zwalnianych polityków znajdzie się obecny prokurator generalny Jurij Łucenko. Oznajmił również, że jest gotów na każdy krok, by doprowadzić do zakończenia wojny na wschodzie Ukrainy. Jako swoje zadanie nr 1 na stanowisku głowy państwa wskazał zapewnienie ukraińskim jeńcom wojennym powrotu do domów.
Przed Zełenskim stoi jednak cały szereg wyzwań – a oczekiwania społeczne są ogromne. Głosy oddane na niego sami wyborcy nazywali głosami przeciwko całemu dotychczasowemu establishmentowi ukraińskiemu, skorumpowanym politykom, niesprawnej i przekupnej administracji, wszechwładzy oligarchów. Aktorowi zaufał zarówno elektorat krytycznie odnoszący się do wydarzeń Majdanu i zmian, które po jego zwycięstwie zachodziły na Ukrainie, rosyjskojęzyczni wyborcy ze wschodu i południa kraju, jak i poważna część obywateli, którzy ogólnie rzecz biorąc popierają proeuropejski i pronatowski kurs kraju, lecz rozczarowały ich afery korupcyjne w otoczeniu Poroszenki.
Przegrany prezydent nie wycofuje się z polityki. Zamierza skonsolidować swój obóz przed wyborami parlamentarnymi, które odbędą się na Ukrainie jesienią. Jego głównym rywalem znowu będzie wspierany zakulisowo przez oligarchę Ihora Kołomojskiego Wołodymyr Zełenski, jako przywódca partii Sługa Narodu. Nazwanej tak samo jak serial, na którym budował swoją popularność.

Wybór Ukrainy

Pierwsza tura wyborów prezydenckich ukazała w całej pełni głębię kryzysu politycznego, który od lat paraliżuje Ukrainę.

Objawami tego kryzysu są inflacja kandydatur (39) i niemal powszechna niechęć wobec dotychczasowej polityki. Przejawem tej niechęci jest żenująco słaby wynik uzyskany przez prezydenta Petro Poroszenkę, który wprawdzie zdołał wejść do drugiej tury, ale z wynikiem niemal o połowę słabszym niż uzyskany przez Wołodymyra Zełenskiego – popularnego aktora, ale człowieka spoza elity politycznej, bez jakiegokolwiek doświadczenia pracy państwowej.
Przyczyny tego stanu rzeczy tkwią nie tylko w fatalnych dla Ukrainy konsekwencjach tak zwanej „rewolucji godności” i konfliktu z Federacją Rosyjską. Obalenie w lutym 2014 roku prezydenta Wiktora Janukowycza było konsekwencją masowego sprzeciwu wobec odmowy podpisania przez niego umowy o stowarzyszeniu Ukrainy z Unią Europejską, protestu przeciw systematycznej korupcji i oburzenia wywołanego użyciem brutalnej siły wobec demonstrujących na kijowskim Majdanie. Obalenie Janukowycza rozbudziło wielkie nadzieje na demokratyczny i prozachodni rozwój Ukrainy, ale zarazem spotęgowało wewnętrzne podziały.
Podziały te mają korzenie historyczne. W momencie rozpadu ZSRR Ukraina obejmowała cztery regiony o wyraźnie różnej historii. Ukraina zadnieprzańska obejmuje ziemie, które do drugiej polowy XVII wieku stanowiły część państwa polsko-litewskiego i znalazły się pod panowaniem rosyjskim w wyniku powstania Chmielnickiego, Ugody Perejeslawskiej (1654) i kończącego wojnę polsko-rosyjską pokoju z 1686 roku. Ziemie te pozostawały pod panowaniem rosyjskim najdłużej, mają znaczącą liczebnie ludność rosyjskojęzyczną i tradycyjnie ciążą ku Rosji. Regionem jeszcze bardziej związanym historycznie z Rosją jest Krym, zdobyty dla Rosji w 1783 przez księcia Potiomkina, który odebrał ten półwysep chanatowi krymskiemu panującemu nad nim od 1441 roku. Krym stał się częścią Ukrainy dopiero w 1954 roku (decyzją Prezydium Rady Najwyższej ZSRR) a jego rosyjska w większości ludność po upadku ZSRR wielokrotnie opowiadała się za przyłączeniem do Federacji Rosyjskiej. Trzecim i największym regionem Ukrainy są obszary centralne, gdzie panowanie rosyjskie miało swe korzenie w trzech kolejnych rozbiorach Polski. Czwarty reszcie region obejmuje ziemie, które nigdy nie należały do Rosji a wcielone do ZSRR zostały dopiero w wyniku drugiej wojny światowej – są to dawna Galicja Wschodnia i Ukraina Zakarpacka, w latach międzywojennych stanowiąca część Czechosłowacji, następnie anektowana przez Węgry i po wojnie wcielona do ZSRR. Ten historyczny podział ma trwałe konsekwencje polityczne. Ukraina zachodnia (zwłaszcza dawna Galicja Wschodnia) to najsilniejsze oparcie dla ugrupowań nacjonalistycznych i prawicowych, podczas gdy wschód Ukrainy w kolejnych wyborach udzielał poparcia politykom opowiadającym się za zbliżeniem z Rosją. Tegoroczne wybory potwierdziły tę tendencję. Poroszenko wygrywał w części zachodniej, Zełenski znokautował go w centrum kraju. Czwarty pod względem liczby zdobytych głosów – prorosyjski polityk Jurij Bojko (11 proc.) – miał poparcie tylko na wschodzie kraju, gdzie wypadł nawet lepiej od Zełenskiego.
Kryzys polityczny jest tylko częściowo związany z konfliktem ukraińsko-rosyjskim. Gdy z rosyjskim poparciem dokonała się secesja Donbasu, większość mieszkańców wschodniej Ukrainy nie poparła tej rebelii. W rosyjskojęzycznym Dnieprze (dawnym Dniepropietrowsku) i w innych miastach tego regionu widziałem tablice ku czci ochotników poległych po stronie Ukrainy. Okazało się wtedy, że różnice kulturowe (w tym językowe) nie przekładają się automatycznie na lojalność polityczną. Naród ukraiński to nie tylko ludzie, dla których językiem ojczystym jest ukraiński. Dlatego terytorialny zasięg secesji nie pokrywa się z obszarem dominacji języka rosyjskiego.
Nie przeczy to jednak temu, że region wschodni nie udzielał tak zdecydowanego poparcia nowym władzom, jak zachód kraju. Przyczyniła się do tego nacjonalistyczna polityka „ukrainizacji”, której przejawem było uchwalenie (bezpośrednio po obaleniu Janukowycza) ustawy pozbawiającej język rosyjski statusu drugiego oficjalnego języka. Została ona wprawdzie pod naciskiem państw zachodnich anulowana, ale samo jej uchwalenie ujawniło intencje nowej władzy. Nacjonalizm powoduje alienację mieszkańców wschodniej Ukrainy, a tym samym pogłębia kryzys państwa.
Jeszcze poważniejsze są skutki fatalnej polityki gospodarczej, na której odbija się brak odważnej reformy. Bank światowy szacuje spadek ukraińskiego PKB po 2014 roku na co najmniej 16 procent. Spadła stopa życiowa, czego pośrednim efektem jest masowa emigracja Ukraińców, także do Polski. Równocześnie rosną fortuny oligarchów, do których należy także prezydent Poroszenko. Polaryzacja bogactwa i biedy w warunkach ogólnego zubożenia społeczeństwa rodzi protest społeczny skierowany, rzecz prosta, przeciw dotychczasowej elicie władzy.
Obciąża ją także w oczach obywateli niezdolność rozwiązania konfliktu z Rosją. Najbardziej radykalni nacjonaliści mają pretensje do Poroszenki o to, że nie jest dostatecznie antyrosyjski i że nic nie zrobił, by odzyskać Krym oraz zbuntowany Donbas. Krytycy nie mówią, jak prezydent miałby tego dokonać, ale wykorzystują przeciw niemu wzrost nastrojów antyrosyjskich. Z drugiej strony pojawiły się także zapowiedzi (między innymi Zełenskiego) szukania jakiegoś rozwiązania konfliktu, przy czym nie zostało jasno powiedziane, na jakich zasadach miałoby się to dokonać.
Przewidywanie wyniku drugiej tury (21 kwietnia) jest obciążone pewnym ryzykiem, gdyż w warunkach bardzo niestabilnej sytuacji politycznej nie można wykluczyć jakiegoś spektakularnego zwrotu na korzyść urzędującego prezydenta. Najprawdopodobniej jednak cudu nie będzie i Poroszenko – jak wszyscy jego poprzednicy – odejdzie po jednej kadencji. Nie będzie to oznaczało końca kryzysu, ale otworzy nowe perspektywy. Ewentualny kompromis z Federacja Rosyjską wymagałby od obu stron zrezygnowania z maksymalnych żądań. Nie wiem, czy obie strony są do tego gotowe. Byłby on jednak w interesie Ukrainy, Rosji i Unii Europejskiej. Ta ostatnia stoi po stronie Ukrainy, kontynuuje stosowanie wobec Rosji sankcji ekonomicznych, ale zarazem odczuwa negatywne skutki tej polityki i chętnie by od niej odeszła, gdyby w wyniku kompromisu ukraińsko-rosyjskiego stało się to możliwe. Jeśli Wołodymyr Zełenski zostanie prezydentem, stanie więc przed historycznym wyzwaniem.