Poniżył pracownicę, straci stanowisko?

Związek zawodowy we wrocławskim MPK domaga się odwołania prezesa Krzysztofa Balawejdera, gdyż ten publicznie poniżył zatrudnioną w spółce motorniczą.

Związkowcy zarzucają prezesowi mobbing i agresywną postawę wobec wielu pracowników. Ich zdaniem dalsze pełnienie przez niego funkcji zburzy dobry wizerunek wrocławskiego MPK oraz będzie kompromitacją tamtejszych urzędników, którym podlega prezes.

Brak szacunku dla pracowników

„Po raz kolejny jesteśmy świadkami, jak traktuje się pracowników naszej firmy. Nie ma znaczenia, czy jesteś kierowcą, motorniczym, pracownikiem zaplecza technicznego czy też pracownikiem administracji. Brak szacunku, lekceważenie. Jeszcze w październiku wnosiliśmy o spotkanie w tej sprawie. Do dnia dzisiejszego pismo pozostało bez odzewu” – stwierdził Waldemar Węgłowski, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Komunikacji Miejskiej w RP MOZ Wrocław w rozmowie z dziennikarzem portalu Tu Wrocław.

Wydarzenie, które przelało czarę goryczy, miało miejsce 12 lutego w okolicach wrocławskiego mostu Zwierzynieckiego. Na mocno wysłużonej linii wykoleił się tramwaj nauki jazdy. Opiekę nad kursantem sprawowała motornicza o wyjątkowo długim stażu i bogatym doświadczeniu. W opinii wielu pracowników MPK jest prawdziwą ekspertką w tej dziedzinie.
Na miejscu pojawił się prezes MPK Krzysztof Balawejder, który publicznie, przy świadkach, nazwał motorniczą „kretynką”.

Niby przeprosiny

O sprawie zrobiło się głośno. Pracownica poczuła się mocno dotknięta skandalicznym zachowaniem prezesa. Murem stanęli za nią koleżanki i koledzy z pracy, żądając poprzez swoją organizację związkową od prezesa wystosowania przeprosin. Balawejder, zamiast przeprosić, zaczął głupio tłumaczyć się w mediach społecznościowych. Stwierdził, że był pod wpływem emocji, a słowo „kretyn” użył w znaczeniu ogólnym, a nie konkretnie wobec motorniczej. Na końcu stwierdził, że jeśli jego podwładna poczuła się urażona jego słownictwem i zachowaniem, to ją przeprasza.
Jednocześnie zarząd spółki oświadczył, że motornicza nie będzie dalej szkolić innych pracowników. Nie oznacza to jednak degradacji, bowiem jej pensja nie została zmniejszona.

Związki nie ustępują

Ogólne, rzucone gdzieś w eter „przeprosiny” do niczego nie przekonały związkowców, którzy od wczoraj domagają się od władz Wrocławia bardziej stanowczych kroków wobec aroganckiego prezesa. Związkowcy napisali oficjalne otwarte pismo w tej sprawie.

„Z otrzymanych informacji niezbicie wynika, że sposób działania i zachowania Prezesa MPK Wrocław Sp. z o.o. Pana Krzysztofa Balawejdera nie przystoi urzędnikowi reprezentującemu organ założycielski MPK Wrocław Sp. z o.o. Międzyzakładowa Organizacja Związkowa ZZPKM we Wrocławiu posiada dowody przeciw Panu Prezesowi (…), świadczące o jego skandalicznych wypowiedziach, które nigdy nie powinny mieć miejsca w stosunku do podległych mu pracowników.” – czytamy w piśmie ZZPKM Wrocław.

Związkowcy twierdzą, że dalsze pełnienie funkcji prezesa przez Balawejdera nie tylko zburzy wizerunek spółki, ale także urzędników miejskich, którzy tę funkcję mu powierzyli oraz doprowadzi do całkowitego zaniku dialogu z załogą.

Co zrobi prezydent?

Działania pracowników wrocławskiego MPK to przykład na to, jak należy postępować z pracodawcą łamiącym prawa pracownicze i poniżającym swoich pracowników. Teraz los pyszałkowatego prezesa zależy od prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka. Tego samego, który podczas ostatniej kampanii wyborczej głosił, że „jako prezydent Wrocławia chce stworzyć miasto, które jest bliżej mieszkańców i ich codziennych spraw.” Pracownicy podległej prezydentowi spółki też są mieszkańcami miasta.

Porozmawiajmy o mediach

W państwach demokratycznych siła mediów jest tak wielka, że mogą one kształtować społeczeństwo i politykę. Poza tym spełniają funkcję kontrolną pozostałych trzech władz, aby nie dochodziło do nadużyć i korupcji. Tak sądzono do tej pory.

Jednak im dłużej obserwować sytuację w przestrzeni masowej komunikacji, tym bardziej rzuca się w oczy uzależnienie mediów od wielkiego kapitału, zblatowanie świata żurnalistyki i polityki, uzależnienie dziennikarstwa od interesów możnych tego świata. Powiązania polityki, biznesu i masowej komunikacji medialnej sprawiły, że zasada „otwartych drzwi” między biznesem i polityką działa dziś też w wymiarze medialnym. Media stały się nie tyle czwartą władzą w formie kontrolnej, a władzą stojącą na straży interesów właścicieli najszerzej pojętego kapitału.

Kolejnym niebezpiecznym aspektem działań dzisiejszych mediów są nachalne próby narzucania jednolitej wizji złożonej, rzeczywistości pełnej konfliktów, sprzecznych interesów, przeciwstawnych dążeń. Zgodnie z kanonami wolności, demokracji i swobody słowa ta cała złożona rzeczywistość powinna być prezentowana jak najdokładniej. Czy dziś tak jest? Naszym zdaniem nie. Zamiast tego współczesne środki przekazywania informacji, przy użyciu najnowszych technologii, pozwalają na urabiania mentalności pojedynczych ludzi i całych zbiorowości na skalę nieosiągalną dla XX-wiecznych totalitaryzmów, przy użyciu dużo subtelniejszych środków. Różni aktorzy nie ustają dziś w staraniach, by wdrukowywać w ludzkie umysły określone klisze, które decydują o ich spojrzeniu na świat, manipulują ich wyborami i przekonaniami. Na to nakłada się kult rozrywki i zabawy jako sposobu na życie. Biznes rozrywkowy to przecież bardzo ważna część przedsiębiorczości. Infantylizacja i banalizacja rzeczywistości pomagają sprawować rząd dusz.

O tych problemach chcemy dyskutować 29 stycznia w ramach comiesięcznej dyskusji. Zapraszamy na debatę we Wrocławiu (będzie również transmisja na profilu Strajk.eu na Facebooku). To jest esencja demokracji i wolności.

Dlaczego PiS zgnoił Międlara?

Zdaje się, że państwo w końcu wzięło się za jednego z najbardziej uciążliwych neofaszystów. Jacek Międlar usłyszał zarzut nawoływania do nienawiści.

Międlar został w piątek rano zakuty w kajdanki w swoim domu na Dolnym Śląsku. „Funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymali Jacka Międlara, w związku z podejrzeniem publicznego nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych poprzez publikację w dniu 9 listopada 2019 r. na portalu internetowym artykułu pt. »Polska w cieniu żydostwa. O masowej zdradzie i dywersji wobec odradzającego się Państwa, czyli skrywana prawda na stulecie odzyskania niepodległości«” – napisał rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn.

Ekstremista miał spędzić noc z piątku na sobotę miał spędzić w izbie zatrzymań. Prokuratura uwinęła się jednak z przesłuchaniem na tyle szybko, że zdążył na demonstrację z okazji rocznicy wprowadzenia stanu wojennego, zorganizowaną przez jego środowisko we Wrocławiu. Tym razem nie wznosił jednak okrzyków, a jedynie zaintonował: „Bóg, honor i ojczyzna”.

Przedstawiono mu zarzuty wzywania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych i wyznaniowych (art. 256 Kodeksu karnego) oraz stosowania wobec takiej grupy gróźb (art. 119 kk). Grozi za to do pięciu lat więzienia.

Międlar od lat pracował na pobyt za kratami. Po raz pierwszy usłyszeliśmy o nim w 2015 roku, kiedy, jeszcze jako ksiądz, wziął udział w rasistowskiej defiladzie, która przeszła ulicami Wrocławia krzycząc „Jebać Araba” oraz „Cała Polska śpiewa z nami – wypierdalać z uchodźcami”. Przemawiając posługiwał się kalkami z wokabularza III Rzeszy.

W publikacji, która była bezpośrednim powodem zatrzymania wygłosił zdanie przywołujące dość jasne skojarzenia: „Ostateczne rozwiązanie jest nieuniknione (…). Zbrójmy się więc, jak tylko możemy, w broń palną, organizujmy w szwadronach i komandach, rozpoznawajmy i inwentaryzujmy swoją lokalną V kolumnę” – pisał Międlar.

Przemysław Witkowski, analityk ruchów skrajnie prawicowych uważa, że zarzuty dla Międlara to decyzja dobra, choć mocno spóźniona. – Były ksiądz już wielokrotnie lekceważył polskie prawo: od wzywania do nienawiści, po nierejestrowaną sprzedaż książek. Już kilkakrotnie zarzuty wobec niego upadały w prokuraturach i sądach, zdawało się, iż pozostaje pod jakimś dziwnym parasolem polskiego państwa.

Dlaczego państwo akurat teraz przypomniało sobie o Międlarze? Według Witkowskiego mogła na to wpłynąć bieżąca sytuacja polityczna. – Wydaje się, że wzrost poparcia dla sojuszników eksksiędza z Konfederacji otrzeźwił podległe PiS polskie służby – mówi.– Rząd Morawieckiego chce pokazać w Europie, że nie jest skrajną prawicą, którą z kolei udaje przez polskim wyborcą – tłumaczy publicysta.

„Ekologiczna katastrofa” we Wrocławiu

Sezon jesienno-zimowy, to dobry czas by podyskutować o ekologii, ochronie środowiska, smogu i tematach z tym związanych. Zwłaszcza iż to dziś palące zagadnienia.

Społecznego Forum Wymiany Myśli zaprasza więc na najbliższą, październikową debatę poświęconą tej gorącej palecie tematów, tworzących cały wachlarz spraw niosących zagrożenia dla środowiska, egzystencji ludzkości i pojedynczego człowieka. Temat naszej najbliższej dyskusji brzmi:
– „EKOLOGICZNA KATASTROFA: WROCŁAW – POLSKA – EUROPA – ŚWIAT”
Do dyskusji zaprosiliśmy przedstawicieli środowisk ekologicznych z Wrocławia, jak również ludzi związanych z organizacjami zajmującymi się ochroną środowiska. Staramy się zapewnić obecność reprezentantów Uniwersytetu Przyrodniczego specjalizujących się w tej dziedzinie, jak również ludzi z branży górniczo-geologicznej mających inne spojrzenie na klimatyczne zmiany związane z tzw. antropocenem czyli epoką bezwzględnej hegemonii człowieka nad przyrodą. Do udziału w debacie zaprosiliśmy również przedstawicieli wrocławskiego magistratu, odpowiedzialnych za te sprawy w naszym mieście. Czyli będzie i „lokalnie” i „globalnie”. Tematyka jest nie tyle kontrowersyjna co wielopłaszczyznowa i budząca emocje. Może i tym razem w „Tajnych kompletach” też tak będzie. Debata odbędzie się w dniu 24.10.2019r., o godz. 17.30 w księgarni-kawiarni „TAJNE KOMPLETY”, ul. Przejście Garncarskie 2, we Wrocławiu.

Na kogo by tu…

Za dwa tygodnie będziemy wybierać naszych przedstawicieli do Sejmu. Ja, jako członek SLD, będę głosował na członka SLD. W okręgu wrocławskim na 3 miejscu listy Lewicy jest Arek Sikora. Arek jest sekretarzem Rady Dolnośląskiej SLD. Zawiaduje na co dzień strukturami partii w regionie. Robi to wzorowo i z wielkim poświęceniem. Jego biedna skoda czasami odmawia mu posłuszeństwa, ale Arek nie odpuszcza. Na jego głowie jest także koordynowanie całej kampanii w regionie. I daje radę.
Jeżeli Arek będzie tak samo pracowitym posłem, jak sekretarzem, to jestem spokojny o jego pozycję w Sejmie i dalszy los SLD. Arek jest przedstawicielem młodszego pokolenia w SLD. Dobra zmiana pokoleniowa w partii jest potrzebna. Ja co prawda też czuję się jeszcze bardzo młodo, ale Arek jest młodszy. Dlatego będę głosował na Arka i także zachęcam Koleżanki i Kolegów do podobnych decyzji. Na liście wszystkie nasze kandydatki i kandydaci z SLD są bardzo dobrzy, ale postawić można tylko na jedna osobę.

Ojciec Stachowiaka: Igora zamordowano!

Ojciec ofiary policyjnej przemocy – Igor Stachowiaka domaga się zmiany kwalifikacji czynu wobec czwórki eks-policjatnów.

Chodzi o to, aby byli funkcjonariusze nie byli sądzeni za ewentualne nadużycie uprawnień i znęcanie się, lecz za zabójstwo w zamiarze ewentualnym. Ich proces w pierwszej instancji zakończył się w czerwcu. Zostali oni skazani na kary bezwzględnego więzienia od dwóch do dwóch i pół roku.
Zamiary ojca Igora Stachowiaka ujawnia portal Onet.
– Całe dotychczasowe postępowanie sądowe sprowadzało się niemal wyłącznie do tego, co działo się w toalecie, a przecież już na Rynku użyto wobec Igora przemocy – powiedział dziennikarzom ojciec ofiary Maciej Stachowiak.
– Sąd powinien orzec, czy policjanci spowodowali śmierć mojego syna. Ja nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Uważam, że mój syn został zamordowany na komisariacie. W czerwcowym wyroku brakuje stwierdzenia, że Igor był torturowany, a przecież jak inaczej to nazwać – dodał.
Maciej Stachowiak ma też uwagi, co do przebiegu procesu w sądzie pierwszej instancji. Twierdzi, że nie zostali przesłuchani ratownicy medyczni, którzy pierwsi dotarli na komisariat przy ul. Trzemeskiej we Wrocławiu.
Przypomnijmy. Do tragedii doszło 15 maja 2016 r. Policjanci zatrzymali Igora Stachowiaka na wrocławskim rynku, skąd przewieźli go na komisariat. Tam był poddany wyjątkowo brutalnym torturom. Między innymi rażono go paralizatorem po genitaliach, gdy był w toalecie i był skuty kajdankami. Wkrótce zmarł. Sprawa wywołała poważną, acz krótkotrwałą dyskusję na temat nadużyć przemocy ze strony policji. Wielu aktywistów uważa je za powszechne i oskarża system sprawiedliwości o sprzyjanie funkcjonariuszom-sadystom.

Krew

To nie była żadna ustawka, żadna demonstracja lub kontrdemonstracja. Oto przypadkowe spotkanie dwóch nieznanych sobie ludzi we Wrocławiu.

Jeden z nich posłyszał krytyczny komentarz drugiego na temat homofobicznych, antylewicowych napisów opatrzonych znakami Autonomicznych Nacjonalistów, które „zdobią” nadodrzańskie bulwary we Wrocławiu. Posłyszał i zaatakował. Poważnie pobił zupełnie nieznanego sobie człowieka, jak się później okazało Przemysława Witkowskiego, jednego z komentatorów „Krytyki Politycznej”. Odchodząc bandyta zagroził pobitemu śmiercią i zapowiedział: „wszystkich was dopadnę”.
Do dzisiaj akty fizycznej agresji nazioli miały miejsce głównie podczas różnego rodzaju demonstracji. Dzisiejszy akt bandytyzmu był indywidualną akcją faszystowskiego aktywisty. Pewnie przechwala się właśnie swoim bohaterskim, patriotycznym wyczynem, chleje piwsko i zbiera wyrazy uznania współtowarzyszy.
Spotkanie było przypadkowe, ale działanie bandyty już nie. To efekt wieloletniej pobłażliwości dla tych środowisk ze strony PiS, Jarosława Kaczyńskiego, Tadeusza Rydzyka, niektórych hierarchów. Nie tylko pobłażliwości ale czasami wręcz zachęty i dopingu dla skrajnej polskiej prawicy żarliwie modlącej się na Jasnej Górze. To ich oskarżam o tą zbrodnię. To owoc ich działalności.
Właściwie to wszyscy spodziewali się, że kiedyś przekroczona zostanie i ta granica, że indywidualne napaści, pobicia na tle politycznym staną się faktem. To „kiedyś” to właśnie dzisiaj. We Wrocławiu.
Ale lewica zastraszyć się nie da. Nie może, gdyż jak uczy historia tylko lewica jest w stanie poskromić faszystowską bestię.
Mam głęboko w nosie wszelkie uroczyste deklaracje i zapewnienia że sprawca zostanie ukarany itp. itd. To nie chodzi o tego jednego nieszczęśnika, to chodzi o cały system starannie pielęgnowany w Polsce od dziesięcioleci. Potrzeba radykalnych zmian w polityce państwa, zmian, których PiS, ani żadna prawicowa partia nie chce, a może już i nie jest w stanie dokonać. Dlatego fotografię pobitego lewicowego dziennikarza powinien mieć przed oczami każdy podejmujący decyzję przy urnie wyborczej. Jutro to możesz być ty.

Nowa wersja wydarzeń

Czuję się w miarę spokojnie kiedy patrzę jak dwie strony walczą o to, kto był ważniejszy w 1989 roku. Grupa Lecha Wałęsy czy grupa Kaczyńskich? Ponieważ w tamtych czasach nie należałem do żadnej z tych grup mogę patrzeć spokojniej jak z rąk do rąk wyrywane jest tamte zwycięstwo.
Wg dzisiejszej władzy (PiS) był to sojusz byłych liderów Solidarności z komunistami. Wybory też były w zasadzie mistyfikacją, bo opozycja dogadała się z komunistami. Obecna władza, która była wtedy w Solidarności w mniejszości, ale oczywiście była, teraz twierdzi, że wiedziała o tym układzie okrągłostołowym i pozostała nadal w podziemiu. Tylko Porozumienie Centrum było partią, która nie uległa komunistycznemu ukąszeniu. Pierwsze prawdziwe wybory w Polsce odbyły się jesienią 1991 roku. Ponieważ ludzie obecnej władzy byli w zdecydowanej mniejszości w ”S”, która przejęła władzę po PZPR, to teraz twierdzą, że ich tam w zasadzie w ogóle nie było, bo nie chcieli brać udziału w rozkradaniu Polski. Oznacza to jednak, kraść było co i nieprawdą jest jakoby Porozumienie Centrum niczego nie przytuliło. Dlatego dzisiaj PiS jest zdecydowanie najbogatszą partią w Polsce i co próbuje nieudolnie ukrywać i udowadniać, że to inni kradli.
Komu bardziej to święto się należy? To widać na ulicach. Obecna władza stara się umniejszyć i upodlić to święto. Nie da się jednak wszystkiego zmarginalizować i powiedzieć: nas przy tym nie było. …Braliśmy udział w tamtych wydarzeniach, ale z obrzydzeniem… Dlatego PiS organizował z okazji wyborów 4 czerwca spotkania zamknięte, dla swoich elit, kameralne, bo i jego elektorat w tamtych czasach zachowywał się raczej wyczekująco i biernie.
To, że dzisiejsi liderzy PiS byli Solidarności w zdecydowanej mniejszości świadczy choćby fakt, że na Dolnym Śląsku byli posłowie i senatorowie wybrani z list „S” nie mają dzisiaj nic wspólnego z PiS-em. Czemu więc mieliby w PiS-ie coś tam świętować.
Ja 5 czerwca, rankiem, przeglądnąłem listy komisji wyborczych i kilku komisjach. To wystarczyło, by stwierdzić, że kończy się pewna epoka i nadchodzą nowe czasy.
Zaraz potem spotkałem się z Bogdanem Zdrojewskim. Był wtedy szefem ośrodka badania opinii przy komitecie obywatelskim. Wyciągnął nowoczesnego kaseciaka i chciał nagrać rozmowę. Wyciągnąłem taki sam, ale rozmowy nie było, bo o czym miałbym, mówić.
Za rok, Zdrojewski został prezydentem Wrocławia. Potem był senatorem, posłem ministrem i następnie europosłem. Teraz został, nie wiedzieć czemu, odstawiony na boczny tor. To tak jakby dobre Porsche postawić do garażu i niech rdzewieje.
Wydawało się, że życie napisało historię w sposób nie budzący wątpliwości i nie da się jej (historii) zmienić. PiS pokazuje, że można. Nie należę do żadnej z tych szarpiących się grup, ale nie jest mi obojętne jak ta szarpanina się zakończy i czy zwycięży prawda, czy też tylko nowa wersja wydarzeń.

Spotkamy się po raz 25.

Jednak można coś trwałego i zapowiadającego sukcesy na lewicy w Polsce zrobić. Od października 2017 roku we Wrocławiu działa Społeczne Forum Wymiany Myśli. Jest to zarówno forma klubu dyskusyjnego jak i płaszczyzna spotkań ludzi utożsamiających się z najszerzej pojmowaną tradycją oraz myślą lewicową.

Inicjatorzy i promotorzy tego przedsięwzięcia zakładali (i tak też to funkcjonuje po dziś dzień), iż ma to być lewicowy think-tank o poza-partyjnych i ponad-środowiskowych podziałach, dający możliwość zaprezentowania różnorodności myśli jaką lewicę się zawsze charakteryzowała. W czerwcu 2019 roku planujemy zorganizować już 25. imprezę (debatę) – czyli mały jubileusz – w ramach forum. Chcemy podyskutować jak państwo polskie powinno wyglądać po… POPiS-ie. Ale nie tylko debaty składają się na nasz dorobek. Organizowaliśmy różnego rodaju ewenty takie jak: wystawy fotografii obrazujące problematykę dzisiejszej palestyny i okupacji izraelskiej czy spotkania autorskie z pisarzami zaangarzowanymi. Zainicjowaliśmy „sklonowanie” naszego pomysłu w formie paralelnych forum w Warszawie i Bydgoszczy (na razie są to tylko te dwa ośrodki ale mamy plany aby objąć cały kraj, zwłaszcza mniejsze powiatowe ośrodki, tą inicjatywą). Składaliśmy kwiaty w dniu 1 maja pod obeliskami poświeconymi tradycjom ruchu robotniczego oraz byliśmy współorganizatorami tegorocznej manifestacji pierwszo majowej w Warszawie. 22 lipca ubiegłego roku spotkaliśmy się w Bydgoszczy na zorganizowanej przez nas oraz ośrodek w Bydgoszczy, międzynarodowej konferencji poświęconej planom na przyszłość. Sporą ich część udało się zrealizować. I to też uważamy za spore osiągnięcie biorąc pod uwagę skromność środków, bazy materialnej i personalnej przedsięwzięcia. Od samego początku ściśle współpracujemy z Portalem Strajk.eu oraz z fundacją „Naprzód”. Poczytujemy sobie za nasz sukces, iż z czasem do grona naszych partnerów dołączyły kolejne podmioty oraz media o lewicowej proweniencji: Tygodnik „Przegląd”, Portal Lewica.pl, stowarzyszenie „Pokolenia – Dolny Śląsk” ,Dziennik „Trybuna” i środowisko „Historia Czerwona”. Ostatnio do grona naszych partnerów dołączyła znana wrocławska kawiarnio – księgarnia „Tajne Komplety”. Mamy nadzieję że to nie koniec. W naszych dyskusjach i debatach brało udział sporo znanych i mniej znanych osób. Naszymi gośćmi byli m.in. prof. Bruno Drweski (Sorbona – Paryż), prof. Joanna Hańderek (Uniwersytet Jagielloński), prof. Gavin Rae (Akademia L. Koźmińskiego), Małgorzata Tracz i Katarzyna Lubiniecka-Różyło (czynne polityczki), Józef Pinior, Jacek Uczkiewicz, Maciej Wiśniowski (red. Naczelny Strajk.eu), Paweł Dybicz (z-ca red. Nacz. Tygodnika „Przegląd”), Oleg Muzyka (polityczny emigrant i dziennikarz ukraiński – Berlin). To tylko niektóre osoby z nami współpracujące i uczestniczące w naszych dyskusjach. Ze zrozumiałych względów wszystkich trudno jest tu wymienić. Dziękujemy im wszystkim z nadzieją że ta współpraca i wsparcie będą się nadal rozwijać. Na Facebooku funkcjonuje strona SFWM gdzie odnotowujemy skrupulatnie wszystkie nasze przedsięwzięcia; widać z nich, iż naszymi gośćmi (także w formie on-line, bowiem kilkakrotnie organizowaliśmy debaty z udziałem osób z zagranicy) byli ludzie z Francji, Ukrainy, Anglii, Palestyny, Bułgarii, Rosji i Niemiec. Z naszych debat od jakiegoś czasu prowadzimy transmisje on-line w internecie, na Facebooku. Cieszyły się one sporym zainteresowaniem, a liczba wejść i odsłon często przekraczała liczbę kilu tysięcy. Jednocześnie zachęcamy do odwiedzenia naszej strony na Facebooku. Pozdrawiając naszych sympatyków i osoby kibicujące naszej inicjatywie zapewniamy, iż jesteśmy otwarci na współpracę. Zapraszamy jednocześnie inne ośrodki i aktywistów „mających serce po lewej stronie” do kontaktu i rozprzestrzeniania tej inicjatywy po całym kraju. Niech temat planowanej na czerwiec debaty – „Jaka Polska po POPiS-ie” – zacznie się materializować naprzód w dyskusjach (gdyż na początku jest zawsze myśl i słowo), a potem w formie tworzenia politycznego, autentycznego i nowoczesnego ruchu politycznego o lewicowej twarzy i programie.

Niemoralna moralność premiera

W premierem Morawieckim razem byliśmy radnymi Sejmiku Dolnośląskiego w latach 1998-2002. Nie przypominam sobie jakiejś znaczącej aktywności ówczesnego radnego Morawieckiego. Uaktywnił się kiedy radni Sejmiku mieli dokonać wyboru banku do obsługi konta Urzędu Marszałkowskiego. Wtedy aktywnie lobbował, z dobrym skutkiem, aby radni zagłosowali za Bankiem Zachodnim WBK. Wtedy tam właśnie pracował radny Morawiecki.
Teraz, za sprawą Gazety Wyborczej, wyszła na jaw sprawa zakupu w tamtych czasach sporej ilości atrakcyjnej ziemi, za niewielkie pieniądze, na obrzeżach Wrocławia. Radny Morawiecki postanowił, że się uwłaszczy na gruntach państwowych oddanych za darmo kościołowi. Bo w tamtych czasach kościół pełną garścią brał od państwa grunty i inne dobra, które podobno były rekompensatą za poniewierkę kościoła za komuny. Potem te grunty szybko upłynniał i ślad po transakcjach najczęściej ginął. Tak było i w tym przypadku. Teraz te grunty warte są kilkadziesiąt milionów.
Na takim właśnie upłynnieniu postanowił się wzbogacić radny Morawiecki. Niestety sprawa, po kilkunastu latach, wyszła na światło dzienne. Ksiądz, który tę ziemię premierowi sprzedał został, za premierowania Morawieckiego, generałem.
Kiedy sprawa się rypła, żona premiera mówi, że jak miasto będzie tej ziemi potrzebowało, to ona sprzeda ją po cenie zakupu. To znaczy, że kilkanaście lat temu Morawieccy kupili ziemię i teraz, mając na celu dobro Wrocławia, oddadzą ziemię wartą kilkadziesiąt milionów, za bezcen miastu. Nie, oni widząc, że ta pazerność jest fatalnie odbierana przez społeczeństwo postanowili ratować sytuację. Premier Morawiecki tak się zagonił w wyborczej propagandzie, tak pokazuje jak to nie dbano o wpływy z WAT (to niestety prawda), tak pokazuje jak to PiS dobrze rządzi, że zapomniał, iż sam bardzo aktywnie dorobił się milionów w owych czasach, a inni, w dużej części wyborcy PiS, nie. Teraz, on milioner i do tego prawie spekulant gruntowy poucza nas, że trzeba być uczciwym jak to jest w PiS-ie właśnie. Ten grunt stał się teraz gorącym kartoflem w rękach Morawieckich i dlatego chcą oni oddać go miastu. Za kilka dni wybory, premier tyle się nakłamał o uczciwości w polityce, a tu nagle wychodzi szydło z worka. Ale pech.