Ojciec Stachowiaka: Igora zamordowano!

Ojciec ofiary policyjnej przemocy – Igor Stachowiaka domaga się zmiany kwalifikacji czynu wobec czwórki eks-policjatnów.

Chodzi o to, aby byli funkcjonariusze nie byli sądzeni za ewentualne nadużycie uprawnień i znęcanie się, lecz za zabójstwo w zamiarze ewentualnym. Ich proces w pierwszej instancji zakończył się w czerwcu. Zostali oni skazani na kary bezwzględnego więzienia od dwóch do dwóch i pół roku.
Zamiary ojca Igora Stachowiaka ujawnia portal Onet.
– Całe dotychczasowe postępowanie sądowe sprowadzało się niemal wyłącznie do tego, co działo się w toalecie, a przecież już na Rynku użyto wobec Igora przemocy – powiedział dziennikarzom ojciec ofiary Maciej Stachowiak.
– Sąd powinien orzec, czy policjanci spowodowali śmierć mojego syna. Ja nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Uważam, że mój syn został zamordowany na komisariacie. W czerwcowym wyroku brakuje stwierdzenia, że Igor był torturowany, a przecież jak inaczej to nazwać – dodał.
Maciej Stachowiak ma też uwagi, co do przebiegu procesu w sądzie pierwszej instancji. Twierdzi, że nie zostali przesłuchani ratownicy medyczni, którzy pierwsi dotarli na komisariat przy ul. Trzemeskiej we Wrocławiu.
Przypomnijmy. Do tragedii doszło 15 maja 2016 r. Policjanci zatrzymali Igora Stachowiaka na wrocławskim rynku, skąd przewieźli go na komisariat. Tam był poddany wyjątkowo brutalnym torturom. Między innymi rażono go paralizatorem po genitaliach, gdy był w toalecie i był skuty kajdankami. Wkrótce zmarł. Sprawa wywołała poważną, acz krótkotrwałą dyskusję na temat nadużyć przemocy ze strony policji. Wielu aktywistów uważa je za powszechne i oskarża system sprawiedliwości o sprzyjanie funkcjonariuszom-sadystom.

Krew

To nie była żadna ustawka, żadna demonstracja lub kontrdemonstracja. Oto przypadkowe spotkanie dwóch nieznanych sobie ludzi we Wrocławiu.

Jeden z nich posłyszał krytyczny komentarz drugiego na temat homofobicznych, antylewicowych napisów opatrzonych znakami Autonomicznych Nacjonalistów, które „zdobią” nadodrzańskie bulwary we Wrocławiu. Posłyszał i zaatakował. Poważnie pobił zupełnie nieznanego sobie człowieka, jak się później okazało Przemysława Witkowskiego, jednego z komentatorów „Krytyki Politycznej”. Odchodząc bandyta zagroził pobitemu śmiercią i zapowiedział: „wszystkich was dopadnę”.
Do dzisiaj akty fizycznej agresji nazioli miały miejsce głównie podczas różnego rodzaju demonstracji. Dzisiejszy akt bandytyzmu był indywidualną akcją faszystowskiego aktywisty. Pewnie przechwala się właśnie swoim bohaterskim, patriotycznym wyczynem, chleje piwsko i zbiera wyrazy uznania współtowarzyszy.
Spotkanie było przypadkowe, ale działanie bandyty już nie. To efekt wieloletniej pobłażliwości dla tych środowisk ze strony PiS, Jarosława Kaczyńskiego, Tadeusza Rydzyka, niektórych hierarchów. Nie tylko pobłażliwości ale czasami wręcz zachęty i dopingu dla skrajnej polskiej prawicy żarliwie modlącej się na Jasnej Górze. To ich oskarżam o tą zbrodnię. To owoc ich działalności.
Właściwie to wszyscy spodziewali się, że kiedyś przekroczona zostanie i ta granica, że indywidualne napaści, pobicia na tle politycznym staną się faktem. To „kiedyś” to właśnie dzisiaj. We Wrocławiu.
Ale lewica zastraszyć się nie da. Nie może, gdyż jak uczy historia tylko lewica jest w stanie poskromić faszystowską bestię.
Mam głęboko w nosie wszelkie uroczyste deklaracje i zapewnienia że sprawca zostanie ukarany itp. itd. To nie chodzi o tego jednego nieszczęśnika, to chodzi o cały system starannie pielęgnowany w Polsce od dziesięcioleci. Potrzeba radykalnych zmian w polityce państwa, zmian, których PiS, ani żadna prawicowa partia nie chce, a może już i nie jest w stanie dokonać. Dlatego fotografię pobitego lewicowego dziennikarza powinien mieć przed oczami każdy podejmujący decyzję przy urnie wyborczej. Jutro to możesz być ty.

Nowa wersja wydarzeń

Czuję się w miarę spokojnie kiedy patrzę jak dwie strony walczą o to, kto był ważniejszy w 1989 roku. Grupa Lecha Wałęsy czy grupa Kaczyńskich? Ponieważ w tamtych czasach nie należałem do żadnej z tych grup mogę patrzeć spokojniej jak z rąk do rąk wyrywane jest tamte zwycięstwo.
Wg dzisiejszej władzy (PiS) był to sojusz byłych liderów Solidarności z komunistami. Wybory też były w zasadzie mistyfikacją, bo opozycja dogadała się z komunistami. Obecna władza, która była wtedy w Solidarności w mniejszości, ale oczywiście była, teraz twierdzi, że wiedziała o tym układzie okrągłostołowym i pozostała nadal w podziemiu. Tylko Porozumienie Centrum było partią, która nie uległa komunistycznemu ukąszeniu. Pierwsze prawdziwe wybory w Polsce odbyły się jesienią 1991 roku. Ponieważ ludzie obecnej władzy byli w zdecydowanej mniejszości w ”S”, która przejęła władzę po PZPR, to teraz twierdzą, że ich tam w zasadzie w ogóle nie było, bo nie chcieli brać udziału w rozkradaniu Polski. Oznacza to jednak, kraść było co i nieprawdą jest jakoby Porozumienie Centrum niczego nie przytuliło. Dlatego dzisiaj PiS jest zdecydowanie najbogatszą partią w Polsce i co próbuje nieudolnie ukrywać i udowadniać, że to inni kradli.
Komu bardziej to święto się należy? To widać na ulicach. Obecna władza stara się umniejszyć i upodlić to święto. Nie da się jednak wszystkiego zmarginalizować i powiedzieć: nas przy tym nie było. …Braliśmy udział w tamtych wydarzeniach, ale z obrzydzeniem… Dlatego PiS organizował z okazji wyborów 4 czerwca spotkania zamknięte, dla swoich elit, kameralne, bo i jego elektorat w tamtych czasach zachowywał się raczej wyczekująco i biernie.
To, że dzisiejsi liderzy PiS byli Solidarności w zdecydowanej mniejszości świadczy choćby fakt, że na Dolnym Śląsku byli posłowie i senatorowie wybrani z list „S” nie mają dzisiaj nic wspólnego z PiS-em. Czemu więc mieliby w PiS-ie coś tam świętować.
Ja 5 czerwca, rankiem, przeglądnąłem listy komisji wyborczych i kilku komisjach. To wystarczyło, by stwierdzić, że kończy się pewna epoka i nadchodzą nowe czasy.
Zaraz potem spotkałem się z Bogdanem Zdrojewskim. Był wtedy szefem ośrodka badania opinii przy komitecie obywatelskim. Wyciągnął nowoczesnego kaseciaka i chciał nagrać rozmowę. Wyciągnąłem taki sam, ale rozmowy nie było, bo o czym miałbym, mówić.
Za rok, Zdrojewski został prezydentem Wrocławia. Potem był senatorem, posłem ministrem i następnie europosłem. Teraz został, nie wiedzieć czemu, odstawiony na boczny tor. To tak jakby dobre Porsche postawić do garażu i niech rdzewieje.
Wydawało się, że życie napisało historię w sposób nie budzący wątpliwości i nie da się jej (historii) zmienić. PiS pokazuje, że można. Nie należę do żadnej z tych szarpiących się grup, ale nie jest mi obojętne jak ta szarpanina się zakończy i czy zwycięży prawda, czy też tylko nowa wersja wydarzeń.

Spotkamy się po raz 25.

Jednak można coś trwałego i zapowiadającego sukcesy na lewicy w Polsce zrobić. Od października 2017 roku we Wrocławiu działa Społeczne Forum Wymiany Myśli. Jest to zarówno forma klubu dyskusyjnego jak i płaszczyzna spotkań ludzi utożsamiających się z najszerzej pojmowaną tradycją oraz myślą lewicową.

Inicjatorzy i promotorzy tego przedsięwzięcia zakładali (i tak też to funkcjonuje po dziś dzień), iż ma to być lewicowy think-tank o poza-partyjnych i ponad-środowiskowych podziałach, dający możliwość zaprezentowania różnorodności myśli jaką lewicę się zawsze charakteryzowała. W czerwcu 2019 roku planujemy zorganizować już 25. imprezę (debatę) – czyli mały jubileusz – w ramach forum. Chcemy podyskutować jak państwo polskie powinno wyglądać po… POPiS-ie. Ale nie tylko debaty składają się na nasz dorobek. Organizowaliśmy różnego rodaju ewenty takie jak: wystawy fotografii obrazujące problematykę dzisiejszej palestyny i okupacji izraelskiej czy spotkania autorskie z pisarzami zaangarzowanymi. Zainicjowaliśmy „sklonowanie” naszego pomysłu w formie paralelnych forum w Warszawie i Bydgoszczy (na razie są to tylko te dwa ośrodki ale mamy plany aby objąć cały kraj, zwłaszcza mniejsze powiatowe ośrodki, tą inicjatywą). Składaliśmy kwiaty w dniu 1 maja pod obeliskami poświeconymi tradycjom ruchu robotniczego oraz byliśmy współorganizatorami tegorocznej manifestacji pierwszo majowej w Warszawie. 22 lipca ubiegłego roku spotkaliśmy się w Bydgoszczy na zorganizowanej przez nas oraz ośrodek w Bydgoszczy, międzynarodowej konferencji poświęconej planom na przyszłość. Sporą ich część udało się zrealizować. I to też uważamy za spore osiągnięcie biorąc pod uwagę skromność środków, bazy materialnej i personalnej przedsięwzięcia. Od samego początku ściśle współpracujemy z Portalem Strajk.eu oraz z fundacją „Naprzód”. Poczytujemy sobie za nasz sukces, iż z czasem do grona naszych partnerów dołączyły kolejne podmioty oraz media o lewicowej proweniencji: Tygodnik „Przegląd”, Portal Lewica.pl, stowarzyszenie „Pokolenia – Dolny Śląsk” ,Dziennik „Trybuna” i środowisko „Historia Czerwona”. Ostatnio do grona naszych partnerów dołączyła znana wrocławska kawiarnio – księgarnia „Tajne Komplety”. Mamy nadzieję że to nie koniec. W naszych dyskusjach i debatach brało udział sporo znanych i mniej znanych osób. Naszymi gośćmi byli m.in. prof. Bruno Drweski (Sorbona – Paryż), prof. Joanna Hańderek (Uniwersytet Jagielloński), prof. Gavin Rae (Akademia L. Koźmińskiego), Małgorzata Tracz i Katarzyna Lubiniecka-Różyło (czynne polityczki), Józef Pinior, Jacek Uczkiewicz, Maciej Wiśniowski (red. Naczelny Strajk.eu), Paweł Dybicz (z-ca red. Nacz. Tygodnika „Przegląd”), Oleg Muzyka (polityczny emigrant i dziennikarz ukraiński – Berlin). To tylko niektóre osoby z nami współpracujące i uczestniczące w naszych dyskusjach. Ze zrozumiałych względów wszystkich trudno jest tu wymienić. Dziękujemy im wszystkim z nadzieją że ta współpraca i wsparcie będą się nadal rozwijać. Na Facebooku funkcjonuje strona SFWM gdzie odnotowujemy skrupulatnie wszystkie nasze przedsięwzięcia; widać z nich, iż naszymi gośćmi (także w formie on-line, bowiem kilkakrotnie organizowaliśmy debaty z udziałem osób z zagranicy) byli ludzie z Francji, Ukrainy, Anglii, Palestyny, Bułgarii, Rosji i Niemiec. Z naszych debat od jakiegoś czasu prowadzimy transmisje on-line w internecie, na Facebooku. Cieszyły się one sporym zainteresowaniem, a liczba wejść i odsłon często przekraczała liczbę kilu tysięcy. Jednocześnie zachęcamy do odwiedzenia naszej strony na Facebooku. Pozdrawiając naszych sympatyków i osoby kibicujące naszej inicjatywie zapewniamy, iż jesteśmy otwarci na współpracę. Zapraszamy jednocześnie inne ośrodki i aktywistów „mających serce po lewej stronie” do kontaktu i rozprzestrzeniania tej inicjatywy po całym kraju. Niech temat planowanej na czerwiec debaty – „Jaka Polska po POPiS-ie” – zacznie się materializować naprzód w dyskusjach (gdyż na początku jest zawsze myśl i słowo), a potem w formie tworzenia politycznego, autentycznego i nowoczesnego ruchu politycznego o lewicowej twarzy i programie.

Niemoralna moralność premiera

W premierem Morawieckim razem byliśmy radnymi Sejmiku Dolnośląskiego w latach 1998-2002. Nie przypominam sobie jakiejś znaczącej aktywności ówczesnego radnego Morawieckiego. Uaktywnił się kiedy radni Sejmiku mieli dokonać wyboru banku do obsługi konta Urzędu Marszałkowskiego. Wtedy aktywnie lobbował, z dobrym skutkiem, aby radni zagłosowali za Bankiem Zachodnim WBK. Wtedy tam właśnie pracował radny Morawiecki.
Teraz, za sprawą Gazety Wyborczej, wyszła na jaw sprawa zakupu w tamtych czasach sporej ilości atrakcyjnej ziemi, za niewielkie pieniądze, na obrzeżach Wrocławia. Radny Morawiecki postanowił, że się uwłaszczy na gruntach państwowych oddanych za darmo kościołowi. Bo w tamtych czasach kościół pełną garścią brał od państwa grunty i inne dobra, które podobno były rekompensatą za poniewierkę kościoła za komuny. Potem te grunty szybko upłynniał i ślad po transakcjach najczęściej ginął. Tak było i w tym przypadku. Teraz te grunty warte są kilkadziesiąt milionów.
Na takim właśnie upłynnieniu postanowił się wzbogacić radny Morawiecki. Niestety sprawa, po kilkunastu latach, wyszła na światło dzienne. Ksiądz, który tę ziemię premierowi sprzedał został, za premierowania Morawieckiego, generałem.
Kiedy sprawa się rypła, żona premiera mówi, że jak miasto będzie tej ziemi potrzebowało, to ona sprzeda ją po cenie zakupu. To znaczy, że kilkanaście lat temu Morawieccy kupili ziemię i teraz, mając na celu dobro Wrocławia, oddadzą ziemię wartą kilkadziesiąt milionów, za bezcen miastu. Nie, oni widząc, że ta pazerność jest fatalnie odbierana przez społeczeństwo postanowili ratować sytuację. Premier Morawiecki tak się zagonił w wyborczej propagandzie, tak pokazuje jak to nie dbano o wpływy z WAT (to niestety prawda), tak pokazuje jak to PiS dobrze rządzi, że zapomniał, iż sam bardzo aktywnie dorobił się milionów w owych czasach, a inni, w dużej części wyborcy PiS, nie. Teraz, on milioner i do tego prawie spekulant gruntowy poucza nas, że trzeba być uczciwym jak to jest w PiS-ie właśnie. Ten grunt stał się teraz gorącym kartoflem w rękach Morawieckich i dlatego chcą oni oddać go miastu. Za kilka dni wybory, premier tyle się nakłamał o uczciwości w polityce, a tu nagle wychodzi szydło z worka. Ale pech.

Demontaż kontrolowany

Podczas wojny domowej w Grecji był komisarzem w Demokratycznej Armii Grecji. W 1949 roku wyemigrował i jako uchodźca polityczny trafił do Polski. Rok później powrócił do Grecji, aby odbudowywać podziemne struktury Komunistycznej Partii Grecji (KKE). Wkrótce został aresztowany i sądzony przed sądem wojskowym. W procesie politycznym skazano go na karę śmierci. Został rozstrzelany 30 marca 1952 r. pomimo licznych protestów w Grecji i na całym świecie. Do greckich władz napłynęło około 250 tysięcy listów protestacyjnych przeciwko skazaniu Belojanisa na śmierć. W obronie skazanego wystąpili liczni intelektualiści. Pablo Picasso wykonał przedstawiający Belojanisa szkic pod tytułem‚ „Mężczyzna z goździkiem’’. W 1953 roku brytyjski malarz Peter de Francia namalował obraz „Egzekucja Belojanisa”. W Polsce powstała rzeźba Stanisława Horno-Popławskiego „Matka Belojanisa’’. Jego imię nadano także szeregu ulic w różnych miastach.
Wrocławski pomnik Belojanisa został wzniesiony na dziedzińcu szkoły podstawowej 22 w dzielnicy Stabłowice w roku 1973 jako kopia monumentu znajdującego się w miejscowości Krościenko. Zastąpił wcześniejsze miejsce pamięci przygotowane przez Greków mieszkających na terenie szkoły w latach 50. Społeczność grecka zamieszkująca w Krościenku, która ufundowała pomnik Belojanisa w tej miejscowości w ostatnich latach aktywnie występowała w jego obronie, przeciwko próbom jego likwidacji.
Stowarzyszenie Greków we Wrocławiu „Odysseas’’ poinformowało, że upamiętniający Belojanisa monument został usunięty w ramach tak zwanej dekomunizacji, w wyniku opinii wydanej przez Instytut Pamięci Narodowej. Nie wiadomo kiedy doszło do demontażu. Stowarzyszenie Odysseas skontaktowało się z grecką ambasadą w Polsce i greckim ministerstwem spraw zagranicznych, które zapowiedziało protest w sprawie pomnika. Protest przeciwko usunięciu pomnika Belojanisa wyraziła również Komunistyczna Partia Grecji oraz Komunistyczna Partia Polski. KKE zwraca uwagę, że pomnik ten zdemontowano w krótkim czasie po prowokacyjnym usunięciu tablicy w Dziwnowie, upamiętniającej rannych bojowników Demokratycznej Armii Grecji przebywających w tamtejszym szpitalu. KPP domaga się jak najszybszego przywrócenia pomnika Belojanisa.
Protest Komunistycznej Partii Polski
Komunistyczna Partia Polski wyraża oburzenie z powodu demontażu pomnika Nikosa Belojanisa we Wrocławiu. Monument znajdował się na dziedzińcu Szkoły Podstawowej nr 22 w dzielnicy Stabłowice.
Nikos Belojanis był bohaterem greckiego, antyfaszystowskiego ruchu oporu podczas drugiej wojny światowej – bojownikiem komunistycznej partyzantki ELAS, a podczas wojny domowej w latach 1947-1949 komisarzem Demokratycznej Armii Grecji. W 1949 roku jako uchodźca polityczny przybył do Polski. W 1950 roku powrócił do Grecji aby odbudowywać struktury Komunistycznej Partii Grecji (KKE). Aresztowany za działalność polityczną Belojanis został skazany przez sąd wojskowy na karę śmierci. Rozstrzelany 30 marca 1952 r. pomimo licznych protestów w Grecji i na całym świecie. Postać Belojanisa stała się także inspiracją dla licznych dzieł sztuki. W Polsce został upamiętniony poprzez patronat nad szeregiem ulic oraz pomniki we Wrocławiu i Krościenku.
Usunięcie wrocławskiego pomnika Belojanisa, podobnie jak wielu innych pomników bohaterów antyfaszystowskiego ruchu oporu oraz ruchu robotniczego w ramach tak zwanej ustawy dekomunizacyjnej stanowi istotny element niszczenia pamięci historycznej. Demontażu pomnika dokonano bez uzgodnienia a nawet zawiadomienia greckiej społeczności w Polsce. Procedura na podstawie której się odbył pozostaje niejasna, a osoby, które wydały decyzję nieznane.
Domagamy się jak najszybszego przywrócenia pomnika Nikosa Belojanisa. Nie ma zgody na przepisywanie historii przez IPN i inne instytucje, a także manipulowanie pamięcią historyczną społeczeństwa.

Powrót posła

Robert Jarosław Iwaszkiewicz
– jest taki europoseł z Dolnego Śląska i Opolszczyzny. Został wybrany 5 lat temu z listy korwinowców. Nikomu szerzej nigdy nie był znany. Zapamiętałem go palącego cygara przy zbieraniu podpisów popierających jego listę. Jak wiadomo Korwin-Mikke i jego wyznawcy szli do europarlamentu, by zniszczyć Unię Europejską.

Po wyborze słuch o europośle Iwaszkiewiczu zaginął. Przepadł jak kamień w wodę. Teraz, po pięciu latach publicznego niebytu, ponieważ rozbicie UE nie powiodło się, europoseł Iwaszkiewicz odnalazł się i ponownie chce ubiegać się o poselstwo. Zapewne przez kolejne 5 lat planuje dalsze rozbijanie UE. To rozbijanie odbywa się na koszt samej Unii, bo płaci mu ona około 30 tys. złotych miesięcznie. Dla porównania dodam, że nasi krajowi posłowie zarabiają około 6,5 tys. złotych netto. Są przy europosłach pariasami. Europoseł Iwaszkiewicz liczyć umie i pewnie rozbijanie UE rozłożył na długie lata, bo to prywatnie bardzo mu się opłaca. Grosza na kampanię pewnie nie pożałuje, bo ma z czego ją finansować. Już obwiesił Wrocław swoimi bilbordami. Nic dziwnego, trzeba mocno przypomnieć się wyborcom i przekonać ich, że warto walczyć o to by w UE nie być. Polacy jednak chcą być w UE. Poseł Iwaszkiewicz także i dlatego ponownie chce się tam dostać. Jak przekona wyborców do swojej pokrętnej ideologii? Nie wiem. Wiem natomiast, że wyborców pewnie znowu znajdzie. Pewnie nie w takiej ilości jak poprzednio, ale są u nas wyznawcy pokrętnych i śmiesznych idei. Pewnie jak w każdym kraju.

Głos lewicy

Góra wie lepiej

Refleksja Czesława Cyrula na Facebooku:
Dolny Śląsk i Opolszczyzna są bardzo politycznie gościnne. Liderzy list do Europarlamentu to przede wszystkim tzw. spadochroniarze. I tak. Liderką listy Koalicji Obywatelskiej będzie Janina Ochojska. Wiosenną listę Biedronia otworzy Krzysztof Śmiszek – partner życiowy Roberta (nepotyzm?!). Listę Lewicy Razem poprowadzi do boju Marcelina Zawisza z Warszawy. Kukiz wystawił do boju w regionie Agnieszkę Ścigaj, także nietutejszą. Narodowcy stawiają na Korwina-Mikke z Warszawy. Będzie na liście ostatni, ale można go spokojnie uznawać za zdecydowanego lidera.
Tylko PiS postawił za swojaków: minister Zalewską i Beatę Kempę.
To się lokalnym organizacjom partyjnym i ich liderom nie podoba, ale listy układa się w Warszawie. I nie za wiele w tym demokracji. Więcej politycznych szachów i chłodnej kalkulacji. Robert Biedroń także poszedł tą drogą czym dowiódł, że swojskość, wsłuchiwanie się w głosy wyborców, itp. to wszystko przysłowiowy pic na wodę… Góra wie lepiej i Biedroń też.

Rozdawnictwo? Co to takiego?

Pyta Tymoteusz Kochan:
W ogóle nie ma czegoś takiego jak rozdawnictwo, bo to pracownicy wytwarzają całą wartość, którą potem posługują się i kapitał, i państwo. Jeśli więc cząstka z tego, co wcześniej wyzyskano z pracownika trafia później do niego z powrotem to jest to tylko i wyłącznie element klasowej i systemowej sprawiedliwości.
Jest natomiast kwestia dobrej lub z złej redystrybucji i polityki podatkowej. I tutaj PiS nie sięga dalej niż do staromodnej, chadeckiej polityki. Pracownik dostaje tylko trochę, a socjal ma podtrzymać odpowiednie warunki pod jeszcze większy wyzysk. Dlatego podatki dla najbogatszych i firm stoją w miejscu, a małe firmy, które inaczej zgodnie z logiką rynku by umarły dostają kolejne prezenty.
Biedni dzielą się z biednymi by dłużej służyć swoim Panom.

Ograniczyć 500+

Podwyżki dla nauczycieli nie muszą być przyznane kosztem programu 500 plus. Jeżeli rząd twierdzi, iż jest tak świetnie, że łatanie luki VAT umożliwia wygenerowanie 40 mld złotych, to pieniądze dla nauczycieli również powinny się znaleźć.
Opowiadaliśmy się od dawna za przyznaniem świadczenia 500 plus na pierwsze dziecko, ale jednocześnie twierdzimy, iż to świadczenie nie powinno przysługiwać osobom, które są odpowiednio zamożne, aby obyć się bez takiego wsparcia. Do programu 500 plus należy wprowadzić progi dochodowe.
Tak stwierdziła Anna Maria Żukowska, cytowana przez sld.org.pl.

Będą wiedzieli,  że jestem z SLD

– Ugrupowania wchodzące w skład Koalicji Europejskiej połączy minimum programowe dotyczące dalszych losów Unii Europejskiej i roli Polski w tych przemianach – powiedział Leszek Miller w programie „Rozmowa Piaseckiego”.
– Koalicja Europejska nie zagraża tożsamości Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Na liście wyborczej będzie 10 nazwisk. Wyborcy będą wiedzieli, jakie jest ich nazwisko – kogo wybierają – podkreślił były premier.
– Jeżeli będą głosowali na mnie, to przecież będą wiedzieli, że jestem z SLD – wskazywał Miller.
Info z sld.org.pl

Dramat w trzech aktach

Odsłona pierwsza

W wyborach do Rady Miejskiej Wrocławia, w ramach egzotycznego Sojuszu dla Wrocławia, mandaty radnych uzyskała trójka liderów wrocławskiego SLD. Zachwytom i triumfalizmom nie było końca. Po ogłoszeniu wyników wyborów pisałem o konieczności powołania w Radzie Miejskiej Klubu Radnych SLD. Uzasadniałem to tym, że aktywność SLD w Radzie tworzyć powinna grunt pod wybory dla SLD najważniejsze – pod październikowe wybory do Sejmu. Nie tylko pisałem, ale na spotkaniu Miejskiej Rady SLD postulowałem, aby podjęła ona w tej sprawie stosowną uchwałę, zobowiązującą radnych z SLD-owskim rodowodem do otwartych działań pod szyldem partii. Moje postulaty, kolokwialnie mówiąc, olano. Jeden z radnych bąknął coś, że może kiedyś, w przyszłości, ale teraz nie, bo teraz to oni „muszą dotrzymywać zobowiązań.” Inicjatywy uchwały nikt nie podjął.
Dzisiaj, dając upust mojemu sarkazmowi, powinienem kornie przyznać rację liderom SLD i przeprosić za mój poważny, niewybaczalny błąd. Rzeczywiście, powoływanie klubu radnych SLD byłoby nieporozumieniem. Jakby to bowiem wyglądało, gdybym dzisiaj czytał w gazecie, że oto Klub Radnych Sojuszu Lewicy Demokratycznej głosował za uchwałą otwierającą drogę do dalszej klerykalizacji oświaty w Polsce przez przekazanie kościołowi opieki nad młodzieżą specjalnej troski, sprawowanej dotychczas, od zarania jego powstania, przez miejski, Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy nr 1 we Wrocławiu. Byłoby to przecież jaskrawie sprzeczne z powszechnie głoszonymi przez SLD hasłami programowymi. A tak: nie ma szyldu SLD, nie ma problemu. Za skandaliczną z punktu widzenia lewicowych wartości uchwałą Rady Miejskiej głosowali przecież, jak donosi prasa, nie członkowie SLD, ale członkowie koalicji Sojusz dla Wrocławia. To, że przeciwko takiej decyzji opowiadało się 150 ze 191 rodziców oraz 66 z 76 nauczycieli dla naszych radnych nie miało żadnego znaczenia.
A teraz poważnie. Rada Miejska Miasta Wrocławia działa już 4 miesiące. Przez ten okres czasu ani razu nie odnotowałem jakiejkolwiek wzmianki w prasie o aktywności radnych – członków Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Jeżeli występują to zazwyczaj jako przedstawiciele 5-cio osobowego klubu Sojusz dla Wrocławia. Skandal z głosowaniem wrocławskich liderów SLD za uchwałą o wyzbyciu się przez miasto odpowiedzialności za kształcenie dzieci specjalnej troski jest tylko kropką nad „i”, potwierdzającą tezę, że ich lewicowość to deklaracja wyłącznie na użytek wewnętrzny Sojuszu. Usłyszę zapewne argumenty, że za taką uchwałą przemawiały względy ekonomiczne, że była ona w pełni racjonalna, itp. itd. Bez kitu. Miasto, które wydało ponad półtora miliarda złotych na pusty stadion, i które corocznie wydaje miliony na utrzymanie tego stadionu oraz klubu piłkarskiego rozpaczliwie walczącego ze spadkiem z ligi nie jest w stanie utrzymać małej, świeckiej szkoły dla dzieci, którym pomoc jest szczególnie potrzebna? Podważenie programowej wiarygodności SLD przez wrocławskich działaczy w przeddzień najważniejszych dla partii wyborów parlamentarnych jest ceną olbrzymią. Za co? Już tylko dla porządku odnotować należy, że przeciwko tej uchwale głosowali radni PiS.

Odsłona druga

Za dni kilka na Społecznym Forum Wymiany Myśli we Wrocławiu odbędzie się ciekawa – jak zwykle – dyskusja, tym razem na temat „Dlaczego młodzież nie głosuje na lewicę”. Tytuł jest oczywiście uproszczeniem. Młodzież na partie lewicowe przecież głosuje. Wprawdzie nie cała, a tak naprawdę znikoma jej część, ale zawsze. Uproszczeniem jest też termin „lewica”. Dokładny tytuł debaty powinien bowiem brzmieć: „Dlaczego tak mało młodzieży głosuje na partie deklarujące się jako lewicowe?” Tytuł debaty jest zapewne wyrazem frustracji lewicowych działaczy: chcieliby w swoich szeregach, a zwłaszcza w szeregach swoich wyborców widzieć zastępy całe młodych ludzi, a tu nic! Jak kot napłakał.
Na ogół bardzo trudno jest o w miarę jednoznaczne odpowiedzi na pytania z obszaru polityki, psychologii społecznej czy historii. W przypadku tej debaty jednakże odpowiedź na postawione przez organizatorów pytanie nie powinna nastręczać trudności. Kluczem do niej jest między innymi poezja, która odsłania całą jej oczywistość. Młodzieńcze zrywy, młodzieńcze uniesienia!
(…)
Tak, ruszyć z posad bryłę świata to przecież od zarania naturalny cel każdego młodego pokolenia! Przedwojennej i powojennej lewicy się to udało częściowo, ale zawsze. To dzięki niej europejskimi standardami są dzisiaj: opieka socjalna państwa od urodzenia do śmierci, opieka zdrowotna, prawo pracy, powszechna, bezpłatna oświata, awans społeczny robotników i chłopów i wiele innych. Jeszcze na początku XX wieku zdawały się te cele mrzonką, nieosiągalnym dobrodziejstwem – dzisiaj nie ma żadnej partii politycznej, która odważyła by się nie umieścić ich w swoich programach wyborczych. To jest właśnie wielką zdobyczą europejskiej lewicy i młodych ludzi niesionych między innymi siłą poezji. To, czego lewicy XX wieku się nie udało, to stworzenie własnego, trwałego systemu społeczno-gospodarczego. W efekcie europejska lewica stała się przybudówką, różową paprotką, partii liberalnych, a później neoliberalnych. Neoliberalizm trzeszczy dzisiaj w szwach, przeżywa najpoważniejszy ze wszystkich kryzysów. Afirmowane przy tym systemie partie, które okrzyknęły się, lub którym nadano miano partii lewicowych w zamian za akceptację reguł neoliberalnej gospodarki przeżywają więc także wielki kryzys społecznego poparcia. Cóż więc dzisiaj oznacza termin „lewica”? Z pewnością nie zamierza ona wszak ruszać z posad bryły świata – ruszając co najwyżej palcem w bucie.
Nie ma się więc co dziwić, że współczesna młodzież nie garnie się do współczesnych partii lewicowych – ich programy nie są po prostu dla młodzieży! I znowu kłania się poeta. Oczywistość odpowiedzi na pytanie „Dlaczego młodzież nie głosuje na lewicę” udzielił już dawno, dawno temu mistrz Gałczyński w swoim wierszu „Dlaczego ogórek nie śpiewa”. Tym, którzy być może zapomnieli przypomnę:

Jeśli ogórek nie śpiewa,
i to o żadnej porze,
to widać z woli nieba

prawdopodobnie nie może.

Odsłona trzecia

Wśród panelistów dywagujących na SFWM nad problemem młodzieżowym będą i liderzy wrocławskiego SLD – radni miejscy, którzy głosowali za dalszą klerykalizacją systemu oświaty w Polsce. Czy dostrzegą swój osobisty wkład w kształtowanie stosunku młodzieży do SLD? Zobaczymy.

Tekst ukazał się na blogu „Jacka Uczkiewicza wołania na puszczy”.

Głos lewicy

Strata

Bogdan Zdrojewski nie będzie na listach do Europarlamentu w naszym regionie. Z pewnością żadna osoba nie jest w stanie zebrać tyle głosów co on. Zawsze osobowości przyciągają wyborców, nie tylko szyld. Te wybory będą przygrywką do wyborów parlamentarnych. Jak Koalicji Europejskiej dobrze pójdzie to wybory parlamentarne dają nadzieję na zwycięstwo o wiele ważniejsze.
Piszę o tym dlatego, bo SLD jest w Koalicji Europejskiej. Sukces tej listy będzie też sukcesem SLD i moim osobistym. Póki co, europoseł Zdrojewski twierdzi, że wycofał się z polityki. Poza polityką też istnieje życie i wcale nie nudniejsze, a wręcz ciekawsze. Ale odejście Zdrojewskiego to strata politycznego kapitału. To tak jakbyśmy mieli na koncie milion złotych, idziemy do klubu go go, a tam nalewają nam do drinka jakiegoś świństwa. Tracimy świadomość, a panie czyszczą nam konto z tego miliona. Miało być nowe auto i remont mieszkania. Pozostaje podjeżdżony opel i stare kafelki w łazience – żali się na Facebooku Czesław Cyrul.

Obietnice PiS

– Jak się zbliża Wigilia, one dalej pływają w stawie i są dokarmiane. Skoro było w zeszłym tygodniu bezpiecznie i miło, to będzie w następnym, ale przyjdzie Wigilia i wiadomo, gdzie karpie się znajdą – wyjaśniał prof. Marek Belka w „Faktach po Faktach”.
Jego zdaniem „tak jest trochę z tą naszą sytuacją budżetową”. – W 2019 roku nie przewiduję większych problemów, natomiast te propozycje łamią dotychczasowe reguły polityki budżetowej w Polsce, która się opiera na tak zwanej regule wydatkowej. Od wielu lat ona jest przestrzegana, przestrzegana (także) przez rząd Prawa i Sprawiedliwości, co mu się chwali. W tym roku zostało to odesłane do lamusa – podkreślił były prezes NBP.
– To będzie nas kosztować, ale (dopiero) w pewnym momencie, kiedy już będzie rządził inny obóz polityczny – dodał.
Żródło: sld.org.pl

Pora na związki

Sojusz Lewicy Demokratycznej zawsze uważał i uważa, że związki partnerskie powinny być zalegalizowane. 29% dzieci w Polsce rodzi się w związkach partnerskich. Te dzieci muszą mieć te same prawa, co inne dzieci. A rodzice tych dzieci muszą mieć te same prawa, co inni rodzice. Związki partnerskie nie dotyczą tylko osób homoseksualnych.
Włodzimierz Czarzasty, Polskie Radio 24, 20 marca 2019 r.