Stanowisko Stowarzyszenia „Pokolenia” we Wrocławiu w sprawie Pomnika tzw. Żołnierzy Niezłomnych we Wrocławiu

W maju 2021 roku, Rada Miejskiej  Wrocławia, podjęła ostateczną decyzję o budowie Pomnika Żołnierzy Niezłomnych.

Po ogromnej katastrofie wojennej, zrujnowane państwo polskie zaczęło się odbudowywać. W odbudowie tej wzięła udział większość społeczeństwa polskiego, niezależnie od dzielących je znacznych różnic politycznych.  Innego zdania byli tzw. „żołnierze wyklęci”, którzy pod hasłem walki o wolność ojczyzny zabijali nie tylko członków władzy centralnej i terenowej – działaczy i członków PPR, PZPR oraz, choć w mniejszym stopniu, członków ZSL. Najłatwiejszym celem była ludność cywilna i działacze szeroko rozumianej lewicy, którzy mieli dość wojny i okupacji niemieckiej. Napadano na posterunki MO, lokalne więzienia, grabili, palili  i siali postrach wobec bezbronnych wsi. Trzeba tu wyraźnie rozgraniczyć osoby, które brały udział w tym procederze, na skutek różnych form przymusu, od tych, którzy przystąpili do partyzantki antykomunistycznej z powodów ewidentnie politycznych. Nie pogodzili się oni ze zmianami politycznymi, które zaszły po wojnie w Polsce, i na które trzeba to wyraźnie powiedzieć, większość Polaków nie miała żadnego wpływu. Byli oni gotowi kontynuować walkę niezależnie od kosztów i cierpień ludności. 

Dlaczego jednak pomnik tzw. żołnierzy niezłomnych stanąć ma właśnie we Wrocławiu, stolicy Dolnego Śląska? Dolny Śląsk wraz z Wrocławiem znalazły się w granicach Polski decyzją mocarstw podjętej na konferencji w Poczdamie. Prawdą jest, że orędownikiem przyłączenia tej ziemi do Polski był Stalin, podczas gdy przywódcy mocarstw zachodnich byli raczej za ograniczeniem rekompensaty, jaką miała otrzymać Polska za utracone ziemie na wschodzie dawnej II Rzeczypospolitej. Była mowa o granicy na Odrze i Nysie, ale Nysie Kłodzkiej. W takim przypadku w Polsce znalazłaby się tylko północna część Wrocławia. Mówiąc obrazowo, w Polsce byłby Cmentarz Osobowicki, ale cały przemysł, uczelnie i zabytki znalazłyby się po stronie niemieckiej. Dużą rolę w wytyczeniu zachodnich i północnych  granic Polski miał Rząd Tymczasowy, w którym decydujący głos mieli przedstawiciele lewicy polskiej, nie tylko zresztą komuniści.  Jeśli chodzi o utracone ziemie wschodnie, sprawa była przesądzona przez mocarstwa jeszcze w Teheranie w 1943 roku i w Jałcie. Zresztą po 50 latach od wojny, ani kawałek tych ziem nie jest częścią Rosji – należą one do Litwy i Ukrainy, które są naszymi sojusznikami oraz do Białorusi. Czy ktoś rozsądny nie przyzna, że granice te są sprawiedliwe? 

Powojenny Dolny Śląsk z Wrocławiem stał się tyglem, w którym znaleźli swoje miejsce przedstawiciele wielu narodów. Ziemie te zasiedlane były przez Polaków przesiedlonych ze wschodu, ale także przybyłych z zachodu i południa Europy: górników z Francji i Belgii, a także z Jugosławii. Dużą część stanowili  przybysze z tzw. centralnej Polski – Mazowsza, Wielkopolski, Kielecczyzny itd. Na Dolnym Śląsku osiedlano też ocalonych z Zagłady Żydów, uchodźców z Grecji, Ukraińców i Łemków. Należy pamiętać, że wielkie zagospodarowanie Worka Żytawskiego – Turoszowa, odbyło się rękami polskiej młodzieży, która w liczbie ponad 5 tysięcy przyjechała do pracy głównie z przeludnionych wsi podkarpackich. Z tej wielkiej mieszaniny etnicznej ukształtowała się społeczność dolnośląska – Dolnoślązacy. Tutaj spotyka się tradycja Wschodu i Zachodu.

Skąd powstała idea, że żołnierzom niezłomnym, czytaj wyklętym, należy się cześć  i należy im się pomnik tu: na ziemi zachodniej? Przecież oni nie wzięli nawet udziału w walkach o wyzwolenie okupowanej jeszcze przez Niemców zachodniej Polski. Wręcz przeciwnie, na Zachód wraz z wojskami hitlerowskimi wycofywali się żołnierze Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych. Polityka historyczna firmowana i kreowana przez Instytut Pamięci Narodowej i obie główne partie postsolidarnościowe, doprowadziły do powstania zafałszowanej narracji o tzw. „żołnierzach wyklętych”. O korzeniach ideowych IPN świadczy np. fakt powołania na dyrektora IPN we Wrocławiu  Tomasza Greniucha, zwolennika rosyjskiej agresji na Ukrainę, doktora bez znaczącego dorobku naukowego za to z ONR-owską przeszłością, wykonującego tzw. salut rzymski, będący w rzeczywistości hitlerowskim pozdrowieniem. Powołany na zastępcę prezesa IPN, dr Karol Nawrocki, chlubi się, że „zdemolował” wystawę główną Muzeum II wojny światowej. Taki właśnie IPN uważa, że ma wyłączność na mówienie o polskich dziejach. Pisze o tym dr Mariusz Sawa – badacz stosunków polsko-ukraińskich, usunięty z IPN. Dr Sawa stracił pracę, ale zachował twarz (Konflikt pamięci – Przegląd nr 22, 24-30 maja 2021 r.). Dla podkreślenia osiągnięć w szkolnictwie i nauce polskiej w okresie powojennym, z uzasadnieniem liczbowym, pisze Bogdan Galwas  –  „Dziadersa uwagi i refleksje” (Trybuna – środa 19, czwartek 20 maja 2021 r.). 

Działalność tzw. żołnierzy wyklętych budzi w społeczeństwie polskim ogromne kontrowersje. Próby wynoszenia na pomniki takich postaci jak „Bury” czy „Ogień” spotyka się ze sprzeciwem na terenach, na których oni działali, jest natomiast popierana przez środowiska skrajnej prawicy. Należy wreszcie podkreślić, że na Dolnym Śląsku próby działań „żołnierzy wyklętych” zostały zgaszone w zarodku i można powiedzieć, że tu ich nie było. 

Budowa we Wrocławiu Pomnika tzw. Żołnierzy Niezłomnych jest działaniem, które nie przyczynia się do integracji społeczeństwa naszego miasta i regionu, wręcz przeciwnie, wywołuje podziały. Jest to akt wymierzony w tolerancję, która charakteryzuje mieszkańców Miasta Spotkań – miasta przyjaznego i łączącego ludzi.

Stowarzyszenie „Pokolenia” we Wrocławiu stanowczo nie zgadza się z decyzją Rady Miejskiej i tą drogą wyraża swój protest. 

Z pełnym zrozumieniem popieramy zdanie Społecznego Forum Wymiany Myśli z Wrocławia, które pojawiło się na łamach Trybuny wcześniej oraz życzymy powodzenia Wrocławskim Radnym z Lewicy, którzy wystąpili w obronie honoru miasta i ludzi, głosując przeciw pomysłowi postawienia Pomnika Żołnierzy Niezłomnych w naszym mieście.

Fałszujemy historię i co nam zrobicie?

Coś jest nie tak z naszą pamięcią historyczną. Cyniczni politycy chcą nam namieszać w głowach. Rada Miejska Wrocławia uchwaliła, że w mieście powstanie pomnik żołnierzy wyklętych.

Wcześniej, już od 1990 roku zaczęto zacierać ślady dawnej historii. Zacierano wszystko. To co należało zatrzeć, ale też pamięć o wydarzeniach i ludziach, którzy pozytywnie zaważyli na historii miasta i regionu. Burzono buldożerami pomniki, rozbijano tablice pamiątkowe, znikali patroni ulic i placów. Historia miasta i regionu miała być napisana od nowa i jest teraz tak pisana. Liczne cmentarze poległych tysięcy żołnierzy Armii Czerwonej i żołnierzy I i II Armii Wojska polskiego są wyrzutem obecnej władzy, bo pokazują, że było inaczej. Te cmentarze obecna władza najchętniej zaorałaby i postawiła tam pomniki swojej chorej czy urojonej rzeczywistości. Teraz w mieście są ulice, ronda, pomniki i tablice żołnierzy wyklętych. Bandytów zrównano z bohaterami i powiedziano obywatelom: oto wasza prawdziwa historia. Polskim żołnierzom II Wojny poświęcona jest tylko skromna tablica na placu Wolności. W czasie remontu placu rozbito ją i wyrzucono na śmietnik. Dzięki uporowi kombatantów odlano nową. Krew setek tysięcy poległych żołnierzy stała się nic nie warta. Jest wyrzutem sumienia obecnie rządzących. Bo żołnierze wykleci i ich polityczni mocodawcy nie chcieli ziem zachodnich. Teraz tutaj stawia się im pomniki. W więzieniu na ul. Kleczkowskiej zostało zamordowanych kilkuset żołnierzy podziemia. Są upamiętnieni na Cmentarzu Osobowickim. To tragiczne. Ale krew tych zamordowanych jest dzisiaj wielokrotnie wyżej wyceniana od krwi poległych setek tysięcy żołnierzy, dzięki którym tutaj jest teraz Polska. Taka to sprawiedliwość dziejowa. Nic jednak nie zmieni faktów historycznych, choćby nie wiem jak je zacierano oraz drukowano tysiące kłamliwych książek i stawiano setki pomników.

Mam nadzieję, że nie dożyję czasów kiedy młoda, zindoktrynowana osoba poprosi mnie abym opowiedział jak to żołnierze wyklęci wyzwalali Wrocław i Ziemie Zachodnie z rąk bolszewików, a dobrzy hitlerowcy im w tym pomagali. Piszę bzdury? Dzisiaj to jeszcze bzdury, ale co będzie za kilkanaście lat? IPN pracuje pełną parą. I może tylko po domach będą sobie opowiadać, że było inaczej. Mam nadzieję, że jednak tych czasów nie dożyję. Coraz więcej ludzi widzi, że coś jest nie tak, że ktoś nas okłamuje.
I na koniec. Nie chcę powrotu do czasów, kiedy fałszowano i kolorowano naszą historię na inną modłę, ale jednak nie aż tak jak dzisiaj. Ja chcę historii prawdziwej i szacunku dla bohaterów, dzięki którym tu żyję i te ziemie ciągną kraj do Europy. Pomnik żołnierzy wyklętych to wyraz pychy i zakłamania. Ci, którzy to robią, mówią nam: fałszujemy historię tych ziem i co nam zrobicie.

P.S. Ja głosowałem przeciw budowie pomnika.

Forum we Wrocławiu powraca

COVID – 19 przerwał brutalnie działalność Społecznego Forum Wymiany Myśli. Wszystko, nasza działalność też, uległo hibernacji, choć nie do końca: udało nam się zorganizować spotkanie SFWM, oczywiście on line, czy też przyczynić się do zablokowania eksmisji mieszkańców kamienicy we Wrocławiu.

Pandemia i zagrożenia przez nią niesione udowadniają jak kruchy jest nasz ludzki byt. Na tym tle doszło do kolejnych podziałów w społeczeństwie – często agresywnych i leżących u źródeł brutalnego hejtu w sieci. Tak jakbyśmy zatracili jeszcze bardziej coś co jest najgłębszym fundamentem człowieczeństwa; czyli szacunek dla odmiennych poglądów i umiejętność kulturalnej wymiany zdań. Wracamy z publiczną debatą, w której m.in. chcemy poruszyć problem powszechnej nienawiści, agresji przechodzących coraz częściej w jawną przemoc trawiących Polki i Polaków Anno Domini 2020. Spróbujemy nakreślić źródła owej agresji oraz odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak jest i czym to w efekcie może grozić nam wszystkim.

Debata odbędzie się 24 września 2020 r. o godz. 18

Do dyskusji zaprosiliśmy dziennikarzy oraz osoby zajmujące się działalnością społeczną i polityczną. Naszymi gośćmi będą:

Marcin Czerwiński ze stowarzyszenia „Nigdy Więcej”,
Julia Rokica z partii Zieloni,
Maciej Wiśniowski – redaktor naczelny portalu Strajk.eu,
Sylwia Rapicka (Krakowska) ze SFWM w Krakowie,
Czesław Kulesza z fundacji „Naprzód”.

Spotkanie poprowadzi Radosław Czarnecki ze SFWM we Wrocławiu.
Ze względu na małą ilość miejsc i równocześnie obowiązek dostosowania się do pandemicznych standardów, chętnych do udziału na żywo w spotkaniu, prosimy o zgłaszanie się pod adres mailowy: piolew361@gmail.com.

Dla tych, dla których miejsca zabraknie, przewidujemy transmisję na żywo na profilach portalu Strajk.eu, fundacji Naprzód i kwartalnika Nasze Argumenty na Facebooku – tam również będzie można zadać pytania, które odczytane zostaną panelistom.

Serdecznie zapraszamy!

Zmarł Andrzej Mrozek (1940-2020)

Był wybornym aktorem charakterystycznym przez większość swojego życia zawodowego związanym z Wrocławiem.

Urodził się 8 czerwca 1940 roku w Tarnopolu. W 1962 ukończył studia na Wydziale Aktorskim PWSTiF w Łodzi. Występował w teatrach: Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze (1962–63), Teatrach Dramatycznych Wrocławia (1963-1969), Współczesnym im. Edmunda Wiercińskiego we Wrocławiu (1982–85 i 1986–87) i im. Stefana Jaracza w Łodzi (1985–86). Przez ponad 30 lat (w latach 1969–82 i 1987–2007) był związany z wrocławskim Teatrem Polskim, gdzie grał w przedstawieniach najlepszych reżyserów, m.in. Jakuba Rotbauma, Krystyny Skuszanki, Jerzego Krasowskiego, Kazimierza Brauna, Marka Okopińskiego, Henryka Tomaszewskiego, Jerzego Grzegorzewskiego, Jerzego Jarockiego, Krzysztofa Zaleskiego, Krystiana Lupy, Andrzeja Wajdy, Jana Szurmieja, Pawła Miśkiewicza, Moniki Strzępki. W 1974 otrzymał nagrodę Wrocławskiego Towarzystwa Przyjaciół Teatru. W 2011 został odznaczony Srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.

Wśród jego ról teatralnych trzeba wymienić, takie jak: Chrystus w „Historyi o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim” Mikołaja z Wilkowiecka (1963), Jęzory w „W małym dworku” Witkacego (1967), Pantalone w „Błękitnym potworze” C. Gozziego (1971), Chudogęba w „Wieczorze Trzech Króli” W. Szekspira (1972), Abraham Mlaskauer w „Janie Macieju Karolu Wścieklicy” (1972), Rafał Lagena w „Dożywociu” A. Fredry (1973), Major w „Damach i huzarach” A. Fredry (1982), dr Bernard Rieux w „Dżumie” A. Camusa (1983), Estragon w „Czekając na Godota” S. Becketta (1988), Prezes w „Operetce” W. Gombrowicza (1992), tytułowy „Juliusz Cezar” W. Szekspira (2007).

Miał na swoim koncie kilkadziesiąt ról filmowych, od pojawienia się w „Orle” L. Buczkowskiego (1958) czy „Szatanie z 7 klasy” M. Kaniewskiej (1959), przepyszny epizod porucznika Simona w „Błękitnym pokoju” J. Majewskiego (1965), a także role w „Bumerangu” L. Jeannot (1966), „Samych swoich” S. Chęcińskiego (1967), „Motodramie” A. Konica (1971), „Trądzie” A. Trzosa-Rastawieckiego (1971), „Kobiecie samotnej” A. Holland (1981), „Marcowych migdałach” R. Piwowarskiego (1989), jak również epizody w licznych serialach, począwszy od „Bez instrukcji”, 13 odcinka „Stawki większej niż życie” (1968), poprzez „Crimen”, na „Świecie według Kiepskich” (2003) skończywszy. W Teatrze Telewizji zagrał m.in. profesora Waldorffa w „Wariacie i zakonnicy” Witkacego (1978), Iwana Iwanowicza w „Boboku” F. Dostojewskiego (1990), Punguenty w „Gyubalu Wahazarze” Witkacego (1993).

Zmarł 3 kwietnia 2020 r.

Poniżył pracownicę, straci stanowisko?

Związek zawodowy we wrocławskim MPK domaga się odwołania prezesa Krzysztofa Balawejdera, gdyż ten publicznie poniżył zatrudnioną w spółce motorniczą.

Związkowcy zarzucają prezesowi mobbing i agresywną postawę wobec wielu pracowników. Ich zdaniem dalsze pełnienie przez niego funkcji zburzy dobry wizerunek wrocławskiego MPK oraz będzie kompromitacją tamtejszych urzędników, którym podlega prezes.

Brak szacunku dla pracowników

„Po raz kolejny jesteśmy świadkami, jak traktuje się pracowników naszej firmy. Nie ma znaczenia, czy jesteś kierowcą, motorniczym, pracownikiem zaplecza technicznego czy też pracownikiem administracji. Brak szacunku, lekceważenie. Jeszcze w październiku wnosiliśmy o spotkanie w tej sprawie. Do dnia dzisiejszego pismo pozostało bez odzewu” – stwierdził Waldemar Węgłowski, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Komunikacji Miejskiej w RP MOZ Wrocław w rozmowie z dziennikarzem portalu Tu Wrocław.

Wydarzenie, które przelało czarę goryczy, miało miejsce 12 lutego w okolicach wrocławskiego mostu Zwierzynieckiego. Na mocno wysłużonej linii wykoleił się tramwaj nauki jazdy. Opiekę nad kursantem sprawowała motornicza o wyjątkowo długim stażu i bogatym doświadczeniu. W opinii wielu pracowników MPK jest prawdziwą ekspertką w tej dziedzinie.
Na miejscu pojawił się prezes MPK Krzysztof Balawejder, który publicznie, przy świadkach, nazwał motorniczą „kretynką”.

Niby przeprosiny

O sprawie zrobiło się głośno. Pracownica poczuła się mocno dotknięta skandalicznym zachowaniem prezesa. Murem stanęli za nią koleżanki i koledzy z pracy, żądając poprzez swoją organizację związkową od prezesa wystosowania przeprosin. Balawejder, zamiast przeprosić, zaczął głupio tłumaczyć się w mediach społecznościowych. Stwierdził, że był pod wpływem emocji, a słowo „kretyn” użył w znaczeniu ogólnym, a nie konkretnie wobec motorniczej. Na końcu stwierdził, że jeśli jego podwładna poczuła się urażona jego słownictwem i zachowaniem, to ją przeprasza.
Jednocześnie zarząd spółki oświadczył, że motornicza nie będzie dalej szkolić innych pracowników. Nie oznacza to jednak degradacji, bowiem jej pensja nie została zmniejszona.

Związki nie ustępują

Ogólne, rzucone gdzieś w eter „przeprosiny” do niczego nie przekonały związkowców, którzy od wczoraj domagają się od władz Wrocławia bardziej stanowczych kroków wobec aroganckiego prezesa. Związkowcy napisali oficjalne otwarte pismo w tej sprawie.

„Z otrzymanych informacji niezbicie wynika, że sposób działania i zachowania Prezesa MPK Wrocław Sp. z o.o. Pana Krzysztofa Balawejdera nie przystoi urzędnikowi reprezentującemu organ założycielski MPK Wrocław Sp. z o.o. Międzyzakładowa Organizacja Związkowa ZZPKM we Wrocławiu posiada dowody przeciw Panu Prezesowi (…), świadczące o jego skandalicznych wypowiedziach, które nigdy nie powinny mieć miejsca w stosunku do podległych mu pracowników.” – czytamy w piśmie ZZPKM Wrocław.

Związkowcy twierdzą, że dalsze pełnienie funkcji prezesa przez Balawejdera nie tylko zburzy wizerunek spółki, ale także urzędników miejskich, którzy tę funkcję mu powierzyli oraz doprowadzi do całkowitego zaniku dialogu z załogą.

Co zrobi prezydent?

Działania pracowników wrocławskiego MPK to przykład na to, jak należy postępować z pracodawcą łamiącym prawa pracownicze i poniżającym swoich pracowników. Teraz los pyszałkowatego prezesa zależy od prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka. Tego samego, który podczas ostatniej kampanii wyborczej głosił, że „jako prezydent Wrocławia chce stworzyć miasto, które jest bliżej mieszkańców i ich codziennych spraw.” Pracownicy podległej prezydentowi spółki też są mieszkańcami miasta.

Porozmawiajmy o mediach

W państwach demokratycznych siła mediów jest tak wielka, że mogą one kształtować społeczeństwo i politykę. Poza tym spełniają funkcję kontrolną pozostałych trzech władz, aby nie dochodziło do nadużyć i korupcji. Tak sądzono do tej pory.

Jednak im dłużej obserwować sytuację w przestrzeni masowej komunikacji, tym bardziej rzuca się w oczy uzależnienie mediów od wielkiego kapitału, zblatowanie świata żurnalistyki i polityki, uzależnienie dziennikarstwa od interesów możnych tego świata. Powiązania polityki, biznesu i masowej komunikacji medialnej sprawiły, że zasada „otwartych drzwi” między biznesem i polityką działa dziś też w wymiarze medialnym. Media stały się nie tyle czwartą władzą w formie kontrolnej, a władzą stojącą na straży interesów właścicieli najszerzej pojętego kapitału.

Kolejnym niebezpiecznym aspektem działań dzisiejszych mediów są nachalne próby narzucania jednolitej wizji złożonej, rzeczywistości pełnej konfliktów, sprzecznych interesów, przeciwstawnych dążeń. Zgodnie z kanonami wolności, demokracji i swobody słowa ta cała złożona rzeczywistość powinna być prezentowana jak najdokładniej. Czy dziś tak jest? Naszym zdaniem nie. Zamiast tego współczesne środki przekazywania informacji, przy użyciu najnowszych technologii, pozwalają na urabiania mentalności pojedynczych ludzi i całych zbiorowości na skalę nieosiągalną dla XX-wiecznych totalitaryzmów, przy użyciu dużo subtelniejszych środków. Różni aktorzy nie ustają dziś w staraniach, by wdrukowywać w ludzkie umysły określone klisze, które decydują o ich spojrzeniu na świat, manipulują ich wyborami i przekonaniami. Na to nakłada się kult rozrywki i zabawy jako sposobu na życie. Biznes rozrywkowy to przecież bardzo ważna część przedsiębiorczości. Infantylizacja i banalizacja rzeczywistości pomagają sprawować rząd dusz.

O tych problemach chcemy dyskutować 29 stycznia w ramach comiesięcznej dyskusji. Zapraszamy na debatę we Wrocławiu (będzie również transmisja na profilu Strajk.eu na Facebooku). To jest esencja demokracji i wolności.

Dlaczego PiS zgnoił Międlara?

Zdaje się, że państwo w końcu wzięło się za jednego z najbardziej uciążliwych neofaszystów. Jacek Międlar usłyszał zarzut nawoływania do nienawiści.

Międlar został w piątek rano zakuty w kajdanki w swoim domu na Dolnym Śląsku. „Funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymali Jacka Międlara, w związku z podejrzeniem publicznego nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych poprzez publikację w dniu 9 listopada 2019 r. na portalu internetowym artykułu pt. »Polska w cieniu żydostwa. O masowej zdradzie i dywersji wobec odradzającego się Państwa, czyli skrywana prawda na stulecie odzyskania niepodległości«” – napisał rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn.

Ekstremista miał spędzić noc z piątku na sobotę miał spędzić w izbie zatrzymań. Prokuratura uwinęła się jednak z przesłuchaniem na tyle szybko, że zdążył na demonstrację z okazji rocznicy wprowadzenia stanu wojennego, zorganizowaną przez jego środowisko we Wrocławiu. Tym razem nie wznosił jednak okrzyków, a jedynie zaintonował: „Bóg, honor i ojczyzna”.

Przedstawiono mu zarzuty wzywania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych i wyznaniowych (art. 256 Kodeksu karnego) oraz stosowania wobec takiej grupy gróźb (art. 119 kk). Grozi za to do pięciu lat więzienia.

Międlar od lat pracował na pobyt za kratami. Po raz pierwszy usłyszeliśmy o nim w 2015 roku, kiedy, jeszcze jako ksiądz, wziął udział w rasistowskiej defiladzie, która przeszła ulicami Wrocławia krzycząc „Jebać Araba” oraz „Cała Polska śpiewa z nami – wypierdalać z uchodźcami”. Przemawiając posługiwał się kalkami z wokabularza III Rzeszy.

W publikacji, która była bezpośrednim powodem zatrzymania wygłosił zdanie przywołujące dość jasne skojarzenia: „Ostateczne rozwiązanie jest nieuniknione (…). Zbrójmy się więc, jak tylko możemy, w broń palną, organizujmy w szwadronach i komandach, rozpoznawajmy i inwentaryzujmy swoją lokalną V kolumnę” – pisał Międlar.

Przemysław Witkowski, analityk ruchów skrajnie prawicowych uważa, że zarzuty dla Międlara to decyzja dobra, choć mocno spóźniona. – Były ksiądz już wielokrotnie lekceważył polskie prawo: od wzywania do nienawiści, po nierejestrowaną sprzedaż książek. Już kilkakrotnie zarzuty wobec niego upadały w prokuraturach i sądach, zdawało się, iż pozostaje pod jakimś dziwnym parasolem polskiego państwa.

Dlaczego państwo akurat teraz przypomniało sobie o Międlarze? Według Witkowskiego mogła na to wpłynąć bieżąca sytuacja polityczna. – Wydaje się, że wzrost poparcia dla sojuszników eksksiędza z Konfederacji otrzeźwił podległe PiS polskie służby – mówi.– Rząd Morawieckiego chce pokazać w Europie, że nie jest skrajną prawicą, którą z kolei udaje przez polskim wyborcą – tłumaczy publicysta.

„Ekologiczna katastrofa” we Wrocławiu

Sezon jesienno-zimowy, to dobry czas by podyskutować o ekologii, ochronie środowiska, smogu i tematach z tym związanych. Zwłaszcza iż to dziś palące zagadnienia.

Społecznego Forum Wymiany Myśli zaprasza więc na najbliższą, październikową debatę poświęconą tej gorącej palecie tematów, tworzących cały wachlarz spraw niosących zagrożenia dla środowiska, egzystencji ludzkości i pojedynczego człowieka. Temat naszej najbliższej dyskusji brzmi:
– „EKOLOGICZNA KATASTROFA: WROCŁAW – POLSKA – EUROPA – ŚWIAT”
Do dyskusji zaprosiliśmy przedstawicieli środowisk ekologicznych z Wrocławia, jak również ludzi związanych z organizacjami zajmującymi się ochroną środowiska. Staramy się zapewnić obecność reprezentantów Uniwersytetu Przyrodniczego specjalizujących się w tej dziedzinie, jak również ludzi z branży górniczo-geologicznej mających inne spojrzenie na klimatyczne zmiany związane z tzw. antropocenem czyli epoką bezwzględnej hegemonii człowieka nad przyrodą. Do udziału w debacie zaprosiliśmy również przedstawicieli wrocławskiego magistratu, odpowiedzialnych za te sprawy w naszym mieście. Czyli będzie i „lokalnie” i „globalnie”. Tematyka jest nie tyle kontrowersyjna co wielopłaszczyznowa i budząca emocje. Może i tym razem w „Tajnych kompletach” też tak będzie. Debata odbędzie się w dniu 24.10.2019r., o godz. 17.30 w księgarni-kawiarni „TAJNE KOMPLETY”, ul. Przejście Garncarskie 2, we Wrocławiu.

Na kogo by tu…

Za dwa tygodnie będziemy wybierać naszych przedstawicieli do Sejmu. Ja, jako członek SLD, będę głosował na członka SLD. W okręgu wrocławskim na 3 miejscu listy Lewicy jest Arek Sikora. Arek jest sekretarzem Rady Dolnośląskiej SLD. Zawiaduje na co dzień strukturami partii w regionie. Robi to wzorowo i z wielkim poświęceniem. Jego biedna skoda czasami odmawia mu posłuszeństwa, ale Arek nie odpuszcza. Na jego głowie jest także koordynowanie całej kampanii w regionie. I daje radę.
Jeżeli Arek będzie tak samo pracowitym posłem, jak sekretarzem, to jestem spokojny o jego pozycję w Sejmie i dalszy los SLD. Arek jest przedstawicielem młodszego pokolenia w SLD. Dobra zmiana pokoleniowa w partii jest potrzebna. Ja co prawda też czuję się jeszcze bardzo młodo, ale Arek jest młodszy. Dlatego będę głosował na Arka i także zachęcam Koleżanki i Kolegów do podobnych decyzji. Na liście wszystkie nasze kandydatki i kandydaci z SLD są bardzo dobrzy, ale postawić można tylko na jedna osobę.

Ojciec Stachowiaka: Igora zamordowano!

Ojciec ofiary policyjnej przemocy – Igor Stachowiaka domaga się zmiany kwalifikacji czynu wobec czwórki eks-policjatnów.

Chodzi o to, aby byli funkcjonariusze nie byli sądzeni za ewentualne nadużycie uprawnień i znęcanie się, lecz za zabójstwo w zamiarze ewentualnym. Ich proces w pierwszej instancji zakończył się w czerwcu. Zostali oni skazani na kary bezwzględnego więzienia od dwóch do dwóch i pół roku.
Zamiary ojca Igora Stachowiaka ujawnia portal Onet.
– Całe dotychczasowe postępowanie sądowe sprowadzało się niemal wyłącznie do tego, co działo się w toalecie, a przecież już na Rynku użyto wobec Igora przemocy – powiedział dziennikarzom ojciec ofiary Maciej Stachowiak.
– Sąd powinien orzec, czy policjanci spowodowali śmierć mojego syna. Ja nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Uważam, że mój syn został zamordowany na komisariacie. W czerwcowym wyroku brakuje stwierdzenia, że Igor był torturowany, a przecież jak inaczej to nazwać – dodał.
Maciej Stachowiak ma też uwagi, co do przebiegu procesu w sądzie pierwszej instancji. Twierdzi, że nie zostali przesłuchani ratownicy medyczni, którzy pierwsi dotarli na komisariat przy ul. Trzemeskiej we Wrocławiu.
Przypomnijmy. Do tragedii doszło 15 maja 2016 r. Policjanci zatrzymali Igora Stachowiaka na wrocławskim rynku, skąd przewieźli go na komisariat. Tam był poddany wyjątkowo brutalnym torturom. Między innymi rażono go paralizatorem po genitaliach, gdy był w toalecie i był skuty kajdankami. Wkrótce zmarł. Sprawa wywołała poważną, acz krótkotrwałą dyskusję na temat nadużyć przemocy ze strony policji. Wielu aktywistów uważa je za powszechne i oskarża system sprawiedliwości o sprzyjanie funkcjonariuszom-sadystom.