Budujmy mosty, a nie mury

Polskie elity polityczne w ostatnim tysiącleciu uprawiały politykę budowania murów na Wiśle i powstrzymywania marszu żywiołu wschodniego na zachód, a żywiołu zachodniego na wschód. Owocowało to wielkimi tragediami dla naszego narodu i okresami przerw w ciągłości historycznej państwa.

Mimo że myśl polityczna suwerenności i niezależności polskiej przetrwała, m.in. dzięki mądrości i odwadze twórców PPS, to widać dziś w okresie narastającej globalizacji, że wyczerpały się możliwości dalszego uprawiania polityki powstrzymywania. Jest ona już dziś powodem poważnych nieporozumień i konfliktów na linii Wschód – Zachód. Ważne, że problem ten nie dotyczy wyłącznie Polski, ale rzutuje na naszą przyszłość, stabilność i strategie rozwoju.

Społeczeństwo pyta dziś o możliwość planowania przyszłości, gwarancje życia w pokoju i przetrwania biologicznego w związku z zaostrzającą się sytuacją międzynarodową. Tym bardziej, że jest karmione m.in. przez rządowe media wizją nieuchronnej konfrontacji wojennej i konieczności poświęcenia się w imię nie swoich interesów. W sytuacji, jaka powstała w ostatnich latach, również z udziałem naszych elit politycznych, Polska wskazana została jako państwo frontowe, choć żaden z naszych sąsiadów ani ze wschodu, ani z zachodu nie formułuje wobec nas roszczeń terytorialnych. Pełną akceptacją cieszy się nasza wschodnia granica przebiegająca wzdłuż linii Curzona wytyczonej po I wojnie światowej. Społeczeństwo nie otrzymuje od rządzących poważnych uzasadnień i odpowiedzi na pojawiające się wątpliwości i pytania.

Słabnąca pozycja Polski

Manipulowanie Polską i regionem należy do stałych elementów gry interesów najpotężniejszych sił na świecie. Nasiliło się to szczególnie mocno po roku 1990, upadku ZSRR, zmianie ustroju społeczno-gospodarczego przez kraje naszego regionu, wejściu do Unii Europejskiej i niektórych krajów do NATO. Nie wszyscy, w tym Polska, poradzili sobie z upadkiem rodzimego przemysłu, budową własnego potencjału gospodarczego politycznego i wojskowego. Miało i ma to wpływ na modele współpracy w ramach szerszych sojuszy i role, jakie można w nich odegrać.
Polska nie wykorzystała dobrze czasu transformacji na zbudowanie mocnej pozycji na arenie europejskiej i światowej. Dawno już przestaliśmy uchodzić za lidera demokracji i postępu. Zły pod tym względem jest okres ostatnich lat. Polska podporządkowała się wytycznym Konsensusu Waszyngtońskiego, licząc na to, że lojalność i brak walki o własne interesy, nawet wśród tzw. przyjaciół, zaowocuje pozytywnie. Tak się nie stało. Dziś nasz kraj stoi przed poważnym problemem przewartościowania i odnowy swoich koncepcji rozwoju, dotychczasowe utarte drogi mogą nas bowiem prowadzić na manowce. Nie do wszystkich jednak to jeszcze dociera.

Dość obcych wojen

Nastaje czas i potrzeba „budowania mostów” i maksymalnie możliwego ograniczenia uczestnictwa naszego kraju w polityce globalnej konfrontacji. Jest to jedyny wniosek, jaki nasuwa się po przeanalizowaniu procesów politycznych z udziałem Polski na linii Wschód – Zachód. Potwierdzeniem tego jest zaostrzająca się sytuacja na Bliskim Wschodzie. Od 20 lat jesteśmy wciągani w nie swoje wojny, chociaż polską racją stanu jest pokój. Kilkadziesiąt lat temu prof. Zbigniew Brzeziński przestrzegał, że Polska ma wspólne, ale nie tożsame interesy z USA i może być wyłącznie partnerem dla Zachodu, jeśli stanie się pośrednikiem na linii Wschód-Zachód. Trzeba poważnie pochylić się nad tą opinią.

Czy stać Polskę na to, aby zerwać z praktykami realizowanymi pod dyktando konserwatystów amerykańskich? Dzięki odpowiedzi na to pytanie dowiemy się, czy deklarowana powszechnie wolność i samodzielność uzyskana po roku 1990 skutkuje swobodą w podejmowaniu przez Polskę decyzji strategicznych dotyczących losu narodu i państwa. Wiele przykładów z naszych relacji ze światem w ostatnim 30-leciu nie potwierdza tej tezy, stanowiącej podstawę aktu założycielskiego III RP. Odnosi się wrażenie, że suwerenność Polski jest ograniczona nie tylko traktatami sojuszniczymi w ramach powiązań międzynarodowych, ale także konformizmem i brakiem intelektualnej swobody i odwagi polskich elit w projektowaniu wizji rozwojowych, zarówno w skali kraju, jak też regionu i świata.

Złoty wiek po latach koszmaru

Bez względu na to, jak jest rzeczywiście, polska myśl polityczna powinna wybiegać w przyszłość i skupić się na odpowiedzi na pytanie, jak trwale i skutecznie połączyć interesy Wschodu i Zachodu w Europie i wykorzystać to do własnych celów, a nie utrwalać swoją pozycję jako stronnika jednej lub drugiej grupy interesów, co miało miejsce w XX wieku, ale również wcześniej i skutkowało zawsze konfrontacją polityczną lub wojną.

Po polskiej ziemi maszerowały obce wojska z zachodu na wschód i z powrotem, niszcząc przy okazji wszystko. Nikt do końca nie policzył strat w tkance narodowej i materialnej Polski poniesionych wskutek kolejnych konfliktów. Szczególnie tragiczny jest bilans naszych strat w wyniku dwóch wojen światowych i upowszechnienia masowych środków zagłady. Dziś technologie militarne poszły znacznie dalej i trudno sobie wyobrazić konfrontację zbrojną na gęsto zaludnionych obszarach Europy Środkowej. Coraz mniej ludzi w Polsce pamięta okres wojny i okupacji niemieckiej oraz trud odbudowy kraju. Dziś wojna dla młodzieży jest kolejną grą na monitorze komputera, a nie realnym przeżyciem.

Nie ulega wątpliwości, że okres po roku 1945 zapisze się w historii Polski jako „złoty wiek”. Mimo wielu perturbacji po roku 1990, cechował Polskę w ciągu ostatnich 75. lat stabilny układ graniczny, poprawne stosunki z sąsiadami, rewolucja społeczna i stały wzrost ekonomiczny i rozwój kulturalny nienotowane w innych okresach historycznych. Nienotowaną w historii naszego regionu wartością był pokój, który pozwalał na stabilizację. Przynajmniej dwa pokolenia nie zaznały pożogi wojennej, co było ewenementem w naszym obszarze geograficznym od blisko tysiąca lat.
W ramach planowej germanizacji, rusyfikacji i sowietyzacji byliśmy przesuwani z zachodu na wschód i z powrotem. Naród polski miał mały wpływ na wybór swojego terytorium, decydowali o tym najeźdźcy, a w ostatnie fazie II wojny światowej – Wielka Trójka w Jałcie. Naród nie miał szans na powiedzenie nie, kiedy w ramach „zimnej wojny” nałożony mieliśmy na nasze terytorium amerykański parasol atomowy, czy gdy po roku 2000 zawisła nad nami groźba Iskanderów z Kaliningradu i nie tylko.

Jesteśmy sami?

Dziś ta sytuacja zmieniła się, ale można domniemywać, że na gorsze. Relacje międzynarodowe i sytuacja Polski przypominają układy z końca lat 30. XX wieku. Polska jest osłabiona i skłócona na własne życzenie z sąsiadami zarówno ze wschodu, jak i z zachodu. Nie daje realnych gwarancji bezpieczeństwa nasz udział w NATO i sojusz z USA, tym bardziej, że kosztuje to coraz więcej i wpływa na poziom realizacji innych zobowiązań budżetowych państwa. Świadczy o tym trwałe ubieganie się Polski o gwarancje zgodne z art. 5 Traktatu. Już dziś widać, że fiasko poniosła dotychczasowa polityka PiS zmierzająca do uzyskania takich gwarancji. Politykę tę zdominował klientelizm i uległość, a nie twarda walka o nasze narodowe interesy. Odnosi się wrażenie, że politykę prowadzą kupcy, a nie mężowie stanu.

Czas nagli, aby dokonać zmian polskiej polityki bezpieczeństwa. Trwałym jej elementem powinno być przyjęcie narodowego konsensusu, że za żadną cenę, nie wolno dopuścić do sytuacji, aby ziemia polska była polem bitwy. Potrzebne w związku z tym jest nowe spojrzenie na nasze sojusze, przyjaźnie i nieprzyjaźnie pod kątem gwarancji na realizację naszych narodowych interesów. Potrzebna jest zmiana polityki wewnętrznej i oparcie jej na zasadach demokratycznych, z poszanowaniem głosu opozycji. Razem, jako cały naród możemy więcej.

Lewico, buduj mosty

Idea „budowy mostów” wymaga poszukiwania w najbliższym europejskim otoczeniu przyjaciół i partnerów, a nie wrogów. Powinna dominować w założeniach naszej polityki zagranicznej idea współpracy, nie da się bowiem zbudować pokojowej przestrzeni bez partnerstwa z Niemcami i Rosją w Europie, a z USA i Chinami na forum globalnym. Wielką rolę do odegrania ma tutaj lewica parlamentarna i pozaparlamentarna.

Nie można nie zauważać takich zjawisk, jak upadek amerykańskiej globalizacji z jednym centrum nad Potomakiem i podległymi peryferiami. Amerykanie z trudem znoszą swą malejącą rolę „globalnego szeryfa” działającego w oparciu o petrodolara. Globalny kryzys ekonomiczny w 2007 roku zakończył w praktyce erę dominacji neoliberalizmu. Powstaje nowy układ wielobiegunowy, który utrwala swoje istnienie i tworzy nowe modele rozwoju przystające do postępującej rewolucji technologicznej. Nowe doświadczenia wymuszają dziś konieczność zrównoważenia w skali globalnej przychodów z pracy i z kapitału. Stan obecny pogłębia rozwarstwienie społeczne i tworzy coraz większą bazę protestu w skali globalnej. Istotną sprawą staje się współczesne rozumienie idei sprawiedliwości społecznej. Jak zatem powinien wyglądać i organizować się świat w następnych latach? Na pewno alternatywą dla pokoju i współpracy nie jest wojna.

Kierunek Ukraina

Ten kraj nie jest dziś przykładem sukcesów „polskiej ekspansji gospodarczej”, aczkolwiek znalazł się wśród wskazanych przez rząd „perspektywicznych rynków pozaunijnych, mających znaczenie dla polskiego eksportu”. W wielu wypowiedziach słychać tęsknotę do odgrywania większego znaczenia na tym kierunku, nieco nostalgicznego „odbicia” rynku, zawojowania „dzikiego wschodu”. To Ukraina.

Jakie są więc nasze dwustronne relacje gospodarcze? Dobre czy złe? Z perspektywy Polsko- Ukraińskiej Izby Gospodarczej mogę odpowiedzieć, że te relacje są coraz lepsze.
W 2014 roku, po aneksji Krymu przez Rosję i wojnie w Donbasie, polsko-ukraińska wymiana handlowa załamała się. Polski eksport do Ukrainy spadł prawie o jedną trzecią i dopiero w 2017 roku wrócił do „przedwojennych” poziomów. Tyle o zjawisku, za które nie można winić Ukrainy. A teraz twarde dane: w 2013 roku polski eksport na rynek Ukrainy wynosił 18 mld PLN, w 2015 roku eksport był mniejszy o 5, 5 mld PLN ! To było już załamanie wymiany handlowej, które polscy przedsiębiorcy zdołali odrobić przez kolejne dwa lata. W 2018 roku wartość eksportu towarów zbliżyła się do 19 mld PLN. Dane o polskim eksporcie na Ukrainę w ciągu 10. miesięcy bieżącego roku też są optymistyczne- przekroczyliśmy równowartość 15 mld PLN, dynamika wzrostu rok do roku wynosi ponad 5 proc. W strukturze eksportu dominują wyroby przemysłu elektromaszynowego, chemicznego, artykuły rolno- spożywcze i wyroby metalurgiczne i przemysłu lekkiego.
A teraz trochę inne spojrzenie na statystykę. Udział Ukrainy w polskim eksporcie wynosi 2,1 proc. , czyli- nie szukając okrągłych słów- Ukraina nie jest dla Polski ważnym partnerem handlowym. Inaczej wygląda to z perspektywy Ukrainy. Konflikt na wschodzie Ukrainy i zabór części jej terytorium, wojna handlowa z Rosją osłabiły gospodarkę Ukrainy, ale też wymusiły jej reorientację. Nastąpiło wzmocnienie relacji z Unią Europejską, które doprowadziło do umowy stowarzyszeniowej. Jeszcze pięć lat temu eksport z Ukrainy do Rosji stanowił 18,2 proc., podczas kiedy do Polski – 4,9 proc. całości ukraińskiego eksportu. Dane Państwowej Służby Podatkowej Ukrainy za cztery miesiące 2019 r. pokazują, że zmienił się główny rynek ukraińskiego eksportu. Ukraina nastawiła się na zwiększenie współpracy gospodarczej z Europą. Miejsce Rosji – wieloletniego lidera (na drugim miejscu były Chiny, a dopiero na trzecim kraje UE razem wzięte) – zajęła Polska, z udziałem 6,7 proc. eksportu Ukrainy. Na drugim miejscu Rosja (6,2 proc.) przed Egiptem (5,3 proc.), Chinami (5,2 proc.), Turcją (5,2 proc.), Indiami (5,2 proc.), Włochami (5 proc.), Niemcami (4,5 proc.) i Holandią (3,9 proc.). Ciekawe są też zmiany w strukturze eksportu. Jeszcze niedawno „miejsca na pudle” były nienaruszalne: pierwsze- metalurgia, drugie- produkty pochodzenia roślinnego, trzecie- produkty przemysłu maszynowego. Dwa tygodnie temu dowiedziałem się, że na „na pudło” wskoczył sektor IT , zajmując trzecie miejsce i pozostawiając w tyle metalurgię.
Polska , stając się głównym partnerem handlowym Ukrainy, musi dostrzec tę zmianę. Liderzy Ukrainy, reprezentujący obóz prezydenta Wołodyra Zełenskiego i spora część oligarchów, zarządzających gospodarką, zrozumieli, że skończył się stary model gospodarczy. Opierał się on na tanich surowcach, w tym taniej energii, taniej pracy i przemyśle ciężkim. Dziś i rząd, i biznes mówi o konieczności zwiększenia konkurencyjności Ukrainy. To stawka na energię odnawialną , zwłaszcza farmy fotowoltaiczne i wiatrowe, nowoczesne wielkoobszarowe rolnictwo, szeroko rozumiany sektor IT, na wzrost handlu zagranicznego przetworzonymi produktami. Powinniśmy zastanowić się, jak wspierać te ambicje i pomagając w ich realizacji, zadbać o polskie interesy. Ukraina nie jest bowiem „skazana” na Polskę. Bez większego ryzyka można sformułować tezę, że Polska jest pierwszym krajem dla ukraińskiego eksportu dlatego, że jest najbliższym państwem członkowskim Unii Europejskiej. Krajem europejskiego tranzytu i dużym, bliskim a więc naturalnym rynkiem zbytu dla towarów, które muszą spełniać europejskie standardy. Poprzez Polskę ukraińscy przedsiębiorcy i handlowcy uczą się i zdobywają Unię Europejską.
Dogodne położenie nie zastąpi więc naszej wyobraźni i pracy. Pokazali to polscy inwestorzy, właściciele znanych w Polsce marek, którzy w Ukrainie uruchomili ciekawe i spore inwestycje. Ryszard Florek, właściciel producenta okien dachowych Fakro , ma na Ukrainie trzy fabryki, w których zatrudnia 570 osób. Ekspansję na Ukrainie prowadziły polskie instytucje finansowe. PZU przejął lokalnego ubezpieczyciela, aktywnie działa Kredobank należący do PKO BP. Zbigniew Drzymała, właściciel Inter-Groclin wybudował dwie fabryki w Ukrainie. Michał Sołowow otworzył zakład Barlinka w Winnicy. Fabryki na Ukrainie wybudowali także polscy producenci mebli Nowy Styl i Black Red & White.
Decyzje i projekty inwestycyjne w opisanych wyżej przypadkach podejmowano jednak przed wybuchem konfliktu z Rosją. Dziś wartość skumulowana inwestycji polskich przedsiębiorstw na rynku ukraińskim nie jest imponująca – nie przekracza jednego miliarda dolarów. Ostatnie lata przyniosły wyhamowanie ekspansji polskiego kapitału. I choć sytuacja zaczęła się poprawiać, Ukraina jest ciągle postrzegana jako kraj wysokiego ryzyka. Taka jest opinia przedsiębiorców i międzynarodowych instytucji, których opinie stanowią o dostępności kapitału i jego kosztach.
Ten prawie miliard „polskich” dolarów zainwestowanych w Ukrainie to niespełna 2 procent wszystkich inwestycji zagranicznych w tym kraju ( 33 miliardy dolarów) . W czasie polskiej transformacji gospodarczej wartość inwestycji zagranicznych przekroczyła 200 miliardów euro. To zestawienie, z jednej strony, poprawia polskie samopoczucie, z drugiej strony, świadczy o „głodzie” inwestycji w Ukrainie, który z czasem będzie zaspakajany. Można przypuszczać, że przemysł i usługi outsourcingowe , które jeszcze przenoszone są ze Starej Europy do Polski, za jakiś czas chętniej lokowane będą w Ukrainie. Wybierano Polskę ze względu na koszty i jakość pracy, dostępność komunikacyjną, stabilność kraju. Trudno odmówić Ukrainie, że jej kapitałem są młodzi, pracowici ludzie, niskie koszty pracy, co będzie przyciągało kapitał zagraniczny.
Ukraina się zmienia i powinniśmy dostrzec nową Ukrainę. To państwo, w którym prezydenta wybrano w wyborach przeprowadzonych zgodnie z kalendarzem wyborczym, a nie pod wpływem kolejnego Majdanu. To państwo, w którym jest proprezydencka większość parlamentarna, gwarantująca jednolitą, proreformatorską politykę. To państwo, w którym rządzi młoda ekipa, pewnie nieopierzona, ale wykształcona, znająca Europę, ambitna i lojalna wobec prezydenta. Co prawda, ukraińska polityka to ciągle zmaganie się demokratycznych aspiracji z interesami oligarchów, podejmowanie decyzji w cieniu podejrzeń o korupcję, ale jakieś przełamanie w kierunku normalności widać. Ukraina to kraj o ogromnych zasobach: ludzkich, naturalnych, ze słynnymi czarnoziemami i korzystnym klimatem. Wcześniej czy później jest wskazana na sukces. Będziemy jego uczestnikami, albo skorzystają na sukcesie Ukrainy inni.
W opublikowanym przez Bank Światowy zestawieniu „Doing Business 2019”, Ukraina pod względem warunków sprzyjających prowadzeniu działalności gospodarczej, zajmuje 71 pozycję wśród 190 ujętych w rankingu gospodarek świata. W porównaniu z edycją z 2017, Ukraina poprawiła swoją pozycję o 9 miejsc. W odniesieniu do kategorii handel zagraniczny, Ukraina zajmuje 78 pozycję – awans o 37 pozycji w stosunku do roku 2017. Ostatni Global Competitiveness Index daje Ukrainie 77 pozycję wśród 137 klasyfikowanych państw w dziedzinie warunków innowacyjności- poprawa o 4 pozycje- i 57 pozycję w dziedzinie poziomu infrastruktury- poprawa o 21 pozycji.
Według danych ukraińskich na początku 2018 roku na Ukrainie zarejestrowanych miało być przeszło 2,9 tys. firm z polskim kapitałem. Z kolei według szacunków Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej na Ukrainie działało w tym czasie ok. 1,2 tys. małych i średnich firm z mieszanym kapitałem polsko-ukraińskim, natomiast ok. 4 tys. firm realizowało z Ukrainą transakcje handlowe. To świadectwo dużej aktywności małych i średnich przedsiębiorstw. Polskie, zwłaszcza państwowe giganty, nie spieszą się ze współpracą i inwestycjami. Przykładem jest energia, a właściwie bezpieczeństwo energetyczne, które stało się jednym z celów rządu polskiego. Jak informuje „Rzeczpospolita”, w ubiegłym roku import energii elektrycznej do Polski był na poziomie 13,83 TWh, z czego z Ukrainy trafiło do nas tylko 1,41 TWh energii. Najwięcej energii w 2018 roku sprowadziliśmy z Niemiec – 7 TWh, druga na liście jest Szwecja z 3 TWh, a za nimi Litwa 1,61 TWh. Moglibyśmy sprowadzać więcej taniej i czystej energii elektrycznej z Chmielnickiej Elektrowni Jądrowej, ale linia przesyłowa 750 kV o mocy 2000 MWh stoi nieczynna od 1993 r. Jest to symbol kompromitacji relacji energetycznych Polska – Ukraina.
A teraz o współpracy gazowej. Polska zadeklarowała pomoc Ukrainie w dostawach gazu, wskazując że może to być amerykański LNG. Nasze deklaracje i plany przesyłowe są chyba większe niż oczekiwania strony ukraińskiej. Jednocześnie wskazujemy, że dla umożliwienia tego tranzytu Ukraina powinna wybudować po swojej stronie 120 km gazociągu, my w Polsce 2 km. Ukraińscy partnerzy podkreślają, że brakuje im pieniędzy na inwestycje i zauważają, że w sytuacji przerwania przesyłu gazu rurami wykorzystywanymi dziś przez Gazprom, można będzie wykorzystać je do przesyłu w drugą stronę. Trudno odmówić logiki temu rozumowaniu. My uzależniamy tę inwestycję od zakontraktowania przez Ukraińców dostaw gazu z USA. Oni mówią o wolnym rynku i handlu w obie strony. Czyli- w tym największy jest ambaras, aby dwoje chciało naraz.
Przez ostatnie cztery lata władze RP, udzielając strategicznego wsparcia Ukrainie w jej konflikcie z Rosją, w relacjach dwustronnych postawiły na politykę historyczną, przyjmując – paradoksalne u etatystów założenie – że gospodarka sama sobie poradzi. Radzi sobie, ale w kraju takim, jak Ukraina, w którym nie wszystkie instytucje i urzędnicy działają prawidłowo i uczciwie, państwo powinno mocniej wspierać swoich przedsiębiorców. BGK ma ciekawe produkty, wspomagające polskich eksporterów i inwestorów. Ale zredukowano działalność ekonomiczną polskiej dyplomacji, wierząc że zagraniczne biuro handlowe PAIH wystarczy. Brakuje spotkań na wysokim politycznym szczeblu, które z reguły są impulsem dla nowych projektów gospodarczych i pomagają tym projektom, które znalazły się w „zamrażarce”.
Przedsiębiorcy, Polsko- Ukraińska Izba Gospodarcza i inne organizacje biznesowe robią swoje. Będzie lepiej, ale można pomóc w tej pracy.

Chipolbrok wzór współpracy chińsko-polskiej

Szanghaj to miasto, które jako pierwsze pojawiło się na trasie wizyty zarówno prezydenta Bronisława Komorowskiego w 2011 roku, jak też prezydenta Andrzeja Dudy w 2015 roku. Ma to związek nie tylko z silną rolą Szanghaju w relacjach handlowych Chiny-Polska, ale również ma związek z tym, że swoją siedzibę ma tutaj Polsko-Chińskie Towarzystwo Okrętowe Chipolbrok. Jest to pierwsze w historii Ludowych Chin joint-venture.

Gdy siedem dekad lat temu powstała Chińska Republika Ludowa, stanęła ona w obliczu blokady gospodarczej i embarga w transporcie morskim ze strony państw Zachodu. Uniemożliwiły one dostarczanie do Chin drogą morską surowców niezbędnych do produkcji czy też materiałów budowlanych. W znacznym stopniu utrudniały również Chinom prowadzenie międzynarodowej wymiany handlowej. Z pomocą pospieszyła wówczas Polska, będąca jednym z państw, które w pierwszej kolejności uznały ChRL i nawiązały z nią stosunki dyplomatyczne. Rządy obu państw podpisały umowę, na mocy której w dniu 15 czerwca 1951 roku powstało Polsko-Chińskie Towarzystwo Okrętowe Chipolbrok. Było to pierwsze w Ludowych Chinach joint-venture, którego powstanie zapowiadało nową erę w historii chińskiego transportu morskiego.
Firma cieszyła się od początku swego istnienia wsparciem ze strony przywódców obu państw. O historii firmy opowiadał Chińskiemu Radiu Międzynarodowemu jej były polski dyrektor generalny Janusz Janiszewski: ”Ta firma ma za sobą długą i bogatą historię. Podobnie jak historia Chin i Polski przechodziła różne etapy – od bardzo trudnych warunków uprawiania żeglugi między rokiem 1951 a 1958, aż do dnia dzisiejszego.”
Chipolbrok borykał się w początkach swojej działalności z wyjątkowymi trudnościami wynikającymi z blokady gospodarczej Chin nałożonej przez państwa Zachodu. Wszystkie statki pływały pod polską banderą i były nominalnie własnością Polskich Linii Oceanicznych – tak też Chipolbrok występował oficjalnie na zewnątrz. Chiny, które wówczas nie posiadały własnych statków dalekomorskich, mogły zacząć je kupować lub wynajmować właśnie dzięki powstaniu Chipolbroku. O tych trudnych początkach opowiadał ze wzruszeniem były marynarz Wu Qiyong:
„Zacząłem pracować na Pułaskim w Chipolbroku w roku 1957. Byłem wtedy praktykantem. Połowę załogi stanowili chińscy marynarze, a połowę polscy. Kapitanem był Polak, a pierwszym oficerem i drugim oficerem byli Chińczycy. W 1971 zostałem kapitanem statku Changxing. Polskie Linie Oceaniczne były wielką firmą i posiadały bardzo wiele statków. W czasie nałożonej przez Zachód blokady wszystkie statki pływały pod polską banderą, dzięki czemu mogliśmy dostarczać towary do Chin.”
Już w pierwszym roku istnienia Chipolbroku statki należące do spółki przewiozły do Chin maszyny stanowiące wyposażenie 52 fabryk. W tamtej wyjątkowo trudnej sytuacji dla nowo powstałych Chin Ludowych, firma bardzo przysłużyła się rozwojowi państwa i przemysłu. W znacznym stopniu ułatwiła też dostęp do pilnie potrzebnych materiałów.
Na przestrzeni minionych siedemdziesięciu lat, bez względu na zmiany zachodzące w obu państwach w sferze politycznej i gospodarczej, obie strony utrzymywały bliską współpracę. Chińscy i polscy marynarze stali się świadkami kontaktów Nowych Chin z zagranicą; kontaktów opartych na zasadzie obustronnych korzyści. Logo Chipolbroku zawiera trzy kolory: czerwony, biały i żółty. Te barwy występują na flagach Polski i Chin. Ich połączenie w logo symbolizuje polsko-chińską przyjaźń.
W trudnym dla Chin roku 1961 powstała pilna potrzeba sprowadzenia zboża ze Stanów Zjednoczonych i Australii. Z punktu widzenia biznesowego, transportowanie żywności było nieopłacalne. Chiny postanowiły powierzyć to zadanie Chipolbrokowi, ale nie było pewności, czy zgodę wyrazi strona polska. Polacy uznali, że najważniejsze jest nakarmienie narodu chińskiego, nawet kosztem strat dla spółki. Do Stanów Zjednoczonych i Australii skierowano siedem statków, które przywiozły do Chin nie tylko pilnie potrzebne zboże, ale również bawełnę, nawozy i nasiona.
Z kolei w 1980 roku w trudnej sytuacji znalazła się gospodarka polska. Warszawa zwróciła się wówczas do Pekinu z prośbą o pomoc. Chiński rząd natychmiast zdecydował o udzieleniu Polsce wsparcia w postaci 80 tysięcy ton mrożonej wieprzowiny. Transportem zajął się Chipolbrok. Było wówczas lato, a temperatura w Szanghaju przekraczała 35 stopni Celsjusza. Tymczasem mrożone mięso powinno być przewożone w temperaturze – 20 stopni. Załoga statku musiała pokonać mnóstwo trudności, aby powierzony jej ładunek przewieźć bez szwanku do portu w Gdyni. Kiedy mięso trafiło na polskie stoły, w całym kraju dało się słyszeć słowa wdzięczności dla chińskich przyjaciół. „Zawsze będziemy pamiętać o tym, że pomagali nam w trudnych dla nas czasach i razem pływaliśmy pod polską banderą. Również wtedy, gdy mogliśmy już używać chińskiej bandery, pamiętaliśmy o tym i rozwijaliśmy przyjazną współpracę” – powiedział były marynarz Wu Qiyong.
Wieloletni wysiłek zaowocował rozwojem spółki: przestała liczyć wyłącznie na wsparcie ze strony rządów obu państw. Dobra i obopólnie korzystna współpraca sprawiła, że pierwotnie ustalony 12-letni okres prowadzenia współpracy był trzykrotnie przedłużany. W 1976 roku obie strony postanowiły wreszcie ustalić, że spółka działać ma bezterminowo. Mimo, że towarzystwo powstało z przyczyn politycznych, to jednak dziś ma charakter komercyjny. Zostało zrestrukturyzowane i jest zarządzane w sposób nowoczesny. Statki towarzystwa pływają dookoła świata, na wschód i na zachód – Azja, Europa, Stany Zjednoczone. Minęło 68 lat. Chipolbrok, który początkowo posiadał tylko 4 statki, dziś posiada 17 nowoczesnych jednostek. Wchodząc w XXI wiek, Chipolbrok zmienił swą strategię i strukturę floty. Stał się dzięki temu światowym liderem na rynku morskiego transportu ładunków wielkich.
Janiszewski pracował dla Chipolbroku przez 27 lat. Przyznał szczerze, że te okres to najlepszy czas w jego życiu, a głęboka przyjaźń z chińskimi kolegami trwa do dziś. Był on nie tylko świadkiem rozwoju polsko-chińskiego, ale także wielkich zmian w Chinach od czasu reformy i otwarcia. Zwrócił uwagę, że inicjatywa „Pasa i Szlaku” zaproponowana przez przewodniczącego Xi Jinpinga stworzyła niespotykane możliwości rozwoju Chin-Polski. Zhu Dezhang, dyrektor generalny Chipolbroku, zwrócił uwagę, że kraje wzdłuż „Pasa i Szlaku” staną się także nowym polem bitwy dla rozwoju działalności firmy. „Inicjatywa „Pasa i Szlaku” oraz współpraca „17 +1” zapewniają lepsze usługi i strategiczne możliwości dla naszej firmy i krajów na trasie. Teraz skupiamy się na działalności krajów wzdłuż „Pasa i Szlaku. Szukamy więcej możliwości współpracy w Chinach i Polsce oraz inwestycji logistycznych, a także rozwijamy więcej tras i portów ” – zapowiedział.
Głos Chin coraz bardziej liczy się na świecie, a i Polska odgrywa coraz istotniejszą rolę w Europie. Chiny są drugą co do wielkości gospodarką świata, a gospodarka Polski zajmuje szóste miejsce w Unii Europejskiej i dwudzieste na świecie. Przykład firmy Chipolbrok świadczy o tym, że dzięki rozwojowi gospodarek obu krajów, możliwa jest dobra i długotrwała współpraca polsko-chińskiej. Mimo odległości, mimo różnic kulturowych i językowych, relacja jest możliwa. Polsko-chińska przyjaźń, której przykładem jest Chipolbrok, bez wątpienia jest siłą napędową rozwoju współpracy Chin ze światem i przynosi obu stronom wyraźne korzyści.

Pekin razem z Chopinem

W gospodarce turystycznej jest wielki potencjał rozwoju współpracy Chin i Polski.

– Ogromny potencjał turystyczny ma dla nas postać Fryderyka Chopina, który urodził się i tworzył na Mazowszu, a w Chinach jest niezwykle popularny – powiedziała pani Wang Yue, wicedyrektor (w randze wiceministra) Miejskiego Biura Kultury i Turystyki w Pekinie.
O rozwoju i możliwościach współpracy w coraz ważniejszej dziedzinie gospodarki, jaką staje się dziś turystyka, strony chińska i polska rozmawiały w siedzibie Mazowieckiej Regionalnej Organizacji Turystycznej w Warszawie.
Odbyło się tam spotkanie delegacji z Państwa Środka: przedstawicieli Miejskiego Biura Kultury i Turystyki w Pekinie oraz pekińskich biur podróży – z reprezentantami polskiej branży turystycznej.
Dla strony polskiej najważniejszym tematem był rozwój turystyki przyjazdowej do Polski, a przede wszystkim na Mazowsze. W ogromnym państwie chińskim jest wielu chętnych do odwiedzenia tego regionu. Chińczycy poszukują nowych, ciekawych kierunków i nowych produktów turystycznych, a Mazowsze ma w tych dziedzinach wiele do zaoferowania.
Wang Chunfeng, wiceprezes firmy Utour, największego touroperatora na rynku chińskim podał kilka danych statystycznych świadczących o wielkim potencjale rozwojowym gospodarki turystycznej. W pierwszej połowie 2018 roku Utour wysłał do Europy trzy miliony turystów, co stanowiło 40 proc. wzrostu w stosunku do roku 2017.
Nasz kraj ma w tym spory, choć wciąż nie do końca satysfakcjonujący udział. Można szacować, że w całym ubiegłym roku do Polski przybyło ok. 140 tys. turystów z Chin. Wydali w naszym kraju prawie miliard złotych. Polskich turystów w Chinach było zaś nie tak dużo mniej – w 2018 r. pojechało tam ponad 70 tys. Polaków.
W tym roku chińskich gości będzie zapewne u nas dużo więcej niż w 2018. Pod koniec ubiegłego roku nasz kraj otrzymał bowiem od prestiżowego magazynu turystycznego China Travel Agent tytuł „New Holiday Destination of the Year 2018”. Polska została uhonorowana w ten sposób jako jedyny kraj w Europie.
Warto tu przypomnieć, że w 2013 r. Polskę odwiedziło zaledwie 40 tys. gości z Państwa Środka.
Wang Chunfeng jest przekonany, że Europa Wschodnia, w tym Polska, będą bardzo modne, dlatego już dziś poszukuje nowych, atrakcyjnych produktów turystycznych w naszym kraju. Okazuje się, że właśnie Mazowsze ze swymi lotniskami, doskonałą siecią dróg oraz infrastrukturą kulturalną, wypoczynkową i hotelową jest jednym z najciekawszych kierunków przyjazdów do Polski.
Pani Wang Yue wskazała, że możemy postawić na turystykę medyczną – zabiegi w klinikach, rehabilitację i wypoczynek w naszych ośrodkach uzdrowiskowych. A także na turystykę edukacyjną dla dzieci i młodzieży z Chin. Tylko w samym Pekinie jest około stu szkół średnich i wyższych, które są bardzo zainteresowane realizacją programów edukacyjnych w Polsce.
Współpraca w tym zakresie już się rozpoczęła. W sierpniu tego roku przyjechała na Mazowsze pierwsza pilotażowa grupa rodziców i dzieci ze szkół artystycznych w Pekinie. W programie pobytu, oprócz Warszawy, znalazły się takie wydarzenia jak interaktywny wykład o Chopinie, oraz warsztaty robienia kwiatów z bibuły w Europejskim Centrum Artystycznym w Sannikach z udziałem naszych twórców ludowych – które wzbudziły nadzwyczajne zainteresowanie chińskich gości.
Ale to nie wszystko. Kolejnym hitem pobytu dzieci i rodziców z Chin okazał się dzień spędzony w Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu. Tam również goście uczestniczyli w warsztatach – wytwarzania świec z wosku i malowania na szkle.
Nic nie mogło jednak przebić warsztatów tanecznych i wokalnych w siedzibie Państwowego Zespołu Pieśni i Tańca „Mazowsze”, gdzie dzieci nauczyły się polskich piosenek ludowych oraz przygotowały pod okiem instruktora układ taneczny oparty na polskich tańcach ludowych. W programie nie zabrakło też oczywiście wizyty w Żelazowej Woli – miejscu urodzin Fryderyka Chopina.
Dla Mazowsza była to duża szansa na zainteresowanie Chińczyków ciekawymi produktami turystycznymi. Chińscy goście nie ukrywali zaś, że są zachwyceni naszą kulturą i potencjałem turystycznym. Zadeklarowali już chęć powrotu z kolejnymi grupami dzieci i młodzieży na edukacyjno-artystyczne szlaki Mazowsza. Współpraca zatem zapowiada się bardzo dobrze z korzyścią dla obu stron.

Magiczny Pekin w Warszawie

Rośnie obopólne zainteresowanie, w stolicy Państwa Środka jest coraz więcej turystów z Warszawy, u nas coraz częściej słychać język chiński.

Do naszej stolicy przyjechała stolica Chin. W Warszawie 26 sierpnia odbyła się impreza promocyjna pod hasłem „Magiczny Pekin”. Jest to reakcja na rozwijające się relacje pomiędzy dwoma miastami, nie tylko gospodarcze.
Szybko rośnie liczba naszych turystów w Pekinie – i odwrotnie. Ta tendencja będzie się nasilać, choćby dlatego, że Pekin to miasto Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2022 r. (hasło na Olimpiadę 2022 głosi: „Radosne spotkanie na czystym lodzie i śniegu”).

Poznawanie partnera

W trakcie wielogodzinnej, otwartej dla wszystkich akcji promocyjnej, goście (a było ich wielu bo impreza odbywała się w dużym centrum handlowym Blue City) mieli okazję obejrzeć niebanalną wystawę fotografii, która składała się z ponad 40 zdjęć, portretujących stolicę Chin w jej czterech aspektach: historia, nowoczesność, kultura i życie codzienne.
Można było także zwiedzać Pekin za pomocą okularów pokazujących wirtualną rzeczywistość (technologia VR). Na scenie zaprezentowano pokazy tańców chińskich oraz sztuk walki. Do odwiedzin zachęcały też specjalnie przygotowane stoiska, gdzie można było poznać kulturę parzenia herbaty (od Chińczyków, wiele wieków później, przyjęli ją Japończycy), przywdziać chińskie stroje i zrobić sobie zdjęcia, czy też samemu stworzyć orientalną operową maskę.
Podczas imprezy swoje oferty przedstawiły linie lotnicze Air China i PLL LOT (od października wzrośnie liczba bezpośrednich połączeń) oraz Konsorcjum Polskich Biur Podróży. Pracownicy Chińskiego Centrum Wizowego przybliżali zainteresowanym możliwości uzyskania wizy do Państwa Środka (w sprawniejszej niż dotychczas formule). Znana blogerka Aleksandra Świstow, „Pojechana”, autorka książki „Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin”, opowiadała o Pekinie. Był też czas na konkursy z nagrodami.

Mocniejsze więzi

W spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele Miejskiego Biura Kultury i Turystyki w Pekinie, Mazowieckiej Regionalnej Organizacji Turystycznej oraz ambasady Chin. Z okazji imprezy „Magiczny Pekin” w Warszawie gościła też Wan Yue, wicedyrektorka Miejskiego Biura Kultury i Turystyki Pekinu (w randze wiceministra).
Pani Wan Yue powiedziała między innymi: – Celem władz Pekinu jest upraszczanie i skracanie procedury wizowej oraz pomaganie Polakom pragnącym przyjechać do stolicy Państwa Środka. Takie wydarzenia jak „Magiczny Pekin” to zdaniem władz chińskiej stolicy szansa na pogłębienie obustronnego zrozumienia, zacieśnienie przyjaźni pomiędzy Warszawą a Pekinem oraz tworzenie nowych możliwości wspólnego rozwoju.
Pani Wan Yue oraz wicedyrektorka Mazowieckiej Regionalnej Organizacji Turystycznej Iwona Majewska poinformowały o oficjalnym nawiązaniu współpracy między organizacjami z obu miast dla rozwoju turystyki. Iwona Majewska zwróciła uwagę na zainteresowanie turystów z Chin ofertą prezentowaną przez region Mazowsze, szczególnie związaną z postacią Fryderyka Chopina, a także warsztatami artystycznymi odbywającymi się w zespole pieśni i tańca „Mazowsze”.

Nasza gospodarka puka do Państwa Środka

Trudno nie zwrócić uwagi na polski niedowład i indolencję w sferze dwustronnej współpracy ekonomicznej, handlowej, naukowo-technicznej i inwestycyjnej z Chinami.

Chiński eksport do Polski nadal przewyższa znacznie (kilkunastokrotnie) polski eksport do Chin. Wartość obrotów wzajemnych wyniosła ok. 30 mld USD w roku 2018, przy czym wartość polskiego eksportu do Chin osiągnęła zaledwie 2,3 mld USD.
Szybko zwiększa się więc polskie ujemne saldo w handlu z Chinami. Stanowi to coraz poważniejszy problem (także polityczny – uzależnienie) dla Polski. Nie można tego tłumaczyć, wykrętnie, tym, iż również inne kraje mają ujemne saldo w handlu z Chinami. Trzeba zwiększać polski eksport. Ale z tym już znacznie trudniej z naszej strony.

Słoń i mrówka

Tylko ok. 3.000 przedsiębiorstw polskich eksportuje do Chin; ale aż ok. 30.000 firm chińskich eksportuje do Polski. Ok. 50 proc. tego eksportu trafia do nas przez rynki trzecie, np. przez wielkie „hurtownie chińskie” w Hamburgu czy w Rotterdamie.
Np. obecnie działa już 97 linii kolejowych łączących miasta chińskie z europejskimi, zaś liczba pociągów towarowych z kontenerami sięga 6.000.
Efektywność chińskich reform i tempo rozwoju nie ma precedensu w całej historii gospodarczej świata. Reformy Deng’a są stale rozszerzane, pogłębiane i doskonalone – także w sferze politycznej i społecznej. Do partii mogą już wstępować prywatni przedsiębiorcy a nawet milionerzy.
W minionych latach średni przyrost produktu krajowego brutto Chińskiej Republiki Ludowej kształtował się w granicach 10 proc. rocznie lub więcej. Nawet w kryzysowym roku 2009 osiągnął on ok. 9 proc. Gospodarka chińska zajmuje już drugie miejsce w świecie (pod względem absolutnej wartość PKB). Jednak, z uwagi na wielką liczbę ludności, chiński PKB per capita wynosi obecnie zaledwie 16.800 USD (93. miejsce w świecie); zaś pod względem wartości obrotów handlu zagranicznego (4,1 bln USD, w roku 2018) – pierwsze. UE jest 1. partnerem handlowym (także strategicznym i politycznym) ChRL. Wartość obrotów wzajemnych wyniosła 605 mld USD – w roku 2018; 2. miejsce: USA – 480 mld USD.
Inne wskaźniki makroekonomiczne też mówią same za siebie. W roku 1952 wartość PKB ChRL wynosiła (w przeliczeniu) 68 mld juanów; a w roku 2008 – ponad 30 bln juanów; czyli 440 razy więcej! (Przy podzieleniu tej sumy na pół otrzymamy przybliżoną wartość PKB w złotych). Rezerwy walutowe Chin, sięgają już prawie 3,5 bln USD. Łączne lokaty kapitału zagranicznego w ChRL, w latach 1979 – 2006, wyniosły 883 mld USD; z czego bezpośrednie inwestycje zagraniczne (Foreign Direct Investment) osiągnęły 692 mld USD. Tylko w roku 2008, niezależnie od kryzysu, lokaty te stanowiły (odpowiednio): 108,5 mld USD i 92,5 mld USD.
Pod koniec 2018 r., w ChRL działało już 442.000 firm zagranicznych (z około 200 krajów) – o łącznym zainwestowanym kapitale 2 bln USD. Poczynając od 1978 r., Chiny wydźwignęły z biedy (około 2 USD per capita dziennie na utrzymanie) około 800 mln obywateli. Pozostało jeszcze ponad 40 mln. Prezydent Xi apeluje o zdwojenie wysiłków, aby „dokończyć tę podróż” w możliwie niedługim czasie (kilku lat).
Spośród „500-ki” największych koncernów świata, już 490 prowadzi swą działalność gospodarczą w ChRL. Na 1. miejscu znajduje się Volkswagen; a na 2. – General Motors China. W tejże „500-tce” jest już 26 firm chińskich. Jednocześnie Chiny inwestują coraz więcej na całym świecie. Wartość tych inwestycji osiągnęła łącznie ponad 526 mld USD, w roku 2018 (5.100 projektów, w 156 krajach świata); nie licząc inwestycji czysto finansowych – jak np. kupowanie obligacji skarbowych USA, których Chiny już mają na wartość prawie 2 bln USD. W końcu 2009 r. Chiny udzieliły Afryce pożyczki w wysokości 10 mld USD (na bardzo korzystnych warunkach). Po 35 latach reform, sektor prywatny wytwarza ponad 50 proc. PKB w 27 z 40 najważniejszych gałęzi przemysłowych. W innych branżach, jego udział sięga 70 proc.. Chiny osiągnęły samowystarczalność żywnościową; ba, stały się wielkim eksporterem artykułów rolno-spożywczych. Dysponując zaledwie 7 proc. gruntów rolnych (uprawnych) na świecie, są one w stanie wyżywić ponad 20 proc. ludności świata (czyli mieszkańców ChRL).

Kryzysowa chińska zadyszka

Kryzys finansowy i ekonomiczny z końca pierwszej dekady XXI wieku spowodował nieobliczalne straty w gospodarce chińskiej, która nieźle radziła sobie w warunkach globalizacji (spadek PKB o 2 – 3 proc.). Ucierpiały zwłaszcza, tzw. prowincje eksportowe i rolno-spożywcze. Na rynku unijnym, amerykańskim, japońskim i in. było coraz mniejsze zapotrzebowanie na tanie i dobre wyroby chińskie. Dziesiątki tysięcy zakładów produkcyjnych zlikwidowano lub zawieszono ich działalność gospodarczą. Wartość obrotów chińskiego handlu zagranicznego zmniejszyła się szybko – o ok. 25 proc. rocznie. Znacznie obniżała się wartość chińskich rezerw walutowych i posiadanych amerykańskich obligacji skarbowych – a to wskutek lawinowego spadku wartości wymiennej dolara. Choć kryzys amerykański zaskoczył początkowo kierownictwo i przedsiębiorców chińskich, to jednak szybko otrząsnęli się oni z szoku i podjęli zdecydowane działania antykryzysowe. Bardzo przydały się w tym celu instrumenty interwencjonizmu państwowego, stosowane od dawna w tamtejszej społecznej gospodarce rynkowej. Rząd uruchomił niezwłocznie bodźce finansowe (prawie 1 bln USD) – dla ratowania zagrożonych podmiotów gospodarczych i ożywienia działalności kredytowej banków.
Zintensyfikowano ogromny rynek wewnętrzny, szczególnie wiejski, zwiększono nakłady inwestycyjne w prowincjach zacofanych oraz znaleziono alternatywne rynki zbytu i inwestycji na całym świecie. Podjęto też wiele innych awaryjnych i długofalowych działań antykryzysowych, w kraju i na arenie globalnej. Okazały się one bardzo efektywne; najnowsze prognozy głoszą, iż przyrost PKB ChRL w najbliższych latach wyniesie ok. 7,5 proc..
W sumie, kryzys globalny i jego konsekwencje unaoczniły większą agresywność i
znaczne pogorszenie sytuacji USA wobec Chin, nie tylko w kategoriach finansowych i strategicznych. Faktycznie, USA „siedzą” bardzo głęboko w kieszeni chińskiej. Chiny muszą więc prowadzić wyjątkowo zręczną i delikatną grę z USA.

Byliśmy prekursorami

W latach 50-tych XX wieku Polska i Chiny podjęły wiele istotnych posunięć w dziedzinach, ekonomicznej, społecznej i kulturalnej. Dobrze rozwijał się handel polsko-chiński, rozliczany dość długo (do 1990 r.) w clearing’u i we frankach szwajcarskich – z uwagi na ówczesną awersję Chin do USA i do dolara.
Dla rozwoju wymiany handlowej, dnia 15 czerwca 1951 r., utworzono Polsko-Chińską Spółkę Żeglugową Chipolbrok – z siedzibą w Szanghaju i w Gdyni. Była to pierwsza chińsko-zagraniczna spółka joint venture (fifty-fifty) w historii gospodarczej ChRL. Istnieje ona do dziś. Później LOT uruchomił połączenia lotnicze z Pekinem, z których zrezygnowano, na dłuższy czas, z nonsensownych powodów politycznych – by wznowić loty na tej trasie relatywnie niedawno.
Polska może stanowić dla Chin „bramę do Europy”, podobnie jak np. Szanghaj i Hongkong są – dla Polski i Europy – „bramami do Chin”. W interesie obydwu Stron leży przeto maksymalnie efektywne wykorzystanie nowych szans i nowych możliwości współpracy. Dla Polski, nie jest to wszakże zadanie łatwe z tego prostego względu, iż RP należy nie tylko do UE, ale również do NATO i jest I sojusznikiem USA w naszej strefie geograficznej. Doskonalenie współpracy polsko-chińskiej jest nie w smak naszym ”starszym braciom” zza oceanu. Sytuacja ta może jednak się zmienić, gdyby stosunki chińsko-amerykańskie uległy poprawie. Przecież Niemcy znajdują się w analogicznym, jak Polska, położeniu wobec USA, NATO i Chin, ale to nie przeszkadza im w znakomitym rozwijaniu współpracy z Chinami Ludowymi od samego początku.
Mikroskopijne są nadal inwestycje polskie w Chinach (ok. 150 mln USD) i chińskie w Polsce (ok. 1,5 mld USD). Wprawdzie wielki koncern chiński – Lenovo podjął (w latach 2008 – 2009) bardzo poważną próbę zainwestowania w Legnickiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, ale inwestycja ta (na ok. 1.500 pracowników) została spartaczona przez stronę polską. Lenovo wycofało się z Polski – i nie wiadomo, kiedy tu powróci.
Przy przetargach, w Polsce stosuje się praktyki dyskryminacyjne (z powodów formalno-politycznych) wobec inwestorów chińskich (np. w przypadku drugiej linii metra warszawskiego). Skandal z Covec (wstrzymana budowa odcinka autostrady A2) czy z Huawei (na zlecenie zagraniczne) był niepotrzebnym nieporozumieniem.
Stale słychać narzekania na niedobre praktyki wizowe konsulatów polskich w Chinach wobec tamtejszych przedsiębiorców. W Chinach nie ma przedstawicielstwa banku polskiego. Wymiana studencka i turystyczna jest niewielka – jak na potrzeby i możliwości obydwu stron.
Chińczycy nie zrażają się tym i – mimo kryzysu – są coraz bardziej aktywni na rynku polskim. Doceniają jego znaczenie w kontekście unijnym i wschodnioeuropejskim oraz w perspektywie ewentualnego przystąpienia naszego kraju do strefy euro. Mało tego, zwiększają swą aktywność gospodarczą w Polsce (i na całym świecie).
Póki co jednak, Polska plasuje się dopiero w okolicach 70-tego miejsca w pierwszej setce partnerów gospodarczych Chin! Nie ma profesjonalnej promocji Polski, zwłaszcza naszej gospodarki w Chinach, natomiast chińska działalność informacyjna i promocyjna w Polsce jest coraz lepsza – ale jeszcze niewystarczająca. Polska strategia Go-China jest marną imitacją chińskiej polityki Go-Global.

Tracimy olbrzymie sumy

W sumie, wskutek prowadzonej nadal irracjonalnej i anachronicznej polityki handlowej oraz inwestycyjnej wobec Chin, a także zaniechania, zwłaszcza po 1989 r., porządnej współpracy w sferze handlu i inwestycji, nasz kraj stracił bezpowrotnie setki miliardów euro.
Niektórzy decydenci polscy nadal „zwalczają” (nieistniejący) komunizm w Chinach, ingerują w ich sprawy wewnętrzne, udzielają pouczeń itp., z czym kierownictwo i naród chiński nigdy się nie pogodzi. Wszystko to szkodzi polskim interesom państwowym i narodowym, ośmiesza nasz kraj na arenie międzynarodowej, szczególnie w Unii Europejskiej oraz tworzy niesprzyjający klimat polityczny dla rozwoju polsko-chińskiej współpracy gospodarczej, handlowej i inwestycyjnej.
Uprawianie polityki wobec Chin w stylu: „jak pies do jeża” nie ma sensu. Sytuację pogarsza dotkliwa luka informacyjna i świadomościowa. „Średni Polak” nie zna prawdy o Chinach, zaś, w odbiorze „średniego Chińczyka”, szczególnie przedsiębiorcy, Polska jawi się więc jako „kraj rozkojarzony i mało przyjazny Chinom”, z którym… nie warto robić większych interesów. Pozostaje to w sprzeczności z odwiecznymi tradycjami sympatii, współpracy i przyjaźni polsko-chińskiej, kultywowanymi w obydwu społeczeństwach.
Od 1989 r., w rozwoju Polski wystąpiły dwie główne fazy: 1. bezkrytyczna, cielęca fascynacja Ameryką, która obecnie przekształca się w zwątpienie i rozczarowanie – z powodu wielkiego kryzysu i krachu ekstremalnego neoliberalizmu; 2. „powrót do Europy”, tzn. trudne przygotowania do przystąpienia do UE, samo przystąpienie oraz żmudne szukanie (metodą prób i błędów) swego miejsca we wspólnocie unijnej. Towarzyszy temu nadal polskie „rozdwojenie jaźni” między USA i UE. W tym okresie zaniedbano bezmyślnie współpracę z Chinami oraz Azją Wschodnią i Południowo – Wschodnią.

Weźmy się do roboty

Żaden polski rząd po 1989 r. nie zdobył się na opracowanie i na wdrożenie optymalnego programu współpracy z Chinami. Skoro, od 1989 r., w centrali lekceważy się, de facto, Chiny i rynek chiński, to nic dziwnego, iż podobnie postępują polskie placówki dyplomatyczne, konsularne i ekonomiczne w Chinach.
Konieczne jest więc opracowanie i wdrożenie kompleksowej, długofalowej strategii współpracy z Chinami – z uwzględnieniem najnowszych zmian w globalnym układzie sił, szczególnie ekonomiczno-politycznym. Trzeba wyeliminować dotkliwą lukę informacyjno-świadomościową i psychologiczną w stosunkach między obydwoma krajami i społeczeństwami, oraz kołami opiniotwórczymi, przedsiębiorcami, ludźmi nauki, techniki i kultury. Rozwijać w dużej skali współpracę regionalną oraz kontakty między organizacjami pozarządowymi, społecznymi, twórczymi. Doskonalić i koordynować działalność instytucji krajowych zajmujących się współpracą z Chinami oraz placówek, instytucji i przedstawicielstw polskich w Chinach. Ustanowić sprawny system promowania Polski, szczególnie w sferze gospodarczej i kulturalnej, na gruncie chińskim.
Pozytywnych wzorców do naśladowania nie trzeba szukać daleko – wystarczy przeanalizować np. dynamikę i efekty rozwoju stosunków niemiecko – chińskich, czy holendersko – chińskich w minionych dziesięcioleciach i korzyści z tego wynikające dla zainteresowanych stron. Na przykład wartość niemiecko – chińskich obrotów handlowych przekroczyła 226 mld USD, w roku 2018 (to około 1/3 ogółu obrotów UE – ChRL). Wartość ta ma ulec podwojeniu (!) w najbliższych latach. Pani kanclerz Angela Merkel złożyła oficjalne (i owocne) wizyty w Chinach aż siedmiokrotnie – poczynając od roku 2005, zaś przywódcy, przedsiębiorcy i obywatele chińscy są częstymi gośćmi w Republice Federalnej.
Ufam zatem, że nadejdzie relatywnie niedługo dzień niezbędnego, jakościowego przełomu i zasadniczej trwałej poprawy w stosunkach polsko-chińskich.

Jubileusz – 25 debata SFWM we Wrocławiu

Jednak można coś trwałego i zapowiadającego sukcesy na lewicy w Polsce zrobić. Od października 2017 roku we Wrocławiu działa Społeczne Forum Wymiany Myśli.

Jest to zarówno forma klubu dyskusyjnego jak i płaszczyzna spotkań ludzi utożsamiających się z najszerzej pojmowaną tradycją oraz myślą lewicową. Inicjatorzy i promotorzy tego przedsięwzięcia zakładali (i tak też to funkcjonuje po dziś dzień), iż ma to być lewicowy think-tank o poza-partyjnych i ponad-środowiskowych podziałach, dający możliwość zaprezentowania różnorodności myśli jaką lewicę się zawsze charakteryzowała.
W czerwcu 2019 roku planujemy zorganizować już 25 imprezę (debatę) – czyli mały jubileusz – w ramach forum. Chcemy podyskutować jak państwo polskie powinno wyglądać po… POPiSie. Ale nie tylko debaty składają się na nasz dorobek. Organizowaliśmy różnego rodzaju ewenty takie jak: wystawy fotografii obrazujące problematykę dzisiejszej Palestyny i okupacji izraelskiej czy spotkania autorskie z pisarzami zaangażowanymi.
Zainicjowaliśmy „sklonowanie” naszego pomysłu w formie paralelnych forum w Warszawie i Bydgoszczy (na razie są to tylko te dwa ośrodki ale mamy plany aby objąć cały kraj, zwłaszcza mniejsze powiatowe ośrodki, tą inicjatywą). Składaliśmy kwiaty w dniu 1 maja pod obeliskami poświęconymi tradycjom ruchu robotniczego oraz byliśmy współorganizatorami tegorocznej manifestacji pierwszomajowej w Warszawie. 22 lipca ubiegłego roku spotkaliśmy się w Bydgoszczy na zorganizowanej przez nas oraz ośrodek w Bydgoszczy, międzynarodowej konferencji poświęconej planom na przyszłość. Sporą ich część udało się zrealizować. I to też uważamy za spore osiągnięcie biorąc pod uwagę skromność środków, bazy materialnej i personalnej przedsięwzięcia.
Od samego początku ściśle współpracujemy z Portalem Strajk.eu oraz z fundacją „Naprzód”. Poczytujemy sobie za nasz sukces, iż z czasem do grona naszych partnerów dołączyły kolejne podmioty oraz media o lewicowej proweniencji: Tygodnik „Przegląd”, Portal Lewica.pl, stowarzyszenie „Pokolenia – Dolny Śląsk” , Dziennik „Trybuna” i środowisko „Historia Czerwona”. Ostatnio do grona naszych partnerów dołączyła znana wrocławska kawiarnio – księgarnia „Tajne Komplety”. Mamy nadzieję że to nie koniec.
W naszych dyskusjach i debatach brało udział sporo znanych i mniej znanych osób. Naszymi gośćmi byli m.in. prof. Bruno Drweski (Sorbona – Paryż), prof. Joanna Hańderek (Uniwersytet Jagielloński), prof. Gavin Rae (Akademia L. Koźmińskiego), Małgorzata Tracz i Katarzyna Lubiniecka- Różyło (czynne polityczki), Józef Pinior, Jacek Uczkiewicz, Maciej Wiśniowski (red. Naczelny Strajk.eu), Paweł Dybicz (z-ca red. nacz. Tygodnika „Przegląd”), Oleg Muzyka (polityczny emigrant i dziennikarz ukraiński – Berlin). To tylko niektóre osoby z nami współpracujące i uczestniczące w naszych dyskusjach. Ze zrozumiałych względów wszystkich trudno jest tu wymienić. Dziękujemy im wszystkim z nadzieją że ta współpraca i wsparcie będą się nadal rozwijać.
Na Facebooku funkcjonuje strona SFWM, gdzie odnotowujemy skrupulatnie wszystkie nasze przedsięwzięcia; widać z nich, iż naszymi gośćmi (także w formie on-line, bowiem kilkakrotnie organizowaliśmy debaty z udziałem osób z zagranicy) byli ludzie z Francji, Ukrainy, Anglii, Palestyny, Bułgarii, Rosji i Niemiec.
Z naszych debat od jakiegoś czasu prowadzimy transmisje on-line w internecie, na Facebooku. Cieszyły się one sporym zainteresowaniem, a liczba wejść i odsłon często przekraczała liczbę kilu tysięcy. Jednocześnie zachęcamy do odwiedzenia naszej strony na Facebooku.
Pozdrawiając naszych sympatyków i osoby kibicujące naszej inicjatywie zapewniamy, iż jesteśmy otwarci na współpracę. Zapraszamy jednocześnie inne ośrodki i aktywistów „mających serce po lewej stronie” do kontaktu i rozprzestrzeniania tej inicjatywy po całym kraju. Niech temat planowanej na czerwiec debaty – „Jaka Polska po POPiS-ie” – zacznie się materializować naprzód w dyskusjach (gdyż na początku jest zawsze myśl i słowo), a potem w formie tworzenia politycznego, autentycznego i nowoczesnego ruchu politycznego o lewicowej twarzy i programie.
Jeszcze raz dziękujemy wszystkim za współpracę.

Z ziemi włoskiej…

„Gospodarz” Polski spotka się z enfant terrible włoskiej polityki.

 

Nie tak dawno temu premier Morawiecki na jednym ze spotkań z mieszkańcami, wychwalając dokonania PiS w ciągu 3 lat rządów (zwłaszcza obniżenie wieku emerytalnego i program 500+) mówił m.in.tak: widzicie Państwo ile można osiągnąć „gdy kraj ma dobrego gospodarza”.
Ta fraza pozostała niezauważona, a przecież PMM-jako wciąż młody polityk-może nie pamiętać, iż tego określenia ostatni bodaj raz używano w odniesieniu do Edwarda Gierka na początku lat 70. Ówczesny I sekretarz KC PZPR.,który (za zachodnie kredyty) modernizował Polskę
i otwierał ją szerzej na świat, był bardzo popularny przez pierwsze lata swoich rządów. Później sformułowanie to zniknęło z naszego słownika politycznego,gdyż w jakimś sensie przywodziło na myśl mini-kult jednostki,a nie
byliśmy przecież ani nie jesteśmy Rumunią czy Bułgarią.
O kim myślał obecny premier-jako że tego oficjalnie nie wyjawił? Jako osoba skromna-z pewnością nie o sobie, ponieważ,poza wszystkim,zna swe miejsce w szyku Zjednoczonej Prawicy.Nie przeszłoby to mu nawet przez usta.W nietypowym obecnym systemie politycznym naszego państwa (tylko nieco podobnym do aktualnego rumuńskiego) prawdziwym Gospodarzem i Decydentem jest oczywiście prezes PiS Jarosław Kaczyński, nie pełniący żadnych znaczących funkcji (sprawuje jedynie mandat poselski). Ta sytuacja częściowo przypomina w pewnym okresie rolę Józefa Piłsudskiego.
PJK nie pasjonuje się polityką zagraniczną, rzadko wyjeżdża z Polski, choć niekiedy spotyka się nad Wisłą ze znaczącymi politykami odwiedzającymi nasz kraj.Dlatego też szczególne zainteresowanie budzi, zapowiedziana ze sporym wyprzedzeniem, rozmowa w Warszawie z liderem włoskiej Ligi (dawnej Ligi Północnej),obecnym szefem MSW i wicepremierem Matteo Salvinim (45 l.). To dziś najbardziej wyrazisty polityk Italii i symbol koalicyjnego dwupartyjnego rządu- z populistycznym Ruchem Pięciu Gwiazd.Trochę przypomina Berlusconiego, choć nie ze względu na bunga-bunga (nota bene to pojęcie pochodzi z języka malajskiego i oznacza po prostu „kwiaty”).
Salvini nie skończył studiów,ale ma już spory dorobek parlamentarny (także w Parlamencie Europejskim). Jest dobrym mówcą,zaś znaczną popularność zawdzięcza radykalnym poglądom.Chodzi zwłaszcza o jednoznaczne podejście antyimigranckie.W ostatnich latach do Włoch przybywało średnio rocznie ponad 100 tys. migrantów, głównie z Afryki Północnej i z regionu Sahelu,ale nie odnotowano tam żadnego zamachu terrorystycznego.
Mimo to Salvini zakazał przyjmowania w portach włoskich jakichkolwiek jednostek pływających mających na pokładzie migrantów czy uchodźców.Tak stało się wcześniej z „Aquariusem” i obecnie dzieje się z małym statkiem „Sea Watch”. To wprost nieludzkie podejście zważywszy,iż według najnowszych danych UNHCR (Urzędu Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców) w roku 2018 w Morzu Śródziemnym utonęło prawie 2300 takich osób. O naruszaniu Konwencji Genewskiej z 1951r. ws. uchodźców już nie wspominam.Ją narusza również rząd PiS i nie zmienia tego faktu mydlenie oczu, jakim jest (skądinąd także potrzebna), niewielka w sumie, pomoc dla uchodźców, zwłaszcza z Syrii,przebywających w Turcji, Jordanii, czy Libanie.
Obu Panów będzie więc sporo łączyć. Dodajmy do tego – eurosceptycyzm, luźne podejście do traktatów unijnych, wyraźny nacjonalizm oraz zamiar przemeblowania sceny politycznej naszego kontynentu.Trudno dziś ocenić,czy może jest to próba wypromowania ruchu alternatywnego wobec tradycyjnych ugrupowań-socjaldemokracji, chadecji,liberałów, itd.? I jakie są na to szanse?
Warto w tych okolicznościach przytoczyć stare rosyjskie przysłowie:”Rybak rybaka widzi z daleka”. Tym bardziej, że sam Salvini i jego formacja są prorosyjscy.

Głos lewicy

Dość marnowania głosów!

 

Włodzimierz Czarzasty udzielił obszernego wywiadu „Gazecie Wyborczej”. Oto jego fragment:

 

W dziewięciu sejmikach SLD weszło w koalicję z KO i PSL. Jak się negocjuje ze Schetyną?

Nie czuję się w tych rozmowach Kopciuszkiem. Zresztą nikt tam też nie czuje się gigantem – w wielu województwach przewaga naszej koalicji to jeden głos i nie ma znaczenia, czy masz dwudziestu radnych, czy dwóch, skoro i tak potrzeba wszystkich. Najważniejsza jest lojalność, współpracujemy z tymi partiami, które słowa Europa i konstytucja odmieniają w ten sam sposób.

 

Gdy w powiecie koneckim SLD stworzyło koalicję z PiS, pan natychmiast to ukrócił. Teraz okazuje się, że Koalicja Obywatelska również wchodzi w koalicję z PiS – w powiecie lubartowskim, w Bytomiu…

Ja nie wyobrażam sobie współpracy z PiS na żadnym poziomie. W imię dobrosąsiedzkich stosunków nie chcę się odnosić do tego, co robi Platforma, Nowoczesna, czy PSL, bo układamy sobie trudną współpracę.

 

SLD cały czas wysyła sygnały, że szuka koalicjantów.

Bliskie jest mi myślenie Włodzimierza Cimoszewicza, który napisał w „Wyborczej”, że cała opozycja powinna wystawić wspólny blok pod hasłem „Europa”. W tych wyborach chodzi o zagwarantowanie, żeby nikt Polski nie chciał z Unii wyprowadzić, bo codziennie obserwujemy, jak wygląda brexit. Drugim elementem jest obrona konstytucji oraz zasad praworządności, i to też nie podlega dyskusji.
Ale ja bym wolał, by zamiast jednego bloku europejskiego powstały dwa: liberalny i lewicowy. I ten blok lewicowy chciałbym współtworzyć. W SLD Lewica Razem już połączyli się ludzie z 22 podmiotów, m.in. z Unii Pracy, PPS, SDPl, Inicjatywy Feministycznej. Teraz naszymi podstawowymi ogólnopolskimi partnerami muszą być Partia Razem, środowisko Zielonych i struktury, które tworzy pan Biedroń. Jeśli nie powstanie blok lewicowy, to dyskusja na temat praw kobiet, świeckiego państwa i sprawiedliwszego systemu podatkowego może na kilka lat zostać zawieszona.

 

 

Polityczna hipokryzja dotyczy wszystkich partii

 

Łukasz Moll wypowiedział się na Facebooku na temat radnych, oskarżanych o „sprzedanie się” w sejmikach:

Czy jeśli w wykrzykiwaniu „zdrajca” i „sprzedawczyk” pod adresem śląskiego radnego wojewódzkiego z Nowoczesnej, który odszedł do PiS, dając im większość potrzebną do rządzenia, chodziło o zasady, o demokrację, o przyzwoitość, to czy ci wszyscy postępujący w imię zasad przyzwoici demokraci rzucą się teraz na podlaskich radnych PiS, że zdradzili i sprzedali się PO? Konsekwencja by tego wymagała.
Ale dajmy spokój tej obłudzie. Obie te sytuacje – ze Śląska i z Podlasia – dowodzą jedynie tego, że nawet regionalne kadry PiS i PO nie wierzą w serwowaną nam przez swoich liderów i okraszoną wielkimi słowami („walka o demokrację”, „walka z układem”) opowieść. Dogadują się, zmieniają partnerów i barwy partyjne tak jak im w danym momencie pasuje. Całe to wyszukiwanie sprzedajnych kurew po obu stronach jest o tyle groteskowe, że odbywa się w jednym wielkim burdelu. A my za to wszystko płacimy.
Chociaż rozumiem, że emocje nakazują jeździć po tych politykach, którzy w warunkach skrajnej polaryzacji skaczą z kwiatka na kwiatek, to pretensje powinniśmy kierować przede wszystkim do zarządców tego przybytku: jak to świadczy o wiarygodności ich formacji, skoro polityczne „kurestwo” stało się modus operandi nawet w warunkach wojennych?
Pora przejrzeć na oczy, zerwać z tym PO-PiSowym szantażem, olać te przepychanki i rozmawiać o lepszej Polsce.

Jak poszło lewakom w Poznaniu?

Ta koalicja rodziła się w wielkich bólach, ale wybory pokazały, że opłacało się dogadać. Komitet „Lewica buduje”, w którego skład weszły m.in. Sojusz Lewicy Demokratycznej i Partia Razem, wprowadził dwóch przedstawicieli do Rady Miasta Poznania.

 

Według wielu działaczy Partii Razem, alians z partią Czarzastego byłby moralnym i politycznym bankructwem. Przypadek Poznania pokazuje jednak, że być może czas odłożyć na bok pewne rozterki. Stolica Wielkopolski była jedynym miastem w Polsce, w którym kandydaci Razem i SLD startowali pod jednym szyldem i mieli wspólnego kandydata na prezydenta. W skład koalicji weszła również lokalna Inicjatywa Polska, a także ruch miejski „My, Poznaniacy”.
Niedzielne wybory udowodniły, że wspólny start był dobrą decyzją. Na listy „Lewica buduje” zagłosowało łącznie 22 411 osób, czyli 10,05 wszystkich uczestników elekcji, co dało komitetowi trzecie miejsce i dwa mandaty w Radzie Miasta. Radną została Halina Owsianna, obecnie członkini Inicjatywy Polskiej, która startowała z okręgu nr 2 w dzielnicach Winogrady, Sołacz, Winiary, Wola. Zagłosowało na nią 2955 wyborów, co dało 9,55 proc. Mandat uzyskał również Tomasz Lewandowski (2 187 głosów, 5,21 proc.), obecny wiceprezydent miasta odpowiedzialny m.in. za mieszkalnictwo, autor programu budowy mieszkań komunalnych. Lewandowski wziął udział również w wyścigu o fotel prezydenta miasta, rzucając wyzwanie swojemu zwierzchnikowi. Zajął trzecie miejsce, otrzymując głosy 7,66 proc. 40-letni samorządowiec jest coraz częściej porównywany z Robertem Biedroniem i wymieniany w gronie potencjalnych liderów nowej ogólnopolskiej formacji politycznej. W przedwyborczym wywiadzie, jakiego udzielił Strajkowi ukazał się jako zwolennik integracji ruchów postępowych. „Jeśli te wszystkie strumienie nie zleją się w jedną rzekę, to taka lewica będzie skazana na porażkę” – mówił Lewandowski.
Kandydaci i kandydatki „Lewica buduje” podkreślają, że sam fakt wejścia do Rady Miasta jest sukcesem – Jako jedyny komitet otwarcie lewicowy wprowadziliśmy radnych. To ogromna satysfakcja tym bardziej, że Halina Owsianna była liderką listy w moim okręgu – mówi w rozmowie ze Strajk.eu Hanna Maria Zagulska, lokalna polityczka, którą podczas kampanii poparł m.in. Robert Biedroń. – Działaliśmy zespołowo, nie konkurując ze sobą – tu widzę podstawę naszego wspólnego sukcesu. Jestem pewna, że Halina będzie ten model realizować w Radzie, jednocześnie konsekwentnie wprowadzać w życie postulaty wynikające z lewicowych wartości. Jestem pod ogromnym wrażeniem naszej wspólnej pracy – mówiła działaczka, podkreślając, że to dopiero początek budowy silnego ruchu. – Te wybory dodały skrzydeł osobom związanym z lokalnymi strukturami Partii Razem. Nawiązaliśmy relacje i zdobyliśmy energię na następne działania. Będę codziennie dokładać starań, aby tego potencjału nie stracić – powiedziała Hanna Maria Zagulska.