Z ziemi włoskiej…

„Gospodarz” Polski spotka się z enfant terrible włoskiej polityki.

 

Nie tak dawno temu premier Morawiecki na jednym ze spotkań z mieszkańcami, wychwalając dokonania PiS w ciągu 3 lat rządów (zwłaszcza obniżenie wieku emerytalnego i program 500+) mówił m.in.tak: widzicie Państwo ile można osiągnąć „gdy kraj ma dobrego gospodarza”.
Ta fraza pozostała niezauważona, a przecież PMM-jako wciąż młody polityk-może nie pamiętać, iż tego określenia ostatni bodaj raz używano w odniesieniu do Edwarda Gierka na początku lat 70. Ówczesny I sekretarz KC PZPR.,który (za zachodnie kredyty) modernizował Polskę
i otwierał ją szerzej na świat, był bardzo popularny przez pierwsze lata swoich rządów. Później sformułowanie to zniknęło z naszego słownika politycznego,gdyż w jakimś sensie przywodziło na myśl mini-kult jednostki,a nie
byliśmy przecież ani nie jesteśmy Rumunią czy Bułgarią.
O kim myślał obecny premier-jako że tego oficjalnie nie wyjawił? Jako osoba skromna-z pewnością nie o sobie, ponieważ,poza wszystkim,zna swe miejsce w szyku Zjednoczonej Prawicy.Nie przeszłoby to mu nawet przez usta.W nietypowym obecnym systemie politycznym naszego państwa (tylko nieco podobnym do aktualnego rumuńskiego) prawdziwym Gospodarzem i Decydentem jest oczywiście prezes PiS Jarosław Kaczyński, nie pełniący żadnych znaczących funkcji (sprawuje jedynie mandat poselski). Ta sytuacja częściowo przypomina w pewnym okresie rolę Józefa Piłsudskiego.
PJK nie pasjonuje się polityką zagraniczną, rzadko wyjeżdża z Polski, choć niekiedy spotyka się nad Wisłą ze znaczącymi politykami odwiedzającymi nasz kraj.Dlatego też szczególne zainteresowanie budzi, zapowiedziana ze sporym wyprzedzeniem, rozmowa w Warszawie z liderem włoskiej Ligi (dawnej Ligi Północnej),obecnym szefem MSW i wicepremierem Matteo Salvinim (45 l.). To dziś najbardziej wyrazisty polityk Italii i symbol koalicyjnego dwupartyjnego rządu- z populistycznym Ruchem Pięciu Gwiazd.Trochę przypomina Berlusconiego, choć nie ze względu na bunga-bunga (nota bene to pojęcie pochodzi z języka malajskiego i oznacza po prostu „kwiaty”).
Salvini nie skończył studiów,ale ma już spory dorobek parlamentarny (także w Parlamencie Europejskim). Jest dobrym mówcą,zaś znaczną popularność zawdzięcza radykalnym poglądom.Chodzi zwłaszcza o jednoznaczne podejście antyimigranckie.W ostatnich latach do Włoch przybywało średnio rocznie ponad 100 tys. migrantów, głównie z Afryki Północnej i z regionu Sahelu,ale nie odnotowano tam żadnego zamachu terrorystycznego.
Mimo to Salvini zakazał przyjmowania w portach włoskich jakichkolwiek jednostek pływających mających na pokładzie migrantów czy uchodźców.Tak stało się wcześniej z „Aquariusem” i obecnie dzieje się z małym statkiem „Sea Watch”. To wprost nieludzkie podejście zważywszy,iż według najnowszych danych UNHCR (Urzędu Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców) w roku 2018 w Morzu Śródziemnym utonęło prawie 2300 takich osób. O naruszaniu Konwencji Genewskiej z 1951r. ws. uchodźców już nie wspominam.Ją narusza również rząd PiS i nie zmienia tego faktu mydlenie oczu, jakim jest (skądinąd także potrzebna), niewielka w sumie, pomoc dla uchodźców, zwłaszcza z Syrii,przebywających w Turcji, Jordanii, czy Libanie.
Obu Panów będzie więc sporo łączyć. Dodajmy do tego – eurosceptycyzm, luźne podejście do traktatów unijnych, wyraźny nacjonalizm oraz zamiar przemeblowania sceny politycznej naszego kontynentu.Trudno dziś ocenić,czy może jest to próba wypromowania ruchu alternatywnego wobec tradycyjnych ugrupowań-socjaldemokracji, chadecji,liberałów, itd.? I jakie są na to szanse?
Warto w tych okolicznościach przytoczyć stare rosyjskie przysłowie:”Rybak rybaka widzi z daleka”. Tym bardziej, że sam Salvini i jego formacja są prorosyjscy.

Głos lewicy

Dość marnowania głosów!

 

Włodzimierz Czarzasty udzielił obszernego wywiadu „Gazecie Wyborczej”. Oto jego fragment:

 

W dziewięciu sejmikach SLD weszło w koalicję z KO i PSL. Jak się negocjuje ze Schetyną?

Nie czuję się w tych rozmowach Kopciuszkiem. Zresztą nikt tam też nie czuje się gigantem – w wielu województwach przewaga naszej koalicji to jeden głos i nie ma znaczenia, czy masz dwudziestu radnych, czy dwóch, skoro i tak potrzeba wszystkich. Najważniejsza jest lojalność, współpracujemy z tymi partiami, które słowa Europa i konstytucja odmieniają w ten sam sposób.

 

Gdy w powiecie koneckim SLD stworzyło koalicję z PiS, pan natychmiast to ukrócił. Teraz okazuje się, że Koalicja Obywatelska również wchodzi w koalicję z PiS – w powiecie lubartowskim, w Bytomiu…

Ja nie wyobrażam sobie współpracy z PiS na żadnym poziomie. W imię dobrosąsiedzkich stosunków nie chcę się odnosić do tego, co robi Platforma, Nowoczesna, czy PSL, bo układamy sobie trudną współpracę.

 

SLD cały czas wysyła sygnały, że szuka koalicjantów.

Bliskie jest mi myślenie Włodzimierza Cimoszewicza, który napisał w „Wyborczej”, że cała opozycja powinna wystawić wspólny blok pod hasłem „Europa”. W tych wyborach chodzi o zagwarantowanie, żeby nikt Polski nie chciał z Unii wyprowadzić, bo codziennie obserwujemy, jak wygląda brexit. Drugim elementem jest obrona konstytucji oraz zasad praworządności, i to też nie podlega dyskusji.
Ale ja bym wolał, by zamiast jednego bloku europejskiego powstały dwa: liberalny i lewicowy. I ten blok lewicowy chciałbym współtworzyć. W SLD Lewica Razem już połączyli się ludzie z 22 podmiotów, m.in. z Unii Pracy, PPS, SDPl, Inicjatywy Feministycznej. Teraz naszymi podstawowymi ogólnopolskimi partnerami muszą być Partia Razem, środowisko Zielonych i struktury, które tworzy pan Biedroń. Jeśli nie powstanie blok lewicowy, to dyskusja na temat praw kobiet, świeckiego państwa i sprawiedliwszego systemu podatkowego może na kilka lat zostać zawieszona.

 

 

Polityczna hipokryzja dotyczy wszystkich partii

 

Łukasz Moll wypowiedział się na Facebooku na temat radnych, oskarżanych o „sprzedanie się” w sejmikach:

Czy jeśli w wykrzykiwaniu „zdrajca” i „sprzedawczyk” pod adresem śląskiego radnego wojewódzkiego z Nowoczesnej, który odszedł do PiS, dając im większość potrzebną do rządzenia, chodziło o zasady, o demokrację, o przyzwoitość, to czy ci wszyscy postępujący w imię zasad przyzwoici demokraci rzucą się teraz na podlaskich radnych PiS, że zdradzili i sprzedali się PO? Konsekwencja by tego wymagała.
Ale dajmy spokój tej obłudzie. Obie te sytuacje – ze Śląska i z Podlasia – dowodzą jedynie tego, że nawet regionalne kadry PiS i PO nie wierzą w serwowaną nam przez swoich liderów i okraszoną wielkimi słowami („walka o demokrację”, „walka z układem”) opowieść. Dogadują się, zmieniają partnerów i barwy partyjne tak jak im w danym momencie pasuje. Całe to wyszukiwanie sprzedajnych kurew po obu stronach jest o tyle groteskowe, że odbywa się w jednym wielkim burdelu. A my za to wszystko płacimy.
Chociaż rozumiem, że emocje nakazują jeździć po tych politykach, którzy w warunkach skrajnej polaryzacji skaczą z kwiatka na kwiatek, to pretensje powinniśmy kierować przede wszystkim do zarządców tego przybytku: jak to świadczy o wiarygodności ich formacji, skoro polityczne „kurestwo” stało się modus operandi nawet w warunkach wojennych?
Pora przejrzeć na oczy, zerwać z tym PO-PiSowym szantażem, olać te przepychanki i rozmawiać o lepszej Polsce.

Jak poszło lewakom w Poznaniu?

Ta koalicja rodziła się w wielkich bólach, ale wybory pokazały, że opłacało się dogadać. Komitet „Lewica buduje”, w którego skład weszły m.in. Sojusz Lewicy Demokratycznej i Partia Razem, wprowadził dwóch przedstawicieli do Rady Miasta Poznania.

 

Według wielu działaczy Partii Razem, alians z partią Czarzastego byłby moralnym i politycznym bankructwem. Przypadek Poznania pokazuje jednak, że być może czas odłożyć na bok pewne rozterki. Stolica Wielkopolski była jedynym miastem w Polsce, w którym kandydaci Razem i SLD startowali pod jednym szyldem i mieli wspólnego kandydata na prezydenta. W skład koalicji weszła również lokalna Inicjatywa Polska, a także ruch miejski „My, Poznaniacy”.
Niedzielne wybory udowodniły, że wspólny start był dobrą decyzją. Na listy „Lewica buduje” zagłosowało łącznie 22 411 osób, czyli 10,05 wszystkich uczestników elekcji, co dało komitetowi trzecie miejsce i dwa mandaty w Radzie Miasta. Radną została Halina Owsianna, obecnie członkini Inicjatywy Polskiej, która startowała z okręgu nr 2 w dzielnicach Winogrady, Sołacz, Winiary, Wola. Zagłosowało na nią 2955 wyborów, co dało 9,55 proc. Mandat uzyskał również Tomasz Lewandowski (2 187 głosów, 5,21 proc.), obecny wiceprezydent miasta odpowiedzialny m.in. za mieszkalnictwo, autor programu budowy mieszkań komunalnych. Lewandowski wziął udział również w wyścigu o fotel prezydenta miasta, rzucając wyzwanie swojemu zwierzchnikowi. Zajął trzecie miejsce, otrzymując głosy 7,66 proc. 40-letni samorządowiec jest coraz częściej porównywany z Robertem Biedroniem i wymieniany w gronie potencjalnych liderów nowej ogólnopolskiej formacji politycznej. W przedwyborczym wywiadzie, jakiego udzielił Strajkowi ukazał się jako zwolennik integracji ruchów postępowych. „Jeśli te wszystkie strumienie nie zleją się w jedną rzekę, to taka lewica będzie skazana na porażkę” – mówił Lewandowski.
Kandydaci i kandydatki „Lewica buduje” podkreślają, że sam fakt wejścia do Rady Miasta jest sukcesem – Jako jedyny komitet otwarcie lewicowy wprowadziliśmy radnych. To ogromna satysfakcja tym bardziej, że Halina Owsianna była liderką listy w moim okręgu – mówi w rozmowie ze Strajk.eu Hanna Maria Zagulska, lokalna polityczka, którą podczas kampanii poparł m.in. Robert Biedroń. – Działaliśmy zespołowo, nie konkurując ze sobą – tu widzę podstawę naszego wspólnego sukcesu. Jestem pewna, że Halina będzie ten model realizować w Radzie, jednocześnie konsekwentnie wprowadzać w życie postulaty wynikające z lewicowych wartości. Jestem pod ogromnym wrażeniem naszej wspólnej pracy – mówiła działaczka, podkreślając, że to dopiero początek budowy silnego ruchu. – Te wybory dodały skrzydeł osobom związanym z lokalnymi strukturami Partii Razem. Nawiązaliśmy relacje i zdobyliśmy energię na następne działania. Będę codziennie dokładać starań, aby tego potencjału nie stracić – powiedziała Hanna Maria Zagulska.

Prawo i skuteczność

Nowy impuls dla przyśpieszenia polsko-chińskiej współpracy gospodarczej.

 

„Zgodnie z prawem i skutecznie” – tak działać będzie powołana 22 września w Warszawie „Chińsko-Polska Izba Gospodarcza”. Powiedział o tym jej prezes Han Bao Hua, który zapewnił , że promowanie solidnych, wiarygodnych chińskich firm będzie jednym z podstawowych zadań Izby.
Polska dzięki swemu położeniu geograficznemu jest bramą do Europy wielkiego chińskiego globalnego projektu geopolitycznego, znanego jako „Nowy Jedwabny Szlak. Morski i lądowy”. Warszawa jest nieformalną stolicą chińsko – europejskiej grupy współpracy gospodarczej , zwanej „Formatem 16 + 1”. Nic dziwnego, że chińskie zainteresowanie Polską w ostatnich latach wzrasta. Widać to nie tylko dzięki wzmożonej aktywności delegacji chińskiego biznesu, ale też turystów z Chin – mówił podczas inauguracji Izby ambasador Chińskiej Republiki Ludowej Liu Guangyuan.
W zeszłym roku Polskę odwiedziło 140 tysięcy Chińczyków, w tym roku prognozy sięgają 200 tysięcy. W Polsce mieszka już ponad 15 tysięcy Chińczyków, reprezentujących liczne chińskie firmy.
Ambasador Liu Guangyuan oświadczył, że władze chińskie przyjęły politykę popierania chińskich społeczności żyjących poza granicami Państwa Środka, zwłaszcza wspierania aktywności ich firm.
Do dotychczasowej działalności biznesowej mieszkających w Polsce Chińczyków nawiązał w swym wystąpieniu były wicepremier i minister gospodarki, prezes Izby Przemysłowo Handlowej Polska – Azja Janusz Piechociński. Przypomniał wzorcową współpracę gminy Lesznowola z chińskim biznesem, której efektem jest największe w Europie Środkowo – Wschodniej azjatyckie centrum handlowe w Wólce Kosowskiej, Zarządzane przez firmę GD Poland.
Teraz to Chińskie Centrum Handlowe powinno przekształcić się z polskiego w centrum środkowo europejskie, przekonywał Janus Piechociński. Zaproponował też, aby każda chińska firma wchodząca na rynek polski i europejski przeszła szkolenie z obowiązującego w Unii Europejskiej prawa. Pozwoli to uniknąć ewentualnych sporów z administracją i polskimi partnerami.
Symbolem takiej dbałości o poszanowanie prawa przez nowopowstała Izbę był wykład profesora Hieronima Kulczyckiego z Naczelnego Sadu Administracyjnego. Prezentujący polski , czyli europejski system rozstrzygania sporów gospodarczych chińskim partnerom.
„Dbałość o przestrzeganie prawa jest warunkiem koniecznym dla funkcjonowania chińskich firm w Polsce”, podkreśliła przewodnicząca Rady Nadzorczej Izby, znana ekspertka gospodarcza Zange Czeng Jaworska. „Jednak niezwykle ważne jest też poznanie polskiej kultury biznesowej przez chińskich biznesmenów i chińskiej kultury biznesowej przez biznes polski.
Także kultury i historii obu narodów.
I w Polsce i w Chinach popularne jest przysłowie „ Przez żołądek do serca”. Nasza Izba Gospodarcza chce promować i uczyć nie tylko kulturę biznesową obu narodów. Biznes powinien wpierać promocję chińskiej i polskiej kultury, upowszechnianie i zrozumieniu historii obu naszych narodów”.

Nie spisiejemy

Ponieważ SLD wyrasta na trzecią polityczną w naszym kraju, siłę zdolną rozwalić szkodliwy dla Polski duopol PiS-PO, to usłużne wobec PiS i PO media rozpoczęły kolejna akcję opluwania SLD.
Tym razem media rozsiewają informacje o powyborczym sojuszu PiS i SLD. Informacje te, jak zwykle pochodzą od „anonimowych działaczy SLD”, albo są efektem cynicznych przekłamań wypowiedzi byłych liderów polskiej lewicy. Dlatego trudno je prostować.
Dodatkowo dodają im wiarygodności polityczne wolty byłych młodych działaczy SLD, jak choćby Piotra Guziała z warszawskiego Ursynowa, który wykonał lizusowski Akt Zawierzenia pisowskiemyu kandydatowi na prezydenta Warszawy Patrykowi Jakiemu. Mianować się „podJakim” to gorzej, niż stać w pozycji ministranta przy dostojnie siedzącym prezydencie Trumpie.
Informacje takie trudno zdementować, bo media nie podają prawdziwych autorów takich wypowiedzi. Liderzy PiS milczą, bo te „fejki” potwierdzają atrakcyjność polityczną PiS i rzekome zdolności koalicyjne tej partii. Liderzy PO też ich nie zdementują, bo zapewne to ich współpracownicy produkują takie fejkowe, czyli gówniane, informacje. Aby przekonywać antyPiSowskich wyborców, że tylko koalicja Schetyny jest jedyną antykaczyńską siła polityczna.
Dlatego chciałbym jednoznacznie poinformować, że Sojusz Lewicy Demokratycznej

 

do koalicji z PiS nie przystąpi.

Z wielu fundamentalnych i praktycznych powodów.
PiS uważa lewicowych Wyborców za „gorszego sorta Polaków”. Gardzi nimi, bo to „komuniści i złodzieje”. Program PiS dla lewicowych Wyborców to „raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”.
PiS uważa Polskę Ludową za „państwo, które nie istniało”, a ludzi zasłużonych dla Polski Ludowej, wyborców lewicy za „płatnych zdrajców, pachołków Rosji”.
PiS to partia kanibali politycznych. Doświadczyli tego poprzedni koalicjanci pana prezesa Kaczyńskiego. Przypomnijcie sobie losy Samoobrony i Ligii Polskich Rodzin.
W wyborach samorządowych na czwartych pozycjach list komitetów wyborczych „SLD – Lewica Razem” znajdziecie reprezentantów ruchu „Nie zasłużyliśmy”. Przedstawicieli służb mundurowych, którym mściwy PiS odebrał prawa emerytalne. Czy oni i ich wyborcy zgodzą się na koalicję z PiS?
Z koalicją jest jak z tangiem, aby zatańczyć trzeba dwojga.
Dlatego kiedy usłyszycie gównianą informację, że SLD gotowe jest do koalicji z PiS, to zapytajcie:

 

Czy PiS wejdzie w koalicję z SLD?

Czy wejdą w koalicję z „czerwoną hołotą”?
Czy wejdą w koalicję z ruchem „Nie zasłużyliśmy” ?
I wreszcie zapytam może nieskromnie, ale symbolicznie:
Zatem pamiętajcie lewicowi wyborcy. Wybory za miesiąc. Będziecie mieli do wyboru wielu kandydatów deklarujących się jako lewicowi. Znanych wam.
Na warszawskim Ursynowie i na Wilanowie będziecie mieli wybór chociażby między Piotrem Guziałem, który już złożył hołd kandydatowi PiS, a Piotrem Gadzinowskim, któremu PiS nigdy nie złoży propozycji wiceprezydenckiej posady w ratuszu miasta.
Jeśli chcecie mieć stuprocentową gwarancję, że SLD nie będzie koalicjantem PiS głosujcie na tych kandydatów, których PiS nigdy nie zaakceptuje.
Nie przełknie ich i nie strawi ich potem.

 

PS. Jak już informowały media kandyduję do Rady Miasta Warszawy z Ursynowa i Wilanowa.

Kobiety lewicy

Budującą wiadomością jest fakt, że w najbliższych wyborach samorządowych Sojusz Lewicy Demokratycznej postanowił przystąpić do koalicji z Inicjatywą Feministyczną.

 

To w jej działaczkach oraz działaczkach Forum Równych Szans i Praw Kobiet upatruję nadziei na silny blok kobiet w najbliższej kadencji Sejmu.

 

Czego nam trzeba?

Zacznę od osobistej refleksji: z Kongresem Kobiet mam niejaki problem. Mój problem polega głównie na tym, że od lat impreza ta kojarzona jest gównie ze środowiskiem neoliberalnym i wśród krytyków oraz krytyczek nazywana jest „kongresem bogatych kobiet”. Jego twarzą niezmiennie jest Henryka Bochniarz, swego czasu piewczyni umów cywilnoprawnych, osoba dyplomatycznie rzecz traktując nie będąca ulubienicą aktywistek walczących o prawa pracownicze. U jej boku stoi zwykle prof. Magdalena Środa – ceniona przez środowisko akademickie i w warstwie światopoglądowej feministka pełną gębą, lecz również kojarzona z neoliberalnymi poglądami (jak się okazuje po awanturze z ochroniarkami, która przetoczyła się przez media – skojarzenia te okazały się najzupełniej prawidłowe).
Od jakiegoś czasu jednak – i dało się to zaobserwować podczas X, jubileuszowego Kongresu w Łodzi – na wydarzeniu pojawiają się kobiety reprezentujące różne środowiska, niekoniecznie związane z Platformą Obywatelską czy przedsiębiorczynie, albo też pierwsze damy, co także traktować można w kategoriach przywileju (Jolanta Kwaśniewska, Anna Komorowska).
W tym roku w Łodzi zobaczyć na kongresie można było Manuelę Gretkowską, założycielkę najpierw Partii Kobiet, a potem Inicjatywy Feministycznej, a także Martę Lempart, zasłużoną dla rozwoju edukacji seksualnej w Polsce, liderkę Ogólnopolskiego Strajku Kobietznaną z Czarnych Protestów.
Zaproszono również Oxanę Lytvynenko – Ukrainkę z Torunia, która podczas ostatniego Czarnego Piątku w Warszawie zabrała głos w sprawie dyskryminacji. „Kobiety, obcokrajowcy, ateiści są w Polsce dyskryminowani. Moje dziecko boi się zadzwonić do mnie w autobusie i mówić w naszym języku” – mówiła w Warszawie, a w Łodzi mówiła: „Jestem Ukrainką i chcę powiedzieć, że z Ukraińcami nie trzeba sobie radzić. Radzić trzeba sobie z ksenofobią. Z tym będę walczyć i proszę o wsparcie, bo to służy Polsce”.
Pojawiła się również Iwona Hartwich – uznana za liderkę sejmowego protestu rodziców i opiekunów niepełnosprawnych. Ona z kolei opowiedziała o okupacji Sejmu:
„Wszyscy już chyba wiedzą, że PiS kłamie. Powiedziano, że wielokrotnym gościem na spotkaniach naszych i strony rządowej był premier Morawiecki. To nie jest prawda”.
To cenne twarze, które pozwoliły kongresowi nieco „zejść na ziemię” i otworzyć się na wyborczynie z różnych kręgów społecznych – również tych „niewidzialnych” dla organizatorek z klasy średniej. Tak właśnie widzę platformę porozumienia kobiet lewicy w Polsce. Główne postulaty, pod którymi ja osobiście podpisałabym się głosem wrzuconym do urny to:
• zapobieganie ubóstwu kobiet, aktywizacja zawodowa, walka z bezrobociem
• walka ze stereotypami dotyczącymi ról płciowych, edukacja równościowa, antydyskryminacyjna, rzetelna edukacja seksualna
• liberalizacja prawa aborcyjnego
• włączenie do emerytury nieodpłatnej pracy kobiet w domu
• wprowadzenie programów opieki zdrowotnej dedykowanych kobietom
• wspieranie firm przyjaznych matkom

 

W czyjej to jest mocy?

Inicjatywa Feministyczna – powstała w 2007 na „gruzach” Partii Kobiet. Jej inicjatorką jest Manuela Gretkowska, współtworzył ją również Wiktor Osiatyński. Inicjatywa łączy (co według mnie jest ogromną zaletą) dwie frakcje: społeczną i liberalną. Należy odnotować, że kładzie nacisk na pomoc samotnym matkom, ofiarom gwałtu, domaga się pełnej refundacji antykoncepcji.
W tej chwili znalazła się w koalicji SLD Lewica Razem.
Postulaty Inicjatywy idą w parze z postulatami Forum Równych Szans i Praw Kobiet. Tu wyróżniającymi się postaciami działaczek niewątpliwe są przewodnicząca Małgorzata Niewiadomska-Cudak oraz Anna Mackiewicz.
Pierwsza z nich specjalizuje się w lokalnej partycypacji wyborczej kobiet – bez oddolnej ich aktywizacji trudno mówić o kształtowaniu skutecznej polityki prokobiecej. Pani prof. Niewiadomska-Cudak jako wiceprzewodnicząca Rady Miasta działa na terenie Łodzi i jej aglomeracji: wyciąga z cienia kobiety, które zajmują się ciekawymi inicjatywami (vide wydarzenie „Kobieta niezwykła”), wyciąga rękę do tych, które potrzebują wsparcia od samorządu („Łodzianka w potrzebie”). Zorganizowała na euro 2012 lokalną strefę kibicki, ale również z okazji 100-lecia uzyskania praw wyborczych wyszła z inicjatywą, aby łódzkie ulice nazywać kobiecymi imionami i nazwiskami.
Pani Anna Mackiewicz, działaczka bydgoskiego SLD i – jak donoszą media – kandydatka na prezydenta miasta, z którą miałam przyjemność robić nawet wywiad dla „Dziennika Trybuna”, również lokalnie zajmuje się problemami kobiet, ale zna też od podszewki problemy nauczycieli (sama uczy matematyki). Działa w ZNP, ale też prowadziła liczne warsztaty dotyczące praw kobiet i samorządności.
Na naszym terenie, na Mazowszu, mamy Katarzynę Piekarską, która mogłaby być twarzą kobiecego ruchu w Warszawie. Od lat sprzeciwia się ograniczaniu praw kobiet przez PiS. Tu ciekawostka – sama była pacjentką prof. Chazana i ma z nim negatywne doświadczenia.
Do „zagospodarowania” jest też w Warszawie rzeczniczka SLD Anna Maria Żukowska.
Forum Równych Szans i Praw Kobiet ma też wiele innych zasłużonych działaczek z regionów. Kiedy połączy siły z Inicjatywą Feministyczną, rzeczywiście kobiecy głos ma szansę przebić się w parlamencie.

 

Kto jeszcze?

Z cennych postaci kobiet aktywnie angażujących się w sprawy lewicy, mogę wymienić przede wszystkim znane nazwiska, które znam z działalności w Warszawie. Z pewnością z korzyścią dla SLD byłoby nawiązać współpracę z Barbarą Nowacką (choć ona zdaje się jest bardziej zaangażowana we współdziałanie z nowym kołem poselskim Ryszarda Petru: Liberalno-Społeczni). Razem zamierzają zbierać podpisy pod ustawą o świeckim państwie. Dalej jest Agata Nosal-Ikonowicz z Ruchu Sprawiedliwości Społecznej i niezastąpiona Ewa Andruszkiewicz ze społecznej rady działającej przy komisji reprywatyzacyjnej w Warszawie, wieloletnia dziennikarka i działaczka społeczna. Kobiety Razem z Sojuszem tworzą koalicje regionalne, w Warszawie jednak niekoniecznie. Z pewnością jednak na obszarze praw kobiet łakomym kąskiem do pozyskania są Justyna Samolińska i Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.
Niniejszy tekst stanowił wstęp do dyskusji podczas spotkania Klubu Miłośników Prasy Lewicowej w Łodzi 25 czerwca 2018, na który zostałam zaproszona.