Nie o hejt tutaj chodzi!

To co dzieje się w mediach i polityce wokół sprawy zabójstwa prezydenta Gdańska, to zwykła zadyma. Sprawę sprowadzono do tzw. hej tu, który zapełnia fora internetowe. Towarzyszy temu dyskusja wokół tzw. mowy nienawiści i jej konsekwencji w obszarze świadomości społecznej. Mówimy bezrozumnie o widocznych skutkach, a o przyczynach tych zjawisk panuje cisza.
Z hejtem spotykamy się od lat, jako jedną z pochodnych istnienia mediów społecznościowych, które otworzyły świat informacji dla przeciętnych ludzi, mających dostęp do Internetu. Nie jest to nowe zjawisko w stosunkach międzyludzkich. Wcześniej objawiało się ono w postaci plotki, pomówienia. Sfera społeczna istnieje dzięki relacjom wzajemnym pomiędzy ludźmi, a media, w tym szczególnie, w ostatnich latach nowe media, to ułatwiają. Wołanie o likwidację, bądź ograniczenie hejtu można uznać w tej sytuacji za naiwność, brak wiedzy, lub uczestnictwo w zaciemnianiu społecznego obrazu dziś, w istniejących uwarunkowaniach społecznych i politycznych.
Zastanowić się trzeba nad tym, dlaczego uruchomiono dziś tak powierzchowną dyskusję o stanie świadomości Polaków, bez prób sięgania do źródeł i przyczyn tego zjawiska. Przyczyny są dość złożone, ich analiza wydaje się konieczna. Sytuacja społeczna zmierza bowiem szybko do przesilenia, a ono może nie być dla Polski najlepszym rozwiązaniem, choć widać siły, które wyraźnie do tego dążą.
Jeśli spojrzymy na kształtowanie się współczesnej wizji Polski XXI wieku, to daje się zauważyć, że od 1976 roku (wydarzenia w Radomiu), mamy do czynienia ze stanem wyjątkowym, w którym wyłącznie jednym z epizodów był stan wojenny w grudniu 1981 roku czy też oddanie władzy przez PZPR w 1989 roku. Kraj i społeczeństwo jest przez kolejne ekipy polityczne, wywodzące się z różnych nurtów ideowych zarządzany kryzysowo, brak jest stabilizacji, jednej spójnej wizji rozwoju opartej o narodowy interes Polaków, tu i teraz.
Trzeba podkreślić, że na sytuację w Polsce ma zdecydowany wpływ sytuacja międzynarodowa i kształtowanie się świata pojałtańskiego, w ramach którego zarysowują się dwie przynajmniej koncepcje organizmu globalnego przyszłości: kontynuacja dotychczasowego jednobiegunowego organizmu z dominacją USA oraz budowa nowego, wielobiegunowego, zrównoważonego modelu opartego o kilka centrów cywilizacyjnych. Polska jest na linii frontu, stąd zapewne nasza sytuacja wewnętrzna wygląda tak, jak ją widzimy ostatnio.
Wracając do sytuacji aktualnej, trzeba podkreślić, że Polska targana jest koleją falą konfliktów społecznych i politycznych, których wynikiem może być nowy układ sił wewnętrznych po wyborach europejskich i parlamentarnych. Istnieje realna groźba dla rządzącej dziś koalicji prawicowej utraty władzy. Może to spowodować konieczność odejścia jednych ludzi i przyjścia innych, choć wśród rozumnej części społeczeństwa pojawia się pytanie: a co to zmieni?
Zauważyć trzeba, że jednym z głównych motywów walki o władzę w Polsce od dwóch dziesięcioleci nie jest czynienie dobrze i rozwój, ale władza sama w sobie, dająca dostęp do środków publicznych. Przykładów to potwierdzających jest wiele. Innym znaczącym elementem jest fakt, że kolejne ekipy rządzące w Polsce realizują wyłącznie wytyczne Konsensusu Waszyngtońskiego i jego linię neoliberalną w ekonomi i stosunkach społecznych. Dzieje się tak, mimo iż neoliberalizm w skali globalnej odchodzi w niesławie, pozostawiając po sobie ogromne rozwarstwienie i jednocześnie ogromny potencjał rewolucyjnego protest w całym świecie. Widać to również u nas. Jest on cynicznie wykorzystywany do walki politycznej, która zaczyna wylewać się na ulice.
Oceniając stan sytuacji w Polsce można zaryzykować tezę, że rządzące od kilkunastu lat kolejne ekipy polityczne nie są zdolne do wyprowadzenia kraju z narastającego kryzysu. Wywodzą się one z jednego pnia ideowo-politycznego, z jednej tradycji – przełomu sierpniowego. Narastający w Polsce konflikt jest ich dziełem. Zewnętrznie objawiane spory i różnice mają charakter pozorny, są często mylące dla elektoratu. Wielu rozumie je, jako cyniczną walkę o łupy.
Tak więc konkludując, nie o hejt tutaj chodzi, a o fundamentalne spory dotyczące sprawowania, utraty lub odzyskania władzy. Hejt jest pochodną szerszych procesów, którym ktoś patronuje i próbuje nimi zarządzać. Włączane jest w to społeczeństwo, narasta powszechna agresja, ukształtował się trwale w społecznej świadomości synonim „obcego”, z którym nie można już rozmawiać, a trzeba go zabić. To straszne zjawisko. Gdzie my jesteśmy, gdzie jest znaczący w historii Polski Kościół, który dziś stał się jedną ze stron konfliktu?
Polityka przestała być sztuką dialogu, kompromisu, szacunku do inaczej myślącego partnera, stała się polem konfrontacji i walki na śmierć i życie. Szkoda Polski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *