ETS miał finansować transformację. W Polsce zasilił budżet

1 kwi 2026

Kiedy w Polsce wraca temat ETS, zwykle słyszymy prostą opowieść: Unia podnosi koszty energii, więc rosną rachunki. To tylko część prawdy. System ETS rzeczywiście zwiększył koszt produkcji prądu w krajach opartych na paliwach kopalnych, ale równocześnie od lat przynosi polskiemu państwu ogromne dochody. I właśnie tu zaczyna się właściwy problem: pieniędzy z ETS w Polsce nie zamieniono w spójny plan modernizacji energetyki ani realnego odciążenia odbiorców.

ETS w Unii Europejskiej działa od 2005 roku. Jego zasada jest prosta: duże elektrownie, huty, cementownie i inne instalacje objęte systemem muszą posiadać uprawnienia odpowiadające wielkości emisji CO2. Z czasem uprawnień było mniej, coraz większa ich część trafiała na aukcje, a cena emisji rosła. W teorii system handlu emisjami CO2 miał zmusić państwa i firmy do inwestowania w czystsze technologie. W praktyce w krajach takich jak Polska oznaczało to wyższy koszt energii, bo gospodarka przez lata opierała się głównie na węglu.

Ten koszt nie zostaje w elektrowni. Jest doliczany do ceny sprzedaży energii, a potem przenosi się na rachunki gospodarstw domowych, samorządów i firm. Dlatego ETS a ceny prądu to dziś jeden z najważniejszych tematów w debacie o energetyce. Tyle że wpływy z aukcji uprawnień nie znikają automatycznie w Brukseli. W dużej mierze trafiają do budżetów państw członkowskich, które same decydują, co z nimi zrobić.

W Polsce skala tych dochodów okazała się ogromna. Najwyższa Izba Kontroli wyliczyła, że od 2013 roku do 30 maja 2023 roku budżet państwa uzyskał ze sprzedaży uprawnień EU ETS 93,6 mld zł. Dziś całościowe szacunki mówią już jednak o około 120–150 mld zł wpływów. Co ważne, niemal 90 proc. kwoty wskazanej przez NIK wpłynęło dopiero po 2019 roku, gdy ceny uprawnień mocno wzrosły. Pieniądze z ETS w Polsce stały się więc dla państwa coraz ważniejszym źródłem dochodów właśnie wtedy, gdy coraz mocniej rosły koszty energii.

Najważniejszy zarzut brzmi jednak inaczej. NIK oceniła, że bezpośrednio na cele związane z redukcją emisji lub zarządzaniem emisjami przeznaczono mniej niż 1,3 proc. tych dochodów. Reszta zasilała budżet i była wydawana w szerszym strumieniu wydatków publicznych. Państwo pobierało więc ogromne środki z systemu, który oficjalnie miał napędzać transformację, ale tylko śladowa część pieniędzy trafiła wprost tam, gdzie mogłaby zmniejszać emisyjność gospodarki i obniżać przyszłe koszty energii.

To właśnie zmienia sens całego sporu o ETS w Polsce. Pytanie nie brzmi już tylko, czy ETS podnosi ceny, ale także co zrobiono z pieniędzmi, które te wyższe ceny współtworzyły. Gdyby wpływy z ETS były konsekwentnie inwestowane w odnawialne źródła energii, sieci przesyłowe, magazyny energii, termomodernizację budynków i modernizację ciepłownictwa, Polska wchodziłaby dziś w okres wysokich cen emisji z dużo lepiej przygotowanym systemem. A im mniej emisyjna energetyka, tym słabszy wpływ ETS na rachunki.

Zamiast tego powstał układ politycznie wygodny, ale społecznie kosztowny. Obywatele płacili coraz więcej za energię, a państwo inkasowało rosnące dochody, nie budując z nich przejrzystego modelu ochrony odbiorców ani przyspieszenia transformacji. W efekcie Polacy zobaczyli przede wszystkim drogi prąd, a nie proporcjonalny efekt modernizacyjny. Dlatego dzisiejsza debata o ETS jest tak fałszywie ustawiona. Jedni mówią wyłącznie o „unijnym haraczu”, drudzy zasłaniają się ogólnikiem, że transformacja musi kosztować. Obie strony zbyt często omijają najważniejsze pytanie: gdzie naprawdę poszły pieniądze z ETS.

Za chwilę ten problem wróci z jeszcze większą siłą, bo na horyzoncie jest ETS 2. To rozszerzenie systemu na paliwa wykorzystywane w budynkach, transporcie drogowym i dodatkowych sektorach. Jeśli obecny ETS uderzał głównie przez rachunek za prąd, ETS 2 w Polsce może wejść ludziom w portfel przez ogrzewanie domu i tankowanie auta. W obowiązujących założeniach start przewidziano na 2027 rok, choć w unijnych pracach pojawił się już postulat przesunięcia go na 2028. Kierunek pozostaje jednak jasny: jeśli nowe wpływy znów zostaną potraktowane głównie jako dopływ pieniędzy do budżetu, społeczny opór wobec transformacji tylko wzrośnie.

Czy można uniknąć ETS?

Polska nie może po prostu ogłosić, że zostaje w Unii, ale ETS przestaje ją obowiązywać. To element prawa unijnego, które wiąże państwa członkowskie i musi być stosowane w krajowym porządku prawnym. Nie ma więc prostego legalnego trybu pod tytułem: jesteśmy w UE, ale wyłączamy sobie ten system.

To oznacza, że opowieść, jakoby dało się jednym ruchem Warszawy „wyłączyć ETS”, jest politycznym uproszczeniem. Żeby Polska przestała podlegać temu systemowi w pełnym sensie prawnym, musiałaby albo doprowadzić do zmiany prawa unijnego na poziomie całej Unii, albo wystąpić z UE. Istnieją wprawdzie różne rozwiązania częściowe czy przejściowe, ale nie oznaczają one swobodnego odrzucenia systemu przez jedno państwo członkowskie.

Dlatego realne pytanie brzmi nie, jak magicznie uciec od ETS, tylko jak ograniczyć jego skutki. Polska nie płaci dziś tylko za sam unijny system. Płaci także za lata odwlekania transformacji i za to, że miliardy z ETS potraktowano bardziej jak wygodny dochód budżetowy niż narzędzie zmiany. Dlatego najważniejsze pytanie nie brzmi, czy ETS kosztuje, ale kto przejadł pieniądze, które miały nas przed tym kosztem chronić.

Najnowsze

Nowa Era Korupcji w Ameryce: Zmiany w Rządzie

Nowa Era Korupcji w Ameryce: Zmiany w Rządzie

W Ameryce korupcja przestała oznaczać tylko łapówki i załatwianie spraw „pod stołem”. Coraz częściej chodzi o system, w którym interes prywatny miesza się z państwowym, a nadużycia stają się normą, nie wyjątkiem. Artykuł CNN pokazuje, że w epoce Trumpa granice między władzą, biznesem i lojalnością polityczną zatarły się bardziej niż kiedykolwiek. To nie tylko opis jednej administracji, ale ostrzeżenie przed przyszłością, w której demokracja traci swoje zabezpieczenia i standardy uczciwości.

Sprawdź również

1 września zmieniają się zasady zabudowy działek.

1 września zmieniają się zasady zabudowy działek.

Gminy bez planu ogólnego nie wydadzą nowych WZ. Do jednej z najważniejszych dat dla rynku gruntów zostało zaledwie kilka dni. Od 1 września gmina, w której nie wszedł w życie plan ogólny, nie będzie mogła wydać nowej decyzji o warunkach zabudowy na podstawie wniosku...

Pieniądz zawsze wraca na górę

Pieniądz zawsze wraca na górę

Czy można przerwać mechanizm koncentracji majątku bez wojny, rewolucji i katastrofy? Przez trzy dekady światowa gospodarka produkowała coraz więcej oszczędności na szczycie drabiny dochodowej i coraz więcej długu. Pandemia miała na chwilę odwrócić ten mechanizm:...

Ceny w sklepach rosną coraz wolniej ?

Ceny w sklepach rosną coraz wolniej ?

Ceny w sklepach rosną coraz wolniej. Jednak eksperci ostrzegają przed odwróceniem trendu.Dynamika wzrostu cen spada kolejny miesiąc z rzędu. Eksperci studzą optymizm.Polacy na zakupach mogą odczuć ulgę. Dynamika wzrostu cen wciąż...