Na torach musi być bezpieczniej

2019 r. był najtragiczniejszy w ostatniej dekadzie. W tym okresie nie było innego roku, w którym aż tyle osób zginęłoby, przejeżdżając lub przechodząc przez tory w legalnych, dozwolonych miejscach.
Od początku 2020 roku w ramach akcji Bezpieczny Przejazd funkcjonariusze SOK przeprowadzili ponad 25 tysięcy kontroli dzikich przejść przez tory. Ponad 1700 osób musiało wysłuchać pouczeń, a około 2900 otrzymało mandaty za szczególnie nieodpowiedzialne zachowanie. Straż Ochrony Kolei edukuje też dzieci i młodzież. W 2019 roku przeprowadzono 1060 spotkań dla ponad 64000 uczestników. Podczas prelekcji w szkołach funkcjonariusze omawiali zasady bezpieczeństwa na PKP.
„By nie ryzykować życiem i oszczędzić innym problemów wystarczy słuchać głosu rozsądku. Każde zdarzenie na torach, obok podstawowego wymiaru jakim jest tragedia poszkodowanych i ich rodzin, przynosi negatywne skutki dla społeczeństwa i gospodarki. Wypadki na torach powodują opóźnienia pociągów i problemy w podróży dla setek pasażerów” – mówi dr. Józef Hałyk Komendant Główny Straży Ochrony Kolei. Wydaje się jednak, że uproszczeniem jest uznawanie braku rozsądku za jedyną przyczynę tragedii na torach.
To oczywiście słuszne, że SOK-iści podejmują działania na rzecz bezpieczeństwa. Gdyby ich nie było, jeszcze więcej ludzi ginęłoby w Polsce na przejazdach i przejściach kolejowych. Szkoda jednak, że poczynaniom funkcjonariuszy nie towarzyszą działania inwestycyjne, prowadzące do radykalnego wzrostu liczby półazapór i szlabanów na niestrzeżonych dziś przejazdach kolejowych. Właśnie tam zdarza się najwięcej tragedii.
Jak podkreśla państwowe przedsiębiorstwo PKP Polskie Linie Kolejowe, Straż Ochrony Kolei ogranicza wkraczanie na tory w niedozwolonych miejscach za pomocą między innymi fotopułapek, termowizorów, noktowizorów i Mobilnych Centrów Monitoringu. Przydałoby się, gdyby część środków przeznaczonych na te inwestycje skierowano na wyposażenie przejazdów w półzapory lub choćby w sygnalizację świetlną i dźwiękową.
Tymczasem w Polsce ponad 6000 przejazdów kolejowych to przejazdy kategorii D, czyli niestrzeżone. Na przejazdach kategorii D nie ma żadnych szlabanów czy półzapór, nie ma świateł ani sygnalizacji dźwiękowej. Jest tylko znak stop oraz krzyż św. Andrzeja. I po takich przejazdach, które w dodatku często są na łuku, krzyżując się z drogami pod kątem ograniczającym widoczność, normalnie kursują pociągi pasażerskie i towarowe. Nic więc dziwnego, że polskie tory ociekają krwią.
„W 2019 roku była najmniejsza od dziesięciu lat liczba tragedii spowodowanych wtargnięciem na tory kolejowe. W 150 zdarzeniach zginęło 108 osób, 28 zostało ciężko rannych” – stwierdzają przedstawiciele PKP PLK. Bardzo niechętnie mówią jednak o tym, że w Polsce w ostatnich latach rośnie liczba śmiertelnych ofiar wypadków na legalnych przejazdach kolejowych, które powinny zapewniać bezpieczeństwo.
W ubiegłym roku padł ponury rekord: pod kołami pociągów na przejazdach zginęły 64 osoby, a 28 zostało ciężko rannych. Niestety, 2019 r. był najtragiczniejszy w całej ostatniej dekadzie. W tym okresie nie było innego roku, w którym aż tyle osób zginęłoby, przejeżdżając lub przechodząc przez tory w legalnych, dozwolonych miejscach.
Ten miniony rok przyniósł wręcz skokowy wzrost liczby ofiar śmiertelnych na przejazdach w porównaniu z 2018 r. – z 48 do 64, czyli aż o jedną trzecią. dotyczą miejsc, w których dozwolony jest przejazd i przejście przez tory. W miejscach niedozwolonych było jeszcze więcej ofiar: aż 155 zabitych, 34 ciężko ranne. Tu także odnotowano fatalny przyrost, bo w 2017 r. zginęło 116 osób, a rok później 136. Liczba zabitych i rannych na przejazdach kolejowych spadała od kilku lat, ale w 2017 r. nastąpiło niestety odwrócenie tej korzystnej tendencji – i każdego następnego roku przybywało ofiar.