Balladyna ginie na malinie

5 sty 2022

Do swojej inscenizacji „Balladyny” Juliusza Słowackiego, Wojciech Adamczyk wybrał tonację „lugubre”, ponurą, posępną, acz z zauważalną nutą dystansu do tej konwencji, nie stuprocentowo na serio. To bardziej ponurość z gier komputerowych niż z „ciemnego” nurtu romantyzmu.

Faktura barw obrazu jest przyszarzała, jakby posypana popiołem, przymglona. Kolorowej ludowości, która tak często ciążyła na przedstawieniach „Balladyny” (co przełamał dopiero Adam Hanuszkiewicz swoją legendarną „Balladyną” z hondami) nie ma nawet na lekarstwo. Nie ma też ariostyzmu (od Lodovico Ariosto, twórcy „Orlanda szalonego”), czyli swobodnej gry konwencjami, nieprawdopodobieństwem, ironią, choć silne nuty szekspiryzmu się tu wyczuwa. Role od początku rozdane zostały inwersyjnie, na opak. Alina (Paulina Szostak) nie jest wcieleniem łagodności, bezinteresowności i dobroci, krynicą cnót niewieścich, lecz pewną siebie i świadomą swoich atutów współczesną, asertywną i agresywną młodą kobietą. Zaskoczona Balladyna (Katarzyna Ucherska) przegrywa z siostrą pierwszą, „malinową” konfrontację w lesie. Wdowa (Dorota Chotecka) nie jest zahukaną staruszką, lecz dojrzałą kobietą, pragmatyczką, myślącą o dobru córek, także seksualnym. Skierka, Grabiec, Chochlik, nie są zabawnymi, groteskowymi stworkami z komedii buffo czy baśni z „mchu i paproci”. Grają „na poważnie”, a Skierka w wykonaniu Sławomira Grzymkowskiego to dorosły, zmęczony życiem mężczyzna. Kirkor nie jest takim uosobieniem szlachetności męskiej jak zazwyczaj, a przy tym jest bardziej męski niż von Kostryn, który nie jest tu, jak zazwyczaj, demonicznym, „groźnym Niemcem”, uosobieniem zła czy odmianą lorda Vadera, lecz mężczyzną delikatnym, wiotkim, na granicy metroseksualności. Bo dziś prawdziwych von Kostrynów już nie ma? Goplana nie tylko nie jest jest rusałką, baśniową nimfą, panią jeziora z mgły i szuwarów, lecz twardą kobietą współczesną, ekspansywną, także seksualnie i dynamiczną jak menedżerka kreatywna, która zarządza całym tym interesem. W swej drapieżności przebija dynamiczną, ale jednak umowną Goplanę Bożeny Dykiel na hondzie sprzed pół wieku w Narodowym. W tradycji roli mieści się Stanisław Brejdygant jako Pustelnik i to jest jeden z nielicznych w tym przedstawieniu ukłonów reżysera w stronę tradycji inscenizacyjnych „Balladyny”. Krzysztof Gosztyła jako Kanclerz daje koncertowy pokaz pastiszowego stylu grania dygnitarskiego dostojeństwa. Balladyna Ucherskiej nie przypomina szekspirowskiej lady Makbet z jej konsekwencją w dążeniu „po trupach do władzy”. Jest właściwie zagubiona i ta władza dostaje się w jej ręce jakby mimochodem, przez przypadek. O „ironicznej tragedii” Słowackiego pisze się zazwyczaj, że to tylko pozornie sztuka o mechanizmach władzy, baśń polityczna. Jest to bowiem raczej „baśń filozoficzna” o przypadku rządzącym naszą egzystencją, o kompletnej nieprzewidywalności losu, o tym, że nasze plany bardzo rzadko się materializują. I tak też odczytał ją reżyser. Owa przypadkowość, absurdalność losu ludzkiego zaakcentowana jest bardzo dobitnie i spiętrzona do poziomu nonsensu w scenie „sądu” nad Balladyną i jej śmierci. Bieg zdarzeń, którego logika wydaje się być nieubłagana, zdaje się prowadzić do ostatecznego potępienia i ukarania Balladyny, do ostatecznego uderzenia w nią pioruna „deus ex machina”, zatrzymuje się nagle i niespodziewanie. Zaskakujący zwrot sprawia, że na ustach przerażonej dotąd władczyni, która przed chwilą straciła już nadzieję, pojawia się cyniczny, sardoniczny uśmiech satysfakcji (jak pokątny uśmiech Piszczyka w „Zezowatym szczęściu”), że jej się „upiekło”. I wtedy pojawia się, niczym Nemezis, Goplana z dzbankiem malin, które „przypadkowo” rozsypują się po posadzce sali zamku w „Gneznie” po to, by Balladyna poślizgnęła się na nich jak Michał Aleksandrowicz Berlioz z „Mistrza i Małgorzaty” Michała Bułhakowa na oleju rozlanym nieszczęśliwie przez Annuszkę z ulicy Sadowej i zginęła najgłupszą z możliwych śmierci.
Tonację lugubre tego przedstawienia podkreśla świetna, bardzo sugestywna scenografia. Las przypomina nieco ten germański, z filmowego „Zygfryda”, „Bogów Germanii” czy „Pieśni Nibelungów”, tyle że w mniejszej skali. Wnętrza i meble, z tronem na czele, to stylizowany, uniwersalny „gotycyzm” zmiksowany z estetyką pseudohistorycznej fantasy a la „wiedźmin” oraz współczesnej mody (złota, bajkowa korona z barwnymi klejnotami do „rockowych”, czarnych, skórzanych spodni Balladyny). Całość przeniknięta jest niepokojącą w tonacji muzyką. Aktorzy stanęli w zasadzie, bo zawsze można się do czegoś przyczepić, na wysokości zadania. Nie ma tu wprawdzie hipnotycznych, charyzmatycznych kreacji, a pewien brak doświadczenia dwóch młodych aktorek (od Aliny i Balladyny) daje się, choć nie nazbyt jaskrawie, zauważyć. W końcu jednak jakie mają być? Skoro są młode, to muszą być trochę sztywne i nieoszlifowane. Brejdygant i Gosztyła jako „arka przymierza między dawnymi a nowymi laty” wnoszą do przedstawienia kunszt i styl starszych pokoleń aktorskich, nawiązując do „starych, dobrych” tradycji grania „Balladyny”. Można doszukiwać się w tym przedstawieniu wielu innych znaczeń, n.p. zastanawiać się, czy Filon jest tylko figurą fałszywego sentymentalizmu i figurą uczuciowości, która przeszła już do historii, a także zapytać, dlaczego reżyser zrezygnował – co jest dość intrygujące, biorąc pod uwagę historiozoficzne znaczenie tej postaci – z dziejopisa Wawela.
Bardzo dawno nie miałem okazji do pochwalenia Teatru Telewizji. I w końcu się udało, bo robotę wziął w swoje ręce i rozdzielił ją między grono utalentowanych twórców prawdziwy profesjonalista w swoim fachu, jakim jest Wojciech Adamczyk.
Teatr Telewizji – Juliusz Słowacki – „Balladyna”, reż. Wojciech Adamczyk, scenografia Marek Chowaniec, kostiumy – Katarzyna Adamczyk, muzyka – Piotr Salaber. Obsada: Balladyna – Katarzyna Ucherska, Alina – Paulina Szostak, Goplana – Lidia Sadowa, Skierka – Sławomir Grzymkowski, Grabiec – Grzegorz Daukszewicz, Wdowa – Dorota Chotecka, von Kostryn – Modest Ruciński, Kirkor – Adrian Zaremba, Pustelnik – Stanisław Brejdygant, Kanclerz – Krzysztof Gosztyła i inni, premiera – 22 listopada 2021.

Najnowsze

Noże w szkołach, wojna z edukacją zdrowotną.

Noże w szkołach, wojna z edukacją zdrowotną.

🔴 NOŻE W POLSKICH SZKOŁACH. MŁODZIEŻ POTRZEBUJE POMOCY, A PRAWICA I KOŚCIÓŁ WALCZĄ Z EDUKACJĄ ZDROWOTNĄ!

💔 Ostrołęka – dziewięć osób rannych. Pod Wyszkowem 15-latek śmiertelnie rani 37-letnią pracownicę szkoły. W Sierpcu policja udaremnia potencjalny atak.

Co dzieje się z polską szkołą? Dlaczego młodzi ludzie sięgają po przemoc? I gdzie są dorośli, którzy powinni im pomagać?

Polska szkoła uczy wzorów, dat i przygotowuje do egzaminów. Ale czy wystarczająco uczy empatii, tolerancji, radzenia sobie z emocjami, szacunku do drugiego człowieka i rozwiązywania konfliktów bez przemocy?

📢 Właśnie takie umiejętności miała rozwijać między innymi edukacja zdrowotna!

Tymczasem część prawicy i hierarchii Kościoła katolickiego rozpoczęła przeciwko niej polityczną krucjatę. Straszenie seksualizacją, „lewacką ideologią”, apele o wypisywanie dzieci z zajęć. W tej wojnie niemal zniknęła rozmowa o zdrowiu psychicznym, przemocy rówieśniczej i potrzebie budowania zdrowych relacji.

❗ W roku szkolnym 2025/2026 z nieobowiązkowej edukacji zdrowotnej korzystało zaledwie około 30 proc. uprawnionych uczniów.

❗ Badania pokazują, że przemoc, poniżanie i wyśmiewanie są codziennością wielu polskich uczniów.

❗ Wciąż brakuje łatwo dostępnej pomocy psychologicznej i skutecznego reagowania na zgłaszane problemy.

Nie można twierdzić, że polityczna walka z edukacją zdrowotną spowodowała ostatnie tragedie. Ale można i trzeba zapytać, dlaczego zamiast wspólnie budować bezpieczną szkołę, politycy i duchowni uczynili z edukacji kolejne pole ideologicznej bitwy.

Bo młodzież nie potrzebuje następnej wojny światopoglądowej dorosłych. Potrzebuje psychologów, mądrych nauczycieli, rozmowy, akceptacji i szkoły, która uczy nie tylko zdawania egzaminów, ale również życia w społeczeństwie.

⚠️ Czy naprawdę musimy czekać na kolejne tragedie, żeby zrozumieć, że empatia, tolerancja i zdrowie psychiczne nie są żadną ideologią?!

🔴 Kto nauczy nasze dzieci szacunku, jeśli dorośli wolą prowadzić ideologiczne wojny?

👉 O przemocy, zaniedbaniach polskiej szkoły, odpowiedzialności państwa i wojnie prawicy z edukacją zdrowotną piszemy w najnowszym artykule na TRYBUNA.INFO.

PRZECZYTAJ. BO CHODZI O BEZPIECZEŃSTWO NASZYCH DZIECI.

Budżet 2027: 5,8 mld zł na mieszkania w czasie kryzysu

Budżet 2027: 5,8 mld zł na mieszkania w czasie kryzysu

Sejm szykuje się do burzliwej debaty o budżecie 2027, gdzie wydatki państwa przekraczają bilion złotych, ale na mieszkalnictwo wpuszczono tylko żałosne 5,8 miliarda złotych. Przy takiej kwocie, czy można mówić o poważnym rozwiązaniu kryzysu mieszkaniowego? Bezpieczeństwo obywateli to nie tylko wojsko, ale też dostęp do zdrowia, edukacji i mieszkań. Wydatki na sprzęt wojskowy rosną, a mieszkalnictwo pozostaje na marginesie. To, co z tego budżetu dostaną obywatele, pokazuje, jakie są prawdziwe priorytety rządu.

Kryzys mieszkaniowy w Europie: co obiecała Lewica?

Kryzys mieszkaniowy w Europie: co obiecała Lewica?

Europa zaczyna mówić językiem, którym Lewica mówiła wcześniej.
Parlament Europejski zajął się kryzysem dostępności mieszkań, podkreślając wzrost cen mieszkań i czynszów. Młodzi ludzie często pozostają u rodziców, mimo posiadania stabilnych dochodów. Lewica, będąca częścią koalicji rządowej, zwiększyła wydatki na mieszkalnictwo, jednak wciąż daleko jej do obiecanych kwot. Aby zrealizować hasło „Mieszkanie prawem, nie towarem”, Lewica musi skonfrontować się z realiami rządzenia .

Sprawdź również

MOŻESZ TAK. I TAK TEŻ MOŻESZ!

MOŻESZ TAK. I TAK TEŻ MOŻESZ!

14. Festiwal Kultury bez Barier | 13–18 października 2026 175 wydarzeń. Ponad 20 miast. Spektakle, filmy, koncerty, wystawy, spacery i warsztaty. Od 13 do 18 października po raz czternasty Festiwal Kultury bez Barier pokazuje, że nie ma jednego właściwego sposobu na...

Świętujmy razem

Świętujmy razem

Ekip telewizyjnych jeszcze nie było. Zachowały się czarno- białe zdjęcia filmowe i relacje świadków. Zapamiętali, że przyjechał na plac Ba Dinh francuskim samochodem, eskortowany przez gwardię rowerzystów. Półmilionowy, zebrany tłum ujrzał go na prowizorycznej...

Przerwa na obiad to najważniejsze święto

Przerwa na obiad to najważniejsze święto

Dopóki Francja kręci się W Normandii żyją szczęśliwe krowy. Bo są na wolności. Pasą się przez 9 miesięcy na prawdziwych pastwiskach. Z dala od obór. Jedzą, znaną z wykwintnego smaku, normandzką trawę. A przez pozostałe 3 oborowe miesiące, pożywne siano. Z prawdziwej...

„Nie ma jak w domu”

„Nie ma jak w domu”

Pod takim hasłem w dniach 17–19 lipca 2026 r. odbyła się 44. Łemkowska Watra w Zdyni – jedno z najstarszych i najważniejszych wydarzeń kulturalnych społeczności łemkowskiej w Polsce. Od ponad czterech dekad Beskid Niski staje się miejscem spotkań Łemków z kraju i z...

Łaska

Łaska

Paolo Sorrentino zrobił filmu o człowieku, bardzo włoski, bardzo katolicki i odrobinę humanistyczny. Ten humanizm najbardziej uwidocznił się w pokazaniu człowieka, polityka, fikcyjnego prezydenta Włoch. Katolika ale jakby trochę otwartego, cokolwiek to znaczy. Na...