Nic się nie dzieje, ale wybornie opisane

23 mar 2022

Tytuł „Białe noce” przywołuje na myśl opowiadanie Fiodora Dostojewskiego pod tym samym tytułem, ale proza debiutancka Urszuli Honek (rocznik 1987), jej tomik opowiadań, to nie jest literatura, która ustawia czytelniczy nastrój na wysokim diapazonie duchowym i estetyczny.

Przyznam, i piszę to bez cienia ironii, że podziwiam pisarzy, którzy sięgają do dolnych w ludzkiej egzystencji, którzy potrafią „grzebać” się w brzydocie, w najniższych warstwach fizjologii, w zwierzęcych aspektach egzystencji, w „smrodzie życia”. Ba, jestem im wdzięczny, bo bez naturalistycznego pokazania tej przestrzeni, obraz życia byłby niepełny, nie można bowiem tkwić tylko w „strumieniu piękności”, który jest przecież tak wąski. Oni wykonują literacką „brudną robotę” za nas, „pięknoduchów”. Podczas lektury „Białych nocy” przypominała mi się proza Edwarda Redlińskiego („Konopielka”), Józefa Mortona („Mój drugi ożenek”), Jalu Kurka („Grypa szaleje w Naprawie”), Marii Jarochowskiej („Niemiłosierni”), proza Zyty Rudzkiej, Hanny Ablewicz, czy Niemki Hedwig Rhode, tę listę można by długo ciągnąć, bo to nurt bogaty. Ten nurt literatury, to wynalazek XX wieku. W XIX wieku nawet naturalistyczna proza Emila Zoli nie zawierała choćby cząstki tej „szczerości i bezwstydu”, która przyszła w latach dwudziestych, po dokonaniach Jamesa Joyce i Ferdynanda Celine, a przecież Friedrich Nietzsche napisał o niej aforyzm, który brzmi: „Zola. Cóż za rozkosz śmierdzieć”.
„Z pozoru nic się nie dzieje: mala podgórska miejscowość, kilka osób, nieuchwytny czas – przedstawia prozę Urszuli Honek edytor – A jednak ktoś umiera w upalny dzień we własnym łóżku, ktoś spada ze skarpy, ktoś bezustannie krąży w ciemnościach. W debiutanckim zbiorze opowiadań Urszuli Honek, który spleciony jest delikatnymi nićmi powiązań niczym powieść, codzienność staje się niepokojąca i mroczna, choć źródła zagrożenia nie sposób odnaleźć.
Ludzie rodzą się i umierają, tęsknią i marzą, smucą i boją. Coś się dzieje na jawie, coś w głowie szaleńca, a w górskich dolinach kładzie się ciemność”. Jakże niezwykły jest fenomen czytania, percepcji czytelniczej. Autor tych słów wydobywa z prozy Honek swoistą poezję, którą – wierzę w to – postrzega. Podobnie recenzentka, Dorota Wodecka, która w „Białych nocach” widzi „światło beskidzkiego pejzażu i mrok duszy ludzkiej (albo odwrotnie), miłość, obłęd, samotność, pożądanie, zdradę, śmierć i ciążące na bohaterami fatum”. I choć Wodecka zauważa połączenie w tej prozie „piękna z brutalnym realizmem”, to przecież akcentuje nić łączącą te opowiadania (a raczej „fabułę pociętą na stop-klatki”) z poezją Urszuli Honek, autorki trzech poetyckich tomików, laureatki nagród na poetyckich konkursach. Wracam do wcześniejszej uwagi – jakże zróżnicowana jest chemia (czy alchemia) czytania, lektury, literackiej percepcji.
Bo ja widzę w prozie Urszuli Honek nie poezję i nie metafory, ale kawał naturalizmu dobrej próby i podskórnego prymitywnego erotyzmu ( „Kobieta ściąga rajstopy, spódnicę, bluzkę, majtki i stanik. Staje odwrócona twarzą do ściany . – Biz ej – mówi mąż. Kobieta szeroko rozstawia nogi. Palce męża szarpią jej sutki. Za sucho – myśli Konieczny”), ludowego witalizmu (płodna Henia – „pamiętam jak brzuchy nam równo rosły”), kapitalnego daru obserwacji, oka i słuchu na detal, węchu na „odór życia”, na fizjologię właśnie, owego wyczucia brzydoty, która pod utalentowanym, midasowym „piórem” może przeobrazić się w literackie złoto.
Urszula Honek – „Białe noce”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2022, str. 157, ISBN 978-83-8191-390-4

Najnowsze

Sprawdź również

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Niemal na początku Janina Duszejko znajduje trupa Wielkiej Stopy. To jej sąsiad, nicdobrego, kłusownik i pijak, zadławił się kością. Ale Duszejko wierzy, że to sprawiedliwa zemsta saren, z którymi zmarły toczył nierówną walkę. W powietrzu wisi kryminał, zjawia się...

I po Prałacie

I po Prałacie

Prałata (sztukę w Teatrze Telewizji) dobrze się oglądało. Choć tak naprawdę głównym bohaterem sztuki był „diabeł”. Ale przecież wiemy, że diabłów nie ma, a prałaci, biskupi, kardynałowie, proboszczowie są. Niestety, można by powiedzieć. Jak w starym, podobno,...

Lalka dla kujonów

Lalka dla kujonów

Podczas minionych świąt wyświetlono w telewizji Lalkę Wojciecha Hasa. Cóż to za film – imponujący zmysłowymi obrazami, walczących ze sobą, który kadr bardziej wyrazisty, który silniej oddziałuje na zmysły, bo co drugi jak martwa natura. Przejmujące widoki biedy...

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Temat Państwowych Gospodarstw Rolnych od dawna pojawia się zaledwie incydentalnie w debatach. W zasadzie wyłącznie jako jeden z elementów dyskusji o transformacji (co samo w sobie jest niestety kwestią już dość niszową). Bardzo rzadko ktoś zajmuje się PGR-ami jako...

Dalejże, na Krzyżaka

Dalejże, na Krzyżaka

„Krzyżacy” Jana Klaty, spektakl zrealizowany w Olsztynie na jubileusz teatru, ekscytuje: śmieszy i wzrusza, nie pozostawia widza obojętnym. To poważny atut, zwłaszcza że mamy do czynienia z ucukrowaną lekturą, która tym razem wcale na szkolną piłę nie wygląda. Kiedy...

Nie ma już wysp szczęśliwych

Nie ma już wysp szczęśliwych

Dorota Masłowska od lat opisuje rozczarowanie, jakie przyniósł neokapitalizm, jak odcisnął się w życiorysach warszawiaków, daremnie poszukujących szczęścia, błądzących w gorączce za rajem, którego wiąż nie znajdują. Tak jest co najmniej od czasu, gdy powstał jej...

Kościół jest miłością

Kościół jest miłością

To zdanie utkwiło mi w głowie po spektaklu Złe wychowanie Teatru im Jaracza z Olsztyna. Co prawda kanoniczna teza głosi, że to bóg jest miłością, ale różnica między bogiem a kościołem jest taka, że kościół jest… Jest też teatr, nie tylko w Olsztynie, ale ten...