Okupacja z dala od patosu

6 gru 2022

Wydana w 1947 roku powieść Stanisława Rembeka była bardzo świeżym, bezpośrednim spojrzeniem na wojnę i okupację. Ta bezpośredniość czasowa nadaje świadectwu pisarza wzmożoną wagę i wierzytelność.

Wszelka proza wojenna pisana wiele lat, a tym bardziej dziesięcioleci po wojnie, obciążona jest bowiem silnie prawdopodobieństwem przetworzeń czy zafałszowań wynikających z aktywnej pracy pamięci, porządkującej doświadczenia i nakładającej na nie doświadczenia późniejsze, a tym samym odzierającej je ze spontanicznej świeżości i prawdy. 

Ideę artystyczną swojej powieści bardzo interesująco wyłożył sam Rembek. „Tak się złożyło, że podczas hitlerowskiej okupacji musiałem utrzymywać stałe stosunki z jednym z miasteczek polskich. (…) Mieszkają tam ludzie o ustalonych zasadach moralnych, o małych ambicjach (…) a zarazem o niesłychanie małym kręgu zainteresowań. W końcu do czego ci ludzie dążyli przed wojną? Jedynie, żeby móc zachować swoją słabą egzystencję. Nie interesowały ich wielkie wydarzenia, dążenia, namiętności, przewroty, programy. I oto do tego zagubionego zakątka wlewa się ognista lawa światowej pożogi. Jakże więc będzie wyglądało to odbicie potężnej nawałnicy w tej jakby przysłowiowej „szklance wody”? Co za kontrast i co za temat dla powieściopisarza. (…) Wszyscy ludzie występujący w mojej powieści są to zwykli małomieszczanie o odpowiednim dla nich poziomie wrażeń, odczuwań, sądów”. 

Ten poziom jest bardzo niski. Wyrażają go ze swoich punktów widzenia dwie postacie: prymitywny alkoholik, tytułowy Franciszek Kłos, „granatowy” policjant oraz bliski mu mentalnie i umysłowo majster murarski. Sprawia to, że dramat ogniskujący się wokół Franciszka Kłosa pokazany jest z perspektywy ludzi prostych, ograniczonych, kierujących się instynktami, nie sięgających refleksji intelektualnej. 

Tak pokazany obraz okupacji, z żabiej perspektywy, nie ma atrybutów bohaterstwa, patosu, wysokiego diapazonu, lecz przypomina potworne, błotne grzęzawisko wszelkiej małości, nicości, nikczemności. 

Świata ukazanego przez Rembeka nie zaludniają bojowcy, konspiratorzy o wysokiej świadomości patriotycznej i moralnej, a tym bardziej ludzie uduchowieni na podobieństwo Baczyńskich, Bojarskich, Gajcych czy Trzebińskich, wielkich bohaterów tej epoki, lecz ludzka, do bólu trywialna, biologiczna, płaska mierzwa. Jednocześnie jednak, zgodnie z własną deklaracją, Rembek nie przyjął wobec bohaterów swojej powieści perspektywy pogardliwej ani nawet „przyrodniczej”, jak entomolog. 

Zobaczył bowiem tych ludzi z perspektywy moralności chrześcijańskiej, z jej ideą miłosierdzia, zrozumienia i przebaczenia. Nawet człowiek tak wszechstronnie podły i odrażający jak Kłos, pokazany jest z chrześcijańskim współczuciem, bez nienawiści. I to pomimo tego, że realistyczna, a nawet, zgodnie z jego własnym określeniem autora, reporterska tkanka powieści podana jest w tonacji skrajnie ekspresjonistycznej, brutalnej, gwałtownej, momentami na granicy groteski i percepcji deliryjnej (alkoholizm tytułowego Kłosa). 

Rembek ukazał okupację, jak to z perspektywy mikrokosmosu prowincjonalnego miasteczka, z perspektywy „bocznicy dziejów”. Nie tyrtejska konspiracja, ale handel bimbrem i szmugiel żywności są tu osią egzystencji, ale jednocześnie mamy tu dość rozległe spektrum postaw Polaków za okupacji, od poświęcenia do zaprzaństwa, a faktura psychologiczna, socjologiczna, kulturowa, polityczna tego obrazu jest bardzo bogata. Jest to jednocześnie także studium alkoholizmu, prymitywnego antysemityzmu i osuwania się na moralne dno. 

Pierwsze wydanie „Wyroku na Franciszka Kłosa” ukazało się w momencie apogeum dyskusji wokół conradowskiego etosu wierności i heroizmu za wszelką cenę, więc niektórzy krytycy tego okresu widzieli w tej powieści rembekowy rewers tej idei, jej krańcowo negatywne przeciwieństwo. 

Przypomina to casus „Wzlotu” Iwaszkiewicza jako pozytywnego w tym przypadku, rewersu „Upadku” Camusa. To bardzo dobrze, że nieoceniony PIW wydał ponownie tę powieść w ramach edycji dzieł zebranych Stanisława Rembeka. 

Czytana po wielu dziesięcioleciach od śmierci pisarza (1920-1985), proza Rembeka jawi się jako fenomen artystyczny, który przetrwał próbę czasu, a może nawet, wraz z jego upływem, zyskał na wartości.

Najnowsze

Sprawdź również

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Niemal na początku Janina Duszejko znajduje trupa Wielkiej Stopy. To jej sąsiad, nicdobrego, kłusownik i pijak, zadławił się kością. Ale Duszejko wierzy, że to sprawiedliwa zemsta saren, z którymi zmarły toczył nierówną walkę. W powietrzu wisi kryminał, zjawia się...

I po Prałacie

I po Prałacie

Prałata (sztukę w Teatrze Telewizji) dobrze się oglądało. Choć tak naprawdę głównym bohaterem sztuki był „diabeł”. Ale przecież wiemy, że diabłów nie ma, a prałaci, biskupi, kardynałowie, proboszczowie są. Niestety, można by powiedzieć. Jak w starym, podobno,...

Lalka dla kujonów

Lalka dla kujonów

Podczas minionych świąt wyświetlono w telewizji Lalkę Wojciecha Hasa. Cóż to za film – imponujący zmysłowymi obrazami, walczących ze sobą, który kadr bardziej wyrazisty, który silniej oddziałuje na zmysły, bo co drugi jak martwa natura. Przejmujące widoki biedy...

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Temat Państwowych Gospodarstw Rolnych od dawna pojawia się zaledwie incydentalnie w debatach. W zasadzie wyłącznie jako jeden z elementów dyskusji o transformacji (co samo w sobie jest niestety kwestią już dość niszową). Bardzo rzadko ktoś zajmuje się PGR-ami jako...

Dalejże, na Krzyżaka

Dalejże, na Krzyżaka

„Krzyżacy” Jana Klaty, spektakl zrealizowany w Olsztynie na jubileusz teatru, ekscytuje: śmieszy i wzrusza, nie pozostawia widza obojętnym. To poważny atut, zwłaszcza że mamy do czynienia z ucukrowaną lekturą, która tym razem wcale na szkolną piłę nie wygląda. Kiedy...

Nie ma już wysp szczęśliwych

Nie ma już wysp szczęśliwych

Dorota Masłowska od lat opisuje rozczarowanie, jakie przyniósł neokapitalizm, jak odcisnął się w życiorysach warszawiaków, daremnie poszukujących szczęścia, błądzących w gorączce za rajem, którego wiąż nie znajdują. Tak jest co najmniej od czasu, gdy powstał jej...

Kościół jest miłością

Kościół jest miłością

To zdanie utkwiło mi w głowie po spektaklu Złe wychowanie Teatru im Jaracza z Olsztyna. Co prawda kanoniczna teza głosi, że to bóg jest miłością, ale różnica między bogiem a kościołem jest taka, że kościół jest… Jest też teatr, nie tylko w Olsztynie, ale ten...