Śladami Alicji do teatru

1 gru 2022

Coś wyraźnie drgnęło – w teatrach warszawskich pojawia się coraz więcej spektakli przygotowywanych z myślą o młodszym widzu. Niedawno odbyły się premiery dwóch świetnych przedstawień: „Alicji w krainie snów” w Teatrze Ateneum i „Wyspy Jadłonomi” w Teatrze Studio.

Pierwsze z nich (w reżyserii Wawrzyńca Kostrzewskiego) już w tytule odsyła do sławnej powieści Lewisa Carrolla „Alicja w krainie czarów”, choć – jak się okazuje – nie jest wcale prostą adaptacją sceniczną klasycznej pozycji literatury dziecięcej. Przeciwnie, to samodzielny utwór, inspirowany motywami zaczerpniętymi z powieści Carrolla, ale o własnej architekturze i własnych założeniach.

Drugie przedstawienie (w reżyserii Macieja Podstawnego) nawiązuje do serii książek kucharskich, popularyzujących kuchnię roślinną z popularnego cyklu „Jadłonomia” Marty Dymek. Ale te wegańskie inspiracje nie wykluczają nawiązań do przygód Alicji – przeciwnie autor scenariusza, Jan Czapliński także inspirował się powieścią Carrolla.

Świat snów

Obcujemy zatem z dwoma scenicznymi opowieściami toczącymi się w świecie snów, swoją atmosferą przypominających sytuacje znajome z lektury „Alicji z krainy czarów”, podobne nastroje, lęki, drobne radości i nadzieje. Co ciekawe, oba spektakle odwołują się do podobnego zasobu środków scenicznych, operując skrótem, umownością, hiperbolą i uciekając od dosłowności. To najwyraźniej zbliżenie do wyobraźni dziecka, które lubi powoływać do istnienia tymczasowe światy, stwory i fantazje, a potem je natychmiast porzucać, zmieniając punkt widzenia. Podobne też jest nadzwyczajne oddanie zespołów aktorskich, które w obu tych spektaklach nie szczędzą sił i warsztatowych umiejętności, aby stworzyć na scenie atrakcyjny, pełen czaru, dziwności świat odmalowywany z perfekcją w każdym detalu. Na tym jednak podobieństwa obu propozycji się kończą, nie sposób tych spektakli pomylić, zupełnie inne cele mają na widoku.

Jakie cele przyświecają autorom spektaklu w Teatrze Studio, twórcy nie skrywają i piszą wprost: „Komiksowa opowieść o małej rewolucjonistce zachęca do wspólnej refleksji dzieci i dorosłych – refleksji o tym, co można zrobić na co dzień, by żyć zdrowiej, odpowiedzialnie i z myślą o lepszej przyszłości planety, ludzi i nie-ludzkich istot. Spektakl o odpowiedzialnym jedzeniu stawia widzów przed wspólnym wyzwaniem troski o świat, który wymaga leczenia i natychmiastowej interwencji ekologicznej, etycznej, a również kulinarnej”. Mamy więc do czynienia ze spektaklem. Który chce być czymś więcej niż przedstawieniem – częścią większego projektu wybawienia świata ze śmiertelnej opresji. Przy czym autorzy nie pozostają gołosłowni, bo podejmują wspólne działania z Fundacją Jadłonomia, szerząc nowe idee ekologiczne i modele żywnościowe i stawiając na najmłodszych jako ambasadorów zmiany. Kto wie, czy to nie jest prawdziwa rewolucja?

Bohaterki obu spektakli przeżywają lęki w swoich snach, ale inna u spodu tych lęków pojawia się argumentacja. Lęki Alicji to strachy czasu dorastania, niepewność, kim się jest i kim się chce być, typowe lęki wieku dorastania. M. z „Wyspy Jadłonomi” boi się, by tak powiedzieć na innym piętrze – boi się o zdrowie i życie innych, bo tata je za tłusto, boi się o przyszłość świata, które nawiedził Cień, zagrażający całej planecie – jej lęk jest o skali wszechogarniającej, przekracza własne „ja”. To zupełnie inny punkt widzenia, choć strachy równie silne. To jednak wcale nie znaczy, że twórcy „Alicji w krainie snów” w Teatrze Ateneum uciekają od problemów społecznych i uwagę skupiają wyłącznie na jednostce. Najlepszym dowodem na to, że tak nie jest, może być zapowiedziana w Ateneum debata z udziałem specjalistów i reżysera spektaklu Wawrzyńca Kostrzewskiego „Dorastanie #toniejestbajka. Dlaczego?”.

Co widzowi pozostanie w pudełku wspomnień po obejrzeniu „Alicji”? 

Dla teatralnych smakoszy aktorskie perełki: pełne niepokoju, ale i zachwytu oczy Katarzyny Ucherskiej (Alicja), zagadkowy uśmiech i bezszelestne kroki Przemysława Bluszcza (Kot z Cheshire), gotowość do zaśnięcia w każdych okolicznościach Doroty Nowakowskiej (Suseł), przemądrzała wzgarda dla otoczenia Marii Ciunelis (Gąsienica), organiczne zrośnięcie się z komórką niczym niewolnicy sieci Emilii Komarnickiej-Klynstry (Księżna), niebywała zdolność przyspieszania tempa wypowiedzi i bezbrzeżna łagodność Wojciecha Brzezińskiego (Król), rozmarzona niezręczność Dariusza Wnuka (Szalony Kapelusznik), nieprzejednana władczość i zimne okrucieństwo Olgi Sarzyńskiej (Królowa) i liryczna zaduma Bartłomieja Nowosielskiego (Biały Królik).

Mroczny świat lęków

Ale jeśli wejrzy się głębiej to „Alicja” wprowadza w mroczny świat lęków, kto wie, czy nie czającej się depresji albo stanów rosnącego niepokoju w okresie, kiedy dorastanie stawia coraz poważniejsze pytania, a świat odpowiedzi nie daje. Ten dziwny, trudny do jednoznacznego zdefiniowania stan po mistrzowsku uchwycili w rozpoczynającym spektakl monologu Alicji autorzy scenariusza Małgorzata Sikorska-Miszczuk i Wawrzyniec Kostrzewski. Poprzedzili ten monolog krótką, ale gęstą od znaczeń notą odautorską: „Horror się zaczyna, ale nie zapominajmy, że na całym świecie zaczął się on już bardzo dawno temu i trwa. Po prostu nadszedł czas, aby Alicja utraciła słodką nieświadomość i poznała prawdziwą naturę rzeczywistości”.

Paradoksalnie ten sam tekst mógłby poprzedzać wstępny monolog M. z „Wyspy Jadłonomi”, w której również nadchodzi czas, aby M. „poznała prawdziwą naturę rzeczywistości” I wkrótce ją poznaje. Za sprawą pojawiających się w jej śnie, na jej własnej Wyspie przewodników i pojawiających się przeszkód, dowiaduje się, jakie szanse ma przed sobą i co może zrobić, aby zapobiec katastrofie. Przy czym horror toczący się w „Jadłonomi” nie ma wcale barw ponurych – przede wszystkim uderza jego zabawność, celowa nieporadność, przerysowanie i przesada. Takie odmalowanie sennej rzeczywistości daje szansę małej M. Mai Pankiewicz, aby przezwyciężyć lęk i oswoić się z niebezpieczeństwem. Pomaga jej w tym pomocnik Królowej, wszechobecny Przepis Tomasza Nosińskiego i sama omdlewająca od nadmiaru zanieczyszczeń przyrody Królowa Eweliny Żak, a szyki miesza wszystkim Cień Marcina Pempusia, występującego zresztą w wielu innych wcieleniach.

Całą przestrzeń malarni Teatru Studia pokrywają jakieś poduszki, różnej wielkości balony-piłki, rozmaite bibeloty, także zastawa obiadowa. Jest ciemno i dziwnie, ale mimo wszystko dość optymistycznie, bo M. odnajduje drogę, kiedy zrozumie, że Jadłonomia to naprawdę jej Wyspa i że to ona jest Królową. Tak samo, jak Alicja powołuje swoją wyobraźnią do istnienia te wszystkie stwory i światy i tak samo, jak Alicja może je w jednej chwili unieważnić.

Czy to jest na pewno teatr dla dzieci? 

Pytają niektórzy zatroskani dorośli po obejrzeniu spektakli w Ateneum i Studio. W Ateneum wydaje się im zbyt poważny, a w Studiu zbyt śmieszny. Prawdę mówiąc, zawsze uważałem, że „Alicja w krainie czarów” to książka dla dorosłych, ale dzisiaj dzieci tak szybko dorastają, że ta uwaga przestała mieć znaczenie. Tak czy owak, oba spektakle są dla dzieci w każdym wieku, w Studiu ostrzegają, że dla dzieci od lat 10, zaznaczając, że spektakl „zawiera nachalną promocję weganizmu”.

Czy wobec tego potrzebny jest teatr dla dzieci i młodego widza? Pozornie pytanie jest anachroniczne, bo już dawno potwierdzono, jak ważne miejsce może zająć teatr w kształtowaniu wyobraźni i akceptowanego przez jednostkę systemu wartości. O ile jednak nikt nie neguje potrzeby istnienia teatru dla dzieci, to ze sceną adresowaną do młodego widza, sprecyzowaniem jej programu i uzasadnieniem sensu bywają kłopoty. Powiada się, że młodzież po prostu korzysta z całego repertuaru teatralnego. To prawda, ale dotycząca młodzieży starszej, przekraczającej lub zbliżającej się do progu dorosłości.  Tymczasem dla potencjalnych widzów w wieku od lat 10 do 14 w ogóle nie ma teatru (kiedyś takie próby podejmowano, ale kończyły się fiaskiem). 

Również młody widz, 15-17-letni rzadko ma okazję uczestniczyć w przygodzie teatralnej, inscenizowanej specjalnie z myślą o nim. Brakuje jednak determinacji i pokutuje uproszczone myślenie, które polega na utożsamianiu teatru młodego widza z teatrem lektur szkolnych albo odkurzonej klasyki. 

Na szczęście ani w Ateneum, ani w Studio nic takiego nie ma miejsca.

Najnowsze

Sprawdź również

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Niemal na początku Janina Duszejko znajduje trupa Wielkiej Stopy. To jej sąsiad, nicdobrego, kłusownik i pijak, zadławił się kością. Ale Duszejko wierzy, że to sprawiedliwa zemsta saren, z którymi zmarły toczył nierówną walkę. W powietrzu wisi kryminał, zjawia się...

I po Prałacie

I po Prałacie

Prałata (sztukę w Teatrze Telewizji) dobrze się oglądało. Choć tak naprawdę głównym bohaterem sztuki był „diabeł”. Ale przecież wiemy, że diabłów nie ma, a prałaci, biskupi, kardynałowie, proboszczowie są. Niestety, można by powiedzieć. Jak w starym, podobno,...

Lalka dla kujonów

Lalka dla kujonów

Podczas minionych świąt wyświetlono w telewizji Lalkę Wojciecha Hasa. Cóż to za film – imponujący zmysłowymi obrazami, walczących ze sobą, który kadr bardziej wyrazisty, który silniej oddziałuje na zmysły, bo co drugi jak martwa natura. Przejmujące widoki biedy...

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Temat Państwowych Gospodarstw Rolnych od dawna pojawia się zaledwie incydentalnie w debatach. W zasadzie wyłącznie jako jeden z elementów dyskusji o transformacji (co samo w sobie jest niestety kwestią już dość niszową). Bardzo rzadko ktoś zajmuje się PGR-ami jako...

Dalejże, na Krzyżaka

Dalejże, na Krzyżaka

„Krzyżacy” Jana Klaty, spektakl zrealizowany w Olsztynie na jubileusz teatru, ekscytuje: śmieszy i wzrusza, nie pozostawia widza obojętnym. To poważny atut, zwłaszcza że mamy do czynienia z ucukrowaną lekturą, która tym razem wcale na szkolną piłę nie wygląda. Kiedy...

Nie ma już wysp szczęśliwych

Nie ma już wysp szczęśliwych

Dorota Masłowska od lat opisuje rozczarowanie, jakie przyniósł neokapitalizm, jak odcisnął się w życiorysach warszawiaków, daremnie poszukujących szczęścia, błądzących w gorączce za rajem, którego wiąż nie znajdują. Tak jest co najmniej od czasu, gdy powstał jej...

Kościół jest miłością

Kościół jest miłością

To zdanie utkwiło mi w głowie po spektaklu Złe wychowanie Teatru im Jaracza z Olsztyna. Co prawda kanoniczna teza głosi, że to bóg jest miłością, ale różnica między bogiem a kościołem jest taka, że kościół jest… Jest też teatr, nie tylko w Olsztynie, ale ten...