18 sierpnia 2022

loader

Strefa zgniotu

fot. wydawnictwo Sumliński Reporter

Tę książkę na pewno warto przeczytać, bo zaciekawia i trzyma w napięciu. I tego waloru nie zmienia fakt, że jej autorzy uosabiają prawicę bardziej na prawo niż PiS, może nawet sytuują się w okolicach Konfederacji. I warto się z nią zapoznać mimo braku danych o źródłach, na których jest oparta sprawia, że nie da się, mimo najlepszej woli, bez apriorycznych wątpliwości przyjąć jej treści z całym dobrodziejstwem inwentarza.

Jednak książkę Wojciecha Sumlińskiego (znanego dziennikarza śledczego, swego czasu tygodnika „Wprost”, który wziął rozbrat ze swoim dawnym środowiskiem i wybrał los „samotnego szeryfa”) oraz Tomasza Budzyńskiego, byłego szefa delegatury ABW w Lublinie czyta się z zainteresowaniem. Bo w niej najbardziej interesujące są interpretacje, intuicje i hipotezy, nawet inspirowane prawicowymi obsesjami. W końcu nie samymi gołymi, suchymi jak pieprz faktami świat stoi. I w końcu jestem tu jednak, jako krytyk literacki i recenzent, nie od oceny materii śledczej, na której się nie znam, lecz od atrakcyjności czytelniczej, a ta jest naprawdę wysoka.

Nie zamierzam wyręczać autorów i streszczać tu zawartości książki. Gatunkowo można ją zakwalifikować jako mieszaninę reportażu i bieżącej publicystyki geopolitycznej, wywiadu czy relacji (jest w książce kilka obszernych passusów będących zapisem spotkań Sumlińskiego z kilkoma ważnymi osobami z kręgu objętego problematyką książki). Czytając pierwszą stronę książki można by nawet powziąć przypuszczenie, że mamy do czynienia z opowieścią fabularyzowaną, jako że po dłuższym passusie analizującym sytuację polityczną w Ukrainie w latach poprzedzających wybuch wojny lutowej 2022, pojawia się zdanie jakby zaczerpnięte z powieści sensacyjnej: „A potem wojna zaczęła się naprawdę… – w tym miejscu Oleg Soskin zamilkł, jakby w sobie coś ważył, a ja nie ponaglałem”. Takie fabularne passusy pojawiają się zresztą częściej („Zmierzchało już, kiedy wyjeżdżałem z Warszawy. W drodze na Lublin minąłem łuk mostu, za którym autostrada zanurzała się w długi tunel, przejechałem jeszcze około trzydziestu kilometrów, po czym zjechałem na przydrożny parking. Wyjąłem miniaturowy dyktafon i włożyłem słuchawki do uszu. Popłynął z nich szum, na który nałożyły się głosy rozmówców”; „Niewiele ponad sto pięćdziesiąt kilometrów, jakie dzieliły Lublin i Warszawę, powinienem pokonać w niecałe dwie godziny – dobry czas, by to i owo przetrawić i przyswoić, a monotonny warkot silnika i miękki blask wskaźników na desce rozdzielczej mojej toyoty pomagał uporządkować myśli”). Są także obszerne passusy dialogowe typowe dla powieści fabularnej.

Książka poświęcona jest w całości genezie i uwarunkowaniom, choć nie militarnemu przebiegowi, ukraińskiej wojny.

Poświęcona jest też skrytym w cieniu tajemnicom tej wojny, takim, które nie znajdują drogi do szerszej opinii publicznej. Pojawia się też oczywiście kontekst w postaci roli Niemiec i USA. Wartym szczególnej uwagi jest rozdział „Historia wielu ludzi”. Jest on luźniej związany z tematem ukraińskim, za to dotyka kwestii Holokaustu, a w szczególe kwestii niechętnej Polsce, niezależnie od tego jaka opcja w niej rządzi, postawy części środowisk żydowskich. Pojawiają się też akcenty, delikatnie zasugerowane, problematyzujące sens nadmiernego, krańcowego angażowania się Polski po stronie ukraińskiej.

Ciekawostką, którą warto odnotować, jest to, że jako wybitny analityk sytuacji geopolitycznej w Europie i świecie, w tym wkontekście polskim, objawia się w książce prezes Ordo Iuris Jerzy Kwaśniewski, znany dotąd wyłącznie z radykalnego, a raczej fanatycznego zaangażowania w kwestie natury obyczajowo-moralnej (aborcja, a raczej „ochrona życia poczętego”, rozwody). Polecam tę lekturę, zwłaszcza tym, którzy mogą z niej wyczytać więcej niż autor tych słów.

KLUB

Redakcja

Poprzedni

80 lat temu zmarł Wojciech Kossak

Następny

Wyboista droga polskiej nowoczesności