Teatr okiem i umysłem Pawła Hertza

6 kwi 2022

Tom „Przekłady dla teatru” Pawła Hertza (1918-2001), którego spuściznę literacką Państwowy Instytut Wydawniczy bardzo słusznie przypomina w ramach „niebieskiego” hertzowskiego cyklu („Sedan”, „Pamięć i tożsamość”) zawiera dokonane przez niego przekłady dwóch dziewiętnastowiecznych sztuk scenicznych: „Adrianny Lecouvreur” Eugeniusza Scribe i Ernesta Legouvé oraz „Miesiąca na wsi” Iwana Turgieniewa.

Jednak zawartość tomu poszerza swoim posłowiem krytyk i teatrolog Wojciech Majcherek, który zarysował relacje Paweł Hertz-teatr zarówno w wymiarze jego detalicznych zajęć teatralnych, głównie translatorskich i krytycznych, a także w roli kierownika literackiego teatrów (Łódź, Lublin) na przestrzeni wielu lat, ale także w wymiarze jego stosunku do sztuki scenicznej, do jej cech, właściwości oraz do przemian jakim podlegała, do jego wizji teatru oraz oczekiwań jakie w stosunku do niego żywił.
Swój szkic-posłowie zaczął Majcherek od przywołania pierwszych, dziecięcych jeszcze, percepcyjnie półświadomych, a w aspekcie intelektualnym nieświadomych wrażeń, które wzbudziły w Hertz-chłopcu zainteresowanie i upodobanie do teatru. Owe półświadome i nieświadome wrażenia wywoływane przez „słowa, gesty, barwy i dźwięki” okazały się – potwierdzam to także własnym doświadczeniem – skuteczniejszym „zapłodnieniem”, „inicjacją” owocującą późniejszą fascynacją teatrem niż niejedno świadome estetyczne i intelektualne doświadczenie w okresie dojrzałości.
Majcherek przywołuje przy okazji m.in. watęk Teatru imienia Wojciecha Bogusławskiego, w którym mały, kilkuletni Pawełek Hertz, zabierany często przez rodziców do teatru, prawdopodobnie nigdy nie był.
Żywot owego teatru, będącego namiastką, ersatzem instytucji Teatru Narodowego, powołanego dzięki prywatnej inicjatywie Aleksandra Zelwerowicza i Leona Schillera był krótki ( 1921 – 1926), bo został zamknięty z powodów ekonomicznych.
Mało kto pamięta o tej hańbie II RP. Jakże znamiennym jest fakt, że ta rzekomo wspaniała, wyrosła z inspirowanych między innymi romantyzmem tradycji walk niepodległościowych od Insurekcji Kościuszkowskiej 1794 do Czynu Legionowego 1914, przez cały czas swojego istnienia nie zdobyła się na powołanie do życia instytucji Teatru Narodowego, a ta „ohydna, sowiecka, komunistyczna, represyjna Polska Ludowa” już w 1945 roku powołała do życia Teatr Narodowy przy udziale ogromnych sił i środków.
Polska Ludowa nie tylko powołała narodową scenę do życia i zapewniała jej przez dziesięciolecia godny byt, a II RP nie tylko jej nie powołała, ale pozwoliła jej po kilku latach „zdechnąć” z powodu braku finansowej opieki. Jakże wiele to mówi o jakże różnym stosunku do kultury narodowej tych dwóch przeciwstawnych sobie obozów i ustrojów politycznych, które stworzyły, z jednej strony II RP, a z drugiej – PRL?
A że w w PRL była polityczna cenzura? Owszem była, ale w II RP też była i kto wie, czy nie znacznie bardziej brutalna, tyle że z odmiennym znakiem ideologicznym. Tyle tej dygresji, która gdy chodzi o stosunek II RP i PRL do kultury.
Bardzo charakterystycznym rysem stosunku Pawła Hertza do teatru był jego radykalny tradycjonalizm i wręcz uczulenie na wszelkie nowinki formalne w teatrze. Hertz był n.p. krańcowo oburzony na sławne hondy wprowadzone na scenę przez Adama Hanuszkiewicza w jego sławnej inscenizacji „Balladyny” Juliusza Słowackiego.
Bliska mu była natomiast idea wielkiej misji duchowej teatru. „W Polsce teatr jest nie tylko rozrywką, jest także – i był – szkołą myśli i uczuć. Leon Schiller traktował teatr jako świątynię narodową, upoważniony do tego przede wszystkim przez wielki repertuar polski i obcy” (…) „Wielki teatr polski – Mickiewicz, Słowacki, Krasiński, Wyspiański – nie da się ukanonizować, nie da się obłaskawić, nie ułoży się w trumnie jak grzeczny nieboszczyk. Jest żywy, historia nie pozwala mu umrzeć. Jeśli nie jest uniwersalny, to jest uniwersalny dla Polaków”.
Chciałem napisać, że Hertz był zbyt wielkim marzycielem i idealistą już wtedy, gdy te słowa pisał. Może jednak casus niedawnych „Dziadów” mickiewiczowskich na scenie Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie potwierdza trafność, choćby częściową, słów Hertza? I jeszcze jedno na koniec. Paweł Hertz cenił teatr nie tylko na scenie. Po jednym ze złych doświadczeń jako widz napisał: „Odtąd, gdy brała mnie chęć zobaczenia „Hamleta” czy „Fausta”, brałem z półki książkę i wchodziłem do teatru własnego”.
Paweł Hertz – „Przekłady dla teatru”, posłowie Wojciech Majcherek, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2021, str. 438, ISBN 978-838196-276-6

Najnowsze

Sprawdź również

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Niemal na początku Janina Duszejko znajduje trupa Wielkiej Stopy. To jej sąsiad, nicdobrego, kłusownik i pijak, zadławił się kością. Ale Duszejko wierzy, że to sprawiedliwa zemsta saren, z którymi zmarły toczył nierówną walkę. W powietrzu wisi kryminał, zjawia się...

I po Prałacie

I po Prałacie

Prałata (sztukę w Teatrze Telewizji) dobrze się oglądało. Choć tak naprawdę głównym bohaterem sztuki był „diabeł”. Ale przecież wiemy, że diabłów nie ma, a prałaci, biskupi, kardynałowie, proboszczowie są. Niestety, można by powiedzieć. Jak w starym, podobno,...

Lalka dla kujonów

Lalka dla kujonów

Podczas minionych świąt wyświetlono w telewizji Lalkę Wojciecha Hasa. Cóż to za film – imponujący zmysłowymi obrazami, walczących ze sobą, który kadr bardziej wyrazisty, który silniej oddziałuje na zmysły, bo co drugi jak martwa natura. Przejmujące widoki biedy...

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Temat Państwowych Gospodarstw Rolnych od dawna pojawia się zaledwie incydentalnie w debatach. W zasadzie wyłącznie jako jeden z elementów dyskusji o transformacji (co samo w sobie jest niestety kwestią już dość niszową). Bardzo rzadko ktoś zajmuje się PGR-ami jako...

Dalejże, na Krzyżaka

Dalejże, na Krzyżaka

„Krzyżacy” Jana Klaty, spektakl zrealizowany w Olsztynie na jubileusz teatru, ekscytuje: śmieszy i wzrusza, nie pozostawia widza obojętnym. To poważny atut, zwłaszcza że mamy do czynienia z ucukrowaną lekturą, która tym razem wcale na szkolną piłę nie wygląda. Kiedy...

Nie ma już wysp szczęśliwych

Nie ma już wysp szczęśliwych

Dorota Masłowska od lat opisuje rozczarowanie, jakie przyniósł neokapitalizm, jak odcisnął się w życiorysach warszawiaków, daremnie poszukujących szczęścia, błądzących w gorączce za rajem, którego wiąż nie znajdują. Tak jest co najmniej od czasu, gdy powstał jej...

Kościół jest miłością

Kościół jest miłością

To zdanie utkwiło mi w głowie po spektaklu Złe wychowanie Teatru im Jaracza z Olsztyna. Co prawda kanoniczna teza głosi, że to bóg jest miłością, ale różnica między bogiem a kościołem jest taka, że kościół jest… Jest też teatr, nie tylko w Olsztynie, ale ten...