Wielka woda

16 paź 2022

Po obejrzeniu wszystkich odcinków napisałbym, że „Wielka woda” Netflixa jednak na plus – gdyby nie to, że ktoś wpadł na niewyobrażalnie krindżowy pomysł zakończenia całego serialu – uwaga – TELEDYSKIEM ZESPOŁU HEY. Przez chwilę przy napisach końcowych, jak się już tę piosenkę przypomni, to można zacząć się zastanawiać, czy jednak tej wodzie nie kibicować.

Ale sam serial jest udany, mimo że stylistycznie pozostaje bardzo „polski” i cierpi na te same bolączki, które od wielu lat można przypisać współczesnemu kinu gatunkowemu w tym kraju: drewniane dialogi, czasem irytujący klucz obsadowy (naprawdę nie wiem skąd w polskim kinie ta powszechna fascynacja manierą aktorską w typie tej Agnieszki Żulewskiej), miotanie się od totalnej, szarej sztywności po mało wyszukany kicz (jakby nie było innego języka do opisu Polski: najgorsze są sceny z topornie przedstawionymi jako niekompetentni wojskowymi/policjantami). Na początku jest sporo takich momentów.

Ale z czasem „Wielka woda” rozkręca – i, co ciekawe, jest dużo lepsza w swojej późniejszej „katastroficznej” części, gdy nadaje na konwencjonalnie wysokich rejestrach dramaturgii związanej z wątkiem obyczajowym (druga połowa). Jak bohaterowie i historia, w wymiarze ich wątków osobistych, nabiera emocjonalnego rozgrzania, to nagle (choć jest ono oczywiście stuprocentowo hollywoodzkie) scenarzyści znajdują w sobie sporo polotu. Ale gdy serial próbuje udawać mądrą systemową analizę przyczyn tragedii w stylu „Czarnobyla” (połowa pierwsza), to wychodzi mało porywająca kalka tych wszystkich polskich filmów z przeklinającymi facetami w garniturach, których było pełno w ostatnich 30 latach.

W sumie – nie tego się spodziewałem. I za to plus, bo dzięki temu „Wielka woda” jest dobra w rejonach, których polskie kino – przynajmniej te mainstreamowe – zazwyczaj w ogóle nie czuje. Nawet jeśli zawodzi w pokazaniu systemowej perspektywy walki z żywiołem, to ten wymiar pojedynczych postaci jest wystarczająco ciekawy. I wychodzi z tego filmidło katastroficzne, które naprawdę może potrzymać w napięciu.

Plus jest to naprawdę super nakręcone. Wrocław lat 90. nie wygląda tu zupełnie jak nostalgiczna makieta, czuć, że to żywe, przegrzane i brudne miasto. Byłem tam w sumie niedawno dłużej, więc może dlatego tak mi się chce to docenić, heh.

A na koniec – aktorsko najlepszą rolą jest tu Tomasz Schuchardt jako polski Ron Swanson. Ta postać nie tylko wygląda identycznie, jak bohater „Parks and Recreation”, ale również pracuje na podobnej funkcji. I, biorąc pod uwagę fabułę serialu, też chyba w końcu zostanie libertarianinem.

Najnowsze

Sprawdź również

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Niemal na początku Janina Duszejko znajduje trupa Wielkiej Stopy. To jej sąsiad, nicdobrego, kłusownik i pijak, zadławił się kością. Ale Duszejko wierzy, że to sprawiedliwa zemsta saren, z którymi zmarły toczył nierówną walkę. W powietrzu wisi kryminał, zjawia się...

I po Prałacie

I po Prałacie

Prałata (sztukę w Teatrze Telewizji) dobrze się oglądało. Choć tak naprawdę głównym bohaterem sztuki był „diabeł”. Ale przecież wiemy, że diabłów nie ma, a prałaci, biskupi, kardynałowie, proboszczowie są. Niestety, można by powiedzieć. Jak w starym, podobno,...

Lalka dla kujonów

Lalka dla kujonów

Podczas minionych świąt wyświetlono w telewizji Lalkę Wojciecha Hasa. Cóż to za film – imponujący zmysłowymi obrazami, walczących ze sobą, który kadr bardziej wyrazisty, który silniej oddziałuje na zmysły, bo co drugi jak martwa natura. Przejmujące widoki biedy...

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Temat Państwowych Gospodarstw Rolnych od dawna pojawia się zaledwie incydentalnie w debatach. W zasadzie wyłącznie jako jeden z elementów dyskusji o transformacji (co samo w sobie jest niestety kwestią już dość niszową). Bardzo rzadko ktoś zajmuje się PGR-ami jako...

Dalejże, na Krzyżaka

Dalejże, na Krzyżaka

„Krzyżacy” Jana Klaty, spektakl zrealizowany w Olsztynie na jubileusz teatru, ekscytuje: śmieszy i wzrusza, nie pozostawia widza obojętnym. To poważny atut, zwłaszcza że mamy do czynienia z ucukrowaną lekturą, która tym razem wcale na szkolną piłę nie wygląda. Kiedy...

Nie ma już wysp szczęśliwych

Nie ma już wysp szczęśliwych

Dorota Masłowska od lat opisuje rozczarowanie, jakie przyniósł neokapitalizm, jak odcisnął się w życiorysach warszawiaków, daremnie poszukujących szczęścia, błądzących w gorączce za rajem, którego wiąż nie znajdują. Tak jest co najmniej od czasu, gdy powstał jej...

Kościół jest miłością

Kościół jest miłością

To zdanie utkwiło mi w głowie po spektaklu Złe wychowanie Teatru im Jaracza z Olsztyna. Co prawda kanoniczna teza głosi, że to bóg jest miłością, ale różnica między bogiem a kościołem jest taka, że kościół jest… Jest też teatr, nie tylko w Olsztynie, ale ten...