Czego Polacy powinni się uczyć od Chińczyków?
Takie pytanie często słyszę. Zwykle zadają je wyznawcy i entuzjaści polskiej suwerenności, o narodowo-patriotycznych poglądach.
I oni jako pierwsi powinni czerpać z chińskich nauk.
Chińczycy kochają suwerenność swego państwa przynajmniej tak mocno jak Polacy. Warto przypomnieć, że pierwszego października 1949 roku przewodniczący Mao Zedong, zapowiadając powstanie Chińskiej Republiki Ludowej, ogłosił też kres „stulecia upokorzeń”. Dominacji Japonii i mocarstw zachodnich nad Chińczykami.
Obiecał wtedy też Chińczykom, że nie będą już kłaniać się zagranicznym okupantom, nie będą już przez obcych upokarzani.
Obiecał im suwerenność, podobnie jak obiecuje dzisiaj Polakom niejeden polski polityk. Ale on, i jego następcy, złożonych obietnic dotrzymali.
Od tamtej pory Chiny rozpoczęły marsz po odzyskanie suwerenności i „należnego im miejsca” na globie. Pozycji światowego gospodarczego imperium, jakim jeszcze do 1820 roku cesarstwo chińskie było.
Dziejowa czy handlowa
Aby zbudować suwerenność, chińskie elity polityczne i gospodarcze krok po kroku tworzą własne instytucje, technologie, infrastrukturalne projekty.
Chińskie platformy komunikacji internetowej, chińskie satelity do obserwacji wszystkiego, chińskie systemy płatności.
Stale powstają tam chińskie marki towarów produkowanych w chińskich fabrykach lub montowanych w ich zagranicznych filiach.
W ostatnich latach Chińczycy silnie propagują i wcielają w życie nowoczesne technologie. Zagranicznym gościom prezentują teraz fabryki chińskich robotów albo chińskich samochodów elektrycznych produkowanych przez chińskie roboty. Czasem gigantyczne chińskie elektrownie słoneczne, wiatrowe, wodne.
Oczywiście w Chinach nadal są kopalnie węgla i elektrownie węglowe, ale nimi się Chińczycy już nie chwalą. Traktują je jako przeszłość i rezerwę strategiczną.
Bo chińskie elity, dążąc do suwerenności, tworzą nowoczesną gospodarkę. I nowy międzynarodowy porządek. W Chinach i na świecie.
Polskie elity polityczne dbałość o polską suwerenność rozumieją jako restytuowanie i konserwowanie jej tradycyjnego modelu. Stworzonego jeszcze w wiekach ubiegłych.
Dlatego budowę polskiej suwerenności rozumieją jako kontestowanie obecnego europejskiego porządku i działalności instytucji, do których niedawno wstąpiły. Skalę wywalczonej suwerenności wyznacza im suma sprzeciwów wobec aktualnej polityki Unii Europejskiej i NATO. Ostatnio też działalności prezydenta Trumpa.
Sprzeciwy te, jak sarmackie weta, zwykle przybierają postać symbolicznych, nieefektywnych gestów. Gromkich, potępiających zagranicznych liderów komentarzy. Codziennie publikowanych przez liderów polskiej polityki. Na internetowych platformach zarządzanych i posiadanych przez zagraniczne korporacje. Bo własnych platform polskie elity nie mają.
Chińska suwerenność oparta jest na produkcji chińskich towarów przez chińskich producentów i wszelkich działań na rzecz intensyfikacji sprzedaży ich w Chinach i na świecie. Zapewne dzieje się tak, bo chińscy liderzy polityczni zwykle posiadają politechniczne, inżynierskie lub ekonomiczne wykształcenie.
Polscy liderzy polityczni to z wykształcenia historycy, politolodzy, prawnicy. Tacy „inżynierowie dusz”.
Pewnie dlatego polskie elity polską suwerenność postrzegają jako ich Misję Dziejową.
Chińskie jako misję handlową.
Niedawno polskie elity pokazały światu, że mają wystarczające kompetencje, by sprawnie wnieść staruszce lodówkę do mieszkania. Nadal nie są w stanie stworzyć gospodarki projektującej, produkującej i sprzedającej lodówki polskich marek.
Nie zabiegają też o stworzenie wspólnych, europejskich lodówek. Nawet europejskiej, wspólnej armii. Takie inicjatywy kłócą się z ich pojmowaną, prastarą suwerennością.
Honor czy twarz
Polskie elity polityczne lubią ostatnio przypominać fundamentalną dla nich wartość. Honor.
Często ten Honor występuje w związku partnerskim z Ojczyzną.
A u patriotycznych katolików tworzy też trójkąt miłosny z Bogiem.
Jaki jest teraz polski Honor, każdy niedawno widział. W czasie ciągnącej się, jak brazylijski serial, międzynarodowej awantury o odebranie orderu Orła Białego ukraińskiemu prezydentowi.
Wtedy często też słyszeliśmy rozsądne opinie, że decyzja polskich polityków może była zbyt pochopna i na pewno psująca interesy polskiego biznesu. Teraz i w przyszłości.
Ale to Honor tak im, czyli głupio, zachować się nakazał.
W chińskiej kulturze tak rozumiany Honor nie funkcjonuje. Jest za to powszechne, fundamentalne pojęcie „mianzi”. Tłumaczone jako „twarz”.
W sensie społecznym oznacza ono prestiż, szacunek, honor i przede wszystkim dobrą reputację w oczach innych.
Na taką twarz trzeba sobie swą działalnością i zachowaniem zasłużyć.
Taką twarz można zyskać, na przykład ratując dziecko z pożaru. Albo osiągając sukces w sferze biznesu, nauki, kultury.
Można też „utracić twarz”. Zwykle wywołując zgorszenie publicznie.
Wytłumaczę to na przykładzie zrozumiałym w Polsce.
W Chinach można się upić w wąskim gronie rodzinnym lub przyjaciół. Wtedy twarzy się nie traci. Za to upicie się w miejscu publicznym i zachowywanie się jak pijany, już utratą twarzy grozi. Nie tylko pijaka. Również osób, wśród których ów pijak się upił.
Zwłaszcza tych, którzy byli trzeźwi w czasie tej libacji. Bo ich obowiązkiem było niedopuszczenie do upicia się przez swego kolegę, powinowatego. Znanego jako pijaka, który już wcześniej publicznie upijał się i awanturował.
Gdyby chińskie normy obowiązywały w Polsce, to pewnie wszystkie panie posłanki i panowie posłowie dawno by swe twarze tracili.
Za to ukraiński prezydent nie straciłby nadanego mu w Chinach orderu. Nawet gdyby nazwał swą Gwardię Przyboczną imieniem „Tajwańskich Separatystów”.
Chińczycy od tysiącleci prowadzą politykę pozyskiwania zagranicznych przywódców, prezesów korporacji, szefów kościołów i wszystkich, których poparcia potrzebują.
Obdarowują ich przede wszystkim licznymi i wypasionymi podarunkami podczas ich wizyt w Państwie Środka.
Przygotowanych wedle znaczenia, rangi obdarowanych, i przede wszystkim przyszłych korzyści dla chińskiej polityki i gospodarki tak uzyskanych.
Podarki darujący wybierają starannie. Wcześniej dokonują solidnego rozpoznania gustów i oczekiwań obdarowywanego. Skrytych marzeń.
Tak aby obdarowany nie miał najmniejszego powodu i pretekstu, by odmówić przekazanego mu daru. Bo wtedy chiński darczyńca traci swą twarz.
Przekazywane podarki mogą być czasem wielkiej wartości materialnej, ale nie będą mieć wartości prestiżowej dla chińskiej państwowości. Dla Chińczyków. Takie w Chinach dostają Chińczycy zasłużeni dla Chin.
Jedynie specyficznie zasłużeni dla przyjaźni z Chinami obcokrajowcy mogą od niedawna dostać elegancki „Medal Przyjaźni”. Ale nie jest on w ostatnich latach masowo światowym liderom proponowany. Bo w 2018 roku jako pierwszy, ważny przywódca, dostał go prezydent Rosji Putin.
Zatem prezydentowi Zełenskiemu i wielu innym światowym prezydentom tego medalu przezorni Chińczycy nie odbiorą, bo wcześniej pewnie im nie zaproponują.
W Chinach raz wręczonych podarków, honorowych tytułów nie odbiera się. Nie dyskutuje o tym publicznie. Nawet jeśli obdarowany zachowa się wobec Chin, jak niedawno ukraiński prezydent wobec Polski.
W Polsce prezydenci obłaskawiają zagranicznych liderów politycznych, biznesowych, medialnych obwieszając ich polskimi orderami. O różnych rangach, ale zawsze o niskiej wartości materialnej dla obdarowanych.
Za to o wielkiej wartości symbolicznej, świętej nawet, dla Polaków.
Dlatego w razie polskiej pomyłki orderowej zaczynają się u Polaków publiczne symboliczne dąsy. Polityczne i narodowe kłótnie.
W Chinach do uzyskiwania przychylności potencjalnych partnerów służą praktyczne wartości materialne. Bogate Chiny stać na takie.
Bidna Polska skąpi takich. Wierząc, że magia polskich Orderów zadziała.
Siła spokoju
Chiny są państwem, gdzie elity polityczne prowadzą politykę zagraniczną bez gejzerów emocji. Chińscy liderzy nie komentują w internecie komentarzy innych liderów. Mają od tego swych komentatorów, albo urzędników niższych rang.
Politykę zagraniczną robi się teraz w Chinach bez emocji. Używając tradycyjnych symbolicznych zwrotów, niedopowiedzeń, polubownych formułek. Rzadko już straszy się wrogów słownie.
Skuteczniej blokuje się korzystne dla nich transakcje, porozumienia.
Politycy chińscy potrafią łączyć pojęcia uchodzące w Europie za fundamentalnie sprzeczne. Gospodarkę wolnorynkową z finansową aktywnością instytucji państwowych. Modernizację społeczeństwa, odwołując się do tysiącletnich tradycji. Nadawanie chińskiego charakteru zachodniej kulturze.
Powszechną modernizację społeczeństwa robi się tam bez powszechnej, automatycznej westernizacji.
Wszystkie takie mariaże udają się, bo Chińczycy są mistrzami „strategicznej cierpliwości”. Pracują systematycznie, bez szarż, długodystansowo.
Polscy politycy swoje działania planują na czteroletni cykl wyborczy.
Dalej ich orli wzrok nie sięga.
Unia Europejska też nie radzi sobie, bo weszła w cykl chronicznego poszukiwania utraconych reform.
A Chińczycy rozpisują swe działania na kolejne pięcioletnie plany rozwoju.
Aby cierpliwie, cierpliwie wrócić na „należne im miejsce”. Pierwszej gospodarki na świecie.










