Dziedzictwo października – czy tylko rozczarowanie

10 mar 2019

Nowa książka Zbigniewa Siemiątkowskiego („Miedzy złudzeniem a rzeczywistością. Oblicze ideowe PZPR pod rządami Władysława Gomułki”, Toruń 2018) stanowi bardzo cenną, co nie znaczy niedyskusyjną, interpretację najciekawszego okresu w historii Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej: osiemnastu lat między śmiercią Stalina (marzec 1953) i upadkiem Gomułki (grudzień 1970).

W tym okresie nastąpiło przeobrażenie się rządzącej partii i rządzonego przez nią państwa. Partia wyzbyła się tych cech, które wynikały z jej komunistycznego rodowodu, a niepełny totalitaryzm zastąpiony został przez rządy autorytarne – znacznie mniej opresyjne i w istotny sposób rozszerzające granice wolności, zwłaszcza w sferze życia prywatnego, swobód religijnych oraz twórczości naukowej i artystycznej. W okresie tym w PZPR toczyła się walka o kształt tej partii. Walka ta stanowi temat omawianej tu monografii.
Autor jest do napisania tej pracy świetnie przygotowany. Urodzony w 1957 roku zna omawiany okres jedynie z literatury, z archiwaliów i z rozmów prowadzonych ze starszymi od niego uczestnikami wydarzeń. „Przywilej późnego urodzenia” pozwala mu spojrzeć na badane wydarzenia w sposób obiektywny, wolny od skażenia osobistymi wspomnieniami. Zarazem ma za sobą bogate doświadczenie polityczne. Jako młody politolog był jednym z aktywnych uczestników ruchu, który pod koniec lat osiemdziesiątych podjął próbę zmienienia PZPR z autorytarnej partii władzy w partię socjaldemokratyczną. Był jednym z założycieli Socjaldemokracji RP i członkiem jej Rady Naczelnej, posłem na Sejm I, II, III i IV kadencji, ministrem spraw wewnętrznych w rządzie Włodzimierza Cimoszewicza, ministrem-koordynatorem służb specjalnych w rządzie Leszka Millera, szefem Urzędu Ochrony Państwa a następnie Agencji Wywiadu. Po odejściu (mam nadzieję, że nie bezpowrotnym) z czynnej polityki wrócił na macierzysty Uniwersytet Warszawski, habilitował się, opublikował między innymi niezwykle cenną pracę o historii wywiadu cywilnego („Wywiad a władza: wywiad cywilny w systemie sprawowania władzy politycznej w PRL”, Warszawa 2009), a następnie podjął studia nad dziejami PZPR. Obecnie wydana książka nie jest zakończeniem tych studiów: autor nosi się z zamiarem kontynuacji w postaci monografii dotyczącej następnego okresu („gierkowskiego”).
W centrum uwagi autora jest partia, co powoduje, że inne zagadnienia potraktowane są marginesowo, lub całkowicie pominięte. Dotyczy to między innymi stosunków polsko-niemieckich, w tym niezwykle ważnego sukcesu, jakim była grudniowa (1970) wizyta kanclerza Willy Brandta w Warszawie i uznanie przez RFN nienaruszalności powojennej granicy. Wielkim paradoksem historii jest fakt, że to rzeczywiście historyczne osiągnięcie Władysława Gomułki miało miejsce kilkanaście dni przed spowodowaną przez jego politykę tragedii grudniowej i upadku tego polityka.
Autor podzielił swą pracę na cztery części, którym nadał tytuły: „oczekiwanie”, „nadzieja”, „rozczarowanie” i „poszukiwanie”. Oddają one ten sposób widzenia omawianego okresu, który był szczególnie silny w środowiskach radykalnie antystalinowskiej inteligencji partyjnej. Autor nie kryje swej sympatii wobec tej formacji, co prowadzi do bardzo krytycznej oceny procesu odchodzenia PZPR i osobiście Władysława Gomułki od demokratycznych zapowiedzi z października 1956 roku. W ciekawy sposób przedstawia wizerunek tego środowiska, w którego młodszej części (nazwanej później pokoleniem „pryszczatych”) dawniejszy fanatyzm okresu stalinowskiego ustąpił miejsca radykalizmowi antystalinowskiego „rewizjonizmu”. Najbardziej znaczącymi postaciami tego środowiska byli Leszek Kołakowski i Wiktor Woroszylski, ale podobnie gwałtowną przemianę przeszło wielu innych ludzi z tej generacji. Nie dotyczyło to – przynajmniej nie w tym samym stopniu – tych z nas, których droga do PZPR prowadziła nie przez „zauroczenie”, lecz przez kolejne rozczarowania polityką mocarstw zachodnich i ich polskich sojuszników.
Podkreślam czynnik pokoleniowy, gdyż odgrywał on istotną rolę. Siemiątkowski pokazuje i wyjaśnia ferment, który po śmierci Stalina wystąpił w kierowniczym aktywie PZPR, składającym się głownie z przedwojennych komunistów. Ludzie ci wiedzieli, czym był stalinizm. Wielu z nich przeszło przez radzieckie więzienia i obozy. Wszyscy oni stracili w czystkach stalinowskich licznych przyjaciół a często i członków rodzin. Znałem na przykład parę wdów po komunistach zamordowanych w ZSRR, które przeszły przez radzieckie obozy a po powrocie do Polski działały w PZPR – nawet na dość wysokich szczeblach. Trudno nam dziś zrozumieć psychologiczny mechanizm powodujący, że mimo wszystko ludzie ci pozostali przekonanymi, wręcz fanatycznymi, komunistami. Ta niemal religijna wiara w ideę komunizmu pozwalała im funkcjonować w systemie, którego okrucieństw sami doznali. Sprowadzanie tego – jak to czynią dzisiejsi antykomunistyczni publicyści – do oportunizmu czy wręcz agenturalności uniemożliwia zrozumienie późniejszej ewolucji znacznej części tego środowiska – tej, która odegrała bardzo istotną rolę w 1956 roku powodując , że Komitet Centralny PZPR potrafił odważnie a zarazem skutecznie przeciwstawić się radzieckim naciskom i zapoczątkować proces zmian idący dalej niż w innych państwach ówczesnego bloku socjalistycznego.
W pokoleniu młodszym – złożonym z ludzi urodzonych pod koniec lat dwudziestych (Kołakowski i Woroszylski to rocznik 1927) – było inaczej. Ludzie ci zafascynowani byli ideą komunizmu i wizją nowego ustroju, który jawił się im jako ucieleśnienie pięknych ideałów sprawiedliwości i wolności. Niewiele wiedzieli o tym, jak wygląda rzeczywistość idealizowanego przez nich „Kraju Rad”. W życiorysach tego pokolenia wojna i okupacja odgrywały zasadniczą rolę. Powojenna rzeczywistość była w ich oczach tym piękniejsza, im bardziej odrażające było doświadczenie nazistowskiej tyranii. Dla ludzi tego pokolenia ustanowienie nowego systemu nie było zniewoleniem, lecz w pełnym tego słowa wyzwoleniem. Zarazem jednak cechująca ich fanatyczna ideowość prowadziła do dramatycznego rozczarowania, gdy okazało się, że rzeczywistość daleko odbiega od ideału. Pamiętam, z jaką rozpaczą niektórzy z nich przyjmowali informacje o zbrodniach okresu stalinowskiego. To doświadczenie nakładało się na pewne cechy osobowościowe, zwłaszcza pewnego typu absolutyzm moralny, który powodował, że wczorajsi fanatycy komunistyczni stawali się zdeklarowanymi, bezkompromisowymi bojownikami o radykalne przeobrażenie partii i systemu w duchu demokracji i wolności. Znając wielu ludzi tej formacji wiem, że nie był to koniunkturalizm, co często zarzucali im przeciwnicy.
Nie dotyczy to jednak wszystkich zaliczanych w tych latach do tak zwanych „rewizjonistów”. Autor wspomina postać socjalisty Juliana Hochfelda (1911-1966) – mojego mistrza akademickiego, ale przede wszystkim jednego z najważniejszych rzeczników nurtu, który można określić jako polityczny realizm, przeciwieństwo politycznego „idealizmu”, by posłużyć się typologią wiele lat temu wprowadzoną przez Adama Bromke („Poland’s politics: idealism vs. realism”, 1967). Nie omawia jednak jego poglądów, między innymi propozycji Hochfelda dotyczących roli Sejmu czy jego koncepcji „otwartego marksizmu”. Nie jest to pominięcie przypadkowe. Chociaż autor odnotowuje istnienie realistycznego, a więc mniej radykalnego nurtu w środowisku partyjnych „rewizjonistów”, to jednak nie poświęca mu większej uwagi. Odnoszę wrażenie, że traktuje ten nurt jako mniej istotny. Mam w tej sprawie inne zdanie, w dużej mierze wynikające z mojej roli w tamtych latach.
Realiści, do których się zaliczałem, angażowali się w walkę o nowy kierunek polityki polskiej i o nowe oblicze partii, ale bardziej niż „idealiści” liczyli się z realiami epoki, zwłaszcza z konsekwencjami uzależnienia Polski od ZSRR. Wiedzieli, że w warunkach zimnej wojny i podziału świata całkowita likwidacja uzależnienia Polski od radzieckiego mocarstwa nie jest możliwa, a tragedia Węgier stanowiła dla nich groźne memento. Za najważniejsze osiągnięcie „polskiego października” uważali – nadal sądzę, że trafnie – znaczne rozszerzenie polskiej suwerenności, uwolnienie Polski i rządzącej nią partii od ingerencji radzieckiej w nasze sprawy wewnętrzne. Dla mnie był to w tym czasie problem najważniejszy, czemu dałem wyraz w moim pierwszym „rewizjonistycznym” artykule o „kryzysie internacjonalizmu”, opublikowanym w teoretycznym organie PZPR „Nowe Drogi” (listopad-grudzień 1956) i ostro zaatakowanym na łamach radzieckiego „Komunista”, NRD-owskiej „Die Einheit” i czechosłowackiego „Rudego Prawa”. Nawet po upływie sześćdziesięciu przeszło lat uważam, że w tym okresie sprawą najważniejszą była obrona tego, co udało nam się w 1956 roku zdobyć – nie tylko w stosunkach polsko-radzieckich, ale także w wielu obszarach polityki wewnętrznej, gdzie odejście od prób ustanowienia totalitaryzmu owocowało znacznym, choć z dzisiejszego punktu widzenia ograniczonym, zwiększeniem zakresu wolności. Zgadzam się z Andrzejem Walickim, który bardzo silnie podkreśla znaczenie ówczesnych zmian dla liberalizacji systemu w wielu sferach życia, w tym w obszarze nauki i kultury („Od projektu komunistycznego do neoliberalnej utopii”, Kraków 2013).
Zbigniew Siemiątkowski pokazuje, jak i dlaczego radykalni rewizjoniści przegrywali walkę o oblicze PZPR i o demokratyczny kierunek rozwoju państwa. Z jego analizy wynika, że ta przegrana była nieuchronna z uwagi przede wszystkim na nastroje panujące w społeczeństwie i w samej partii. Pokazuje też (w części czwartej), jak w nastroje te wstrzelili się partyjni nacjonaliści skupieni wokół generała Moczara i potocznie nazywani „partyzantami”. Mieli oni silniejsze oparcie społeczne niż partyjni „rewizjoniści”, ale w ostatecznym rachunku przegrali walkę o władzę na rzecz nowej formacji pezetperowskich technokratów, do których należeć miało następne dziesięciolecie. Rok 1968 pokazał jednak, że w znacznej części społeczeństwa polskiego drzemały skłonności nacjonalistyczne, w tym antysemickie, co przebijało się także do PZPR, do aparatu bezpieczeństwa, częściowo także do wojska. Gdyby tak nie było, strategia „partyzantów” nie miałaby sensu. To, dlaczego ostatecznie nie doszło do zwycięstwa kierunku nacjonalistycznego w PZPR, wymaga dalszych badań naukowych. Przekonany jestem, że nie było to jedynie następstwem zrozumienia przez Gomułkę, jakie żywioły wyzwolił nieprzemyślanym atakiem na rzekomych „syjonistów”. „Partyzanci” mieli licznych zwolenników, ale mieli też licznych przeciwników – i to nie tylko w kręgach „rewizjonistycznych”.
Proces stopniowej degeneracji autorytarnej władzy został przez autora przedstawiony bardzo ciekawie i wnikliwie. W znacznej mierze proces ten wynikał z cech osobowościowych Gomułki, jego rosnącego z upływem czasu despotyzmu w stosunkach z otoczeniem i coraz większego oderwania od rzeczywistości. Polityki nie da się zrozumieć bez uwzględnienia roli przywódców. Omawiany przez Siemiątkowskiego okres jest tego świetnym przykładem. Bez Gomułki rok 1956 w Polsce wyglądałby inaczej – zapewne znacznie gorzej. Zarazem zaś jego autokratyzm pociągał za sobą błędy polityczne, których kumulacja w ostatnim trzyleciu jego rządów doprowadziła do kryzysu politycznego i spowodowała upadek polityka, z którym czternaście lat wcześniej wiązano wielkie oczekiwania.
Czy jednak była to tylko kwestia przywództwa? Myślę, że u podstaw powtarzających się w PRL kryzysów politycznych leżał fakt, że narzucony Polsce w wyniku wojny system nie był w stanie zaspokoić rosnących aspiracji społeczeństwa – nie tylko zresztą materialnych. Niespełna dziesięć lat po tragicznym grudniu 1970 roku Polskę ogarnęła nowa, znacznie silniejsza fala robotniczego protestu. Czy była tylko konsekwencją błędnej polityki ekipy Edwarda Gierka stawiającej na technokratyczną modernizację? Z perspektywy czasu, uzbrojeni o wiedzę o tym, jak i dlaczego nastąpił upadek „państwowego socjalizmu” w Europie, dostrzegamy lepiej niż wówczas strukturalne przyczyny kryzysu tamtego systemu. Nie prowadzi to do zanegowania politycznej odpowiedzialności ówczesnych przywódców, ale pozwala lepiej zrozumieć, dlaczego przegrywali.
„Przegranym rewizjonistom – pisze w zakończeniu swojej książki autor – pozostała legenda i marzenia ich następców o fajnym socjalizmie” (s. 325). Jest to tylko częściowo trafne. „Rewizjoniści” z omawianego w tej książce okresu nie zniknęli z polskiego życia politycznego. Znacząca ich część stała się zalążkiem opozycji demokratycznej a po latach niektórzy ludzie tej formacji stali się współtwórcami nowej, demokratycznej Rzeczypospolitej. Po drugiej stronie ludzie wywodzący się z nurtu realistycznego odegrali znaczącą rolę w nadawaniu polityce PZPR tego kierunku, który ostatecznie doprowadził do polskiego „okrągłego stołu” i do zmiany ustroju. Byli też inspiracją dla następnego pokolenia partyjnych reformatorów, dzięki któremu polska lewica miała swój bardzo istotny wkład w budowanie demokratycznego państwa, zwłaszcza w latach 1993-2005. To dobrze, że jeden z najwybitniejszych przedstawicieli tego pokolenia zajął się trudnymi doświadczeniami poprzedników. W sztafecie pokoleń pamięć historyczna jest tym, co tworzy tożsamość. Lewica polska ma prawo uważać się za spadkobierców tych, dzięki którym Polska roku 1956 stała się źródłem nadziei – nawet jeśli nadzieja ta ustąpić miała rozczarowaniu.

Zbigniew Siemiątkowski – „Między złudzeniem a rzeczywistością. Oblicze ideowe PZPR pod rządami Władysława Gomułki”, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2019, s. 358, ISBN 978-83-66220-31-7.

Najnowsze

Mistrzostwa Trumpa

Mistrzostwa Trumpa

Human Rights Watch ostrzega, że mundial 2026 w Stanach Zjednoczonych, Meksyku i Kanadzie wystartuje w „klimacie...

Cena niemieckiej hipokryzji

Cena niemieckiej hipokryzji

Niemcy po raz pierwszy przegrały walkę o niestałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Głosowanie odbyło się 3 czerwca...

Sprawdź również

Bezsilność filozofii wobec głupoty i zła

Bezsilność filozofii wobec głupoty i zła

Dylematy filozoficzne: Po dziś dzień, filozofia (i astronomia) - to moje hobby, na dowód czego przedstawiam niniejsze opracowanie Szanownym Czytelnikom. Filozofia (z greckiego) oznacza umiłowanie mądrości, naukę wszech nauk. Jestem filozofem – amatorem. Stosuję...

Jak system podtrzymuje w nas poczucie winy za brak zatrudnienia?

Jak system podtrzymuje w nas poczucie winy za brak zatrudnienia?

Mój cykl pt. „Jak się czujesz, gdy nie możesz znaleźć pracy?” spotkał się z zainteresowaniem czytelników portalu Dziennik Trybuna. Postanowiłam więc kontynuować temat psychologicznych i społecznych aspektów bezrobocia, choć przyznaję, że nie jest to jedyny powód....

Czy woda wykończy gastronomię?

Czy woda wykończy gastronomię?

Zapachniało PRL-em, Bareją, a być może, nie bójmy się mocnych słów, gułagiem. Otóż od sierpnia restauratorzy będą musieli podawać kranówkę za darmo. To koniec, branża się nie podniesie. Już fakt konieczności płacenia pracownikom jest ledwo do udźwignięcia, a teraz...

Posttrumpizm. Skończmy ze wzrostem gospodarczym

Posttrumpizm. Skończmy ze wzrostem gospodarczym

Los ludzkości spoczywa w dziś rękach tytanów kapitału w rodzaju Jeffa Bezosa czy Elona Muska. To ich pasje i fobie – a nie publiczna debata i decyzja – przesądzają o zakresie prywatności, o pracy dla wszystkich bądź bezrobociu, o jakości życia ludzi i ich relacji z...

Sztuka dyplomacji

Sztuka dyplomacji

Szczęki z wrażenia poopadały zebranym w warszawskiej Filharmonii podczas uroczystości z Dnia Republiki. Święta Azerbejdżanu upamiętniającego powstanie pierwszego, nowoczesnego państwa azerskiego. Demokratycznej Republiki Azerbejdżanu. Szczęki opadały kilka razy, bo...

Grzech ubóstwa

Grzech ubóstwa

Jest w części naszego społeczeństwa skłonność do obwiniania przegrywających o ich porażkę. Po prostu łatwiej zwalać winę za krzywdy na pokrzywdzonych niż przyznać, że żyjemy w niesprawiedliwym systemie. Ta postawa uśmierza lęki, bo pozwala wierzyć, że jeżeli będziemy...

Orzeł Biały kontra Michał Archanioł czy tryzub?

Orzeł Biały kontra Michał Archanioł czy tryzub?

Zełenski oczywiście popełnił błąd nadając jednostce wojskowej miano bohaterów UPA, a z polskiego punktu widzenia nawet zniewagę pamięci polskich ofiar Ukraińskiej Powstańczej Armii. Powinniśmy jako państwo domagać się naprawienia tego błędu. Zdecydowanie. Pewnie...

Wszystkim wszystko

Wszystkim wszystko

Konfederacja wznosi się na fali internetowych awantur. Okazuje się, że nagle stali się obrońcami „klasy pracującej” przed „drapieżnymi artystami”, którzy walczą o minimalne emerytury w wysokości 1900 zł brutto (nie dotyczy to gwiazd, bo te nie załapią się na dopłatę...