Ojczyzna ludobójstwa demokratycznego

2 wrz 2026

Wielu amerykańskich Indian, potomków rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej, nie używa banknotów dwudziestodolarowych.

Bo widnieje na nich wizerunek Andrew Jacksona. Prezydenta Stanów Zjednoczonych w latach 1829-1837. Wcześniej generała armii USA, wojskowego gubernatora Florydy.

To za jego prezydentury i z jego inicjatywy Kongres przegłosował w 1830 roku „Indian Removal Act of 1830”. Czyli „Ustawę o przesiedleniu Indian”, jak ją wtedy elegancko nazwano.

Zalecała aby Indian, czyli rdzennych mieszkańców ziem, zwanych przez europejskich migrantów, „Stanami południowymi” „przesiedlić” na odległe, zachodnie tereny. Z zachowaniem zasad demokracji. Wcześniej zaproponować im takie wysiedlenie oraz zaoferować zakup ich ziemi.

Ustawa dopuszczała też „wymianę ziem z Indianami zamieszkującymi w dowolnym ze stanów lub terytoriów oraz ich przesiedlenie na zachód od rzeki Missisipi”. Czyli dawała olbrzymie pole do „przeniesień” rdzennych mieszkańców USA uznanych przez białych osadników za „dzikusów”.

Ludobójstwo w granicach prawa

Reprezentanci światłej, chrześcijańskiej cywilizacji białych ludzi szybko dostrzegli, że „indiańskie dzikusy” krnąbrni są. Nie chcą dobrowolnie opuszczać swych ziem. Nie chcą też swych terenów sprzedawać.

Ci najbardziej hardzi, jak plemię Cherokee, korzystając z pomocy renegatów cywilizacji białego człowieka, odwoływali się do sądów, zwanych często „niezwisłymi”. Ale sądy sądami, a wyrok w końcu musi zgodny być z interesami białych kolonizatorów.

Dlatego po wyczerpaniu drogi prawnej plemię Chereokee zostało przesiedlone przez armię Stanów Zjednoczonych. Zmuszono Indian do forsownego marszu na nieskolonizowany jeszcze Zachód.

Szli „Szlakiem Łez”. Bo po drodze marli z głodu, wyczerpania, chorób, kul i bagnetów konwojujących ich żołnierzy.

Podobnie maszerowali potem wypędzani ze swych ziem Ormianie, Żydzi, Azerowie, Polacy, Tatarzy, Ukraińcy, Palestyńczycy, Rohindżowie. I wielu, wielu innych, traktowanych jako przeszkody w tworzeniu jednolitych etnicznie państw.

Biali, chrześcijańscy osadnicy szybko zauważyli, że przystępując do akcji „przesiedleń”, szkoda czasu na pertraktowanie z indiańskimi dzikusami. Zwłaszcza w sprawie „zakupu ich ziem”. Skoro Indianie nie posiadali formalnie sporządzonych aktów własności, to zajmowana przez nich ziemia im się nie należała. Użytkowali ją bezprawnie.

Ponieważ Indianie nie chcieli opuszczać tych terenów dobrowolnie, nierzadko stawiali opór, to prewencyjnie należało takich zdolności do agresji szybko ich pozbawić. Najlepiej mordując wszystkich od razu.

Unikając tym niehumanitarnych wypędzeń, kolejnych Szlaków Łez.

Prezydent Andrew Jackson był wielki orędownikiem takiego, ostatecznego rozwiązania kwestii indiańskiej. I nie wstydził się go wspierać.

Jego następca Martin Van Buren kontynuował zbożne dzieło budowy wielkiej Ameryki. Dzięki nim tereny Stanów Zjednoczonych na wschód od rzeki Missisipi i na południe od Wielkich Jezior, rychło zostały uwolnione od kłopotliwej obecności plemion indiańskich.

Ponieważ Stany Zjednoczone rozrastały się, bo biali migranci stale tam napływali, to ludobójstwo Indian przenosiło się coraz bardziej na Zachód.

Co ciekawe, zawsze przypadki takiego ludobójstwa, poprzedzane były traktatami jakie władze USA zawierały z przywódcami „przenoszonych” Indian.

Zawsze rząd USA zobowiązywał się w nich do poszanowania praw Indian do posiadania nowych, nadanych im ziem. Mieli tam sobie spokojnie żyć „dopóki trawa rośnie a rzeki płyną”. Tak zawsze rząd USA im obiecywał.

I zaraz potem łamał zawarte traktaty, pozwalając demokratycznemu społeczeństwu na kolejne akty ludobójstwa.

Dyktatorski Hitler i jego naziole, podobnie jak Stalin i jego czekiści, mordowali liczne narody bez ubierania zbrodni w prawne kostiumy.

Na tym polega różnica między dyktaturą a demokracją.

W systemie dyktatorskim zbrodnicza władza mordowała swe ofiary od razu. Bez składania pięknie brzmiących obietnic.

W wzorcowej amerykańskiej demokracji najpierw gwarantowano im prawo do godnego życia. Dopiero potem przystępowano do ludobójstwa.

Oczywiście wszyscy chętni Indianie mieli szanse zostać cywilizowanymi ludźmi. Musieli jedynie wyrzec się swej kultury, wiary, języka. Żyć jak biali.

Wtedy mieścili się w nowej cywilizacji.

Choć w jej hierarchii zajmowali najniższe pozycje. Poniżej białych Irlandczyków i Polaków, uważanych przez protestanckich Anglosasów za mięśniaków o ograniczonych rozumach. Plasowali się na poziomie Metysów i Meksykanów, czasem wyżej od Afroamerykańskich „czarnuchów”.

I zawsze wyżej od emigranckich Chińczyków.

Żółci Murzyni

Kiedy firma kolejowa Central Pacific Railroad stanęła przed masywem Sierra Nevada, wielu jej inżynierów uważało, że tam nie da się torów położyć. Ale postawiono na chińskich kulisów. W 1868 roku pracowało ich tam około 12 tysięcy, stanowili 90% wszystkich pracowników firmy.

Zarabiali mniej niż biali robotnicy, musieli pokrywać koszty jedzenia, sprzętu i noclegów. Pracowali w ekstremalnych warunkach. Drążyli tunele w litej skale, wśród lawin i osuwisk. Dokonali wyczynu, który do dziś budzi podziw.

Kiedy nadszedł dzień świętowania, pominięto ich. Podczas Promontory Summit 10 maja 1869 roku, kiedy wbijano symbolicznego złotego gwoździa, chińskich robotników nie dopuszczono do udziału w ceremonii.

Nie pozwolono nawet aby znaleźli się na okolicznościowych zdjęciach.

Wymazano ich z historii budowy cywilizacji USA. Podobnie potem usuwano w Rosji Radzieckiej trockistów z historii rewolucji .

W wolnym, demokratycznym amerykańskim społeczeństwie przemoc wobec Azjatów ma długą historię. Chińczycy zaczęli masowo emigrować do Kalifornii w drugiej połowie XIX wieku.

Stamtąd ruszyli w Sierra Nevada zwabieni gorączką złota. Potem ściągano ich do budowy kolei transkontynentalnych. Po ich ukończeniu chińskich robotników zatrudniały fabryki powstające na Zachodnim wybrzeżu. Chińczycy zawsze tworzyli zwarte skupiska. Otwierali sklepy, restauracje, słynne tanie pralnie. Zatrudniali się też w rolnictwie i rybołówstwie.

Pracowali wedle swej tradycji. Czyli dłużej niż Europejczycy. Godzili się na niższe, czasem głodowe stawki. Bo pamiętali lata głodu.

Miejscowi biali, a nawet Latynosi, szybko dostrzegli w nich konkurencję, która rzekomo odbierała im prace i zaniża płace.

Szybko taka niechęć przerodziła się we wrogość, nawet nienawiść wobec „żółtej rasy”. Rozpowszechniano informacje, że Chińczycy roznoszą choroby. W latach 1900-1902 oskarżono ich o sprowadzenie dżumy do San Francisco. I urządzono im pogrom, jak Żydom za rządów nazistów.

Społeczność chińska spotykała się z ówczesnym hejtem. Media i okolicznościowe ulotki przekonywały, że wszystkie Chinki to prostytutki.

Doprowadzają chrześcijańskich mężczyzn do grzechu obcowania z nimi. Zabierają uczciwym, białym Amerykankom mężów i kandydatów na nich. Rozbijają przykładne chrześcijańskie rodziny.

W końcu XIX wieku nękanie i publiczne obrażanie Chińczyków przez kulturalnych, białych ludzi stało się normalną praktyką amerykańskiego społeczeństwa. Potem zaczęły się napaście na nich, a nawet rozboje, napady na chińskie sklepy.

W 1871 roku w Los Angeles pond 500 porządnych, spokojnych mieszkańców zaatakowało lokalne Chinatown. Pretekstem była nieprawdziwa plotka o zabiciu tam białego policjanta. Akt obywatelskiej sprawiedliwości przerodził się w zwyczajny pogrom. Powieszono dwudziestu Chińczyków. Obrabowano chińskie sklepy i restauracje.

Takie „obywatelskie oburzenie” śledzili i podsycali politycy. Najpierw lokalni, potem też federalni. W 1862 roku przeforsowano w Kalifornii ustawę stanową nakazująca ograniczać napływ chińskiej taniej siły roboczej. Nałożono na chińskich migrantów dodatkowy podatek.

Ale kapitalistyczny wyzysk, fundament amerykańskiej cywilizacji, żerował na takich migrantach. Publicznie oburzano się na „żółte robactwo” i przymykano oczy na stały przemyt chińskich kulisów.

Anty chińskie fobie wzmocnił w 1875 roku Kongres USA. Uchwalił „Page Act”. Prawo, które zakazywało wpuszczania do USA ludzi „pracy przymusowej” i „nierządnych kobiet”. W praktyce wszystkie Chinki zaczęły być postrzegane jako prostytutki i spychane do szarej strefy społecznej.

Ukoronowaniem anty chińskich fobii był „Chinese Exclusion Act” z 1882 roku.

Zakazano wjazdu chińskich robotników, a przebywających już pozbawiono prawa do uzyskania obywatelstwa USA. Potem jeszcze zabroniono Azjatom mieszkającym w USA zawierania małżeństw z białymi. Nabywania i dzierżawienia ziemi.

Dopiero od 1943 roku poluzowano restrykcje wobec Chińczyków, bo władze przypomniały sobie, że Chiny są sojusznikami USA w wojnie z Japonią.

Anty chińskie nastroje powróciły w czasie epidemii COVID. Kiedy prezydent Trump grzmiał o „chińskim wirusem”. Sprawił, że Chińczycy znowu byli opluwani w metrze. Znów nawoływano w mediach by „wracali skąd pochodzą”, bo „roznoszą kung flu”.

Dziś połowa Amerykanów chińskiego pochodzenia ma co najmniej dyplom licencjata. Ich dochody przekraczają rocznie co najmniej 90 tysięcy USD.

Ale nadal wolą się tam „nie promować”. Niech ta wzorcowa demokracja amerykańska bierze na cel Meksykanów, Kolumbijczyków, Somalijczyków.

Najnowsze

Episkopat chce wpływać na prawo w Polsce. A kto rozliczy Kościół? Moralność z ambony, bezkarność za zamkniętymi drzwiami

Episkopat chce wpływać na prawo w Polsce. A kto rozliczy Kościół? Moralność z ambony, bezkarność za zamkniętymi drzwiami

Kościół katolicki w Polsce nieustannie domaga się od obywateli przestrzegania surowych zasad moralnych, podczas gdy sami duchowni nadto często uchylają się od odpowiedzialności za swoje czyny. Skandale związane z seksualnym wykorzystywaniem i manipulacjami ujawniają hipokryzję instytucji, która zamiast dbać o dobro wiernych, chroni własną reputację. Przypadki biskupów nieprzekazujących informacji o przestępstwach oraz duchownych nadużywających zaufanie pokazują, że problem nie jest marginalny. Społeczeństwo ma prawo oczekiwać, że autorzy moralnych nauczek będą sami podlegać tym samym wytycznym, których wystosowują w stronę innych. Czas na prawdziwą odpowiedzialność.

Żółty Październik

Żółty Październik

Październik 1956 roku. Polska znalazła się o krok od radzieckiej interwencji wojskowej. Chruszczow groził użyciem siły, radzieckie czołgi ruszyły w kierunku Warszawy, a Władysław Gomułka rzucił wyzwanie Moskwie. W tej dramatycznej rozgrywce nieoczekiwaną rolę odegrały komunistyczne Chiny.

Dlaczego Mao Zedong sprzeciwił się radzieckiej interwencji w Polsce? Czy Pekin pomógł ocalić Polski Październik? I jak konflikt między dwoma komunistycznymi mocarstwami wpłynął na losy naszego kraju?

Samo-zamachujące się państwo

Samo-zamachujące się państwo

Polscy politycy traktują Trybunał Konstytucyjny jak narzędzie polityczne, co prowadzi do jego dysfunkcji. Obydwie strony konfliktu stosują manipulacje prawne i brutalne techniki, zagrażając niezależności instytucji. Kryzys ten podważa zaufanie do wymiaru sprawiedliwości, stawiając pod znakiem zapytania przyszłość TK w obecnym kształcie.

Światowy Dzień Cukrzycy 

Światowy Dzień Cukrzycy 

Ponad połowa dzieci w Polsce z nowo zdiagnozowaną cukrzycą typu 1 doświadcza kwasicy ketonowej, co może prowadzić do śmierci. Eksperci oraz Polskie Stowarzyszenie Diabetyków apelują o wprowadzenie ogólnopolskiego programu badań przesiewowych, aby zminimalizować dramaty zdrowotne i zainwestować w profilaktykę zamiast w leczenie konsekwencji. Projekt miałby obejmować wczesną diagnostykę dla dzieci oraz osoby z grup ryzyka. Ponadto, wczesne wykrycie cukrzycy może ograniczyć koszty związane z hospitalizacją oraz polepszyć jakość życia pacjentów i ich rodzin.

Komentarz: Siła odnowy. Dlaczego żywotność KPCh ma kluczowe znaczenie dla przyszłości Chin?

Komentarz: Siła odnowy. Dlaczego żywotność KPCh ma kluczowe znaczenie dla przyszłości Chin?

W lipcu 1945 roku Mao Zedong wskazał, że demokracja jest kluczem do uniknięcia upadku władzy, w co wpisał się Xi Jinping w 2021 roku, proponując samorewolucję KPCh jako sposób na dostosowanie się do zmieniającego się świata. KPCh, poprzez ciągłą modernizację i odpowiedzialne zarządzanie, osiągnęła znaczący rozwój gospodarczy, występując jako druga potęga światowa. Przykładem lokalnych reform jest zielona skrzynka na listy w Chongqingu, która umożliwia mieszkańcom zgłaszanie problemów. Efekty tych działań oraz przeciwdziałanie korupcji podkreślają znaczenie odpowiednich kadr dla przyszłości Chin i globalnej gospodarki.

Sprawdź również

Żółty Październik

Żółty Październik

W lipcu 1949 roku wiceprzewodniczący Komunistycznej Partii Chin Liu Shaogi odwiedził Moskwę. Stalin potraktował go jak wasala. Pokazał mu mapę Europy i Azji. Potem pouczył, że nowa Chińska Republika Ludowa nie będzie wtrącać do spraw Europy Środkowo-Wschodniej. Nie...

Świat poza czasem

Świat poza czasem

Trudno uwierzyć, ale przez lata przyciągał rzesze turystów. Pewnie dlatego, że miał znakomite recenzje w Internecie. Pisali, że to „Czarujące miejsce”, „Unikatowe na skalę planety”, „Świat poza czasem i przestrzenią”. Pewnie nie dowiemy się, czy pisał je, lub tylko...

Świętujmy razem

Świętujmy razem

Ekip telewizyjnych jeszcze nie było. Zachowały się czarno- białe zdjęcia filmowe i relacje świadków. Zapamiętali, że przyjechał na plac Ba Dinh francuskim samochodem, eskortowany przez gwardię rowerzystów. Półmilionowy, zebrany tłum ujrzał go na prowizorycznej...