
Może to niektórych zaskoczyć, ale stroną najbardziej zainteresowaną zawarciem konkordatu z powstającym Państwem Polskim była Kuria Watykańska (Rzymska). Gotowa była go podpisać z każdym, nawet z marionetkową Radą Regencyjną, która to zresztą przygotowała swój projekt dokumentu. Przedstawiciele Watykanu sondowali nawet intencje w tej sprawie rządu Moraczewskiego i przygotowali swój projekt Konkordatu. Zawarcie umowy było więc bardzo ważne dla papieża Benedykta oraz jego nuncjusza, a późniejszego papieża Piusa XI.
Największymi przeciwnikami ewentualnego konkordatu i rozmów o nim byli polscy biskupi. Jak nie wiadomo, o co chodzi, to zapewne chodzi o pieniądze. Pieniądze, kamienice, ziemie, folwarki, młyny, gorzelnie. Biskupi bali się nie tyle zapisów konkordatu, ile ewentualnej sejmowej dyskusji o nim i o stanie posiadania Kościoła katolickiego w Polsce. W zasadzie przez cały okres aż do podpisania, a nawet i po nim, polski episkopat krytykował konkordat. Większość biskupów uważała, że relacje z nowym państwem da się określić bez konkordatu — z korzyścią dla nich. Dopuszczali jednak negocjacje z rządem, o ile Watykan upoważniłby polski episkopat do prowadzenia wyłącznych rozmów. Dzisiejsze chłodne relacje biskupów z papieżem Franciszkiem przypominają stosunki ówczesnego episkopatu z kurią watykańską. Wtedy też skończyło się reprymendą papieża.
Przyjęta w 1921 roku tzw. Konstytucja Marcowa przesądziła o szczególnym miejscu religii katolickiej w państwie i społeczeństwie:
Art. 114. Wyznanie rzymskokatolickie, będące religią przeważającej większości narodu, zajmuje w Państwie naczelne stanowisko wśród równouprawnionych wyznań. Kościół rzymskokatolicki rządzi się własnymi prawami.
Dla porównania — obowiązująca Konstytucja deklaruje równość wszystkich wyznań i bezstronność państwa w sprawach przekonań religijnych. To chyba najczęściej omijane zapisy Konstytucji. Ten ogólny zapis Konstytucji z 1921 roku, choć przesądzający o wyższym statusie Kościoła katolickiego nad innymi wyznaniami, nie precyzował zakresu uprawnień i przywilejów Kościoła, choć praktycznie wyłączał go bezwarunkowo spod kontroli prawnej państwa. Niemal jak dzisiaj.
Tuż po uchwaleniu konstytucji rząd Wincentego Witosa (lipiec 1920 – wrzesień 1921) zadeklarował nuncjuszowi gotowość przystąpienia do negocjacji konkordatu i zlecił przygotowanie jego projektu. Rząd Witosa składał się z koalicji parlamentarnej dwóch PSL-i — „Piasta” i „Wyzwolenia”, PPS, Związku Ludowo-Narodowego (endecja), Stronnictwa Prawicy Narodowej, Narodowej Partii Robotniczej, Stronnictwa Chrześcijańsko-Narodowego, Zjednoczenia Mieszczańskiego oraz Narodowego Zjednoczenia Ludowego. Był to rząd wojenny, który przetrwał tylko kilka miesięcy po zawarciu Traktatu Ryskiego.
Minister Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, Maciej Rataj, zlecił przygotowanie wstępnego projektu profesorowi Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, Władysławowi Abrahamowi. Ten absolwent prawa i filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego specjalizował się w historii prawa kanonicznego i polskiego oraz historii Kościoła katolickiego. Sprawował też krótko funkcję rektora Uniwersytetu we Lwowie. W sumie przygotowano 6 wersji projektu, a w rezultacie opracowano dokument, który stał się podstawą do dyskusji wewnątrz rządu nowego gabinetu Antoniego Ponikowskiego — w dwóch wariantach. W obu z nich premier był jednocześnie ministrem wyznań religijnych i oświecenia publicznego. To w ogóle ciekawy pomysł — połączyć w jednym resorcie religię i oświecenie.
W kompetencjach resortu znajdował się zarząd szkolnictwa wszelkich stopni i typów, opieki nad nauką, literaturą i sztuką, nad archiwami, bibliotekami, czytelniami, muzeami i teatrami oraz realizacja zadań państwa w sprawach wyznaniowych. Czyli łączył on zakres dzisiejszych ministerstw edukacji, kultury, nauki i szkolnictwa wyższego oraz zakres kontaktów z wyznaniami, jaki ma dzisiejsze Ministerstwo Spraw Wewnętrznych.
Sam premier reprezentował Polskie Stronnictwo Chrześcijańskiej Demokracji — podstawowy element politycznej Chjeny. Tworzył rząd mniejszościowy tzw. fachowców, który jednak musiał liczyć w głosowaniach na poparcie partii lewicowych. Chjena wygrała wybory parlamentarne w 1922 roku (163 mandaty na 444), ale nie udało jej się zbudować większości pozwalającej na rządzenie. W rezultacie powstał nowy/stary rząd Ponikowskiego. To jego ugrupowanie miało największy wpływ na kształt konkordatu. Wizja relacji państwo–Kościół była na wskroś endecka — religia katolicka miała być spoiwem społeczeństwa i wspierać państwo, a na pewno rządzących.
Zapisy projektu nie obejmowały początkowo delikatnej kwestii majątków kościelnych. Kościół katolicki był największym posiadaczem ziemskim w II RP, a dodatkowo rościł pretensje o zwrot posiadłości ziemskich skonfiskowanych lub zsekularyzowanych przez zaborców. Tereny te przeszły pod zarząd nowo powstałego państwa polskiego, a biskupi domagali się ich zwrotu.
Te kwestie były rozważane na spotkaniach tzw. komisji papieskiej, w skład której wchodzili wszyscy biskupi i przedstawiciele zakonów, z przedstawicielami rządu. Mimo wielu spotkań nie udało się wypracować żadnego kompromisu. Oczekiwania obu stron były kompletnie rozbieżne. Strona kościelna dążyła do zwiększenia stanu posiadania o znaczną część zarekwirowanych dóbr. Rząd szukał gruntów do zaspokojenia choćby części obietnic związanych z reformą rolną.
Brak jakichkolwiek szans na porozumienie spowodował, że w lipcu 1924 biskupi wyrazili zgodę na bezpośrednie pertraktacje pomiędzy rządem a Kurią Watykańską w sprawach nieruchomości kościelnych i uposażenia duchowieństwa.
Kolejną sporną sprawą był kształt diecezji kościelnych, a także aspiracje do tytułu prymasa. Rościli sobie do niego prawa biskup gnieźnieński i biskup warszawski. Ten drugi uzyskał tytuł od Piusa VII na mocy bulli z 1818 roku. Pełniący tę funkcję biskup Kakowski jeszcze w czasie wojny aspirował do roli politycznej jako członek Rady Regencyjnej. Po uzyskaniu niepodległości aspirował do roli zwierzchniej nad polskim Kościołem katolickim.
Spory o zwierzchnictwo nie przeszkadzały biskupom w staraniach o powołanie nowych diecezji w nowo ukształtowanym terytorialnie państwie polskim. Ostatecznie biskupi uzgodnili zniesienie unii personalnej pomiędzy archidiecezją gnieźnieńską i diecezją poznańską oraz podporządkowanie tej ostatniej metropolii gnieźnieńskiej, a także powołanie nowej diecezji katolickiej z siedzibą w Stanisławowie.
Swoje decyzje przekazali kurii rzymskiej razem z opiniami o kościelnych nieruchomościach. Na tych decyzjach w zasadzie zakończył się udział polskich biskupów w dyskusjach okołokonkordatowych.
Całość negocjacji odbywała się już później wyłącznie pomiędzy polskim rządem a Watykanem. Pominięto również osobę nuncjusza papieskiego w Polsce, arcybiskupa Lorenzo Lauri. Całość projektu konkordatu powstała w ramach rządu.
W czerwcu 1924 roku całość negocjacji konkordatu powierzono Stanisławowi Grabskiemu, bratu premiera Władysława Grabskiego, który w grudniu 1923 roku ponownie został szefem rządu. Od rządu Witosa, ChjenoPiasta, różnił go brak w koalicji Chjeny, czyli Chrześcijańskiego Związku Jedności Narodowej.
Stanisław Grabski cieszył się pełnym poparciem biskupa Kakowskiego. Wyruszył do Rzymu z rządowymi tezami, które miały być podstawą dokumentu, a opierały się na wcześniejszych projektach prof. Abrahama. Jednak Grabskiemu udało się narzucić własną narrację, autorską, opartą na endeckiej, nacjonalistycznej wizji państwa i narodu.
W takim rozumieniu religia katolicka miała być narzędziem wspierającym politykę państwa i budowę narodu. Opierał się w negocjacjach na projekcie rządowym, ale — jak wiadomo — był to rząd wybitnie endecki. Ważną dla rządu i Grabskiego sprawą była kwestia diecezji unickich, czyli tak naprawdę kwestia ukraińska. Jego zamiarem było też zablokowanie tzw. diecezji wschodnich, czyli takich, które uznawały zwierzchnictwo papieża, ale zachowały cały obrządek prawosławny. Grabski nie uzyskał poparcia dla swojej koncepcji. Sprawa tego obrządku była kontrowersją, która ciążyła na relacjach państwa polskiego z Watykanem aż do wybuchu wojny.
Pierwszy artykuł konkordatu w rezultacie gwarantował Kościołowi katolickiemu pełną swobodę działania w zakresie religijnym i majątkowym zgodnie z „prawem boskiem i prawem kanonicznem”.
Istotne dla rządu polskiego było rozciągnięcie kompetencji nuncjusza jako przedstawiciela Watykanu na teren Wolnego Miasta Gdańska. To małe dyplomatyczne zwycięstwo miało wspierać polskie roszczenia do miasta.
Nieco kontrowersji zarówno wśród polityków, jak i księży wzbudziło zapisanie obowiązku modlitw za Rzeczpospolitą i jej prezydenta.
Niezwykle istotne zapisy trafiły do artykułu IX — o tym, że żadna część Rzeczypospolitej nie będzie zależała od biskupa, którego siedziba znajdowałaby się poza granicami państwa polskiego.
W 1939 roku Watykan włączył części diecezji częstochowskiej, diecezji katowickiej i archidiecezji krakowskiej do niemieckiej archidiecezji wrocławskiej. Były to tereny wcielone przez okupanta do III Rzeszy. Dodatkowo ustanowiono niemieckich administratorów apostolskich diecezji chełmińskiej i archidiecezji gnieźnieńsko-poznańskiej.
Co ciekawe, było to zgodne z postanowieniami konkordatu z III Rzeszą (1935). Te decyzje zostały podane za podstawę uznania przez Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej, że konkordat został zerwany przez Stolicę Apostolską jeszcze w czasie trwania działań wojennych.
Na pewno ułatwiło przyjęcie takiej decyzji brak uznania przez Watykan TRJN za legalny rząd Polski.
W konkordacie zawarto wykaz diecezji z podziałem na obrządki z zastrzeżeniem, że wszelkie zmiany ich liczby i obszaru wymagają zgody polskiego rządu.
Co ciekawe, artykuł X konkordatu gwarantował polskim władzom uzyskanie informacji o planowanych nominacjach na funkcje biskupie i arcybiskupie „aby upewnić się, że Prezydent nie ma do podniesienia przeciw temu wyborowi względów natury politycznej”.
Konkordat nie precyzował, jakie miałyby być skutki podniesienia przez prezydenta takich „względów”. Watykan mógłby w zależności od sytuacji albo sprzeciw zignorować, albo uznać i wycofać się z kontrowersyjnej nominacji.
W dodatku nominat miał składać przysięgę na wierność Rzeczypospolitej i zobowiązywał się do przeciwdziałania poczynaniom mogącym przynieść szkodę państwu.
Konkordat wprowadzał obowiązek nauczania religii we wszystkich szkołach publicznych, za wyjątkiem szkół wyższych.
Majątki duchownych i kościelnych osób prawnych miały podlegać opodatkowaniu na zasadach ogólnych, z wyłączeniem budynków sakralnych, domów zakonnych itp. Natomiast siedziby biskupów, proboszczów i kościelne lokale urzędowe miały być traktowane jak budynki administracji publicznej.
Konkordat gwarantował również zachowanie przez Kościół dóbr i majątków, jakie posiadał w dniu podpisania konkordatu (artykuł XXIV).
Sprawy dóbr kościelnych przejętych przez zaborców zostały wyłączone z decyzji konkordatu i miały zostać uregulowane w osobnym akcie. Watykan zgodził się na wykup przez państwo gruntów ponad limity ustalone w konkordacie. Grunty te miały zostać przeznaczone na rzecz reformy rolnej.
Załącznik do konkordatu określał wysokość uposażeń dla duchowieństwa na zasadach analogicznych do urzędników państwowych — od kardynałów po proboszczów i uczniów seminariów duchownych.
Podpisany w Rzymie 10 lutego 1925 roku dokument trafił do polskiego Sejmu 24 marca. Wynik głosowania był przesądzony.
Przeciw ratyfikacji zagłosowały, po burzliwej debacie, Polska Partia Socjalistyczna, PSL „Wyzwolenie” i przedstawiciele mniejszości narodowych. Nie mniej głosów sprzeciwu podniosło się wśród polskiego duchowieństwa — głównie z powodu przepisów o odpłatnej, ale jednak parcelacji dóbr kościelnych.
Czołowym krytykiem był arcybiskup krakowski Adam Stefan Sapieha. Uważał, że Konstytucja z 1921 roku wystarczająco gwarantuje prawa Kościoła i należy zawierać z państwem polskim jedynie szczegółowe porozumienia.
Był przekonany, i nie był w tym poglądzie odosobniony, że prawo stanowione przez Kościół jest nadrzędne nad prawem krajowym. Krytyka ta miała znaczenie, bo arcybiskup sprawował funkcję senatora Rzeczypospolitej w latach 1922–1923, właśnie z poparciem Chjeny (Chrześcijańskiego Związku Jedności Narodowej).
Sapieha uważał, że konkordat nie jest aż tak korzystny dla Kościoła, jak — jego zdaniem — mógłby czy wręcz powinien być. Podjął próbę organizacji oporu biskupów przeciw podpisaniu konkordatu. Stanowczo sprzeciwiał się treści przysięgi, jaką zapisano w artykule XII konkordatu. Domagał się też większego wpływu Kościoła na treści nauczania w szkolnictwie, a naukę religii uznał za zawężenie roli Kościoła w edukacji.
Mimo zastrzeżeń arcybiskupa konkordat wszedł w życie przy ogólnym poparciu większości duchowieństwa. Jednak większości spraw, które miały być uregulowane w aktach szczegółowych, nie udało się uzgodnić do wybuchu wojny.
Konkordat był poddany krytyce przez rządzącą po roku 1926 Sanację. W dokumencie przygotowanym w 1939 roku przez Ministerstwo Wyznań stwierdzono nawet, że „Konkordat nie przyniósł państwu korzyści i w przyszłości należy zmierzać do stanu bezkonkordatowego”.
Ten radykalny postulat spełnił dopiero Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej 12 września 1945 roku.
W powszechnej ocenie polski konkordat był najbardziej korzystny ze wszystkich podpisanych przez Watykan w okresie międzywojennym. Niewiele gwarantował polskiemu państwu, bardzo dużo Kościołowi.
Jak w tym kontekście ocenić konkordat podpisany w 1993 roku i ratyfikowany w 1998? W tym konkordacie katolicy uzyskali śluby konkordatowe, państwo polskie nie uzyskało niczego, a Kościół — wszystko, czego sobie zażyczył.
Potem biskupi żałowali, że nie zażyczyli sobie więcej. Ale to już temat na osobny tekst.
PS. W setną rocznicę podpisania konkordatu Stowarzyszenie Wszechnicy Oświeceniowo-Racjonalistycznej zorganizowało sesję poświęconą konkordatowi z 1925 roku. W sesji udział wzięli prof. Paweł Borecki oraz dr dr Andrzej Gerlach. Nagranie z sesji można obejrzeć.
Źródła:
- Konkordat polski z 1925 r. — J. Wisłocki, Poznań 1977
- Konkordat Polski z 1925 r. — K. Krasowski, Czasopismo Prawno-Historyczne, Poznań 2007
- Krytyka Konkordatu z 1925 r. w poglądach kardynała Adama Stefana Sapiehy — Mateusz Kępa, Studenckie prace prawnicze, administratywistyczne i ekonomiczne, 2016
- Konkordat z dnia 10 lutego 1925 roku, Dziennik Ustaw RP 1925 nr 27 poz. 501









