Przerwa na obiad to najważniejsze święto

1 wrz 2026

Dopóki Francja kręci się

W Normandii żyją szczęśliwe krowy. Bo są na wolności. Pasą się przez 9 miesięcy na prawdziwych pastwiskach. Z dala od obór. Jedzą, znaną z wykwintnego smaku, normandzką trawę. A przez pozostałe 3 oborowe miesiące, pożywne siano. Z prawdziwej normandzkiej trawy.

Ale nawet tak dobre warunki nie chronią tych krów od egzystencjalnych problemów. Traum, depresji, myśli samobójczych nawet.

Wtedy ich hodowcy sprowadzają wyspecjalizowanych terapeutów.

Ci sprawdzają co krowie może burzyć szczęście. Zalecają terapię.

To ważne, bo tylko szczęśliwe krowy dają dobre mleko ze szczęśliwych wymion. Tylko z dobrego mleka robi się znakomite sery. Zwłaszcza słynne globalnie normandzkie camemberty.

Te najlepsze robią tam z mleka niepasteryzowanego. Jako produkt regionalny. Sprytni Francuzi wiedzą jak olać brukselskie regulacje, aby jeść dobrze. Uczcie się polscy hodowcy i serowarzy.

W sąsiedniej Bretanii żyją szczęśliwe owce. Też na prawdziwych pastwiskach. Po czarnych kopytkach i pyskach poznacie je. Jedzą tam słynną, słoną bretońską trawę. Bo Bretania nadmorską jest i soli tam skolko ugodna. Bretońskie owce również dają dobre mleko. Zwłaszcza na sery ze słonym posmakiem.

Świnie też

W Bretanii i Normandii świnie też bywają szczęśliwe. Ale tylko te pochodzenia celtyckiego. O białej skórze i uszach. Żyjące one na polach, w laskach, a nie w klatkach i giga chlewach.

Dlatego dają słynne „marmurkowe mięso”. Idealne na prawdziwe szynki i kiełbasy. Powiem wam, że kiełbasa bretońska, zwłaszcza ta na ciepło z lokalna musztardą, jest prawie tak dobra jak polska.

Oczywiście ta robiona z prawdziwej polskiej świni. Też wolnej, nie skoncentrowanej w klatkowym, przemysłowym, korporacyjnym lagrze.

Oprócz wyżej wymienionych, w całej Francji, żyją też inne, uważane przez ludzi, za szczęśliwe zwierzęta.

Żaby, bo są gotowane powoli aby się do wrzątku spokojnie przyzwyczaiły.

Ślimaki, bo przed gotowaniem moczy się je w soli i mają czas, by przed śmiercią spokojnie się wysrać. Nie każdemu człowiekowi los to daje.

Podobnie z pulardami i kapłonami. Dzięki wczesnej kastracji nie mają żalu, że idą na rożna bez zakosztowania macierzyństwa i ojcostwa.

Za to kogutów we Francji się nie je. Bo kogut to jeden z jej symboli.

Francja żyje

Dopóki Francja dobrze je, to Francja żyje. Im Francja żyje dostatniej, tym lepiej je. Je lepiej jedynie wtedy, kiedy je smacznie. Jest smacznie, kiedy wszystko co przeznaczone do zjedzenia, było szczęśliwe przed pójściem na rzeź.

Są na świecie dwie globalne kuchnie. Chińska i francuska.

Obie znakomite, bo bazują na swych regionalnych kuchniach.

Nie wstydzą się ich.

W obu kucharze są profesjonalistami. Dobrze też opłacanymi.

Każdy z nich jest lokalnym i państwowym patriotą. Szczęśliwym, kiedy dobrze gotuje. Najlepsze chińskie, francuskie i wszystkie inne knajpy, to te nieduże, rodzinne. Prowadzone przez pokolenia knajpiarzy.

Tylko w Zakopanem taka gastronomiczna prawidłowość nie działa. Tam gastronomiczni patrioci szczęśliwi są kiedy tylko wydutkają ceprów z dutków.

W Paryżu jest Au Vieux Paris d’Arcole. Tradycyjna restauracja w XVI wiecznym budynku. Zaczynała w 1723 roku. Polecam serwowany tam, w przystępnej cenie, pasztet strasburski, czyli foie gras. Ale tylko ten na ciepło, w sosie wiśniowym. Niebo w gębie !

Porównywalne jedynie z kalmarem faszerowanym wieprzową podawanym w wietnamskim Hoi Anh, hot kociołkiem z Czengdu, i oczywiście trepangiem z Hongkongu. Każde dziecko wie, że najlepsze trepangi są w Hongkongu na Kowloongu.

Francja żyje jeszcze, bo stale chroni swoją francuskość. Kuchnia francuska to filar francuskiej kultury, tożsamości i suwerenności narodowej. Jedzenie francuskich dań to dla Francuza utrwalanie substancji narodowej.

Dlatego państwo francuskie wspiera francuskie kino. Bo wtedy na ekranie bohaterowie francuskich filmów jedzą tylko francuskie dania. Jeśli któryś z nich trafia do McDonald’sa, to musi być potencjalnym samobójcą albo seryjnym mordercą.

W Polsce zdeklarowani patrioci, zwłaszcza ci prawicowi, mają gęby pełne patriotycznej frazeologii. Ale swe żołądki zapychają amerykańsko podobną paszą. Olewają takie przysmaki kuchni polskiej jak śledzie po japońsku, śledzie pod szubą po rosyjsku, karpie po żydowsku, barszcze ukraińskie, kołduny litewskie, cepeliny żmudzkie, pierogi ruskie, karminadle, rolady i kluski śląskie, obwarzanki krakowskie, bajgle częstochowskie, cebularze lubelskie, fasolkę po bretońsku. To ostatnie danie nieznane w Bretanii.

Francja jest zwarta kulturowo i narodowo, bo ma silne kulturowo regiony i pielęgnuje je. Jest silnym państwem i ojczyzną jego regionów.

W Polsce polski narodowiec boi się regionalizmów, jak diabeł wody święconej.

Powszedni dzień świąteczny

Francuzi mają czas na dobre jedzenie, bo ich ustawowy czas pracy wynosi tylko 35 godzin tygodniowo. Siedem godzin dziennie. Maksymalnie czas pracy nie może przekraczać 10 godzin dziennie oraz 48 rodzin tygodniowo. Codziennie pracę przerwa się, kiedy nadchodzi przerwa obiadowa.

Ta zwyczajowo zaczyna się o godzinie 12.00 i trwa do 13.30 – 14.00.

Przerwa na obiad to najważniejsze święto we Francji. Każdy je celebruje, niezależnie od wiary i poglądów politycznych.

Gdyby jutro jakiś Putin napadł na Francję w porze obiadowej, to Francuzi najpierw zjedliby obiad, a potem ruszyli na barykady, aby obronić cnoty Marianny. Po drodze złożyli by też donosy na wrażego Putina do odpowiednich władz.

Poza codziennym obiadem wszyscy Francuzi obchodzą inne, wolne od pracy, święta. Wtedy też mogą spokojnie jeść. Mają ustawowo co najmniej 11 dni wolnych w roku. W większości to święta kościelne, bo Francja to „Najstarsza córa Kościoła”, od czasu chrztu Chlodwiga I. Ale są też święta świeckie, bo Francja to Ojczyzna antyklerykalizmu i państwa świeckiego.

Do tego każdy Francuz ma w ciągu roku przynajmniej 30 dni urlopu.

Zwykle wykorzystuje ich więcej, bo dochodzą mu dni za godziny nadliczbowe. Obliczanie dodatkowych dni wolnych od pracy jest tam skomplikowane. Potężny sektor francuskich urzędników długo pracuje, aby wszystkim pracującym te wolne dni doliczyć.

Mogą też Francuzi jeść podczas wakacji, czyli w lipcu i sierpniu, oraz licznych dodatkowych przerwach zajęć w szkołach. Podczas wakacji jedzą we Francji, bo za granicę jeżdżą rzadko, zwykle służbowo. Nic dziwnego, wszystkie wakacyjne atrakcje, jak morza, góry, zamki, pałace, urocze miasteczka, przecudne, nieskażone reklamozą, krajobrazy, mają u siebie.

Zresztą ochrona francuskiego krajobrazu, architektury, lasów, parków narodowych, to dla Francuzów jest przejaw ich patriotyzmu.

W Polsce takie działania prawicowi patrioci uważają za obce im „lewactwo”.

Na karuzelach

Kiedy Francuz już zjadł i nie musi jeszcze pracować, to kręci się na karuzeli. Karuzelę znajdziecie w każdym francuskim miasteczku. To karuzela powinna być tam godłem państwowym. Zwłaszcza, że jednego, ustawowego godła państwowego, nadal we Francji nie ma.

Dziś we Francji łatwiej jest trafić na karuzele niż publiczną toaletę. Te z dala widoczne często są jak faceci w Polsce. Albo zajęte albo zasrane.

Oczywiście toalety znajdziecie w licznych barach i restauracjach. Ale dostępne są jedynie ich klientom. Aby oddać tam mocz trzeba też tam coś wypić. To powoduje kolejną potrzebę toaletową. I tak wpada się tam w ciąg toaletowo- pijacki.

Wbrew powszechnym dziś internetowym opiniom, Francja jest państwem bezpiecznym. Widać tam dużo policjantów i agentów ochrony. Miejsca masowo odwiedzane przez turystów, patrolowane są przez wojsko.

Z gotowymi do użycia karabinami automatycznymi. Żołnierze chodzą parami. Jak kiedyś milicjanci w Polsce. Ale we Francji zawsze jeden z nich jest galicyjskiej urody, a drugi postkolonialnej.

Czułem się wśród tych patroli, jak w czasach młodości. Za stanu wojennego. Tylko koksowników nie mieli.

Stalingradu nie ma już w Rosji i w Katowicach też. Za to nadal jest w paryskim metrze. Stacja przesiadkowa, uważana za raj kieszonkowców pochodzenia afro kolonialnego. Celują w portfele i smartfony. Zegarków nie zabierają.

Nie wchodzą w to też Chińczycy i południowo- wschodni Azjaci. Choć we Francji strasznie cierpią, bo nie mogą legalnie pracować dłużej niż te 35 godzin tygodniowo. Na szczęście nieazjatyccy Francuzi zwykle nie odróżniają Chińczyka od Wietnamczyka, a zwłaszcza Chińczyka do Chińczyka.

Dlatego przyłapani na dłuższej pracy, zwykle po francuskich donosach, pracowici Chińczycy od razu wypierają się swej tożsamości i udają inną chińską osobę, która niedawno pracę zaczęła.

Dzięki temu francuscy Azjaci nie mają problemu i presji nadmiaru czasu wolnego. Nie muszą jeść francuskiej kuchni albo kręcić się na karuzelach.

Pomimo tak krótkiego czasu pracy, długich wakacji i licznych świąt, we Francji ciągle pracują elektrownie, stocznie, fabryki samochodów, pociągów, samolotów, perfum, rakiet, odzieży, piwa, wina, cydru, koniaku, armaniaku i calvadosu. Fabryki wszystkiego, nie tylko serów, szynek i kiełbas.

Kto tam pracuje, skoro knajpy i bary ciągle są pełne, a o wolne miejsce na karuzeli też trudno?

Chyba nie tylko ci Chińczycy?Przerwa na obiad to najważniejsze święto

Dopóki Francja kręci się

W Normandii żyją szczęśliwe krowy. Bo są na wolności. Pasą się przez 9 miesięcy na prawdziwych pastwiskach. Z dala od obór. Jedzą, znaną z wykwintnego smaku, normandzką trawę. A przez pozostałe 3 oborowe miesiące, pożywne siano. Z prawdziwej normandzkiej trawy.

Ale nawet tak dobre warunki nie chronią tych krów od egzystencjalnych problemów. Traum, depresji, myśli samobójczych nawet.

Wtedy ich hodowcy sprowadzają wyspecjalizowanych terapeutów.

Ci sprawdzają co krowie może burzyć szczęście. Zalecają terapię.

To ważne, bo tylko szczęśliwe krowy dają dobre mleko ze szczęśliwych wymion. Tylko z dobrego mleka robi się znakomite sery. Zwłaszcza słynne globalnie normandzkie camemberty.

Te najlepsze robią tam z mleka niepasteryzowanego. Jako produkt regionalny. Sprytni Francuzi wiedzą jak olać brukselskie regulacje, aby jeść dobrze. Uczcie się polscy hodowcy i serowarzy.

W sąsiedniej Bretanii żyją szczęśliwe owce. Też na prawdziwych pastwiskach. Po czarnych kopytkach i pyskach poznacie je. Jedzą tam słynną, słoną bretońską trawę. Bo Bretania nadmorską jest i soli tam skolko ugodna. Bretońskie owce również dają dobre mleko. Zwłaszcza na sery ze słonym posmakiem.

Świnie też

W Bretanii i Normandii świnie też bywają szczęśliwe. Ale tylko te pochodzenia celtyckiego. O białej skórze i uszach. Żyjące one na polach, w laskach, a nie w klatkach i giga chlewach.

Dlatego dają słynne „marmurkowe mięso”. Idealne na prawdziwe szynki i kiełbasy. Powiem wam, że kiełbasa bretońska, zwłaszcza ta na ciepło z lokalna musztardą, jest prawie tak dobra jak polska.

Oczywiście ta robiona z prawdziwej polskiej świni. Też wolnej, nie skoncentrowanej w klatkowym, przemysłowym, korporacyjnym lagrze.

Oprócz wyżej wymienionych, w całej Francji, żyją też inne, uważane przez ludzi, za szczęśliwe zwierzęta.

Żaby, bo są gotowane powoli aby się do wrzątku spokojnie przyzwyczaiły.

Ślimaki, bo przed gotowaniem moczy się je w soli i mają czas, by przed śmiercią spokojnie się wysrać. Nie każdemu człowiekowi los to daje.

Podobnie z pulardami i kapłonami. Dzięki wczesnej kastracji nie mają żalu, że idą na rożna bez zakosztowania macierzyństwa i ojcostwa.

Za to kogutów we Francji się nie je. Bo kogut to jeden z jej symboli.

Francja żyje

Dopóki Francja dobrze je, to Francja żyje. Im Francja żyje dostatniej, tym lepiej je. Je lepiej jedynie wtedy, kiedy je smacznie. Jest smacznie, kiedy wszystko co przeznaczone do zjedzenia, było szczęśliwe przed pójściem na rzeź.

Są na świecie dwie globalne kuchnie. Chińska i francuska.

Obie znakomite, bo bazują na swych regionalnych kuchniach.

Nie wstydzą się ich.

W obu kucharze są profesjonalistami. Dobrze też opłacanymi.

Każdy z nich jest lokalnym i państwowym patriotą. Szczęśliwym, kiedy dobrze gotuje. Najlepsze chińskie, francuskie i wszystkie inne knajpy, to te nieduże, rodzinne. Prowadzone przez pokolenia knajpiarzy.

Tylko w Zakopanem taka gastronomiczna prawidłowość nie działa. Tam gastronomiczni patrioci szczęśliwi są kiedy tylko wydutkają ceprów z dutków.

W Paryżu jest Au Vieux Paris d’Arcole. Tradycyjna restauracja w XVI wiecznym budynku. Zaczynała w 1723 roku. Polecam serwowany tam, w przystępnej cenie, pasztet strasburski, czyli foie gras. Ale tylko ten na ciepło, w sosie wiśniowym. Niebo w gębie !

Porównywalne jedynie z kalmarem faszerowanym wieprzową podawanym w wietnamskim Hoi Anh, hot kociołkiem z Czengdu, i oczywiście trepangiem z Hongkongu. Każde dziecko wie, że najlepsze trepangi są w Hongkongu na Kowloongu.

Francja żyje jeszcze, bo stale chroni swoją francuskość. Kuchnia francuska to filar francuskiej kultury, tożsamości i suwerenności narodowej. Jedzenie francuskich dań to dla Francuza utrwalanie substancji narodowej.

Dlatego państwo francuskie wspiera francuskie kino. Bo wtedy na ekranie bohaterowie francuskich filmów jedzą tylko francuskie dania. Jeśli któryś z nich trafia do McDonald’sa, to musi być potencjalnym samobójcą albo seryjnym mordercą.

W Polsce zdeklarowani patrioci, zwłaszcza ci prawicowi, mają gęby pełne patriotycznej frazeologii. Ale swe żołądki zapychają amerykańsko podobną paszą. Olewają takie przysmaki kuchni polskiej jak śledzie po japońsku, śledzie pod szubą po rosyjsku, karpie po żydowsku, barszcze ukraińskie, kołduny litewskie, cepeliny żmudzkie, pierogi ruskie, karminadle, rolady i kluski śląskie, obwarzanki krakowskie, bajgle częstochowskie, cebularze lubelskie, fasolkę po bretońsku. To ostatnie danie nieznane w Bretanii.

Francja jest zwarta kulturowo i narodowo, bo ma silne kulturowo regiony i pielęgnuje je. Jest silnym państwem i ojczyzną jego regionów.

W Polsce polski narodowiec boi się regionalizmów, jak diabeł wody święconej.

Powszedni dzień świąteczny

Francuzi mają czas na dobre jedzenie, bo ich ustawowy czas pracy wynosi tylko 35 godzin tygodniowo. Siedem godzin dziennie. Maksymalnie czas pracy nie może przekraczać 10 godzin dziennie oraz 48 rodzin tygodniowo. Codziennie pracę przerwa się, kiedy nadchodzi przerwa obiadowa.

Ta zwyczajowo zaczyna się o godzinie 12.00 i trwa do 13.30 – 14.00.

Przerwa na obiad to najważniejsze święto we Francji. Każdy je celebruje, niezależnie od wiary i poglądów politycznych.

Gdyby jutro jakiś Putin napadł na Francję w porze obiadowej, to Francuzi najpierw zjedliby obiad, a potem ruszyli na barykady, aby obronić cnoty Marianny. Po drodze złożyli by też donosy na wrażego Putina do odpowiednich władz.

Poza codziennym obiadem wszyscy Francuzi obchodzą inne, wolne od pracy, święta. Wtedy też mogą spokojnie jeść. Mają ustawowo co najmniej 11 dni wolnych w roku. W większości to święta kościelne, bo Francja to „Najstarsza córa Kościoła”, od czasu chrztu Chlodwiga I. Ale są też święta świeckie, bo Francja to Ojczyzna antyklerykalizmu i państwa świeckiego.

Do tego każdy Francuz ma w ciągu roku przynajmniej 30 dni urlopu.

Zwykle wykorzystuje ich więcej, bo dochodzą mu dni za godziny nadliczbowe. Obliczanie dodatkowych dni wolnych od pracy jest tam skomplikowane. Potężny sektor francuskich urzędników długo pracuje, aby wszystkim pracującym te wolne dni doliczyć.

Mogą też Francuzi jeść podczas wakacji, czyli w lipcu i sierpniu, oraz licznych dodatkowych przerwach zajęć w szkołach. Podczas wakacji jedzą we Francji, bo za granicę jeżdżą rzadko, zwykle służbowo. Nic dziwnego, wszystkie wakacyjne atrakcje, jak morza, góry, zamki, pałace, urocze miasteczka, przecudne, nieskażone reklamozą, krajobrazy, mają u siebie.

Zresztą ochrona francuskiego krajobrazu, architektury, lasów, parków narodowych, to dla Francuzów jest przejaw ich patriotyzmu.

W Polsce takie działania prawicowi patrioci uważają za obce im „lewactwo”.

Na karuzelach

Kiedy Francuz już zjadł i nie musi jeszcze pracować, to kręci się na karuzeli. Karuzelę znajdziecie w każdym francuskim miasteczku. To karuzela powinna być tam godłem państwowym. Zwłaszcza, że jednego, ustawowego godła państwowego, nadal we Francji nie ma.

Dziś we Francji łatwiej jest trafić na karuzele niż publiczną toaletę. Te z dala widoczne często są jak faceci w Polsce. Albo zajęte albo zasrane.

Oczywiście toalety znajdziecie w licznych barach i restauracjach. Ale dostępne są jedynie ich klientom. Aby oddać tam mocz trzeba też tam coś wypić. To powoduje kolejną potrzebę toaletową. I tak wpada się tam w ciąg toaletowo- pijacki.

Wbrew powszechnym dziś internetowym opiniom, Francja jest państwem bezpiecznym. Widać tam dużo policjantów i agentów ochrony. Miejsca masowo odwiedzane przez turystów, patrolowane są przez wojsko.

Z gotowymi do użycia karabinami automatycznymi. Żołnierze chodzą parami. Jak kiedyś milicjanci w Polsce. Ale we Francji zawsze jeden z nich jest galicyjskiej urody, a drugi postkolonialnej.

Czułem się wśród tych patroli, jak w czasach młodości. Za stanu wojennego. Tylko koksowników nie mieli.

Stalingradu nie ma już w Rosji i w Katowicach też. Za to nadal jest w paryskim metrze. Stacja przesiadkowa, uważana za raj kieszonkowców pochodzenia afro kolonialnego. Celują w portfele i smartfony. Zegarków nie zabierają.

Nie wchodzą w to też Chińczycy i południowo- wschodni Azjaci. Choć we Francji strasznie cierpią, bo nie mogą legalnie pracować dłużej niż te 35 godzin tygodniowo. Na szczęście nieazjatyccy Francuzi zwykle nie odróżniają Chińczyka od Wietnamczyka, a zwłaszcza Chińczyka do Chińczyka.

Dlatego przyłapani na dłuższej pracy, zwykle po francuskich donosach, pracowici Chińczycy od razu wypierają się swej tożsamości i udają inną chińską osobę, która niedawno pracę zaczęła.

Dzięki temu francuscy Azjaci nie mają problemu i presji nadmiaru czasu wolnego. Nie muszą jeść francuskiej kuchni albo kręcić się na karuzelach.

Pomimo tak krótkiego czasu pracy, długich wakacji i licznych świąt, we Francji ciągle pracują elektrownie, stocznie, fabryki samochodów, pociągów, samolotów, perfum, rakiet, odzieży, piwa, wina, cydru, koniaku, armaniaku i calvadosu. Fabryki wszystkiego, nie tylko serów, szynek i kiełbas.

Kto tam pracuje, skoro knajpy i bary ciągle są pełne, a o wolne miejsce na karuzeli też trudno?

Chyba nie tylko ci Chińczycy?

Najnowsze

Episkopat chce wpływać na prawo w Polsce. A kto rozliczy Kościół? Moralność z ambony, bezkarność za zamkniętymi drzwiami

Episkopat chce wpływać na prawo w Polsce. A kto rozliczy Kościół? Moralność z ambony, bezkarność za zamkniętymi drzwiami

Kościół katolicki w Polsce nieustannie domaga się od obywateli przestrzegania surowych zasad moralnych, podczas gdy sami duchowni nadto często uchylają się od odpowiedzialności za swoje czyny. Skandale związane z seksualnym wykorzystywaniem i manipulacjami ujawniają hipokryzję instytucji, która zamiast dbać o dobro wiernych, chroni własną reputację. Przypadki biskupów nieprzekazujących informacji o przestępstwach oraz duchownych nadużywających zaufanie pokazują, że problem nie jest marginalny. Społeczeństwo ma prawo oczekiwać, że autorzy moralnych nauczek będą sami podlegać tym samym wytycznym, których wystosowują w stronę innych. Czas na prawdziwą odpowiedzialność.

Żółty Październik

Żółty Październik

Październik 1956 roku. Polska znalazła się o krok od radzieckiej interwencji wojskowej. Chruszczow groził użyciem siły, radzieckie czołgi ruszyły w kierunku Warszawy, a Władysław Gomułka rzucił wyzwanie Moskwie. W tej dramatycznej rozgrywce nieoczekiwaną rolę odegrały komunistyczne Chiny.

Dlaczego Mao Zedong sprzeciwił się radzieckiej interwencji w Polsce? Czy Pekin pomógł ocalić Polski Październik? I jak konflikt między dwoma komunistycznymi mocarstwami wpłynął na losy naszego kraju?

Samo-zamachujące się państwo

Samo-zamachujące się państwo

Polscy politycy traktują Trybunał Konstytucyjny jak narzędzie polityczne, co prowadzi do jego dysfunkcji. Obydwie strony konfliktu stosują manipulacje prawne i brutalne techniki, zagrażając niezależności instytucji. Kryzys ten podważa zaufanie do wymiaru sprawiedliwości, stawiając pod znakiem zapytania przyszłość TK w obecnym kształcie.

Światowy Dzień Cukrzycy 

Światowy Dzień Cukrzycy 

Ponad połowa dzieci w Polsce z nowo zdiagnozowaną cukrzycą typu 1 doświadcza kwasicy ketonowej, co może prowadzić do śmierci. Eksperci oraz Polskie Stowarzyszenie Diabetyków apelują o wprowadzenie ogólnopolskiego programu badań przesiewowych, aby zminimalizować dramaty zdrowotne i zainwestować w profilaktykę zamiast w leczenie konsekwencji. Projekt miałby obejmować wczesną diagnostykę dla dzieci oraz osoby z grup ryzyka. Ponadto, wczesne wykrycie cukrzycy może ograniczyć koszty związane z hospitalizacją oraz polepszyć jakość życia pacjentów i ich rodzin.

Komentarz: Siła odnowy. Dlaczego żywotność KPCh ma kluczowe znaczenie dla przyszłości Chin?

Komentarz: Siła odnowy. Dlaczego żywotność KPCh ma kluczowe znaczenie dla przyszłości Chin?

W lipcu 1945 roku Mao Zedong wskazał, że demokracja jest kluczem do uniknięcia upadku władzy, w co wpisał się Xi Jinping w 2021 roku, proponując samorewolucję KPCh jako sposób na dostosowanie się do zmieniającego się świata. KPCh, poprzez ciągłą modernizację i odpowiedzialne zarządzanie, osiągnęła znaczący rozwój gospodarczy, występując jako druga potęga światowa. Przykładem lokalnych reform jest zielona skrzynka na listy w Chongqingu, która umożliwia mieszkańcom zgłaszanie problemów. Efekty tych działań oraz przeciwdziałanie korupcji podkreślają znaczenie odpowiednich kadr dla przyszłości Chin i globalnej gospodarki.

Sprawdź również

Wielkie granie w innej siedzibie

Wielkie granie w innej siedzibie

Szalone Dni Muzyki znalazły swój dom. Nowe otwarcie spodobało się publiczności. Można się było nieco obawiać, jak tegoroczne Szalone Dni Muzyki odnajdą się i zaklimatyzują w zupełnie nowym miejscu. A przede wszystkim: jak tę zmianę powita publiczność, przyzwyczajona...

MOŻESZ TAK. I TAK TEŻ MOŻESZ!

MOŻESZ TAK. I TAK TEŻ MOŻESZ!

14. Festiwal Kultury bez Barier | 13–18 października 2026 175 wydarzeń. Ponad 20 miast. Spektakle, filmy, koncerty, wystawy, spacery i warsztaty. Od 13 do 18 października po raz czternasty Festiwal Kultury bez Barier pokazuje, że nie ma jednego właściwego sposobu na...