„Młody”

31 sie 2018

Znałem go słabo. Niezależnie od kolejnych etapów znajomości z ojcem, jego raczej obserwowałem z pewnej odległości niż znałem. Widziałem, jak wokół „małego Leszka” – wraz ze wzrostem politycznej pozycji ojca – gęstniała grupa „serdecznych przyjaciół”, „kumpli” i „dobrych znajomych”. Każdy gotów był nieba mu przychylić, byle tylko szepnął ojcu to czy owo. Chyba właśnie wtedy zrodziła się niejedna legenda o możliwościach, które dzięki tacie „młody” miał rzekomo na wyciągnięcie ręki. Nie słyszałem, żeby kiedykolwiek z tego korzystał. Owszem, mówiło się, że jest „okiem i uchem” ojca, że znosi mu warszawskie sensacje, ale że od polityki ojciec trzyma go z daleka.
Czasem odnosiłem wrażenie, że towarzyskie wzięcie mu imponuje, ale co z tego wynikało? Czy to takie dziwne, że w młodej głowie mogło niekiedy zaszumieć od atrakcyjnych znajomości, od świetnych okazji „na wyciągnięcie ręki”, które zresztą ginęły w pomroce obietnic i niestworzonych opowieści?
Raz – rzeczywiście, został pełnomocnikiem zarządu KGHM… Cóż to było za oburzenie, że syn premiera – człowiek po Szkole Głównej Handlowej, było nie było – dostał taką posadę?! Niektóre gazety nawet dziś uznały, że jego śmierć też jest dobrą okazją, żeby to wypomnieć.
Minęło zaledwie kilkanaście lat, u władzy nie ma już żadnego „komucha”, a posady warte kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie, rozdawane są jak zupa w Armii Zbawienia: córkom, synom, żonom, szwagrom i szwagierkom, kuzynom, pociotkom, znajomym… Akwarystom, magazynierkom, salowym, wójtom, licencjantom, teologom, administratywistom. Długie kawalkady z wizerunkami obsypanych państwową forsą „rycerzy dobrej zmiany” objeżdżają Polskę. I co? I nic. Jadą, to jadą. Opatrzyły się tylko, nic więcej…
Wtedy „młody” zrezygnował z tej posady, a ojciec wysłał go na naukę angielskiego. Teraz przez łamy i anteny przetoczy się od czasu do czasu co najwyżej coś w rodzaju dobrotliwego upomnienia. Takie: no, no – nieładnie…
Teraz już wszystko można – rządzą „sami swoi”. Nikomu nie przychodzi do głowy, żeby z tak błahego powodu jak oburzenie opinii publicznej, rodziny i kumple najważniejszych polityków w państwie rezygnowali z posad. Ale nas obowiązywały i ciągle obowiązują inne standardy. Nam wolno mniej…
„Młody” początkowo był „dzieckiem z kluczem na szyi” – oboje rodzice pracowali. Dziś, gdy odszedł, nie mogą sobie darować, że poświęcali mu mało czasu wtedy, gdy on ich prawdopodobnie potrzebował najbardziej. Musiał sam radzić sobie z etykietką „syna aparatczyka”, „syna komucha”. Jeszcze nie bardzo zdawał sobie sprawę, co to tak naprawdę znaczy, ale gdy dostał od nauczycielki w twarz za to, że ojciec pracował w KC, zaczął rozumieć.
Polityka zawsze była w tym domu, żył zanurzony w niej, choć nie brał w niej udziału. Ojciec starał się go przed nią chronić. Sam odporny na ciosy, wojownik, który był bity, ale i oddawał, wiedział, że „młody” jest na to za delikatny. Nie było jednak takiej siły, żeby polityka w żaden sposób nie wpływała na życie domowników.
Gdy znaczenie jego ojca rosło, rosła też presja na „młodego”. Okazywano mu ostentacyjne względy, demonstracyjną przyjaźń, kumplostwo, sympatię. Bywał z rodzicami „uroczym gościem” w najlepszych domach, w pierwszych salonach Warszawy. Nigdy potem nie potrafił zrozumieć, dlaczego ci sami ludzie, po zmianie koniunktury politycznej, tak szybko się odwracali od jego ojca, a niektórzy opłacali nawet swoiste polowania z nagonką, żeby albo ojca, albo jego na czymś nakryć – na czymkolwiek kompromitującym.
Zresztą wkrótce „młody” sam został ojcem i jego z kolei dziecko poznało, co to jest wojna totalna z dziadkiem. Pamiętam, że w okresie, kiedy trwała nieszczęsna interwencja w Iraku, o której na wniosek rządu zdecydował cały Sejm, i kiedy teoretycznie Polska znalazła się na celowniku żądnych odwetu i krwi terrorystów, w jednej z „kolorówek” ukazała się informacja o szkole, do której uczęszcza „wnuczka Millera”. Pokazano budynek, a nawet okno klasy, w której uczyła się dziewczynka… Jeśli przyłożyć do tamtej sytuacji dzisiejsze standardy bezpieczeństwa, którymi otacza się rządzących, to synowie, córki i wnuki dzisiejszych prominentów wożone byłby do szkół transporterami opancerzonymi. „Wnuczka Millera” była zaś „tematem na pierwszą stronę”…
I tak toczyło się to życie w cieniu ojca i pod ciągłą kontrolą nieprzyjaznych oczu. Nie raz chciano dobrać się do „starego” podchodząc pod „młodego”. To oczywiście nie mogło pozostać bez wpływu na psychikę, na całe życie „małego Leszka”. Nie mogło nie powodować problemów.
Zna to nie tylko rodzina Millerów. Znają rodziny wszystkich polityków, zwłaszcza tych z pierwszych stron gazet. Zdają się to potwierdzać kondolencje, składane na ręce premiera Millera przez wielu jogo kolegów po fachu – w przeszłości i aktualnie będących na świeczniku. Z lewej i z prawej strony sceny politycznej.
Dokąd zaszliśmy, że musiała się zdarzyć aż taka tragedia, by ludzie władzy w Polsce okazali sobie solidarność ponad podziałami…
„Młody”, mimo starań rodziców, sam chciał stawiać czoła swoim kłopotom. Musiał pojawić się jednak jakiś, z którym już nie dał sobie rady.

Najnowsze

Legionista z Widzewa

Legionista z Widzewa

Zanim został bohaterem narodowym Wietnamu, musiał kilka razy uciekać. Pierwszy raz z fabryki w Westfalii. Był tam...

Sprawdź również

Kijów i Berlin mogą ominąć Warszawę

Kijów i Berlin mogą ominąć Warszawę

Polska może pomóc Ukrainie wygrać wojnę, a mimo to przegrać walkę o porządek, który powstanie po jej zakończeniu. Po 2022 roku polska polityka wobec Ukrainy została zdominowana przez ideologiczny entuzjazm. Każdą próbę rozmowy o polskim interesie, gospodarce czy...

Rządy „prawa” czy wielkich korporacji

Rządy „prawa” czy wielkich korporacji

Lekarstwo Pfizera na poprawę ostrości widzenia Firmy z Zachodu przez stulecia korzystały z taniej pracy, tanich surowców, rynku zbytu kolonii. Ale musiały znaleźć sposób na dalszą ich eksploatację, kiedy te odzyskały niepodległość. Zachodni kolonialiści tracili...

Współlokator+ nie ocalił koalicyjnej hipokryzji

Współlokator+ nie ocalił koalicyjnej hipokryzji

Prezydent zawetował ustawę o „osobie najbliższej”. Stało się więc to, co było oczywiste, że się stanie. Nawrocki opowiada bajki o „obronie małżeństwa”, ponieważ jak podkreśla bezustannie „nic, co jest quasi-małżeństwem, nie może liczyć na moje wsparcie”. Krucha jest...

Legionista z Widzewa

Legionista z Widzewa

Zanim został bohaterem narodowym Wietnamu, musiał kilka razy uciekać. Pierwszy raz z fabryki w Westfalii. Był tam polskim, przymusowym robotnikiem. Do Niemiec trafił tam z łódzkiej dzielnicy Widzew. Urodził się w rodzinie tkaczy w 1923 roku. W czasie niemieckiej...

Czarnek na dywaniku

Czarnek na dywaniku

Przemysław Czarnek nie został jeszcze premierem, ale już zapowiedział, co zrobi, gdy nim zostanie. Na antenie TV Republika stwierdził, że „zmusiłby na arenie międzynarodowej Ukrainę do radykalnej zmiany kursu wobec Polski i Polaków, nie tylko jeśli chodzi o kwestie...

Sen jako towar luksusowy. Co nam mówi bezsenność?

Sen jako towar luksusowy. Co nam mówi bezsenność?

Od lat powtarza się nam, że „sen to zdrowie” oraz że wysypianie się odgrywa w życiu wielką rolę. Problem w tym stwierdzeniu nie polega na braku jego słuszności, bo trudno zaprzeczyć, że kiedy jesteśmy wypoczęci, obiektywnie lepiej funkcjonujemy. Przyczyna leży gdzie...

Znowu kolejna nagonka

Znowu kolejna nagonka

Polska neohusaria oczywiście nie zawiodła. Bohatersko atakuje nastolatków i małe dziewczynki. Krzyczą, że coś tam „Pamiętamy”, choć niczego oczywiście nie pamiętają. Chodzi wyłącznie o racjonalizację agresji. Dowiedzieli się z social mediów, że „już można”. Należy...

Legionista z Widzewa

Cierpliwość, cierpliwość, cierpliwość

Czego Polacy powinni się uczyć od Chińczyków? Takie pytanie często słyszę. Zwykle zadają je wyznawcy i entuzjaści polskiej suwerenności, o narodowo-patriotycznych poglądach. I oni jako pierwsi powinni czerpać z chińskich nauk. Chińczycy kochają suwerenność swego...