Nie tak szybko

Media żywią się wszystkim, co sensacyjne, czekają na każdy krwisty kąsek, który spadnie ze stołu. Są jak rekiny. A wokół Roberta Biedronia rozlało się ostatnio sporo krwi.

„SuperExpress”, który napisał o tym, że lider Wiosny dwadzieścia lat temu miał postawione zarzuty za znęcanie się nad matką nie kryje, że cała sprawa z wyciągnięciem tej informacji na światło dzienne była inspirowana politycznie. Nie kryje nawet, że to robota konkretnego środowiska skupionego wokół konkretnej partii (PO). Najwyraźniej naczelni opozycjoniści IV RP zapomnieli już, jakim oburzeniem pałali, gdy ich ówczesnemu szefowi wyciągano legendarnego dziadka z Wehrmachtu.
Mam wobec „Biedroń Przemocowiec Gate” ambiwalentne uczucia. Nie dziwi mnie, że człowiekowi, który aspiruje do pełnienia funkcji publicznych, zadaje się trudne pytania. Taki, jak się to mówi, lajf: właściciel sklepu spożywczego nie musi legitymować się krystalicznym życiorysem, ale poseł, wybraniec narodu – już powinien. Skoro potępiamy czyny radnego Piaseckiego i uważamy, że nie powinien pełnić funkcji publicznych, to Biedroń powinien być mierzony tą samą miarką.
A jednak sytuacja nie jest tożsama i pomimo wielu oczywistych zastrzeżeń co do programu partii Biedronia, pomimo tego, że nie jest on „moim wyborem” politycznym, w tej konkretnej sprawie będę go bronić.
Założyciel Wiosny nie jest w polityce „świeżakiem”, choć na takiego się kreuje. Trudno oprzeć się wrażeniu, że sensacyjne nagłówki pt. „Pobił matkę?”, w dodatku dotyczące sprawy, która już dawno została wyjaśniona i zamknięta na etapie postępowania sądowego, nie ukazują się dziś przypadkiem. Obserwujemy typową śmierdzącą kampanijną sztuczkę. Na Niesiołowskiego haki trzymano w kieszeni przez długie miesiące, tu najwyraźniej jest podobnie.
Media robią bardzo ryzykowną rzecz, stawiając Biedronia w roli naczelnego oprawcy. Bo tym jest właśnie wyrwanie z kontekstu sprawy, którą dwadzieścia lat temu założyła mu matka. Tu absolutnie nie powinno się tego kontekstu lekceważyć. A kontekst był taki, że zarówno matka, rodzeństwo Biedronia, jak i on sam, przez lata byli ofiarami przemocy, a przy okazji – co bezpośrednio wynika z ich wypowiedzi – osobami współuzależnionymi, zastraszonymi, długotrwale funkcjonującymi w kryzysie. „Kiedy człowiek jest ofiarą przemocy, często nie wie, po której stronie stanąć” – mówi Biedroń i ja mu wierzę. Bo tak to właśnie działa. „Ofiara przemocy” kojarzy nam się ze skuloną postacią łkającą w kącie. Ofiara przemocy miewa mętlik w głowie. Szuka ujścia dla ekstremalnych emocji. Bywa, że znajduje się pod czyimś szkodliwym wpływem, jest manipulowana. Zdarza się, że powiela wzorce, od których tak bardzo chce uciec. Matka Biedronia nie kryje, że cała rodzina latami żyła w piekle. Dlatego ostatecznie wycofała swoje oskarżenia.
Warunkowe umorzenie kary oznacza uznanie winy. Więc tak, do aktu przemocy dojść musiało, nie da się oszukać rzeczywistości. Ale warunkowe umorzenie oznacza również szereg okoliczności szczególnych, istotnych na tyle, aby nie skazywać. W mojej pracy kuratora miałam do czynienia z podopiecznymi „po warunkowym”. Zazwyczaj oznaczało to, że do popełnienia przestępstwa skłaniały ich bieda, uwikłanie w krąg przemocy, głęboki kryzys emocjonalny. Dziś jednak zdaje się, że oboje, zarówno matka, jak i syn, przepracowali swoje traumy. Wyjaśnienia złożoności tej tragicznej sytuacji próżno szukać w plotkarskich notkach. Dlatego myślę, że pisząc o tej sprawie, należy zachować szczególną ostrożność i powstrzymać się od kategorycznych osądów.
To nie jest w żadnym wypadku usprawiedliwianie przekazywania przemocy dalej. To próba zrozumienia, dania szansy na wyplątanie się z obciążającej przeszłości. Mnie osobiście wyjaśnienia Biedronia przekonują. I myślę, że w konfrontacji z mediami słusznie stawia na ucieczkę do przodu poprzez szczerość i przypominanie kontekstu sprawy. Rozumiem też poniekąd jego słuszny żal o to, że akurat teraz postawiono go w ohydnej sytuacji, w której będzie „spalony”, cokolwiek nie zrobi: nawet jeśli otrzepie się z przysłowiowego gówna za pomocą racjonalnych argumentów, to jednak zawsze coś się przyklei.

8 thoughts on “Nie tak szybko”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *