O nacjonalizmie

22 lip 2018

Adam Uziembło to jeden z najwybitniejszych działaczy ruchu socjalistycznego w Polsce. Przeszedł cały szlak swojego pokolenia – od ruchu socjalistycznego w carskiej Rosji i austro-węgierskiej Galicji do PPS  w wolnej II Rzeczpospolitej. W PRL Adam Uziembło został skazany na zapomnienie. Rażąco niesłusznie. Dzięki uprzejmości portalu daszyński2018 publikujemy jeden spośród jego tekstów, które ukazały się w latach 30.

 

Nic może tak jaskrawo nie ilustruje braku dojrzałości społecznej w Polsce, jak stosunek do spraw Kościoła. Naród w większości swej katolicki nie wydał ani głębszego ruchu katolickiego, ani poważniejszych myślicieli katolickich o sławie światowej, ani też nigdy nie umiał stanąć z określonymi postulatami wobec samej organizacji kościelnej. I oto dziś obserwujemy istotnie smutne skutki tych zaniedbań. Kościół, chlubiący się słusznie swą powszechnością, ten Kościół, co trwa ponad zgiełkiem swarów ludzi i narodów – w Polsce staje się rzecznikiem najdziwniejszej ekskluzywności. Stronnictwo chrześcijańskie, kierunek chrześcijański mieści w sobie antysemityzm, nacjonalizm, eksterminację względem każdej mniejszości, czyli wszystko to, co potępia każda litera Ewangelii. Spróbujmy zestawić fakty. Przeciwko pierwszemu Marszałkowi Polski instygowała1 stale większość księży katolickich. Do demonstracji przeciwko śp. Narutowiczowi podniecali między inymi księża. Po rozstrzelaniu mordercy Prezydenta prawie w każdej parafii odbyły.
się nabożeństwa żałobne – nierzadko w sposób niezmiernie uroczysty, zawsze w sposób demonstracyjny. Odprawiania mszy świętej z okazji uroczystości państwowej zakazuje biskup kielecki. Ambony w Poznańskiem i na Pomorzu oraz w wielu miejscowościach reszty Polski, służą do wyklinania „Strzelca”, organizacji popieranej przez władze państwowe.
Propaganda kleru kieruje się przeciw tolerancji zagwarantowanej w konstytucji. To dziś i co dzień. Nie mówimy już o tym, co się dzieje w czasach wyborów.
Fakty, które przytaczamy, mówią wyraźnie, że część kleru katolickiego w sposób zdecydowany walczy z Państwem, jako takim. Inna część walczy z poręczeniami konstytucji i z etycznymi nakazami religii – cała zaś organizacja kościelna nie liczy się ani z wymogami życia współczesnego, ani z potrzebami Rzeczpospolitej.
Jeszcze kilka kroków na tej drodze, a Państwo i Kościół staną we wrogich sobie obozach. Jeszcze kilka kroków, a państwo będzie musiało przyjąć wyzwanie, rzucane mu systematycznie ze strony kleru i podjąć walkę. Z tego trzeba sobie zdać sprawę. Grozę tej sytuacji musimy sobie dobrze uprzytomnić – a myśleć o niej muszą zwłaszcza katolicy, a przede wszystkim zwierzchnie władze kościelne.
W ostatnich dniach w stolicy zaszedł fakt niesłychany: ksiądz z ambony nakazał wiernym rozprawiać się z ks. Hodurem.
Wierni poszli i rozprawili się krwawo. Czy istnieje na świecie państwo cywilizowane, które może znosić coś podobnego? Czy istnieje urząd prokuratorski, który może sobie pozwolić nie wszcząć postępowania karnego przeciw tego rodzaju burzycielowi porządku, podżegaczowi do gwałtów? Czy z drugiej strony kryminalne karanie księży za to, co czynią na ambonie, podczas wykonywania obowiązków kapłańskich, jest rzeczą pożądaną ze stanowiska katolickiego, jeśli władze kościelne biernością swą aprobują te wystąpienia?
I tu powstaje jeden postulat. Konkordat, istniejący pomiędzy Państwem a Kościołem, nie może być martwą literą. Jeżeli Rzeczpospolita wkłada maksimum dobrej woli w jego wykonanie, to musi żądać tej samej dobrej woli ze strony hierarchii kościelnej. Władze kościelne muszą pouczać księży stale, że są oni obywatelami państwa, którym nie wolno łamać jego ustaw zasadniczych, którym nie wolno podrywać autorytetu jego władz, którzy winni są zachować względem tych władz lojalność. Ale niestety, stawiając tego rodzaju żądania, musimy sobie powiedzieć, że wykonanie go nie jest w mocy hierarchii katolickiej.
Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że Kościół rzymski, pomimo wszystkich pozorów, jest instytucją bardzo mocną zanarchizowaną. Uderza to nawet w dziedzinie zagadnień dogmatycznych. Co parafia to inny stosunek do postu, do teozofii, spirytyzmu, okultyzmu. Co kaznodzieja – to inne określenie spraw różnowierstwa i tolerancji, zdobyczy wiedzy, teorii ewolucji. Inaczej się stawia zagadnienia w Warszawie, inaczej na Śląsku lub w Poznańskiem. Gorzej jest ze sprawami życiowymi.
Próżno stolica apostolska zakazała duchowieństwu angażowanie się zbytnio w walki partyjne.
Dwaj arcybiskupi bez jej pozwolenia kandydowali do ciał ustawodawczych i groźba kary dopiero zmusiła ich ustąpić.
W sprawie unii na wschodzie zwalczają się dwa stronnictwa duchowieństwa. Cóż stąd, że Rzym ją popiera – zwolennicy Rzymu potępieni są przez księży katolickich. Episkopat polski wezwał proboszczów do zaniechania manifestacji żałobnych ku czci Niewiadomskiego – manifestacje te do dziś trwają. Papież potępia antysemityzm – księża go głoszą. Prymas potępia rozwody – konsystorze zawalone są sprawami o „unieważnienie” małżeństw i unieważniają je wciąż na dużą skalę – masowo.
To tylko przykłady tej demoralizacji i dezorganizacji, jaka wkradła się w szeregi duchowieństwa katolickiego, dezorganizacji, z którą musimy się liczyć i która nie pozwala nam polegać na konkordacie, która zmusza do rozciągnięcia nad duchowieństwem znacznie ściślejszej niż dotąd kontroli. Do kontroli tej, oczywiście, powołane być muszą sądy, które nie będą mogły cierpieć nadal bezwzględnej swobody i swawoli kaznodziejskiej, jak nie cierpią swawoli wiecowej.
Płytki nad wszelki wyraz jest stosunek społeczeństwa polskiego do religii. W Polsce nieomal nie ma bezwyznaniowców – ale też prawie nie ma i stuprocentowych katolików.
Bezwyznaniowcy przyznają się do swych przekonań jedynie w ciasnym kółku. Jeżeli wystąpią otwarcie, to jednoprocentowi katolicy, nie zadając sobie trudu dyskusji, obrzucą ich zgniłymi jajami. Komunista na wiecu pokazuje szkaplerz; socjalista opiera wywód marksowski na Piśmie Świętym. Nikt otwarcie z Kościołem ani z religią walczyć nie ma odwagi – ale też nikt otwarcie Kościoła nie broni tak długo, jak długo nie zachodzi po temu potrzeba polityczna.
Jest rzeczą niezmiernie charakterystyczną, że kler katolicki, owa największa, najstarsza organizacja, od czasu zmartwychwstania Polski, nie wystąpił samodzielnie z własną myślą, z własną ideologią. Nigdy sam od siebie nie rzucił wielkiego hasła, pod którym skupiłyby się masy. Nikłe próby, podjęte na dwóch ostatnich zjazdach, pozostały tylko próbami.
Duchowieństwo nasze zawsze szło na pasku czyimś, i to przeważnie na pasku ludzi nic nie mających wspólnego z katolicyzmem. Nietrudno by było tu udowodnić, że stronnictwo pana Dmowskiego, pomimo wszystkich pozorów, jest na wskroś libertyńskie. Dość przejrzeć pisma jej czołowego publicysty, aby się przekonać o tym zupełnie dowodnie. Na każdym kroku podkreśla endecja wyższość względów politycznych nad etycznymi, na każdym kroku podnosiła warunkowość swego przymierza z Rzymem. A pomimo to gros kleru katolickiego właśnie w tym obozie się znalazło. Czy nie najlepszy to dowód jego wykolejenia? Czy nie najlepszy to dowód, że w samej psychice kapłanów brak dziś świadomości katolickiej, że ta świadomość nie stanowi bynajmniej kamienia węgielnego ich światopoglądu. Wkraczamy tu w zagadnienie nie tylko organizacyjno-hierarchiczne, ale w zagadnienie daleko głębsze – bo już czysto religijne, dochodzimy do dekadencji wiary w środowisku, gdzie wiara ta musi mieć swoją ostoję.
I tu stajemy wobec sprawy niezmiernie poważnej, którą już nie państwo, ale społeczność polska musi w swym sumieniu przetrawić. Czy religia jest czynnikiem twórczym, czy jest dobrem, którego pilnować i strzec należy, czy jest czymś zgoła obojętnym, czego wzrost, rozwój lub upadek pozostaje bez najmniejszego wpływu na rozwój życia.
Ze stanowiska najdalej posuniętego nawet indyferentyzmu religijnego, musimy uznać ogromny, doniosły wpływ wiary na nasze życie i dlatego w interesie narodu, w interesie człowieczeństwa leży jej nieskrępowany rozwój. Otóż twierdzimy, że rozwój ten możliwy jest dopiero wtedy, gdy nie zaciemniają go polityczne zależności, gdy przestaje on mieć cele świeckie i ziszcza jedynie czysto duchowe.
„Oddajcie Bogu co boskie, cesarzowi co cesarskie” – to najjaśniejsze i najwyższe przykazanie w tej dziedzinie. Ecclesia militans4 nie w zbroi Krzyżaka się jawi, lecz z duchową archanioła bronią. W interesie religii jest zatem oddzielenie Kościoła od Państwa. W interesie Państwa leży oddzielenie Kościoła od Państwa. Wynika to zarówno z zasady.
Zygmuntowskiej, iż władza polityczna nie może stawać w roli sędziego sumienia, jak i z ewangelicznej zasady: Królestwo Moje nie z tego świata.
Walcząc o ten postulat, walczy się równocześnie z anarchią kościelną, o której mówiliśmy poprzednio. Kościół pozostawiony samemu sobie będzie musiał pogłębiać swą ideologię, spoić się wewnętrznie – a wtedy odrzuci to wszystko, co w nim dziś warcholi, odpędzi tych, co stanowisko kapłańskie traktują jedynie jako szczebel w karierze politycznej – wzmocni karność i dyscyplinę i pocznie wypełniać swe właściwe zadanie.
Że twierdzenie nasze jest słuszne, świadczą ostatnie wypadki, świadczy rozwój innych wyznań. Może indyferentysta z lekceważeniem wzruszać ramionami, patrząc na rozrost sekciarstwa w Polsce – ale dla katolika jest to poważne ostrzeżenie. Z miesiąca na miesiąc wypadki odstępstwa są coraz liczniejsze. Kościół narodowy, mariawici, baptyści, badacze
Pisma Świętego czynią coraz większe zdobycze, przenikają do wsi i miast, zdobywają posłuch. Ewangelicy wzmagają swój stan posiadania coraz bardziej. A powodzenie ich tłumaczy się przede wszystkim tym, że są wolni i niezależni, że broni ich jedno tylko – ich własna wiara.

Najnowsze

Mistrzostwa Trumpa

Mistrzostwa Trumpa

Human Rights Watch ostrzega, że mundial 2026 w Stanach Zjednoczonych, Meksyku i Kanadzie wystartuje w „klimacie...

Cena niemieckiej hipokryzji

Cena niemieckiej hipokryzji

Niemcy po raz pierwszy przegrały walkę o niestałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Głosowanie odbyło się 3 czerwca...

Sztuka dyplomacji

Sztuka dyplomacji

Szczęki z wrażenia poopadały zebranym w warszawskiej Filharmonii podczas uroczystości z Dnia Republiki. Święta...

Sprawdź również

Jak system podtrzymuje w nas poczucie winy za brak zatrudnienia?

Jak system podtrzymuje w nas poczucie winy za brak zatrudnienia?

Mój cykl pt. „Jak się czujesz, gdy nie możesz znaleźć pracy?” spotkał się z zainteresowaniem czytelników portalu Dziennik Trybuna. Postanowiłam więc kontynuować temat psychologicznych i społecznych aspektów bezrobocia, choć przyznaję, że nie jest to jedyny powód....

Czy woda wykończy gastronomię?

Czy woda wykończy gastronomię?

Zapachniało PRL-em, Bareją, a być może, nie bójmy się mocnych słów, gułagiem. Otóż od sierpnia restauratorzy będą musieli podawać kranówkę za darmo. To koniec, branża się nie podniesie. Już fakt konieczności płacenia pracownikom jest ledwo do udźwignięcia, a teraz...

Posttrumpizm. Skończmy ze wzrostem gospodarczym

Posttrumpizm. Skończmy ze wzrostem gospodarczym

Los ludzkości spoczywa w dziś rękach tytanów kapitału w rodzaju Jeffa Bezosa czy Elona Muska. To ich pasje i fobie – a nie publiczna debata i decyzja – przesądzają o zakresie prywatności, o pracy dla wszystkich bądź bezrobociu, o jakości życia ludzi i ich relacji z...

Sztuka dyplomacji

Sztuka dyplomacji

Szczęki z wrażenia poopadały zebranym w warszawskiej Filharmonii podczas uroczystości z Dnia Republiki. Święta Azerbejdżanu upamiętniającego powstanie pierwszego, nowoczesnego państwa azerskiego. Demokratycznej Republiki Azerbejdżanu. Szczęki opadały kilka razy, bo...

Grzech ubóstwa

Grzech ubóstwa

Jest w części naszego społeczeństwa skłonność do obwiniania przegrywających o ich porażkę. Po prostu łatwiej zwalać winę za krzywdy na pokrzywdzonych niż przyznać, że żyjemy w niesprawiedliwym systemie. Ta postawa uśmierza lęki, bo pozwala wierzyć, że jeżeli będziemy...

Orzeł Biały kontra Michał Archanioł czy tryzub?

Orzeł Biały kontra Michał Archanioł czy tryzub?

Zełenski oczywiście popełnił błąd nadając jednostce wojskowej miano bohaterów UPA, a z polskiego punktu widzenia nawet zniewagę pamięci polskich ofiar Ukraińskiej Powstańczej Armii. Powinniśmy jako państwo domagać się naprawienia tego błędu. Zdecydowanie. Pewnie...

Wszystkim wszystko

Wszystkim wszystko

Konfederacja wznosi się na fali internetowych awantur. Okazuje się, że nagle stali się obrońcami „klasy pracującej” przed „drapieżnymi artystami”, którzy walczą o minimalne emerytury w wysokości 1900 zł brutto (nie dotyczy to gwiazd, bo te nie załapią się na dopłatę...

Życie po życiu

Życie po życiu

To trzecia część tekstu Małgorzaty Kulczyk. Pierwszą część można przeczytać tutaj: Neoliberalna nowomowa w poradnictwie internetowym. Drugą część można przeczytać tutaj: Casting na pracownika, czyli uśmiechnij się promiennie, nawet gdy masz żółte zęby. Poniższa część...