Rewolucja Inżynierów

W polskim rządzie powinien być sekretarz stanu ds. polityki chińskiej.

We wrześniu Chińczycy znowu dowiedli swej technologicznej potęgi. W uchodzącej za nadal biedną i niezindustrializowaną prowincji Guizhou zbudowali najwyższy most na świecie.

Most da zapewne impuls do rozwoju gospodarczego regionu. Zgodnie z starą, chińską zasadą „Chcesz być bogaty – zbuduj drogę”.

Jak każda obecnie chińska wielka inwestycja ma część komercyjno-propagandową. W jednej z wież mostu otwarto kawiarnię położoną ponad 792 metry nad okolicą, oferującą niezwykłe widoki. Zbudowano prawie 600-metrową szklaną kładkę, idealną dla kolekcjonerów efektownych selfie. A dla odważnych – platformę do skoków na bungee. Skoki z najwyższego mostu zapewne ściągną tam fanów bungee z całego świata i influencerów.

W „komunistycznych” Chinach wszystko powinno zarabiać.

Chińczycy budują nie tylko najwyższe i najdłuższe mosty na świecie. Już 2/3 produkowanych na świecie samochodów powstaje w Chinach. Nic dziwnego, bo tam w przemyśle motoryzacyjnym pracuje 100 milionów ludzi. Dla porównania w USA, nadal pierwszej gospodarce świata, jedynie 13 milionów.

W 2022 chińskie stocznie zbudowały 1,8 tysięcy statków morskich, w USA aż pięć. Wedle prognoz w 2030 roku Chińczycy będą posiadać ok. 45 procent światowego potencjału przemysłowego, a tak zwany „kolektywny Zachód” około 38 procent.

Co tak napędza chińską gospodarkę?

Urodzony w Chinach, wykształcony w USA, pracujący dla Uniwersytetu Stanforda politolog Dan Wang, wyjaśnia.

Otóż chińska gospodarka stale rośnie, bo rządzi nią warstwa mentalnych inżynierów. Oni gigantycznymi inwestycjami w infrastrukturę i przemysł budują przyszły dobrobyt.

Zaś USA to „państwo prawników”. Zawodowych, bo tam statystycznie na każde 100 tysięcy mieszkańców aż czterysta osób uprawia zawody prawnicze. I przede wszystkim setki tysięcy prawników mentalnych decydujących o amerykańskim stylu życia.

W efekcie w Chinach ludzie o mentalności inżynierskiej budują wszystko, co się da i gdzie się da. W USA ludzie o mentalności prawników skupiają swą aktywność przede wszystkim na obronie interesów swych klientów.

Obiecując im obronę ich posiadanego statusu i pozycji materialnej. W efekcie blokują rozwój gospodarki, choć Amerykanie „żyją już w ruinach cywilizacji przemysłowej, której infrastruktura jest ledwo utrzymywana i rzadko wykorzystywana”.

Chiny wracają

My w Europie pamiętamy, że jeszcze na początku XIX wieku Chiny były największą gospodarką świata i światowym centrum produkcji. Dominującym w ówczesnym świecie nie tylko ilością produkowanych towarów, ale też ich jakością.

W XVIII wieku Chiny były cywilizacyjnym wzorem dla europejskich elit. Niemiecki uczony Gottfried Wilhelm Leibniz dowodził, że Chińczycy swą kulturą, stylem życia, zwłaszcza w kwestiach etyki i polityki, przewyższają uważającą się za centrum cywilizacji Europę.

„Uczcie się od Chin!” – to hasło powtarzali francuscy XVIII-wieczni uczeni z Wolterem na czele. Chiny stały się wtedy dla europejskich elit politycznym wzorem monarchii oświeconej zarządzanej przez wykwalifikowanych urzędników państwowych. Rekrutowanych i awansowanych wedle ich kompetencji i pracowitości, a nie ich arystokratycznego pochodzenia.

Ale w XVIII wieku potężne, bogate cesarstwo chińskie zamknęło się w swych granicach. Nie potrafiło wykorzystać bogactwa na modernizację państwa. Nie dostrzegło europejskiej rewolucji naukowo-technicznej. Kultywowało system gospodarczy niepasujący do imperialnej światowej gospodarki.

W drugiej połowie XIX wieku niedawne największe globalne imperium stało się państwem drugorzędnym, kolonizowanym przez nowe światowe mocarstwa. Grabionym i wyzyskiwanym. To „cywilizacja białego człowieka” stworzyła państwowy kartel narkotykowy, zmuszając Chiny do legalizacji brytyjskiego opium.

W XX wieku imperium, które było wzorem dla elit Europy, stało się synonimem biedy. Miejsce chińskiego uczonego w zachodniej świadomości zajął kulis, chiński biedak.

W 1949 roku przewodniczący Mao proklamował w Pekinie powstanie Chińskiej Republiki Ludowej. Obiecał wtedy, że Chiny wracają do wielkości i nikt już nie będzie Chińczyków poniżał. Ale do wielkości gospodarczej Chiny wróciły pod koniec XX wieku. Od kiedy gospodarkę przejęli promowani przez Deng Xiaopinga „inżynierowie”.

Chińska po polsku

Chiny są już drugą gospodarką świata i światowym mocarstwem. O jego przychylność zabiegają przywódcy „kolektywnego Zachodu”. Nawet prezydent Trump przymila się do przewodniczącego Xi.

Za to liderzy polskiej polityki zachowują się, jakby ciągle nie wierzyli w siłę chińskiej gospodarki i polityczne wpływy chińskich liderów. Polskie elity nie mają długofalowej polityki wobec tego mocarstwa. Prowadzą politykę impulsywną, reagując na pojedyncze, często kryzysowe wydarzenia.

Bez wcześniejszej koordynacji władzy ustawodawczej z rządowymi resortami i kancelarią prezydenta RP.

Dodatkowo polskie media głównego nurtu są niekompetentne w chińskiej problematyce. Traktują Chiny z pogardliwą wyższością i antykomunistycznymi fobiami. Straszą Polaków chińską inwazją na Tajwan. Nie informują, że wszystkie polskie formacje polityczne, rząd Tuska i prezydent Nawrocki jednoznacznie deklarują, że Tajwan jest częścią Chin, czyli obecnej Chińskiej Republiki Ludowej.

Takie deklaracje padły niedawno podczas rozmów ministra Sikorskiego i prezydenta Nawrockiego z chińskim ministrem Wang Yi.

Polska polityka wobec Chin powinna wykorzystać nasz wielki atut – położenie geograficzne. Dzięki niemu przez polskie terytorium przebiega najkrótsza linia kolejowa łącząca Chiny z Unią Europejską.

Dlatego władze polskie powinny sprzyjać rozbudowie w Małaszewiczach i innych przygranicznych miejscowościach wielkiego centrum tranzytu Europa–Azja. Portu przeładunkowego dla transportowanych towarów.

Jednak ten projekt nie powinien ograniczyć się tylko do sprawnego przeładunku i nowoczesnych magazynów. Powinno powstać tam miejsce spotkań przeróżnych firm azjatyckich i europejskich – start-upów, projektowo-dizajnerskich, promocyjnych, logistycznych, handlowych. Taki wielki XXI-wieczny Bazar.

Dla stworzenia takiego międzynarodowego przedsięwzięcia można wykorzystać środki finansowe z polityk spójności Unii Europejskiej, chińskie fundusze z programu Nowego Jedwabnego Szlaku. Można pozyskać w przyszłości wsparcie finansowe, kooperując z firmami rosyjskimi, białoruskimi, kazachskimi, japońskimi, brytyjskimi, które już tworzą sieci transportowe.

Taki polsko-międzynarodowy port handlowy to także szansa na poprawę bezpieczeństwa naszego państwa.

Państwo polskie powinno wybrać którąś z chińskich prowincji i uczynić z niej „polską prowincję”. Skupić się tam na promocji Polski na wszelkich poziomach. Oczywiście nie oznaczałoby to ograniczenia dotychczasowej współpracy politycznej na linii Warszawa–Pekin czy dotychczasowej kooperacji gospodarczej z innymi chińskimi prowincjami.

Chiński styl uprawiania polityki, biznesu, myślenia jest inny niż zachodnioeuropejski. Dlatego relacje z Chinami wymagają inaczej prowadzonej polityki. Innego języka, innych działań, odpowiednio przeszkolonych kadr.

Dlatego w polskim rządzie powinien być sekretarz stanu ds. polityki chińskiej i silny ośrodek zajmujący się długofalową polityką chińską.

Niestety w polskich elitach politycznych nadal rządzi mentalny, reliktowy polski inteligent. Z wykształcenia historyk, polonista, prawnik, politolog. Rozchwiany moralnie, hamletyzujący, mentalny XIX-wieczny powstaniec. Gardzący „zdehumanizowaną” sferą technologiczną, bo przecież ojczyzna inżyniera Mamonia.

PS. Więcej w Tygodnik NIE

Piotr Gadzinowski

Poprzedni

Nowy Jork wybrał socjalistę

Następny

Ministerstwo Handlu Chin dostosowuje listę amerykańskich podmiotów objętych kontrolą eksportową — 15 firm z USA zostanie zwolnionych z ograniczeń