Bigos tygodniowy

Wydarzenia ostatnich dni, cenzura w radiowej Trójce, brutalna interwencja policji w stosunku do – jednak – pokojowej demonstracji na placu Zamkowym w Warszawie, a także uporczywe szykanowanie wysokimi mandatami innych demonstrantów pokazały, że na porządku dnia staje w Polsce paląca potrzeba obrony podstawowych praw i wolności. Wiele wskazuje na to, że władza PiS, w warunkach luzowania obostrzeń sanitarnych, będzie starać się jak najdłużej, co najmniej do wyborów prezydenckich, utrzymać zakaz publicznej ekspresji poglądów politycznych. Obawia się bowiem, że mogłyby być one bardzo liczne i bardzo ostre w stosunku do władzy. Zatrzymanie Pawła Tanajno zdaje się to potwierdzać.


Czy Szumowski Łukasz, minister zdrowia w rządzie PiS, który przez kilka tygodni otoczony był nimbem niemal kogoś w rodzaju ofiarnego lekarza Tomasza Judyma z „Ludzi bezdomnych” Stefana Żeromskiego, ocierał się o świat kombinatorski i przestępczy? To się dopiero okaże. Natomiast fakt, że profesor medycyny, kardiolog, po przepisaniu majątku na żonę wpisał do zeznania majątkowego, że ma nieco ponad tysiąc złotych oszczędności jest naigrawaniem się ze zdrowego rozsądku obywateli RP. To już doprawdy lepiej u uczciwiej byłoby, gdyby wpisał tam cyfrę „zero”.


Morawiecki miał niedawno rozważać zawieszenie do końca roku zakazu handlu w niedziele. Byłaby to decyzja racjonalna z dwóch powodów: po pierwsze, pozwoliłaby nadrobić część strat wywołanych zamknięciem sieci i galerii handlowych, po drugie, dodatkowo miałaby wpływ na fizyczne rozgęszczenie liczby klientów. Morawiecki jednak się z zamiaru wycofał wobec oporu dwóch najbardziej szkodliwych w historii Polski: „Solidarności” i Kościoła kat.


W przyszłości są do prześledzenia przyczyny (te odnotowane w formalnych dokumentach) dość nagłego wzrostu brutalności i zajadłości policji nie tylko w stosunku do spokojnych i relatywnie nielicznych demonstracji, ale także w stosunku do pojedynczych osób. Znane są i zarejestrowane kamerą przypadki bezsensownego zatrzymania pojedynczej osoby, młodej kobiety, która stała przed siedzibą radiowej Trójki z niewielkim transparentem przymocowanym do roweru. To, nawet gdy się patrzy gołym, nieprawniczym okiem, wypełnia znamiona bezprawnego zatrzymania, które kwalifikuje się do skierowania do sądu z szansą na uzyskanie odszkodowania. Jeśli za tymi represjami stoi (a wiele na to wskazuje), szef MSW Kamiński „Mario”, to znaczy, że ten człowiek o psychicznym profilu zajadłego fanatyka, powinien za to ponieść w przyszłości surową odpowiedzialność. Miejmy nadzieję, że gdy do tego dojdzie, nie będzie już prezydenta, gotowego ułaskawić go przed zapadnięciem prawomocnego wyroku sądu.


Duduś znów został wystrychnięty na dudka. Nielubiany przez niego Kurski Jacek wrócił do zarządu TVPiS niedługo po tym, jak klepnął dwa miliardy na funkcjonowanie szczujni propagandowej, jakiej jeszcze Polska nie widziała. Ale teraz Duduś nie ma już ruchu, nie może podskoczyć ani Kaczorowi ani Kurze, bo ich wsparcie jest mu niezbędne, by zachował szansę na reelekcję.


Według badania pracowni Estymator – PiS, z notowaniem wyborczym na poziomie blisko 42 procent może stracić 9 mandatów, czyli samodzielną większość w Sejmie. Badanie wskazuje poparcie na poziomie 26 procent dla KO i po blisko 12 procent dla Lewicy i Koalicji Polskiej.


Niejaki Jastrzębowski Sławomir określił dziennikarzy, którzy odeszli z radiowej Trójki po aferze z ocenzurowaniem piosenki Kazika, jako „staruchów, ubeków i zboczeńców”. Jak w takim razie należałoby określić tego żula? Do nagonki na dziennikarzy Trójki dołączyli się niejaki Płużański Tadeusz, funkcjonariusz TVPiS i ŻULNALISTA Ziemkiewicz. Istna parada ŻULNALISTÓW. Swoją drogą zelżeni mają w tym przypadku pełny tytuł do podania Jastrzębowskiego do sądu o znieważenie.


W TVPiS kolejna seria dudusiowych opowieści w plenerze. Staje na środku placu jakiegoś miasteczka (n.p. Maciejowic), albo w jakimś szczerym polu i plecie co mu ślina na język przyniesie, o niczym, a jest w takiej mowie-trawie, jak kiedyś mawiano, wprawny. Gdy było sucho, brał do ręki garść ziemi, rozrzucał ją i pokazywał jak jest sucho. Gdy przyszły deszcze, patrzy na rozkwitający sad i mówi, że ma nadzieję, że rozkwitnie jeszcze bardziej, i tak dalej, takie dialogi na cztery nogi. Nie mniej uciechy można mieć z oglądania TVPiS, gdy się widzi minorowe, oklapłe nastroje najgorliwszych propagandzistów władzy w programach publicystycznych, całej tej bliźniaczej karnowszyzny. Jeszcze pół roku temu unosili się euforią jak po amfie i rozsnuwali wizje „większości konstytucyjnej” oraz bezdyskusyjnej reelekcji Dudusia. Teraz dobre nastroje padły. Jako osobnik nie pozbawiony (delikatnych) rysów sadystycznych, bawię się tym jak prosię.