„Kowadło” dla Gajosa

W poniedziałek 4 października b.r. w krakowskim Teatrze Scena Stu odbyła się uroczystość wręczenia „Kowadła” Kuźnicy Januszowi Gajosowi, jednemu z najwybitniejszych polskich aktorów filmowych i teatralnych, profesorowi sztuk teatralnych.

Na coroczną galę wręczenia nagrody „Kuźnicy” stawili się licznie członkowie i sympatycy krakowskiego stowarzyszenia. Przybyłych gości powitał prezes „Kuźnicy”, Paweł Sękowski. W swoim przemówieniu przywołał po krótce dorobek stowarzyszenia na przestrzeni ostatnich lat. Skupił się jednak na osobie samego laureata. Gospodarz miejsca, dyrektor Tetru Stu, Krzysztof Pluskota, również nie szczędził Januszowi Gajosowi komplementów.

Gajos uhonorowany został – jak podkreślił prezes Kuźnicy Paweł Sękowski – „w uznaniu wielu niezapomnianych kreacji teatralnych i filmowych, odważnego i rozważnego obywatelskiego głosu w przestrzeni publicznej, bezpretensjonalnej postawy w życiu codziennym, rzadkiej pośród najwybitniejszych artystów”.

Laudację, w swoim stylu, wygłosił Andrzej Poniedzielski. Nie tyle wygłosił, co bardziej…zaśpiewał, do melodii znanego przeboju Leonarda Cohena. Janusz Gajos, jak podkreślił w laudacji Poniedzielski, to aktor, który w swej twórczości posługuje się mało popularnymi środkami wyrazu, takimi jak smutek, rozwaga i poczucie sensu.

Głos zabrał również przyjaciel Gajosa, aktor Jerzy Trela, który dziękował mu za jego wkład w polską kulturę słowami ks. J. Tischnera z jego „Filozofii po góralsku”.

Odbierając nagrodę w krakowskim Teatrze Scena Stu J. Gajos podkreślił, że Krakowowi wdzięczny jest przede wszystkim za swoją żonę, Elżbietę, którą poznał właśnie w tym mieście.

List z okazji przyznania nagrody skierował do zgromadzonych Aleksander Kwaśniewski, członek honorowy stowarzyszenia Kuźnica, który podkreślił, że Gajos w swoich rolach „cieszy, wzrusza i zmusza do myślenia kolejne pokolenia widzów”. Wskazał jednak, że nie zamyka się on w „wieży sztuki”, ale jest też „wrażliwym obywatelem, niegodzącym się na psucie demokracji, ograniczanie wolności, kłamstwo w życiu publicznym i dzielenie ludzi”.
Całość gali zwieńczył koncert w wykonaniu artystów, zaprzyjaźnionych z krakowską sceną Teatru Stu – Pawła Rosaka i Sławomira Bernego, Joanny Pocicy z towarzyszeniem Konrada Mastyło i Zbigniewa Palety, skrzypka grupy „Anawa”, który na uroczystość wręczenia „Kowadła” Januszowi Gajosowi przyleciał specjalnie z Meksyku, w którym na co dzień mieszka.
O pojubileuszowy bankiet zatroszczyła się Fundacja Róży Luksemburg, na czele, z obecnym na uroczystości prezesem, Holgerem Polittem.

Rozmowa z Januszem Gajosem, laureatem „Kowadła Kuźnicy” A.D. 2021

To wyróżnienie od „Kuźnicy”…Pan się tak nie boi?
– Myśli Pan, że to groźne?
A bo ja wiem…
Ja myślę, że doszliśmy już do takiego konsensusu, że możemy sobie mówić pewne rzeczy wprost. I nie widzę w tym niczego groźnego.
A pańscy koledzy ze środowiska, którzy częściej chadzają do Kościoła niż Pan, co mogliby powiedzieć, gdyby zobaczyli Pana w takim towarzystwie, do tego z tą nagrodą?
– Myślę, że nic. Ta nagroda dotyczy mojej pracy, mojego zawodu a nie tego czy się modlę czy nie.
A modli się Pan?
– Podejrzewam, że nie damy rady w tej rozmowie ustalić jaki jest mój stosunek do spraw ostatecznych i jak próbuję dać sobie z tym radę. Na razie próbuję zorientować się w tym co się dzieje wokół.
A co się dzieje?
Okropny bałagan! Mam za sobą spory kawałek życia i wciąż próbuje się w tym połapać. Na studiach w Szkole Filmowej przyszedł do mnie profesor którego ceniłem i powiedział mi co następuje : „Słuchaj, ja jestem w partii. Powiem ci wprost, nie wszystko mi się w tym podoba. Bardzo potrzebujemy takich ludzi jak ty. Kto ma robić w tym jakiś porządek, jak nie wy, młodzi i zdolni. Zgodziłem się. Profesor był fajnym, komunikatywny facetem. Bardzo szybko okazało się , że „młody zdolny” nic nie może. Jest tylko zapisem na liście członków. Wypisałem się. Zrozumiałem, że to nie dla mnie.
Żałuje Pan tego kroku? Że się Pan zapisał?
Nie, nie żałuję. Życie uczy przez doświadczenia. Jeden z bohaterów sztuki p.t. „Opowieści Hollywoodu” Odona von Horvatha powiedział że człowiek, który chce opisać kawałek świata, powinien stać na zewnątrz opisywanego obiektu nie w jego wnętrzu.
A jak Pan słucha albo czyta wypowiedzi ludzi, osób piastujących funkcje publiczne, którzy wygumkowują swoją partyjną przeszłość z życiorysów, to co Pan sobie wtedy myśli?
To jest rodzaj dziecinady. Sposób na usuwanie kawałków samego siebie.
Jakby dostał Pan propozycję przyjęcia z rąk Andrzeja Dudy odznaczenia państwowego, zgodziłby się Pan?
– Nie , nie przyjąłbym odznaczenia od Prezydenta który łamie Konstytucję. W ogóle uważam że mamy do czynienia z żenującym marnym teatrem.
A reżyser?
Reżysera, nie ma, jest tylko treser. Można powiedzieć, że dość sprawny.
Kiedy Obama wygrywał w Stanach wybory na swoją pierwszą kadencję, wsparło go bardzo mocno środowisko artystyczne, na czele z reżyserem Spikem Lee. Sądzi Pan, że u nas mogłoby się zadziać coś podobnego? Jest w Polsce polski Spike Lee, który nie będzie się bał głośno walczyć z prawicą?
– Myślę ,że tacy są , n.p. Agnieszka Holland .
A gdyby zgłosił się do Pana ktoś z podobną propozycją, to wyraziłby Pan gotowość?
– Nie, dlatego że ja nie umiem tego robić.
A jest dziś w Polsce jakiś polityk, który nie próbuje Pana zamotać w to albo owo?
– Myślę, że Donald Tusk jest fachowcem dużej klasy, który działał w prawdziwej, nieudawanej polityce.
Jak go Pan słucha, to…
…to mu wierzę.
Rozmawialiście kiedyś, Pan i Tusk?
– Kiedyś, krótko i jak się to mówi grzecznościowo.
A ministra Glińskiego Pan zna?
– Nie, przy okazji jakichś festiwali, to możliwe, że byliśmy sobie przedstawieni, ale i tego sobie dokładnie nie przypominam…
A co Pan sobie myśli, kiedy Pan obserwuje jak Piotr Gliński zarządza polską kulturą?
– Trudno to określić. Myślę, że tak, jak mu każą.
Ale że dobrze, niedobrze?
– No niedobrze. To jest urzędnik, który robi osobistą karierę. Wykona każde zadanie, które mu się zleci.