Kto gra do której bramki

5 lut 2019

Z dr Anną Materską-Sosnowską, politologiem z Uniwersytetu Warszawskiego, rozmawia Kamila Terpiał (wiadomo.co).

Partia Wiosna ma szansę rozkwitnąć na polskiej scenie politycznej?
Na razie szansę ma, pytanie tylko, jak dużą. Dostrzegam kilka różnych fal przymrozków, czyli niebezpieczeństw. Na pierwszy rzut oka propozycje Roberta Biedronia skierowane są do wszystkich, a to oznacza, że trochę do nikogo. Taki przekaz może być za szeroki. Grupa, która wydaje się być docelową, wyklucza się z niektórymi zaprezentowanymi hasłami. Z jednej strony na przykład zwraca się do wyborców z małych miast i powiatów, a to może nie być spójne z przesłaniem dotyczącym rozdziału Kościoła od państwa. Jak to na konwencji założycielskiej, najważniejsze po prostu było, aby każdy usłyszał coś dla siebie.
Nie przywiązuję się za bardzo do tego programu, który był bogaty, żeby nie powiedzieć bardzo bogaty. Musimy poczekać na szczegóły. Ważne były podstawowe hasła, kierunki zmian proponowane przez partię.

Kilka złożonych obietnic: emerytury obywatelskie w wysokości 1600 złotych, podniesienie płacy minimalnej, 500 Plus na pierwsze dziecko, skrócenie czasu oczekiwania na kolejkę do lekarza specjalisty do 30 dni, wyższe pensje dla nauczycieli, bezpłatny Internet, aborcja na żądanie do 12. tygodnia ciąży, równe płac dla kobiet i mężczyzn. Robert Biedroń przekonuje, że koszt tych obietnic to 35 mld zł. Inni mówią, że do ich realizacji potrzeba cudu. To czysty populizm?
Budżet nie jest z gumy. Ale myślę, że dla Roberta Biedronia najważniejsze było, aby pokazać inne patrzenie na politykę społeczną i obywatela. Dlatego najważniejsze filary to „człowiek, wspólnota, państwo”. To jednak bardzo ogólna wizja, długofalowa, ale bez konkretów. Robert Biedroń mówi wprost „chcę być i będę premierem”, bo polityk musi tak mówić.

Nawet jeżeli wie, że nie ma na to szans?
Co najmniej dziwnie przy takich deklaracjach brzmi odcinanie się od jakichkolwiek koalicji. Rozumiem, że próbuje tak walczyć o tożsamość, ale to powoduje właściwie zerową zdolność koalicyjną, zwłaszcza jeżeli potencjalnemu koalicjantowi zabiera się głosy i elektorat. W obecnej sytuacji politycznej i obowiązującym systemie wyborczym to może doprowadzić do niezamierzonych skutków – nie odsunięcia PiS-u od władzy, ale wręcz przeciwnie, pozostawienia i utwardzenia tej partii. Odrębność tak, ale tylko przy współpracy i sympatii.

Robert Biedroń nie zdaje sobie sprawy, o co toczy się walka w nadchodzących wyborach?
Stawia na siebie, w myśl zasady „jeżeli nie teraz, to kiedy”… Ale stawka jest rzeczywiście bardzo wysoka. Dlatego apeluję o współpracę, nawet ograniczoną, a nie kąsanie każdej strony. Żadne badania nie potwierdzają, że Robert Biedroń odbiera elektorat PiS-owi. Dzisiaj odbiera go szeroko rozumianej Koalicji Obywatelskiej, ponieważ jest programową mieszanką ugrupowań Janusza Palikota i Ryszarda Petru, wykluczając elementy progresywno – socjalne, bo to jest wpływ lewicowej wrażliwości.
Czy ma szansę trafić do młodego, niechodzącego na wybory elektoratu? Może. Ale ryzyko jest bardzo duże.

Może skończyć jak Palikot i Petru? Czyli spektakularny wzlot i równie bolesny upadek.
W tych wypadkach mieliśmy do czynienia z dwiema strategiami. Jedna, zastosowana przez Janusza Palikota – silne nazwisko i gwiazdy, które obok błyszczały. Druga, z której skorzystał Ryszard Petru – tylko on i brak rozpoznawalnych twarzy. Nie sprawdziła się ani jedna, ani druga. Co prawda na Ruchu Palikota „wyrósł” Robert Biedroń, ale już z zupełnie nowym projektem politycznym. Wydaje mi się, że projekt Wiosna jest dużo bardziej przemyślany, może być trwalszy, ale wcale nie musi.
Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jakie błędy Robert Biedroń popełni po drodze albo jakich uniknie. Doświadczenie każe być bardzo ostrożnym. Może „namieszać” zarówno w pozytywnym, jak i niestety negatywnym sensie.

Robert Biedroń zrzekł się mandatu radnego, aby tworzyć własną partię, teraz deklaruje, że jak dostanie się do Parlamentu Europejskiego, to złoży mandat, aby być premierem… Rozumie pani taką strategię?
Zaczęło się jeszcze wcześniej, gdy zrezygnował z mandatu posła, by zostać prezydentem Słupska.
Teraz mówi, że chce być premierem, ale tak naprawdę puszcza oko, że marzy mu się fotel prezydenta. Wydaje mi się, że to może być jego cel, bo zdaje sobie sprawę z tego, że nie ma szans na realne rządzenie.

Czy to jest poważne?
Według mnie nie. Należy być lojalnym wobec swoich wyborców. Nie wystarczy zapowiedzieć wcześniej, że się z ich wyboru zrezygnuje. Ja tego nie czuję. Poza tym najbliższymi wyborami są te do Parlamentu Europejskiego, a ja nie wiem, czego chce i co w tej sprawie proponuje.

Na konwencji nie było słowa o polityce zagranicznej. Dlaczego?
Nie było o polityce zagranicznej, UE, kulturze, bezpieczeństwie. Były za to propozycje światopoglądowe i gospodarcze, a właściwie rozdawnictwo, czyli odwołanie się do tego, w jaki sposób głosują wyborcy – emocjami, różańcem i portfelem. Sprawy zagraniczne nie są dla wyborców emocjonujące. Jakiekolwiek szczegóły mogą się pojawić jeszcze na konwencjach wyborczych. Tak naprawdę trudności przed Robertem Biedroniem dopiero się zaczynają. Pokazał, że umie porwać i rozruszać tłum, ma entuzjazm i energię, ale teraz zaczną się pytania o konkrety i będzie musiał się z nimi zmierzyć. Stanął już do konkurencji, więc wszyscy mają prawo atakować, a dziennikarze mają obowiązek pytać.

„Koalicja Europejska dla Polski” – to deklaracja wzywającą do stworzenia szerokiej opozycyjnej listy w wyborach do PE. Podpisali się pod nią lider PO oraz dziewięciu byłych premierów i ministrów spraw zagranicznych. Trafi na podatny grunt?
Nie zatrzęsie sceną polityczną, ale to jest ważny krok. Wyraźnie i ostro trzeba mówić, jakie znaczenie mają wybory do PE, zresztą nie tylko w Polsce. Europa też się zmienia, a to ma dla nas pośrednie i bezpośrednie znaczenie. Dla mnie to jest gest odpowiedzialności, pokazania wspólnoty przy fundamentalnych kwestiach. Czy kolejnym krokiem będzie stworzenie szerokiej listy? Obawiam się, że nie.
Zastanawiające było to, że wśród sygnatariuszy nie było Waldemara Pawlaka. To może być sygnał, że PSL będzie szedł własną drogą. Ale nawet jeżeli ludowcy pójdą osobno, to i tak będą grali do tej samej bramki.
Będą nieśli na sztandarach te same hasła, a później wejdą do tej samej frakcji w europarlamencie.

Podpis pod deklaracją złożył Leszek Miller, to oznacza, że SLD przyłączy się do Koalicji Europejskiej?
Nie mógł się nie podpisać, bo to przecież on wprowadzał Polskę do UE. Nie zabrakło także Marka Belki i Włodzimierza Cimoszewicza, a to może być sygnał pewnej gotowości. Tym bardziej, że partie lewicowe od początku były bardzo proeuropejskie.

„Wybory europejskie zadecydują o losie całej wspólnoty. Wszystkie różnice i spory w kraju powinny być odsunięte na dalszy plan” – apelował Włodzimierz Cimoszewicz. Robert Biedroń nie posłucha?
W sprawie wyborów do PE na pewno nie, ale później wiele może się zmienić.
Przyznam, że niepotrzebne jest pokazywanie lekceważącego stosunku do Koalicji Europejskiej. Podobnie jak niepotrzebny był atak Roberta Biedronia po konwencji „Kobieta. Polska. Europa” zorganizowanej przez Koalicję Obywatelską.
Rozumiem, że potraktował to jako zagrożenie. Na razie widać, że to Robert Biedroń bardziej atakuje, niż jego atakują. Czas ochronny właśnie się kończy i być może będzie musiał zmienić retorykę.

Najnowsze

Legionista z Widzewa

Legionista z Widzewa

Zanim został bohaterem narodowym Wietnamu, musiał kilka razy uciekać. Pierwszy raz z fabryki w Westfalii. Był tam...

Sprawdź również

Współlokator+ nie ocalił koalicyjnej hipokryzji

Współlokator+ nie ocalił koalicyjnej hipokryzji

Prezydent zawetował ustawę o „osobie najbliższej”. Stało się więc to, co było oczywiste, że się stanie. Nawrocki opowiada bajki o „obronie małżeństwa”, ponieważ jak podkreśla bezustannie „nic, co jest quasi-małżeństwem, nie może liczyć na moje wsparcie”. Krucha jest...

Czarnek na dywaniku

Czarnek na dywaniku

Przemysław Czarnek nie został jeszcze premierem, ale już zapowiedział, co zrobi, gdy nim zostanie. Na antenie TV Republika stwierdził, że „zmusiłby na arenie międzynarodowej Ukrainę do radykalnej zmiany kursu wobec Polski i Polaków, nie tylko jeśli chodzi o kwestie...

Znowu kolejna nagonka

Znowu kolejna nagonka

Polska neohusaria oczywiście nie zawiodła. Bohatersko atakuje nastolatków i małe dziewczynki. Krzyczą, że coś tam „Pamiętamy”, choć niczego oczywiście nie pamiętają. Chodzi wyłącznie o racjonalizację agresji. Dowiedzieli się z social mediów, że „już można”. Należy...

OPZZ wesprze protest ZNP. Demonstracja 31 sierpnia przed KPRM

OPZZ wesprze protest ZNP. Demonstracja 31 sierpnia przed KPRM

Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych zaapelowało do swoich organizacji członkowskich o udział w proteście Związku Nauczycielstwa Polskiego. Demonstracja odbędzie się 31 sierpnia przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów w Warszawie. Decyzję o poparciu protestu...

Reforma PIP i wirtualny szturm januszeksów

Reforma PIP i wirtualny szturm januszeksów

W zeszłym tygodniu weszła w życie reforma PIP, która daje nowe narzędzia tej instytucji w kwestii przekształcania umów cywilnoprawnych w umowy o pracę. Jak już pisałem w trakcie prac nad nią, nie jest idealna, w międzyczasie została nieco osłabiona po osławionej...

Śmieciówka zamiast etatu? PIP ma nowe narzędzia

Śmieciówka zamiast etatu? PIP ma nowe narzędzia

Państwowa Inspekcja Pracy ma nowe narzędzia do walki z fikcyjnym samozatrudnieniem i umowami cywilnoprawnymi zawieranymi zamiast umów o pracę. Przepisy obowiązujące od 8 lipca pozwalają doprowadzić do przekształcenia nieprawidłowo zawartej umowy zlecenia, umowy o...

Siostro, basen

Siostro, basen

Baseny stają się nieoczekiwanie ważnym elementem kampanii wyborczej w Krakowie – kampanii, której nikt nie toczy. Ale zanim o basenach, najpierw trochę o kuriozum prawnym. Referendum się odbyło, jak się patrzy. 26 maja w Dzienniku Urzędowym Województwa Małopolskiego...