Lewico, razem!

Lewicowy blok to najlepsze, co może nam się przydarzyć.
Nie żeby ktokolwiek miał szansę wygrać na jesieni z PiS, ale jest szansa, że właśnie odkryty został magiczny sposób na uruchomienie tej części elektoratu, która od lat nie rusza się do urn, a po raz ostatni zagłosowała w wyborach prezydenckich w 2015, z zaciśniętymi zębami, na Magdalenę Ogórek.
Moim zdaniem SLD niesłusznie obawia się 8-procentowego progu koalicji. Jeśli zaprzęgnie do pracy pozostałe lewicowe ugrupowania i satelity, ma szansę zrobić nawet wynik oscylujący wokół 10 procent i jestem w stanie się o to założyć o zimne piwo.
Ale i scenariusz z lewicowymi partiami na wspólnej liście SLD jest rozwiązaniem, które zmobilizuje tych, dla których PSL i Nowoczesna na liście Koalicji Obywatelskiej zadziałałyby normalnie jak odstraszacz.
Pytanie, czy koalicjanci w ostatniej chwili nie trzasną drzwiami i czy dogadają się w kwestii imponderabiliów wyborczych.
Od lewicowego bloku oczekiwałabym wreszcie konstruktywnej krytyki PiS i przyjęcia narracji, że pieniądz do kieszeni niekoniecznie jest kwintesencją lewicowego państwa, choć oczywiście, nigdy nie śmierdzi.
Oczekiwałabym konkretnych deklaracji dla pracowników budżetówek, dla sfeminizowanego, świeckiego elektoratu. Furda wiosna, niech rozkwitnie lato!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *