Najważniejsze wybory

3 sie 2018

Premier Mateusz Morawiecki zwleka z ogłoszeniem terminu wyborów samorządowych. Nadal nie wiemy, kiedy jesienią pójdziemy do urn wyborczych.

 

Wincenty Elsner kandyduje w wyborach do sejmiku wojewódzkiego z listy SLD – Lewica Razem na Dolnym Śląsku.

 

Na tę decyzję premiera czeka prawie ćwierć miliona kandydatów na radnych. Ponad 8 tysięcy tych, którzy chcą zostać wójtami, burmistrzami i prezydentami miast. Czas płynie. Oni tkwią w blokach startowych. Nie mogąc rozpocząć przygotowań do wyborów. Zbiórki podpisów. Druku ulotek. Rozklejania plakatów. Zaś premier Morawiecki dwoi się i troi by udowadniać tezę z gruntu fałszywą. Że dokonywany systematycznie przez Prawo i Sprawiedliwość demontaż niezależnego systemu sądownictwa nie jest demontażem. Z zarządzeniem terminu wyborów samorządowych będzie czekał do ostatniej chwili.

 

21 października?

Zgodnie z zapisami znowelizowanego pół roku temu Kodeksu Wyborczego wybory samorządowe mogą się odbyć w jedną z niedziel: 21 października, 28 października lub 4 listopada. Decyzja należy do premiera. Kodeks Wyborczy wymaga, by zarządzenie wyborów nastąpiło nie wcześniej niż 4 miesiące przed upływem kończącej się kadencji władz samorządowych i nie później niż 3 miesiące przed. W 2014 roku wybory odbyły się 16 listopada. Tak więc premier Morawiecki mógł łaskawie ujawnić termin wyborów samorządowych ponad dwa tygodnie temu. Na pewno musi to zrobić przed 16 sierpnia. Zwłoka nie wynika z nadmiaru zajęć premiera. To czysta kalkulacja PiS-u. Wśród polityków opozycji panuje przekonanie, że decyzja o terminie wyborów zapadnie ostatniego możliwego dnia – 15 sierpnia. I wybrany zostanie najwcześniejszy termin – 21 października. Dlaczego? By maksymalnie skrócić czas kampanii wyborczej. Rządzący dadzą sobie radę nawet podczas krótkiej kampanii wyborczej. Mają swój rząd. Którego ministrowie rozjadą się po Polsce – rzekomo w ramach rutynowych ministerialnych obowiązków. Mają pieniądze. I mają publiczne radio i telewizję. Które to media w najrozmaitszy sposób zostaną zaprzęgnięte w działania sprzyjające Prawu i Sprawiedliwości. Opozycja już na starcie kampanii będzie krok z tyłu. Jesienne wybory mogą okazać się najważniejszymi w całej historii III RP. To niecodzienna sytuacja. Dotychczas wyborcy zdecydowanie bardziej interesowali się wyborami prezydenta kraju i wyborami parlamentarnymi. Ale i sytuacja Polski jest niecodzienna. Można się sprzeczać, jak daleko nam jeszcze do państwa autorytarnego. Lub jak blisko. Jedno jest poza dyskusją: sprawy polskiej demokracji idą w złym kierunku. Dobry wynik rządzącej prawicy nie zadecyduje wyłącznie o losie samorządów. O tym, czy tysiące nowych „misiewiczów” będzie przez najbliższe pięć lat (tak – po raz pierwszy wybieramy samorządowców na pięcioletnią kadencję) rządziło naszymi gminami i miastami. Ewentualna wygrana PiS-u w samorządach da Kaczyńskiemu wiatr w żagle. Ułatwiając wyborczy sukces za rok – w wyborach parlamentarnych. Wagę najbliższych wyborów potwierdzają wyniki opublikowanego tydzień temu badania sondażowego przeprowadzonego przez CBOS. W lipcu zainteresowanie wyborami samorządowymi zadeklarowało 73 proc. Polaków. To najwyższy wynik w całej historii tych wyborów. Lewica może z pewną dozą optymizmu patrzeć na frekwencję swoich wyborców. Aż 81 proc. osób deklarujących poglądy lewicowe wykazuje zainteresowanie wyborami samorządowymi. To nie oznacza oczywiście, że 21 października na pewno stawią się w lokalach wyborczych. Ale powinno zdopingować SLD do sprawnej i skutecznej kampanii wyborczej.

 

Z Sejmu do sejmiku

Najwięcej emocji będą budziły wybory prezydentów miast, burmistrzów i wójtów. Tak było zawsze. W tym roku widać to szczególnie wyraziście w Warszawie. Gdzie niektórzy kandydaci już od wielu tygodni prowadzą swoje kampanie wyborcze. Ignorując przepisy prawa – zakazujące rozpoczynania kampanii przed oficjalnym zarządzeniem wyborów. Dla partii politycznych najważniejsze będą wybory do sejmików wojewódzkich. Tam bowiem toczy się bój najbardziej polityczny, a partie występują pod własnymi sztandarami. Sondaże mogą kłamać. Zaś ogólnopolski wynik wyborczy do sejmików da prawdziwy obraz polskiej sceny politycznej. Uwadze wielu komentatorów umyka pewien szczegół ordynacji wyborczej do sejmików. Uzyskanie mandatu radnego sejmiku wojewódzkiego oznacza automatyczne wygaszenie mandatu parlamentarzysty. Automatyczne. To zabezpiecza przed ewentualną próbą wprowadzania w błąd wyborców. Wystawiania na listach polityków znanych z pierwszych stron gazet i ekranów telewizorów. Posłanek i posłów. Tylko po to, by „podciągnęli listę”. A chwilę po wyborach zrzekli się mandatu i wrócili na Wiejską. Wspomniane ograniczenie nie dotyczy dotychczasowych parlamentarzystów Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Których tak zwana Zjednoczona Lewica eksmitowała z Sejmu w 2015 roku. Dlatego wszyscy oni bez ryzyka utraty mandatów sejmowych mogą wzmocnić listy sejmikowe. I wzmocnią! Startować będą niemal bez wyjątku wszyscy posłowie i posłanki poprzedniej kadencji Sejmu. W Kodeksie Wyborczym zapisano próg wyborczy 5 procent w wyborach do sejmików wojewódzkich. Tyle trzeba osiągnąć, by wziąć udział w podziale mandatów radnych. Ale to zdecydowanie za mało, by ten mandat otrzymać. Przy okazji dyskusji o wprowadzonych przez PiS zmianach w ordynacji do Parlamentu Europejskiego wiele mówiło się o tak zwanym efektywnym progu wyborczym. Czyli wyniku procentowym, który uprawdopodabnia uzyskanie mandatu. W większości okręgów wyborczych do sejmików wojewódzkich efektywny próg wyborczy plasuje się w okolicach 10 proc. W okręgach o mniejszej liczbie mandatów może sięgać kilkunastu procent. Czy SLD, mające w sondażach poparcie od 6 do 10 proc. ma realne szanse na mandaty radnych wojewódzkich? Zdecydowanie tak. W drugiej połowie kwietnia IBRIS wykonał zakrojone na szeroką skalę badanie sondażowe. Przepytano ponad 16 tysięcy osób, po 1000 respondentów z każdego województwa. Wyniki SLD w poszczególnych województwach różniły się znacząco.
Na Podkarpaciu szanse SLD na mandaty radnych wojewódzkich są niewielkie. Sojusz legitymuje się tam poparciem 4,6 proc. Ale jest cała lista województw, gdzie SLD zajmuje silną trzecią pozycję. Z realnymi szansami na kilka mandatów. To na przykład: lubuskie (18,3 proc.), zachodniopomorskie (15,9 proc.), świętokrzyskie (14,8 proc.), kujawsko-pomorskie (14,5 proc.), śląskie (14,1 proc.), wielkopolskie (13,4 proc.), łódzkie (12,3 proc.).

 

Lewica powiatowa

Wspomniane badanie CBOS nie jest dla SLD szczególnie przychylne. Szanse wyborcze Sojuszu wyceniono jedynie na 5 proc. Ale nie powinno to wpędzać polityków lewicy w depresję. Zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że wyniki CBOS-u – finansowanego z pieniędzy kancelarii premiera Morawieckiego – są z reguły o kilka procent niższe niż innych sondażowni. Ciekawy jest za to rozkład poparcia lewicy w terenie. O ewentualnym sukcesie lewicy w najbliższych wyborach nie zadecydują mieszkańcy metropolii: Warszawy, Krakowa i Wrocławia. Nie zadecydują też mieszkańcy miast średniej wielkości – do 100 tysięcy. W takich miastach poparcie lewicy jest umiarkowane. Badania CBOS-u pokazują, że przyszła siła lewicy w znacznym stopniu leży w rękach mieszkańców małych miasteczek, liczących do 20 tysięcy mieszkańców. Tam SLD ma średnie poparcie rzędu 9 proc. Będąc realną trzecią siłą polityczną. To niezwykle istotna informacja dla działaczy planujących kampanie wyborcze, szczególnie do sejmików wojewódzkich. Ustawienie bilbordów wzdłuż autostrady A1, A2 lub A4 nic nie da. Przekaz SLD musi dotrzeć do Bychawy, Daleszyc, Wasilkowa, Skórczu, Przedeczy. Takich miasteczek jest w Polsce ponad siedemset. Mieszka w nich 5 milionów Polek i Polaków. Niemalże pół miliona – to wyborcy SLD.

 

I wiejska

Drugim najważniejszym dla SLD regionem jest wieś. Z badania CBOS wynika, że na wsi SLD jest dwa razy silniejsze niż w wielkich miastach. Na pierwszy rzut oka to może dziwić. Ale przecież w miastach nie ma już wielkich zakładów przemysłowych. Zatrudniających po kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy pracowników. Będących tradycyjnym elektoratem lewicy. O niedocenianym przez wielu lewicowych polityków potencjale wsi już kiedyś pisałem. Gdy CBOS zapytał o sympatie polityczne mieszkańców różnych środowisk. Okazało się, że największy odsetek Polaków deklarujących poglądy lewicowe mieszka na wsi. Ponad jedna czwarta. W liczbach bezwzględnych to 1,5 miliona wyborców. Którzy w najbliższych wyborach mogą zagłosować na listy sejmikowe SLD – Lewica Razem. Mogą. Pod warunkiem, że każdy z kandydatów na radnych potrafi bez zająknięcia odpowiedzieć na pytanie. Jaki jest program SLD dla polskiej wsi?

 

Bariera strachu

Jest jednak istotna bariera, która może wpłynąć na wynik najbliższych wyborów. Rysująca się szczególnie wyraźnie tam, gdzie lewica jest silna: w małych miastach i na wsi. Jeszcze niedawno jej nie było. Przyszła razem z rządami PiS-u. Bariera strachu. Kompletując listy do sejmiku dolnośląskiego odwiedziłem w ostatnim tygodniu wiele mniejszych miejscowości wokół Wrocławia – mój okręg wyborczy. Rozmawiałem z mieszkańcami. Niby nic się nie zmieniło od poprzednich wyborów. A jednak… Ziobro nie wyaresztował opozycji. Policja nie rozpędza demonstrantów używając armatek wodnych. Wyjąwszy media publiczne, dziennikarze mogą mówić i pisać co chcą. A jednak suma kuksańców władzy, drobnych szykan i gróźb, robi swoje. Coraz więcej osób dochodzi do wniosku, że bezpieczniej jest stanąć na poboczu. Być biernym obserwatorem. „Ja się do polityki nie mieszam” – mówią.

 

Najważniejsze wybory

Jesienne wybory mogą okazać się najważniejszymi w całej historii III RP. Dobry wynik lewicy może być zwiastunem końca rządów PiS-u za rok. I powrotu Polski na drogę praworządności i demokracji. Dlatego jak najrychlej warto ruszyć w teren – to do działaczy. Warto być aktywnym – to do wyborców. Jeszcze się będziemy śmiali z dzisiejszych strachów przed wszechmocnym Kaczyńskim, Ziobrą, Brudzińskim. A przewodniczący Czarzasty obiecał, że będzie im wysyłał paczki.

Najnowsze

Kwarantanna i chaos informacyjny w Irkucku – DŻUMA

Kwarantanna i chaos informacyjny w Irkucku – DŻUMA

Śmierć 28-letniej pracownicy laboratorium w Szelechowie wywołała panikę i zamieszanie informacyjne. Media donosiły o dżumie, podczas gdy władze twierdziły, że przyczyną było „zapalenie płuc o nieustalonej etiologii”. Kwarantanna objęła blisko 200 osób, a w fabryce aluminium wprowadzono noszenie masek. Chaos potęguje brak spójnych komunikatów ze strony instytucji sanitarnych, co podważa zaufanie obywateli. Kluczowe pytanie: czy jest się czego obawiać? Na razie brak dowodów na epidemię, ale sytuacja wymaga czujności. Panika to zły doradca, ale informacyjny chaos jest równie niebezpieczny.

Tanie miejsce w akademiku wciąż na wagę złota. 

Tanie miejsce w akademiku wciąż na wagę złota. 

Brak miejsc w akademikach to dramat, ale sytuacja może się poprawić. W Warszawie, gdzie na jedno miejsce przypada 17 studentów, wynajem mieszkań staje się brutalnie drogi. Koszty mieszkania nieporównywalne do akademickich opłat, gdzie najtańsze miejsca zaczynają się od 410 zł. Mimo spadku dostępności miejsc, modernizacje podnoszą standardy, a rozwijający się rynek prywatnych akademików staje się atrakcyjną alternatywą. Studenci walczą o każdy pokój, a presja rynku wynajmu wciąż rośnie. W przyszłości akademiki mogą rozwiązać problem, ale na razie wciąż brakuje ich jak na lekarstwo.

Wzrost miejsc pracy w centrach danych w Europie: Co to oznacza?

Wzrost miejsc pracy w centrach danych w Europie: Co to oznacza?

Centra danych rosną jak grzyby po deszczu, ale czy Polska naprawdę korzysta na tym boomie? Wyższe wynagrodzenia nie kuszą tylko programzystów – potrzebujemy techników, elektryków i specjalistów. Jednak zysk z miliardowych inwestycji często nie pozostaje w kraju. Rzeczywiste pytania brzmią: ile miejsc pracy stworzą, jakiej jakości będą te zatrudnienia, oraz jakie podatki zostaną w Polsce? Kto poniesie koszty infrastruktury, a kto w końcu zyska na energetycznym oblężeniu? Służby publiczne muszą zapewnić, że cyfrowa rewolucja przyniesie korzyści społeczeństwu, a nie tylko globalnym korporacjom.

Netanjahu w Zjednoczonych Emiratach: Iran i regionalne napięcia

Netanjahu w Zjednoczonych Emiratach: Iran i regionalne napięcia

Benjamin Netanjahu odbył niezapowiedzianą wizytę w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie głównym tematem rozmów był Iran i jego program nuklearny. W świetle ataku Hamasu z 7 października 2023 roku nasuwa się pytanie o ewentualne ostrzeżenie, które izraelski premier miał otrzymać od lidera Emiratów. W obliczu narastających napięć w regionie, współpraca między Izraelem a ZEA staje się kluczowa, nawet w obliczu krytyki działań izraelskiego rządu. Również wzrost cen ropy, spowodowany konfliktem, wpływa na gospodarki krajów europejskich, w tym Polski, co wskazuje na skomplikowane powiązania między bezpieczeństwem a kosztami życia obywateli.

Polska wieś po 2027: Finanse, dopłaty i bezpieczeństwo żywnościowe

Polska wieś po 2027: Finanse, dopłaty i bezpieczeństwo żywnościowe

Przyszłość Wspólnej Polityki Rolnej (WPR) po 2027 roku staje pod znakiem zapytania, a kolosalne kwoty dotyczące wsparcia dla polskiego rolnictwa budzą wiele wątpliwości. Polska może otrzymać 24,6 miliarda euro według Komisji Europejskiej lub ponad 42 miliardy euro, uwzględniając dodatkowe środki krajowe. Paradoksalnie, większa elastyczność budżetowa może prowadzić do rywalizacji o fundusze z innymi sektorami. Kluczowe pozostaje pytanie, jak te środki będą dzielone, co zadecyduje o przyszłości nie tylko rolników, ale i jakości życia na wsi, co jest istotne dla młodych rodzin oraz całych społeczności wiejskich.

Sprawdź również

Emigracja Polaków: Powroty do Ojczyzny czy nowe kierunki?

Emigracja Polaków: Powroty do Ojczyzny czy nowe kierunki?

Bociany odlatują do ciepłych krajów, a Polacy wracają do Polski. Na stałe, cieszy się z tego polscy patrioci. Ostatnią, z kilku „wielkich emigracji” Polaków, obserwowaliśmy na początku XXI wieku. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku wielu polskich...

11,5 tys. dolarów za SOR .

11,5 tys. dolarów za SOR .

Konfederacja proponuje podobny kierunek zmian — i tu zaczyna się problem cen Pięć godzin z dzieckiem na SOR-ze i rachunek na 11 577 dolarów. Ubezpieczenie pokryło część kosztów, ale rodzinie zostało około 3,5 tys. dolarów do zapłaty. To wydarzyło się w Stanach...

Warszawski hydraulik pod lupą śledczych.

Warszawski hydraulik pod lupą śledczych.

Telefon, który przerwał milczenie 23 lutego 2025 roku starsza kobieta zadzwoniła na infolinię banku, aby zmienić kod PIN do swojej karty. Nic nie zapowiadało dramatu, jednak po zakończeniu formalnej procedury połączenie telefoniczne nie zostało przerwane. Czujny...

Polska cyfrowa?

Polska cyfrowa?

Raczej klient cudzych technologii. Miliardy odpływają za granicę Polska lubi mówić o cyfryzacji, sztucznej inteligencji i nowoczesnej gospodarce. Problem w tym, że coraz częściej jesteśmy nie producentem technologii, ale jej klientem. Według danych Sieci Badawczej...