Nie o takie podatki chodzi

Już przestaje mnie dziwić fakt, że politykom coraz trudniej tworzyć sensowne przepisy. Zdolność stanowienia rozsądnego prawa jest naprawdę rzadka i trudna. Podatek cukrowy w zaproponowanej w Sejmie formie to kolejny przykład.

W walce z cukrem postanowiono opodatkować alkohol, ale tylko w objętości do 300 mililitrów. Oczywiście nikt nie wpadnie na pomysł, by zacząć sprzedawać alkohol w objętości 305 mililitrów… Dlaczego by miał? Nie wierzycie w ludzi? Przy okazji dowiedzieliśmy się, że posłowie bardzo lubią piwo. Skąd? Ano dlatego, że akurat ten napój jest przepisami całkowicie nietknięty. Piękna promocja piwa smakowego.

Skupiono się w zasadzie na samych słodkich napojach, które wg twardych danych pochłaniają tylko 19 proc. cukru z całej spożywczej branży. Mało tego – szatanem są nagle producenci napojów, którzy wprowadzili najwięcej zamienników ze słodzikiem, gdyż uznano, że jest on… tak samo zły jak cukier. Zużywające o ponad 100 tys. ton cukru rocznie więcej i będące głównym źródłem cukru w diecie słodycze – oczywiście nietknięte. Też lubią je posłowie? I oczywiście sprzedaż czekolad i batonów do spółki z zasłodzonym smakowym piwem wcale nie pójdzie w górę.

Do diabetologa dalej ze skierowaniem i kolejka rok czasu. Zero sieci barów mlecznych, zdrowych stołówek w szkołach. Robienie prawa rzecz trudna, zwłaszcza jeśli chodzi w nim głównie o szybkie łatanie budżetu.

Przy okazji: jestem całkowicie za podatkiem na mięso i to zmierzającym do stopniowego wyłączenia go z diety z uwagi na cierpienia zwierząt i wpływ na środowisko. Ale jako socjalista oczekuję również, że jednocześnie dostaniemy specjalne dopłaty do zdrowych, ekologicznych warzyw i owoców, aby były dostępne dla każdego. Jeśli nie, to jest to faktycznie dziwny „ekologizm”, żeby w trosce o środowisko utrudnić dostęp do niezdrowego mięsa i zmusić do jedzenia większej ilości taniej, wysoce przetworzonej, czyli też niezdrowej żywności.

Jeśli z troski o planetę możemy ograniczać dostęp do mięsa to jeszcze łatwiej możemy wspierać i obniżać ceny zdrowej, nierakotwórczej żywności, by przyciągała do siebie rzesze ludzi. Ci ostatni też inaczej by myśleli o zmianach i prędzej na nie przystali gdyby dostali zdrowe substytuty w przystępnych cenach. Bo teraz nawet mleko ryżowe to wydatek 8 złotych.