Odpowiedzialność Solidarności

Gabriel Zmarzlińśki
Odpowiedzialność Solidarności

historia.interia.pl

„Solidarność czuła się mocno. Dla niej kompromis ze słabnącym partnerem nie wydawał się dobrym interesem. Wielu radykalnych działaczy liczyło, że władza spadnie z >drzewa jak robaczywe jabłko<. Należy tylko potrząsnąć. To właśnie stać się mogło w drugiej połowie grudnia”.
gen. Wojciech Jaruzelski

Przysłowiowy rzut oka na tytuł tej publikacji, może niektórych spośród Państwa- mówiąc delikatnie – wprawić w zakłopotanie, zniechęcić do czytania albo obruszyć, nawet zdenerwować. Jakże to, czyżby tylko Solidarność ponosiła odpowiedzialność za ówczesną sytuację w kraju, za doprowadzenie do stanu wojennego? Jej odpowiedzialność stawiam głównie na pierwszym miejscu! Posługując się często nienawiścią jako spoiwem emocjonalnym, wzywała do strajków przeciwko rządowi PRL, przeciwko władzy. Bez cienia wstydu posługiwała się kłamstwem i pomówieniem. Proponowała Polsce i Polakom tylko nie kończące się żądania socjalne i obalenie władzy. A władza? Odpowiadam – Solidarność pierwsza ponosi odpowiedzialność. TAK, bez względu na niektórych z Państwa „święte oburzenie”, i to „do żywego”!

Drodzy Państwo

Tego „pierwszeństwa” odpowiedzialności nie zamierzam dowodzić. Gdybym podjął taką próbę, niektórzy z Państwa słusznie mogliby poczytać za obrazę inteligencji i umiejętności samodzielnego myślenia. Byłoby to podważeniem przemyśleń, prezentowanych w poprzednich tekstach. Zwrócę tylko uwagę, że sytuacja wewnętrzna – podobnie jak dziś – miała i ma ścisły wpływ na sytuację zewnętrzną Polski. Wówczas, w latach 1980-1981 wyrażały to wymiernie nasze stosunki gospodarcze i polityczne, nie tylko z sąsiadami. Przypomnę niektóre wydarzenia i fakty, które pozwolą Państwu zająć własne stanowisko.

Odpowiedzialność członków Solidarności.

Racjonalnie myślącym Czytelnikom, niezwykle trudno jest odpowiedzieć na pytanie – co było główną przyczyną, że robotnicy w 1980 r. masowo- najpierw w Trójmieście (lipiec), potem sierpień- niemal w całym kraju przystąpili do strajków. Wielbiciele i apologeci panny „S” mają proste wytłumaczenie – pragnienie wolności słowa, swobód obywatelskich i oczywiście protest przeciwko istniejącemu systemowi sprawowania władzy. Choć „coś w tym jest”- te „pragnienia” nie odnosiły się bezpośrednio do robotników, a do intelektualistów, gdyż to oni „doświadczali na co dzień” cenzury i różnych ograniczeń w wypowiadaniu krytycznych uwag o sprawowaniu władzy, mówiąc ogólnie. Dla robotników głównie istotna była praca, zarobki i warunki życia. Tu, choć wielu nie szczędzi słów krytyki „epoce Gierka” (dekada lat 70-tych), nie można zaprzeczyć rozwojowi gospodarczemu kraju i trosce o warunki bytowe. Dość wspomnieć rozbudowę starych i budowę nowych zakładów pracy, np. motoryzacja, produkcja maszyn i narzędzi rolniczych czy budownictwo mieszkaniowe. Zaciągane kredyty i pożyczki temu właśnie służyły. Oczywiście, były błędy w planowaniu rozwoju gospodarczego, informacje o nich docierały do robotników, ale dotkliwie nie odbijały się na pracy. Powszechnie znana kwestia marnotrawstwa materiałów nie była przecież „zalecana” przez władzę a odwrotnie- potępiana!, pisałem wcześniej o różnych bublach. Fakt, tkwiły w pamięci robotników wydarzenia Grudnia 1970 r., o rannych, pobitych i zabitych. Dlaczego te „bolesne fakty” nie skłoniły robotników do rozwagi, ostrożności w 1980 r., tego nie rozumiem, przyznaję szczerze. Prawdą jest – władza obiecała, że więcej nie użyje siły przeciwko ludziom pracy (Gierek, grudzień 1970) -chwała jej! Emocje wywołane w 1980 r. spowodowały budowę pomnika w Gdańsku, bez sprzeciwu władzy, ale i bez jej entuzjazmu, to zrozumiałe. Niektórzy politycy doszukiwali się tu jej oporu oraz „bojowości” robotników przy jego budowie- co media próbowały eksponować rok temu, z okazji 50 rocznicy Grudnia.

Krótko mówiąc, nie potrafię wskazać logicznych, racjonalnych powodów strajku ludzi pracy latem 1980 r.- emocjonalne są oczywiste. I one- emocje dominowały przez cały rok 1981, co organizatorzy strajków skutecznie pomówieniami i kłamstwami podsycali. Powszechne było zawołanie-władza kłamie. Mało kto słuchał wyjaśnień działaczy partyjnych. Reformę w służbie zdrowia pokazywano jako „likwidację szpitali”. Przykład – Matki z dziećmi na rękach, emeryci, kobiety w podomkach i lekarze w białych kitlach przez 2 godziny blokowali drogę krajową w Dusznikach Zdroju. Protestowali przeciwko rzekomemu zamknięciu miejskiego szpitala. Do tego jakoby Minister Zdrowia miał jesienią ogłosić listę szpitali, które zostaną zlikwidowane. Tu taki fakt. 16 postulat spośród słynnych 21 odnosił się do służby zdrowia. Przekazano na jej potrzeby 177 administracyjnych obiektów – informował Sejm prof. Jan Szczepański w lipcu 1981 r. Mówił o realizowanych terminowo innych, 30 postulatach szczegółowych, zgłoszonych w 1981r. Można tu zapytać, z czego wynikało takie podejście ludzi – może z „wiary” w „słuszną” krytykę władzy i obietnice młodych działaczy panny „S”? Obiecywali dobrobyt niemal „od ręki”.„Bułkę z szynką jeść będziecie, gdy nas zarejestrujecie”- wołał Lech Wałęsa. Kto z Państwa pamięta „budowę drugiej Japonii”- proszę opowiedzieć młodym o tych „radosnych marzeniach” i kłamstwach. Jeśli przyjąć te „obietnice”- jeszcze w 1980 r., można „od biedy” je usprawiedliwić.

Zwartość członkowskich szeregów, pełne posłuszeństwo regionalnemu i centralnemu Kierownictwu jest widoczne w styczniu 1981 r., podczas strajków o wolne soboty. Utrzymuje się jeszcze podczas tzw. awantury bydgoskiej w marcu, tzw. marszu głodowego w Łodzi. Może jego uczestniczki-dziś Dostojne Babcie opowiedzą „tamte wrażenia” młodzieży. Redakcja Trybuny też chętnie opublikuje! Nie łudźmy się- może nawet kilka milionów członków Solidarności, aż do stanu wojennego było przekonanych, że walka Związku z władzą i o władzę w Polsce jest słuszna i potrzebna. Że strajki i ciągłe osłabianie pozycji gospodarczej, widoczne dla każdego gołym okiem w II-ej połowie 1981 r. i przygotowania Związku do „siłowej walki”, są właściwą drogą do tego celu. Oto kilka charakterystycznych przykładów.
Jednym z delegatów na II walne Zgromadzenie Regionu Mazowsze (6.12.81), był Jerzy Filipowicz, b. żołnierz AK. Słuchając dyskusji, nie wytrzymał i zabrał głos, m.in. mówiąc: „Tu namawia się do konfrontacji, a jeszcze nie dokończono budowy pomników ofiar z 1956 i 1970 r.”

Leszek Żuliński zawarł taką ocenę -„Do zaawansowanych lat 80. nie byłem zwolennikiem solidarnościowego przełomu. Oczywiście, odpowiadały mi postulaty związane ze zwiększeniem wolności obywatelskiej i liberalizacji życia politycznego i gospodarczego, ale bardzo bałem się oszołomstwa, które, tak twierdzę dzisiaj, nie było wymysłem przeciwników „rewolucji sierpniowej”. Wstąpiłem do Solidarności, ale niemal natychmiast pożałowałem. W instytucji, w której wówczas pracowałem odbył się wielki wiec przed planowaną na 17 grudnia 1981 r. manifestacją warszawską. To zebranie było czymś przerażającym. Prym wiedli frustraci i nieudacznicy, którzy poczuli swoją siłę, a ich radykalizm był niemądry i przerażający. I to był mój ostatni kontakt z Solidarnością ( „Felieton wbrew”, „T” nr 210 z 8.09.06)

Komisja Solidarności zakładu w Trzciance, po wyborze Generała na I Sekretarza Partii, wysłała ostry protest, gdyż dokonano bez uzgodnienia z Solidarnością! Zakwestionowano prawo Sejmu do wyboru Generała na Premiera. Aż taką wykazali się „troską” o kraj- komu do śmiechu?

Tadeusz Jedynak (Region Śląsko-Dąbrowski)-„Daję przykład z kopalni Manifest Lipcowy: samorzutnie, bez decyzji władz Związku powstał 700 osobowy oddział robotniczy milicji. Tylko nie wiedzą co na hełmach napisać: czy milicja czy policja. Więc ja myślę, że te oddziały już trzeba powoływać, ale ich zakres działalności żeby był tylko na terenie zakładu pracy. W sporadycznych wypadkach tam, gdzie są grupy plakatowe, czy coś w obronie, żeby wychodzili… Ludzie są zdeterminowani, pójdą na wszystko, tylko czekają na decyzje KK”, mówił w Gdańsku na KKP. Generał w książce „Stan wojenny” podzielił się z Czytelnikami taką refleksją. „Na przełomie listopada i grudnia 1981 r., tzw. straż robotnicza gromadziła hełmy, pałki, różne narzędzia do walki wręcz. Tworzono systemy łączności, szkolono ludzi jak blokować, barykadować zakłady pracy. To nie były działania spontaniczne, a precyzyjnie organizowane. Na II Walnym Zgromadzeniu Delegatów NSZZ Solidarność Regionu Mazowsze podjęto decyzję o zorganizowaniu specjalnych grup w poszczególnych zakładach, odpowiednio wyposażonych i przygotowanych do tzw. samoobrony. Podobne przygotowania podejmowano w innych regionach i zakładach pracy. Także pewna część aktywu partyjnego i państwowego wyposażała się w broń osobistą. Narastało w niej poczucie fizycznego zagrożenia, lęku o swoich bliskich. A to obustronne uzbrajanie się – choć deklaratywnie tylko dla obrony-mogło w każdej chwili wywołać eksplozję. Albo w wyniku przypadkowego incydentu, albo w wyniku świadomej prowokacji”. Czy zdaniem Państwa władze Solidarności nie pamiętały, nie liczyły się z ofiarami?

Jednakże zaczynają pojawiać się grupy członków i działaczy Solidarności, którzy się zastanawiają nad sensem strajków i protestów. Zaczyna docierać świadomość odpowiedzialności za własny, swój i rodziny los, za brak towarów na pokrycie kartkowych przydziałów, szczególnie po I Zjeździe. Trudno wskazać konkretny fakt, datę. Był to proces, jego początek dostrzegam w ekspose Premiera – Generała. Nawet zakładając, że niewielu członków Solidarności czytało przemówienie w Trybunie Ludu czy Żołnierzu Wolności, kilka milionów zapewne wysłuchało w telewizji. Mundur żołnierza i autorytet Wojska „w cywilu” też miały udział w skłonieniu członków do uważniejszej obserwacji „wokół siebie”, do refleksji. Docierały do nich argumenty władzy, np. Stanisława Cioska i Mieczysława Rakowskiego. Z ich powodów odwołano tzw. marsze gwiaździste w sierpniu. Można powiedzieć-„członkowskie masy dały głos”- chwała im wszystkim! Sytuacja powtórzyła się w październiku. 18 października KC PZPR na przyjął „Apel do ludzi pracy miast i wsi”- „Tylko rozsądkiem i wysiłkiem całego społeczeństwa można zatrzymać dramatyczny bieg wydarzeń w naszym kraju. Nikt myślący nie podcina gałęzi, na której siedzi. Apelujemy do Was, zaoszczędźmy Ojczyźnie strajków!” Stało to się po fiasku rozmów, właśnie 18 października odnośnie realizacji uchwał I Zjazdu Solidarności, głównie dot. Rady Gospodarki. KKP kilka dni później ogłosiła uchwałę o zagrożeniu dla związku i społeczeństwa, zapowiedziała na 28 października powszechny, strajk ostrzegawczy pod hasłem „O żywność i kontrolę społeczną” (pisałem wcześniej). Uzasadniano, że „Sytuacja wymaga, by społeczeństwo ostrzegło grupy awanturnicze w aparacie władzy przy pomocy powszechnej i jednolitej akcji protestacyjnej na terenie całego kraju”(„Tygodnik Solidarność” nr 31 z 30.10.1981r.) Strajk, choć na 2 godz. sparaliżował kraj, miał poparcie części załóg, obawiających się głównie napiętnowania przez środowisko. W porównaniu z poprzednimi, miał mniejszy zasięg i przebiegał w całkiem innej atmosferze. Wyraźnie zmieniał się stosunek opinii społecznej do strajków. Wśród samych członków i działaczy Solidarności, zdecydowanie spadło poparcie dla rozstrzygania spraw spornych w ten sposób. Strajki przestawały już być manifestacją jedności i determinacji Związku, zwłaszcza regionalne protesty świadczyły, iż sytuacja zaczyna wymykać się kierownictwu spod kontroli. Prezydium KKP „wezwało” 29 października członków do natychmiastowego zaprzestania strajków: „akcje strajkowe przybrały charakter żywiołowy i niezorganizowany. Grozi to rozbiciem związku i utratą poparcia społeczeństwa. Ustalenia Krajowego Zjazdu i apele Komisji Krajowej nie znajdują zrozumienia. W tej sytuacji realizowanie ustalonej polityki związku staje się niemożliwe a nazwa Solidarność zaczyna być >pustym terminem<” („Tygodnik Solidarność” nr 32, 6.11.1981). Potwierdził go sondaż Ośrodka Badań Społecznych przy Regionie Mazowsze. Wśród około 900 losowo wybranych członków Solidarności (co piąty był działaczem, pełnił jakąś funkcję w Związku), tylko 13 % uznało, że ostatnio (w październiku) wszystkie strajki były konieczne; 42 %, że większość była konieczna; 27%, że większości można było uniknąć; a 7%, że wszystkich można było uniknąć, pisał „Tygodnik Solidarność” nr 34 z 20.11.1981 r. Był to kolejny dowód rozsądku „szeregowych członków”, który wreszcie „dotarł do wodzów”.

Sejm 31 października podjął uchwałę w sprawie pokoju społecznego: „Jeżeli powstanie stan wyższej konieczności zagrożenia bytu narodu, Sejm rozpatrzy propozycje wyposażenia rządu w takie ustawowe środki, jakich wymagać będzie sytuacja”. To kolejna doza zachęty dla rozważnych, swoiste wsparcie ich racji myślenia przez władzę. A jednocześnie- także kolejne ostrzeżenie dla radykałów, dla KKP. Nie tylko-to powód ich wzburzenia, o tym niżej.

Odpowiedzialność władz Regionów…

Dla wielu Czytelników jest oczywiste, że obok celów, założeń ideowych i programowych – w każdej organizacji decydującą rolę spełniają osoby na kierowniczych stanowiskach. Trudno zaprzeczyć lansowanej teorii, że głównie osoby młode a przynajmniej w średnim wieku. Sytuacja latem 1980 r. „wyniosła” je na kierownicze stanowiska Związku w zakładach pracy i regionach, jako strukturach organizacyjnych Solidarności. Okazało się, że władzę można głośno krytykować za wszystko, a za słowa i czyny nie ponosi się żadnej odpowiedzialności. Odwrotnie-organizacja strajków przynosi społeczny aplauz, wynosi na piedestał, staje się „osobą znaną”. Ta ocena ma potwierdzenie w wielu opiniach kompetentnych uczonych, np. prof. Jerzego Wiatra i Andrzeja Werblana. Dość znamienne są spostrzeżenia: np. Bogdana Lisa (książka pt. „Konspira” -1984) m.in., mówi: „Panowało u nas poczucie komfortu psychicznego, iż praktycznie nic nam nie grozi. Główną słabość Solidarności, szczególnie pod koniec 1981 r. widziałbym w bufonadzie działaczy, często szczebla zakładowego. Nie dotyczy to może większości, ale ton nadawali ci, którzy potrafili głośno mówić i w odpowiednim momencie bić pięścią w stół”. Z kolei Bogdan Borusewicz w tej książce mówi -„Kwitł kult wodzostwa. Najpierw wódz najwyższy – Wałęsa, którego nie można było krytykować, potem wodzowie w każdym województwie, niemal w każdym zakładzie”. Aleksander Małachowski, (książka „Żyłem szczęśliwie”, Dom Wydawniczy Totus 1993), „Zbyt często nadawali Solidarności ton ludzie wyrośli na krzyku, demagogii, którzy egzamin zdawali wyłącznie z gadania. Z uczciwością, z moralnością też bywało różnie … Do komisji rewizyjnej i osobiście do mnie przychodziło wiele skarg na chamstwo, zadufanie związkowych >kacyków<”. Jarosław Kaczyński: (książka „My”, Wyd. Przedświt 1994), pisze – „Słuchajcie, my nie możemy żyć w świecie pewnego mitu, który być może był piękny, ale nigdy nie był prawdziwy. Solidarność zawsze była wewnętrznie skłócona, rozgrywały się w niej różne walki, podchody, trochę rzeczy ginęło, np. pieniądze, dokumenty”. Tu kilka przykładów.

Apel Solidarności z Zakładów Mechanicznych „Ponar” w Tarnowie-„Wzywamy wszystkie ogniwa Solidarności w Polsce, aby przy najbliższej potyczce z komunistami niezwłocznie przystąpić do likwidacji, obojętnie jakimi środkami, wszystkich sędziów, prokuratorów, sekretarzy partii, funkcjonariuszy SB, bez względu na płeć, łącznie z rodzinami” (listopad 1981). Kto z Państwa pamięta znakowanie mieszkań czerwonymi gwiazdami, kropkami, wykrzyknikami itp., proszę opowiedzieć dzisiejszym dzieciom i wnukom tę „lekcję historii”.

Na posiedzeniu Zarząd Regionu Gdańskiego (30 listopada -1 grudnia) m.in. rozważano sprawy, które będą prawdopodobnie decydować o losach naszego kraju. Atmosfera posiedzenia była napięta i dramatyczna, choć opinie i oceny były właściwie jednoznaczne: „dosyć ustępstw”. Relację z posiedzenia w tygodniku „Samorządność” (nr 2 z 7.12.1981), zatytułowano: „Wobec prowokacji – dosyć ustępstw”. Autorzy: W. Duda i D. Tusk pisali: „Konfrontacja z władzą jest nieunikniona. Takie zdanie miał również Lech Wałęsa. Nie damy sobie zabrać prawa do strajku, nie ma co rozmawiać z tą władzą- zrywamy rozmowy – stwierdził przewodniczący. Pytano o czas konfrontacji i taktykę związku. Wałęsa odpowiedział zdecydowanie, że taktykę znamy-okupacja zakładów pracy, warty robotnicze i mądrość społeczna, … podejmiemy ostateczną konfrontację z władzą w kwietniu lub w maju. Część dyskutantów była przekonana, że czas walki nastąpi wcześniej”. To pismo było na biurku Generała już 8 grudnia, przyznał przed Sądem.

Bogdan Krakowski, przewodniczący Solidarności w Fabryce Obrabiarek Zawiercie, wołał na zebraniu – „Powiesić na szubienicach miliony partyjniaków”

Seweryn Jaworski (Zastępca Przewodniczącego Zarządu Regionu Mazowsze) -„Straże robotnicze uważam za konieczne, powoływane we wszystkich regionach, szczególnie w wielkich zakładach przemysłowych”. Wiceprezydent Stolicy, Stanisław Bielecki rozmawiał 9 grudnia z delegacją Solidarności Regionu Mazowsze o konieczności odwołania planowanej na 17 grudnia manifestacji. Wskazywał na zagrożenie dla ładu i porządku, jaki może przynieść wyprowadzenie wielu tysięcy ludzi na ulice, a także na inne nieobliczalne skutki. Żądał ponownego rozpatrzenia tej decyzji przez władze Regionu. Seweryn Jaworski stwierdził: >Wiecu odwołać nie mogę, bo to jest decyzja walnego zgromadzenia delegatów i decyzji tej nie może zmienić Zarząd Regionu. Ponadto, jako związek, nie muszą oni uzyskać zgody na takie zgromadzenie”. Co za buta!

Mieczysław Lach (Przewodniczący Zarządu Regionu Piotrków Trybunalski) – „Kolega Bujak wyszedł kiedyś ze sprawą strajku w zakładach zbrojeniowych. Sądzę, że jest to rzecz tak ważna dla nas, że ten problem można podnieść, nie wiem, może jeszcze w zakładach pracy, które produkcję oddają na eksport do krajów socjalistycznych. Możemy właśnie w tym kierunku uderzyć”. Jak to ocenić rozważnie, nawet z dystansu 40 lat- pomóżcie Państwo.

Odpowiedzialność Kierownictwa, KKP

Tę sferę odpowiedzialności stosownie eksponowałem w kilku poprzednich tekstach, np. podczas rejestracji Solidarności, walki o wolne soboty, słynnej awantury bydgoskiej, I Zjazdu, akcentując rolę doradców, ekspertów i członków władz Związku, głównie Lecha Wałęsy. Tu zatrzymam Państwa uwagę na posiedzeniach w Radomiu i w Gdańsku.

Posiedzenie KKP w Radomiu odbyło się 3 – 4 grudnia przy drzwiach zamkniętych. Rzecz niebywała w dotychczasowej praktyce. Nie wpuszczono dziennikarzy, nie było konferencji prasowej, rzecznik nie wydał żadnego oświadczenia. Po posiedzeniu Lech Wałęsa powiedział – „Nadchodzi czas generalnych rozstrzygnięć”. Zapytany, jak widzi ideę Frontu Porozumienia Narodowego, odpowiedział: „Decyzja jest na nie. Nie ma porozumienia, bo nie ma się z kim porozumiewać”. Była to zapowiedź konfrontacji. Wałęsa mówił o tym wprost: „Konfrontacja jest nieunikniona i konfrontacja będzie. Trzeba to ludziom już uświadamiać … Żadna zmiana systemu nie może obejść się bez targania się po szczękach” („Przed 13 grudnia”. KiW 1983, s.41).

Zbigniew Bujak- „wypowiedzi ostrych było tam sporo. Ja sam również pozwoliłem sobie na kilka dość egzotycznych pomysłów”. Mówiąc obrazowo-„kurzyło się z głów”.
Jerzy Urban, rzecznik prasowy rządu 6 grudnia odczytał oficjalny, ostrzegawczy tekst, w tym znamienne słowa: „Prezydium Komisji Krajowej odrzuciło porozumienia, a więc faktycznie opowiedziało się za drogą mogącą prowadzić do konfrontacji”.

Posiedzenie KKP w Gdańsku (11 – 12 grudnia 1981) jest swoistą „kopalnią” o nastrojach kierowniczych gremiów Solidarności. Dominowała gorąca, konfrontacyjna atmosfera, zwłaszcza przewodniczących Regionów. Oto tylko kilka przykładów. Włodzimierz Bogucki (Region Ziemia Łódzka)- „Wykorzystując nasze wzburzenie, nasze bardziej zdecydowane i agresywne stanowisko, władza w ostatnim okresie próbuje nas obciążyć dążeniem do konfrontacji…>Bój to będzie ich ostatni<. I w tym momencie propaganda władzy trafia na podatny grunt”. Zygmunt Zawojski (Przewodniczący Zarządu Regionu Podkarpacie) – „Zarząd Regionu stwierdza, że stanowisko załóg zakładów pracy Podkarpacia jest równoznaczne z wotum nieufności dla obecnej ekipy rządzącej. Wobec powyższego żądamy utworzenia rządu wiarygodnego, akceptowanego przez społeczeństwo oraz rozpisania nowych, powszechnych wyborów do rad narodowych i Sejmu”. Czesław Kijonka (Przewodniczący Zarządu Regionu Przemyśl)-Jesteśmy województwem przygranicznym, jest przejście graniczne: Suchy Port, Medyka, Żurawica … Regionalna Sekcja Kolejarzy podjęła decyzję , którą Zarząd Regionu poparł, że kiedy nie będzie możliwości obucia ludzi, odstawione zostaną wagony idące na wschód, na bocznice kolejowe i obuwie zostanie przekazane na zakłady pracy. Podobna sytuacja jest z węglem, kolejarze zrobili to, co zapowiadali kilkakrotnie: szedł pociąg z węglem na wschód, został zatrzymany i odstawiony … rozdzielony pomiędzy poszczególne jednostki kolejowe”. Antoni Kopaczewski (Przewodniczący Zarządu Regionu Rzeszów)- „ Zastanówmy się, co my tu robimy. Przecież władza przez tyle miesięcy wypięła na nas tyłek. Kołuje nas, a więc z taktycznego względu mówimy, że będziemy z nią rozmawiać, a generalnie walczymy – tak Lechu, czy nie? No potwierdź to, do diabła. Siedzisz jak maharadźa, zamiast też tu pracować, nie? … Znaleźliśmy się w punkcie kulminacyjnym i nie ma się co oszukiwać- czy chcemy czy nie chcemy, trzeba brać tę władzę. Znaleźliśmy się w takiej sytuacji, że nie mamy wyboru. Albo idziemy na Syberię”. (szkoda, że „stracili” okazję do „spaceru”). Władysław Frasyniuk na tym posiedzeniu ironizował: „Marzą się nam zaszczyty poselskie. Rulewski zostawia władzom alternatywę – albo staniecie do walki i wam przypieprzymy, a jak stchórzycie i nie staniecie, to i tak wam dopieprzymy”. Andrzej Gwiazda -„W czasie tej dyskusji ustalono jedno, że związek kategorycznie odrzuca wszelkie dyskusje i wszelkie formy porozumienia narodowego lub innego frontu porozumienia”. (archiwalny zapis – wyd. w 2003 r. przez IP PAN).
A jak Solidarność oceniał Generał? O tym w następnym tekście.

Poprzedni

Wybrali gospodarzy mistrzostw piłkarzy ręcznych

Następny

Wyrazy współczucia