Praca czyni wolnym

Praca czyni wolnym

Z raportu GUS opublikowanego w czwartek wynika, że najwyższe bezrobocie ma województwo warmińsko-mazurskie. Kiedy w Wielkopolsce firmy narzekają na brak pracowników, są województwa, gdzie ciągle bezrobocie jest blisko 9 proc. 

Co jest potrzebne, żeby móc skutecznie walczyć o godność człowieka pracy; o prawa pracownicze i o godne zarobki? Praca! Bez niej prawa pracownicze są ciężkie do obrony. Odnoszę wrażenie, że ostatnimi czasy, ludzie którzy walczą piórem i słowem na łamach fejsbuka czy insta o lepszy byt człowieka pracy, trochę o tym zapominają. W ich wizji, świat dzisiejszy jest prostą kalką marksowskiego „Kapitału”; środki wytwórcze, środki produkcji, właściciel, proletariat. Potem wrzucamy wszystko do miksera, włączamy start, odczekujemy chwilę, aż cała masa nam się zmiksuje, a potem ciut uleży, i mamy gotowe do spożycia danie. W sam raz na deser do sojowego latte, najlepiej gdzieś blisko Sejmu albo Zbawixa, żeby się daleko nie nachodzić. Przecież jeszcze tyle rewolucji do wzniecenia i pomników do obalenia. 

Są rejony w Polsce, zwłaszcza wschodniej i południowej, choć i na Mazowszu się takie też znajdą, gdzie bezrobocie przebija dwucyfrowy wynik. Miejsca, w którym głównym pracodawcą jest…Urząd Pracy. Nie od wczoraj ani od przedwczoraj, jeno od lat. I od lat nikt, czy to z poziomu samorządu, województwa, nie wspominając o centralnych władzach, nic z tym nie zrobił. Naturalnie, co wybory tokowano, że trzeba, że mamy takie piękne tereny i lasy rąk chętnych do pracy, ale jakoś się nie składało. Zazwyczaj, chwilę po wyborach, wszyscy zapominali o obietnicach, a Urząd Pracy, jak przyjmował, tak przyjmuje. 

W raporcie GUS-u czytamy, że wschodnia ściana, która cierpi na bezrobociu najbardziej, potrzebuje dokapitalizowania; inwestycji z poziomu centralnego; obwodnic, lepszych dróg. To, oczywiście nie na taką skalę, jaką byśmy chcieli, dzieje się; czego by nie mówić o rządach, tych i poprzednich, zwłaszcza za Platformy, ale budowania dróg odmówić im nie sposób. Oczywiście, za unijne. Polskie drogi sprzed 20 lat a dziś, to naprawdę jakościowy skok, i trzeba mieć sporo złej woli i dioptrii, żeby tego nie dostrzec. I o ile aktywność rządu może być zawsze większa, o tyle, moim zdaniem, aktywność samorządu w tej sprawie, tj. pozyskiwania nowych miejsc pracy, mniejsza już być nie może. Tak samorządu wojewódzkiego, jak i powiatowego, miejskiego czy gminnego. 

Od lat z przykrością obserwuję, jak w małych i średnich gminach i powiatach panuje zastój i stagnacja; jak w polskim filmie-nic się nie dzieje. Miasta się zwijają, firmy upadają, ludzie wynoszą się za Zachód albo do Warszawy, żeby za coś żyć. Włodarze utyskują, że to znak czasu i że i nie da się tego powstrzymać. Żaden jednak nie zadaje sobie trudu na miarę swoich ambicji, żeby lud w mieście zatrzymać. Można to zrobić groźba; obstawić rogatki policją i wojskiem i nikt nie wyjedzie. Można też prosić, ale to raczej do ludu nie dotrze. Można wreszcie, choć to najtrudniejsze, dać ludziom pracę, żeby zostali u siebie i nie jeździli po świecie, aby związać koniec z końcem. 

Brak pracy jest dramatem, który wpływa na każdy aspekt życia; przejedźcie się po szkołach w powiatowych, wschodnich miasteczkach. Zapytajcie, ilu rodziców pracuje w Anglii czy w Niemczech i widuje swoje dzieci raz na kwartał; ile jest z tego powodu rozbitych małżeństw, alkoholizmu, depresji. Tego wszystkiego nie uwzględnia się w gusowskim raporcie, ale to wszystko jest przerażającą konsekwencją bezrobocia, z którym miasta nie potrafią sobie poradzić. A miastami rządzą politycy. 

Wybory do Sejmu za dwa lata. To sporo czasu, żeby przypomnieć sobie na lewicy, jak ważnym jest dla naszej formacji praca i wszystko to, co z nią się wiąże. Oraz z jej brakiem. To dużo czasu, żeby pomyśleć o sensownym planie naprawczym i o aktywnych formach walki z bezrobociem i wykluczeniem. Jeśli chcemy być wiarygodni. Jeżeli chcemy, przejść od słów do czynów, jak w „Rejsie”. Bo jak nie, to latte na Zabwixie też jest całkiem spoko.