Trzydzieści lat minęło

Miała być „Trybuna bez ludu”, „Trybuna ludzi”, „Trybuna lewicy”, „Wolna trybuna”, podobał się tytuł „Czarno na białym”, w końcu stanęło na „Trybunie”. Nie rozpatrywano tytułu „Trybuna kongresowa”, której nazwa powstała dla zaznaczenia politycznego przełomu, kiedy zjazd podjął decyzję o rozwiązaniu PZPR i rozpoczął się kongres założycielski nowej partii- Socjaldemokracji RP. Propozycje tytułu nowej gazety lewicy wymyślali dziennikarze, wyboru tytułu „Trybuna” dokonała Rada Naczelna Socjaldemokracji RP.

Było też trochę dyskusji o formacie. Stara „Trybuna Ludu” ukazywała się w rozmiarze 675×990 mm, co wiele lat temu było standardem nie tylko w polskiej prasie. „Trybuna Kongresowa” miała format połowy „Trybuny Ludu”.
W „Trybunie” wróciliśmy do starego formatu, dziś już nie pamiętam dokładnie dlaczego, ale zdaje się, że w małym formacie, na pierwszej stronie, kiepsko „siedziały” stałe elementy graficzne: nowe logo „Trybuny”, codzienny komentarz redakcyjny „Sto słów” i rubryka z listami od czytelników „Wolna trybuna”.
Ruszamy
Ruszyliśmy z „Trybuną” 12 lutego 1990. Tak, tak… minęło już trzydzieści lat. Piszę „ruszyliśmy”, my ruszyliśmy. My- to znaczy kto? Zespół redakcyjny „Trybuny”, w podtytule „Gazety Socjaldemokracji RP”. Jego trzon stanowili dziennikarze z prasy młodzieżowej, ze „Sztandaru Młodych” , „Itd”, ci którzy na swojej drodze zawodowej spotkali redaktora Aleksandra Kwaśniewskiego, w lutym 1990 przewodniczącego Rady Naczelnej Socjaldemokracji RP. Marek Siwiec był pierwszym redaktorem naczelnym, Stanisław Ćwik został jego zastępcą, piszący te słowa Dariusz Szymczycha kierownikiem działu politycznego i niebawem zastępcą Siwca, Krzysztof Pilawski komentował politykę, Iwona Konarska pisała o ochronie zdrowia i sprawach społecznych.
Wspomagał nas Zbysław Rykowski, rzecznik rządu Mieczysława F. Rakowskiego. Część zespołu „Trybuny Ludu” dostała wymówienia. Pozostali z nami młodzi dziennikarze i wybrani pracownicy działu zagranicznego, ekonomicznego, sportowego, technicznego- fachowcy w swoich dziedzinach.
Młodzi adepci
Potem – jak na ironię losu- część z nich zasiliła redakcję konserwatywnego „ Nowego Światu”. Dość szybko pojawili się młodzi adepci dziennikarstwa, wśród nich niestrudzony dziennikarz śledczy, późniejszy radny, Andrzej Golimont.
Jaką gazetę oddawaliśmy w ręce naszych czytelników? Prawdziwą, otwartą na zmiany, broniącą rzeczywistego dorobku, ale nie sentymentalną.
Wiedzieliśmy bowiem, że takiej Polski jaką przedstawiała „Trybuna Ludu” nie będzie, że zmiana jest nieuchronna, chodzi o to by ją zrozumieć i uczestniczyć w niej. Dlatego na łamach „Trybuny” nie było tematów tabu, czy udawanej jednomyślności.
Dylematy i pytania
Taka była polska rzeczywistość 1990 roku: wiele dylematów i pytań, mało odpowiedzi i gotowych rozwiązań, nadzieja w przyszłości i niepewność jutra.
Nie ukrywaliśmy, że wydajemy gazetę lewicową, ale jedni zarzucali nam, że „postkomunistyczną”, drudzy zaś wytykali nam „kapitulanctwo” oraz „małą wyrazistość”.
I o to właśnie szedł nieustający spór: czym jest lewicowość po 45 latach socjalizmu w Polsce.
Wprowadzaliśmy oryginalne i nowatorskie formy dziennikarskie. O codziennym autorskim komentarzu „Sto słów” już wspomniałem, ale wierzcie mi: i 30 lat temu, i dziś krótkie teksty, właśnie liczące około stu słów, pisze się trudniej niż wypracowania gazetowe.
Spory wokół ważnych spraw, co do których nie mieliśmy w redakcji podobnego zdania, prezentowaliśmy w rubryce „Dwugłos”. Dwa głosy, dwie opinie na jeden temat.
Cień Magdy
Pierwszą dekadę polskiej demokracji, jej kulisy, plotki, tajności opisywała zgrabnie Magda Cień w ukazującej się codzienne powieści politycznej zatytułowanej właśnie „Pierwsza dekada”. Kim jest Magda Cień nie mogę powiedzieć, chyba że Piotr Gadzinowski mnie do tego upoważni. Hitem sobotnio- niedzielnego wydania były „Notowania Trybuny”, fotografie polityków ze strzałkami pokazującymi ich ocenę, strzałki do góry, w dół lub w kierunku stabilizacji. Pamiętam, że budziły one wiele emocji, także na lewicy.
Zmiany adresu redakcji i przeprowadzki pokazują, że nie było łatwo. Zaczynaliśmy w budynku przy Placu Starynkiewicza, w którym mieściła się „Trybuna Ludu”. Po niespełna roku, w grudniu 1990, głównie z powodu nacisków ze strony Komisji Likwidacyjnej RSW przenieśliśmy się do… Ameryki, czyli w Aleję Stanów Zjednoczonych.
Wałęsa w Trybunie
Tu pod koniec listopada 1992 roku odwiedził nas Prezydent Lech Wałęsa. Zdenerwował go list czytelniczki , opublikowany w „Wolnej Trybunie” na 1. stronie gazety. Nie wierzył w autentyczność listu, w rozmowie telefonicznej ze mną zapowiedział, że wpadnie jutro i poważnie z nami pogada.
Nazajutrz była nie tylko autorka tego listu , ale też jej mąż, który pokłócił się bardzo z głową państwa.
Efekt medialny tej wizyty, jak na erę przed Internetem, był porażający i dla „Trybuny” pozytywny. Dlatego i dziś radzę dziennikarzom: warto zdenerwować prezydenta. Kolejny adres przeprowadzki to ulica Miedziana, Dom Słowa Polskiego. Wtedy docisnął nas kryzys finansowy i przez parę miesięcy pracowaliśmy w sześciu niedużych pokojach nad halą drukarni.
Rozbrat z…
Z czasem przenieśliśmy się do budynku biurowego DSP. Kto pamięta jeszcze stare techniki druku i towarzyszy sztuki drukarskiej, ten zrozumie, dlaczego na wspomnienie redagowania „Trybuny” w DSP łza mi się w oku kręci.
Gazeta to także tytuły artykułów. Chcę przypomnieć dwa. Relację z pierwszego- po Kongresie Założycielskim- posiedzenia Rady Naczelnej SdRP zatytułowaliśmy „Rozbrat z Nowym Światem”.
Kto dziś rozszyfruje tę grę słów? Rozbrat ( dokładniej Rozbrat 44a) to adres budynku, w którym mieściły się władze SdRP, Nowy Świat ( Nowy Świat 6/12) to adres KC PZPR. Rozbrat według Słownika Języka Polskiego PWN to „niezgoda między kimś a kimś lub niezgodność między czymś a czymś”. Poezja, nie tylko tytuł!
Nil gorzałki
Albo tytuł „Schnapsgate”- „Trybuna” jako jedna z pierwszych gazet dotarła do raportu NIK, w którym ujawniono nieprawidłowości w sprowadzeniu i handlu alkoholem w latach 1989-1990. Inne tytuły pisały „Rzeka alkoholu” albo „Afera alkoholowa”, my „Schnapsgate”, krótko i mocno. Ten tytuł zdaje się wymyślił Czarek Rudziński, kolega ze „starszej” części redakcji.
Dzień po dniu, numer po numerze „Trybuny” zyskiwaliśmy wiarygodność, nie tylko wśród czytelników o lewicowych przekonaniach.

Pełna „Kultura”

W październiku 1992 roku ukazał się wywiad z Jerzym Giedroyciem, historia jego powstania jest dosyć anegdotyczna. Dziennikarka Ewa Dobrowolna- Sadura powiedziała mi, że wybiera się turystycznie do Paryża. Zaproponowałem, by nie marnowała okazji i poprosiła o wywiad legendarnego redaktora legendarnej paryskiej „Kultury”.
I udało się. Jerzy Giedroyć udzielił wywiadu , skrytykował rządzących wówczas Polską, mówił: „na każdym odcinku nie ma żadnej koncepcji, nie ma żadnej myśli”. Na wywiad zareagowały wszystkie media, niektóre z irytacją i żalem wobec J. Giedroycia, że zdecydował się na wywiad dla „Trybuny”.
Dla mnie, jako dla ówczesnego redaktora naczelnego był to znak, że przekroczyliśmy Rubikon.

Z pozdrowieniami dla Czytelników
Dariusz Szymczycha,
redaktor naczelny „Trybuny”, 3.12.1991-22.07.1997.