Zawsze słucham ludzi

Z Małgorzatą Sekuła-Szmajdzińską rozmawia Wincenty Elsner.

Pamiętasz ten dzień? Pierwszego maja 2004 roku. Jak go zapamiętałaś?
Szczerze? Ja nigdy nie kłamię. Samego dnia nie pamiętam. To znaczy nie pamiętam tego momentu, o którym mielibyśmy powiedzieć, że taka jestem szczęśliwa, że wchodzimy do Unii Europejskiej. Może dlatego, że już od 1989 roku byłam święcie przekonana, że ten moment nadejdzie. Nie wiedziałam oczywiście, kiedy to nastąpi. Ale jestem dumna, że to stało się, gdy Sojusz Lewicy Demokratycznej rządził. Ba, przecież wtedy mój mąż był Ministrem Obrony Narodowej. Podpisanie Traktatu Akcesyjnego było wynikiem ciężkiej pracy wszystkich ministrów rządu Leszka Millera. Każdy z nich dołożył swoją cegiełkę. Jurek też.

A teraz premier Morawiecki twierdzi, że to on wprowadzał Polskę do Unii…
Ech, szkoda słów. To jest takie zacieranie historii, pisanie na nowo. Ale ludzie pamiętają. Ludzie też pamiętają, że w czasie rządów SLD i w czasie, kiedy Jurek był szefem MON-u, podjęto decyzję o zakupie samolotów F-16. Tylko kiedy w 2016 roku była 10. rocznica obecności F-16 na polskim niebie, to słowa nikt nie powiedział o ówczesnych osobach o tym decydujących. Choćby o Januszu Zemke, który był przewodniczącym komisji przetargowej. Nie mówiąc o moim Jurku, który zginął w katastrofie smoleńskiej. A kiedy była ta 10. rocznica, wiele mówiono o ofiarach katastrofy smoleńskiej. Pomników nie oczekuję, ale o Jurku nie powiedziano ani słowa. Powiem Ci, że… nie zdarza mi się płakać przed telewizorem. Popłakałam się.
To jest bardzo smutne, że rządzący tak instrumentalnie traktują naszą historię. Dzisiaj jest tak, że wszystko, co im jest niewygodne, wycierają gumeczką. I do widzenia.

Mamy bardzo ważny rok. Jest szansa, że za parę miesięcy powiemy do widzenia wszystkim tym, którzy od czterech lat demolują polską demokrację i fałszują historię. Teraz jednak naszym celem jest Bruksela. Kiedy pierwszy raz byłaś w Brukseli?
Do Amsterdamu i Brukseli pierwszy raz pojechałam jako studentka. Razem z koleżanką pracowałyśmy w Kreuth, w Alpach Bawarskich. Potem postanowiłyśmy pojechać autostopem do krajów Beneluxu. To były czasy, kiedy potrzebny był paszport, wizy – okres pobytu za granicą trzeba było wykorzystać.
Szczególnie utkwił mi w pamięci powrót z Brukseli. Wracałam też autostopem, sama, bo koleżanka została dłużej za granicą. Bałam się podróżować nocą. Jedną noc spędziłam na kanapie na lotnisku we Frankfurcie nad Menem. I rano ruszyłam dalej – do Wrocławia.

Pewnie jeszcze nieraz przyjdzie Ci zdrzemnąć się na lotnisku we Frankfurcie nad Menem. Gdy nie będzie bezpośredniego lotu z Polski do Brukseli lub Strassburga. A samoloty mają to do siebie, że się spóźniają. Tyle że zamiast plecaka będziesz miała walizkę pełną dokumentów. Nie boisz się wszechobecnej unijnej biurokracji?
Tak, biurokracja jest problemem. Słyszałam ostatnio, że organizacje pożytku publicznego mają problemy z tą okropną biurokracją w Brukseli – gdy korzystają ze środków unijnych. Niestety, w wielu przypadkach jest ona konieczna, chodzi przecież o wydawanie pieniędzy publicznych. Ale myślę, że trzeba usiąść w takim gronie, które o wielu rzeczach decyduje i powiedzieć: no zaraz, nie przesadzajmy. Niech to ma jakiś życiowy, realny wymiar, który będzie miał sens. Znajdźmy jakiś środek. Jest temat. Na pewno trzeba się tym zająć.
Ja zawsze wychodzę z założenia, że trzeba się spotykać z ludźmi i rozmawiać o ich codziennych sprawach oraz problemach. No i oczywiście słuchać też ekspertów, którzy są fachowcami. To jest dla mnie doświadczenie z okresu, kiedy byłam posłanką.

No właśnie. W Sejmie pracowałaś w bardzo ważnych i trudnych komisjach. Twoja działalność parlamentarna została oceniona bardzo wysoko. W rankingu tygodnika „Polityka” trzykrotnie znalazłaś się w dziesiątce najlepszych parlamentarzystów VII kadencji. Jak wyobrażasz sobie pracę w Parlamencie Europejskim? W Sejmie na początku pytano nas, w jakich komisjach chcemy pracować. Co odpowiesz, gdy takie pytanie padnie w Brukseli?
Odpowiedź wcale nie jest łatwa. Może wynika z faktu, że różnymi rzeczami się interesuję. Bo oczywiście to najprostsze: prawniczka, była w Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka i w Komisji Kodyfikacyjnej – to pewnie do podobnych komisji powinna trafić w Parlamencie Europejskim. Być może… Być może do tej dotyczącej praw człowieka.
Gdy jednak myślę o sprawach będących wyzwaniami dzisiejszej Unii, na przykład o wielkim marnotrawstwie żywności w sytej Europie. O tym, co powinno stać się standardem, o zamkniętym obiegu gospodarczym, czyli o recyklingu. To są tematy niesamowicie ważne i interesujące. Ja sobie to wszystko przemyślę. Też nie można tak się zachowywać… Jeszcze mnie tam nie ma, a już sobie wybrałam. Trochę skromności, drogi Kolego.

Wobec tego wracamy do Polski. Kandydatki i kandydaci Sojuszu Lewicy Demokratycznej startują w ramach Koalicji Europejskiej. Wraz z polityczkami i politykami PO, PSL, Nowoczesnej i Zielonych. Jak się odnajdujesz w tak różnorodnym towarzystwie?
Tak naprawdę każdy musi robić swoje. My właściwie spotykamy się w tym gronie tylko na konferencjach prasowych. Jest mi oczywiście bardzo miło, gdy słyszę jak koledzy i koleżanki z innych partii wyrażają się o mnie w ciepłych słowach. Ale to wynika z tego, że znają mnie z czasów wspólnej pracy parlamentarnej. Jest jednak rzeczą oczywistą, że każdy walczy o swoje.
Ta kampania ma właściwie dwa oblicza. Jedno to jest to, co my robimy wspólnie – głównie te konferencje. A pozostała robota – ta najważniejsza i najtrudniejsza – to docieranie do swojego elektoratu, bądź elektoratu niezdecydowanego. Albo elektoratu, który jest teoretycznie w naszym zasięgu. Ale trzeba go do siebie przekonać. To jest naprawdę bardzo dużo pracy, nieporównywalnie więcej niż w wyborach parlamentarnych, gdzie ma się kilkanaście powiatów. A tu są dwa województwa: cały Dolny Śląsk i Opolszczyzna. Dlatego chciałabym podziękować kolegom i koleżankom, którzy mnie bardzo wspierają i wszystko to organizują. Efekt końcowy będzie zależny od tego, do ilu osób uda nam się dotrzeć.
Powiem tak: wykonujemy co trzeba. To, co do nas należy. Śmiejemy się z sondaży, bo ciągle coś innego pokazują. Prawdziwy sondaż będzie 26 maja.

Co będzie miało decydujący wpływ na wynik tego „prawdziwego sondażu” 26 maja?
Zapewne wiele czynników. Powiem o jednym. Byłam przerażona, a właściwie nie przerażona, a zasmucona, gdy dowiedziałam się, że są gminy, gdzie w wyborach europejskich chodzi głosować 11 procent wyborców. Błagam – niech to się zmieni! Świadomość wielu naszych obywatelek i obywateli musi ulec zmianie. Jak się komuś wydaje, że ta Europa, ta Bruksela jest tak daleko… Nie – jest na wyciągnięcie ręki. I masa rzeczy związanych z rozwojem naszego kraju tam się zaczyna. Nasza pozycja i stabilizacja, przyszłość całej Europy. To jest ogromnie ważna rzecz. Więc proszę Państwa wszystkich, żebyście głosowali. A te 11 procent niech to będą tylko bajki z przeszłości.

Ostatnie pytanie. Wiemy, jaka była Europa kiedyś. Widzimy, jaka jest dzisiaj. Nie pytam Cię o Twoje marzenia w perspektywie miesiąca. Bo każdy, kto startuje w wyborach, marzy by je wygrać. Ale powiedz, jak powinna wyglądać Europa i Polska za piętnaście lat – gdy będziemy świętowali trzydziestolecie przystąpienia do Unii Europejskiej?
To jest jedno z najważniejszych zadań. Żeby standard życia w Polsce systematycznie się podnosił. Żebyśmy mogli stopniowo dorównywać tym, którzy dzisiaj są w lepszej od nas sytuacji. Żeby nasze dzieci i wnuki miały większy komfort życia we wspólnej Europie.

A szczególne zadania dla lewicy…
No to są właśnie zadania dla lewicy. Podniesienie poziomu życia – wyższe płace, szczególnie w mniej zamożnych krajach Unii – o tym lewica mówi przed wyborami europejskimi. Na przykład, jaka powinna być minimalna płaca i emerytura we wszystkich państwach Unii. To powinno być zrobione na poziomie unijnym i powinniśmy do tego dążyć. Będzie to prowadziło do wyrównania szans pracowników, w tym również ludzi młodych, w różnych krajach. By nie musieli wyjeżdżać „za chlebem” za granicę. Nigdy nie twierdziłam, że wszyscy musimy być milionerami. Ale najważniejszym jest, aby każdego stać było na godne, dostatnie i spokojne życie.

A euro…
No właśnie. Jak to jest z tą walutą euro? Wchodziliśmy w gronie 10 państw do Unii Europejskiej, a obecnie w siedmiu z nich jest już euro. Nie ma tylko u nas, nie ma na Węgrzech i nie ma w Czechach. To jest kolejny super ważny temat do dyskutowania. Przecież to jest procedura, której nie da się załatwić w 3 lata. To jest temat do dyskusji z ekspertami – ale ona musi się toczyć, bo już od dawna takiej debaty właściwie nie ma.
Wiem, że nie poruszyliśmy wielu tematów. Ale tak jak powiedziałaś, przede wszystkim mamy pracę do wykonania. Byśmy za dwa tygodnie mogli powiedzieć, że Dolny Śląsk, Opolszczyzna i Sojusz Lewicy Demokratycznej mają swoją reprezentantkę w Parlamencie Europejskim.
Proszę o Wasz Głos. Lista numer 3 Koalicji Europejskiej. Miejsce 3. Małgorzata Sekuła-Szmajdzińska. Serdecznie pozdrawiam wszystkie Czytelniczki i Czytelników „Trybuny”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *