Kary dla krewkich piłkarzy

Po porażce w konkursie rzutów karnych w 1/8 finału Copa Libertadores piłkarze Boca Juniors zaatakowali arbitra. Po trwającym ponad dwa miesiące dochodzeniu południowomerykańska federacja wyznaczyła surowe kary.

Po dwumeczu pomiędzy zespołami argentyńskiego Boca Juniors i brazylijskiego Atletico Mineiro a 1/8 finału Copa Libertadores atmosfera była gorąco. W pierwszym meczu w Argentynie (14 lipca) padł remis 0:0, w rewanżu rozegranym tydzień później w Brazylii w regulaminowym czasie gry także bramki nie padły, więc urugwajski sędzia Esteban Ostojich zarządził konkurs rzutów karnych. „Jedenastki” skuteczniej strzelali gracze brazylijskiej drużyny i wygrali go 3-1. Po zakończeniu meczu piłkarze Boca Juniors zaczęli oskarżać arbitra o stronniczość i że ich oszukał, bo nie uznał im bramki. W trakcie ich protestów atmosfera robiła się coraz bardziej napięta, aż w pewnym momencie przepychanki i wymiana epitetów przerodziła się w agresję i gracze Boca Juniors zaatakowali sędziego. Gdy w obronie arbitra stanęli ochroniarzy oraz wezwani na pomoc policjanci, do bójki z nimi włączyli się też członkowie sztabu trenerskiego ekipy Boca Juniors. W tunelu na stadionie w Belo Horizonte doszło do karczemnej bijatyki.
Władze południowomerykańskiej federacja piłkarskiej (CONMEBOL) wszczęły dochodzenie, które trwało ponad dwa miesiące, ale w końcu zostało doprowadzone do końca i ogłoszono wyroki. Kierownik drużyny Boca Juniors Raul Alfredo Cascini otrzymał dwuletni zakaz wchodzenia na stadion w meczach pod egidą CONMEBOL oraz grzywnę w wysokości 30 tysięcy dolarów amerykańskich. Piłkarze natomiast zostali zawieszeni – jedni na dwa mecze, a najbardziej krewcy uczestnicy awantury nawet na sześć meczów i oczywiście muszą zapłacić grzywny od 10 do 30 tysięcy dolarów. Jednym z ukaranych piłkarzy jest Marcos Rojo, były zawodnik Manchesteru United.
W finale tegorocznej, 62. już edycji Copa Libertadores, który zostanie rozegrany 27 listopada w Montevideo, zagrają dwa brazylijskie zespoły – Palmeiras i Flamengo.