Zieloni rozbijają bastion Partii Pracy w Manchesterze

Hannah Spencer podczas kampanii wyborczej Partii Zielonych w Manchesterze. Źródło: Facebook / Hannah Spencer

Partia Zielonych wygrała przedterminowe wybory parlamentarne w okręgu Gorton i Denton w południowo-wschodnim Manchesterze. To pierwszy w historii przypadek, gdy Zieloni zdobywają mandat w wyborach uzupełniających do Izby Gmin, a zarazem dotkliwa porażka Partii Pracy w jednym z jej najtrwalszych bastionów. Wynik ten potwierdza postępujące rozdrobnienie brytyjskiej sceny politycznej i stawia rząd Keira Starmera w trudnej sytuacji.

Oficjalne wyniki ogłoszono w piątek 27 lutego około godziny czwartej trzydzieści nad ranem. Blisko 41 procent głosów zdobyła 34-letnia Hannah Spencer – z zawodu hydrauliczka, radna miejska i kandydatka Green Party. Skrajna prawica uzyskała 29 procent, a Partia Pracy zaledwie 25 procent, spadając na trzecie miejsce w okręgu, który reprezentowała nieprzerwanie od niemal stu lat. Jeszcze w wyborach powszechnych w 2024 roku laburzyści wygrali tu z przewagą 13 tysięcy głosów.

W przemówieniu po ogłoszeniu wyników Spencer, wyraźnie wzruszona, przeprosiła swoich klientów za prace, które będzie musiała przerwać, by objąć mandat w Westminsterze. Podkreślała, że „nie jest niczym skrajnym ani radykalnym przekonanie, że ciężka praca powinna pozwalać godnie żyć”, oraz że można „domagać się więcej, nie nienawidząc się nawzajem”. Oprócz tradycyjnych postulatów Zielonych akcentowała kwestie sprawiedliwości społecznej, praw mniejszości oraz krytykę partii „wspieranych przez miliarderów”.

W Wielkiej Brytanii wybory uzupełniające często sprzyjają mniejszym ugrupowaniom i stają się okazją do wyrażenia sprzeciwu wobec rządu. W maju 2025 roku w Runcorn i Helsby zwyciężyła skrajnie prawicowa Reform UK Nigela Farage’a. Choć takie głosowania mają ograniczone znaczenie w skali kraju, wynik z Gorton i Denton ma wymiar symboliczny. Po raz pierwszy Zieloni wygrali tego typu wybory, a Partia Pracy utraciła mandat w miejscu, które przez dekady uchodziło za bezpieczne.

Dla rządu Keira Starmera to poważny cios. Ekspert wyborczy prof. John Curtice ocenił na antenie BBC, że to „trzęsienie ziemi”, które pokazuje, iż przyszłość brytyjskiej polityki jest jeszcze bardziej niepewna, niż dotąd sądzono. Do tej pory laburzyści koncentrowali się na rywalizacji z Reform UK, uznając ją za główne zagrożenie. Teraz muszą mierzyć się również z rosnącą konkurencją po lewej stronie sceny politycznej, co podważa ich pozycję jako jedynej alternatywy wobec skrajnej prawicy.

Sytuację dodatkowo komplikuje strategia samego Starmera. Po ogłoszeniu wyborów w Gorton i Denton kierownictwo Partii Pracy zablokowało start w tym okręgu popularnego burmistrza Wielkiego Manchesteru Andy’ego Burnhama, który nie ukrywa ambicji przejęcia przywództwa w partii. Premier zareagował, przyznając, że jest „rozczarowany” wynikiem, ale zapowiedział, że będzie „walczył dalej”. Jego pozycja pozostaje osłabiona, zwłaszcza po kontrowersjach związanych z nominacją Petera Mandelsona na ambasadora w Waszyngtonie oraz przyznaniu, że wiedział o jego relacjach z Jeffreyem Epsteinem.

Dla Zielonych zwycięstwo w Manchesterze to przełom w budowaniu wiarygodności. W ostatnich miesiącach partia wyraźnie umocniła swoją pozycję, m.in. pod przywództwem nowego lidera Zacka Polanskiego. Ten były aktor, otwarcie deklarujący się jako gej, weganin i Żyd, zapowiadał ruch „eko-populistyczny”, wykorzystujący sprawdzone narzędzia komunikacyjne znane z kampanii skrajnej prawicy. Intensywna obecność w mediach społecznościowych, akcje solidarnościowe z migrantami w Calais czy symboliczne działania w Londynie, mające zwrócić uwagę na wyczerpanie pracowników, przyciągnęły rozczarowanych wyborców Partii Pracy. Zieloni mają obecnie pięciu posłów i około 180 tysięcy członków, a w kampanii podnoszą m.in. postulaty wyższego opodatkowania najbogatszych oraz stanowisko pro-Gaza.

Hannah Spencer okazała się kandydatką trafiającą do elektoratu – podkreślano jej robotnicze pochodzenie, niekonwencjonalny styl, cztery adoptowane charty oraz fakt, że równolegle z kampanią kończyła szkolenie w zawodzie tynkarki.

W rządzie próbują tonować znaczenie wyniku. Minister transportu Heidi Alexander apeluje, by „nie nadinterpretować” rezultatu głosowania. Jednak fala krytyki wobec kierownictwa Partii Pracy narasta. Andrea Egan, sekretarz generalna związku zawodowego Unison, podkreśla, że rząd laburzystów powinien „bronić pracowników, chronić migrantów i uchodźców oraz przeciwstawić się Nigelowi Farage’owi, zamiast pozwalać mu narzucać agendę”. Jej zdaniem twarda linia w sprawie migracji pozostawia przestrzeń, którą wypełniają Zieloni. Część posłów Partii Pracy mówi wręcz o „najgorszym możliwym wyniku” i obarcza odpowiedzialnością bezpośrednio Starmera oraz jego najbliższe otoczenie.

Kolejnym testem dla rządu będą majowe wybory do parlamentów Szkocji i Walii oraz do licznych władz lokalnych. Do tego czasu Keir Starmer i jego sztab będą musieli przemyśleć strategię i priorytety, jeśli chcą powstrzymać dalszy odpływ wyborców – zarówno w stronę skrajnej prawicy, jak i rosnących w siłę Zielonych.

Redakcja

Poprzedni

Xi Jinping spotkał się z kanclerzem Niemiec

Następny

Międzynarodowy szczyt solidarności w Kijowie