Dzieła pana Xi Jinpinga, prezydenta ChRL, po polsku

Xi Jinping piastuje obecnie najwyższe stanowiska w państwie chińskim (Prezydent od 14.03.2013 r.), w partii (Sekretarz Generalny KC od 15.11.2012 r.) i w armii (Przewodniczący Centralnej Komisji Wojskowej KPCh i KC, de facto Naczelnik sił zbrojnych od 15.11.2012 r.). Prezydent Xi skupia więc ogromną władzę w swoich rękach jako najwyższy autorytet V pokolenia przywódców ChRL i KPCh (I pokolenie – Mao Zedong, II – Deng Xiaoping; III – Jiang Zemin, i IV – Hu Jintao). Bez wątpienia jest on równocześnie jednym z najwybitniejszych przywódców ChRL i KPCh oraz Chin w całym długim okresie ich istnienia i rozwoju, poczynając od cesarza Qin Shi Huang’a (259 r. – 210 r. p.n.e.), założyciela zjednoczonego państwa chińskiego i genialnego reformatora.

Dotychczasowe dokonania praktyczne w polityce wewnętrznej pod przewodem prezydenta Xi – w nowatorskim rozwoju, w dynamicznych reformach i w trosce o dobro obywateli zasługują na najwyższy szacunek. Jest to rozwój na drodze określanej jako socjalizm o specyfice chińskiej w nowej erze. Jego myślą przewodnią i celem strategicznym są programy strategiczne na dwa stulecia: 2021 r. (stulecie powstania KPCh) oraz 2049 r. (stulecie proklamowania ChRL).
Chińskie Marzenie
W pierwszym przypadku chodzi o utworzenie umiarkowanie zasobnego społeczeństwa; zaś w drugim – o zbudowanie bardzo nowoczesnego państwa. Realizuje się także „Chińskie Marzenie” służące odrodzeniu narodu i państwa chińskiego.
Po upadku neoliberalizmu, Chiny są (praktycznie) jedynym dużym państwem świata dysponującym racjonalnym systemem (ustrojem) i jego odpowiednimi, funkcjonalnymi założeniami polityczno – ideologicznymi.
Skutki praktyczne nowatorskiej i bardzo aktywnej polityki zagranicznej prezydenta Xi (zwanej już Xiplomacy, pochodna od słowa diplomacy) są ze wszech miar pozytywne: utrzymanie pokoju światowego, troska o bezpieczeństwo międzynarodowe, zwalczanie terroryzmu, rozwijanie wzajemnie korzystnej współpracy (win-win cooperation) i kontaktów międzyludzkich (społecznych), ochrona środowiska naturalnego i in. prezydent podkreśla nieustannie, iż wszystkie narody i wszyscy obywatele Ziemi powinni również korzystać z owoców chińskich reform i otwarcia na świat oraz wspólnie budować lepszą przyszłość dla wszystkich.
Tym celom służy, m.in., tzw. Inicjatywa Pasa i Szlaku, czyli nowy szlak jedwabny obejmujący wszystkie kontynenty: „od morza do morza”, czyli od Pacyfiku do Atlantyku, poprzez Eurazję, łącznie z Polską, która powinna efektywniej i odważniej korzystać z tej unikalnej sposobności.
Nowy Ład Światowy
Jednocześnie prezydent Xi cieszy się wielkim uznaniem i autorytetem międzynarodowym – jako jeden z najwybitniejszych, jeśli w ogóle nie najwybitniejszy przywódca światowy w naszych czasach myślący nowocześnie oraz dążący zdecydowanie i konsekwentnie do utrzymania pokoju, do owocnej współpracy, do utworzenia sprawiedliwego Nowego Ładu Światowego, do harmonijnego rozwoju ludzkości i do uratowania życia na Ziemi.
W relatywnie krótkim czasie, prezydent Xi stał się przywódcą powszechnie znanym i szanowanym na arenie międzynarodowej.
Od początku swej kadencji do stycznia 2020 r. odwiedził On prawie 100 (!) krajów łącznie z Polską (20.06.2016 r.). Ta wręcz niewiarygodna liczba wizyt zagranicznych wynika z tego, że niejako za jednym zamachem prezydent odwiedza kilka krajów (np. Polska, Czechy i Serbia). Do Chin przybywają nieustannie liczne i reprezentatywne delegacje zagraniczne. Faktycznie – Chiny rozwijają kontakty ze wszystkimi państwami świata i z organizacjami międzynarodowymi (np. ONZ, ASEAN, UE, UA, BRICS, SOW, G17+1, G20 i wiele innych [1].
Rządzenie Chinami
Prezydent Xi – to nie tylko wybitny polityk i mąż stanu klasy światowej lecz również twórczy teoretyk i pisarz. Dzieła, które już wyszły spod pióra pana prezydenta Xi w ostatnich latach [2], szczególnie „Rządzenie Chinami”, pozwalają czytelnikom lepiej zrozumieć przemiany dokonujące się w Chinach dzięki reformom i otwarciu na świat. Dzieła pana prezydenta znakomicie służą wzajemnemu zrozumieniu między narodami.
Wydano je już w 22 językach (nawet tak oryginalnych jak: urdu, khmerski, japoński, turecki, węgierski, polski i in.) oraz w nakładzie ponad 10 mln egzemplarzy. Do druku przygotowuje się jeszcze 13 nowych edycji językowych.
Znamienne, że żaden inny przywódca światowy nie może pochwalić się takim dorobkiem, a żadne inne państwo nie ma tak klarownego i tak dostosowanego do realiów ustroju (systemu) polityczno – społecznego, jak Chiny. Na początku 2020 r. w ChRL ukazało się Jego kolejne dzieło nt. polityki zagranicznej. Planowane jest również następne – o nowych jedwabnych szlakach.
Z pierwszej ręki
Prace te zawierają kompleksową i pogłębioną analizę (z pierwszej ręki) chińskich przemian i planów na przyszłość. 19.12.2019 r., na Zamku Królewskim w Warszawie, odbyła się konferencja promocyjna najnowszej wersji polskiej ww. dzieła. Poprzednie konferencje tego rodzaju miały miejsce w Domu Księgarza na Starym Mieście w Warszawie.
Jestem zaszczycony, iż powierzono mi przetłumaczenie na polski ww. dzieł pana prezydenta. Było to zadanie niezwykle odpowiedzialne i trudne zarazem ze względu na specyfikę chińskiej terminologii politycznej, ideologicznej i na konieczność odpowiedniego przełożenia jej na klasyczny język polski. Trzykrotnie przestudiowałem wnikliwie analizowane dzieła – słowo po słowie, zdanie za zdaniem. Starałem się oddać w zrozumiałej polszczyźnie (po polsku a nie po „polskiemu”) całe bogactwo, różnorodność i specyfikę treści owych dzieł.
Opublikowanie w Polsce dzieł prezydenta Chin jest doniosłym i unikalnym wydarzeniem w historii naszych stosunków wzajemnych, poczynając od 1949 r. [3]. Wymienię tylko najważniejsze spośród wyjątkowych okoliczności towarzyszących tym publikacjom. Po pierwsze, parę słów o samym Autorze. Jasne, iż każde słowo wypowiedziane czy napisane przez prezydenta ma wielkie znaczenie nie tylko dla Chińczyków, ale również dla całej ludzkości, łącznie z Polakami.
Z myślami, z filozofią, z polityką
Dlatego dobrze, iż nasi rodacy będą mogli zapoznać się w swym języku ojczystym z myślami, z filozofią, z polityką i – wręcz – z futurologią wyznawaną przez Szanownego Autora. Jest to niezwykle ważne również dlatego, że za Jego słowami idą konkretne czyny oraz wielkie dokonania reformatorskie i rozwojowe narodu i państwa chińskiego oraz całej wspólnoty międzynarodowej. Ciężkim wysiłkiem i wytrwałą nauką Autor zdobył kolosalną wiedzę o ludziach, o życiu, o pracy i o polityce oraz doświadczenie przywódcze. Teraz wykorzystuje to efektywnie dla dobra Chin i całego świata.
Jeszcze za młodu prezydent Xi, syn weterana chińskiego [4], zaznał trudu i znoju ciężkiej pracy w czasie pobytu na wsi (1969 r. – 1975 r.; wieś Liangjiahe, prowincja Shaanxi) w okresie „rewolucji kulturalnej”.
Już wtedy był nazywany (oficjalnie) „wykształconym młodzieńcem” („educated youth”), ale miejscowi wieśniacy mówili o nim „twardy chłopak”. Szybko zyskał ich uznanie i sympatię oraz został wybrany na stanowisko sekretarza wiejskiego komitetu partii. Tak zaczęła się błyskotliwa kariera polityczna pana prezydenta Xi, który nadal wspomina z nostalgią pobyt, pracę i doświadczenia zdobyte na wsi.
Dużo czytał, nawet kiedy pasał tam owce i barany na zboczach gór. W 1975 r. rozpoczął studia na Uniwersytecie Tsinghua w Pekinie (wydział chemii oraz studia podyplomowe i doktorat z prawa). Piął się systematycznie w górę, pracując w terenie (prowincje: Hebei, Fujian, Jiangsu, Zhejiang, miasta: Xiamen, Fuzhou, Ningde, Szanghaj i in.). Stale utrzymywał kontakty i pomagał potrzebującym obywatelom, szanował ich trud i poświęcenie dla kraju oraz wymagał tego od innych.
Chłopi i weterani rewolucji
Dwie grupy społeczne wywarły szczególny wpływ na Jego świadomość i postawę: chłopi i weterani rewolucji. Studiował nieprzerwanie i pisał artykuły w prasie terenowej, zgłaszał nowatorskie pomysły itp.
Już wtedy późniejszy prezydent Xi wykazywał duże zacięcie reformatorskie, np. w zakresie rozwoju gospodarki w delcie rzeki Yangtze, łącznie z Szanghajem. Tam było jego ostatnie stanowisko „w terenie”, po czym został przeniesiony do Centrali. Pracował na odpowiedzialnych stanowiskach w administracji państwowej, we władzach partyjnych i w wojsku (Centralna Komisja Wojskowa).
Jego obecne ww. najwyższe stanowiska w państwie, w partii i w siłach zbrojnych zostały określone na XVIII Zjeździe KPCh (listopad 2012 r.). Tak rozpoczęła się nowa era w jego karierze, w rozwoju i w reformowaniu Chin Ludowych oraz w ich polityce zagranicznej.
Z imieniem prezydenta Xi związane są też ostatnie najnowsze strategiczne przedsięwzięcia oraz plany innowacyjne i modernizacyjne. Jak np. ww. programy na dwa 100-lecia: KPCh (2021 r.) i ChRL (2049 r.), które zmienią jakościowo wizerunek i potencjał tego mocarstwa. Inne wielkie cele strategiczne to: Chińskie Marzenie, koncepcja Pasa i Szlaku, zjednoczenie Tajwanu z Macierzą, plany rozwoju BRICS, SOW, wielobiegunowość, zwalczanie terroryzmu, budowanie nowego harmonijnego ładu światowego i wspólnej (lepszej) przyszłości dla wszystkich ludzi na Ziemi oraz wiele innych inicjatyw globalnych, kontynentalnych i regionalnych. Chiny odnoszą się z jednakim należnym szacunkiem wobec maleńkich państw wyspiarskich na Południowym Pacyfiku (Fidżi, Samoa, Tuvalu, Tonga, Vanuatu, Kiribati i in.), jak też w stosunku do wielkich mocarstw (Rosja, Indie, USA, ASEAN, Unia Europejska, Unia Afrykańska i in.).
Arena międzynarodowa
Pozycja Chin na arenie światowej umacnia się z każdym dniem. Ich aktywność w sferze międzynarodowej kojarzona jest efektywnie z rozwojem i z reformami wewnętrznymi. Obie te sfery działalności wspierają się i pomagają sobie nawzajem. prezydentura Xi Jinpinga przypada na bardzo trudny okres w ewolucji sytuacji międzynarodowej, np. na Bliskim, Środkowym i Dalekim Wschodzie. Ale realizm, rozwaga, spokój i rozsądek strony chińskiej, a jednocześnie jej rosnący potencjał ekonomiczny i militarny, pozwala na skuteczne łagodzenie istniejących napięć i dysproporcji. Dzięki temu nie dochodzi do poważniejszych konfrontacji czy do wybuchu konfliktu globalnego. Świat zawdzięcza już bardzo dużo panu prezydentowi Xi!
Drugim kluczowym wyznacznikiem wyjątkowości wydania dzieł prezydenta Xi po polsku są, naturalnie, same owe dzieła. Nawiązują one do chwalebnych tradycji rozwoju filozofii i piśmiennictwa chińskiego – od czasów Konfucjusza (551 r. – 479 r. p.n.e.) poczynając.
Autor cytuje dość często myśli wybitnych uczonych chińskich, przytacza dosadne i mądre przysłowia ludowe itp. Każdy przywódca chiński, od 1949 r., pozostawił po sobie dzieła wybrane i cenne koncepcje polityczno – ideologiczne. Razem tworzą one podstawy teoretyczne obecnego ustroju ChRL, określanego mianem socjalizmu o specyfice chińskiej w nowej erze i demokracji konsultatywnej (tzw. pionowej). Nie nam oceniać wartość i przydatność tych dzieł i rozwiązań dla współczesności i dla przyszłości. Ale, bez wątpienia, dzieła prezydenta Xi zaliczają się do ścisłej czołówki w tej twórczości.
Ku czemu zmierzają Chiny
Po jej przestudiowaniu, czytelnik łatwiej zrozumie, czym są współczesne Chiny i ku czemu one zmierzają oraz lepiej pozna długą i bogatą historię tego mocarstwa.
Analizowane dzieła pana prezydenta są tworem całościowym i kompleksowym obejmującym wszystkie najważniejsze aspekty rozwoju i reformowania Chin oraz przebudowy świata. Autor nawiązuje do przeszłości, analizuje współczesność i kreśli plany na przyszłość – dla Chin i dla świata.
Pisze o dorobku pozytywnym (np. wkład Chin do cywilizacji światowej, ich pomyślny rozwój społeczno – polityczny itp.) oraz krytykuje zjawiska negatywne (korupcja, bieda, dysproporcje, przerosty gospodarcze i biurokratyczne, hegemonizm, unilateralizm, polityka siłowa i in.). Prezentuje, w ujęciu zrównoważonym, swe poglądy na temat najważniejszych aspektów politycznych, ideologicznych, ekonomicznych, społecznych, ekologicznych, militarnych i międzynarodowych.
Usprawnienia
Występuje kilka głównych wątków i myśli przewodnich w tych rozważaniach: poprawa bytu i bezpieczeństwa obywateli, humanizacja i poszanowanie godności człowieka, usprawnienie funkcjonowania państwa i partii oraz umocnienie państwa prawa, modernizacja i innowacje, wykorzystanie zdobyczy IV rewolucji przemysłowej oraz budowanie nowego wielobiegunowego i sprawiedliwego ładu międzynarodowego na zasadach trwałego pokoju, niezawodnego bezpieczeństwa, wzajemnie korzystnej współpracy („win-win cooperation”) i lepszego jutra dla wszystkich obywateli Ziemi.
Tego typu holistyczna filozofia i analiza praktyki chińskiej, w ujęciu prezydenta Xi, nie ma precedensu w całej historii naszej cywilizacji. Chiny nie narzucają nikomu swoich koncepcji teoretycznych i systemowych rozwiązań praktycznych. Ale chętnie pomogą i podzielą się własnymi doświadczeniami z zainteresowanymi, którzy nie będą musieli „odkrywać Ameryki od nowa”, ani też „wyważać drzwi już otwartych”. Jestem przeświadczony, iż chińskie przesłanie humanistycznego socjalizmu byłoby przydatne dla wszystkich.
Likwidacja patologii i zaniedbań
Realizacja myśli, ocen i propozycji programowych zawartych w analizowanym dziele otworzyłaby przed całą ludzkością drogę ku lepszemu, a przede wszystkim, ku likwidacji patologii i zaniedbań, ku przetrwaniu i obronie życia oraz ku nowym perspektywom rozwojowym i ku budowie lepszej cywilizacji ludzkiej. O to dziś walczymy przede wszystkim. Tyle, w skrócie, o aspektach formalnych.
Jeśli zaś chodzi o kwestie merytoryczne, to dzieła prezydenta Xi zawierają bezcenne walory teoretyczne i praktyczne dla samych Chin oraz dla całego świata. Są to unikalne i nowatorskie wartości wynikające z przemyśleń odnoszących się do starożytnej historii, do nowożytnej współczesności i do lepszej przyszłości naszej cywilizacji. W tym sensie, dzieła prezydenta Xi można zaliczyć bez wahania do grona tzw. wielkich ksiąg ludzkości, które, z reguły, słusznie oceniały ówczesność, trafnie prognozowały przyszłość, ale – niestety – myśli w nich zawarte nie zostały w pełni zrealizowane. Dlatego też jest tak, jak jest. W tym sensie, światłe i nowatorskie dzieła prezydenta Xi każą spojrzeć inaczej, po nowemu, na wielkie problemy Chin i całej ludzkości oraz stanowią źródło inspiracji i nadziei na odnowę, na odrodzenie wszystkich państw i narodów, łącznie z polskim, na ich pokojowe współistnienie oraz na ich konstruktywną i wzajemnie korzystną współpracę.

  1. UA = Unia Afrykańska, BRICS = Stowarzyszenie: Brazylia – Rosja – Indie – Chiny –Afryka Południowa, SOW = Szanghajska Organizacja Współpracy.
  2. W szczególności: dwutomowe „Rządzenie Chinami” wydane po polsku pod tytułami „Innowacyjne Chiny” i „Chińskie Marzenie” (Wydawnictwo Kto jest Kim) i „Zarządzanie Chinami” (Wydawnictwo Marszałek).
  3. Proklamowanie ChRL nastąpiło dnia 01.10.1949 r.; zaś polsko – chińskie stosunki dyplomatyczne zostały ustanowione dnia 05.10.1949 r..
  4. Ojcem prezydenta był Xi Zhongxun, weteran rewolucji i walki narodowo – wyzwoleńczej wyniesiony (po 1949 r.) do godności wicepremiera i, następnie, wicemarszałka (wiceprzewodniczącego) Parlamentu chińskiego.

Zeszyt letnich lektur

Książka była dla nas zawsze tak ważna jak codzienny chleb i powietrze, bez których żyć nie podobna.

Książka była dla nas zawsze tak ważna jak codzienny chleb i powietrze, bez których żyć nie podobna.
Towarzyszyła nam w czasie nauki, studiów i działalności zawodowej ku zdobyciu wiedzy, przemyśleniom i intelektualnemu rozwojowi. Stanowiła także możliwość ucieczki od codzienności, była okazją dla wartościowej rozrywki i odpoczynku. Wreszcie niektórzy z nas zaczęli tworzyć książki – pisać, redagować, wydawać. Przez te dziesiątki minionych lat nazbierało się ich w domowych bibliotekach wiele: bardzo ważnych i cennych, zakupionych i otrzymanych z różnej okazji, tych, do których ciągle wracamy, drugich, do których obecności przyzwyczailiśmy się, i wreszcie tych… których jeszcze nie zdążyliśmy przeczytać. I stale, choć tak je kochamy, mamy z nimi wiele problemów: nie mieszczą się w naszych małych mieszkaniach, są pełne obaw o swoją przyszłość w walce z przybywającymi nowymi tomami, i sytuacji….gdy właścicieli już na tym świecie nie stanie.

Od kiedy nauczyłem się czytać

moją pasją stały się książki. Pierwszą była opowieść „O bohaterskim koniu”, który wędrował z polskimi żołnierzami przez wszystkie fronty II wojny światowej. Trochę później „Ogniem i mieczem”, wydane jeszcze przed wojną przez Zakład Naukowy Ossolińskich we Lwowie (przez wiele lat po wojnie nie wznawiano tej części Trylogii), ale największym powodzeniem cieszyły się powieści lotnicze Janusza Meissnera. Czytałem „Hangar nr 7” i „Żądło Genowefy” nawet późno w nocy pod kołdrą, przyświecając sobie latarką tak, aby nie wzbudzić zainteresowania śpiących już rodziców. Na osiemnaste urodziny otrzymałem od nich „Historię filozofii” Władysława Tatarkiewicza.

Warto wiedzieć,

że w dawnych latach naszej podstawowej edukacji, w klasach VI i VII, a może i już w V, nauczyciele języka polskiego wymagali prowadzenia zeszytu lektur zawierającego nie tylko obowiązujące szkolne pozycje, ale i wszystkie inne, które przeczytaliśmy. Nie był to tylko ich spis bowiem na stronie nieparzystej należało zamieścić rysunek tematycznie związany z przeczytaną książką: mogła to być jej okładka, jakaś wybrana scena, można było wlepić obrazek nawiązujący do jej treści. Na kolejnych stronach należało napisać krótki streszczenie, opinię o lekturze czy też o autorze, można było także przytoczyć wybrany, charakterystyczny fragment tekstu.
I właśnie posługując się taką zapomnianą, a może i dziś często zarzuconą, metodą przedstawiam mój letni zeszyt lektur.

Janusz Termer,

literat, krytyk literacki, dziennikarz, postać w polskim świecie pisarskim powszechnie znana i wysoko ceniona. Ostatnio wydał tom „Myślenie literaturą”. Autor pisze, że „często nadal, z wielu powodów, w Polsce szczególnie – myślimy literaturą, nie zawsze zdając sobie z tego sprawę, jak nie przymierzając Molierowski pan Jourdain, nie wiedzący, że całe życie mówił prozą”.
Kilka z zamieszczonych esejów-szkiców-wspomnień miałem okazję poznać wcześniej bowiem z autorem łączy mnie przyjaźń od 1957 roku, kiedy to spotkaliśmy się na pierwszym roku Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, podtrzymywana obecnie kontaktem mailowym. Studiów prawniczych nie skończyliśmy; on porzucił je dla polonistyki, ja dla socjologii.
W jednym z przywoływanych tekstów wspomina naszą młodzieńczą wyprawę na Sądecczyznę, ale nie pisze o wyjątkowej lekcji historii jaką odebraliśmy na Wawelskim Wzgórzu. Janusz przyjechał do Krakowa i chciał, w ten mroźny lutowy dzień, odnowić swoje wcześniejsze szkolne doznania i zwiedzić krypty królewskie. Ale wejście do nich było zamknięte, a przewodnik powiedział, że jest wyjątkowo zimno. Zrozumieliśmy aluzję i dzięki odpowiedniemu napojowi ruszyliśmy. W którymś momencie zwrócił się do nas z pytaniem: Panowie studenci, a dlaczego nastąpiły rozbiory Polski ? My, już po zdanym egzaminie z „Historii państwa i prawa polskiego” u prof. Leśnodorskiego, wymieniliśmy rozliczne przyczyny. Skrzywiona twarz naszego cicerone oznaczała, że nie o to chodzi, a wreszcie przerwał nam, i poklepując jeden z sarkofagów powiedział: Przez kobiety panowie studenci, przez kobiety, bo na przykład ten, tu leżący…
Termer w swej książce przypomina także czasy współczesne i rzeczy dużo ważniejsze: „literatura (poezja, proza, dramatopisarstwo, eseistyka, reportaż) była zawsze i jest w – swych najlepszych wydaniach – jednym z głównych źródeł otwartego poznawczo, racjonalnego, realistycznego, twórczego myślenia o rzeczywistości i człowieczej doli. Także dziś, w tym zglobalizowanym i komercyjnym do granic możliwości świecie, ma niebagatelną do odegrania rolę”

Przemysław Gasztold

jest autorem obszernej, liczącej ponad 800 stron, monografii „Towarzysze z betonu. Dogmatyzm w PZPR 1980-1990” wydanej przez IPN. Do zapoznania się z tym opracowaniem, pomimo licznych i powszechnych zastrzeżeń jakie wywołuje jej edytor, skłonił mnie zamieszczony w Internecie spis treści z podrozdziałami o nurtach reformatorskich w PZPR, w tym o krakowskiej „Kuźnicy”, z którą związany jestem od jej początków.
Książka powstała na podstawie wcześniejszej rozprawy doktorskiej ale w swoim obecnym kształcie wywołuje sprzeczne opinie. Budzi szacunek dla wręcz tytanicznej pracy autora, który oparł jej treści na kwerendzie w ponad 30 polskich i zagranicznych archiwach, wykorzystał ponad 5500 źródeł publikowanych, ponad 100 wspomnień i pamiętników, liczne relacje świadków wydarzeń oraz równie wiele tytułów prasowych.
Jej naukowy standard obniża się już od początku, bowiem pierwszy człon tytułu ma niewątpliwie ipenowsko-marketingowy charakter. Dalej jest jeszcze gorzej: od autora poważnego opracowania oczekuje się maksimum obiektywizmu, a tego w wyrażanych opiniach i dygresjach brak. Nadto powinien powstrzymać się od swoich politycznych sympatii, złośliwych charakterystyk czy komentarzy. Dużo jednak ważniejszym jest obraz wydarzeń politycznych wymienionych lat w Polsce, który wyłania się z jej kart.
Istnienie różnego rodzaju frakcji, grup interesu czy też koterii, mechanizmów decyzyjnych, gier wewnętrznych i zakulisowych intryg jest zjawiskiem historycznie starym, powszechnie znanym i wręcz naturalnym w strukturach każdej władzy, a wiec również i w partiach politycznych. Tak było oczywiście i w PZPR. Ale nie one, pomimo ważącej często siły oddziaływania, a dziejąca się poza gabinetami wpływów rzeczywistość ostatecznie wyznaczała polityczne decyzje.
Autor pisze we wstępie: „wprowadzenie stanu wojennego traktowane jest jako mniejsze zło, a decyzje ekipy gen. Wojciecha Jaruzelskiego jako chroniące przed interwencją wojsk Układu Warszawskiego i przejęciem władzy przez partyjnych ekstremistów. Koncepcja „mniejszego zła” zakłada, że Tadeusz Grabski, Mirosław Milewski czy Stefan Olszowski razem z innymi twardogłowymi dążyli do brutalnej rozprawy z „Solidarnością”, zachęcali do zewnętrznej interwencji, a w razie jej rozpoczęcia, weszliby w skład tzw. komitetu powitalnego. Aby do tego nie dopuścić, gen. Wojciech Jaruzelski zmuszony był wprowadzić stan wojenny. Najwyższy czas, aby zweryfikować powyższą hipotezę oraz rozłożyć na czynniki pierwsze działalność partyjnego betonu.” A na stronie następnej: „stawiam tezę, że wyprowadzenie wojska na ulicę 13 grudnia 1981 r. i pacyfikacja „Solidarności” były skutkiem aktywnego lobbingu grup dogmatycznych. Sytuacja na jesieni 1981 r. była tak napięta, że gdyby I sekretarz KC nie zdecydował się na wariant siłowy, to w niedługim czasie zostałby zastąpiony przez bardziej stanowczych działaczy, pozbawionych rozterek moralnych dotyczących tego, czy uderzyć w niezależny związek zawodowy. Co więcej, uważam, iż gen. Jaruzelski stanął na czele PZPR w październiku 1981 r. właśnie po to, aby wprowadzić stan wojenny.”
Wymóg naukowych rozważań wymaga logiki i dowodów. Kolejność była inna: Jaruzelski nie dlatego wprowadził stan wojenny aby nie dopuścić partyjnej ekstremy do władzy, bowiem będąc pod naciskiem napiętej sytuacji na jesieni 1981 r. chciał zapobiec większemu złu, jakim byłaby radziecka, i inna bratnia pomoc. Dopiero interwencja zewnętrzna dawała ewentualną możliwość sukcesu wspomnianej grupie – wcześniej, o czym zresztą obszernie pisze autor, mimo podejmowanych prób, nie miała szans: „Podmiotami na scenie politycznej, które najgłośniej wzywały wówczas do uderzenia, były właśnie grupy dogmatyczne. Jaruzelski znajdował się pod ich presją, ale wciąż miał decydujący głos w sprawie kierunku politycznego kursu.”
Autor nie tylko nie spełnia ambitnego celu weryfikacji sformułowanej hipotezy o wprowadzeniu stanu wojennego i obrony swojej kolejnej tezy, ale nadto nie przedstawia żadnego dowodu na związek pomiędzy wyborem Jaruzelskiego na I sekretarza KC, a planem wprowadzenia stanu wojennego.
Ale i tak warto przeczytać tę książkę, niesie bowiem wiele mało znanych informacji i materiałów źródłowych, a we fragmentach godne uwagi analizy i spostrzeżenia.

Iwan Aleksandrowicz Sierow,

z żalem to piszę, rozczarował mnie swoimi kronikarskimi zapiskami, wydanymi ostatnio pod obiecującym tytułem „Tajemnice walizki generała Sierowa”. Są zapewne pasjonujące dla historyków badających szczegółowo okres, w których Sierow pełnił kierownicze funkcje w NKWD, później jako pierwszy szef KGB, a w końcu GRU. Może są fascynujące dla szukających politycznych sekretów w działalności służb specjalnych: jednej czy drugiej operacji przeciw polskiemu podziemiu na Ukrainie i Litwie, aresztowaniu przywódców Polskiego Państwa Podziemnego, fałszowania wyborów w okresie referendum w 1946 roku, i późniejszych sejmowych, udziału w wydarzeniach węgierskich, czy też rewelacji na temat słynnego anglo-amerykańskiego szpiega płk. Pieńkowskiego, który wg autora kronik był w rzeczywistości czynnym radzieckim agentem (à propos takich gier, z których carski, radziecki i rosyjski wywiad słynie po dziś dzień, coś się kojarzy polsko-podobnego).
Rozczarował, bowiem wszystkie podstawowe wydarzenia opisane przez Sierowa znane były powszechnie, co prawda często nie w szczegółach, ale od lat wielu, i nadto nie z tajnych źródeł. Nie zmieniła ta lektura w żadnej mierze mojego oglądu politycznego świata tamtych czasów, a fakt opisany przez autora, że o mały traf radziecka obrona przeciwlotnicza nie zestrzeliła samolotu z Ribbentropem lecącym na podpisanie słynnego paktu z Mołotowem, to – jak ktoś słusznie niedawno napisał – Hitler wysłałby kolejnego ministra i porozumienie doszło by do skutku..
„Tajemnice…” – tom liczący ponad 800 stron – zostały bardzo starannie opracowane przez Aleksandra Hinsztejna, członka Centralnej Rady Rosyjskiego Towarzystwa Wojskowo-Historycznego. Wspomnienia uzupełniają dodatkowe materiały (przebieg służby, wykaz odznaczeń i kalendarium życia Sierowa), prawie 600 biogramów postaci często mało znanych polskiemu czytelnikowi, szereg archiwalnych zdjęć i fotokopii dokumentów i niespełna 800 przypisów, korygujących pamięć autora bądź rozszerzających

dany wątek.

Hinsztejn jest także autorem tekstu wstępnego, z którego warto przytoczyć następujący fragment: „Wykonując wolę Kremla i Łubianki, Sierow czynił wszystko, co było konieczne dla osiągnięcia celu. Potrafił być przebiegły i wiarołomny – jego znakiem firmowym stało się zwabianie przeciwnika w pułapkę. Tak zneutralizowano przywódców polskiego, ukraińskiego, a potem węgierskiego ruchu oporu. Nie zamierzam go ani potępiać, ani usprawiedliwiać – jak już zaznaczyłem, był człowiekiem swojej epoki. Sierow nie zwykł kwestionować rozkazów, lecz je wykonywać, za co właśnie ceniło go kierownictwo…Przygotowując materiały do publikacji, nie stawialiśmy sobie za cel wybielania czy potępiania autora. Historia nie bywa tylko jasna czy ciemna. Jest wielobarwna.
Dlatego musimy poznać prawdę o swej niedawnej przeszłości, niezależnie od tego, jak bardzo była trudna i niejednoznaczna”.
To rosyjskie wezwanie, rozszerzając także o współczesność, można z powodzeniem adresować i do Polaków.

Jerzy Wojciech Borejsza

publicysta i historyk specjalizujący się w historii Polski i Europy XIX i XX wieku, w tym europejskich totalitaryzmów, autor bestseleru z 1984 roku „Piękny wiek XIX”, zdążył w 2018 roku wydać swoją ostatnią książkę „Ostaniec czyli ostatni świadek”. Zdążył, gdyż zmarł miesiąc temu pozostawiając nam ten spory tom reminiscencji, jak pisał, dla utrwalenia pamięci o postaciach, których nie znajdziemy w encyklopediach i zdarzeń, w których rzeczywistość jest nam tak trudno dziś uwierzyć.
Wszystkie opisane doznania i przemyślenia, przywołane wydarzenia i postaci, w różnych relacjach i w odmienny sposób, tworzyły i kształtowały świat autora. Są to wspomnienia o tamtych pokoleniach i o okresie, w którym los dał im, i dał jemu, egzystować na tej ziemi. A los nie wybiera i naznaczył życie autora w sposób szczególny: dziadek Abraham Goldberg był znanym działaczem syjonistycznym i redaktorem naczelnym „Hajntu”, ojciec Jerzy Borejsza bardzo prominentną postacią partyjną minionych lat czterdziestych i twórcą „Czytelnika”, a on sam studentem radzieckich uczelni zdobywający kolejne stopnie naukowe na Uniwersytecie Warszawskim, później uznanym uczonym wykładającym także na wielu europejskich uniwersytetach. To bogate i spełnione życie obfitowało również w dni grozy, poniżenia, ważnych przewartościowań i zawiedzionych nadziei, ale na pytanie dlaczego stale wraca do Polski odpowiedział: „ Po pierwsze, moją ojczyzną jest język polski. W żadnym innym języku nie wyrażę tak dokładnie moich myśli. Po wtóre, nie wracam dla ludzi. Ci bywają bardzo różni. Nie czynię sobie złudzeń. Wracam dla polskich lasów. To jest moja ojczyzna,
moja ziemia…”
Jerzy W. Borejsza pisał swoje wspomnienia z następującym przesłaniem: „W roku 2018 rozpocząłem osiemdziesiąty czwarty rok życia. I widzę, jak przez Polskę i Europę przetacza się nawrotna fata ruchów bądź reżimów autorytarnych. Jednym z filarów propagandy, na których się wspierają, jest fałszowanie historii. Prawda historyczna często przestaje w takich warunkach istnieć.
W czasie, kiedy w Polsce i w krajach naszego regionu tworzy się Orwellowskie „ministerstwa prawdy”, kiedy fałszowanie przeszłości, czyli kłamstwo historyczne, przykrywa się dwoma połączonymi a nieprzystającymi do siebie słowami „polityka historyczna”, tym bardziej poczuwam się do dania świadectwa, często ostatniego, ludziom, których znałem, i wydarzeniom, które obserwowałem”

Józef Lipiec,

druh od czasów szczenięcych wypraw na jabłka do ogrodu mojej ciotki, dziś profesor filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego i autor licznych naukowych rozpraw, równie uznawany aktywny uczestnik wielu pubkicznych przedsięwzięć, opublikował rozważania o zjawisku społecznym, które co prawda wg. Floriana Znanieckiego jest przedmiotem badań socjologii, a nadto szeregu jeszcze innych nauk, ale jak się okazuje podlega także z powodzeniem rozważaniom filozofa. Stykamy się z nim od naszego zarania przez cale życie i w różnych układach, aktywnie w nim uczestniczymy i go zwalczamy, chwalimy, kpimy z niego i potępiamy – to wszystko dotyczy tematu najnowszej książki Lipca „Władza. Źródła, cele, żądze”.
Autor pisze: „Ideałem i celem rozwojowych przeobrażeń jest z jednej strony przekreślenie tradycji absolutyzmu jedynowładztwa i z drugiej – wolnościowy zwrot ku demokratycznej wielopodmiotowości (przedstawicielskiej lub bezpośredniej). Wzorcem skuteczności jest jednak powrót do elitarystycznej koncepcji Platona. Rządzić trzeba umieć, a wcześniej wiedzieć, po co się to robi i dokąd zmierza – ku dobru wspólnemu. Jeśli władza jest naprawdę potrzebna, to fachowa, kompetentna i sprawna. Jeśli jest przeżytkiem i balastem – to każda bez wyjątku.”
Do tych myśli dodać wypada rozważania wybitnego socjologa Maxa Webera, zajmującego się szerzej pojęciem władzy i uważającego za władzę legalną tylko taką, do której sprawowania „uprawniony jest każdy, kto działa w ramach przyznanych mu kompetencji, określonych przez obowiązujący porządek
normatywny.”

No i na końcu tego zeszytu letnich lektur

znaleźliśmy się ponownie w naszym polskim, współczesnym piekiełku, bowiem na pytania czy obecna polityczna władza jest kompetentna i sprawowana ku dobru wspólnemu, i czy jest legalna, bo działająca w myśl obowiązującego porządku normatywnego, pada jednoznaczna negatywna odpowiedź.

Nie czytasz..?

Zostaniesz uwzględniony w raporcie Biblioteki Narodowej, z którego wynika, że Polska to praktycznie niemal kraj analfabetów.

W tym całym raporcie Biblioteki Narodowej na temat tego, że Polacy nie czytają warto zwrócić uwagę na w ogóle szerzej niekomentowany, a bardzo skandaliczny, fragment, w którym Biblioteka Narodowa wyjaśniając wyniki własnych badań stwierdza sama, że istnieje: „niewielkie przełożenie czytania książek w dorosłym życiu na powodzenie na rynku pracy”…
Ta opinia wyrażona przez taką instytucję nie jest przypadkowa. Tak samo uczy się w szkołach, gdzie dzieci uczy się zapamiętywania fragmentów streszczeń i fragmentów z fragmentów, a potem wypełniania testów zgodnie ze świętym i jedynym kluczem. Jak w scenie z „Wojny Polsko-Ruskiej”, gdzie Pani każe pisać tylko na temat i tylko zgodnie z jedną wersją, a cała szkoła ostatecznie uczy dziecko głównie tego, że ma być ciche, grzeczne, nie podskakiwać i być posłusznym niewolnikiem.
I to chyba tylko w Polsce „Biblioteka Narodowa” może głosić, że zdolność przeczytania książki i ćwiczenia się w czytaniu nie ma później wpływu na powodzenie na rynku pracy…
To o jakim rynku pracy my teraz mówimy?
I czy to dobry rynek?
Polski system edukacji uczy wyłącznie przystosowania i karmi społeczeństwo bzdurami o dostosowaniu do wyobrażonego „rynku pracy” i wymagań przedsiębiorców, jakby były słowem świętym i wiecznie trwałym-niezmiennym. A wielce światli przedsiębiorcy w polskim biedakapitalizmie – gdzie ceni się przede wszystkim taniość człowieka – faktycznie chcą mieć za pracownika niewykształconego, ogłupionego i pozbawionego wiedzy na temat świata człowieka, który tym łatwiej da się okradać i który nigdy nie zakwestionuje ani jego zarządzania, ani jego władzy, ani polityki rządu, czy systemu podatkowego.
Z jednej strony tyrania biedarynku, a z drugiej państwowo-szkolna walka z tym co „nieużyteczne” dla właściciela.
Wprost idealna „symbioza”.