Liuyuan, przepiękny chiński ogród, który miał już trzech właścicieli

Mówi się, że raj jest w niebie, ale zgodnie z chińskim przysłowiem znajduje się on w Suzhou i Hangzhou. Suzhou słynie z wielu ogrodów, a Liuyuan, którego nazwę można przetłumaczyć jako „ogród przebywania”jest jednym z czterech najsłynniejszych spośród nich.

Najważniejszą cechą ogrodów w Suzhou jest to, że ludzie mogą poczuć prawdziwą esencję natury w ogrodach skalnych, wśród kwiatów i roślin, a także cieszyć się zmieniającą się scenerią wraz ze zmianami pór roku. Wiemy, że cztery najczęstsze elementy w klasycznych ogrodach to skalniaki, akwen wodny, architektura i kamień. W Liuyuan wszystkie te cztery elementy są utrzymane na najwyższym poziomie.
Liuyuan liczy sobie ponad 400 lat. Obecnie jest on otwarty dla publiczności, ale wcześniej znajdował w prywatnych rękach i należał kolejno do trzech zamożnych rodzin. Jego pierwszym właścicielem był Xu Taishi, wysokiej rangi urzędnik dworski, który był odpowiedzialny za prace budowlane. Przewodniczył renowacji Pałacu Cining, osobiście planował i szczegółowo kierował całym procesem budowy. Dzięki swojej pracy zgromadził doświadczenie, które po odejściu z urzędu umożliwiło mu zbudowanie swojego domu w rodzinnym mieście w lokalnym stylu, prototyp ogrodu Liuyuan.
W ogrodzie Liuyuan usytuowany jest słynny długi korytarz, na którym znajduje się ponad 300 kamiennych rzeźb kaligrafów z dawnych dynastii. Właśnie ze sztuką kaligrafii wiąże się historia drugiego posiadacza tego miejsca, którym był Liushu, słynny kaligraf, malarz i bibliofil z dynastii Qing (1644-1912). Przejął on nieruchomość 200 lat po Xu Taishi. Liushu przeprowadził wielki remont, w czasie którego Liuyuan zyskał dodatkowe dekoracje. Liushu organizował tutaj także spotkania poetyckie. Mówiono, że nie ma dnia, aby w ogrodzie Liuyuan nie było gości. W Chinach im więcej gości odwiedza dom, tym wyższy staje się status społeczny jego gospodarza. Większość dzieł kaligrafii na ścianach to właśnie utwory napisane przez przyjaciół Liushu.
Na jednym z wielkich kamieni opisano, jak przebiegał remont ogrodu. W dawnych czasach w Chinach często opisywano renowacje domostw, zdarzało się też, że takie teksty stawały się znane i powszechnie czytane. Jest to spowodowane tym, że dom dla Chińczyków jest bardzo ważny, wiąże się z nim wiele emocji, wspomnień oraz wzruszeń dotyczących nie tylko samego budynku, ale też przede wszystkim jego mieszkańców.
Drugi właściciel tego miejsca zwracał wielką uwagę na rolę wody w ogrodzie, dlatego na środku pojawiło się sztuczne jezioro. W kulturze chińskiej bardzo ważnym elementem jest smok, do którego przyrównywano samego cesarza. Według legend smok mieszka w morzu. W związku z tym bogate rodziny zawsze chciały mieć jezioro w ogrodach okalających dom, licząc, że ich syn zostanie cesarzem. Oczywiście, to tylko mój żart. Rzeczywiście to głównie z powodu Fengshui. Według filozofii chińskiej Fengshui, im więcej wody w domu, tym więcej pieniędzy. Powiedzenie to jest szczególnie popularne na południu Chin.
Ogród warto odwiedzić jesienią, kiedy liście drzew zmieniają kolor. W jeziorze możemy zobaczyć koi, które według Chińczyków przynoszą szczęście. Nie można ich łapać, ale można podziwiać z brzegu.
W chińskiej filozofii, najwyższy poziom relacji między człowiekiem a naturą to wspólne połączenie. Przykładem tego może być umieszczanie w ogrodach dużych wapiennych kamieni z jeziora Taihu. Wapień łatwo ulega erozji pod wpływem sił zewnętrznych, takich jak długotrwałe oddziaływanie fal i wody zawierającej dwutlenek węgla. Miękki i luźny kamień łatwo wietrzeje, a zachowuje się w trudno dostępnych miejscach. W ten sposób kamień Taihu, przez długie lata jest stopniowo rzeźbiony w naturalnych warunkach i zyskuje kręty i zaokrąglony kształt, który ma przypominać pasma gór i jaskinie. Sztuczne góry z kamienia oraz jeziora w ogrodzie to idealny naturalny krajobraz dla wielu Chińczyków. To mały świat przyrody w zasięgu naszych oczu.
Zastanawiają się Państwo dlaczego w Suzhou powstał taki wielki i pięknie zdobiony ogród? Dlaczego takich miejsc w mieście jest kilka? Czy to oznacza, że tutejsi mieszkańcy byli bardzo bogatymi ludźmi? Tak, ale należy też pamiętać, że nie wszyscy byli majętni i nie było tak we wszystkich miejscach. 200 lat temu, kiedy Liushu był gospodarzem omawianego ogrodu, gospodarka w regionie Jiangnan, czyli tam, gdzie znajduje się Suzhou, kwitła w pełni. Handlowano tam najlepszymi w kraju produktami rolnymi oraz solą. Do dzisiaj miasto Suzhou wciąż ma prężną gospodarkę, w porównaniu z większością miast w Chinach, ale wówczas status miasta był o wiele wyższy. Według badań, dwie trzecie podatków do rządu centralnego pochodziło z regionu Jiangnan, dlatego Suzhou miało tak duże znaczenie. Luksusowe, pięknie zdobione meble wykonane z rzadko spotykanego drewna, świadczą o tym, że mieszkali tu bardzo zamożni ludzie. Drugi powód jest taki, że w Suzhou zgromadziło się wtedy wielu wybitnych poetów, pisarek oraz artystów, dlatego estetyka ogrodów był bardzo wyrafinowana.
Trzecim właścicielem ogrodu był Shengkang, który był bogatym biznesmenem. Rodzina Sheng nawiązała współpracę z innymi osobami, aby założyć lombard, a biznes był zaskakująco dobry. Rodzina Sheng była w stanie zgromadzić pokaźny rodzinny biznes i wykorzystać go na zakup starego ogrodu Liuyuan. Po przejęciu starego ogrodu Shengkang rozbudował ogród i po jego ukończeniu był jeszcze wspanialszy niż kiedykolwiek. Jego syn był bardzo bogatym człowiekiem w okresie dynastii Qing (1644-1912). Niestety, wnuk nie potrafił dobrze zarządzać pieniędzmi. Po latach trzydziestych XX wieku Liuyuan stopniowo opustoszał.
W 1953 roku Miejski Rząd Ludowy Suzhou zdecydował o odnowieniu opuszczonego ogrodu i zaprosił grupę doświadczonych ogrodników i wykwalifikowanych konserwatorów zabytków. Po pół roku remontu słynny od pokoleń ogród odzyskał blask. Dlatego dziś każdy może podziwiać jego piękno.
Urodzony w Suzhou amerykański naukowiec chińskiego pochodzenia Tsung-Dao Lee, który otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki powiedział, że nie wie, jak wygląda raj, ale myśli, że byłoby dobrze, gdyby raj miał chociaż jedną dziesiątą piękna Suzhou.
Rzeczywiście miasto to jest przepiękne, szczególnie jego malownicze ogrody. Można jednak przypuszczać, że Tsung-Dao Lee powiedział tak, bo jest to jego rodzinne miejsce.
Mimo że świat jest wielki i lubimy podróżować, to rodzinny dom zawsze jest dla nas najważniejszy.

Wioska w południowo-zachodnich Chinach rozwija się dzięki ekoturystyce

Guangming, wioska w południowo-zachodniej prowincji Yunnan, położona ponad 2000 metrów n.p.m. w autonomicznym powiecie Yangbi mniejszości etnicznej Yi, znana jest z produkcji orzechów włoskich. Jest domem dla 6000 drzew orzechowych o ponad 100-letniej historii.
Guangming, wioska w południowo-zachodniej prowincji Yunnan, położona ponad 2000 metrów n.p.m. w autonomicznym powiecie Yangbi mniejszości etnicznej Yi, znana jest z produkcji orzechów włoskich. Jest domem dla 6000 drzew orzechowych o ponad 100-letniej historii.
83 proc. powierzchni Yangbi pokryte jest lasami. Produkcja orzechów stanowi podstawę gospodarki tego powiatu.
W ostatnich latach cena orzechów włoskich spadła z 30 juanów za kilogram do około 10 juanów. Dlatego wioska Guangming zmieniła swoją strategię rozwoju i przekwalifikowała się z uprawy orzechów włoskich na ekoturystykę.
Li Bin, wieśniak z Guangming, który wcześniej sprzedawał orzechy włoskie w Internecie, obecnie prowadzi w wiosce ośrodek agroturystyczny. Ten trzydziestokilkuletniego mężczyzna jest świadkiem rozwoju wioski Guangming.
Słabe skomunikowanie wioski było kiedyś dużym problemem dla mieszkańców Guangming. Na szczęście ich sytuacja bytowa znacznie się poprawiła po wybudowaniu utwardzonej drogi i zorganizowaniu w 2008 roku festiwalu orzecha włoskiego, który przyczynił się do znacznego wzrostu cen orzechów włoskich.
Li wrócił do wioski Guangming w 2014 roku. Sprzedawał przez Internet sadzonki orzecha włoskiego i inne produkty rolne. Jednak od tego czasu cena orzechów włoskich zaczęła spadać. Ponadto, z uwagi na wysokość drzew orzechowych mieszkańcy wioski musieli zatrudniać wykwalifikowanych pracowników do zbierania owoców, co podniosło koszty produkcji.
Rok później wieś Guangming zaprosiła przedsiębiorstwa turystyczne do rozwoju ekoturystyki wiejskiej. W ubiegłym roku przychody wioski z turystyki wynosiły prawie 2 miliony juanów. Li również dołączył do branży, otwierając własny ośrodek agroturystyczny.
Rozwój wsi Guangming nie byłby możliwy bez pomocy władz lokalnych. Od 2008 r. prowadzonych jest wiele projektów dla wioski, które wspierają tworzenie sieci transportowej, parkingów i toalet turystycznych. „Tylko poprzez ulepszenie infrastruktury możemy pokazać nasze piękne otoczenie światu zewnętrznemu” – powiedział Yang Xin, rzecznik prasowy powiatu Yangbi, pracownik delegatury we wsi Guangming.
Ze względu na brak planowania i przemyślanych działań, biznes ekoturystyczny na początku nie działał zbyt dobrze, ale dzięki profesjonalnym firmom wprowadzonym do Guangming powstały zmodernizowane tereny widokowe, przyciągające coraz więcej turystów.
75 osób z 73 gospodarstw domowych w gromadzie Jiciping w wiosce Guangming pracuje w branży turystycznej w pobliżu własnego domu. Ich dochody wzrosły o ponad 1,8 miliona juanów. Ponadto, 42 gospodarstwa domowe zarobiły ponad 4 miliony juanów, wynajmując lub przekazując firmom turystycznym prawo zarządzania gruntem o łącznej wielkości 10 hektarów.
Władze Yangbi zorganizowały szereg szkoleń dla mieszkańców, pomagając im poprawić jakość usług. Szef partii w wiosce Guangming – Yang Xueming powiedział, że mieszkańcy wioski przybierają zupełnie nowy wygląd. Kiedyś uciekali przed komunikowaniem się z gośćmi, a teraz są entuzjastycznie nastawieni do rozmów z turystami.
„Wielu mieszkańców wioski wcześniej opuszczało wioskowe zebrania, dziś wszyscy chcą się przyłączyć, żeby nie umknęły im ważne informacje” – powiedział Wei Dingkui, dyrektor komitetu wioski.
Według Yang Jiana, zastępcy szefa komitetu eko-zarządzania wioski Guangming, kłusownictwo i nielegalne wyręby nie stanowią już problemu w wiosce. „Dzięki zalesieniom zawsze możemy zobaczyć dzikie zwierzęta. Poza tym, ustanowiliśmy również dwa punkty kontrolne, aby uniemożliwić nielegalne rozkopywanie terenów górskich”.
Do tej pory we wsi Guangming powstało 8 komitetów do spraw rzek, dróg, zwyczajów ludowymi, środowiska, ekologii, planowania, mediacji i spraw bezpieczeństwa. Wszyscy członkowie tych komitetów są mieszkańcami wioski.
Standaryzacja zarządzania wioską pomaga poprawić jej wizerunek – powiedział Ji Xiaodong, szef firmy rozwijającej turystykę w wiosce Guangmin. Dodał, że środowisko ekologiczne jest równie ważne jak powietrze.

Branża, która ucierpiała najbardziej

Polska jak dotychczas nie uruchomiła żadnej strategii powrotu do normalności w turystyce.
Najnowsze restrykcje rządu związane z turystyką, praktycznie kładą na łopatki tę i tak już ostro osłabioną branżę. To brutalny nokaut na turystycznym ringu, a ograniczenie pracy wyciągów narciarskich to dodatkowe kopnięcie leżącego.
Nie jesteśmy jedynym krajem na świecie, który ucierpiał. Światowa turystyka zastygła w oczekiwaniu na koniec pandemii. Popyt na podróże został zamrożony przez restrykcje ograniczające wszystkie sektory gospodarki.
Zauważam jednak istotną różnicę. W krajach świadomych wagi sektora turystycznego dla całej gospodarki, specjaliści już dziś przygotowują się do nowego otwarcia i przyjęcia turystów. Promocja atrakcji turystycznych, szkolenia, badania zachowań pocovidowego rynku, to tylko niektóre z działań mających na celu silne wsparcie branży.
Nowe trendy w globalnym popycie na podróże wymuszają nowe aktywności organizatorów turystyki – wskazuje Warszawska Izba Gospodarcza. Z prowadzonych przez Tripadvisor badań wynika, że świat chce podróżować, ale zmieniają się preferencje wycieczek i miejsc docelowych. Dwie trzecie ankietowanych konsumentów twierdzi, że unikanie zatłoczonych miejsc podczas podróży jest obecnie ważniejszym czynnikiem wyboru niż przed pandemią, a ponad połowa chętniej niż wcześniej wybiera wypoczynek na świeżym powietrzu.
Porównując październik tego roku do danych z października 2019 r można zauważyć, że ośrodki narciarskie i nadmorskie, a także małe miejscowości zdominowały listę najszybciej regenerujących się miejsc w Europie pod względem wyszukiwania miejsc zakwaterowania. Ta sytuacja wygenerowała potrzebę szczegółowego planowania podróży. Blisko 70 procent respondentów deklaruje, że podczas planowania wypoczynku będzie szukać dokładniejszych niż poprzednio informacji.
Polska jak dotychczas nie uruchomiła żadnej strategii powrotu do normalności. I chociaż prowadzenie działań promocyjnych, kampanii podkreślających bezpieczeństwo podróży, jest dziś równie ważne, co bieżące łatanie dziur budżetowych organizacji, nie dostrzegam takich działań. A szkoda. Bo w nowej odsłonie podróżowania, turysta będzie wybierać bardziej świadomie, a nawet rodzimi konsumenci pojadą tam, gdzie taniej, atrakcyjniej, a przede wszystkim bezpieczniej.

Gospodarka turystyczna w dobie pandemii

Przykład Szwajcarii pokazuje, że można znaleźć sposoby, ułatwiające pokonanie nawet głębokiego załamania w turystyce.
Prawie 6 proc. produktu narodowego brutto Szwajcarii pochodzi z turystyki. Jest to jedna z najważniejszych dziedzin gospodarki tego kraju. Dochody generowane przez turystykę w ubiegłym roku przekroczyły 33 miliardy franków szwajcarskich, a zatrudnienie w tej branży wyniosło około 300 tys. osób. Wspaniałe krajobrazy spotkały się z rozumnym zagospodarowaniem ze strony ludzi.
Przez ostatnie lata turystyka w tym kraju biła kolejne rekordy. Rosły zyski, przybywało turystów, w hotelach wykupywano ponad 40 mln noclegów rocznie. Dla przykładu, w lipcu ubiegłego roku Szwajcaria zarobiła na turystyce 5020 milionów franków. W lipcu 2018 r. – 4947 mln franków. Przyrost był więc widoczny. Pandemia koronawirusa uderzyła jednak w całą światową turystykę, nie omijając Szwajcarii. W lipcu 2020 dochody z turystyki wyniosły tylko 886 mln franków – ponad pięć i pół raza mniej niż rok temu.
Ten wynik nie był zaskoczeniem. Po pierwszej fali koronawirusa Szwajcaria otworzyła swoje granice 15 czerwca – więc gościom zagranicznym, którzy zdecydowali się tegoroczne wakacje spędzić jednak w innym kraju niż swój, zostawało niewiele czasu na zaplanowanie lipcowego pobytu.
Szwajcarzy szybko zdołali zareagować na ten regres. Zauważalnie spadły ceny noclegów i niektórych usług turystycznych, a w rezultacie już sierpień przyniósł odbicie – i wzrost liczby turystów.
Nie był to jednak jeszcze powrót do wyników, znanych z minionych lat. Przykładem może być Glacier Expres – czyli ekspres lodowcowy z panoramicznymi, widokowymi oknami, przemierzający alpejską linię kolejową między St. Moritz, a Zermatt. Jest to jedna z największych atrakcji turystycznych już nie tylko Szwajcarii, lecz i całego świata.
Bilety i miejscówki na Glacier Express można kupować na stronie internetowej www.glacierexpress.ch z trzymiesięcznym wyprzedzeniem. W poprzednich latach już po kilku dniach niemal wszystkie miejsca były wyprzedane. Ci, co reagowali zbyt późno i chcieli kupić bilety np. na 70 czy 80 dni przed przyjazdem, już nie mieli szans. Wtedy zostawały tylko nieliczne, pojedyncze miejsca w niektórych wagonach, z reguły te dalej od okna i oczywiście w pierwszej, droższej klasie.
W tym roku było zaś wręcz odwrotnie – nawet w szczycie sezonu turystycznego, w sierpniu, zaledwie na kilka dni przed planowaną podróżą, można było zakupić niemal dowolną liczbę miejsc w pierwszej klasie Glacier Expressu. W wagonach I klasy podróżowało po kilka, kilkanaście osób, reszta foteli zostawała pusta. Takie są właśnie skutki pandemii, która spowodowała, że wielu zagranicznych gości zrezygnowało z przyjazdu.
Miejsca w Glacier Expressie w przeszłości były wykupywane w dużej mierze przez turystów z Azji, zwłaszcza z Japonii i Chin – i to oni stanowili główną grupę zajmującą przedziały pierwszej klasy. Ale w tym sezonie letnim zostali u siebie. W wielu składach ekspresu lodowcowego nie podróżował ani jeden gość z Japonii czy Chin. W rezultacie, w tym roku można było (i można nadal) przyjść na dworzec kolejowy w jakiejś miejscowości na trasie Glacier Expressu i na kilka minut przed jego odjazdem normalnie kupić bilety oraz miejscówki w kasie czy w automacie – rzecz niewykonalna nigdy przedtem! Podobnie będzie i w nadchodzących miesiącach, przynajmniej do czasu rozpoczęcia sezonu zimowego, który może w większym stopniu zapełnić fotele ekspresu lodowcowego.
Dla porządku trzeba jednak dodać, że jeśli chodzi o drugą klasę Glacier Expressu, to nie tak wiele się zmieniło. W sierpniu 2020 r., podobnie jak i w minionych latach, w wagonach drugiej klasy prawie nie było wolnych miejsc. Drugą klasą podróżowali przede wszystkim sami Szwajcarzy – i właśnie dzięki dużej aktywności turystycznej mieszkańców Szwajcarii można się spodziewać, że koronarwirusowy kryzys w tej dziedzinie gospodarki zostanie dosyć szybko zażegnany.
Szwajcarzy są nacją mobilną, cenią aktywność, ruch i dobrą kondycję fizyczną. Lubią zatem podróżować i bardzo często w ten sposób spędzają czas. A skoro mieszkają w jednym z najpiękniejszych krajobrazowo krajów świata, to zrozumiałe, że chętnie odwiedzają rozmaite rodzime zakątki. Nie można więc powiedzieć, iż w tym sezonie wakacyjnym szlaki turystyczne Szwajcarii świeciły pustkami, co oczywiście poprawiało wyniki osiągane przez gospody, kwatery czy branżę przewodnicką.
W słynnym kurorcie Zermatt pod Matterhornem, w czasie sierpniowej kulminacji turystycznej, ulice były zatłoczone niemal tak jak zakopiańskie Krupówki. „Niemal” – bo Zermatt jest jednak mniejsze od Zakopanego, no i nie można tam dojeżdżać samochodami. Trzeba je zostawiać niżej, w sąsiedniej miejscowości Tasch, na parkingu na prawie 3000 aut (Stamtąd do Zermatt można dojść pieszo albo dojechać pociągiem lub elektryczną taksówką).
W każdym razie, na uliczkach Zermatt nie było widać pandemii i nikt tam nie chodził w maseczkach – tak jak i w innych szwajcarskich miejscowościach (nie wymagają zresztą tego szwajcarskie przepisy). Natomiast w środkach komunikacji publicznej, gdzie maseczki czy przyłbice są obowiązkowe, noszą je wszyscy, bo Szwajcarzy to naród zdyscyplinowanych indywidualistów.
W schroniskach czy tańszych hotelach i pensjonatach w Zermatt bardzo trudno było znaleźć w sierpniu wolne pokoje. Jednak w obiektach droższych, np. czterogwiazdkowych, miejsc już nie brakowało. Przy okazji warto dodać, że do Zermatt już od lat przyjeżdża wielu turystów z Polski – i w tegorocznym sezonie wakacyjnym również było słychać polską mowę na ulicach. Widomym sygnałem tego, że gospodarze zauważają naszą tam obecność, jest napis „Witamy”, na ścianie dworca kolejowego w Zermatt.
No i oczywiście jesteśmy tam nie tylko gośćmi – lecz i pracujemy. Na przykład, recepcją czterogwiazdkowego hotelu „Beau Rivages” należącego do mistrza olimpijskiego w slalomie gigancie z Sarajewa (rok 1984) Maxa Julena, kieruje przemiła pani Ewa, zakopianka, która jedną górską miejscowość zamieniła na drugą, na wyższym poziomie (Zermatt leży na wysokości 1616 metrów nad poziomem morza). Gdy okazało się, że zwolnił się akurat pokój z widokiem na Matterhorn, natychmiast zaproponowała go – bez dopłaty – gościom z Polski, którzy właśnie przyjechali i mieli rezerwację na inny pokój, „bez widoku” (pokoje z widokiem na tę najpiękniejszą górę Alp są zwykle nieco droższe).
Wiele wskazuje na to, że szwajcarska turystyka szybko odrobi straty spowodowane pandemią koronawirusa. Ma wszelkie atuty ku temu: wspaniałą ofertę, wspieraną przez doskonale rozwiniętą infrastrukturę oraz kompetentną kadrę.
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden, ważny ale często niedoceniany element – Szwajcaria, choć jest najbardziej innowacyjnym państwem świata (pierwsze miejsce w Globalnym Indeksie Innowacyjności 2020), jest też zarazem „prosta w obsłudze” i życzliwa dla turystów – zwłaszcza tych którzy podróżują z rodzinami i nie mają specjalnego doświadczenia w swobodnym poruszaniu się po obcych krajach.
W Szwajcarii bez problemu można wszędzie trafić i dojechać gdzie się chce, gotówka jest powszechnie akceptowana, bankomaty nie zjadają kart, pociągi, statki i autobusy kursują często i punktualnie, rozkłady jazdy są przejrzyste, zawsze wiadomo z którego peronu czy stanowiska trzeba odjechać, bilety (komunikacyjne, do muzeów, kin itd.) można normalnie kupić w kasie. Automaty oczywiście też są – i niezależnie od tego, czy chodzi o automat biletowy, czy spożywczy, czy np. umożliwiający skorzystanie z przechowalni bagażu, ich obsługa jest zrozumiała nawet dla neandertalczyka.
Wszystko to pozytywnie wyróżnia Szwajcarię choćby na tle sąsiedniej Francji. Dla przykładu – ci, którym na francuskich dworcach kolejowych przyszło dokonywać tak oczywistej czynności jak zakup biletu, wiedzą jaką to może być męką.
Pandemia niszczy turystykę. Z drugiej jednak strony, sprawia, że jest luźniej i taniej. W droższych krajach, takich jak Szwajcaria, daje się to wyraźnie odczuć – co może stanowić całkiem konkretną zachętę do odwiedzin.

Wakacje z bonem

Polski Bon Turystyczny to dodatkowa cegiełka do gigantycznej dziury budżetowej w bieżącym roku.
Bon turystyczny tylko z nazwy jest wsparciem branży turystycznej, podobnie jak Program Rodzina 500 plus tylko z nazwy jest programem prodemograficznym. Tak naprawdę, to program socjalny, który nie tylko jest obciążeniem finansów publicznych, ale wprowadza nierynkowe rozwiązania niepotrzebnie angażujące administrację – wskazuje Towarzystwo Ekonomistów Polskich,.
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który oceniał projekt ustawy o Polskim Bonie Turystycznym, zanim weszła ona w życie, zwracał uwagę, że beneficjentami PBT są indywidualni konsumenci, a dopiero pośrednio skorzystają z niego przedsiębiorcy w branży turystycznej – którzy po zarejestrowaniu w systemie teleinformatycznym będą realizować usługi turystyczne opłacane bonem.
Nie wiemy jak wygląda struktura wydatków osób korzystających z PBT. W dodatku rząd nie planuje badań pokazujących skuteczność PBT we wspieraniu branży turystycznej. Tymczasem, jak ocenia Towarzystwo Ekonomistów Polskich, jest bardzo prawdopodobne, że część beneficjentów PBT wydała i będzie wydawać na usługi turystyczne 500 zł rządowych dotacji w miejsce swoich pieniędzy, które przeznaczone były na ten cel.
Tym samym branża turystyczna zarobi po prostu tyle samo pieniędzy, ile zarobiłaby bez PBT, tyle że będą one publiczne, a nie prywatne. Rząd, po zakończeniu programu w 2022 r., będzie mógł triumfalnie ogłosić, jakie wsparcie otrzymała branża turystyczna, ile bonów zostało aktywowanych, a ile wykorzystanych. I ile pieniędzy trafiło dzięki PBT do sektora turystycznego.
Natomiast nie będzie wiadomo jaka była skala efektu wypierania pieniędzy prywatnych przeznaczonych na cele turystyczne przez pieniądz publiczny. To sprawia, że branża turystyczna była i jest sceptycznie nastawiona do PBT – wskazuje TEP.
Idea bonu turystycznego jest obarczona wieloma wadami, zarówno społecznymi, jak i prawnymi. Przede wszystkim jest wątpliwe, czy indywidualne urlopy wymagają dotowania przez państwo. Ponadto PBT wspiera pośrednio pandemię COVID-19. W większych skupiskach ludzi, a takimi są ośrodki turystyczne, wirus łatwiej się roznosi – jest więc instrumentem, który sprawia, że wydatki NFZ na walkę z koronawirusem mogą stać się wyższe.
Poza tym, bon jest dodatkowym działaniem o charakterze redystrybucyjnym, na które budżet potrzebuje pieniędzy. Koszt wprowadzania bonu turystycznego, wraz z kosztami obsługi, wyniesie 4 mld zł. Wobec planowanego deficytu budżetowego PBT wydaje się programem co najmniej dyskusyjnym.
Ustawą stworzona została nierynkowa instytucja w postaci PBT, która nie tylko kosztuje naprawdę duże pieniądze, wypiera pieniądz prywatny z rynku turystycznego, ale ingeruje też w funkcjonowanie tego rynku, wprowadzając administracyjne zakazy i nakazy. Koncentruje działania firm branży turystycznej nie na kreatywnym rozwoju biznesu, ale na kreatywności w dostępie do PBT.
Świadczenia PBT nie można sprzedać, można nim natomiast zapłacić za konkretną usługę turystyczną i następnie odwołać swój udział, podając wiarygodny powód, np. chorobę dziecka i ubiegać się o zwrot pieniędzy. W ten sposób cała gotówka trafia z powrotem do osoby, która zarezerwowała wypoczynek – działa to jak „cashback”. Możliwe jest również (w zależności od regulaminu imprezy) przeniesienie imprezy turystycznej, za którą zapłaciliśmy w całości czy w części bonem, na inną osobę, w postaci cesji.
Instytucja PBT, z założenia nierynkowa, może powodować powstawanie czarnego rynku obrotu bonami: zarówno od strony popytowej (wspomniany „cashback”, cesje imprez turystycznych, uzgodnienia pomiędzy posiadaczem bonu i osobą zainteresowaną jego wykorzystaniem), jak i od strony podażowej (powstawanie fikcyjnych ośrodków turystycznych, które będą współpracować z beneficjentami bonów). Wśród podmiotów deklarujących wykorzystanie PBT są między innymi warsztat blacharsko-lakierniczy z myjnią samochodową, biuro rachunkowe, zakład poligraficzny, czy sklep spożywczo-drobiarski.
Polski Bon Turystyczny ma wyraźnie charakter programu socjalnego. Jest kolejnym dużym programem redystrybucyjnym realizowanym w czasach epidemii koronawirusa, gdy potrzeby społeczne są inne niż wakacje. Tworzy dodatkowe koszty administracyjne.
A przede wszystkim nie wspiera branży turystycznej w sposób pozwalający na zwiększenie szans wyjścia przez nią z trudności, w które branża ta wpadła przez lockdown i konieczność zamknięcia działalności w wyniku rozporządzeń Ministra Zdrowia.

Złoty Tydzień z okazji Święta Narodowego Chin pierwszym szczytem turystycznym 2020 roku

Z powodu wpływu epidemii koronawirusa, w pierwszej połowie 2020 roku branża turystyczna uległa stagnacji. Zahamowany od kilku miesięcy popyt na podróżowanie ruszy z impetem w pierwszych dniach października, kiedy to w Chinach obchodzone będzie Święto Narodowe. Wiele danych wskazuje, że tak zwany Złoty Tydzień stanie się pierwszym szczytem turystycznym w tym roku. Hotele, biura podróży, wypożyczalnie samochodów, lotniska już od dawna przygotowały się do ożywienia turystyki krajowej.

Ceny biletów lotniczych i hoteli w okresie Złotego Tygodnia podwoiły się, a platforma Agencji Turystycznej Online (OTA) wprowadziła dziesiątki miliardów juanów dotacji, czym rozpoczęła „walkę o klientów”.
Uruchomiła ona dofinansowanie podróży, które mogą trwać nie mniej niż dwa tygodnie lub obejmują osiem świątecznych dni. Ctrip i tysiące biur podróży wprowadziły specjalne oferty. Turyści, którzy dokonają rezerwacji z 2-3 tygodniowym wyprzedzeniem, mogą od razu otrzymać rabat w wysokości setek juanów. W tym samym czasie OTA współpracowała z prowincjami Gansu, Guizhou i Heilongjiang, a także miastem Changzhou, miastem Zhongshan w prowincji Guangdong i innymi miejscowościami w zakresie udzielania dotacji turystycznych. Między innymi miasto Dalian wydało 3 miliony juanów na bony turystyczne dla mieszkańców.
Portal www.qunar.com wprowadził pakiet „ 999 juanów do wykorzystania”, który obejmuje 2 bilety krajowe w jedną stronę w klasie ekonomicznej do ceny 750 RMB oraz kupon na jeden hotel w kraju.
Inne platformy OTA również wprowadzają preferencyjne produkty, aby przyciągnąć klientów. Platforma rezerwacji podróży LY.COM (Tongcheng Travel) ogłosiła uruchomienie programu dotacji o wartości 1 miliarda juanów. Od 15 września do 8 października będzie kolejno wprowadzać na rynek blisko milion produktów turystycznych, obejmujących setki celów podróży w całych Chinach. Fliggy – platforma obsługi transakcji online w zakresie biletów lotniczych, hoteli, tras podróży i innych towarów, uruchomiła program „Dziesięć miliardów dotacji”, który obejmuje dziesiątki tysięcy hoteli w stu miastach w całych Chinach, transport i bilety wejść do różnych atrakcji turystycznych.
Według danych Ctrip, rezerwacje produktów turystycznych związanych z samodzielnym podróżowaniem w październiku wzrosły o ponad 100 proc. w porównaniu z wrześniem. Od połowy września rezerwacje na głównych trasach w okresie Święta Narodowego wzrosły o ponad 200 proc. miesiąc do miesiąca, a bilety lotnicze na niektóre popularne trasy są trudne do kupienia. AMAP opublikował dane, że od sierpnia 2020 roku liczba użytkowników map wycieczek po okolicach własnym samochodem nadal rośnie, osiągając 50 proc. wzrost w porównaniu z czerwcem.

Według danych Qunar.com, od 14 września liczba rezerwacji krajowych biletów lotniczych na okres października przekroczyła poziom analogicznego okresu ubiegłego roku. Przewiduje się, że krajowe linie lotnicze przewiozą ponad 15 milionów pasażerów, a ich liczba wzrośnie o około 10 proc. w porównaniu z 2019 rokiem.
W rzeczywistości branża turystyczna od lipca stopniowo się ożywiła. Silny popyt na podróże podczas Złotego Tygodnia powoduje wzrost średnich cen biletów lotniczych i hoteli, niektórych nawet dwukrotnie. Chociaż główne platformy turystyczne wprowadziły różne pakiety kombinowane, szczyt podróży nadal koncentruje się 29 września, 30 września oraz 3–5 i 8 października.
Biorąc pod uwagę zapotrzebowanie na wycieczki w najbliższych okolicach, branża jest ogólnie optymistycznie nastawiona do rynku wynajmu samochodów. Dane z wypożyczalni samochodów Ctrip pokazują, że we wrześniu wypożyczanie samochodów na okres Święta Narodowego może być dużą trudnością.
Oprócz możliwych problemów z biletami lotniczymi i pokojami w hotelach, najbardziej bezpośredni wpływ epidemii na podróże odzwierciedla fakt, że główne atrakcje turystyczne w kraju nadal mają ograniczone możliwości przyjęcia turystów. Maksymalny przepływ odwiedzających wynosi 50 proc. . Dodatkowo wdrożona jest polityka dotyczącą wcześniej rezerwacji biletów wejścia.
Według doniesień, w pierwszej połowie 2020 roku 49 tysięcy firm związanych z turystyką zostało zamknięte. Epidemia stała się katastrofą dla branży turystycznej, a małe i średnie przedsiębiorstwa są wciąż odczuwają skutki.
Odnowa branży turystycznej to długi proces. Po dużych sprawdzaniach, platforma OTA stoi również w obliczu restrukturyzacji łańcucha dostaw towarów, usług, treści i innych aspektów. Chińska Akademia Turystyki przewiduje, że do końca 2020 roku mieszkańcy zrealizują około 3,4 miliarda krajowych wyjazdów. Oczekuje się, że chińska branża turystyczna jak najszybciej powróci do stanu sprzed pandemii.

47,5 miliarda juanów dochodów z turystyki wskazuje na ożywienie gospodarcze w Chinach

Tegoroczny długi majowy weekend w Chinach, który przypadł w okresie po skutecznej kontroli epidemii koronawirusa, wywołał ożywienie w turystyce i konsumpcji. Według danych opublikowanych przez Ministerstwo Kultury i Turystyki Chin, szacuje się, 115 milionów osób w Chinach podróżowało podczas niedawnej majówki. Dochody z turystyki krajowej w tym czasie osiągnęły 47,56 miliarda juanów. Statystyki w wielu miejscach wykazały również, że przepływ konsumentów w tym okresie wykazywał wyraźny trend wzrostowy.

Był to pierwszy długi weekend po skutecznym ograniczeniu rozprzestrzeniania się epidemii koronawirusa. Wzrost turystyki przewyższył oczekiwania, co potwierdziło prognozę międzynarodowych ekonomistów, że wpływ epidemii jest krótkotrwały, a silny popyt konsumpcyjny Chińczyków promuje chińską gospodarkę do jej ożywienia.
Z raportu Ctrip na temat ożywienia rynku turystycznego wynika, że podczas tegorocznej majówki młodzi Chińczycy stali się główną siłą napędzającą tę branże. Są to głównie młodzi urodzeni w latach 90. oraz w wieku milenijnym. Najpopularniejszym celem ich podróży było Jiuzhaigou – światowe dziedzictwo przyrodnicze i pierwszy rezerwat przyrody w Chinach, miasto Chengdu i Zhangjiajie czyli pierwszy narodowy park leśny w Chinach, który został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Naturalnego UNESCO.
W Pekinie liczba turystów, odwiedzających najważniejsze zabytki stolicy, jest oczywiście mniejsza niż podczas długiego weekendu w poprzednich latach. Nie wielu odwiedzających odnotowano na przykład na odcinku Wielkiego Muru w Mutianyu. Widać efekty surowej restrykcji w ograniczeniu liczby turystów w celu zapobiegania epidemiom.
Dochody z turystyki krajowej w czasie majówki w wysokości 47,56 miliarda juanów stanowią około 40 proc. w porównaniu z majówką w 2019 roku. Z powodu epidemii liczba turystów krajowych podczas w tym okresie została zmniejszona w porównaniu z rokiem poprzednim, w którym wyniosła 195 milionów. Niemniej jednak specjaliści z branży są zdania, że wzrost przekroczył oczekiwania, a zaufanie do konsumpcji turystycznej rośnie.
Odnotowano także wzrost konsumpcji w sklepach. Podczas długiego weekendu sprzedaż w wielu centrach handlowych w Wuhanie, mieście najbardziej dotkniętym koronawirusem, osiągnęła poziom sprzed wybuchu epidemii. W Szanghaju zainaugurowano „Święto wielkiej sprzedaży”, podczas którego w zaledwie 18 godzin łączna wartość rachunków przekroczyła 10 miliardów juanów. To pokazuje silną siłę konsumpcyjną Chińczyków.
Raport Alibaba na temat konsumpcji podczas majówki 2020 roku pokazuje, że towary związane z życiem rodzinnym stały się głównym przedmiotem konsumpcji. Dane Taobao i Tmall pokazują, że od 1 do 3 maja sprzedaż AGD i sprzętów kuchennych wzrosła o 196 proc. i 89 proc. rok do roku, a materiały do remontu domu i sprzęt oświetleniowy wzrosły odpowiednio o 101 proc. i 53 proc.
Należy zauważyć, że walki z koronawirusem w Hubei i Wuhanie osiągnęły znaczące sukcesy, a chińskie działania w zakresie zapobiegania i kontroli epidemii uzyskały ważne rezultaty strategiczne. Była to przesłanka do bezpiecznego rozpoczęcia podróży przez Chińczyków podczas długiego majowego weekendu. W ciągu ostatnich trzech miesięcy chiński rząd i chińska partia rządząca działały skutecznie. Dziesiątki tysięcy personelu medycznego podjęły ciężkie wysiłki, a 1,4 miliarda Chińczyków świadomie przestrzegało obostrzeń podczas epidemii. Dzięki temu Chiny były krajem na świecie, który najwcześniej zareagował na koronawirusa i wyszedł z epidemii. Od 2 maja, gdy Wuhan obniżył stopień alarmowy, wszystkie prowincje w Chinach mają stopień reagowania kryzysowego na poziomie 2 lub niżej. Dzięki własnym wysiłkom Chińczycy mogli wyjść z domu i udać się na wycieczki.
Wznowienie pracy i produkcji chińskich przedsiębiorstw nadal postępuje, a coraz więcej chińskich fabryk zaczęło działać, co stanowi silną odpowiedź na argument, że chińska gospodarka upadła. Jako kraj, który od wielu lat przyczynia się do prawie 30 proc. wzrostu gospodarczego na świecie, Chiny skutecznie ograniczają epidemię i przyspieszają powrót do pracy i produkcji, co dodaje wiarę oraz siłę napędową do wznowienia gospodarki światowej.
Wyniki konsumpcji turystycznej podczas majówki pokazują, że epidemia nie wpłynęła zasadniczo na popyt w Chinach.
Można powiedzieć, że Chiny przeszły „wielki sprawdzian”, a wyniki testu pozwoliły również władzom i mieszkańcom na zmniejszenie obawy o powrót epidemii. W przyszłości Chiny mogą korzystać z doświadczeń związanych z majówką i zgodnie z wymogami zapobiegania i kontroli epidemii, stopniowo promować dalsze uwolnienie turystyki i powiązanych branż.

Miasto z białego kamienia

Nie można powiedzieć, aby „askolipiczeni” kochali rzymian, ani dziś, ani wieki temu. Gdyby mogli, pewnie strzelaliby do nich z pestek smażonych oliwek, widząc, że pociski żołędziowe leżą w muzeum. Ciekawi ludzie – dumni ze swoich korzeni i tradycji, kochający muzykę oraz zabawę, gościnni, pracowici i bardzo sympatyczni.

„Quando Ascoli era Ascoli, Roma era pascoli” czyli „Kiedy Ascoli była Ascoli, Rzym był pastwiskiem” – tak chyba można trafnie przetłumaczyć to askolipiczeńskie powiedzenie, którego przyznam się, że nie znałam, tak jak zresztą tego fantastycznego miasta w regionie Marche, w centralnych Włoszech.

Askolani i Piceni

Ascoli ma długą historię. Pierwsze siedziby ludzkie istniały tu już w epoce kamiennej, około 3000 lat temu. Wtedy rzymski Palatyn, a zwłaszcza jego podnóże, było bagnistym nieużytkiem.
Istnieje wiele legend dotyczących powstania tej „białej perły centralnych Włoch”. Według niektórych przekazów pierwsi mieszkańcy Ascoli wywodzą się od Pelazgów, którzy przybyli z Grecji i zamieszkali na wybrzeżach Morza Adriatyckiego, łącząc się z ludnością autochtoniczną, i zakładając pierwszą osadę. Nazwa Ascoli prawdopodobnie pochodzi od imienia króla Aesisa. A skąd nazwa Piceno? Picenum wzięło się od dzięcioła, zwanego po łacinie picus. W VIII wieku p.n.e., grupy Sabinów wyemigrowały z Lacjum do Marchi, śledząc świętego ptaka – zielonego dzięcioła, podczas obchodów ver sacrum (Świętej Wiosny). Nazywano ich Picenami. Choć już na kamiennej mapie Tabula Peutingeriana z drugiej połowy I wieku p.n.e., pokazującej wojenne połączenia drogowe Imperium Rzymskiego (uważanej za pierwszą starożytną „mapę turystyczną”), zaznaczono Asculum Picenum, to nazwę miasta Ascoli Piceno przyjęto i zaczęto stosować dopiero po zjednoczeniu Włoch, w 1862 roku, by połączyć wreszcie Askolanów i Piczenów.
Ale dlaczego mieszkańcy Ascoli Piceno tak nie lubią rzymian? W III wieku p.n.e. starożytne Asculum zawarło przymierze z Rzymem, stając się częścią Republiki, ale z dużą autonomią. W tamte rejony wiodła Via Salaria, którą transportowano sól – towar równie cenny jak złoto. Bycie poddanymi Rzymu nie było jednak nigdy łatwe, nawet w czasach republikańskich. W latach 91-88 p.n.e., podczas wojny italskiej, Asculum zbuntowało się przeciwko Romie. Na jego pogrom został wysłany konsul Gnejusz Pompejusz Strabon, który po długim oblężeniu pokonał rebelię, miasto zrównał z ziemią a buntowników ukarał okrutną śmiercią. Podczas słynnej bitwy pod Asculum (89 p.n.e.) obie strony strzelały do siebie z proc. Na pociskach wielkości żołędzi, zwanymi glandes i zrobionymi z kamienia, ołowiu lub stopu miedzi, których używano w wojnie skonfederowanych państw Italików z siłami Republiki Rzymskiej były wyryte różne napisy propagandowe. Ich miotaniem zajmowały się specjalne oddziały zwane frombolieri. Zdaje się, że „SMS-y” puszczane z proc do wrogów przez Askolanów i Piczenów były niezwykle czułe: obelgi z podtekstami seksualnymi, wyzwiska, przekleństwa i życzenia, aby piorun ich trafił szybciej niż glandes.

Miasto stu wież

Walorem Ascoli było zawsze jego położenie w widłach dwóch rzek: Tronto i Castellano. To czyniło z tego miejsca naturalną twierdzę, otoczoną wodą z trzech stron. Rzymianie odbudowali miasto otaczając je murami i nadając mu nazwę Asculum Picenum. Po upadku Imperium Rzymskiego, Ascoli przeżyło najazdy barbarzyńców, dominację Longobardów i Franków. W 578 roku stało się częścią Księstwa Spoleto. Później, tak jak większość miast Italii środkowej brało udział w bratobójczych walkach pomiędzy gwelfami i gibelinami, oraz w sporze o inwestyturę. W 1181 roku uzyskało status Wolnej Komuny.
W średniowieczu, panoramę miasta zdominował las wież wzniesionych przez zamożne rody i świadczące o ich potędze. Nie był to wyjątek – wiele włoskich miast na przełomie XI i XIII wieku wyglądało jak dżungla wieżowców, Ascoli jednak pod tym względem naprawdę imponowało. Wież było aż, dwieście ale cesarz Fryderyk II, który zdobył miasto kazał wyburzyć ich połowę, resztę przebudowano w epoce Odrodzenia w pałace, kilka jednak ostało się po dziś dzień i nadal robi ogromne wrażenie. Zmierzch wieków średnich był ciężki dla Ascoli: walki bratobójcze, krwawa dominacja feudalna, terror, kryzys ekonomiczny, epidemie i w końcu poddanie się Państwu Kościelnemu.

Biała perła Italii centralnej

Ascoli Piceno zawdzięcza tę nazwę swojej niezwykłej, monumentalnej architekturze. Choć w zabytkowym centrum przeplatają się różne style architektoniczne: romański, gotycki, renesansowy i barokowy, wszystkie budowle są z trawertynu, zwanego też egipskim alabastrem. Ten kamień nadaje budynkom nietypową fakturę i kolor: kremowa biel. Przyglądając się kamiennym fasadom można podziwiać bogactwo detali zdobiących bramy, drzwi, okna i wykusze: płaskorzeźby, elementy geometryczne, roślinne i zoomorficzne, kariatydy, maszkarony. Wąskie, ciasno zabudowane uliczki nazywają się rua.
Plac Arringo, który już w starożytności był sercem miasta, gdyż tu pod Katedrą św. Emidiusza znajdują się fragmenty rzymskiej bazyliki i forum, nadal pełni funkcję reprezentacyjną oraz religijno-polityczno-administracyjną. Fasada Katedry zrealizowana przez Cola dell’Amatrice w pierwszej połowie XVI wieku, czyni z tej świątyni ciekawy przykład włoskiej architektury gotycko-renesansowej. W środku można podziwiać Poliptyk św. Emidiusza Carlo Crivellego oraz kryptę patrona Ascoli. Obok katedry wznosi się trzynastowieczne Babtysterium Św. Jana. Na tym placu znajduje się też Pałac Biskupów i Pałac Arengo, gdzie mieszczą się niektóre biura urzędu miasta oraz pinakoteka miejska.
Mieszkańcy Ascoli Piceno kochają jednak bardziej drugi – Piazza del Popolo czyli Plac Ludu. Tu znajduje się wspaniały Pałac Kapitanów Ludu, romańsko-gotycki kościół św. Franciszka i renesansowe pałace z eleganckimi portykami. Jedną z głównych atrakcji placu jest historyczna Caffè Meletti, założona w 1870 roku i przechodząca w linii rodzinnej na kolejnych spadkobierców. Rodzina Meletti od 150 lat produkuje słynną i bardzo smakowitą wódkę anyżową – Anisetta. Pije się ją jak wodę…
Wieczorami Plac Ludu tętni zawsze życiem. Weseli, gościnni, sympatyczni i prospołeczni „askolipiceni” schodzą się tu by poplotkować przy smażonych oliwkach o życiu miasta i przygotowaniach do corocznego turnieju rycerskiego.
W mieście znajdują się również dwa historyczne teatry Ventidio Basso i Filarmonici.

Quintana, św. Emidiusz i smażone oliwki

W lipcu i sierpniu Ascoli Piceno oferuje niesamowitą atrakcję – turniej rycerski w kostiumach historycznych, noszący nazwę Giostra della Quintana, o którym mówi się zwyczajnie Quintana.
Turniej rozpoczyna barwny pochód, w którym bierze udział blisko 1500 mieszkańców miasta ubranych w stroje z epoki i przemierzających pieszo, a także konno najważniejsze place i ulice. W gorące letnie dni jest to nie lada wyzwanie, ale udział w tym niezwykłym przedstawieniu jest prestiżowy, a także kosztowny. Później odbywa się konny turniej w zbrojach rycerskich. Każda z dzielnic miasta, zwana sestiere, wystawia do niego swojego zawodnika, który ćwiczy przez cały rok, gdyż zawody wymagają dużej sprawności fizycznej i umiejętności jeździeckich. Nagrodą jest malowany proporzec. Quintana to nie festiwal dla turystów, lecz autentyczne i ważne przeżycie dla mieszkańców, którzy tak okazują dumę ze swojej tradycji i korzeni.
W pierwszą niedzielę sierpnia, będącą kulminacją turnieju, obchodzi się również święto patrona Ascoli Piceno – męczennika Emidiusza. Pochodził on z Trewiru w Niemczech, gdzie urodził się jako poganin w 273 roku. Był pięknym, niebieskookim młodzieńcem żarliwej wiary, który przyjął chrzest w Rzymie i z woli papieża Marcelina został wysłany do Asculum, aby nawracać w trudnych czasach prześladowań chrześcijan za cesarza Domicjana. Legenda głosi, że gdy dotykał murów świątyń pogańskich waliły się one na skutek trzęsienia ziemi. Przybywszy do Asculum, którego stał się pierwszym biskupem, Emidiusz został uznany za nowe wcielenie boga Eskulapa. Ponieważ odmówił złożenia ofiar rzymskim bóstwom i pojęcia za żonę córki gubernatora Polimiusza, ten kazał go ściąć (w 303 lub 309 roku). Według innej legendy, Emidiusz po śmierci wziął własną głowę i udał się do oratorium, gdzie został pochowany. Z tego powodu w ikonografii hagiograficznej jest przedstawiany również jako kefaloforia.
Po trzęsieniu ziemi, które w 1703 roku nawiedziło Marche i szczęśliwie nie wyrządziło większych szkód w Ascoli, biskup Emidiusz został uznany za patrona miasta chroniącego przed katastrofami sejsmicznymi. Za takiego jest też uznawany w wielu innych miejscach świata.
Oprócz Quintany i św. Emidiusza, Ascoli Piceno słynie jeszcze z innej specjalności: olive ascolane – czyli drylowane, faszerowane mięsem i smażone w panierce zielone oliwki z Ascoli. Niebo w gębie… Ten specjalny typ oliwek Ascolana Tenera, był znany w starożytności. Są naprawdę przepyszne i stanowią podstawę całej gamy przysmaków smażonych we frytkownicach i serwowanych jako przystawki: oliwki faszerowane truflami, kapary, ser, kawałki mięsa, krokiety i ostatnio coraz bardziej modne oliwki wegetariańskie i wegańskie. Włosi nazywają te specjały: frittura mista. Był to starożytny street food, jadany już 2500 lat temu.
Choć Marche są jeszcze stosunkowo mało znane pod względem turystycznym, mają wiele do zaoferowania: piękne miasta i pejzaże, przepyszne jedzenie, wspaniałe wino, kultura. Dziś są nazywane „nową Toskanią”. Warto więc odwiedzić ten region Włoch.

Skarbiec sztuki na pustyni – groty świątynne w Dunhuangu

Groty świątynne Mogao, znajdujące się 25 km od miasta Dunhuang, to największe skupisko zabytków sztuki naskalnej, jakie zachowane jest dziś na świecie. Malowidła ścienne obejmują 45 tys. metrów kwadratowych powierzchni, a ilość rzeźb przekracza 2415 sztuk.

Powstanie Dunhuang datuje się na ponad 2 tysiące lat. Miasto położone jest w prowincji Gansu – jednej z prowincji północno-zachodnich Chin, na zachodnim odcinku lewobrzeżnego koryta Rzeki Żółtej, gdzie dawniej przebiegał Jedwabny Szlak. Był to węzłowy punkt komunikacji lądowej dawnych Chin z Zachodem, w dziedzinie polityki, gospodarki i kultury. To tędy przebiegała droga Xuan Zang (602-664 lata n.e.) – wybitnego chińskiego kapłana z dynastii Tang, który udał się do Indii by studiować księgi buddyjskie. Po powrocie do kraju, przez 19 lat pracował nad ich przekładem i interpretacją. W mieście tym gościł również znany włoski podróżnik Marco Polo.
Groty Mogao powstały w okresie szerokiego rozpowszechnienia buddyzmu w Chinach. Według badań, rozpoczęcie ich drążenia w skale datuje się na rok 366 n.e. Inicjatorem był mnich Yue Zun. Budowa trwała około 1000 lat, przechodząc przez dynastie Tang, Song i kolejne – w sumie przez okres panowania 10 dynastii. Zachowane 492 groty pochodzą z różnych okresów historycznych. Mogao to największe spośród trzech skupisko grot świątynnych w Chinach, pozostałe dwie to Yungang w prowincji Shangxi i Longmen w prowincji Henan.
Groty wydrążone są w ścianach skalnych tysiącmetrowego urwiska u podnóża góry Mingsha. Układają się one gęsto na pięciu poziomach, przypominając z dal pszczeli ul. Skały urwiska góry Mingsha ukształtowały się w wyniku scementowania drobnoziarnistych cząsteczek mineralnych i piasku, dlatego trudno w nich rzeźbić.
Mistrzowie dłuta z tamtych czasów dostosowując się do warunków geologicznych wykonywali swoje dzieła metodami farbowanej rzeźby z gliny oraz kolorowego malarstwa na glinianym tynku. Stworzyli w ten sposób sztuki plastyczne zupełnie inne aniżeli rzeźbiarstwo kamienne, jakie spotyka się w innych podobnych grotach. Sztuki te odznaczają się subtelnością formy i przepychem kolorów. Do kolorowania malarze ci używali farb pochodzenia mineralnego, a klimat w okolicy Dunhuang jest bardzo suchy. Te sprzyjające warunki sprawiły, że liczne dzieła malarstwa ściennego i kolorowej rzeźby glinianej przetrwały tysiącletnie przemiany geologiczne i do dziś zachowują całą gamę swych barw, jakby były świeżo wykonane.
Kiedy podejdzie się blisko, można zobaczyć już od korytarza wejściowego, że na czterech ścianach i na samym sklepieniu groty, dosłownie wszędzie są malowane obrazy i wzory. Wraz z nimi rzucają się w oczy siedzące i stojące na ołtarzach kolorowe posągi. To zdumiewające piękno. Odwiedzając kolejne groty z kolejnych okresów historycznych można zauważyć zmiany w samym formowaniu przestrzeni, a także w warstwie treści i stylu artystycznego dzieł malarskich i rzeźbiarskich.
W okresie Dynastii Północnych (356-581 n.e.) głównymi motywami malowideł ściennych były różnorodne opowieści z mitologii buddyjskiej. Zawiłe, nieraz fantastyczne wątki, przedstawione są przez malarzy z wielką inwencją na jednym lub cyklu obrazów. Na tych obrazach centralne miejsce zajmują postacie ludzkie. Natomiast budowle, góry, drzewa i inne elementy służące jako tło obrazu mają rozmiary proporcjonalnie mniejsze w stosunku do postaci. „Większy człowiek niż góra” – to jedna z cech charakterystycznych kompozycji ówczesnego malarstwa chińskiego. Tu postacie ludzkie pełne są delikatności i gracji, cechują je wykwintność i elegancja, tam zaś wybija się wyraz czerstwości i tężyzny, naturalnej prostoty i krzepkiego zdrowia. U innych znów, uwydatnia się niekrzesany i prostolinijny charakter, tak że dają nam poczuć swoisty smak artystyczny.
W okresie dynastii Sui i Tang (581-907 n.e.) nastąpiło ponowne zjednoczenie kraju, podzielonego przedtem na dwie części – południową i północną. Był to również okres rozkwitu sztuki naskalnej w grotach Mogao. Z tego okresu zachowało się do naszych czasów około 300 grot, czyli 3/5 całego kompleksu.
Wielki pisarz chiński Lu Xun użył słowa „wspaniałość” na określenie chińskiego malarstwa buddyjskiego dynastii Tang. Tangowskie malowidła ścienne uwolniły się całkowicie od ponurych, często makabrycznych nastrojów dzieł Dynastii Północnych. Główne dzieła z tego okresu to obrazy o tematyce zaczerpniętej z ksiąg buddyjskich. Malarze ówcześni swoją twórczą pracą „przemienili” teksty ksiąg religijnych w obrazy, którymi wypełnili ściany grot. Artyści w okazałych kompozycjach i bogatych barwach utrwalili na ścianach wspaniałe altany, tarasy, pawilony, wieże oraz postacie ludzi w przeróżnych pozach i minach, tworząc mnóstwo uroczych, powabnych obrazów. Dzięki bogatej wyobraźni, za pomocą kilku falujących wstążek i kształtnych zarysów ciała, malarze ci potrafili stworzyć wiele zwiewnych, pełnych wdzięku i piękna tańczących postaci tzw. „latających bogiń”, które świadczą o osobliwej oryginalności artyzmu.
Obrazy ścienne z epoki Pieciu Dynastii (907-960 n.e.) i późniejszych okresów ustępują w pewnej mierze dziełom tangowskim pod względem wartości artystycznej. Nie brakuje jednak wspaniałych dzieł, do których należą m.in. znajdujący się w grocie nr 98 trzymetrowej wysokości potret Li Shengtian – króla państwa Yutian (zachodniego sąsiada starożytnych Chin) oraz „Pejzaż Wutaishan” w grocie nr 61 z dynastii Song. Ten drugi obraz ma 5 metrów wysokości, 13.5 metrów szerokości, a więc ponad 60 metrów kwadratowych powierzchni. Jest to największy obraz na terenie grot Mogao, przedstawiający krajobraz okolicy góry Wutaishan z lotu ptaka. Na obrazie świątynie różnej wielkości porozrzucane są jak gwiazdozbiory na niebie, to ponad 170 różnych budowli, gdzie tło stanowią sceny z podróży lub pracy.
Kolorowe rzeźbiarstwo w glinie w Dunhuangu słynie na równi z malarstwem ściennym. I w tej sztuce najlepsze dzieła pochodzą z okresu Tang. Mamy tu np. Buddę – glinianą rzeźbę na kamiennym szkielecie o wysokości 33 metrów, a także przedstawienie bodhisattwy naturalnego wzrostu człowieka i maleńkie bożki kilkunastocentymetrowej wysokości. Wszystkie one są tak misternie wykonane, że jakby życia nabrały.
Groty dunhuańskie nie tylko pozwalają ludziom poczuć piękno sztuki, ale także są zapisem scen z życia społeczeństwa poszczególnych okresów historycznych i ludzi różnych warstw społecznych. Dzięki temu odwiedzający mogą poznać pracą produkcyjną, środki lokomocji, architekturę, stroje i kostiumy, sceny z działań wojennych, ceremonie pogrzebu czy wesela, występy piesni i tańca, przedstawienia teatralne i cyrkowe oraz żywe sceny przyjaznych kontaktów Chin z innymi narodami. Taka bogata, cenna, obrazowa dokumentacja historyczna, której udzielają groty Mogao, przyciąga uwagę historyków, archeologów i innych specjalistów z zakresu historii sztuki pięknej, historii rozwoju religii, a także wielu turystów z Chin i z innych krajów.

Rośnie turystyczna atrakcyjność Polski

Niedostatek odpowiedniej infrastruktury oraz walorów naturalnych i kulturowych naszego kraju, z powodzeniem nadrabiamy coraz lepszymi rozwiązaniami organizacyjnymi sprzyjającymi turystyce.

Niedawno został opublikowany, jak co roku od ponad 10 lat, raport Grupy Badawczej Światowego Forum Ekonomicznego poświęcony konkurencyjności w turystyce oraz związany z nim ranking 2019. W rankingu tym Polska zajęła 42. miejsce, z wartością indeksu wynoszącą 4,2.
Indeks ten służy jako kryterium do klasyfikowania krajów według ogólnego poziomu konkurencyjności warunków w turystyce (Tourism & Travel Competitiveness Index) w danym momencie.
Jest on obliczany obecnie dla 140 krajów. W opracowaniu indeksu i raportu brali udział przedstawiciele Narodowego Banku Polskiego z departamentu Analiz Ekonomicznych.
Indeks ma charakter złożony i składa się z czterech subindeksów, a każdy z nich z kilkunastu wskaźników. Łącznie jest to 90 szczegółowych wskaźników oceniających (proszę sobie wyobrazić tablicę z 140 krajami i 90 kolumnami wskaźników).
Te cztery subindeksy, które składają się na podstawowy Indeks TTCI to:
1. Środowisko (otoczenie)
sprzyjające turystyce.
2. Polityka na rzecz rozwoju
turystyki.
3. Infrastruktura turystyczna.
4. Zasoby naturalne i kulturalne turystyki.

Czołówka rankingu TTCI to: Hiszpania, Francja, Niemcy, Japonia i USA.
Wartość indeksu konkurencyjności warunków w turystyce dla Hiszpanii i pierwszych czterech krajów wynosi 5,4, a dla Polski (zajmujemy 42 miejsce): 4,2. Taki jest obecnie nasz dystans do najlepszych.
Średnia wartość indeksu dla Europy wynosi 4,3, czyli znajdujemy się lekko poniżej średniej i lokujemy się na 24. miejscu wśród krajów Starego Konstynentu.
Ostatnie – 140. miejsce zajmuje Jemen z wartością Indeksu 2,4. Spośród największych państw świata Chiny zajmują 13. miejsce a Rosja – 39, czyli przed nami.
Wśród nowych członków Unii Europejskiej przed nami są zaś: Chorwacja (27 miejsce z wartością indeksu 4,5), Słowenia (36) oraz Czechy (38).
Miejsca za nami zajmują m.in. pozostałe nowe kraje UE: Bułgaria (45), Estonia (46), Węgry (48), Łotwa (53), Rumunia (56), Litwa (59), Słowacja (60 z wartością indeksu 4,0).
Poprawa wartości ogólnego indeksu oraz pozycji Polski w rankingu 2019, w porównaniu z rokiem 2017 wystąpiła we wszystkich czterech subindeksach. W pierwszym z nich (otoczenie sprzyjające turystyce) oceny są znacznie powyżej poziomu ogólnego indeksu dla Polski, zaś w drugim (polityka sprzyjająca turystyce) także są wysokie. Słabsze są natomiast w pozostałych dwóch subindeksach (infrastruktura i zasoby turystyki).
Pokazując sytuację w przekroju czasowym warto stwierdzić, że w latach 2011-2018 Polska zajmowała odpowiednio: 49 miejsce w 2011 r., w 2015 r. – 47., w 2017 – 46. i wreszcie w 2019 r. – 42 miejsce. Tendencja jest zatem wyraźnie wzrostowa.
Indeks i pełny raport można znaleźć: www.reports.weforum.org//ttcr
W ubiegłym roku, według Światowej Organizacji Turystyki (UNWTO), w podróż wybrało się 1,4 mld osób. Prognoza do 2030 r. przewiduje, że liczba turystów osiągnie wtedy 1,8 mld.