„RES HUMANA”

Z okładki pierwszego tegorocznego numeru dwumiesięcznika świeckich humanistów, „RES HUMANA” spogląda Joe Biden (wersja: bez krawata, lekko uśmiechnięty). Podpis pod zdjęciem głosi: „Witamy z nadzieją”.

Teksty poświęcone Ameryce w przeddzień zaprzysiężenia 46. Prezydenta USA stanowią jedną z istotnych części tego numeru. . Ewa Kakiet-Springer, wykładowca akademicki, a w latach dziewięćdziesiątych urzędnik władz Kalifornii swoje spostrzeżenia zatytułowała „Wielkie Odkażanie Białego Domu”. Mowa nie tylko o zapewnieniu nowemu lokatorowi bezpieczeństwa w czasie pandemii. W znaczeniu przenośnym chodzi o odkażenie Ameryki „zainfekowanej chaotycznym, kapryśnym i tweeterowym politykierstwem Donalda Trumpa”. Autorka analizuje obietnice wyborcze kandydata Demokratów zmierzające do jak najszybszego pogrzebania wizji polityki jego poprzednika zamkniętej w nośnych dla konserwatywno-populistycznego elektoratu hasłach Put America First i Make America Great Again. Zwraca jednak uwagę, że „puste przestrzenie” po wycofaniu się Ameryki z jej wcześniejszej roli międzynarodowej „zostały już wypełnione i to w większości przez Chiny, a demokracje są coraz częściej poddawane testom przez ruchy populistyczne i odradzające się ruchy nacjonalistyczne i faszyzujące”.
Świetnie znany Czytelnikom TRYBUNY „ profesor Longin Pastusiak przypomina „Szkodliwy spadek po Trumpie” w kontekście stanu poszanowania praw człowieka w świecie oraz historię pierwszej próby pozbawienia ustępującego prezydenta urzędu w drodze impeachmentu (wydarzenia z 6 stycznia 2021 r. i ponowne oskarżenie Trumpa wydarzyły się już po oddaniu numeru omawianego periodyku do druku i chyba nie przyszły do głowy nawet tak wytrawnemu znawcy polityki amerykańskiej). Daniel S. Zbytek, historyk, ekonomista i członek redakcji „ RES HUMANA” dokonuje analizy socjologicznej elektoratów obu pretendentów, co prowadzi go do konkluzji o podziale amerykańskiego społeczeństwa pół na pół. W bardziej ogólnej postaci ten wątek jest rozwinięty w następnym artykule – profesora Jana Szmyda o „Pożegnaniu «amerykańskiego snu»” w nawiązaniu do analiz społecznych Noama Chomsky’ego.
Drugi kluczowy blok materiałów zatytułowano „Z problemów po unijnym szczycie”. Dotyczy grudniowego posiedzenia Rady Europejskiej, na którym przywódcy 27 państw ostatecznie zgodzili się na wieloletni budżet UE i fundusz odbudowy po postkoronawirusowym kryzysie – wraz z mechanizmem wiążącym wypłaty z zapobieganiem ich marnotrawieniu i z przestrzeganiem zasady praworządności. Były premier i obecny europoseł Włodzimierz Cimoszewicz pisze „Dura lex, sed lex”, podkreślając, że w procedurze legislacyjnej UE prawodawców jest dwóch i mają oni równorzędny status; drugim jest Parlament Europejski, który po szczycie w specjalnej rezolucji potwierdził, że premierzy i prezydenci państw nie uczestniczą w procesie prawodawczym, nie mają kompetencji formułowania wiążących zaleceń, zaś Komisja ma zakaz przyjmowania instrukcji od państw, także od przywódców zgromadzonych wspólnie. Jej powstrzymanie się od wykonania obowiązującego prawa (jakim jest przyjęte Rozporządzenie) byłoby sprzeczne z traktatami.
Profesor Jerzy Wiatr w tekście „Brukselskie fiasko rządu PiS” analizuje efekty szczytu pod kątem polskiej polityki. „Przegrano wszystko, co było do przegrania”. Zdaniem autora stało się tak z dwóch powodów: pogarszania się stanu ośrodka kierowniczego, m.in. ze względu na starzenie się „wodza”, oraz przez napór ultraprawicowych radykałów. Ambasador Marek Prawda, szef Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Warszawie wyjaśnia kulisy powstania idei Europejskiego Zielonego Ładu; to coś więcej, niż gospodarczna ,społeczna czy kulturowa strategia rozwoju: wyraża aspirację gruntownego przemodelowania gospodarki europejskiej i stania się jej siłą napędzającą.
Przybliża też ideę nowego europejskiego Bauhausu – „interdyscyplinarnego ruchu, który będzie łączył wyzwania społeczne ze światem sztuki i kultury. Który będzie potrafił znieść podziały między architektem, artystą, rzemieślnikiem i socjologiem, aby lepiej projektować życie społeczne”. W części europejskiej aktualnego numeru znalazły się też refleksje Donalda Tuska, zaczerpnięte z rozmowy byłego premiera z redaktor Katarzyną Kolendą-Zaleską przeprowadzonej przed kamerami programu Fakty po Faktach TVN24. Na przykład takie: „Morawiecki przyjechał do Brukseli z okrzykami «suwerenność», po czym bezdyskusyjnie przyjął «dyktat z Berlina», a tym, kto wskazał PiS-owi, co ma robić, był premier Węgier. Uzyskali dokładnie to, co było wcześniej, przed groźbą weta, ustalone. Nic nie wynegocjowali, jeśli chodzi o środki finansowe”.
Ważną częscią omawiango numeru jest blok tekstów zatytułowany „ W kręgu myśli humanistycznuch”, przemyślenia cenionych autorów na temat tego czym są wartości w życiu człowieka , a nastepnie analizy dwóch takich centralnych wartości – zdrowia człowieka i jego edukacji . Profesor Janusz Sztumski, socjolog, dzieli się myślami na temat „Świata wartości „, tworzącego trzecie środowisko egzystencji człowieka: „To twór wtórny zarówno w stosunku do jego środowiska naturalnego, jak i społecznego. Współtworzą go wprawdzie elementy pochodzące z obu wymienionych środowisk, ale tylko te, które zostały przez człowieka uznane za szczególnie cenne i godne tego, aby znaleźć się właśnie w owym świecie wartości. […] W tym osobliwym świecie możemy wyróżnić zarówno wartości istniejące obiektywnie, tzn. takie, które są materialnymi wytworami środowiska naturalnego lub społecznego, jak też wartości niematerialne, transcendentalne, czyli istniejące w świadomości ludzkiej wytwory abstrakcyjnego myślenia, jakimi są np. rozmaite idee i poglądy, określone w swojej genezie i postaci przez społeczne warunki życia dawnych ludzi. Uważam – pisze Profesor – że oba wspomniane rodzaje wartości powinny być przedmiotem badań, ponieważ zarówno wartości materialne, jak i niematerialne kształtują myślenie, postawy i zachowania ludzi. Henryk Kromołowski, także socjolog, badacz problematyki zdrowia człowieka i systemów jego ochrony, przedstawia rekomendacje do przyszłych zmian w tej materii w Polsce. Dotyczą one zarówno zrównoważenia systemu pod względem finansowym, wprowadzenia systemu racjonowania świadczeń zdrowotnych poprzez zdefiniowanie koszyka świadczeń gwarantowanych ze środków publicznych, poprawiania systemu zarządzania i organizacji, jak też ustanowienia na poziomie mikroekonomicznym (szpitali) takich reguł, które je zabezpieczą przed zadłużaniem się, a jednocześnie doprowadzą do podniesienia jakości świadczonych przez nie usług medycznych.
Równie aktualne są uwagi prof. Zbigniewa Kwiecińskiego, wybitnego polskiego pedagoga, na temat kryzysu edukacji publicznej. Autor zaczyna od tezy na temat przegranej szansy („przeżyliśmy jako społeczeństwo […] zbiorowe złudzenie, że wielkie przemiany dokonają się bez naszego w nich wielkiego, długotrwałego i konsekwentnego wysiłku. Owe wielkie przemiany nie dokonały się. Polska realizuje najbardziej pesymistyczny scenariusz”). Następnie opisuje podobne kryzysy w różnych miejscach i czasach w XX wieku. Na koniec jednak konkluduje: „A jednak promyki nadziei. Nigdy dotychczas nie nauczyliśmy się tyle, niż w krótkim okresie masowych protestów polskich, widzianych i komentowanych przez świat – o konstytucji, o trójpodziale władz jako fundamencie demokracji, o prawach kobiet do decydowania o swoich prawach, także dotyczących ich cielesności i seksualności, o nędzy dorosłych osób niepełnosprawnych i o tragicznym życiu ich rodziców i opiekunów, o katastrofalnej sytuacji służby zdrowia, o chaosie w systemie edukacji, a w oświacie o walce nauczycieli o przetrwanie – w miejsce ich stałej troski o rozwój kompetencji zawodowych na miarę nowoczesności”. Co mogą zrobić pedagodzy? Autor odpowiada: „Możemy pomóc dzieciom i młodzieży uczyć się samodzielnego i krytycznego czytania świata”. I cytuje Alberta Einsteina: „Rozwój ogólnej zdolności do niezależnego myślenia i takichże sądów winien być zawsze prymarnym celem, nie zaś pozyskiwanie wyspecjalizowanej wiedzy. Jeżeli dana osoba opanuje to, co fundamentalne w swej dziedzinie, oraz nauczy się myśleć i pracować samodzielnie, z pewnością odnajdzie swoją drogę, a w dodatku będzie bardziej zdolna do adaptowania się do postępu, i szerzej, do zmian w życiu społecznym, aniżeli ta osoba, której edukacja składa się głownie z pozyskiwania sfragmentyzowanej wiedzy”.
Warto jeszcze wspomnieć o zwięzłej prezentacji najnowszej encykliki papieża Franciszka Fratelli tutti („Wszyscy bracia”). Pisząc o pandemii, ryzyku ponownego popadnięcia w gorączkę konsumpcjonizmu i nowe formy postaw samozachowawczego egoizmu, o migracji, napięciach między globalizmem a nacjonalizmem, dopuszczalności wojen, ograniczeniach gospodarki wolnorynkowej, o szacunku dla inaczej myślących i o dialogu jako wartości zdolnej budować ludzką solidarność i społeczny ład – obecny papież zdaniem Ksawerego S. Piwockiego „wykonał zadanie, jakiego brakowało tak wyraziście w dokumentach wielu pontyfikatów poprzednich. Dziedzictwo Franciszka z Asyżu znalazło w osobie papieża Franciszka tyleż doniosłą, co ujmującą kontynuację. Zasługuje na szczere poparcie”.
Na koniec zwróćmy uwagę na obszerny fragment książki byłego polityka lewicy Roberta Smolenia pt. „Rzeczpospolita Trzecia i Pół”, opisującej w pięciu zwięzłych esejach pierwsze pięć lat państwa zbudowanego przez Jarosława Kaczyńskiego. Pozycja ta, wydana w ramach Biblioteki „RES HUMANA”, jest już dostępna w sieci Empik – podobnie, jak i sam omówiony tu nowy numer dwumiesięcznika.

W kraju i na eksport

W kraju wszyscy jak jeden mąż są zdecydowanymi obrońcami polskich interesów, których z determinacją bronią przed „szaleństwem brukselskich elit”. A w Brukseli?

Od dłuższego czasu obserwuję życie polityczne w kraju, sam w nim zresztą jako poseł do PE uczestnicząc. Dzięki temu, że pracuję w Brukseli, mogę z bliska obserwować zachowania przedstawicieli władzy tu i tam.

W kraju wszyscy jak jeden mąż są zdecydowanymi obrońcami polskich interesów, których z determinacją bronią przed „szaleństwem brukselskich elit”. Najbardziej zagraża „polskości” oczywiście Frans Timmermans, ale tuż za nim są Niemcy, a za Niemcami Francuzi, zwłaszcza prezydent Macron, i pozostałe kraje „starej Unii”. Przed nimi politycy związani z PiS sypią patriotyczne szańce i głoszą chwałę swojej niezłomności-polskości.

Tymczasem, gdy w grę wchodzą naprawdę poważne sprawy – polskiej przyszłości, naszego miejsca w świecie – rząd PiS zachowuje się zgodnie z interesem całej Unii.

Przykłady? Mimo buńczucznych zapowiedzi, że nie podpisze, premier Szydło, wraz z innymi szefami rządów, podpisała na Kapitolu Deklarację Rzymską, która potwierdzała wspólne zaangażowanie na rzecz współpracy w ramach Unii Europejskiej. Polska jest też lojalna w kwestii Brexitu. Unia występuje wspólnie i twardo broni swych interesów. Już drugi brytyjski rząd nie zdołał złamać europejskiej solidarności, która niewzruszenie stoi na stanowisku: wynegocjowane–postanowione.

A jednak polityka „na kraj” i „na eksport”, jest stałym elementem politycznego krajobrazu Polski. Dobrą tego ilustracją jest sprawa polskiego komisarza do spraw rolnych. W kraju prezes Kaczyński zapowiada, że podstawowym jego zadaniem jest doprowadzić do wyrównania dopłat dla polskich rolników do poziomi dopłat, jakie otrzymują rolnicy niemieccy. Kandydat na komisarza, powtarzał oczywiście to samo – bierze tę funkcję, żeby sprawę załatwić – czytaj: wyrównać oczywistą, brukselską niesprawiedliwość. Gdy jednak został już komisarzem, nie mówi, że „załatwi”, tylko, że „będzie się starał” załatwić i nie, że dla „polskich rolników”, tylko „w ramach całej Unii”, systemowo. „Załatwi” i „będzie się starał załatwić”, to jednak nie to samo…

Podobnie rzecz się ma z innymi problemami, na przykład głośnym obecnie problemem ekologicznym. Niedawno występowałem w telewizji wespół ze znanym europosłem PiS. Otóż ten polityk, bardzo doświadczony, ogłosił gromko, że projekt „zielonej Europy” przewiduje śmieszne pieniądze na dopłaty dla krajów, które będą musiały unieść trud ekologicznej transformacji. Chodziło o Polskę oczywiście. Jej interesów europosłowie PiS bronią bowiem w Brukseli najodważniej, ale „niestety ciągle są przegłosowywani”…

Pochylmy się na chwilę nad tą kwestią. Europa ze swym planem „Zielonego ładu” jest niewątpliwie w czołówce regionów, które chcą podjąć zdecydowaną i nieudawaną walkę z zagrożeniem klimatycznym, choć to nieprawda, że europejska gospodarka stanowi jedno z największych zagrożeń dla klimatu. Podobnie, jak nieprawdą jest, że Polska jest jednym z tych państw, które przysparzają europejskiej ekologii najwięcej zmartwień. Swoje za uszami mamy, ale na pewno nie jesteśmy w czołówce.

„Zielony europejski ład” Ursula von der Leyen przedstawiła jako jeden z priorytetów nowej Komisji Europejskiej. Żeby raz jeszcze rozwiać wątpliwości – Komisja Europejska działa w ramach mandatu, który uzyskała w Parlamencie Europejskim i od Rady Europejskiej. Przypominam to, gdyż „zielony ład” nie jest wymysłem „europejskich elit” niechętnie nastawionych do Polski, tylko jest programem mającym zgodę wyłonionych w wolnych wyborach w poszczególnych krajach ciał przedstawicielskich reprezentujących społeczeństwa całej Europy – Polaków też.

Negocjacje w związku z realizację tego programu będą niewątpliwie trudne, ale bez negocjacji, bez ścierania się na argumenty nie ma zgody, a w rezultacie postępu. Chodzi oczywiście o pieniądze. Pani Ursula von der Leyen mówi o „masywnych” inwestycjach, jakich będzie wymagało przestawienie wielu gospodarek europejskich na tory pro-ekologicznego rozwoju. Zdaniem nowej przewodniczącej KE taka przebudowa przemysłu musi być sprawiedliwie wsparta przez Unię Europejską. „To zdecydowanie za mało” – natychmiast odezwały się głosy z Polski tych, których słowem podstawowego użytku jest słowo „nie”. „Za mało” pieniędzy, oczywiście. Jeszcze nowa perspektywa finansowa Unii na lata 2021-2027 jest w powijakach, jeszcze końca rozmów i uzgodnień nie widać nawet na najodleglejszym horyzoncie, ale oni już wiedzą, że na wsparcie ekologicznej modernizacji kraju dostaniemy za mało, że ktoś tuczy się naszym kosztem…

Bierze się to moim zdaniem po trosze z ignorancji, po trosze ze skrywanego, lecz głęboko w duszy tkwiącego przekonania, że gdy jedzie się do Brukseli, to jak do obozu wroga. Są politycy, którzy są przekonani, iż Polskę otaczają tajemnicze, groźne spiski, których sensem istnienia jest zaszkodzić Polsce jak najbardziej. Bywają też wyrachowani…

Na szczęście są także, w PiS-ie również, politycy gotowi do poważnych rozmów i nastawieni na obronę polskich interesów, ale jednak w porozumieniu z innymi członkami UE. Ma rację szef nowego resortu klimatu mówiąc, że ze względu na różne uwarunkowania gospodarcze, społeczne czy nawet zasoby naturalne, w każdym z państw dochodzenie do neutralności klimatycznej musi odbywać się w sposób bezpieczny dla obywateli, gospodarki i państwa. Zgadzam się też z premierem Morawieckim, który z okazji madryckiego szczytu klimatycznego powiedział, że Polska może podejmować kolejne wysiłki zmieniające system energetyczny i zmniejszający emisję, ale musimy mieć za to odpowiednią rekompensatę pozwalającą na przebudowanie systemu elektroenergetycznego, i która będzie sprawiedliwa.

Wola zmian została więc wyrażona, pole do negocjacji również jest zakreślone. To znacznie bardziej mi odpowiada niż narzekanie, biadolenie, marudne i nadąsane czekanie na jak największe wsparcie, które „nam się po prostu należy”…

Tyle tylko, że premier i minister wypowiedzieli te wyważone zdania, a poprzez nie gotowość do merytorycznej dyskusji, w Madrycie, na szczycie klimatycznym, a nie w Warszawie. Czyżbyśmy także rząd mieli „na kraj” i „na eksport”?