
Kryzysy = wzrost zachorowań:
Już na samym wstępie pragnę przeprosić Szanowną Redakcję i Czytelników „T” za takie, a nie inne sformułowanie tytułu niniejszego opracowania. Zgłaszam też od razu istotne zastrzeżenie merytoryczne: bowiem rzecz dotyczy nie wszystkich 8,3 mld Ziemian, lecz jedynie ponad miliardowej rzeszy cierpiącej na dolegliwości psychiczne. Składamy im wyrazy współczucia i życzenia skutecznego wygramolenia się z tej dotkliwej przepaści! Trzeba jednak pisać pomocniczo o tych sprawach w dążeniu do odpowiedniego rozeznania sytuacji i doprowadzenia do jej naprawy. Póki co jednak dolegliwości psychiczne wykazują zdecydowanie tendencję wzrostową. Dlaczego? Zaraz napiszę. W okresie pandemii globalnej zalewała nas powódź okolicznościowych informacji, dezinformacji, publikacji, analiz i komentarzy. Ich autorzy koncentrowali się oraz koncentrują się nadal przeważnie na wybranych medycznych, ekonomicznych i społecznych konsekwencjach zarazy. Tylko nieliczni dotykają najważniejszych aspektów psy… (psychologicznych, psychiatrycznych, psychoterapeutycznych i innych psy…). Nawet sławetna WHO (World Health Organization) wspomina o nich z rzadka i jak gdyby od niechcenia. Z biuletynu WHO, z dnia 02.09.2025., wynika jednak, że liczba chorych psychicznie na świecie wynosi już znacznie ponad 1 mld osób i nadal wzrasta! Główne problemy psy… – depresja, stany lękowe i in. są coraz poważniejsze i takoż oddziałują na wszystko inne. Postanowiłem, przeto jako psycholog-amator, przeanalizować dla Państwa te gardłowe i trudne problemy. Oto, poniżej, rezultaty moich przemyśleń i dociekań.
Od początku XX i — szczególnie — w XXI wieku ludzkość ulega szybko postępującej, wręcz dramatycznej, degeneracji psychicznej. To jedna z głównych konsekwencji ww. nieustających kryzysów, szczególnie gospodarczo-społecznych i polityczno-strategicznych, a także „kanonów” neoliberalizmu (np. „radź sobie sam, jeśli potrafisz”). Systematycznie wzrasta liczba nowych zachorowań i osób chorych psychicznie oraz samobójstw. Także, wedle danych WHO i Banku Światowego, łączna średnia „stopa samobójców” na Ziemi wynosi 16,2 osób rocznie na 100.000 obywateli (por. zał. [1]). Czyli ponad 800.000 ludzi umiera w ten sposób (1 osoba co 40 sekund). Prognozy na lata 20-te XXI wieku głoszą, że liczba ta wzrośnie do 1,5 mln samobójców! To również ewidentny skutek pandemii i kryzysu. Dla celów niniejszego opracowania, pod pojęciem degeneracji psychicznej, rozumiem pogarszający się stan zdrowia psychicznego człowieczeństwa, w szczególności, zwiększającą się liczbę zachorowań i chorych tego rodzaju oraz samobójstw. Zresztą, cała historia świata zna liczne przykłady przywódców upośledzonych psychicznie, którzy znaleźli się na najwyższych stanowiskach politycznych, z wiadomymi skutkami (np. Adolf Hitler).
Współcześnie — fachowcy biją głośno na alarm, ale decydenci, z reguły, zdają się nie dostrzegać problemu — nie podejmują więc odpowiednich działań profilaktycznych i środków zaradczych. Wręcz przeciwnie, niektórzy spośród decydentów świadomie i manipulacyjnie dążą do pogarszania sytuacji. Samo, przeważnie niewystarczające, leczenie, czy rehabilitacja – post factum – to o dużo za mało. Tymczasem koszty społeczne i ekonomiczno-finansowe degeneracji psychicznej rodzaju ludzkiego są już ogromne. W skali światowej na samo tylko leczenie osób psychicznie chorych (ww. ponad 1 mld psychuszek) wydaje się znacznie ponad 3 bln USD rocznie, co stanowi około połowy łącznych globalnych (też rocznych) kosztów leczenia wszystkich Ziemian. W pracy nad niniejszym tekstem przeanalizowałem wnikliwie wiele interesujących opracowań krajowych i zagranicznych oraz najnowszych materiałów i danych statystycznych ONZ i WHO, a także innych instytucji specjalistycznych – z kraju i ze świata. Jestem do głębi wstrząśnięty tym, czego się dowiedziałem. Postanowiłem przeto podzielić się merytorycznie z Szanownymi Czytelnikami moim zatroskaniem i przemyśleniami politologicznymi w tym względzie.
Najpierw o sytuacji w Polsce, która – na tle globalnym – prezentuje się źle i coraz gorzej. W naszym kraju, w minionym ćwierćwieczu i obecnie, gwałtownie wzrasta liczba osób chorych psychicznie i samobójców. W ostatnich latach, średniorocznie, trafia do szpitali specjalistycznych ponad 1,5 mln pacjentów. Jest to najwyższy wskaźnik w skali całej Unii Europejskiej. Łącznie – ponad 9 mln Polek i Polaków cierpi na takie czy owakie schorzenia psychiczne. Aż 10% spośród prawie 10 mln polskich dzieci i młodzieży wymaga opieki ze strony psychologów i psychiatrów. W naszym kraju jest ponad pół miliona schizofreników. Jeszcze w lutym 2014 r., PAP opublikowała zatrważające dane policyjne (KGP) o samobójstwach: średnio – codziennie 15 osób usiłuje odebrać sobie życie, z czego – w 11 przypadkach – kończy się to śmiercią. Parę danych z polskiej historii nowożytnej: w roku 2012 – 4.177 osób umarło w taki właśnie sposób (3.569 mężczyzn oraz 177 nastolatków), na 5.791 podjętych prób samobójczych. Natomiast w roku 2013 – aż 8.579 osób (7.000 mężczyzn) targnęło się na własne życie (prawie o 3.000 więcej!), z czego 6.097 prób samobójczych zakończyło się śmiercią. W roku 2019 – zanotowano w PL ponad 5.000 samobójców (a „tylko” 2.810 osób straciło życie w wypadkach drogowych). Szybko wzrastała także liczba samobójców wśród młodzieży do 24 lat — np. 1.100, w roku 2013. Natomiast liczba „udanych” samobójstw w Polsce wyniosła, w roku 2024, aż 4.845 straceńców (= 13 – 15 osób dziennie, 11 – 13 mężczyzn, a reszta to kobiety).
Rośnie też ilość samobójstw wśród dzieci i młodzieży — dane z KG Policji: (np.: 30 prób, 12 zgonów – w roku 2012 oraz 41 prób, 22 zgony — w roku 2013 i 77,8% prób — dziewczęta oraz 22,5% – chłopcy i łącznie 4.845 zgonów samobójczych w roku 2024). Tego wcześniej w Polsce nie bywało. Nową jakością są także głośne „seryjne samobójstwa polityczne” (np. Andrzej Lepper i in.) oraz z przyczyn ekonomiczno-finansowych. W warunkach polskich – współczesna wysoka dynamika wzrostu zachorowań na choroby psychiczne i samobójstw nie ma precedensu – w porównaniu do wcześniejszych okresów i do innych społeczeństw. Generalnie, poziom degeneracji psychicznej społeczeństwa polskiego, szczególnie samobójstw, jest porównywalny do Grecji (średnio 6.000 samobójstw rocznie – przy mniejszej liczbie mieszkańców). W polskich miastach zauważalne są niższe wskaźniki samobójstw niż na wsi, gdzie problemy społeczno-gospodarcze występują ze zwielokrotnioną ostrością (zadłużenie, bezrobocie, bieda, wykluczenie, frustracja, depresje i in.). Wystarczy bankructwo jedynego zakładu pracy w danej okolicy i całe rzesze mieszkańców zostają bez środków do życia, toną w otchłani niepewności jutra, bezradności, braku pomocy, zdenerwowania i napięcia psychicznego. „Panie premierze – jak żyć”? Oto jest znane pytanie Polaka! Nic przeto dziwnego, że — niestety — niektórzy desperaci wolą umrzeć z własnej woli i własnym sumptem.
Naturalnie, problemy degeneracji psychicznej występują także w skali globalnej, we wszystkich krajach świata, rozwiniętych, rozwijających się i zacofanych – choć niekoniecznie ewoluują one w tak szybkim tempie, jak w Polsce. Ale jednak. Np.: w ostatnim półwieczu liczba samobójstw w skali globalnej wzrosła aż o 60%! Współcześnie – na Chiny i na Indie, łącznie około 3 mld obywateli — przypada nieco ponad 30% wszystkich samobójców na świecie, których liczba sięga ostatnio 1 mln rocznie. W efekcie, jak wspomniałem, średnio co 40 sekund, ktoś popełnia samobójstwo na naszej udręczonej planecie, przy czym ogólna liczba samobójców-mężczyzn aż czterokrotnie przewyższa liczbę samobójczyń-kobiet. Z ogromnej masy przerażających danych statystycznych wybrałem, poniżej, tylko liczby najważniejsze i najbardziej wymowne – w dwu podstawowych kategoriach: choroby psychiczne i samobójstwa.
I tak już 25% obywateli Ziemi cierpi na rozmaite choroby i dolegliwości psychiczne – czyli co czwarty człowiek – a więc łącznie ponad 1,0 mld osób! Gdyby liczba Ziemian osiągnęła ponad 11 mld do roku 2100, jak prognozuje ONZ, to liczba chorych psychicznie może przekroczyć 3 mld albo i znacznie więcej. Takie też mogą być konsekwencje pandemii i kryzysów. W Europie, szczególnie w UE, nawet co trzeci dorosły obywatel jest chory psychicznie. Wskaźniki te systematycznie wzrastają. Koszmar! Wśród owych dolegliwości przeważają depresje, stany maniakalne, histeryczne, paranoidalne i schizofreniczne. Zaś w pierwszej kategorii (choroby psychiczne) wybrane przykłady są następujące: USA – ponad 75 mln chorych psychicznie wśród dorosłych (tzn. 32,5%, ogółu społeczeństwa, z czego 9% – to stany ostre i bardzo ostre). UE – 83 mln chorych (27% dorosłych); Rosja – 32 mln chorych; Chiny – 300 mln chorych; Indie – 250 mln chorych i Japonia – 30 mln chorych. Por. zał. nr [3]. I druga kategoria – popełnione samobójstwa, w przeliczeniu na 100.000 obywateli danego kraju: USA – 12 (czyli ponad 36.000 samobójców rocznie), UE – 14 (czyli 126.000 samobójców rocznie, z czego 80% – to mężczyźni). Rosja – 20, Chiny – 23, Indie – 11, Japonia – 22. Dla porównania – WNP (Wspólnota Niepodległych Państw, łącznie) – 21,5. Absolutnym rekordzistą świata w tej mierze jest, o dziwo, Grenlandia – ze wskaźnikiem 83/100.000 rocznie! Źle jest także na Litwie – 31/100.000 rocznie. Metody popełniania samobójstw są przeróżne. Na pierwszym miejscu, pod względem liczebności przypadków, znajduje się śmierć przez powieszenie, na drugim – skok z wysokości i na trzecim – zażycie środków farmakologicznych. Zaś wśród przyczyn targnięcia się na własne życie, średnio, w skali światowej, dominują: 1. depresja, 2. kłopoty rodzinne, 3. problemy materialno-finansowe oraz 4. alkoholizm i narkomania. Podobnie jest w Polsce.
Systemowe aspekty nieszczęścia:
Psychologowie i psychiatrzy oraz inni specjaliści „wąskotorowi” zajmujący się analizowaną problematyką ograniczają się, z reguły, do rozważania bezpośrednich przyczyn degeneracji psychicznej ludzkości. Takich, mianowicie, jak: wojny, kryzysy, bezrobocie, zaostrzenie walki o byt, wysokie tempo życia, rywalizacja międzyludzka, zjawiska patologiczne, złe odżywianie, alkoholizm, narkomania, lekomania, depresje, dehumanizacja, eksploatacja w życiu zawodowym, nerwowość w stosunkach społecznych, histerie polityczne i medialne, niepewność jutra, zagrożenia militarne oraz wiele innych. W przeważającej mierze są to więc tzw. przyczyny cywilizacyjne, którymi tylko w części można tłumaczyć degenerację psychiczną jednostek, społeczeństw i całej ludzkości. Politolog, za którego nieskromnie się uważam, powinien jednak sięgać znacznie wyżej, szerzej i dalej w dociekaniu przyczyn, przebiegu i skutków analizowanej degeneracji człowieczeństwa.
Tak też zamierzam postępować, koncentrując się również (i – być może – przede wszystkim) na przyczynach systemowych. W moim przekonaniu, najpierwszą spośród głównych przyczyn tego rodzaju jest fakt, iż – od I rewolucji przemysłowej do dziś (choć również i znacznie wcześniej) – ludzkość nie zaznała systemu, który stawiałby dobro człowieka absolutnie na I miejscu. Słowem – postępująca dehumanizacja jest tragicznym znamieniem ewolucji naszej cywilizacji w ciągu całych tysiącleci i stuleci. Kolejne systemy i ustroje były i są wybitnie antyludzkie (za wyjątkiem socjalizmu chińskiego i demokracji szwajcarsko-skandynawskiej): po kolei, feudalizm, wulgarny kapitalizm, faszyzm, sowietyzm, neoliberalizm i postliberalizm, amerykanizm oraz (pomiędzy nimi) mnóstwo dyktatur oraz rządów autorytarnych przeróżnego rodzaju. Systemy i ustroje takie bazują na: egocentryzmie rządzących, interesach grupowych, poniżaniu i wyzysku rządzonych, stosowaniu metod zakłamania, zastraszania i terroru (także psychicznego) celem wymuszania posłuszeństwa, metodach siłowych, mordowaniu, prześladowaniu i więzieniu nieposłusznych – myślących inaczej, nachalnej, a także wulgarnej propagandzie oraz manipulacji militarystycznej, intelektualnej i medialnej („psichołogiczeskaja obrabotka” – to pojęcie pochodzi jeszcze z czasów stalinowskich).
W taki to sposób, w czasach nowożytnych – ale i w starożytności (np. „sztuczki” kapłanów egipskich) – przytłaczająca większość człowieczeństwa żyła i żyje w nieustającym strachu, w biedzie urągającej godności człowieka i w niepewności jutra. Dodatkowo, jest ona zastraszana co rusz rozmaitymi panikarskimi wiadomościami o nadchodzącym końcu świata, czy o (skądinąd – realnych) zagrożeniach kosmicznych (tzw. syndrom dinozaurów itp.). Wszystko to czyni się w celu wymuszania przez rządzących i bogatych posłuszeństwa na rządzonych i biednych. W świetle tego, warstwy strachu, prześladowań, niepewności i biedy odkładają się w kolejnych pokoleniach, w ich genach i w świadomości społecznej oraz – siłą rzeczy – muszą powodować bardzo negatywne skutki w psychice indywidualnej i zbiorowej. Nie jest bynajmniej dziełem przypadku, iż degeneracja psychiczna nasiliła się w pokoleniach dziadków i ojców obecnych dzieci (np. dwie wojny światowe, bomby atomowe, bałagan, napięcia i niepokoje powojenne, kryzysy, pandemie) oraz – w bieżącym półwieczu – w pokoleniu współczesnych dzieci. Po części, wyssały one strach i inne obciążenia psychiczne z mlekiem matki, na co nałożyły się skutki realizacji założeń nieludzkiego neoliberalizmu oraz ideologii pieniądza (od czasów Ronald’a Reagan’a i Margaret Thatcher – poczynając). We wszystkich nieludzkich systemach, rządzący dysponowali, ba dysponują nadal potężnymi instrumentami i środkami oddziaływania na świadomość i na psychikę społeczną oraz kształtowania jej po swojej myśli. Traktują oni ludzi i społeczeństwa – a priori – jako stada zidiociałych baranów idących potulnie na rzeź – pod batami wszechwładnych pastuchów. Jest to wyrazem wielkiej tragedii cywilizacji ludzkiej od samego początku jej istnienia i rozwoju – aż po dzień dzisiejszy.
Jednakże w niedawnych czasach neoliberalizmu i również obecnie – w okresie totalnego bezhołowia systemowego w świecie – dramaturgia sytuacji uległa bezprecedensowemu zaostrzeniu. W zasadzie we wszystkich krajach – rządzący dysponują bowiem najnowocześniejszymi i niezwykle efektywnymi instrumentami oraz środkami oddziaływania na psychikę ludzką i na świadomość społeczną rządzonych, stosując, m.in., metody manipulacji, selektywności, dezinformacji, czarnej lub białej propagandy, wojny hybrydowej, tzw. czipowania w zależności od przypadku – i to wszystko w skali masowej oraz z wielką szybkością (telewizja, telefony, multimedia, internet itp. – co mówi wymownie samo za siebie). Tak więc, globalizacja neoliberalna obejmuje również proces degeneracji psychicznej. Doczekaliśmy ponurych czasów, w których tylko nieliczne „szczęśliwe” istoty ludzkie, żyjące w różnych niedostępnych zakamarkach na Ziemi, nie są przedmiotami oddziaływania polityczno-edukacyjno-propagandowo-medialnego, inspirującego i stymulującego ową degenerację. Twierdzę, przeto, iż ww. zdobycze naukowo-techniczne (a to przecież nie koniec postępu!), będące w rękach egocentrycznych i antyludzkich włodarzy oraz negatywne skutki ich stosowania, już dziś powodują pogłębianie procesu degeneracji psychicznej jednostek, społeczeństw i całej ludzkości oraz mogą zwiastować, wbrew iluzorycznym oczekiwaniom i pobożnym życzeniom, początek końca naszej cywilizacji – w jej dotychczasowym rozumieniu. Innymi słowy: człowiek, zatraciwszy swoje naturalne człowieczeństwo, przestanie być sobą. I co wtedy? Przeanalizujmy te arcyważne kwestie na przykładzie Polski. Inne narody i państwa, które wkroczyły na drogę neoliberalizmu, też napotykają na tożsame lub analogiczne problemy (jak Polska).
Kluczowe aspekty polityczne: dotyczą one, w szczególności, „prania mózgów” i psychiczno-świadomościowego zniewolenia naszego oraz innych społeczeństw. W całym okresie postjałtańskim swej historii – mamy wyjątkowy „niefart”, jeśli chodzi o występujące tu systemy (ustroje) oraz o kolejne ekipy rządzące. Po wojnie, nasz kraj wegetuje na zasadzie: od ściany (wschodniej) do ściany (zachodniej) i vice versa oraz od rewolucji do rewolucji. To jest bardzo szkodliwe, frustrujące i destabilizujące pod każdym względem. W zasadzie – społeczeństwo polskie doświadczyło, po wojnie, dwóch systemów makro: polskiej odmiany sowietyzmu oraz neoliberalizmu w stylu amerykańskim. Pomiędzy nimi wystąpił etap dyktatorskiej nijakości systemowej – w czasach panowania Wojciecha Jaruzelskiego. Kraj i naród zaznały wtedy „uroku” zarządców wojskowych. Polska – to kraina niespełnionych obietnic rządzących – w walce o koryto władzy. Każdy przywódca i każda formacja wiele obiecywała a priori i – z reguły – kończyło się to tylko na obietnicach (z nielicznymi wyjątkami).
Również każdy układ „rządzenia” w ww. okresach lądował na śmietniku historii w aurze wielkiego niepowodzenia, wstrząsu oraz buntu społecznego i przełomu politycznego, a także – nierzadko – przelewu krwi (1956 r. – upadek Bolesława Bieruta, 1970 r. – upadek Władysława Gomułki, 1980 r. – upadek Edwarda Gierka, 1989 r. – upadek Wojciecha Jaruzelskiego, 1995 r. – upadek Lecha Wałęsy; 2015 r.– upadek Bronisława Komorowskiego; a następny upadek kiedy?). Bowiem, wiele już wskazuje na to, że również obecny etap nijakości systemowej i podłego rządzenia zakończy się w analogiczny sposób. Ów brak stabilizacji, ciągłości, pewności, obliczalności i przewidywalności systemowej oraz fatalne zarządzanie krajem – w całym okresie postjałtańskim – jest najpoważniejszą i nieustającą polityczną przyczyną makro degeneracji psychicznej społeczeństwa polskiego. Bowiem ma ono świadomość, iż kolejne zmiany, plany, zamiary, obietnice i transformacje nie prowadzą do cywilizacyjnego wydźwignięcia kraju z zapaści rozwojowej i do poprawy doli obywateli. To jest wielkie, masowe i powszechne obciążenie psychiczne. Po upływie z górą 80 lat „rozwoju” postjałtańskiego, Polska zalicza się nadal do grona relatywnie najbiedniejszych krajów Europy, zmuszając miliony obywateli do prawie nędznej egzystencji, czy do emigracji za chlebem – jak to już nie raz bywało. W kategoriach psychicznych i świadomościowych – szczególnie groźny jest fakt długotrwałego utrzymywania się marazmu i zastoju cywilizacyjno-rozwojowego oraz neokolonializmu w Polsce.
Niezależnie od zmiany nazwy (sowietyzm – neoliberalizm) sedno i istota systemu oraz trybu zarządzania, w zasadzie, nie uległa zmianie. Bowiem, nieprzerwanie, władza jest sprawowana przez określone grupy interesów i – głównie – dla ich korzyści (np. nepotyzm). Troska o dobro narodu nie ma przy tym większego znaczenia. Kiedyś u steru rządów była partia proradziecka, jej instancje, organizacje oraz posłuszna administracja i zausznicy. Teraz są to proamerykańskie partyjki rządzące – jedna za drugą, powiązane z nimi grupy interesów, krajowe i zagraniczne, wpływowe ugrupowania nieformalne, nepotyści, oligarchowie, przedstawiciele resortów siłowych, kościoła, ośrodków opiniotwórczych itp. Kiedyś partia, reprezentująca zdecydowaną mniejszość społeczeństwa, wymuszała posłuszeństwo większości obywateli metodami terroru fizycznego i psychicznego (nota bene: kombinacja tych metod osiągnęła swe apogeum w czasach hitleryzmu i stalinizmu). Teraz zaś, rządzący – też reprezentujący mniejszość społeczeństwa (a nawet mniejszość uprawnionych wyborców), wymuszają posłuszeństwo ogółu bardziej wyrafinowanymi metodami terroru psychicznego i finansowego oraz – w mniejszym stopniu terroru fizycznego i „prawnego”. Zachowują przy tym pozory „demokracji” (tzw. kolesiowskiej), organizują ukartowane a priori wybory, dopuszczają na niby różnorodność opinii, choć system cenzury, w nieco odmienionej formie, działa nadal jak za starych „dobrych czasów”.
Teraz o społecznych aspektach oraz konsekwencjach postępującej degeneracji psychicznej w Polsce i gdzie indziej. Nasiliły się one bardzo poważnie w ostatnich kilku latach. Ich wyrazem jest, przede wszystkim, izolacjonizm i osamotnienie człowieka w społeczeństwie oraz konflikty i nienawiść międzyludzka. To wynik neoliberalnej zasady: „radź sobie sam, jeśli potrafisz”, czy też: „jak sam sobie nie pomożesz, to nikt ci nie pomoże”. Porozrywane zostały więzi solidarności międzyludzkiej i społecznej. Z szumnych ideałów i dokonań „S” nie pozostało prawie nic. Przy czym, neoliberałowie twierdzą obłudnie i cynicznie, że ich system zapewnia, rzekomo, odpowiednie warunki rozwoju ludziom zaradnym i przedsiębiorczym. Tych jest jednak mniejszość. Co można zrobić natomiast z większością niezaradnych i nieprzedsiębiorczych? Skazać ich na zagładę? Skutki takiego podejścia są tragiczne. Z badań wynika, iż największa liczba osób porażonych psychicznie, wykluczonych z neoliberalizmu – jak powiadają i samobójców wywodzi się właśnie z grona tych, którzy nie potrafią lub nie mogą odnaleźć się w nowym antyludzkim systemie albo też którzy ponieśli porażkę w swej nieudacznej zaradności i przedsiębiorczości. Tych ostatnich przypadków jest coraz więcej. A komu się powiodło? Niewątpliwie, niektórym zdolnym i uczciwym przedsiębiorcom oraz – głównie – ludziom powiązanym z rządzącymi i im posłusznym, niegodziwcom, malwersantom, cwaniaczkom, złodziejaszkom, układom mafijnym i in.
W analizowanej grupie tematycznej, wśród bezpośrednich przyczyn degeneracji psychicznej jedno z czołowych miejsc zajmuje zapaść i niewydolność służby zdrowia. Z tego powodu umierają niepotrzebnie setki tysięcy chorych pacjentów. Pandemia poważnie zwiększyła te dane statystyczne. Konsekwencje owej tragicznej sytuacji są dwojakiego rodzaju: – nosiciele chorób psychicznych nie są leczeni w odpowiedni sposób, co pogarsza ich stan zdrowia i zwiększa umieralność. Zaś – pozostali potencjalni pacjenci, mając świadomość, że nie mogą być leczeni szybko, sprawnie i właściwie, popadają w depresje i powiększają szeregi psychicznie chorych. Ich umieralność wzrasta jeszcze bardziej. To – w połączeniu ze słabym przyrostem demograficznym – powoduje gwałtowny spadek liczby ludności Polski. Prognozy ONZ-owskie zakładają, że liczba ta może zmniejszyć się aż o połowę w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat (obecnie: 37,8 mln obywateli oraz tylko 27 mln – 35 mln do roku 2050. Zaś ogólna liczba mieszkańców Ziemi ma wzrosnąć do 11 mld – do roku 2100). I wreszcie, względy edukacyjne, kulturalne i obyczajowe – potęgujące degenerację psychiczną i umysłową. Większości słabowitych zarządców na świecie zależy, najwyraźniej, na tym, żeby utrzymywać społeczeństwa na odpowiednim poziomie głupoty, niedokształcenia i nieświadomości. Wtedy łatwiej jest nimi manipulować i zarządzać – bez obawy o konsekwencje materialne, społeczne i polityczne takiego zarządzania.
Kryzys, pandemia i ciągłe perturbacje w systemie oświaty, nauki, techniki i szkolnictwa wyższego w Polsce oraz w wielu innych krajach sprawiają, iż szkoły, uczelnie i instytuty naukowe „kształcą” niedouczonych ćwierć- i półinteligentów, którzy potem pracują jakże często „na zmywakach” brytyjskich. Stopa bezrobocia wśród absolwentów szkół wyższych w RP sięga 60%. Nie może to nie wpływać destrukcyjnie na stan świadomości i psychiki tej grupy społecznej. Dodajmy do tego żałosną subkulturę polską – zamiast Kultury przez duże „K” oraz niesamowity rozkwit przeróżnych patologii – typu: korupcja, przekupstwo, nepotyzm, pedofilia, alkoholizm, narkomania, brak charyzmatycznych autorytetów, impotencja organizacji społecznych, szczególnie związków zawodowych, mnogość afer przestępczych „zamiatanych pod dywan”, bezkarność przestępców, paraliż systemu wymiaru sprawiedliwości i wiele, wiele innych – a pełny obraz demoralizacji i degrengolady społecznej ukaże się w swym przerażającym świetle.
Presja ekonomiczna na społeczeństwo: jest to wyjątkowo perfidny (acz bardzo skuteczny – dla władzy) instrument dyscyplinowania obywateli i neutralizowania nastrojów rewolucyjnych oraz… pogarszania stanu ich zdrowia psychicznego. Pierwszy potężny szok nastąpił już na samym początku tzw. transformacji – w wyniku wprowadzenia planu Sachs’a/Balcerowicza („terapia wstrząsowa”). Nie zastosowano jej w żadnym innym kraju eurazjatyckim. Z perspektywy lat widać, iż owa „terapia” przyniosła opłakane rezultaty długofalowe i lawinę niespełnionych obietnic (np. europejski dobrobyt, „wakacje pod palmami” i in.). Większość społeczeństwa czuje się zawiedziona i oszukana, tym bardziej, że – wprowadzony po owej „terapii” – neoliberalizm à l’américaine nie zdał egzaminu w praktyce polskiej (i, zresztą, w samych Stanach Zjednoczonych! Kryzysy itd.). Bowiem – za pełną propagandowego blichtru fasadą rozwoju neokapitalistycznego oraz wzrostu dobrobytu rządzących i niektórych jednostek – społeczeństwu i państwu przysporzono masę poważnych problemów: brak racjonalnej alternatywy programowej wobec neoliberałów, rozwój na kredyt – to nie rozwój, życie na kredyt – to nie życie, spadek przyrostu PKB od 7% do obecnych – (minus) 0,40%, olbrzymie łączne zadłużenie RP (już ponad 8 bln zł), niedorozwój infrastrukturalny, dzika prywatyzacja = wyprzedaż majątku narodowego, np. sektora bankowego, galopujące bezrobocie, nędza i wykluczenie milionów obywateli, jedne z najniższych płac, rent, emerytur i świadczeń socjalnych w Europie, rosnąca przepaść między bogatymi i biednymi, przekształcenie Polski w półkolonię zachodnią (np., 80% dotacji unijnych powraca na Zachód, szczególnie do Niemiec), wciągnięcie wielu młodych Polaków (tzw. frankowiczów) do pułapki kredytowej aż do końca życia, co dosyć skutecznie niweluje ich zapał reformatorski i rewolucyjny.
Niezależnie od przynależności do UE i do NATO – nasz kraj znów znalazł się między młotem amerykańskim i niemieckim, a kowadłem rosyjskim i ukraińskim oraz został pozbawiony niezawodnych sojuszników. Dosłownie – RP znalazła się na I linii frontu globalnego – np. w świetle kryzysu ukraińskiego i in. Władze stosują w coraz większym stopniu terroryzm biurokratyczny i finansowy wobec obywateli – wyciągając z ich kieszeni maksymalną ilość pieniędzy celem łatania dziur budżetowych, spłacania długów, finansowania rozdętej biurokracji, poronionej gigantomanii inwestycyjnej itp. Świadomość tych trudności i problemów oraz niepewność jutra ekonomiczno-finansowego wywiera kolosalny negatywny wpływ na stan psychiczny społeczeństwa, na jego nastroje oraz na rozwojową wolę i siłę motoryczną. W Polsce funkcjonuje na całego mechanizm „błędnego koła” tzn.: narastające trudności materialne (fizyczne) potęgują kłopoty moralne (psychiczne) wśród obywateli; zaś, te, z kolei, nie ułatwiają przezwyciężania ww. trudności materialnych itp. itd. Takie są skutki neoliberalnej ideologii i praktyki pieniądza, spychającej dobro, honor i godność człowieka na dalszy plan oraz pogłębiającej dehumanizację stosunków społecznych. Czy tak to miało wyglądać w założeniach inspiratorów i realizatorów „rewolucji solidarnościowej” oraz transformacji systemowej w Polsce? Z pewnością – nie tak!
Manipulacje medialne: doprowadzono je do zenitu w ostatnich czasach. De facto, władza została przekształcona w jedno wielkie ministerstwo propagandy w centrali – z filiami terenowymi. Tzw. telewizja publiczna została całkowicie podporządkowana władzy, stała się tendencyjna, selektywna, nieobiektywna i jednostronna. W ślad za tym podążają niektóre telewizje prywatne, stacje radiowe, prasa drukowana (np. „Gazeta Wyborcza”) i in. W większości – media, niektóre serwisy internetowe, wydawnictwa itp. są w rękach zagranicznych właścicieli (np. Axel Springer Verlag, Passauer Presse i in.) oraz wykonują potulnie ich rozkazy – raczej nie w interesie Polski. Niemniej jednak, cała władza centralna i terenowa dysponuje znacznym instrumentarium propagandowego oddziaływania na społeczeństwo (tzw.: PR = Public Relations). Korzysta ona coraz bardziej agresywnie i bezceremonialnie z tego instrumentarium – popełniając przy tym nierzadko kardynalne błędy, które przynoszą skutki odwrotne od zamierzonych. Rządzeni są coraz bardziej nieufni wobec rządzących, których zdenerwowanie nasila się z każdym dniem.
Dwa przykłady: 1.- tzw. propaganda sukcesu – zazwyczaj intensyfikuje się ją wówczas, kiedy sukcesów nie ma lub kiedy trzeba zakamuflować ewidentne wpadki. Rządzący łakną sukcesów – jak kania dżdżu. Wykorzystują oni każdą nadarzającą się sposobność w celu gloryfikowania własnych (i cudzych) „dokonań”, wyolbrzymiając je do niebotycznych rozmiarów. Np. wrzawa propagandowa ws. „zielonej wyspy”, sportowych sukcesów olimpijskich, sojuszu z USA i in. oraz grobowa cisza propagandowa, np., ws. winowajców tragedii smoleńskiej. 2.- liczenie na głupotę i na nieświadomość obywateli. Propaganda obliczona jest nie tylko na robienie z ludzi bezwolnych „wariatów” i „baranów” lecz również na to, że rządzeni są znacznie głupsi od rządzących, którzy, rzekomo, wszystko wiedzą lepiej i zawsze mają rację. Tymczasem, w polityce, w życiu, czy na polu walki obowiązuje zasada, iż „przeciwnik może okazać się mądrzejszy” i przebieglejszy ode mnie. Lekceważenie tej zasady prowadzi, z reguły, do przegranej.
W sferze metodologicznej: w PR (Public Relations) RP obowiązuje zasada ręcznego sterowania, czyli udzielania instrukcji odgórnych i ścisłej koordynacji poczynań informacyjno-propagandowych mediów prorządowych. W efekcie tego, np., nadawane są codziennie takie same albo bardzo podobne serwisy informacyjne i komentarze. Angażuje się do nich stale te same „gadające twarze”, co znacznie obniża wiarygodność takich praktyk, ich efektywność i siłę oddziaływania na świadomość społeczną. Do monstrualnych rozmiarów podniesiono, wraz z propagandą sukcesu oraz z zasadą: „kłamstwo powtórzone sto razy staje się prawdą”, ogłupianie społeczeństwa – rozsiewanie psychozy strachu, zagrożenia, militaryzmu, patologii i taniej sensacji. W mediach – trup pada gęsto i krew leje się strumieniami.
W efekcie tego, serwisy informacyjne TV, filmy, reportaże, niektóre gazety i periodyki (np. brukowce springerowskie) oraz inne media ulegają zastraszającej kryminalizacji i stają się rzeczywiście kronikami policyjno-sądowymi. Grają na najniższych instynktach oraz gustach ludzkich. Głównymi „bohaterami” wielu programów są notorycznie policjanci, prokuratorzy i sędziowie oraz przestępcy różnego rodzaju. Jakże często – info (news!?) kończy się stwierdzeniem, że za to, czy za tamto wykroczenie grozi tyle a tyle lat więzienia. Ludzie powinni się bać! Szerzy się wulgarna golizna i seksomania. „Głupi naród” jest tumaniony i demoralizowany coraz bardziej.
Spustoszenie umysłowe oraz wyobcowanie (alienację) powoduje postępująca amerykanizacja programowo-metodologiczna mediów, także lingwistyczna. Używany przez nie „język polski”, pełen wulgaryzmów, nowomowy, makaronizmów i neologicznych dziwolągów, ma coraz mniej wspólnego z oryginałem tego języka. Np. w czasie pandemii – amerykanizm „social distancing” zamieniono dosłownie na „dystans społeczny”, zamiast poprawnego polskiego odstępu między ludźmi. Zaś, np., „Polskie Radio” nadaje już prawie wyłącznie melodyjki i songi zza oceanu. W telewizjach małpujących programy zachodnie – młodzież śpiewa raczej z playbacku tylko „covery” – też po amerykańsku. Starsze pokolenia nie ulegają zbyt łatwo takiej „psichołogiczieskoj obrabotce”, ale młode – niestety, tak – i to bardzo! Dla nich jest to coś normalnego i zastanego w życiu – od urodzenia. Dlatego też spustoszenie moralne i psychiczne w ich mózgownicach jest niezwykle szkodliwe i raczej nieodwracalne. Na to liczą bardzo rządzący i ich medialne sługusy.
Inną metodą jest ciągłe nadawanie i publikowanie materiałów wywołujących współczucie, litość i silne wzruszenie pośród obywateli. W sposób bezwzględny eksploatuje się przeto tematykę biednych, chorych, torturowanych czy zabijanych dzieci, ludzi znajdujących się w nader tragicznej sytuacji (bezdomni, ciężko chorzy i in.), maltretowanych zwierząt itp. Szczytem wszystkiego było kiedyś uczestniczenie ówczesnego (i obecnego) premiera w pogrzebie noworodka, który stracił życie w wyniku błędu lekarskiego i ogólnej zapaści w tzw. służbie zdrowia, za co odpowiada właśnie premier i jego minister zdrowia. Decydenci i ich media mają natomiast niebywałe „szczęście” (tzw. fart), jeśli chodzi o nieustającą obfitość tematów zastępczych (np.: Ukraina, mała Madzia i wielu innych nieszczęśliwych maluchów, pedofile, kibole, olimpiada, piłka nożna i in., którymi dość skutecznie kamuflują realne i poważne problemy kraju oraz świata usiłując odwracać uwagę społeczeństwa od tych problemów. W ten sposób, władze, nie rozwiązując realnych kłopotów (np. katastrofa w bardzo chorej „służbie zdrowia”, czy destrukcja w „wymiarze niesprawiedliwości”, czy w polityce zagranicznej), starają się przedłużać swoją egzystencję oraz korzystać z apanaży i z możliwości zarabiania pieniędzy, jakie daje sprawowanie władzy. Jest to jednak metodologia i taktyka bardzo krótkowzroczna i zgubna dla wszystkich.
W kategoriach merytorycznych: zauważalne jest systematyczne obniżanie poziomu jakości i niegdysiejszego wyrafinowania mediów, bowiem dominują w nich płycizny i słabizny. Media stają się coraz bardziej prowincjonalne i zaściankowe. Propagowane są przeważnie treści coraz gorsze, tendencyjne i negatywne – zamiast coraz lepszych, obiektywnych i pozytywnych (relacje z wydarzeń na Ukrainie są tego jaskrawym dowodem). Takie podejście raczej deprymuje ludzi, a nie zachęca ich do aktywnego życia i do pracy oraz do działania w interesie własnym i społecznym. Wielu zapytuje: „po co mam się trudzić i starać, skoro mogę na tym więcej stracić niż zyskać?”. Oto skutki tego, że media wykorzystywane są, nade wszystko, w interesie rządzących a nie rządzonych oraz że przeważa w nich banalna forma nad poważną treścią. Szkodliwa jest także niebywała monotonia medialna – człowiek włącza telewizor, otwiera internet czy kupuje brukowiec i – a priori – wie, czego może się po nich spodziewać?! Wielkie zdenerwowanie, oburzenie i gniew społeczny budzi także lansowanie stale tych samych „celebrytów” – zasobnych, dobrze odzianych i zdemoralizowanych. Czy oni mają stanowić wzory do naśladowania dla większości biednego społeczeństwa i zwichrowanej młodzieży, dla których owe wzory są nieosiągalne?
Generalnie, w zakresie nadawanych i publikowanych treści – poza dezinformacją, manipulacją oraz czarną propagandą – niezwykle szkodliwa, pod względem psychicznym, jest pogłębiająca się przepaść między tymi lukrowanymi treściami, a brutalnymi realiami ewolucji kraju i świata oraz życia, pracy i przyszłości obywateli. Jako bumerang, stale powraca hasło: „prasa kłamie, media kłamią”. W tym kontekście, szczególnie w okresach przedwyborczych, nasilają się manipulacje treściami i tematami mogącymi służyć modelowaniu preferencji wyborców i wpływaniu na wyniki wyborów, na sprawdzanie których wyborcy nie mają żadnego wpływu. Brak możliwości wpływania na bieg wydarzeń w kraju i we własnym środowisku potęguje uczucia bezsilności i frustracji wśród obywateli. W celach przedwyborczych i wyborczych wykorzystuje się w mediach bezpłodne dyskusje i puste przepychanki słowne oraz, zwłaszcza, tzw. sondaże opinii publicznej, często manipulowane, rozbieżne i surrealistyczne. Jednym słowem, zarówno pod względem treści, jak i formy, polskie media prezentują się jak wielkie stajnie augiaszowe wymagające gruntownej czystki i reformy oraz odstąpienia od izolacjonizmu i od zaściankowości, a także – i przede wszystkim – rezygnacji z funkcji prania i zniewalania mózgów oraz otępniania społeczeństwa, szczególnie młodszej jego części. Media nie mogą być instrumentem prowadzącym do pogłębiania degeneracji psychicznej obywateli. W ostatecznym rozrachunku – szkodzi ona nie tylko konsumentom mediów, lecz również producentom opacznych treści, nawet opakowanych w pozornie atrakcyjne formy, szkodzi państwu i jego pozycji w świecie.
W konkluzji: szokujące i bardzo niekorzystne, szczególnie dla telewizji polskiej i dla Internetu oraz dla tzw. mediów społecznościowych? (in English: social media = media społeczne po polsku), odgrywających główną rolę degeneracyjną psychicznie, jest ich jakościowe porównanie z innymi mediami i telewizjami europejskimi, np., niemiecką, francuską, brytyjską, hiszpańską czy włoską. Ponadto, jeśli by zsumować wszystkie przeanalizowane powyżej przejawy, przyczyny i motywy degeneracji psychicznej społeczeństwa polskiego, a także innych społeczeństw oraz ich dotychczasowe konsekwencje, to trzeba powiedzieć jasno i zdecydowanie: na jego (ich) umysłowości, świadomości, psychice i przyszłości (w efekcie) dokonywana jest bezprecedensowa zbrodnia dehumanizacyjna przeciwko wszystkim ludziom, której pierwsze dramatyczne konsekwencje widać już dziś gołym okiem. W interesie wszystkich, także mądrych, rozumnych i normalnych obywateli jest przeto niedopuszczenie do przekształcenia Polski i świata w jeden wielki dom wariatów. STOP! Póki nie jest jeszcze za późno. Trzeba zatrzymać wzrost liczby chorych psychicznie i samobójców! Mój ś.p. profesor filozofii, jeden z najwybitniejszych polskich uczonych czasów nowożytnych, ostrzegał mnie (na ostatnim egzaminie) tymi słowy: „pamiętaj, młodzieńcze, iż – w domu wariatów – mądry człowiek traktowany jest jak głupi”. Te prorocze słowa są jeszcze bardziej aktualne w świetle obecnych realiów w kraju i na świecie. Ale słowa te nie powinny się spełnić!
Załączniki:
[1]. Por.: Countries and Territories by Suicide Rate, 2024 WHO Report (z Internetu);
[2]. Znamienne, iż systematycznie pogarsza się stan psychiczny żołnierzy i oficerów US Army, Navy and Air Force. Aż 2,6 mln spośród nich uczestniczyło, w ostatnich latach, w wojnie afgańskiej, irackiej, syryjskiej i in. oraz w przeróżnych misjach bojowych poza granicami Stanów Zjednoczonych. Po powrocie do domu, połowa z nich żali się, iż władze nie zajmują się nimi w odpowiednim stopniu – także jeśli chodzi o zdrowie psychiczne. W efekcie tego, poczynając od roku 2008, dużo więcej żołnierzy amerykańskich zginęło we własnym kraju (najczęściej śmiercią samobójczą) niż poza jego granicami (w działaniach bojowych). Prawie codziennie w USA dochodzi do strzelaniny, powodowanej często przez psychicznie chorych, nawet na terenie amerykańskich baz wojskowych;
[3]. Por.: Percentage of Adults in Selected Countries Worldwide Currently Experiencing Mental Health Conditions (e.g. depression, anxiety) as of 2022; (z Internetu);









