Hłasko spalony słońcem

11 kwi 2022

„Jedna z czterech powieści Marka Hłaski napisanych pod wpływem izraelskich, bliskowschodnich doświadczeń. Osnowę stanowi postać Rosjanina, Abakarowa. Ten na trzy lata pozbawiony licencji pilota, ma znów zacząć latać, ale to nie perspektywa powrotu do zawodu trzyma go przy życiu, lecz możliwość dokonania przygotowanej z zimną premedytacją zemsty. Mszcząc śmierć przyjaciela, ma powtórzyć czyn tamtego, a tym samym „przedłużyć” jego życie i nadać mu sens. Kiedy w życiu Abakarowa pojawia się kobieta – walcząca z alkoholizmem i widmem starzenia się gwiazda filmowa – na pozór rodzi się dla niego szansa wyjścia z kręgu zła – zła, które rodzi kolejne zło.

Problem w tym, czy bohater jest jeszcze w stanie wybierać. (…) ta książka jest jak wiersz; jak dobry wiersz – to, co zawiera, musiało być wyrażone tak i tylko tak” – napisał krytyk Bogdan Rudnicki.
Gdy czyta się „niepolską” prozę Hłaski, siłą rzeczy nasuwa się pytanie czy jego emigracyjna proza jest lepsza czy gorsza od polskiej, od „Bazy Sokołowskiej”, „Sonaty marymonckiej”, „Pętli”, „Pierwszego kroku w chmurach”, „Ósmego dnia tygodnia”, czy „Pięknych dwudziestoletnich”. Radykalnie gorsza nie jest, ale lepsza też nie.
Może Hłasko zatrzymał się jako pisarz, utkwił na mieliźnie, w miejscu, może przestał się jako pisarz, w złych dla niego okolicznościach, rozwijać? Na pewno obce otoczenie nie wpłynęło inspirująco na pisarza.
Warszawa i Wrocław były jego naturalnym środowiskiem, czuł się w nim jak ryba w wodzie, na warszawskiej Woli, wśród żuli i szoferaków z bazy Sokołowskiej. W Izraelu, pośród palm, w gorącym klimacie elan vital pisarski Hłaski osłabł.
Spalony słońcem krajobraz izraelski, bliskowschodni wewnętrznie także go wypalał. Daremnie było szukać tu miłości, namiętności czy przyjaźni. Czyta się „Brudne czyny” z poczuciem, że choć niezła to proza, to jednak „nie to co dawniej”. Tak chętnie opuszczając Polskę nie spodziewał się zapewne Hłasko, że nie jest stworzony do emigracji, że obcość nie kręci go, lecz osłabia, wydrąża. Że zabije go nostalgia za Warszawą.
Ta powieść pozbawiona jest wigoru językowego z okresu polskiego, tamtego łobuzerskiego temperamentu.
Są natomiast w „Brudnych czynach” echa jego własnego położenia emocjonalnego, w postaci zgorzkniałej artystki mającej już za sobą okres największej świetności, czy pilota walczącego o możliwość uprawiania pasji latania.
Kto zna los Hłaski, jego przedwczesną, być może samobójczą śmierć w Wiesbaden (1969), ten w gorzkim tonie „Brudnych czynów” może odnaleźć przeczucie tego, co miało się stać. Także w „Palcie ryż każdego dnia”, „Nawróconym w Jaffie”. Czuję się ten nastrój w lekturze.
Choć rzeczywistość polska powojenna była siermiężna, groźna, ponura, to w najznakomitszych opowiadaniach Hłaski, jak „Baza Sokołowska” czy „Pierwszy krok w chmurach” czuje się ów swoisty hłaskowski luz, ta rzeczywistość do jego psychiki przylega, współgra z nią. Świat przedstawiony w „Brudnych czynach”, Izrael, Bliski Wschód jest mu obcy, uwiera go, usztywnia, i jako człowieka i jako pisarza.
Mimo to trzeba brać Hłaskę z całym „dobrodziejstwem inwentarza”, czytać go jako utalentowanego „łobuza” i jako zgorzkniałego, do bólu sfrustrowanego emigranta. Pisarstwo Marka Hłasko to nie wybór ciastek, lecza zapis zmagań z goryczą życia.
Marek Hłasko – „Brudne czyny”, Iskry, Warszawa 2021, str. 368, ISBN 978-83-244-1096-5

Najnowsze

Sprawdź również

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Niemal na początku Janina Duszejko znajduje trupa Wielkiej Stopy. To jej sąsiad, nicdobrego, kłusownik i pijak, zadławił się kością. Ale Duszejko wierzy, że to sprawiedliwa zemsta saren, z którymi zmarły toczył nierówną walkę. W powietrzu wisi kryminał, zjawia się...

I po Prałacie

I po Prałacie

Prałata (sztukę w Teatrze Telewizji) dobrze się oglądało. Choć tak naprawdę głównym bohaterem sztuki był „diabeł”. Ale przecież wiemy, że diabłów nie ma, a prałaci, biskupi, kardynałowie, proboszczowie są. Niestety, można by powiedzieć. Jak w starym, podobno,...

Lalka dla kujonów

Lalka dla kujonów

Podczas minionych świąt wyświetlono w telewizji Lalkę Wojciecha Hasa. Cóż to za film – imponujący zmysłowymi obrazami, walczących ze sobą, który kadr bardziej wyrazisty, który silniej oddziałuje na zmysły, bo co drugi jak martwa natura. Przejmujące widoki biedy...

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Temat Państwowych Gospodarstw Rolnych od dawna pojawia się zaledwie incydentalnie w debatach. W zasadzie wyłącznie jako jeden z elementów dyskusji o transformacji (co samo w sobie jest niestety kwestią już dość niszową). Bardzo rzadko ktoś zajmuje się PGR-ami jako...

Dalejże, na Krzyżaka

Dalejże, na Krzyżaka

„Krzyżacy” Jana Klaty, spektakl zrealizowany w Olsztynie na jubileusz teatru, ekscytuje: śmieszy i wzrusza, nie pozostawia widza obojętnym. To poważny atut, zwłaszcza że mamy do czynienia z ucukrowaną lekturą, która tym razem wcale na szkolną piłę nie wygląda. Kiedy...

Nie ma już wysp szczęśliwych

Nie ma już wysp szczęśliwych

Dorota Masłowska od lat opisuje rozczarowanie, jakie przyniósł neokapitalizm, jak odcisnął się w życiorysach warszawiaków, daremnie poszukujących szczęścia, błądzących w gorączce za rajem, którego wiąż nie znajdują. Tak jest co najmniej od czasu, gdy powstał jej...

Kościół jest miłością

Kościół jest miłością

To zdanie utkwiło mi w głowie po spektaklu Złe wychowanie Teatru im Jaracza z Olsztyna. Co prawda kanoniczna teza głosi, że to bóg jest miłością, ale różnica między bogiem a kościołem jest taka, że kościół jest… Jest też teatr, nie tylko w Olsztynie, ale ten...