„Kissinger” – studium władzy

Krzysztof Lubczyński
„Kissinger” – studium władzy

Już w momencie lektury pierwszych zdań biografii Henry Kissingera uderza chłodny, rzeczowy styl jej autora, Waltera Isaacsona. Po przedmowie autor od razu przechodzi do rzeczy. Nie ma tu polskiej rozlewności, przewlekle powolnego zabierania się za temat, charakterystycznego dla sporej części polskiego piśmiennictwa, nie tylko biograficznego.

I tak jest w trakcie całej lektury monumentalnego dzieła Isaacsona – żadnej waty, żadnych pustych przebiegów, pseudokomentarzy, nadmuchiwania „tematu”, a tym bardziej sentymentalizowania, „garnirowania” opisywanej postaci. Tylko fakt po fakcie, fakt po fakcie i tak do końca. To generalnie charakterystyczne cechy anglosaskiej „szkoły” biografistyki – rzeczowość, fakty i chłód. Bohater biografii, Henry Kissinger odgrywał kolosalną rolę w polityce amerykańskiej lat siedemdziesiątych, a to – zwłaszcza – wtedy,w znacznie większym niż dziś stopniu oznaczało politykę światową, globalną. Stany Zjednoczone były wtedy hegemonem, nie jak jak dziś – jedynie bardzo ważnym graczem, jednym z kilku na światowej scenie.
„Zamerykanizowany Żyd niemiecki”
Kissinger, pochodzący z rodziny żydowskiej wywodzącej się z Niemiec, z Bawarii, działał – u boku dwóch prezydentów USA, Richarda Nixona i Geralda Forda – w opinii geniusza, wielkiego taktyka i stratega, człowieka obdarzonego potężnym intelektem, a jednocześnie jednej z najbardziej wpływowych osobistości tamtej dekady. Był postacią na swój sposób monumentalną, na miarę władzy, której mu udzielono i na miarę problemów, które podejmował. Był mistrzem podejścia pragmatycznego do polityki, ideologiem i praktykiem tego, co w tamtych latach określano jako „realpolitik”. To on dokonał niebywałego dzieła: stworzył trójstronny, równoważny układ między USA, ZSRR i Chińską Republiką Ludową, zapewniając swojemu krajowi wysoką pozycję międzynarodową pomimo przegranej wojny w Wietnamie. Finezja dyplomatyczna i polityczna Kissingera miała swoje źródła być może nie tylko w jego intelekcie. Pochodził z Europy, był europejczykiem, niemieckim Żydem, studiował teksty Metternicha i może dlatego wniósł do polityki amerykańskiej ów trzeźwy ogląd, nietypowy dla specyficznie idealistycznych, a zarazem emocjonalnych Jankesów. Wniósł także dość obce dyplomacji amerykańskiej wyrafinowanie europejskiej dyplomacji, która za historyczny wzorzec przyjęła Klemensa Metternicha, architekta Kongresu Wiedeńskiego 1815. O stylu uprawiania polityki i dyplomacji przez Kissingera mówiono, że jest „tajemniczy i kameleonowaty”. Był finezyjnym, ale pokrętnym graczem, który niechętnie powierzał innym swoje zamysły. Nie było w nim ani odrobiny jankeskiej prostoduszności. Zachował nawet szczyptę niemieckiego akcentu w angielszczyźnie. Zapewne wpływ na to miał fakt, że Kissinger miał za sobą doświadczenie – młodzieńcze – życia w III Rzeszy Adolfa Hitlera, a jego rodzina padła ofiarą ustaw norymberskich, przygotowanych politycznie i propagandowo przez Juliusa Streichera, wydawcy żydożerczego pisma „Der Stürmer”. Po latach wrócił na kilka lat do Niemiec (1945-1947), jako okupacyjny żołnierz amerykański. Te doświadczenia uczyniły Kissingera, od młodości, filozoficznym pesymistą, co też diametralnie różniło go od rdzennych Amerykanów, wychowanych w cywilizacji nieustannie stwarzanego optymizmu, nieraz wbrew realiom. Intelektualnie, filozoficznie, politycznie i psychologicznie był konserwatystą w najbardziej podstawowym sensie tego słowa – miał naturalną awersję do zmian rewolucyjnych. Isaacson zdanie po zdaniu, akapit po akapicie, rozdział po rozdziale, opisuje drogę Kissingera na szczyty władzy największego ówcześnie mocarstwa światowego. Był intelektualistą o wielkiej erudycji humanistycznej, studiował pisma Kanta, Spenglera, Toynbee’go, czytał Homera, Wergiliusza, Dantego, Miltona. Odebrał także doskonałe wykształcenie formalne i został profesorem Harvard University. Jako indywidualność miał – jak to określano – „potężne ego”. Jego politycznym opus magnum stała się funkcja Sekretarza Stanu najpierw przy prezydencie Nixonie, później przy Fordzie. Musiał skonfrontować się z najcięższymi problemami USA w tamtej epoce, z wojną w Wietnamie, inwazją na Kambodżę, a później z klęską USA w wojnie wietnamskiej, zakończoną apokaliptyczną ewakuacją Sajgonu. Jednak wcześniej, to on był twórcą idei rozpoczęcia rozmów z „Vietcongiem” w lutym-kwietniu 1970 roku w Paryżu. Zanim się to stało, Kissinger przeszedł długą, praktyczną naukę i szkołę życia, jako superambitny student, a potem młody naukowiec w Harvardzie, współpracownik amerykańskiej elity finansowej, w tym m.in. Nelsona Aldricha Rockefellera, działając najpierw na „poboczach władzy”, w szerokim kręgu otaczającym Johna Fitzgeralda Kennedy’ego i Lyndona B. Johnsona.
Najbardziej przebiegły człowiek”
Jako Sekretarz Stanu stworzył – jak je określano – własne Imperium. Był, z różnych powodów, trudnym partnerem dla wszystkich, podwładnych i przełożonych. Z narcystycznym, nerwowym, chorym na alkoholizm, wybujałym osobowościowo Nixonem jego współpraca była pełna nieustannych napięć. Nazywano ich „dziwną parą”. Był świadkiem, z najbliższej możliwej odległości, upadku i dymisji Nixona po aferze Watergate w sierpniu 1974 roku. Znakomicie natomiast zharmonizował się osobowościowo z prostolinijnym i szlachetnym Geraldem Fordem, który w przeciwieństwie do Nixona nie rywalizował w nim na charaktery i intelekty, lecz z mądrą pogodą ducha uznał w tej mierze wyższy format i przewagę Kissingera. Kapitalnym obrazem myślenia Kissingera i jego praktyki politycznej jest zapis, dzień po dniu, niemal godzina po godzinie w „czarnym wrześniu” 1970 roku. Wtedy to skumulowały się jednocześnie takie zdarzenia jak: inwazja Syrii na Jordanię, wykrycie na Kubie radzieckich okrętów przenoszących broń atomową, wizyta premier Izraela, Goldy Meir w Waszyngtonie, propozycja zawarcia pokoju skierowana do USA przez Wietnam i prezydenckie zwycięstwo w Chile marksistowskiej lewicy w osobie Salvadora Allende. Trudny i fascynujący był też dla Kissingera rok 1971, w tym nawiązanie dialogu z Chińską Republiką Ludową oraz jego wizyta w Pekinie oraz spotkanie z przewodniczącym Mao-Ce-Tungiem. Utorował tym samym drogę do spotkania Mao-Nixon, do którego doszło w lutym 1972 roku. W rozdziale „Kissingerowski styl prowadzenia negocjacji” Isaacson drobiazgowo ten styl opisał. W 1973 roku powiedział podczas odprawy: „Składanie propozycji podczas negocjacji, kiedy nie ma się jasno określonego planu, jest samobójstwem”. Sporo w tym względzie nauczył się od Chińczyków. Z politykami, z którymi negocjował, tworzył swoiste więzi emocjonalne, bliskie relacje, które zmuszały do poddania się jego woli”, ale oczywiście nie zawsze mu się to udawało. Prezydenta Egiptu Sadata niemal „uwiódł”, ale nie udało mu się to n.p. z trudną, upartą i wybuchową Goldą Meir (nazywał ją złośliwie „miss Izraela”). Icchak Rabin powiedział o nim: „To najbardziej przebiegły człowiek jakiego znam” i dodał: Kissinger stosował metternichowski system mówienia tylko połowy prawdy. Nie kłamał, bo utraciłby wiarygodność. On po prostu nie mówił całej prawdy”. Z powodu jego ruchliwości podróżniczej niektórzy nazywali go „Żydem Wiecznym Tułaczem”. On sam od żydowskości się nie odżegnywał, ale nade wszystko uważał się za Amerykanina i wobec USA chciał być lojalny.
Metternich XX wieku
Nic co było ważne w polityce światowej lat 1969-1976 nie odbyło się bez udziału i wpływu Kissingera. Oparta na potężnej dokumentacji archiwalnej i przebogatej literaturze przedmiotu biografia autorstwa Waltera Isaacsona jest lekturą fascynującą, choć wymagającą wzmożonej uwagi z uwagi na natłok faktów i zagadnień. Isaacson przekonywająco uzasadnił, dlaczego Henry Kissinger  (rocznik 1923, żyjący do dziś) uznany został za jednego z największych mężów stanu o znaczeniu światowym w XX wieku. Drugim Metternichem. Wspaniała biografia Henry Kissingera napisana przez Waltera Isaacsona jest pierwszorzędnym doświadczeniem czytelniczym, intelektualnym. I to niezależnie od tego, jaki ma się stosunek do tej postaci i do USA w ogólności, choćby zdecydowanie krytyczny. To w ocenie lektury nie ma i nie powinno mieć znaczenia. Dlatego nie ma przesady w ocenie dzieła Waltera Isaacsona pomieszczonej na łamach „The New York Timesa”: „Bezgranicznie fascynująca biografia… genialne, poruszające studium władzy”.
Walter Isaacson – „Kissinger”, przekł. Filip Filipowski, Wydawnictwo Zysk i s-ka, Poznań 2021, str. 928, ISBN 978-83-8202-347-3

Poprzedni

Uchodźcy nie zniknęli

Następny

Kupa bez kamieni