Lord (angielski) to ma klawe życie

15 gru 2021

Cudnie i słodko jest, pośród ogarniętego chaosem i grozą świata, sięgnąć po tom opowiadań, z których pierwsze, tytułowe, zaczyna się od zdania o „wielkanocnym przyjęciu u lady Windermere”. I chyba dobrze, a nawet na pewno dobrze, że nie znalazł się współczesny nam tłumacz z języka angielskiego, który zechciałby stylistykę tych wspaniałych literackich, XIX-wiecznych bibelotów Oscara Wilde (1854-1900) przełożyć na rzeczowy jak nawóz sztuczny język współczesny, bo to by im tylko odebrało czar i smak, który emanuje ze starego jak świat przekładu Róży Centnerszwerowej.

Opowiadać treści nowel Wilde’a nie uchodzi, bo to tak, jakby „własnymi słowami” opowiadać „Osiem i pół” Felliniego. Ich urok tkwi bowiem przede wszystkim w finezji stylu, w wykwintnym, dystyngowanym (jak tytułowy lord), ironicznym dystansie pisarza do sytuacji fabularnej i do postaci, w tworzywie tych nowel, które jest z założenia „sztuczne” jak maniery dawnych angielskich lordów z powieści wiktoriańskiej.
Ale że uroku artystycznego prozy trzeba zasmakować osobiście, nie per procura, zostawię to czytelnikom.
Czy natomiast nowele Wilde’a mogą dać czytelnikowi satysfakcję wykraczającą poza satysfakcję z kontaktu ze „sztuką dla sztuki”, bo to akurat nie wszystkim wystarczy, a niektórych może nawet zniechęcić? „Zbrodnia lorda Artura Saville” to fabularyzowany traktacik filozoficzny, w tonie silnie kpiarskim, o wierze w predystynację, w przeznaczenie, w nieuchronność losu. „Duch z Kanterwilu” (istnieje też bardzo dobry i też dość „staromodny”, acz już z końca lat sześćdziesiątych XX wieku, przekład Andrzeja Nowickiego, wybitnego filozofa-ateisty) opowiada o duchu ze starego angielskiego zamku (wypisz wymaluj słowa hrabiego Horeszko w „Panu Tadeuszu” po opowieści Gerwazego: „W Anglii i Szkocyi każdy zamek lordów, w Niemczech każdy dwór grafów był teatrem mordów!”).
Duch ów, straszący w „Kanterwilu” od wieków, przegrywa walkę na straszenie z „racjonalnymi”, trywialnymi, bogatymi barbarzyńcami amerykańskimi, którzy nabyli zamek drogą kupna. W innym opowiadaniu, „Modelowy milioner”, to bogacz udający obdartego żebraka, co przypomina cokolwiek nie tak dawne maniery zachodnich celebrytów i bogaczy, przybywających do eleganckich hoteli w brudnym przyodziewku, boso, z usmolonymi stopami (widziałem kiedyś takiego bodaj pod warszawskim „Bristolem”, gdy wysiadał z jakiegoś „cadillaca” witany uniżonymi ukłonami przez portiera w operetkowym uniformie). Nowela „Sfinks bez sekretu”, to opowieść o damie, która udawała tajemniczość, nie mając z sobie ani krzty tajemnicy.
I na koniec „Portret pana W.H” – o młodym człowieku, który umarł za teorię literacką tak, jak niektórzy umierają za ideę czy ojczyznę. Wilde kończy nowelę w sposób kipiący od skrywanej ironii: „Czasem jednak, kiedy wpatruję się w podobiznę Willie Hughesa, przychodzi mi na myśl, że w istocie jednak niejedno przemawia za słusznością teorii Cyryla Grahama”.
Przypomnijmy, że rzeczony Hughes, to ów ofiarny wyznawca teorii Grahama i zauważmy, że tak pomyśleć, jak w tym zdaniu, mógł tylko flegmatyczny, angielski arystokrata. Zacząłem od pierwszego zdania noweli o zbrodni lorda Artura. Jeden z rozdziałów „Portretu pana W.H” rozpoczyna się takim oto passusem: „Było po dwunastej, kiedy się obudziłem. Poprzez zasłony okienne wpadało do pokoju słońce długimi, skośnymi smugami złotawego pyłu. Zapowiedziałem służącemu, że nie przyjmę nikogo i, po wypiciu filiżanki czekolady i zjedzeniu bułeczki, zdjąłem z półki tom sonetów Szekspira i zagłębiłem się w staranne studiowanie ich”.
Lord (angielski), to ma klawe życie.
Oscar Wilde – „Zbrodnia lorda Artura Saville i inne nowele”, przekł. Róza Centnerszwerowa, Wydawnictwo MG, Warszawa 2021, str. 147, ISBN 978-83-7779-726-6

Najnowsze

Sprawdź również

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Niemal na początku Janina Duszejko znajduje trupa Wielkiej Stopy. To jej sąsiad, nicdobrego, kłusownik i pijak, zadławił się kością. Ale Duszejko wierzy, że to sprawiedliwa zemsta saren, z którymi zmarły toczył nierówną walkę. W powietrzu wisi kryminał, zjawia się...

I po Prałacie

I po Prałacie

Prałata (sztukę w Teatrze Telewizji) dobrze się oglądało. Choć tak naprawdę głównym bohaterem sztuki był „diabeł”. Ale przecież wiemy, że diabłów nie ma, a prałaci, biskupi, kardynałowie, proboszczowie są. Niestety, można by powiedzieć. Jak w starym, podobno,...

Lalka dla kujonów

Lalka dla kujonów

Podczas minionych świąt wyświetlono w telewizji Lalkę Wojciecha Hasa. Cóż to za film – imponujący zmysłowymi obrazami, walczących ze sobą, który kadr bardziej wyrazisty, który silniej oddziałuje na zmysły, bo co drugi jak martwa natura. Przejmujące widoki biedy...

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Temat Państwowych Gospodarstw Rolnych od dawna pojawia się zaledwie incydentalnie w debatach. W zasadzie wyłącznie jako jeden z elementów dyskusji o transformacji (co samo w sobie jest niestety kwestią już dość niszową). Bardzo rzadko ktoś zajmuje się PGR-ami jako...

Dalejże, na Krzyżaka

Dalejże, na Krzyżaka

„Krzyżacy” Jana Klaty, spektakl zrealizowany w Olsztynie na jubileusz teatru, ekscytuje: śmieszy i wzrusza, nie pozostawia widza obojętnym. To poważny atut, zwłaszcza że mamy do czynienia z ucukrowaną lekturą, która tym razem wcale na szkolną piłę nie wygląda. Kiedy...

Nie ma już wysp szczęśliwych

Nie ma już wysp szczęśliwych

Dorota Masłowska od lat opisuje rozczarowanie, jakie przyniósł neokapitalizm, jak odcisnął się w życiorysach warszawiaków, daremnie poszukujących szczęścia, błądzących w gorączce za rajem, którego wiąż nie znajdują. Tak jest co najmniej od czasu, gdy powstał jej...

Kościół jest miłością

Kościół jest miłością

To zdanie utkwiło mi w głowie po spektaklu Złe wychowanie Teatru im Jaracza z Olsztyna. Co prawda kanoniczna teza głosi, że to bóg jest miłością, ale różnica między bogiem a kościołem jest taka, że kościół jest… Jest też teatr, nie tylko w Olsztynie, ale ten...