Ojciec psychologii w literaturze

17 sty 2022

„Wyznania” Jana Jakuba Rousseau jemu współcześni czytelnicy, a było ich – podkreślmy – niewielu, przyjęli jako przekroczenie granic, jako dzieło fragmentami skandalizujące obyczajowo i obrazoburcze społecznie. Ale to było przeszło dwieście pięćdziesiąt lat temu i kryteria według których ocenia się poziom skandaliczności i obrazoburstwa zmieniły się tak dalece, że trudno nam dziś sobie nawet uzmysłowić ówczesną ich skalę. Nie ulega zatem wątpliwości, że pierwszy z powodów, dla którego „Wyznania” Rousseau zyskało rangę nie tylko arcydzieła literackiego, ale też dzieła epokowego swoim znaczeniem ideowym i mentalnym, już dawno uległ dezaktualizacji.

Wiele dzieł literackich podległo na przestrzeni stuleci czy dziesięcioleci takim procesom. Szokujące kiedyś erotyzmy „Dekamerona”, „Opowieści kanterberyjskich”, „Kochanka lady Chatterley”, „Lolity” dziś są niewinne jako lilija. Aczkolwiek wypada gwoli ścisłości zauważyć, że jeszcze w latach sześćdziesiątych, w niektórych w krajach zachodniej Europy i USA wydawanie niektórych uważanych za skandalizujące obyczajowo utworów literackich było zakazane i dopiero sądowa walka doprowadziła do ich uwolnienia spod presji cenzury. Wróćmy jednak do „Wyznań” Rousseau. Także druga warstwa tego dzieła bardzo wiele straciła na czytelniczej atrakcyjności z naszego, obecnego punktu widzenia.
Jakim bowiem sposobem dzisiejszego czytelnika mogą zainteresować sążniste opisy życia obyczajowego drugiej połowy XVIII wieku we Francji czy drobiazgowe relacje z lat szkolnych filozofa, spotkań towarzyskich, konwersacji, flirtów toczonych w różnych arystokratycznych posiadłościach?
Czyż czytelnika współczesnego może interesować, że „hrabina wyszła z domu o piątej”, nawet jeśli informacja ta nie pochodzi z fikcyjnej prozy, lecz z dokumentalnego zapisku pana Rousseau? Czyż mogą go zainteresować afekty, którym młody Jan Jakub darzył panią de Warens czy inną panią? Gdyby jeszcze ubrane to było w kostium awanturniczego romansu z epoki płaszcza i szpady…
Ale nie jako zapiski przemądrzałego „nudziarza” sprzed dwustu pięćdziesięciu lat. Rousseau to w końcu nie Szekspir, którego potężny talent i niewiarygodna zdolność zachowywania świeżości sprawia, że odbiera się go często jako „naszego współczesnego” i brzmi on ze sceny niewiarygodnie aktualnie.
Co zatem zostało dla nas, co uzasadnia sens kolejnych wydań „Wyznań”, co sprawia, że mimo wszystko warto je przeczytać, traktując to choćby jako akt zapoznania się z klasycznym tytułem z kręgu wielkiej klasyki literackiej?
Otóż jest taki powód. To subtelna introspekcja psychologiczna, której dokonuje Rousseau na kartach swego dzieła.
To jedyna jego wartość, która zachowała aktualność, atrakcyjność mimo zwietrzenia innych warstw, ale być może wartość o największej wadze, najważniejsza. „Wyznania” Rousseau były z tego punktu widzenia w obszarze literatury w pewnym stopniu rewolucyjne.
To Rousseau tak naprawdę jako pierwszy wprowadził do literatury psychologię, analizę procesów psychicznych. Co prawda były one obecne także w literaturze wcześniejszej, wielkim „psychologiem” literatury był choćby wspomniany wyżej Szekspir, można na ich wąskie pasma natrafić n.p. w greckiej tragedii antycznej, u Dantego w „Boskiej komedii”, w „Myślach” Pascala czy w „Próbach” Montaigne’a i w wielu innych dziełach dawnej literatury, ale to była obecność niebezpośrednia, nieciągła, nieesencjonalna, zatomizowana, rozproszona w różnych formach artystycznej ekspresji.
Psyche ludzka nie była podstawową esencją tych dzieł, pojawiała się jako produkt uboczny. Dopiero Rousseau wprowadził do literatury psychologię in extenso, czyniąc z niej główną substancję literacką. Półtora wieku później, Marcel Proust stworzył nową rzeczywistość literatury przerzucając do Rousseau pomost, który, co do metody, uczynił go bezpośrednim spadkobiercą twórcy „Wyznań”, przy czym przerzucił ten pomost ponad przestrzenią całej prozy XIX wieku, która (wypada wyłączyć z tego poezję) następne półtora stulecia przeżyła zasadniczo odwrócona od rousseańskiej spuścizny.
A Rousseau był postacią na tyle interesującą, że warto zajrzeć do jego wnętrza.
Jean Jacques Rousseau – „Wyznania”, tłum. Tadeusz Boy-Żeleński, Wydawnictwo MG, Warszawa 2021, str. 737, ISBN 978-83-7779-733-4

Najnowsze

Sprawdź również

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Niemal na początku Janina Duszejko znajduje trupa Wielkiej Stopy. To jej sąsiad, nicdobrego, kłusownik i pijak, zadławił się kością. Ale Duszejko wierzy, że to sprawiedliwa zemsta saren, z którymi zmarły toczył nierówną walkę. W powietrzu wisi kryminał, zjawia się...

I po Prałacie

I po Prałacie

Prałata (sztukę w Teatrze Telewizji) dobrze się oglądało. Choć tak naprawdę głównym bohaterem sztuki był „diabeł”. Ale przecież wiemy, że diabłów nie ma, a prałaci, biskupi, kardynałowie, proboszczowie są. Niestety, można by powiedzieć. Jak w starym, podobno,...

Lalka dla kujonów

Lalka dla kujonów

Podczas minionych świąt wyświetlono w telewizji Lalkę Wojciecha Hasa. Cóż to za film – imponujący zmysłowymi obrazami, walczących ze sobą, który kadr bardziej wyrazisty, który silniej oddziałuje na zmysły, bo co drugi jak martwa natura. Przejmujące widoki biedy...

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Temat Państwowych Gospodarstw Rolnych od dawna pojawia się zaledwie incydentalnie w debatach. W zasadzie wyłącznie jako jeden z elementów dyskusji o transformacji (co samo w sobie jest niestety kwestią już dość niszową). Bardzo rzadko ktoś zajmuje się PGR-ami jako...

Dalejże, na Krzyżaka

Dalejże, na Krzyżaka

„Krzyżacy” Jana Klaty, spektakl zrealizowany w Olsztynie na jubileusz teatru, ekscytuje: śmieszy i wzrusza, nie pozostawia widza obojętnym. To poważny atut, zwłaszcza że mamy do czynienia z ucukrowaną lekturą, która tym razem wcale na szkolną piłę nie wygląda. Kiedy...

Nie ma już wysp szczęśliwych

Nie ma już wysp szczęśliwych

Dorota Masłowska od lat opisuje rozczarowanie, jakie przyniósł neokapitalizm, jak odcisnął się w życiorysach warszawiaków, daremnie poszukujących szczęścia, błądzących w gorączce za rajem, którego wiąż nie znajdują. Tak jest co najmniej od czasu, gdy powstał jej...

Kościół jest miłością

Kościół jest miłością

To zdanie utkwiło mi w głowie po spektaklu Złe wychowanie Teatru im Jaracza z Olsztyna. Co prawda kanoniczna teza głosi, że to bóg jest miłością, ale różnica między bogiem a kościołem jest taka, że kościół jest… Jest też teatr, nie tylko w Olsztynie, ale ten...