Opowieści mądre i pikantne

4 maj 2022

Na początek wypada sięgnąć do słownika pisarzy świata, jako że w tym przypadku mamy do czynienia z klasyką literacką nie tylko bardzo dawną, ale też bardzo ekskluzywną. „Geoffrey Chaucer, ok. 1340-1400, angielski poeta, doskonały znawca ówczesnej literatury europejskiej, którą bądź przekładał, n.p. „Romans o róży” („Romance of the Rose”, napisana przed 1370 r.), bądź trawestował, n.p. „Troilus i Kresyda” („Troilus and Criseyde”).

„Geoffrey Chaucer, ok. 1340-1400, angielski poeta, doskonały znawca ówczesnej literatury europejskiej, którą bądź przekładał, n.p. „Romans o róży” („Romance of the Rose”, napisana przed 1370 r.), bądź trawestował, n.p. „Troilus i Kresyda” („Troilus and Criseyde”). Czołowym dziełem są „Opowieści kanterberyjskie” („Canterbury Tales”, ok. 1387-1400), napisane w najbardziej dojrzałym okresie jego twórczości (tzw. angielskim).
Zawierają one opowiadania pielgrzymów umilających sobie drogę do grobu świętego Tomasza rodzajem dyskursu oratorskiego. Autor daje w ten sposób popis swej umiejętności operowania każdym uprawianym w średniowieczu gatunkiem literackim od różnych form romansu średniowiecznego przez żywoty świętych, budujące traktaty i przypowieści aż po rubaszne fabliaux.
Postaci pielgrzymów tworzą reprezentatywną galerię typów i grup społecznych: władcy feudalni świeccy i duchowni, rzemieślnicy, wolne zawody i otoczeni największą sympatią autora mieszkańcy wsi. Chaucer pisał w dialekcie wschodnio-środkowoangielskim, doskonaląc go jako środek literackiego przekazu”. W lakonicznym wstępie do potężnego tomu „Opowieści kanterberyjskich” w edycji Biblioteki Śląskiej w Katowicach Mikołaj Szymański napisał: „Opowieści kanterberyjskich” nie czytał ani Kochanowski, ani pan Zagłoba, który świetnie by się czuł wśród występujących tam postaci, ani Sienkiewicz.
Czternastowieczna literatura angielska nie jest częścią naszego dziedzictwa kulturowego. A jednak czytając ten zbiór, wciąż natrafiamy na dobrze nam znane historie. Dzieje się tak dlatego, że Chaucer wiele wątków zaczerpnął z autorów starożytnych, jak Owidiusz i Liwiusz, a spora część jego opowieści ma swoje odpowiedniki we współczesnym mu „Dekameronie” Boccaccia w naszych czasach zarazy”.
Od sobie dodałbym do powyższego wywodu słowo „prawdopodobnie”, bo pewności, że Kochanowski, a tym bardziej Sienkiewicz nie poznali „Opowieści kanterberyjskich” lub nie zetknęli się z nimi choćby we fragmentach, stuprocentowej być nie może. Nie byłbym też aż takim optymistą co do tego, że w „naszych czasach zarazy” „wracamy” do „Dekame rona”. Jeśli jest powrót, to raczej do głupich filmów klasy C i głupich powieści z kręgu książkowej konfekcji.
Potężny tekst kanterberyjskich historii poprzedza zestawienie opinii o nich. Różnych. Lord George Gordon Byron napisał (1807) w świętoszkowatym duchu, że „Chaucer, pomimo pochwał, jakie na niego spadają, jest dla mnie obsceniczny i odrażający”.
Gail Aschton: „Opowieści kanterberyjskie” Chaucera to tygiel tematów i myśli wyrażonych bogatym amalgamatem stylów i technik, gdzie komiczność miesza się z powagą, a rozrywka z nauką” (1998). Harold Bloom (2008) zaliczył Chaucera do grona pisarzy klasy Dantego, Miltona, Szekspira, Cervantesa, Lwa Tołstoja czy Prousta. Od siebie dodałbym, poza wspomnianym Boccaccio, także asocjacje z Aretino czy Brantômem. Jeśliby spróbować znaleźć jakieś filiacje (raczej słabe i powierzchowne) opowieści Chaucera z literaturą polską, to można by wskazać fraszki Reja czy Kochanowskiego, „Monachomachię” Krasickiego, a po trosze może także obscena fredrowskie typu „XIII księgi „Pana Tadeusza”. Chciałoby się zakończyć rekomendację lektury „Opowieści kanterberyjskich” (które wcześniej ukazały się także, w innym przekładzie w serii „Biblioteki Narodowej” Ossolineum) jakimś soczystym, zachęcającym do lektury cytatem.
Nie jest to łatwe, bo materia jest ogromna, blisko osiemsetstronicowa, a przy tym wielotematyczna, więc wybór trudny. Niech jednak będzie o pewnym kogucie z „opowieści Księdza od Siostry Zakonnej”: „A kury za nim wszystkie poleciały,/Kiedy zawołał je szczęśliwy cały,/ Bo znalazł ziarna jakieś za podwórzem/I już się nie bał, nie był więcej tchórzem./ A Partelotę przeleciał kochaną/Dwadzieścia razy, i to jeszcze rano”. To tyle pikanterii na zachętę do pysznej lektury.
Geoffrey Chaucer – „Opowieści kanterberyskie”, z języka średnioangielskiego przełożył Jarek Zawadzki, ilustr. Maciej Sieńczyk, wstęp Mikołaj Szymański, Biblioteka Śląska 2022, Katowice 2022, str. 796, ISBN 978-83-64210-83-9

Najnowsze

Sprawdź również

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Niemal na początku Janina Duszejko znajduje trupa Wielkiej Stopy. To jej sąsiad, nicdobrego, kłusownik i pijak, zadławił się kością. Ale Duszejko wierzy, że to sprawiedliwa zemsta saren, z którymi zmarły toczył nierówną walkę. W powietrzu wisi kryminał, zjawia się...

I po Prałacie

I po Prałacie

Prałata (sztukę w Teatrze Telewizji) dobrze się oglądało. Choć tak naprawdę głównym bohaterem sztuki był „diabeł”. Ale przecież wiemy, że diabłów nie ma, a prałaci, biskupi, kardynałowie, proboszczowie są. Niestety, można by powiedzieć. Jak w starym, podobno,...

Lalka dla kujonów

Lalka dla kujonów

Podczas minionych świąt wyświetlono w telewizji Lalkę Wojciecha Hasa. Cóż to za film – imponujący zmysłowymi obrazami, walczących ze sobą, który kadr bardziej wyrazisty, który silniej oddziałuje na zmysły, bo co drugi jak martwa natura. Przejmujące widoki biedy...

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Temat Państwowych Gospodarstw Rolnych od dawna pojawia się zaledwie incydentalnie w debatach. W zasadzie wyłącznie jako jeden z elementów dyskusji o transformacji (co samo w sobie jest niestety kwestią już dość niszową). Bardzo rzadko ktoś zajmuje się PGR-ami jako...

Dalejże, na Krzyżaka

Dalejże, na Krzyżaka

„Krzyżacy” Jana Klaty, spektakl zrealizowany w Olsztynie na jubileusz teatru, ekscytuje: śmieszy i wzrusza, nie pozostawia widza obojętnym. To poważny atut, zwłaszcza że mamy do czynienia z ucukrowaną lekturą, która tym razem wcale na szkolną piłę nie wygląda. Kiedy...

Nie ma już wysp szczęśliwych

Nie ma już wysp szczęśliwych

Dorota Masłowska od lat opisuje rozczarowanie, jakie przyniósł neokapitalizm, jak odcisnął się w życiorysach warszawiaków, daremnie poszukujących szczęścia, błądzących w gorączce za rajem, którego wiąż nie znajdują. Tak jest co najmniej od czasu, gdy powstał jej...

Kościół jest miłością

Kościół jest miłością

To zdanie utkwiło mi w głowie po spektaklu Złe wychowanie Teatru im Jaracza z Olsztyna. Co prawda kanoniczna teza głosi, że to bóg jest miłością, ale różnica między bogiem a kościołem jest taka, że kościół jest… Jest też teatr, nie tylko w Olsztynie, ale ten...